Jeśli jednak oczekujecie teraz historii czy coś marki tej czekolady... to się rozczarujecie. Po wpisaniu w googlu, zobaczeniu strony internetowej w języku francuskim i z ograniczonym asortymentem tabliczek, nawet mi się nie chciało sprawdzać, czy można ją wyświetlić po angielsku.
Ważne, że jest kokos i że mam co porównywać, bo jakoś nie wydaje mi się, żeby ta francuska firma była warta szczególnej uwagi (zirytowali mnie waniliną w składzie, który zobaczyłam jeszcze przed otwarciem).
Chocolaterie de Provence Gourment Line White & Coconut to biała czekolada z wiórkami kokosowymi, które stanowią 16 % składu.
Po wzięciu dość cienkiej tabliczki do rąk, odebrałam ją jako straszliwie tłusto-miękką, delikatną, ale przy przełamywaniu trochę się uspokoiłam: owszem, była miękka, ale nie aż tak strasznie. Jak to biała czekolada po prostu.
Ugryzłam kawałek, a ten zaczął się rozpuszczać w sposób dość powolny, przyjemnie tłustawy i nieco kremowy. Krótko mówiąc: typowy dla niezłej białej czekolady.
Zwykła słodycz oczywiście także się pojawiała, ale przy tym dosadnym smaku mleka nie była aż tak zauważalna, bo w momencie gdy zaczęła zrównywać się z mlekiem i coraz bardziej nasilać (co mogłoby doprowadzić do przesady ze słodyczą)...
Jedyne, czego przeboleć nie mogę to ta wanilina: w zapachu przełożyła się na ten "waniliowy" akcent, w smaku w ogóle nie grała żadnej roli... a przecież można było dodać wanilię i byłoby doskonale!
Nie oprę się odniesieniu do Lindt'a Excellence White Coconut, który pod względem zapachu był o wiele bardziej śmietankowo-kokosowy, a co za tym idzie - lepszy. W przypadku dzisiejszej czekolady mamy nacisk na mleko i w dodatku nutkę waniliową (nie prawdziwej wanilii - to ważne).
Jednak w kwestii konsystencji miękko grudkowaty Lindt przegrał z kretesem, bo do Chocolaterie de Provence nie mam żadnych zastrzeżeń.
Jeśli o smak chodzi.. są one chyba dość zbliżone, ale wydaje mi się, że Lindt był nieco słodszy i miał mniej wiórek (albo to konsystencja tak wpłynęła na odbiór).