Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: spirulina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: spirulina. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 lipca 2020

Vosges Super Dark 72 % Matcha ciemna 72 % z zieloną herbatą matcha, spiruliną i nibsami

Odkąd zjadłam moją pierwszą Vosges Super Dark 72 % Matcha Green Tea minęło już tyle czasu, że czekolada zdążyła dwukrotnie zmienić opakowanie. Najpierw piękne czarne zastąpiono znacznie brzydszym białym, a obecnie (na szczęście) Vosges znów prezentuje się pięknie (najnowszego opakowania jednak nie mam). Początkowo nawet aktualizacji miało nie być, potem tylko parę zdań, bo w tej białej wersji i tak jest już niedostępna, ale jednak trafiłam na zbyt duże zmiany. I za bardzo lubię pisać, więc wyszedł mi tekst za długi na jedynie dodatek. Mało, że inaczej wyszła, to już w opisie widać różnice: lecytyna wypadła ze składu i sprecyzowano pochodzenie poszczególnych dodatków.

Vosges Super Dark 72 % Matcha Green Tea, Spirulina and Cocoa Nibs to ciemna czekolada o zawartości 72 % kakao z nibsami z Ghany, zieloną herbatą matcha z prefektury Aichi i spiruliną.

Gdy tylko otworzyłam sreberko, tym razem poczułam silną, goryczkowato-cierpką ziołowość, mocno paloną, kawową czekoladę i niemal słonawą algowość. Od razu, a już zwłaszcza po podziale, przewijały się między tym glony i nutka herbaty matcha.

najnowsza;
zdjęcie ze str. producenta
Bardzo ciemna tabliczka wyglądała inaczej niż dawna wersja. Tę zdobiły piękne esy-floresy i według mnie trochę bezsensowny napis "with what would chocolate not marry?".
Przy łamaniu tabliczka zacnie trzaskała, gdyż była bardzo twarda. Przekrój ujawnił sporo dodatków, acz całość nie była nimi zbyt najeżona. Trafiłam na dużo skupisk / grudek proszku spiruliny i matchy, całkiem sporo nibsów większych niż poprzednio. Niektóre z nich zdawały się siedzieć w "kieszonkach z zielonej mieszanki proszków". Przypadło mi to wszystko do gustu.

Czekolada w ustach rozpływała się powoli na gładki, zwarto-gęsty krem, pozostawiający tłuste, maziste smugi. Dodatki świetnie się w nią wpasowały, obniżając poczucie tłustości. Proszek matchy dodał lekkiej suchawości, ale też napędził wilgoć. Nibsy miały miękkawo-chrupiącą strukturę. Część wyszła jakby lekko zawilgocona, inne odpowiednio sucho: świeżo i nie ostro, czyli bardzo przyjemnie.

W smaku... w zasadzie było podobnie, jak poprzednim razem. Mocno palony smak jednoznacznie sugerował kawę. Jej gorzkość szybko rozkręciła się, wzmocniona goryczką ziołową. Tym razem wydała mi się silniejsza, niemal zrównana z kawą.

Zaraz pojawiła się także specyficzna w smaku matcha oraz posmak alg, a więc i spirulina. Normalnie, jakby pod kawą i delikatną słodyczą zaplątał się jakiś wodorost, zahaczający o słonawość. Ogólna ziołowość oczywiście przyniosła smak zielonej herbaty matcha - naturalnie słodkawej i harmonijnie splecionej z czekoladą. Charakteru dodała jej niemal wytrawna algowość i taki ogólnie rześko-roślinny, ziołowy motyw. Zielone skupiska dawały całości mocne, matchowo-wodorostowe (już prawie rybie?) kopniaki.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsów raz po raz trafiałam na ziołową, intensywną gorycz, która kojarzyła mi się też trochę z tranem.

Wszystkie te "zieloności" genialnie wyszły z goryczkowato-palonymi, a zarazem jakby lekko soczystymi nibsami. Te, gdy wyłoniły się spod czekolady, udawały kawę. Rozgryzając je "obok czekolady" poczułam się, jakbym miała do czynienia z nasączonym nią, trochę przypalonym ciastem czekoladowym.

Czekoladowa baza, bardzo intensywna, swą delikatniejszą już gorzkością zamknęła kompozycję i wraz z herbatą, ziołami i algami została w posmaku, sugerując kawo-herbatę.
Zostawione na koniec i dopiero porozgryzane nibsy podkreśliły to wszystko, zwłaszcza nuty palono-kawowe, ale nie zabiły reszty.

Całość i tym razem bardzo, bardzo mi smakowała. Z nieco innych powodów jednak. Otóż wciąż jestem pod ogromnym wrażeniem, jak Vosges łączy czekoladę i kontrowersyjne dodatki - proporcje są tak dobierane, że nic niczego nie zagłusza, czuć wszystko i... wszystko w dziwny, niekonwencjonalny sposób do siebie pasuje.
Stara "czarna" wersja była smakowitą czekoladą z wyraźnie wyczuwalnymi nutami dodatków. Nie były one tam tak mocne, intensywne, a spokojniejsze. Nowa "biała" zachwyciła mnie odważnym, mocnym smakiem matchy i spiruliny, wtłoczonym w boską czekoladę. Charakternych dodatków nie pożałowano, ale nie zaburzyły bazy, a wręcz wkręciły się w jej walory. Nibsy, na które tak zawsze narzekam, tutaj... wyszły cudownie, że aż chyba przekonuję się do tego dodatku.
Zdecydowanie postawili na kontrowersyjność.
Obie wersje postrzegam jako kunsztowne i przepyszne.


ocena: 10/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 500 kcal / 100 g
czy kupię znów: chciałabym

Skład: ciemna czekolada (miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, naturalny aromat wanilii), kruszone ziarna kakao, zielona herbata matcha, spirulina w proszku

sobota, 7 lipca 2018

Happy Benjamino Lemon Spirulina + Protein ryżowa 45 % ze spiruliną i cytryną

Nie rozumiem, dlaczego spirulina jest postrzegana jako dodatek kontrowersyjny. Wiele rzeczy z nią smakowało mi i wcale nie czułam w nich jakiś dziwnych, obrzydliwych nut. Połączenie spiruliny i cytryny? Mi wydało się ciekawe i od razu przypomniały mi się Libeert Lemon & Ginger i Pacari Spirulina, a potem zaczęłam sobie wyobrażać, jak połączenie tego może smakować. Po co się jednak zastanawiać, gdy można sięgnąć do szuflady? Cieszyłam się na ten moment, aż do chwili, gdy okazało się, że o czekoladzie miałam zupełnie błędne wyobrażenie.

Happy Benjamino Lemon Spirulina + Protein to czekolada ryżowa o zawartości 45 % kakao z Nikaragui ze spiruliną i cytryną. To chyba "mleczna" wegańska, białkowa (białko ryżowe).

Cytrynowy zapach poczułam jeszcze przed otwarciem kartonika. Potem oczywiście nasilił się i to do tego stopnia, że później miałam problem z pozbyciem się go z dłoni. Szybko się ulatniał i nie był już taki silny, ale odebrałam go jako "wgryzający się".
Była to cytryna częściowo soczysta, a częściowo goryczkowata w sposób a'la jakieś galaretki, żelki (raczej moje wyobrażenie). Przy łamaniu i jedzeniu poczułam też algową nutę akwarium, pylistość kakao i dziwnie... papierową proszkowość.

Było to dość upiorne wraz z tym, co widziałam. Najpierw myślałam, że czekolada jest zepsuta, bo wyglądała dziwnie. Nie był to wydzielony tłuszcz, ani zwykły osad. Matową tabliczkę pokrywał jakby pyłek, którego nie dało się pozbyć. Miała jakby zbeżowiało-zszarzały kolor. Aż telefon miał problem ze złapaniem ostrości i koloru - na zdjęciach wygląda nieco inaczej.
Przy łamaniu nie była twarda, ale miękka też nie. Odebrałam ją za jako dziwnie mączną.

Ostrożnie spróbowałam. Tu dopiero przeżyłam szok. Otóż czekolada leniwie, choć w tempie normalnym, miękła do złudzenia przypominając bardzo, bardzo ciepłą plastelinę. Była tłusta i strasznie mączna.

Natychmiast poczułam goryczkowaty posmak olejku cytrynowego, który potem zrobił się też trochę kwaskowaty, ale nie kwaśny. Była to taka "słodka cytrusowość" kojarząca się ze słodkimi cukierkami, gumami rozpuszczalnymi (luźne wyobrażenia).

Równie szybko w ustach rozeszła się pylistość. Zarówno sucho kakaowa, taka wyprana ze smaku, choć nieco orzechowa, jak i dziwnie po prostu mdła. Miałam wrażenie, jakbym jadła mąkę z nieco orzechowymi nutami. Kakao... wydało mi się strasznie wyprane ze smaku. Właściwie kakao jako takiego nie czułam. Czułam za to maślaność.

W tle, przy tym mdłym smaku pojawiło się coś akwariowatego, algowego...? Takiego proszkowo-spirulinowego. Nie wiem, czy ktoś z Was kiedyś próbował czystą sproszkowana spirulinę. Ja tak i nie uważam, by była zła. To był właśnie jej smak, tylko jakby wymieszany z mąką. Potem do głowy przyszło mi, że w sumie może się to kojarzyć z makaronem ryżowym. Spirulina nasilała się, aż w pewnej chwili niemal dominowała.

W sumie nie miała i konkurencji, bo inne smaki były mdłe. Akwarium połączyło się z cukierkową cytryną i skojarzyło mi się z jakimiś... "sprzedawanymi w kioskach chińskimi gumami do żucia o smaku teoretycznie żadnym, a praktycznie karmy dla rybek, które przesiąkły papierowym opakowaniem". O dziwo w smaku cytryna właściwie odchodziła w niepamięć.

Po wszystkim pozostawał dziwny posmak... jakby odżywki białkowej (?), kartonu, lekko orzechowo-maślany, sztucznie cytrynowy i algowo-rybkowy. Po połowie kostki (w sumie są dość spore) myślałam, że zwymiotuję. Miałam poczucie, jakbym najadła się plasteliny.

Byłam pewna, że to ciemna czekolada (np. 70 %), co sugeruje kostka widoczna na opakowaniu, zdrapałam nalepkę z tłumaczeniem i... 45 % kakao. Cóż... to i tak dużo, bo "po smaku" nie powiedziałabym, że tam w ogóle jest miazga. Obstawiałabym raczej mieszankę tłuszczu kakaowego i kakao w proszku.

Takiego oblecha dawno nie jadłam. Nie podchodzą mi wegańskie zamienniki mlecznych, białkowych rzeczy nie lubię, ale... Nie wiem, gdybym miała rozpatrywać to jako czekoladę "mleczną ryżową", może powinnam wystawić nieco wyższą ocenę, ale ja czuję się oszukana ("mlecznej ryżowej" za nic bym nie kupiła). Patrząc na opakowanie łatwo odnieść wrażenie, że ma się do czynienia z ciemną czekoladą. Trzeba patrzeć na skład... no, zawartość kakao odkryłam dopiero po zdrapaniu nalepki z tłumaczeniem, a np. śmietanka kokosowa zasugerowała mi nadzienie czy coś (a przynajmniej coś niezłego). Nie podlega jednak dyskusji fakt, że smakowało okropnie.


ocena: 1/10
kupiłam: Naturalny24
cena: 12,90 zł (za 70g)
kaloryczność: 561 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, białko ryżu w proszku 13%, śmietanka kokosowa, białko migdałów w proszku 8%, spirulina w proszku 1,5%, lecytyna słonecznikowa, olejek cytrynowy 0,04%, wanilia Bourbon

poniedziałek, 30 października 2017

Pacari Raw Spirulina ciemna surowa 70 % z Ekwadoru ze spiruliną słodzona cukrem kokosowym

Gdy wreszcie przyszło do sięgnięcia po tę tabliczkę poczułam, jakby kamień spadł mi z serca. Chyba na żadną inną czekoladę tak nie polowałam, jak właśnie na tę. "Czy rzeczywiście smakuje aż tak paskudnie, że nikt jej nie chce i nie opłaca się jej sprowadzać do Polski?" - zastanawiałam się, a moje zainteresowanie rosło. Skrupulatnie przeszukiwałam różne strony, aż w końcu... Trafiłam! I oczywiście zakupiłam.
Jako że Pacari to jedna z moich ulubionych marek, a dzień wcześniej jadłam inną czekoladę ze spiruliną (Lifefood), byłam bardzo ciekawa, jak też ten dodatek wykonała. Czy Pacari mogło wypuścić coś niesmacznego?

Pacari Raw Spirulina to ciemna surowa czekolada o zawartości 70 % kakao z Ekwadoru ze spiruliną słodzona cukrem kokosowym.

Po otwarciu poczułam zapach bardzo smakowity, bo cudownie czekoladowy w sposób charakterystyczny dla Pacari. Była to orzeźwiająca kwaskowatość cytrusów na ziemisto-taninowej bazie. Od cytrusów wychodziły kwiaty spajające je z karmelowo-miodową słodyczą. 

Tabliczka o chłodnym, bardzo ciemnym odcieniu była twarda, głośno trzaskała, a w ustach rozpływała się nieco maziście, powoli i niegładko. Było to jednak przyjemne, tylko pod koniec rozpuszczania się kawałek robił się lepki i czasem było końcówkę trudno przełknąć.

Już w pierwszej sekundzie po zrobieniu pierwszego kęsa zrobiłam się podejrzliwa, bo poczułam... delikatną, głęboką miodowo-karmelową słodycz. Zaraz za nią po ustach rozszedł się zdecydowany smak kakao przynoszący orzeźwiający kwasek. Jego część nie odrywała się od słodyczy i prezentowała cudowny cytrusowy smak, wchodzący w coraz bardziej dojrzałe, słodziutkie pomarańcze.
Druga część ruszyła raczej w kierunku "podfermentowanego kwasku", w którym krył się kefir i lekko kawowa ziemistość. Tutaj właśnie ewidentnie czuć surowość kakao.

Karmelowa słodycz przybierała coraz bardziej kwiatowy wyraz. Otworzyło to drogę roślinnym nutom. Oprócz kwiatów zaznaczyły się zielone łodygi. Wychwyciłam też nutkę lekko kojarzącą się z tranem.

Kakaowa, lekko gorzkawa baza także podkreślała roślinność, bo sama miała w sobie coś z drzew, kory. Te łączyły się z surową ziemistością i ujawniały nieco algowy posmak, przy czym pojawiał się przyjemny chłodek (już nie takie orzeźwienie, a właśnie bardziej chłodek). 

Pod koniec smak spiruliny robił się coraz wyraźniejszy, wychodził z "podfermentowanej ziemi", sugerował pleśń, ale tonął też w ogólnej goryczce (w dużej mierze kakaowej). W ustach pozostawał wyraźny posmak cytrusowo-ziemistego kakao i dziwnie gorzkawy, spirulinowy.

Całość bardzo mi smakowała. Nastawiłam się na coś obrzydliwego, a trafiłam na... smakowitą i spójną czekoladę wzbogaconą o niecodzienne nuty. Nie było w niej przesady, szaleństwa, ordynarności. Jej wyrazisty ziemisto-podfermentowany smak został złagodzony nieprzesadzoną słodyczą, podkręcającą cytrusowo-kwiatowe nuty. Wybór surowego kakao do spiruliny to strzał w dziesiątkę, bo te wszelkie "mokre" (ziemisto-roślinne) smaki świetnie się ze sobą łączyły. Spirulina była tu o wiele słabiej wyczuwalna jako ona sama niż w Lifefood czy batonie Zmiany Zmiany Petarda, ale nadała nowych nut (a inne nieco wyciszyła) czystej surowej Pacari 70 % i bardzo ją zmieniła.


 ocena: 10/10
kupiłam: firstclassfood.pl
cena: 26 zł (za 50 g)
kaloryczność: 597 kcal / 100 g
czy znów kupię: możliwe

Skład: ziarna kakao 63,03%, cukier kokosowy 30%, tłuszcz kakaowy 5,60%, spirulina 1%, lecytyna słonecznikowa 0,37%

sobota, 28 października 2017

Lifefood Pink Salt Spirulina Raw ciemna 78 % surowa z różową solą i spiruliną słodzona syropem z agawy

Lifefood to czeska kompania zajmująca się surową żywnością, której logo od jakiegoś czasu rzuca mi się w oczy w internetowych sklepach ze zdrowymi produktami. Postanowiłam dać paru rzeczom szansę, rzucając markę na głęboką wodę, bo sięgając po najbardziej kontrowersyjną z zakupionych rzeczy. Spirulina? Ponoć ohydztwo, a baton z nią (Zmiany Zmiany Petarda) stał się jednym z moich ulubionych, więc... wyszłam z założenia, że "po prostu trzeba umieć się z nią obejść".

Lifefood Pink Salt Spirulina Raw Chocolate Bar to surowa ciemna czekolada o zawartości 78 % składników kakaowych z różową solą i spiruliną, słodzona surowym syropem z agawy.
Ta zawartość kakao jest według mnie oszukana, bo na pierwszym miejscu i tak jest tłuszcz, ale niech im będzie... Waży to 15g.

Jeszcze przed otwarciem poczułam glonową nutę, która oczywiście nasiliła się po otwarciu. Był to wilgotny, ziemisto-glonowy zapach łączący się z pewnym chłodkiem oraz słodyczą i zapachem "deserowej czekolady" (lub nawet czekoladek, pralinek).

Niemal czarna malutka tabliczka z paroma kryształkami soli na spodzie w dotyku była dość tłusta, łamała się z trzaskiem, a jej przekrój był bardzo ziarnisty i iskrzący się. Rozpływała się w średnim tempie, tłusto (ale nie aż tak strasznie tłusto), proszkowo i raczej wodniście. Dziwnie.

W smaku od pierwszej chwili czułam gorzkość. Nie straszną, wręcz przystępną, ale znaczącą. Kiedy kładłam w ustach kawałek solą do dołu, gorzkość ta sprawiała, że czułam "słoną gorycz", ale gdy obracałam kawałek, poczucie to znikało (na szczęście, bo do przyjemnych nie należało).

Dość szybko do całości dochodziła roślinna nuta i słodycz, ale gorzkość wydawała mi się bazą.

W ustach rozchodziła się gorzkość kakao z orzechowo-ziemistymi nutami, od której wychodziła gorzkość bardziej ziemista, wręcz mulista, przywodząca na myśl wodorosty, akwarium i... karmę dla rybek? Przy zdwojonej ziemistości czułam coś jakby "orzechową kwaskowatość", którą w dziwny sposób podkręcała sól. Było w tym również coś niemal neutralnego i skutecznie odpędzającego skojarzenie z karmą dla rybek.

Słodycz rosła do pewnego momentu, by na chwilę w ogóle zniknąć, a potem jeszcze pojawić się dzięki podkreśleniu przez sól. Wydała mi się rześko miodowa. Była raczej słaba, ale wyraźnie się przebijała.
Wraz z algowością, roślinnością dała efekt chłodzącej słodyczy a'la mięta, co skojarzyło mi się nieco z apteką.

Sól wspomniałam już parokrotnie, ale ona nie była aż tak wszechobecna. Po prostu swoim głębokim smakiem podkreśliła to i owo, raz i drugi poczułam słoność, by potem wróciły wzmocnione smaki.

Czekolada pozostawiała w ustach suchość, posmak roślinnej goryczki, kakao i słony posmak.

Całość była... stonowana. Raczej gorzka, ale przystępna. Tłusto-wodnista i rześka, nie za słodka. Z solą trafili w punkt. Ziemistość, algowość (smak bardzo dobrze wyczuwalny w Petardzie) i kakao przełożyły się na to, że wyszło mało czekoladowo. To bardziej twór zrobiony z kakao, niż "tabliczka czekolady", ale całkiem niezły. Nie wiem, może Czesi przez "cocoa prowder" mieli na myśli miazgę, a może kakao w proszku (ale nieodtłuszczone), przez ogólną specyfikę trudno orzec. Całkiem smaczna ciekawostka, której zakupu ani trochę nie żałuję, ale cieszę się, że miała tylko 15 gramów.


 ocena: 7/10
cena: 7,90 zł (za 15 g)
kaloryczność: 569 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: surowy tłuszcz kakaowy 45%, surowy proszek kakaowy, surowy syrop z agawy, spirulina w proszku 1,5%, kryształki różowej soli 0,5%, wanilia w proszku

sobota, 29 kwietnia 2017

Vosges Super Dark 72 % Matcha Green Tea ciemna 72 % z zieloną herbatą matcha, spiruliną i nibsami

Z próbowaniem czekolad z zieloną herbatą, miałam jeden problem: dwie z trzech posiadanych były białe. Postanowiłam sobie je przedzielić właśnie tą, bo czułam, że moja tolerancja na biel słabnie z każdym dniem, mimo że biała Domori okazała się po prostu boska. A i uwielbiam czekolady Vosges, toteż nie mogłam jej pozwolić czekać na sam koniec. ;) Tak swoją drogą, pochodzi ona jeszcze ze starej linii czekolad Super Dark - jeszcze w czarnym opakowaniu, a obecnie ten smak w ogóle wypadł z oferty (a więc degustacją byłam podwójnie podekscytowana - wiecie, posiadanie czegoś już prawie nie do zdobycia).

Vosges Super Dark 72 % Matcha Green Tea to ciemna czekolada o zawartości 72 % kakao z zieloną herbatą matcha, spiruliną i nibsami, czyli kawałkami kruszonego kakao.

Po otwarciu poczułam zapach charakterystyczny dla czekolad Vosges, przedstawiający głębię i moc kakao o palonym, kawowym wyrazie. Tym razem był jednak wzbogacony o subtelną herbaciano-ziołową nutkę.

Czekolada jak zawsze była bardzo ciemna, przyjemnie trzaskała, a w ustach rozpływała się leniwie i budziła skojarzenie z suchawym (mało tłustym) kremem z nieco proszkowym efektem. Konsystencję odebrałam jako bardzo przyjemną, nie zakłóciły jej nawet nibsy, których dodano w sam raz, i które okazały się idealne, bo miękkawo-chrupiące (jak połączenie prażonych wiórków kokosowych i karmelu z np. J.D. Gross, tylko oczywiście nieklejącego się), nie za twarde i ani trochę nie ostre.

W smaku, już od pierwszej sekundy, dominowało kakao. Jego głęboka i przyjemna gorzkość pieściła kubki smakowe iluzją palonej kawy. Słodycz pozostawała daleko w tyle, a po chwili wychwyciłam przebłysk słodkawego, łagodnego posmaku herbaty matcha. Był zaskakująco wyrazisty, mimo że zachował w pełni subtelność tejże herbaty. Ten posmak pojawiał się chwilami, czasem zanikał w kakaowej głębi, ale bez wątpienia była to naturalnie słodkawa matcha, nie do pomylenia z żadną inną zieloną herbatą.

Wraz z matchą, raz po raz, pojawiał się nieco inny "roślinny" motyw. Ten krył już w sobie coś "konkretniejszego", kojarzył mi się z algami (albo raczej "algowość" samej matchy została nim podkręcona na maksa). To prawdopodobnie spirulina, jednak zupełnie wpisała się w duet czekolady i matchy, wnosząc tylko łagodną mgiełkę. Był to smaczek o wiele delikatniejszy niż np. w batonie Zmiany Zmiany Petarda. 

Przy rozgryzaniu nibsów nasilał się smak kakao, ten taki bardzo gorzko-palony, bez cienia kwasku, zagłuszając na moment i herbatę, i spirulinę, które jednak znów nieco wychylały się pod koniec. 

Po zniknięciu ostatniego kawałka w ustach pozostawał posmak kawowo-ziołowego kakao, ogólne poczucie paloności i nutka "czegoś", co chyba kierowało się ku zielonej herbacie.

To cudownie mocno kakaowa, minimalnie słodka czekolada o idealnej konsystencji z nibsami, które wyjątkowo mi tu pasowały (normalnie ten dodatek jakoś mi przeszkadza). Nie były za twarde, smakowo wpisywały się w samą czekoladę. Matchę czuć wyraźnie, choć to bardzo subtelny dodatek, cały czas będący jedynie dodatkiem. Spirulina okazała się jeszcze subtelniejsza, nie było tu jej żadnych niesmacznych posmaków, więc całość okazała się bardzo przystępna (znaczy... przystępna dla wielbicieli ciemnych czekolad, bo niektórym może być za gorzka).
Zastanawiałam się, czy nie brakowało mi mocniejszego smaku matchy i spiruliny. O ile matcha jest delikatna, tak po spirulinie spodziewałam się jakiegoś "kopa" (nieważne czy smacznego, czy nie). W końcu doszłam do wniosku, że nie, mimo że normalnie wolę mocne smaki. Te były łagodne, ale idealnie wkomponowane w pyszną ciemną czekoladę.
Nie rozumiem, dlaczego wycofali ją z oferty... Całe szczęście, że poprosiłam od razu o dwie tabliczki!


ocena: 10/10
kupiłam: Wegmans w USA za czyimś pośrednictwem
cena: 7,50 $
kaloryczność: 558 kcal / 100 g
czy znów kupię: z chęcią do niej wrócę (i mam nadzieję, że kiedyś ją przywrócą)

Skład: ciemna czekolada (miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, naturalny aromat wanilii), kruszone ziarna kakao, zielona herbata matcha, spirulina w proszku