Bardzo lubię markę Kaitxo, więc gdy składałam większe czekoladowe zamówienie zamówienie, zerknęłam, co od nich by tu zdobyć. Dziś przedstawiana czekolada przyciągnęła mój wzrok tym, że była limitowana, zrobiona z małej partii kakao z regionu Bundibugyo od spółdzielni Bundikakemba, zrzeszającej około 600 rolników. To kakao to mieszanka amelonado i trinitario. Żałowałam tylko, że nie pokusili się na wyższą zawartość. Co ciekawe, akurat oni przeważnie robią tabliczki właśnie o wyższej zawartości niż te 70%, które czasem wydają mi się jakieś "standardowe", najpopularniejsze. Co więcej, tak się złożyło, że dawno nie jadłam czekolady z ugandyjskiego kakao o właśnie tak niskiej zawartości. Miałam więc nadzieję, że się mimo wszystko nie zawiodę.
Kaitxo Uganda Bundibugyo 70% to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao amelonado i trinitario z Ugandy, z regionu Bundibugyo; edycja limitowana.
Po otwarciu rozszedł się ciepło-pieczony motyw delikatnych tostów, mocno osłodzonych jakby nieco bardziej palono karmelowym kajmakiem. Słodycz w kompozycji ewidentnie dyktowała warunki. Tosty chowały się pod słodkim konfituro-dżemem z czerwonych owoców: mieszanki wiśni, truskawek. Czułam też sok wiśniowy o wysokiej słodyczy, od którego odbiegał motyw jakby skwaśniałego soku, ale bez kwaśności. Chodzi o sam wydźwięk. Ten jakby zalewał trochę niedookreślone orzechy. Orzechy marynowane / macerowane w winie...? Occie winnym balsamicznym? (Raz w życiu miałam do czynienia z czymś takim w Zotter White Praline + WineNuts).
Orzechowość trudno było uchwycić, ale na pewno pobrzmiewała. Też przystała na słodycz, osiadając w mlecznym kremie orzechowym.
Tabliczka podczas łamania trzaskała głośno i chrupko jak suche gałęzie, jawiąc się jako chrupko twarda i pokazując ziarnisty przekrój.
W ustach czekolada rozpływała się średnio-wolno, wykazując pewną suchość i narastającą piaszczystość. Tłustość za to wydawała się znikoma. Nieco miękła, zachowując zbity kształt. Mimo że suchawa, trochę obklejała podniebienie. Wydawała się średnio gęsta, a z czasem gdy doszła jeszcze soczystość, wręcz trochę rzadkawa.
Zniknąwszy, czekolada zostawiała leciutko pyliście-proszkowe, suche wrażenie.
W smaku pierwszą poczułam bardzo wysoką, wręcz trochę dosadną słodycz nie za mocno palonego karmelu. Od razu pomyślałam o cukrze trzcinowym i cukrze brązowym, przechodzących częściowo w krem karmelowy albo raczej kajmak. Karmelowo-cukrowe echo wisiał nad kompozycją w zasadzie od początku do końca.
W tle zaznaczyły się słodziuteńkie truskawki... truskawki, których uchwyciła się pewna pudrowość? Ich motyw był bardzo delikatny, zalewany... mlekiem? Tak, mleko truskawkowe, bardzo słodkie, jedynie nieśmiało napomykające o kwasku - to było to.
W tym czasie krem karmelowy został rozsmarowany na leciuteńko podpieczonych, miękkich, jakiś bardziej mleczno-maślanych tostach. Pomyślałam o mieszance tostów z kremem kajmakowo-karmelowym, innych z masłem, topiącym się od ich ciepła. Same tosty aż trudno wyczuć spod tych dodatków na wierzchu.
Ogólnie zrobiło się maślano-mleczne. Mleko raz po raz wychylało się z kompozycji wyraźnie tak, że nabrałabym się, iż to ciemna mleczna.
Do mleka truskawkowego mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa dołączył sok... czy raczej syrop truskawkowo-wiśniowy, a potem motyw czerwonych owoców stał się chwilowo mniej jednoznaczny. Mleko także się wycofało.
Przez chwilę przez głowę przemknęły mi pieczono-duszone zacukrzone cukrami trzcinowym i brązowym czerwonymi, słodko-winnymi jabłkami, a potem jednak wróciły te bardziej typowo czerwone, ale już jako przesłodzone syropy, konfitury i dżemy z wiśni. Takie, w które zakradła się palona nutka.
W tym czasie te parę tostów zmieniło się w równie nieśmiałe orzechy. Do nich szybko doskoczyły czerwone owoce i pomyślałam o orzechach macerowanych w słodkim czerwonym winie i occie balsamicznym. W sumie bez kwasku, ale w tym klimacie. Orzechy przypominały te marynowane w winie - jak w Zotter White Praline + WineNuts, ale to był inne orzechy. Łagodniejsze. Może laskowe?
A z czasem przechwyciła je mleczność, wracająca do gry. Wkomponowała orzechy w mleczny, bardzo słodki krem orzechowy. Krem zrobiony z orzechów laskowych, z których niektóre zachowały skórki, wspominające lekką gorzkość.
Owoce złagodniały, zaniechały winnych zapędów, końcowo występując jako przesłodzone herbatki owocowe, z wiśni i truskawek. A że mleko na końcówce pozwoliło sobie na wiele, wyobraziłam sobie jakąś dziwaczną chai latte z owocami, a więc herbatę czarną, ale wzbogaconą o owocowe nuty ze spienionym mlekiem, polaną sosem kajmakowo-toffi. Herbata jakby zerknęła ku gorzkości.
Po zjedzeniu został posmak mleka i karmelo-kajmako-toffi, które przełożyło się na poczucie przesłodzenia. A słodyczy dokładały jeszcze pudrowo słodkie truskawki i syrop wiśniowy. Herbatka owocowa w posmaku znów zerkała ku winu, ale bez alkoholu.
Czekolada była smaczna, ale przesłodzona. Brakowało mi w niej gorzkości. Myślę, że większa zawartość kakao sprawiłaby, że kompozycja pokazałaby pazurki i była znacznie smaczniejsza. Miała bowiem parę fajnych, interesujących niuansów, ale koniec końców słodycz je zalewała i mnie nudziła. Choć fakt, że rozumiem, że taka słodziusia konwencja może się podobać; w zasadzie swój urok mimo wszystko miała... Acz mnie ta słodycz chwilami aż przytłaczała ilością karmelowo-kajmakowych, toffi nut, mieszających się z cukrami trzcinowym i brązowym. Pudrowo słodkie truskawki, mleko truskawkowe, syrop i dżemy wiśniowe, herbatka owocowa konsekwentnie szły w słodycz. Kwaśności w sumie nie czuć, a jedynie jej sugestie przez nutkę wina i herbatki owocowej. Wino, ocet balsamiczny były jedynie akcentem, który zaplątał się przy dziwnych macerowanych w nich orzechach. Ogólnie orzechowości za wiele nie czułam ,ale ta, która wystąpiła była łagodna: niczym krem orzechowy, w który zmieniła się nutka tostów. Całość wydawała się ciepła, co nakręcała słodycz.
ocena: 8/10
kupiłam: clubdelchocolate.com
cena: €8 (za 70g; około 34 zł)
kaloryczność: 575 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.