Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klingele. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klingele. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 maja 2026

Klingele Chocolates from Heaven 72 % Dark Blueberry Organic Belgian Chocolate ciemna z Papui-Nowej Gwinei z jagodami

Gdy tylko zjadłam zamówione czyste ciemne czekolady marki Chocolate from Heaven, zaczęłam żałować, że nie porwałam się także na czwartą, która była do kupienia na stronie Brain Market. Najpierw nie chciałam kupować nieznanej czekolady z dodatkami w tej cenie, jednak po tym, jak trafiłam w górach na kilka naprawdę niesatysfakcjonujących nawet tam tańszych czekolad, uznałam, że także na tabliczki w góry warto wydawać nieco więcej. Nie tyle, co na degustacyjne, ale postanowiłam, że nie będę kupować tych naprawdę nieobiecujących. Gdy zjadłam wszystkie 3 ciemne, uznałam, że ta jest bardzo obiecująca i wcale nie taka droga, biorąc pod uwagę efekty tej firmy. Jagody, mimo że są popularne w sezonie na nie, mimo że ludzie uwielbiają jagodzianki, a borówki amerykańskie są do kupienia praktycznie wszędzie, w czekoladach jakoś bardzo rzadko występują. Jeszcze jako nadzienia... To może. Ale tak o, w czekoladzie o tak wysokiej zawartości? Nie widziałam. Wzięłam ją w góry, na w zasadzie pierwsze bardziej zimowe wyjście, na Małołączniak końcem października 2025. Weszłam na niego niebieskim szlakiem z Kir przez Przysłop Miętusi. Przez większość drogi na szczęście było bardziej jesiennie, łańcuchy nie przymarzły, a i na szczycie utrzymywała się przyjemna, słoneczna i bezwietrzna aura. Idealna na przerwę z czekoladą!

Klingele Chocolates from Heaven 72 % Dark Blueberry Organic Belgian Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 72% kakao z Papui-Nowej Gwinei z liofilizowanymi jagodami, z amazońskiego lasu.

Po otwarciu poczułam intensywny zapach czarnej, wilgotnej ziemi, mieszającej się z soczystymi, słodko-cierpkimi jagodami i fioletowymi owocami, m.in. śliwkami. Chyba też odrobinką cytrusów, ale bez kwaśności. Owoce dominowały świeże, lecz ich mała część osiadła w piekącym się właśnie kakaowym cieście drożdżowym. Lekko pieczona nuta połączyła wypiek z gorzkością kakao i karmelem. Mimo to, ogólna słodycz stała na niskim poziomie, jako że obok gorzkości stanęła wytrawność trochę roślinna. Jakby groszek cukrowy?

Tabliczka w dotyku zdradzała tłustość, ale była twarda. Gdy łamała się z głośnym trzaskiem, wydawała się bardzo zbita. Przekrój ujawnił niewiele kawałków niemal czarnych, całych jagód. W trakcie jedzenia okazało się jednak, że wcale ich nie pożałowano. Nie było jednak trudno o kęs bez nich. 
W ustach czekolada rozpływała się kremowo i początkowo dość tłusto, potem mniej. Nie spiesząc się, acz nie jakoś wyjątkowo powoli. Poczucie tłustości osłabiał subtelnie proszkowo-chropowaty element. Potwierdziła się zbitość, a czekolada długo zachowywała kształt. Maziście pokrywała podniebienie i z wolna odsłaniała kulki jagód, które rozlokowano bliżej wierzchu. Te długo w niej siedziały, z czasem nieco rozrzedzając bazę. Za ich sprawą trochę narastała nienachlana  soczystość. 
Gdy z ciekawości pogryzłam jagody wcześniej, obok czekolady, były miękkawe, ale bardziej suche i rozpoznawanie liofilizowane. Szybko jednak nasiąkały, udając świeże owoce.
Czekolada znikała łatwo, bardziej soczyście i niezmiennie maziście.
Po czekoladzie co jakiś czas zostawały jeszcze małe i średnie jagody. Czasem po dwie w kęsie, czasem jedna, dość często żadna. 
Owoce gryzione na sam koniec były miękkie, ale też jędrne i trochę strzelające za sprawą pesteczek. zaskakująco udanie podszywały się pod świeże, choć skrywały w sobie liofilizowano-suchy element. Niektóre wyraźniejszy, inne niemal nieobecny.
 
W smaku pierwsza pokazała się słodycz. Czasem, gdy zahaczyłam zębem o owoc, jagodowa, z karmelowym echem, a częściej karmelowa z echem owoców. 

Wśród owoców mieszały się owoce leśne z fioletowymi, m.in. śliwkami. Pomyślałam o bardzo słodkich (niemal miodowo?), ciemnofioletowych z cierpkawą skórką pokrytą szarym nalotem (np. odmiany Tophit), a po chwili też o czekoladowym cieście ze śliwkami.

Nuta śliwkowej cierpkiej skórki oraz coraz bardziej czekoladowo-kakaowe niż tylko kakaowe ciasto  wprowadziły ziemię. Gorzkość rosła bardzo mocno. Zbierało się coraz więcej ziemi. 

Ziemia i owoce leśne zaprzyjaźniły się za sobą. Owoce leśne, przy tym wsparciu rządzącej ziemi, wyszły przed śliwki. Wtedy to jagody leśne zaczęły odgrywać znaczącą rolę. Wydawały się płynąć też z samej czekolady.

Kiedy próbowałam samej czekolady, nie była całościowo przesiąknięta dodatkiem, ale w całej pobrzmiewały owoce leśne wraz ze śliwkami. Jagody leśne czuć wyraźnie w kęsach z pobliża dodatku oraz oczywiście z dodatkiem.
Gdy na próbę pogryzłam jagody obok czekolady, miały mały problem z przebiciem się przez intensywnie ziemisty motyw. Były wyczuwalne, ale nie mogły rozwinąć w pełni skrzydeł.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa ciasto kakaowo-czekoladowe wzbogaciło się o mak, a ziemia wydała mi się brudniejsza niż na początku. Przywodziła na myśl ziemię z leśnego cmentarza, gdzie odnotowałam odrobinkę dymu.

Dym jednak odleciał do słodyczy, zwłaszcza w kęsach bez jagód, przypominającej o karmelu. Zawsze jednak i tak wygrywała z nim soczystość. W kęsach z jagodami i z ich okolic miała łatwiej. Jagodowy smak nasilał się, a mieszanka owoców leśnych i fioletowych dzielnie je wspierała. Odnotowałam też, że nie wszystkie niegryzione jagody odzywały się tak samo głośno. Niektóre dłużej pozostawały subtelne.

Od jagód czasem rozchodził się delikatny kwasek. Był głównie intensywnie jagodowy, acz wydobył z bazy cytrusowy wątek.
Ogólna cytrusowość zaznaczała się lekko przy owocach leśno-jagodowych, nie próbowała wyskakiwać przed szereg. Czasem jagody wydawały mi się lekko robić aluzje do cukierkowości. 

Gorzkość nieco złagodniała, przechodząc w nieco neutralniejsze, ale na pewno wytrawne tony. Ziemia wzbogaciła się o rośliny ją porastające, a ja pomyślałam jeszcze o zielonym groszku cukrowym. 

Słabnące wypiek i karmel otarły się o... precle? Z makiem, trochę nadto wypieczone, a potem ukryły się w ziemi.

Jagody gryzione na koniec raz czy drugi mignęły nieco wręcz cukierkową nutą, ale to rzadko - chyba przez kontrast do wytrawnie-ziemistej bazy. Zawsze prezentowały się jako bardzo słodkie i niemal do złudzenia przypominające świeże surowe owoce, jedynie z "suszoną nutką". Ich słodycz przeplotła cierpkość, a także przelotny kwasek. To bez wątpienia jagody leśne.

Po zjedzeniu został posmak jagód, owoców leśnych i śliwek, przy mocnym wsparciu ziemi. Ziemi chyba z lekko roślinnym akcentem. Nie brakowało też słodyczy karmelu. Przy nim owocom zdarzało się czasem trochę ocierać o cukierkowość, acz naprawdę bardzo delikatnie.

Czekolada była przepyszna! Wyrazista, ziemista baza o nutach fioletowych owoców: głównie śliwek, ale też owoców leśnych idealnie pasowała do charakternych, słodko-kwaskawych jagód, które przypominały świeżo-surowe owoce. Trochę karmelu, ciasto z jagodami zapewniające słodycz przeplatały się z wytrawniejszymi nutkami groszku cukrowego i precla. Ogół wyszedł głęboko, wyraziście, a jednocześnie harmonijnie.
Podobała mi się też mazista struktura z urozmaiceniem w postaci całym owoców, które i w konsystencji udawały świeże surowe.

Nie jestem pewna, czy zgadłabym, że baza to Klingele Chocolates from Heaven 72 % Dark Organic Belgian Chocolate. Kojarzyły się, bo nuty śliwek z podlinkowanej zostały podkręcone jagodami, a ziemia wyszła znajomo... Acz dodatek wiele przemodelował.


ocena: 10/10
kupiłam: brainmarket.pl
cena: 12,93 zł
kaloryczność: 533 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie, ale mogłabym do niej wrócić

Skład: miazga kakaowa, nierafinowany cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, jagody 8,93% (jagody, nierafinowany cukier trzcinowy, olej słonecznikowy), naturalny aromat jagodowy 1,78%, wanilia

piątek, 20 lutego 2026

Klingele Chocolates from Heaven 85 % Dark Peru Organic Belgian Chocolate ciemna

Marka Klingele okazała się bardzo miłym odkryciem. Wraz z tabliczkami Crudo sprawiły, że doszłam do wniosku, że chyba warto zaglądać na stronę Brain Market. I pomyśleć, że trafiłam tam i zainteresowałam się ofertą ze względu na kremy orzechowe, które to - wszystkie próbowane - bardzo mi nie odpowiadały. Ta czekolada bardzo mnie ciekawiła, bo blend ziaren z Peru i Dominikany wydał mi się apetycznym połączeniem, jednak... na opakowaniu tabliczki (i opisie wewnątrz), która do mnie dotarła było tylko Peru. A na stronie - też producenta, nie tylko sklepu - widziałam wyraźnie... Chyba znowu załapałam się na jakieś zmiany (ostatnio miałam taką sytuację z Sopocką Manufakturą - gdy zdecydowałam się zamówić ich ciemną czekoladę z Ekwadoru, akurat zmienili ją na z Nikaragui). Opis wewnątrz papierka utwierdził mnie w tym przekonaniu, bo tam było o kakao tylko z Peru.

Klingele Chocolates from Heaven 85 % Dark Peru Organic Belgian Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 85% kakao z Peru, z amazońskiego lasu.

Po otwarciu przemknęły mi drzewa i sucha, rozgrzana ziemia w towarzystwie znaczącej, choć średnio wysokiej słodyczy karmelków. Po chwili drzewna nuta okazała się bardziej sucho-drewniana, a mnie do głowy przyszło drewno bukowe. Karmelki mieszały się z ciepłą słodyczą maślano-owsianej kruszonki, kwiatami i lekko soczystą słodyczą rodzynek oraz kandyzowanej żurawiny. Chwilami odnosiłam wrażenie, że ta druga z owoców stara się trochę dominować. Acz charakter miały zbliżony, bo oba owoce te wyszły "na słodko". Mieszając się z kwiatami i goryczką, przywodziły na myśl czarną herbatę z dodatkiem / aromatyzowaną kwiatami i suszem owocowym.

Bardzo ciemna tabliczka na dotyk uraczyła mnie tłustością, a przy łamaniu była twarda jakby w zbity, gęsty sposób. Trzaskała bardzo głośno.
W ustach rozpływała się tłusto i powoli, dając się poznać jako masywna i zbito-zwarta. Długo zachowywała więc kształt. Tłustość stała na dość wysokim poziomie, łącząc maślaność z oleistością w trochę mazistym kontekście, ale w tle pojawiła się sugestia... suchości (?), która trochę ją tonowała. Całość sprawiała wrażenie bardzo gładkiej. Czasem przemykała jakby suchawa cierpkość, by na koniec, gdy czekolada znikała rzadko, zostawić cierpkie ściągnięcie i tłuste wrażenie.

W smaku przywitała mnie gorzkość o średnio mocno, ale wyraźnie palonym charakterze.

Po chwili przeplotła ją słodycz karmelu. On również był palony, ale wyraźnie mniej. W zasadzie przechodził w łagodniejsze karmelki, nie karmel. Im gorzkość robiła się silniejsza, tym słodycz wydawała się łagodniejsza (z charakteru, nie wysokości). Zza karmelu wyłoniła się soczystość bardzo słodkich rodzynek. Takich, w których kwasek w zasadzie się nie pojawia.

Gorzkość rosła spokojnie i konsekwentnie. Była silna i cały czas w dużej mierze palona, ale nie tylko. W tle zaznaczyło swoją obecność kakao w proszku, acz podczepiło się pod wyrazistsze, przewodnie motywy. Gorzkość wzbogaciła się o ziemię, w harmonii mieszającą się z nutą paloną poprzez motyw rozgrzania, suchości. Po chwili dołączyło do nich jeszcze ni drewno, ni drzewa - na tym etapie nie było to takie oczywiste.

Rodzynki zetknęły się z orzechami laskowymi. Naturalnie słodkimi, ale... słodko podkręconymi za sprawą karmelizowania? Może jednak niekoniecznie...? Raczej jako... element ciastek! Wyobraziłam sobie amerykanki / pieguski z rodzynkami i laskowcami.

Karmel zrobił się niepewny i trochę się oddalił. Po głowie zaczęła mi jeszcze krążyć maślano-owsiana, "zdrowsza" kruszonka.

Gorzkość stała na wysokim poziomie, ale mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa drewno jakby nieco od niej odeszło. Grało na siebie, idąc w bardziej neutralnym, ale nie łagodzącym gorzkości kierunku. Wyobraziłam sobie suche, jasne drewno bukowe... Acz nie w 100% suche i nie stare, a pamiętające jeszcze cały las bukowy.
W trochę osamotnionej gorzkości, w  rozgrzanej ziemi, osiadły nibsy kakaowe. Je udawać próbowało kakao w proszku, acz trochę pobrzmiewało.

W oddali przemknął lekki kwasek. Czyżby coś pojawiło się w rodzynkach? Rodzynkach i... kandyzowanej żurawinie? Owoce reprezentowały głównie słodycz, acz i echo kwasku raz po raz przejawiały.

Słodkie, bardzo słodkie owoce zmieszały się z kwiatami, które... zdawały się trochę ten kwasek kryć. Jakby w kwiatach ukrył się jakiś cytrus?

Wraz z gorzkością, słodycz ta poszła w kierunku herbaty. W pierwszej chwili pomyślałam o earl grey z lekko cytrusowym, ale nie kwaśnym akcentem, jednak zaraz zebrało się tyle kwiatów, a suszone owoce nie odpuszczały, że wygrała raczej czarna herbata infuzowana, podkręcona suszem owocowym i suszonymi kwiatami. Była słodka od nich... i lekko dosłodzona?

Maślaność, która już wcześniej bardzo delikatnie zaznaczyła się jako kruszonka, na końcówce wyszła bardziej zwyczajnie maślano, niczym... kruchy maślany, mało słodki spód. Spróbowała załagodzić gorzkość i to był jej błąd, bo ta na tę próbę zgłosiła sprzeciw silną cierpkością. Jakby zmieniając ten spód w spód kakaowy, lekko przypalony. Nagle doskoczyły do niego nibsy i ziarna kawy - też ryzykownie mocno palone.

Po zjedzeniu został posmak lekko przypalonego maślano-kakaowo-orzechowego spodu, drewna i herbaty z owocowym suszem. Herbaty czarnej, ale z kwiatami i słodzonej. Słodycz przypomniała sobie o karmelu, miała w sobie coś spodowo-kruszonkowo-ciastkowego. Przypaloną nutę przeplotła ziemia, dzięki czemu ta miała pozytywny wydźwięk (tej jeszcze dopuszczalnej, czasem właśnie nawet przyjemnej lekkiej spalenizny, bardziej przypalenia niż spalenia).

Czekolada bardzo mi smakowała. Może nie rozkochała przez jednak pobrzmiewające kakao w proszku, ale wierzę, że gdyby nie ono, mogłaby. Była dość prosta, bo wyraźnie gorzka i palona, ale jednocześnie nie "jak jedna z wielu". Sporo w niej rozgrzanej ziemi, mieszającej się z drewnem bukowym i czarną herbatą. Te znacząco osłodziły nuty piegusków z żurawiną i orzechami, owsiano-maślanej kruszonki i końcowo lekko przypalonego spodu. Owoce - rodzynki i kandyzowana żurawina - też grały na słodki akord. Ogół był więc gorzko-słodki, w sumie wyważony w tym i spokojny, ale nie nudny. Tylko konsystencja tłusto-ciężkawa mogła by być trochę... mniej tłusta. Przy tej zawartości jednak jeszcze taką wybaczam. Dziwne, że choć od Klingele Chocolates from Heaven 80 % Dark Peru Organic Belgian Chocolate różni ją tylko 5% kakao, smaki wyszły tak inaczej. Podlinkowana pełna dymu, z nutami ziemi i bulw, cytrusów i kwiatów tylko stopień palenia miała podobny. Co ciekawe, kakao w proszku bardziej dawało się w niej we znaki. Może... wanilia ją uszlachetniła?


ocena: 9/10
kupiłam: brainmarket.pl
cena: 12,80 zł
kaloryczność: 514 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie, ale mogłabym do niej wrócić

Skład: miazga kakaowa, odtłuszczone kakao w proszku, cukier trzcinowy nierafinowany, tłuszcz kakaowy, emulgator: lecytyna sojowa; naturalny aromat waniliowy

sobota, 3 stycznia 2026

Klingele Chocolates from Heaven 80 % Dark Peru Organic Belgian Chocolate ciemna

3 tabliczki Klingele Chocolates from Heaven kupiłam jako czekolady, które wyglądały jako tako, ale pierwsza spróbowana (Klingele Chocolates from Heaven 72 % Dark Organic Belgian Chocolate) okazała się pyszna. Ciekawiło mnie, jak producent poradził sobie z wyższą zawartością, dla któej przypisał inny region. Szkoda tylko, że zamiast opisać trochę kakao, z jakiego zrobił tę czekoladę, zdecydował się opisać peruwiańską dżunglę, przypominając, że wśród drzew jest mnóstwo małp, tukanów i nawet jaguary. Hm... czy miało to znaczyć, że... w tabliczce nie poczuję nudy, a i coś z pazurem zawita?

Klingele Chocolates from Heaven 80 % Dark Peru Organic Belgian Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 80% kakao z Peru, z amazońskiego lasu.

Po otwarciu poczułam zapach ziemi i torfu oraz ziarenek dla gryzoni. Za ziemią kryło się coś palonego, może nawet odrobinka dymu, a z kolei w ziemi... jakby świeższy, żywszy motyw jakiś roślin. Do głowy przyszły mi bulwy, wykopki,... ziemniaki?! Może nie zupełnie, ale coś blisko; coś wytrawniejszego. A jednak ogólna słodycz i tak wyszła znacząco, choć nie wysoko, a średnio. Wpisywała się w owoce. W tych przewodziły pomarańcze. Po nich były mandarynki z echem pomarańczowo-cytrusowych galaretek. Za nimi doszukałam się jeszcze jakiś cierpkawych czerwonych, ale niedookreślonych owoców. Może wiśni i porzeczek?

Tabliczka w dotyku była konkretna, zdradzała trochę tłustość, a jednocześnie sprawiała wrażenie trochę suchej. Podczas łamania wydawała się z siebie głośne trzaski, obiecujące zbitość. 
W ustach rozpływała się wolno, kremowo tłusto. Wyszła masywnie, a kształt zachowywała niemal do końca. Z czasem obok tłustości pojawiło się lekko suche wrażenie, a w tle akcent cierpko-ściągający, nawet w porywach soczyście-ściągający. Czekolada znikała tłusto-rzadko.

W smaku najpierw poczułam gorzko-cierpki dym, a tuż za nim palono-karmelową słodycz, która na wydźwięk bardzo starała się do niego dopasować. Ale nie podpasować. Rosła znacząco, więc po sekundzie czy dwóch wyprzedziła dym, starając się skupić na sobie uwagę, i już zaczęła zajmować pierwszy plan, gdy... Stały się dwie rzeczy.

Przemknęły mi jakieś cierpkawe, potencjalnie kwaskawe czerwone owoce i...

Zagrzmiała gorzkość ze zdwojoną siłą. Dominował w niej dym, a zaraz umocniła go czarna ziemia. W większości gorąca, rozgrzana, ale i... wilgotniejsza? Pomyślałam o jakiś wykopkach, gdzie przekopuje się ziemię, a ta ujawnia... bulwy? Doszukałam się w niej coś roślinnie-wytrawniejszego. Żywszego? Ziemia ze względu na paloność wpisywała się w gorąc, rozgrzanie, ale jakby tęskniła za wilgocią.

W czasie, gdy gorzkość rozpościerała skrzydła, czerwono owocowe przebłyski robiły się coraz wyraźniej wiśniowe. Acz o kwasku tak osłodzonym, że do głowy przyszedł mi budyń wiśniowy.

Rośliny i bulwy skryte w ziemi zmieniły się w ziarenka-karmę dla gryzoni. Wciąż czuć więc roślinność, ale... suchszą? Dym odsłonił jeszcze popiół i węgiel, dokładając do mocno palonego wątku. Chwilami miałam wrażenie, że dym trochę... upraszcza całość? Stopuje głębię? Słodycz nie śmiała się wychylić z paloności, więc długo pozostawała głównie karmelowa, ale i z owocową nutą sympatyzowała.

Aż nagle z tej odrobiny, w zasadzie prawie znikającej wilgoci, wyłoniły się owoce. Zaczęły czerwone, cierpkie i niezbyt jednoznaczne, umacniając wcześniejsze przebłyski. Wplotły trochę kwasku i przedstawiły się jako mieszanka wiśni i czerwonych porzeczek.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa średnia, już nierosnąca słodycz podchwyciła ten żywszy, niemal soczysty ton i wzbogaciła karmel o kwiaty.

Upraszczający kompozycję (?) dym, lżejsza słodycz wpuściły do kompozycji delikatny maślany motyw.

Kwiatowe echo zmotywowało owoce. Pokazały się kwaśno-soczyste, cierpkawe za sprawą skórek pomarańcze, a tuż po nich mandarynki. Te bardziej mieszały się z kwiatami i słodyczą. W końcu słodycz popłynęła i z pomarańczy. Albo... obok owoców pojawiły się słodkawo-cierpkie galaretki cytrusowo-pomarańczowe oraz wiśniowe (bo i coś słodkiego, wiśniowego wróciło)? Jakieś wymyślniejsze, z sokiem; nadziewane. Wyobraziłam sobie galaretkę w kakaowej polewie.

Słodycz ogólnie nabrała pewności siebie, ale i wytrawniejszy motyw nie zniknął. Pomyślałam o średnio dojrzałym plantanie, który łączy ziemniaka i banana. Znowu miałam w głowie bulwy kryjące się w ziemi, choć ziemistość - jakby z ciekawością - pozwoliła przez pewien czas słodyczy zaprezentować się na swój sposób.

Do głowy przyszły mi zielonkawe, cierpkie banany. To był moment, w którym ziemia i dym uderzyły znowu. Ziemia zdominowała wszystko, a cierpki dym agitował resztę nut do niej, by się jej podporządkowały. Dym miał krył cierpkość, prostotę kakao w proszku. Był jakby... upraszczający? 

Po zjedzeniu został posmak dymu i karmelu - słodycz bowiem jakoś kontrastowo wyskoczyła po tym mocniejszym zagraniu ziemi i dymu. Zaplątały się kwiaty i trudny do uchwycenia banan... Może bardziej ziemniaczany plantan? W tle tlił się też chyba owocowy, ale niejasny kwasek.

Czekolada smakowała mi, ale wyszła za bardzo dymnie-cierpko w zagłuszający, upraszczający sposób - zapewne przez kakao w proszku. Mimo to, dym częściowo i do zalet się wpisał, bo jednak napędzał gorzkość. Ziemistość była cudna, a motyw bulw, wykopków dziwny, ale ciekawy. Karmel, do którego dochodziły kwiaty oraz owoce czerwone, pomarańcze i mandarynki okazały się ciekawymi, dynamicznymi nutami.


ocena: 8/10
kupiłam: brainmarket.pl
cena: 13,48 zł
kaloryczność: 535 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie, ale mogłabym do niej wrócić

Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy nierafinowany, odtłuszczone kakao w proszku, tłuszcz kakaowy, emulgator: lecytyna sojowa

poniedziałek, 14 kwietnia 2025

Klingele Chocolates from Heaven 72 % Dark Organic Belgian Chocolate ciemna z Papui-Nowej Gwinei

Nie lubię określania czekolad "czekoladkami". W ogóle nie lubię zdrobnień - mam wrażenie, że umniejszają. Jednak marka Czekoladki z Nieba wyglądała... jako tako. Przeglądając ofertę Brain Market bez większych emocji, natknęłam się na nią. Choć nie sądziłam, bym jeszcze jakiemuś kremowi z tego sklepu internetowego miała dać szansę, czekolady zaciekawiły. Zacząć postanowiłam od najniższej zawartości, acz zanim to - a już po zakupie - uznałam, że poczytam coś, z czym w ogóle mam do czynienia. Hasło marki to "szczere belgijskie czekoladki wykonane z miłością"... Opis na stronie szybko wyprowadził mnie z błędu - to nie marka Brain Market, jak pierwotnie założyłam. W oryginalne zwie się Chocolates from Heaven i jest to robiona od 2017 roku linia czekolad bio i Fairtrade belgijskiej rodzinnej fabryki czekolady Klingele, znajdującej się w mieście Gandawa. Rozbawiło mnie, że na stronie zapewnili, że "o sukcesie tej linii świadczy również fakt, że czekoladki Chocolates from Heaven zdobyły brązowy medal w prestiżowym międzynarodowym konkursie projektowania opakowań Pent Awards". No, to oby wnętrze dorównało opakowaniu (które - swoją drogą - akurat dzisiaj przedstawianej wcale mi się nie podoba).

Klingele Chocolates from Heaven 72 % Dark Organic Belgian Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 72% kakao z Papui-Nowej Gwinei.

Po otwarciu rozbrzmiał wytrawnie-soczysty zapach. Pomyślałam o suszonych grzybach zestawionych z wiśniami i suszonymi, słodko-kwaśnymi śliwkami. Grzybom wtórowała pikantnawa ziemia i pewna zielona świeżość... zielonego groszku? Strączkowy motyw mieszał się z goryczką maku, a dokładniej mocno pieczonymi preclami i może nawet krakersami z makiem. Słodycz była soczyście owocowa, acz w oddali zaznaczyła się odrobina mocno palono-pieczonego karmelu.

Twarda tabliczka w dotyku wydała mi się trochę tłusta. Przy łamaniu trzaskała głośno i sprawiała wrażenie bardzo pełnej, zbitej.
W ustach początkowo serwowała kremową tłustość. Była masywna, zbita i konkretna; wręcz syta. Wykazywała mazistość i długo zachowywała kształt. Rozpływała się średnio-powoli, do tłustości dodając wysoką soczystość. W końcu bardzo, bardzo wysoką. Nie utraciła jednak przy tym masywności i gęstości.

W smaku pierwszą poczułam słodycz karmelu. Wydała mi się wysoka i imperatywna. Połączyła palony karmel i... rześkość kwiatów? Za ich sprawą jak wyskoczyła na przód, tak zaraz się opanowała i nieco zwolniła.

Podpłynęła pod nią mocno palona gorzkość. Pomyślałam o przypalonym cieście - murzynku z suszonymi śliwkami? Cieście, w którym przesadzono z masłem. Maślaność przez moment wybiła na przód. Śliwki jednak połączyły wysoką słodycz z kwaśnością, odciągając trochę od tego uwagę. W oddali przemknęła lekka ziemistość.

Słodycz porządnie przełamała kwaśność dobiegająca z oddali. Do śliwek dołączyły wiśnie. Kryły odrobinkę słodyczy, ale skupiły się na kwaśności. To już nie były tylko śliwki suszone, ale też kwaśne drobne z pełni sezonu. Może niektóre nie były nawet jeszcze dojrzałe?

Rześkość kwiatów zmieniła się w po prostu zielono roślinną świeżość. Najpierw pomyślałam o zroszonej trawie, ale potem zrobiło się nieco wytrawniej i oczami wyobraźni zobaczyłam groszek zielony. Umocniła się też nuta ziemi. Po strączkowym motywie przemknęły grzyby...

Grzyby, które czasem można poczuć w różnych mousse'ach, nadzieniach kakaowych. I te mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa na taki tor zaskoczyły. Kakaowe ciasto zmieniło się jednak w ciasto... makowe? W tym cieście maślaność już nie dawała się we znaki, już zapomniano o niej. Poczułam goryczkę maku i zaraz wyobraziłam sobie kakaowo-makowe ciasto z owocami: wiśniami i śliwkami.

Wiśnie i śliwki podkręciła odrobina cytryny. Kwaśność starała się, jak mogła, ale... słodycz nie dała o sobie zapomnieć. Mimo że na pewien czas trochę odpuściła i tylko delikatnie pobrzmiewała, wróciła odważniej.

Odnotowałam przebłyski... bananów? Bananowych krówek. Zrobiło się wręcz kajmakowo - palony karmel poszedł w bardziej słodkim, uroczym wydźwięku. Sam jakby wyzbył się swej paloności.

Ta jednak ogólnie wciąż miała się nieźle. Nieco przypalone ciasto i wytrawniejsze nuty - które zdążyły już mocno osłabnąć - zaobfitowały w wizję mocno pieczonych, cienkich i wielkich precli z makiem. Kontrastowo do tego wybuchu słodyczy, na koniec zrobiło się znów bardziej wytrawnie. Nawet lekko ostrawo...? Jakby tak precle - i może krakersy - trochę posypać ostrzejszymi przyprawami?

Po zjedzeniu został posmak ziemi i grzybowo-kakaowe echo, mieszające się z makiem i soczystymi owocami. W nich spierały się słodkie banany i kwaśne śliwki z wiśniami.

Czekolada wyszła ciekawie i smacznie. Zaskoczyła mnie jej wytrawność strączków i precli z makiem. Pasowała do ziemi i grzybowo-kakaowego motywu. Te bardzo harmonijnie połączyły je z przypalonym kakaowym ciastem i owocami. Wiśnie i śliwki mieszały się z bananami. Wolałabym tylko, by jakoś ambitniej niż jako przypalony murzynek, rozwinęła się gorzkość, a i by było trochę mniej maślano w smaku i mniej tłusto w konsystencji. Acz biorąc pod uwagę niewygórowaną cenę, to świetna czekolada.

Na myśl przyszła mi mocno bananowa, z akcentem wiśni i grzybów Chapon West Papouasie. Wspomniana była co prawda o wiele bardziej kwiatowo-orzechowa, ale sporo wspólnego miały. Z np. MORO Markham Papua-Nueva Guinea 75 % dzisiaj opisywana wspólnego miała znacznie mniej, bo tylko banany i wiśnie. I może też czająca się w oddali ostrość?


ocena: 9/10
kupiłam: brainmarket.pl
cena: 13,48 zł
kaloryczność: 567 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie, ale mogłabym do niej wrócić

Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy nierafinowany, tłuszcz kakaowy, wanilia