niedziela, 17 maja 2026

Klingele Chocolates from Heaven 72 % Dark Blueberry Organic Belgian Chocolate ciemna z Papui-Nowej Gwinei z jagodami

Gdy tylko zjadłam zamówione czyste ciemne czekolady marki Chocolate from Heaven, zaczęłam żałować, że nie porwałam się także na czwartą, która była do kupienia na stronie Brain Market. Najpierw nie chciałam kupować nieznanej czekolady z dodatkami w tej cenie, jednak po tym, jak trafiłam w górach na kilka naprawdę niesatysfakcjonujących nawet tam tańszych czekolad, uznałam, że także na tabliczki w góry warto wydawać nieco więcej. Nie tyle, co na degustacyjne, ale postanowiłam, że nie będę kupować tych naprawdę nieobiecujących. Gdy zjadłam wszystkie 3 ciemne, uznałam, że ta jest bardzo obiecująca i wcale nie taka droga, biorąc pod uwagę efekty tej firmy. Jagody, mimo że są popularne w sezonie na nie, mimo że ludzie uwielbiają jagodzianki, a borówki amerykańskie są do kupienia praktycznie wszędzie, w czekoladach jakoś bardzo rzadko występują. Jeszcze jako nadzienia... To może. Ale tak o, w czekoladzie o tak wysokiej zawartości? Nie widziałam. Wzięłam ją w góry, na w zasadzie pierwsze bardziej zimowe wyjście, na Małołączniak końcem października 2025. Weszłam na niego niebieskim szlakiem z Kir przez Przysłop Miętusi. Przez większość drogi na szczęście było bardziej jesiennie, łańcuchy nie przymarzły, a i na szczycie utrzymywała się przyjemna, słoneczna i bezwietrzna aura. Idealna na przerwę z czekoladą!

Klingele Chocolates from Heaven 72 % Dark Blueberry Organic Belgian Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 72% kakao z Papui-Nowej Gwinei z liofilizowanymi jagodami, z amazońskiego lasu.

Po otwarciu poczułam intensywny zapach czarnej, wilgotnej ziemi, mieszającej się z soczystymi, słodko-cierpkimi jagodami i fioletowymi owocami, m.in. śliwkami. Chyba też odrobinką cytrusów, ale bez kwaśności. Owoce dominowały świeże, lecz ich mała część osiadła w piekącym się właśnie kakaowym cieście drożdżowym. Lekko pieczona nuta połączyła wypiek z gorzkością kakao i karmelem. Mimo to, ogólna słodycz stała na niskim poziomie, jako że obok gorzkości stanęła wytrawność trochę roślinna. Jakby groszek cukrowy?

Tabliczka w dotyku zdradzała tłustość, ale była twarda. Gdy łamała się z głośnym trzaskiem, wydawała się bardzo zbita. Przekrój ujawnił niewiele kawałków niemal czarnych, całych jagód. W trakcie jedzenia okazało się jednak, że wcale ich nie pożałowano. Nie było jednak trudno o kęs bez nich. 
W ustach czekolada rozpływała się kremowo i początkowo dość tłusto, potem mniej. Nie spiesząc się, acz nie jakoś wyjątkowo powoli. Poczucie tłustości osłabiał subtelnie proszkowo-chropowaty element. Potwierdziła się zbitość, a czekolada długo zachowywała kształt. Maziście pokrywała podniebienie i z wolna odsłaniała kulki jagód, które rozlokowano bliżej wierzchu. Te długo w niej siedziały, z czasem nieco rozrzedzając bazę. Za ich sprawą trochę narastała nienachlana  soczystość. 
Gdy z ciekawości pogryzłam jagody wcześniej, obok czekolady, były miękkawe, ale bardziej suche i rozpoznawanie liofilizowane. Szybko jednak nasiąkały, udając świeże owoce.
Czekolada znikała łatwo, bardziej soczyście i niezmiennie maziście.
Po czekoladzie co jakiś czas zostawały jeszcze małe i średnie jagody. Czasem po dwie w kęsie, czasem jedna, dość często żadna. 
Owoce gryzione na sam koniec były miękkie, ale też jędrne i trochę strzelające za sprawą pesteczek. zaskakująco udanie podszywały się pod świeże, choć skrywały w sobie liofilizowano-suchy element. Niektóre wyraźniejszy, inne niemal nieobecny.
 
W smaku pierwsza pokazała się słodycz. Czasem, gdy zahaczyłam zębem o owoc, jagodowa, z karmelowym echem, a częściej karmelowa z echem owoców. 

Wśród owoców mieszały się owoce leśne z fioletowymi, m.in. śliwkami. Pomyślałam o bardzo słodkich (niemal miodowo?), ciemnofioletowych z cierpkawą skórką pokrytą szarym nalotem (np. odmiany Tophit), a po chwili też o czekoladowym cieście ze śliwkami.

Nuta śliwkowej cierpkiej skórki oraz coraz bardziej czekoladowo-kakaowe niż tylko kakaowe ciasto  wprowadziły ziemię. Gorzkość rosła bardzo mocno. Zbierało się coraz więcej ziemi. 

Ziemia i owoce leśne zaprzyjaźniły się za sobą. Owoce leśne, przy tym wsparciu rządzącej ziemi, wyszły przed śliwki. Wtedy to jagody leśne zaczęły odgrywać znaczącą rolę. Wydawały się płynąć też z samej czekolady.

Kiedy próbowałam samej czekolady, nie była całościowo przesiąknięta dodatkiem, ale w całej pobrzmiewały owoce leśne wraz ze śliwkami. Jagody leśne czuć wyraźnie w kęsach z pobliża dodatku oraz oczywiście z dodatkiem.
Gdy na próbę pogryzłam jagody obok czekolady, miały mały problem z przebiciem się przez intensywnie ziemisty motyw. Były wyczuwalne, ale nie mogły rozwinąć w pełni skrzydeł.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa ciasto kakaowo-czekoladowe wzbogaciło się o mak, a ziemia wydała mi się brudniejsza niż na początku. Przywodziła na myśl ziemię z leśnego cmentarza, gdzie odnotowałam odrobinkę dymu.

Dym jednak odleciał do słodyczy, zwłaszcza w kęsach bez jagód, przypominającej o karmelu. Zawsze jednak i tak wygrywała z nim soczystość. W kęsach z jagodami i z ich okolic miała łatwiej. Jagodowy smak nasilał się, a mieszanka owoców leśnych i fioletowych dzielnie je wspierała. Odnotowałam też, że nie wszystkie niegryzione jagody odzywały się tak samo głośno. Niektóre dłużej pozostawały subtelne.

Od jagód czasem rozchodził się delikatny kwasek. Był głównie intensywnie jagodowy, acz wydobył z bazy cytrusowy wątek.
Ogólna cytrusowość zaznaczała się lekko przy owocach leśno-jagodowych, nie próbowała wyskakiwać przed szereg. Czasem jagody wydawały mi się lekko robić aluzje do cukierkowości. 

Gorzkość nieco złagodniała, przechodząc w nieco neutralniejsze, ale na pewno wytrawne tony. Ziemia wzbogaciła się o rośliny ją porastające, a ja pomyślałam jeszcze o zielonym groszku cukrowym. 

Słabnące wypiek i karmel otarły się o... precle? Z makiem, trochę nadto wypieczone, a potem ukryły się w ziemi.

Jagody gryzione na koniec raz czy drugi mignęły nieco wręcz cukierkową nutą, ale to rzadko - chyba przez kontrast do wytrawnie-ziemistej bazy. Zawsze prezentowały się jako bardzo słodkie i niemal do złudzenia przypominające świeże surowe owoce, jedynie z "suszoną nutką". Ich słodycz przeplotła cierpkość, a także przelotny kwasek. To bez wątpienia jagody leśne.

Po zjedzeniu został posmak jagód, owoców leśnych i śliwek, przy mocnym wsparciu ziemi. Ziemi chyba z lekko roślinnym akcentem. Nie brakowało też słodyczy karmelu. Przy nim owocom zdarzało się czasem trochę ocierać o cukierkowość, acz naprawdę bardzo delikatnie.

Czekolada była przepyszna! Wyrazista, ziemista baza o nutach fioletowych owoców: głównie śliwek, ale też owoców leśnych idealnie pasowała do charakternych, słodko-kwaskawych jagód, które przypominały świeżo-surowe owoce. Trochę karmelu, ciasto z jagodami zapewniające słodycz przeplatały się z wytrawniejszymi nutkami groszku cukrowego i precla. Ogół wyszedł głęboko, wyraziście, a jednocześnie harmonijnie.
Podobała mi się też mazista struktura z urozmaiceniem w postaci całym owoców, które i w konsystencji udawały świeże surowe.

Nie jestem pewna, czy zgadłabym, że baza to Klingele Chocolates from Heaven 72 % Dark Organic Belgian Chocolate. Kojarzyły się, bo nuty śliwek z podlinkowanej zostały podkręcone jagodami, a ziemia wyszła znajomo... Acz dodatek wiele przemodelował.


ocena: 10/10
kupiłam: brainmarket.pl
cena: 12,93 zł
kaloryczność: 533 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie, ale mogłabym do niej wrócić

Skład: miazga kakaowa, nierafinowany cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, jagody 8,93% (jagody, nierafinowany cukier trzcinowy, olej słonecznikowy), naturalny aromat jagodowy 1,78%, wanilia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.