Po tym, jak odkryłam i świadomie zarejestrowałam, że belgijska marka Holy Cow oferuje porównanie, jak smakuje kakao z pory suchej, a jak monsunowej z tego samego miejsca, nie mogłam przestać o tym myśleć. Plułam sobie w brodę, że od razu nie pomyślałam o kupieniu obu. A tak? Internetowy sklep Chocolate Seekers, w którym kupiłam Holy Cow 85 % Speciality Cacao Kerala, India Dry nie miał już i nie planował uzupełnić czekolad tej marki. Na stronie producenta zaś nie mogłam wpisać polskiego adresu. Na szczęście udało mi się skontaktować mailowo z Holy Cow i w ten sposób złożyć zamówienie. Dobrze, że wszystko udało mi się zorganizować bardzo szybko, bo... chyba wiedziona dziwnym przeczucie, nie zjadłam całej Holy Cow 85 % Speciality Cacao Kerala, India Dry na raz, a zasreberkowałam i odłożyłam trochę do komody na inny dzień. Na zestawienie jej z jej bliźniaczką musiałam więc i ja, i kawałek czekolady, trochę poczekać, ale... Liczyłam, że warto.
Tak jak w przypadku Holy Cow 85 % Speciality Cacao Kerala, India Dry, tak i w opisie tej nie brakowało detali. Podobnie też do fermentacji ziaren wykorzystano drewniane skrzynie z jackfruita, suszono na słońcu w szklarniach, a sortowanie odbyło się dzięki kobietom z lokalnych społeczności.
Holy Cow 85 % Speciality Cacao Kerala, India Monsoon to ciemna czekolada o zawartości 85% zebranego w czasie pory deszczowej / monsunowej (czerwiec-wrzesień) kakao trinitario i forastero z Indii, z dystrykt Idduki, z regionu Kerala, z okolicy wsi Udumbannoor.
Po otwarciu poczułam słodki, kwaskawy chyba jedynie na zasadzie robienia aluzji, zapach suszonych owoców: bardzo słodkich, mulistych śliwek kalifornijskich oraz moreli, zestawionych z ciepłym drewnem. Nie, że palonym, ale takim... orientalnie ciepłym, skąpanym w słońcu. Stanął przy nim miodo-karmel, nie za mocno palony, lecz wprowadzający jeszcze ciepły czekoladowy wypiek - może z mousse'ową warstwą? - oraz sporo kwiatów. Ze słodkich nut większość uwagi skupiały lekkie przepychanki, koleżeńska walka o dominację między jaśminem a karmelem: oczami wyobraźni patrzyłam na lekko palony karmel miękki i ciągnący, sugerujący wręcz krówki.
Prawie równa, dość gruba, tabliczka w dotyku wydawała się bardzo tłusta, kremowa, a przy łamaniu okazała się bardzo twarda. Trzaskała, jakby była zawilgocona.
W ustach rozpływała się wolno, troch leniwie i lepko. Miękła, serwując mi kremowość i tłustość rozgrzewającego się, niedawno wyjętego z lodówki masła. Trzymała przy tym zbity kształt. Z czasem trochę mieszała się z soczystością, a raz po raz odnotowywałam w niej też sugestię pylistości. Ta mieszanka maślaności i soczystości sprawiła, że przez kontrast odebrałam czekoladę jako nieprzyjemnie za tłustą. Wydało mi się, jakby tu przedstawiana była bardziej wilgotnie-tłusta od Holy Cow 85 % Speciality Cacao Kerala, India Dry.
W smaku pierwsza rozeszła się delikatna słodycz karmelu. Pomyślałam o maślanym i ciągnącym, miękkim karmelu.
Zaraz za słodkim karmelem zaznaczył się nieśmiały, soczysty kwasek rodzynek Golden, ale też dym. Ten był nieco bardziej pewny siebie i postawił na goryczkę. Dym kłębiący się i zbierający daleko w tle, ale wyraźny. Trochę potem rósł, acz nie był silny. Krył się w nim akcent drewna - jakby niezdecydowanego, bliżej nieokreślonego.
Zmotywował on słodycz do lekkiego wzrostu i przybrania bardziej uroczego, słodziutkiego wydźwięku. Karmel zaczął mieszać się z krówką, a z kolei do niej zakradł się... miód? Miodowa krówka zapewniła średnio-wysoką słodycz.
Słodycz wzbogaciły suszone owoce. One sprawiły, że słodycz już nie rosła, ale przybrała nieco mniej "słodziusi" wydźwięk, więc wydawało się nawet, że nieco się cofnęła. Mieszanka rodzynek Golden, moreli i śliwek dodały subtelną kwaskawość, a na pewno sporo soczystości. Sprawiały, że faktycznie i kwasek, choć nie tak jawnie wyczuwalny, kręcił się po głowie.
Dym zmieszał się z ziemią. Wyobraziłam sobie wilgotną, czarną ziemię i leżące na niej zbutwiałe drewno. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa lekka soczystość suszonych owoców zetknęła się z ziemią i zaobfitowała w wilgotniejszo-rześko motyw krzewów i ziemi, na jakiej rosną. Jaśmin wieczorową lub bardzo wczesną porą stanął na czele jeszcze jakiś innych krzewów i krzewów ukwieconych.
Gorzkość choć ogólnie nie mocna, zaczęła łagodnieć. Maślaność rozmyła jej wyrazistość. Maślaność zaczęła też trochę wypierać motyw świeżych kwiatów.
To z kolei jakby oburzyło karmel. Zrobił się bardziej palony, że aż właśnie... gorzkawy? Pomógł mu miód, z kolei jakby kwaskawo-pikantny. Jakby pozyskano go z jakiś pikantnych, niemal korzennych ziół. Miód i karmel wydały mi się nieco... odymione? Przemknęła też myśl o prażono-karmelizowanych orzechach i/lub migdałach. Drewno z kolei, choć bardzo w oddali, zmieniło się w drewno ogrzewane i wysuszane ciepłem słońca.
Wrócił dym, ziemia walczyła o siebie, więc gorzkość znowu trochę przybrała na sile. Odnotowałam jeszcze kawę - płynącą jednak jakby ze słodyczy... jakby była to karmelowa kawa, umiejętnie łącząca słodycz z gorzkością. Ona zmieniła maślaność w śmietankę - bo to właśnie kawę ze śmietanką czułam.
Palony, a zarazem wciąż maślano-śmietankowy karmel zdominował kompozycję, jednak wcale nie było tak słodko, jak mogłoby się wydawać. Suszone owoce... tym razem jakby dziwne śliwko-rodzynki... zdobyły się na trochę kwasku. I przemknęły śliwki niekoniecznie suszone? Wyobraziłam sobie karmelowo-czekoladowy wypiek z mousse'em czekoladowo-śliwkowym; czekośliwką!. Do mojej głowy zawitały... śliwki czerwone? Po czym jednak wróciły rodzynki Golden.
I kwasek jednak osiadł w dymie.
Po zjedzeniu został posmak wymieszanego z rodzynkami Golden karmelu, ale z kolei nie tak mocno palonego, a wspominającego maślaną, łagodniejszą krówkę. Obok stanął gorzki dym i sporo drewna. Drewna zarówno zawilgoconego, zmieszanego z ziemią, jak i drewna ciepłego, muśniętego słońcem?
Czekolada smakowała mi. W pewien sposób była podobna do Holy Cow 85 % Speciality Cacao Kerala, India Dry, ale różniły się znacząco. Podlinkowana była cięższa i poważniejsza. Dziś przedstawiana wyszła bardziej słodko i maślano, świeżość łączyła się w niej ciepłem, sprawiając, że odebrałam ją jako wyważoną. Karmel, miód i krówki mieszały się z gorzkim dymem, drewnem wilgotnym, blisko ziemi oraz drewnem orientalnie-ciepłym. Karmel zrobił się palony, miód pikantniejszy, ale wciąż było słodko. Owoców mniej, choć kwaskowatych, to też słodkich suszonych śliwek, moreli, rodzynek.
Obie ciekawie połączyły chłodek i ciepło, ale Holy Cow 85 % Speciality Cacao Kerala, India Dry skupiła się na charakterze ciemnych owoców, podkreślonych cytrusami i alkoholem, ziemi i drzewnych korzeniach podkreślonymi lukrecją oraz kawie ziarnistej i mousse'ie kakaowym. W słodyczy więcej w niej było kwiatów jaśminu (podczas gdy w dzisiejszej karmelu i miodu). Holy Cow 85 % Kerala, India Dry wydawała się... dziksza, bliżej natury.
Dziś przedstawiana wydała mi się tłustsza, co też nieco pogarszało odbiór, ale w zasadzie obie były na tym samym poziomie. Mnie jednak bardziej przekonał poważny, ciężko-dosadny charakter Holy Cow 85 % Kerala, India Dry. W dodatku konsystencje też się nieco różniły: jakby podlinkowana była nieco suchsza, dziś przedstawiana wilgotnie-tłustsza.
Ależ to porównanie było ciekawe!
ocena: 8/10
kupiłam: holycow-chocolate.be
cena: € 6,50 (za 70g; około 28 zł)
kaloryczność: 616 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: ziarna kakaowe, cukier, tłuszcz kakaowy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.