Od jakiegoś czasu myślałam o zamówieniu jakiś kremów GymBeam, więc nawet trudno opisać moje zdziwienie, gdy marka napisała do mnie z propozycją współpracy. Bardzo się ucieszyłam, bo kilka już jadłam i były naprawdę smaczne. Spodobało mi się podejście firmy, atmosfera. Sama wybrałam, jakie produkty i kiedy chcę otrzymać do testów, stąd liczyłam, że to będzie bardzo miła przygoda. Od którego zacząć? A tu o dziwo nie miałam najmniejszego problemu, bo po prostu chodził za mną krem 100% z migdałów. Chciałam jakiś większy słoik takowego, bo po głowie chodziło mi parę rzeczy, które chciałam z nim zrobić (co u mnie nie jest takie typowe, ponieważ przeważnie kremy orzechowe jem po prostu łyżeczką). I do tych wymysłów potrzebny mi był właśnie bardziej "ciemny" migdałowy krem, nie z migdałów blanszowanych, ale z kolei nie za ciemny. A dziś przedstawiany dokładnie tak wyglądał. Na marginesie dodam jeszcze, że wszystkie słoiki, które otrzymałam w 2026 urzekły mnie zabezpieczeniem, a więc sreberkiem z języczkiem, który jest może detalem, ale niesamowicie ułatwiającym życie - wreszcie kremy, w których sreberko to można łatwo i czysto po prostu zerwać!
GymBeam Almond Butter / Masło migdałowe to krem 100% z prażonych migdałów.
| przed i po uporaniu się z olejem |
Na wierzchu wydzieliła się średnia ilość oleju, z czego zlałam trochę więcej niż 3 łyżeczki.
Od razu wymieszałam jedynie to, co mocno przemieszało się na wierzchu już z samą pastą, czyli jakieś niecałe 0,5 łyżeczki.
Olej zawsze zlewam do słoiczka i w przypadku większych słoików ewentualnie później dolewam. W tym przypadku ogólnie (to jeszcze do aktualizacji, bo kremu jeszcze nie skończyłam).
Mieszanie było w miarę łatwe i poszło szybko, mimo że krem na dole podsechł i mocno zgęstniał. Nie był strasznie suchy czy kamiennie twardy, ale suchawy i bardzo konkretny, gęsty i zbity. Chętnie jednak przyjmował olej i łatwo było uzyskać jednolitą konsystencję. Grudki suchszej pasty prędko przybierały postać pasty idealnie kremowej. Od razu widać, że tłustość stała na wysokim poziomie, a masę urozmaicało całe mnóstwo drobinek, w tym skórek migdałów.
W trakcie jedzenia potwierdziła się gęstość, przy czym chwilowo jeszcze jakby rosła, i masywność kremu. Po chwili dał się poznać jako tłusty i syty. Czuć konkretną, sytą maślaność, jak i leciuteńką, słabszą oleistość w tle. Mimo tłustości, czasem zaznaczało się jakby suchawe echo (pozytywnie tonujące tłustość). Pasta zalepiała usta zupełnie, po czym rozpływał się powoli. Eksponowały się wówczas drobinki, tworzące miazgowy efekt. Całość odebrałam jako bardzo kremową i aksamitną.
Gdy pasta zniknęła, w ustach zostawały drobinki i kawałeczki. Niby subtelne, ale do gryzienia, ciamkania. Były głównie leciutko chrupkawe, a trochę mniej skórek trzeszczących.
W smaku pierwszą poczułam słodycz o bardzo łagodnym charakterze. Miała naturalny, migdałowy charakter, a po chwili zrobiło się wręcz maślano. Bardzo maślano, cały czas w migdałowym ujęciu. Słodycz rosła, acz tak, że krem ogólnie można nazwać średnio słodkim.
Słodycz i maślaność nakręcały się nawzajem, aż w końcu w harmonii stały się jednym.
Prażenie podkradło się subtelnie, kojarząc się trochę z precelkami. Mocno wypieczonymi, trochę wytrawnymi, ale bez soli, a... z miodem. Słodycz robiła do niego aluzje, acz od pojawienia się precelkowej nutki prawie już nie rosła.
Pieczony motyw przeszedł w wyraźne prażenie. Przybierało na znaczeniu, dając się poznać jako średnio-silne. Ciągnęło za sobą słodycz, ale ta przed silniejszym wzrostem miała duże opory.
Mniej więcej w połowie rozpływania się porcji w ustach do głowy przyszły mi maślane, słodkie bułeczki migdałowe, będące efektem splecionej słodyczy i maślaności. Bułeczki raczej drożdżowe, z przypieczonym kruchawym wierzchem, a łagodne i puchate wewnątrz. Słodycz zrobiła się wysoka i... przez chwilę czułam wręcz "słodziuteńkość", słodycz o uroczym wydźwięku, po czym zreflektowała się. Maślaność ją stonowała (przy jej pełnej zgodzie), kierując słodziutką bułeczkę w stronę jedynie słodkawej brioszki. Zdecydowanie ostrożniejszej w kwestii słodyczy. Za to posmarowanej masłem.
Jego miejsce, a także precelkowy akcent, zajął wytrawniejszy motyw migdałowych skórek. Wyłaniał się z czasem coraz bardziej, ale nie zawojowywał tej łagodnej, słodkawo-maślanej kompozycji. Jedynie przecinał słodycz i rozganiał prażenie. I to właśnie o wytrawność, nie gorzkość dbał. Skórkowy akcent stanowił jedynie dodatek.
Gdy krem zniknął, a ja zajęłam się drobinkami, które nakręcały motyw prażonych migdałów oraz ich skórek. Tu już czasem przemknęła prawie goryczka.
Po zjedzeniu został posmak migdałów prażonych znikomo, których prażenie stonowały porządnie wypieczone z wierzchu maślane bułeczki, z echem wypieczonych precelków. Oczywiście wszystko to w migdałowych ramach. Było prażono, trochę skórkowo, ale przede wszystkim łagodnie maślano. Nie za słodko, ale i nie mocno wytrawnie.
Krem bardzo mi przypadł do gustu, bo miał charakter, a nie był ani za słodki, ani za wytrawny. Harmonijny, spokojny, ale właśnie pełen po prostu migdałowego smaku. Znaczące prażenie zatrzymało się w ostatnim punkcie, jaki uważam za przyjemny: jeszcze trochę i byłoby za silne. Takie jednak ok. Poszło w ciekawe skojarzenia z precelkami i sowicie wypieczonymi maślanymi bułeczkami. Ogół właśnie wyszedł tak maślano bułeczkowo, oczywiście w migdałowym kontekście.
To najlepszy krem z nieblanszowanych migdałów, jaki jadłam. Smaczniejszy i ciekawszy niż (Sante) Auchan Pasta z prażonych migdałów 100 %, który robił aluzje do smażenia. Przebił nawet Grizly Krem migdałowy 100% w tubce, bo ten GymBeam był gęstszy i konkretniejszy.
Do jedzenia tak osobno jego mniej charakterystyczny smak niż Ekogram The Real Almond Paste, a jednak nie brak głębi przypasował mi bardziej. Nie był bowiem "podstawowy", a wyrazisty, ale jakby... Łagodniejszy w swej wyrazistości.
Czułam, że świetnie będzie współpracował z innymi elementami, ale nie będzie zbyt uległy w kompozycjach, więc zrobiłam sobie na parę testów.
Krem był pyszny także w twarożku, jednym z moich ulubionych z migdałami i domową konfiturą z płatków róż ucieranych z cukrem trzcinowym. Acz trochę się zdziwiłam, bo w twarożku okazał się... trochę za łagodny. Nie jednak zupełnie łagodny czy mdły, o nie! Był wyrazisty, ale z resztą dodatków stał na równi, mieszał się z nimi w różnych proporcjach: zależy, jak zgarnęłam widelczykiem czy jak duży, jakiego migdała kawałek się trafił. Krem podkreślały migdały w skórkach. Blanszowane z kolei jeszcze łagodziły. Całościowo przy twarożku odnotowywałam czasem echo precelków, ale bardziej kojarzyło się to trochę drożdżówkowo, więc specyficzne nutki kremu nie uciekły. Twaróg w zasadzie podkręcał myśli o drożdżowce z twarożkiem. Róża też podsyciła motyw "skórki" drożdżówki.
Twarożek był pyszny, ale z Ekogram The Real Almond Paste wychodzi lepszy, bo bardziej wyrazisty z tyloma dodatkami jednak lepiej wychodzi, rozdając karty.
ocena: 10/10
kupiłam: dostałam od gymbeam.pl
cena: jak wyże, ale cena to 24,90 zł za 340g
kaloryczność: 647 kcal / 100 g
czy kupię znów: możliwe
kupiłam: dostałam od gymbeam.pl
cena: jak wyże, ale cena to 24,90 zł za 340g
kaloryczność: 647 kcal / 100 g
czy kupię znów: możliwe
Skład: prażone migdały

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.