Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lody: kawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lody: kawa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 listopada 2020

lody Bailey's Coffee Delight Ice Cream

Alkoholowe słodycze lubię tylko te dobrze wykonane, przy czym moje "dobrze" rozumiem przez odpowiednie dla mnie proporcje. A z tymi mam tak, że chodzi mi o to, by alkohol był wyczuwalny, ale by niczego nie zagłuszał. Do kawowych z kolei ogólnie zrobiłam się bardzo sceptyczna. Lodów kawowych chyba po prostu nie lubię (wniosek po 5-składnikowych kawowych Marletto), bo jakoś kawa z mlekiem nie łączy się dobrze w moim postrzeganiu. To, że pojawiają się u mnie te lody jest więc... dziwne. W sklepie jednak musiałam podjąć szybką decyzję, ponieważ trafiłam na oba smaki tych po jednym pudełku, a jakiś człowiek też się wokół nich kręcił i skład czytał. Wykorzystałam więc okazję, gdy na chwilę je odłożył i wzięłam. Przy kasie mówiłam sobie, że po prostu czekoladowe będą moje, a kawowe Mamy (nie wiem, czy bardziej kocha słodycze kawowe, czy alkoholowe), ale... bloggerska ciekawość jak zwykle wygrała. Przy przepisywaniu opisów (z niemieckiego oryginału na opakowaniu) tych lodów pojawiły się kolejne wątpliwości - a może nie podchodzą mi po prostu czyste kawowe? A takie z wieloma ciekawostkami odbiorę lepiej?  I doszedł kolejny aspekt: słodyczowych śmietników (gdzie jest za dużo wszystkiego) też nie lubię. Dobrze, że przynajmniej ciekawe rzeczy lubię.

Bailey's Coffee Delight Ice Cream with the Taste of Bailey's to śmietankowe lody "z preparatem o smaku likierowym (4%) i śmietankowe lody z sosem kawowym (10%) i wiórkami prażonej kawy (1,5%)". Opakowanie zawiera 500 ml / 400 g.

Po otwarciu zapach był delikatny, ale niewątpliwie czuć zarówno kawę, nutkę likieru i śmietankową bazę. Z czasem nasiliła się kawa i prosta alkoholowość. Już nie byłam taka pewna, czy to konkretnie słodki likier kawowy; to raczej mieszanka spirytusu i słodkiej kawy.

Gęsta masa lodowa była wprawdzie kremowa i tłusta jak to nierozwodnione lody na śmietance, ale jednocześnie miękka i współpracująca przy "wiosłowaniu" łyżką / łyżeczką. Wydała mi się... puszysto-spulchniona, miejscami bardziej, a miejscami gęstsza i jakby topiąca się z lekkim opóźnieniem. Był lekki podział na część białą i beżową (nie np. pół na pół, a "w cętki bez ładu i składu"), jednak szybko mieszały się ze sobą. Obstawiam, że średnio przemieszali po prostu ten preparat z lodami śmietankowymi, stąd taki efekt.
Gdy przyszło do jedzenia, ta tłustość bitej śmietanki natychmiast zatłuszczała usta, męcząc tym samym. Mimo że nie ciężkie, lody wyszły o wiele za tłusto.
Sosu dali średnią ilość. Początkowo wydał mi się gęsto-żelowy, ale szybko wykazywał wodnistość, topiąc się. Był minimalnie zagęszczony i gładki.
Zaskoczyło mnie jednak, jak dużo było wiórków i kawałeczków ziaren kawy. Mam do nich mieszane uczucia (mieszane, gdy tłumaczę sobie "logikę producenta", ale bardziej negatywne patrząc mocno subiektywnie), bo początkowo większość była chrupko-miękkawa jak orzechy, ale z czasem dziwnie wilgotniejąca. Kawowe fusy robiły się... niby miękkawe, a twardawe. Taki względnie twardawy dodatek w puszystych lodach odstawał i przeszkadzał.

Sama masa lodowa wyszła wyraźnie śmietankowo-tłusto ("tłusto w smaku") i delikatnie słodko. Fragmenty ewidentnie białe wyszły trochę mdławo, acz trochę nasiąkły kawowo-alkoholowym posmakiem. Nie było wielkiej różnicy między masą (masami?) lodową. Chwilami czułam po prostu jakby "lody łagodniejsze, a chwilami lody wyrazistsze".
Ta część beżowa, w którą wmieszali preparat*, już wyraźniej jakby mleczną kawą smakowała, ale to nie wszystko. Pobrzmiewała sztucznie, w pierwszej chwili likierowo, ale bez alkoholu, a dopiero z czasem bardziej autentycznie słodko likierowo. Nie był to jednak mocny, czysto kawowy likier, a taki niedoprecyzowany. W masie trafiłam na beżowe, gęste grudki, które podkreśliły trochę smak sztucznego, słodko-kawowego likieru*.
Ogółem baza lodowa wyszła dość mdławo i nie pomógł nawet fakt, że słodycz znalazła się na przyjemnie niskim poziomie.

Dodatkowo obniżył ją sos, którym cała masa była przepleciona, choć... nierównomiernie. Nie wydaje mi się, by było go specjalnie dużo, ale wystarczyło, by poczuć jego smak. Był... niczym esencjonalne, gorzkie espresso. Niestety jednak z cukrem i o likierowo-sztucznym posmaku. Doszukałam się w nim też smakowej wodnistości.

Kawałki kawy mocno podkreślały kawowy smak, dając gorzko kawowe pstryczki. W większości okazały się zaskakująco intensywnie palono-gorzkie, niektóre jednak (te mniejsze) wydawały się wyprane ze smaku. Gdy gryzłam je szybciej, a nie dopiero gdy zagarnięta łyżeczka masy rozpłynęła się w ustach, też (przez zmrożenie) nikły. Na szczęście jednak nie były kwaśne. Zostające przy zębach niestety przełożyły się na to, że po zjedzeniu jakiejś tam ich części, sama masa lodowa wydawała się jeszcze bardziej nijaka.

Po zjedzeniu pozostał posmak lodów śmietankowych i likierowo-kawowej sztuczności, jak również posmak samych fuso-ziaren kawy.

Całość wyszła więc jak... strasznie tłusta i delikatna w smaku śmietanka ze sztucznnym likierem i epizodycznym posmakiem gorzkiej kawy. Nie było za słodko, ale... delikatnie, mimo mocnego smaku i kawy, i jednak wyczuwalnego alkoholu. I znów: nie chodzi tu o alkoholowe uderzenie, a o smak, posmak. W tym niestety było sztuczne echo (jakby nie mogli dać po prostu likieru... a tak pewnie aromat likieru + spirytus).

Lody uważam za... generalnie znośne jakościowo, ale dziwnie skonstruowane, że smakowo nic fajnego w nich nie znalazłam. Tak łagodna, śmietankowa baza z posmakiem kawy i gorzko-wodnisty sos, gorzkie kawałki fuso-kawy wyszły zbyt kontrastowo. Odstawały, nie było pewnej spójności. Likier z kolei... wyszedł dziwnie sztucznie. Było mało tego smaku, choć alkohol niewątpliwie czuć; alkoholem-likierem jednak to nie uderzyło i... stąd może taki efekt? Z czasem drobinki kawy wydawały się coraz bardziej rozmiękłe, przez co też denerwowały.
Liczyłam, że przypominać będą lody Jacobs Latte Macchiato, ale nie. W tych za bardzo narzucał się pseudolikierowy motyw i niska kawowość samej masy, a najeżenie fusami (wolałabym, by zrobili np. masę kawową, dodali kawę rozpuszczalną czy coś).
Zjadłam trochę pod recenzję, bo ogół mocno mi nie pasował. Większość powędrowała do Mamy. Mimo że nie złe, to nudzące i męczące. Najpierw myślałam, że może wydziwiam, bo mam problem z tłustymi rzeczami, kawowe i alkoholowe rzeczy rzadko mnie satysfakcjonują, no, ale... Okazało się, że nie tylko ja miałam z nimi tu problem.
Mama kocha słodycze kawowe i likierowe, a te lody... jej nie smakowały. Uznała je za strasznie tłuste, "w smaku jakieś nijakie, czyste lody... Tylko ten sos kawowy dobry. Ale z kolei te ziarna kawy, tak? Nie wiadomo, co z nimi robić, czy łykać, czy wypluwać, bo gryźć niefajnie. Likier miałam czuć? No, na koniec może tak został, ale i ten straszny tłuszcz na ustach aż." Niestety, lodami nakarmiłyśmy kibel... Tak... pominęły pewien etap w życiu produktów spożywczych.

*Z opisu wynika, że same lody nie są kawowe, ale w smaku takie się wydawały - mogli dodać różne aromaty, albo... przesiąkły od sosu?
Wprawdzie też potem doczytałam, że Bailey's to likier na bazie śmietanki, ale... nie czarujmy się, że widząc to logo, liczymy głównie na śmietankę - a i ona fajnie w tych lodach nie wyszła (to tak, jak można lubić bitą śmietankę w deserach z nią, ale niekoniecznie kupuje się tą wyciskaną w sprayu, by jeść ją na śniadanie, obiad i kolację).


ocena: 4/10
kupiłam: Lidl
cena: 14,99 zł / 500 ml
kaloryczność: 255 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: 37 % bita śmietanka, odtłuszczone mleko, cukier, woda, żółtko jaja, odtłuszczone mleko w proszku, wiórki prażonej kawy, syrop glukozowy, płynny ekstrakt kawy, 0,4% alkohol etylowy, syrop cukru cukru skarmelizowanego, białka mleka, emulgator: mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych; skrobia modyfikowana, stabilizatory: mączka chleba świętojanskiego, guma guar; regulator kwasowości, cytryniany sodu, wodorotlenek sodu; barwnik: karmel siarczynowy; aromaty

sobota, 2 listopada 2019

Marletto Lody Kawowe 5 składników

Nie wyobrażam sobie wypicia słodkiej kawy. Latami uganiałam się za dobrymi słodyczami kawowymi i... tylko tyle że się naganiałam. Jakoś nigdy mnie nie potrafiły specjalnie usatysfakcjonować, bo za mało kawowe, za mało gorzkie albo walące tanią kawą. Owszem, dwa Zottery kawowe to jedne z moich ulubionych, ale ogólnie ostatnio doszłam do wniosku, że kawowe rzeczy są nie dla mnie. Czekolady kawowe za mało kawowe albo, jeszcze gorzej, za mało czekoladowe (jak nawet Duffy's mnie rozczarowała!). Przy tych lodach (kupionych rok temu, gdy jeszcze do tego wniosku nie doszłam) chciałam się utwierdzić, że dobrze myślę. A kupiłam je licząc na coś a'la Haagen-Dazs coffee. O tak, tamte mi smakowały. Teraz jednak czuję, że mogłyby mnie nudzić. To w końcu lody, a więc coś słodkiego i na śmietance, a dodanie śmietanki do kawy to druga niewybaczalna czynność. Chociaż w sumie... tutaj mówiłam sobie, że niby proporcje odwrotne... I skończyło się na tym, że pisząc ten wstęp (przed otwarciem lodów), już sama nie wiedziałam, co to będzie (oby nie głucho i nie ciemno wszędzie).
Swoją drogą, gdy po spróbowaniu sprawdziłam, co to za marka, na mej twarzy pojawił się paskudny uśmiech. Ciekawostka: przy przeprowadzce jakieś 2 lata temu znalazłyśmy z Mamą pudełko po lodach sprzed wielu lat - 1 litr za 1,99 zł z Biedronki, kupione jeszcze "w biednych latach" rodziców. Tak, to właśnie Kilargo były. Awans społeczny, co?

Marletto Lody Kawowe 5 składników to lody kawowe wyprodukowane przez Kilargo Sp. dla Biedronki. Pudło zawiera 500 ml / 430 g.

Po otwarciu poczułam smakowity zapach kawy, rozumianej bardzo ogólnie. Jakbym właśnie zrobiła sobie kawę... Kawę dobrą, ale bliżej nieokreśloną, rozpuszczalną. Może kawę ze śmietanką. A może to słodycze kawowe. Kawowe i ze śmietanką, a jednak nie za słodkie? Taak, to zdecydowanie woń dobrych, kawowych lodów.

Masę na wierzchu szpeciło parę kryształków, ale były tylko tam (zakładam, że zrobienie folii do zerwania rozwiązałoby problem), uformowana rozetka sugerowała lekkość, ale...
Wcale lekka nie była. Okazała się zbita i gęsta, twarda, nawet gdy już mocno się topiła. Pełnia, tłustość śmietanki aż krzyczały w każdym calu, co wyszło idealnie kremowo-gładko i dobrze jakościowo, acz ja wolałabym coś lżejszego (mlecznego? jak włoskie gelato; bardziej by mi do smaku pasowało). Tłustość ostawała się na ustach po paru łyżeczkach, co mi przeszkadzało.

W smaku lody uderzyły gorzkością kawy. Dosłownie jakbym zrobiła łyk gorzkiej, dobrej kawy rozpuszczalnej. Rozniosła się po ustach, ewidentnie zajmując wiodące miejsce.

Po chwili zaznaczyła się również wyrazista, leciutko słodka śmietanka. Spokojnie zaczęła wzrastać, zawłaszczając sobie coraz więcej miejsca. Dodała się do kawy, przemodelowując ją na białą kawę (ze śmietanką).

To ewidentnie lody na bazie śmietanki, choć wraz z rozchodzeniem się jej smaku, doszukałam się pewnej nijakości... Wręcz wodnistości. Tak więc im dłużej jadłam, tym bardziej postrzegałam lody jako śmietankowo-kawowe, ale jednocześnie trochę smakowo rozwodniono-mdławe. Motywy te wyrównały się, wyważyły; wkroczył tłumiący je posmak wodnistego mleka odtłuszczonego.

Za spójnością niewątpliwie stała nienachalna słodycz. Delikatna i narastająca dopiero z czasem. Przy każdej łyżeczce w pierwszej chwili wydawała się znikoma, a potem rozchodziła się po ustach razem ze śmietanką, że koniec końców robiło się słodko, acz na odpowiednim, nie za silnym poziomie. Wraz z nią kawa coraz bardziej traciła na znaczeniu.

W posmaku pozostały łagodne, mocno śmietankowe lody z efektem rozwodnienia i również łagodna kawa rozpuszczalna. Smaki wyraźne, o słodyczy na odpowiednim poziomie. Brak tu napastliwości w którejkolwiek z kwestii.

Całość wydała mi się dobra jakościowo, ale bez polotu. Nie za mocno słodkie, do potęgi śmietankowe lody bez dwóch zdań smakujące przyjemną, gorzkawą kawą rozpuszczalną... Wszystko bowiem psuło "coś" (obstawiam mleko odtłuszczone). Wszystko płynęło leniwie, spokojnie... Bo i właśnie taki spokojny, łagodny charakter tych lodów mi się wydał.

Po uderzeniu wyrazistej kawy, za każdą łyżeczką szybko nadchodziło złagodzenie słodką śmietanką, nie zabijającą kawy, ale bardzo ją udelikatniając. To rozpuszczalna kawa ze śmietanką i... tyle. Dobra w swej prostocie i, według mnie... nudna, a z czasem nawet w tej nudzie męcząca.
Moim zarzutem jest bowiem to, że zamiast czegoś, co by ciągle ten gorzki charakter kawy podbijało, ogrom słodkiej śmietanki przemodelował kawę, jak mu się podobało. Co więcej, do takiego prostego, czystego i delikatnego smaku, śmietankę uważam za zbyt ciężką. Odtłuszczone zagęszczone mleko? W smaku dodało wodnisty posmak i stało za twardością. O wiele bardziej wolałabym coś jak lekkie, mleczne gelato albo przełamujące sycącą, tłustą ciężkość dodatki - sos? ciasto? One mogłyby i samą kawę nakręcać, a nie śmietankę i słodycz.
Lody dobre, ale raczej dla amatorów mlecznych kaw. Mam wrażenie, że z nimi jest tak: albo człowiek się w nie wciągnie (bo jednak to chwilowe pierwsze uderzenie kawy było pyszne), łyżka po łyżce serwując sobie cios gorzkiej kawy, albo... jak było w moim przypadku, szybko się znudzi, bo oprócz świetnego wejścia, przez większość czasu to jednostajna, śmietankowa łagodność. Gdy do tego dochodziła sycąca ciężkość, wizja kolejnej porcji łagodnej masy śmietankowo-kawowej jakoś nie wydała mi się atrakcyjna. A jednak kawowe niewątpliwie były. Proste, a jednak nie dla każdego. Niby dobre, a bez "tego czegoś", co by sprawiło, że chciałabym zjeść ich więcej (a już o ponownym zakupie nie mówię). Nie podoba mi się wyrównywanie śmietanka-mleko odtłuszczone. Jakby nie można po prostu w mleko pójść...

Mama z kolei z kawowymi lodami ma tak: "W pierwszej chwili żadne mi nie smakują, ta gorycz tak uderza, poraża, ale potem jest już smacznie. Jak kończę pudło, to w ogóle wzdycham z zachwytu i nie wiem, jak w pierwszej chwili mogło mi nie smakować". No tak, bo potem robi się tak śmietankowo, słodko... U mnie? "O, jaka mocna kawa, super!... ale... łe, nudno jakoś... to naprawdę najpierw takie kawowe mi się wydało?." (bo nadciąga łagodność).
Marletto jej smakowały, bo kawę "w punkt" czuć, ale też miała wrażenie rozwodnionego smaku. Dziwne.


ocena: 7/10
kupiłam: Biedronka
cena: jakieś 8-9 zał zł (za 500 ml)
kaloryczność: 234 kcal / 100 g; 201 kcal / 100 ml (85g)
czy kupię znów: nie

Skład: śmietanka, mleko odtłuszczone częściowo zagęszczone, cukier, żółtka jaj, ekstrakt kawy 1,2%

poniedziałek, 5 października 2015

lody Turkey Hill Double Dunker

Będąc w jednym ze sklepów, z osobą do której przyjechałam do Stanów, wzięłyśmy pudło lodów dla wszystkich domowników. Rzekomo to jedne z ich ulubionych - wszystkim smakują. Smak, z tego co się domyśliłam, nie był zbyt wymyślny, ale rzeczywiście taki, który wielu osobom może odpowiadać. Osobiście pierwszy raz w życiu zobaczyłam takie lody (chodzi mi o firmę), dlatego jakoś także mnie zainteresowały. Zgadnie ktoś, o czym jest ten wpis? ...dobra, wiem, że widzieliście tytuł i miniaturkę.

Nie są to ani Haagen'y, ani Ben&Jerry's. Ameryka to nie tylko zamrażarki wypełnione lodami tych firm. Pomyślałam, że skoro mam okazję, to warto dać szansę także Turkey Hill Double Dunker mocha ice cream swirled with chewy cookie dough and crunchy chocolate cookie swirl, czyli lodom kawowo-czekoladowym (kawa typu mocha) z ciasteczkami z czekoladą i chrupiącą czekoladowo-ciasteczkową wstążką. Trochę podobne do Ben&Jerry's, które ostatnio jadłam... a czy lepsze, czy gorsze? Musiałam sprawdzić!

Kiedy otworzyłam wielkie pudło (1,4 litra), zobaczyłam wyraziście brązową masę, która przypominała wibracje lody czekoladowe, niż kawowe. Właśnie dlatego nie czekałam długo z zanurzeniem w w nich łyżeczki. Były gęste, ale nakładanie ich nie sprawiło mi najmniejszego kłopotu.

Spróbowałam czystą masę lodową. Odebrałam ją jako bardzo słodką, lecz nie przesłodzoną. Nie jest to Grycan, który cukru w ogóle nie żałuje.
Dzięki temu naprawdę dobrze czułam smak mleka, przechodzącego w śmietankę. Słodką i tłustawą śmietankę.
Śmietanka pozostaje takim lekkim akcentem, smak mleka zaś jest wyraźną bazą. Ta mleczność przypadła mi do gustu, jednak wolałabym, jednak wolałabym, żeby zza niej wyłaniała się silniejsza gorycz kawy, nie słodycz, skoro są to lody kawowe, mimo że kawa mocha sama w sobie nie jest zbyt gorzka.

Tymczasem, ta goryczka odchodziła w niepamięć. Dało to smak słabej kawy, z akcentami bardziej czekoladowymi, czyli otrzymaliśmy typową mleczno-czekoladową kawę typu mocha.
Nie chodzi mi o kiepską jakościowo, czy źle zaparzoną. Po prostu trochę za mało mi kawy w kawie, jak w tych różnych kawach smakowych z toną mleka i cukru. Jakbym nie wiedziała, co jem, obstawiałabym raczej lody kakaowo-czekoladowe, niż jakiekolwiek powiązane z kawą...

Część "prawnie" czekoladowa, której jest sporo, ale nie aż tak dużo, jakbym chciała, czyli ta ''wstążka'' jest tak gęsta, że nie mogę nazwać jej sosem, choćbym nie wiem jak bardzo chciała, a i na tyle chrupiąca, że ''lody czekoladowe'' to żadne. Nie jest to wada, jednak nie bardzo wiem, do czego porównać konsystencję tego tworu. Ciastka w formie kremu? Blisko, blisko.

Rozpuszczają się też zupełnie inaczej, niż lody. Bardziej jak wilgotne ciasto, czy czekolada po prostu.
Pewnie chcecie dowiedzieć się wreszcie, jak smakuje? Czekoladowo! Bardzo czekoladowo. Jest to smak wyraźny i... Krótko mówiąc: rewelacyjny. To dość słodka czekolada deserowa, w której znalazłam to, czego oczekiwałam od lodów kawowych - goryczkę. Inną co prawda, bo nie można powiedzieć, że kawa i kakao mają zupełnie ten sam gorzki smak.
Ta goryczka była subtelna i zmieszana z... słodyczą wręcz ciasteczkową. Wyszły więc bardzo czekoladowe ciasteczka w formie kremu - pyszne. Chociaż... po kilku łyżeczkach mój entuzjazm nieco osłabł.

Dodatkiem, który z początku wydał mi się dość nudny, były ciasteczka. Miałam sporo okazji, by przekonać się, jak bardzo się myliłam. Beżowych ciatskowych kulek znalazłam w lodach dużo, nie da się nie trafić na ani jedno, przy nakładaniu sobie porcji. Smakują jak lekko upieczone, blade, maślane ciastka. Mają w sobie dużo słodyczy, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało.
Wręcz przeciwnie! Można je nieco chrupać, lub pozwolić im się rozpuszczać - co kto lubi. Do tego, znajdują się przy nich maleńkie czekoladowe kuleczki: gorzko-słodkie, ale niestety proszkowato-tłuste.

Słowami podsumowania, są to dość dobre lody, mimo iż niezbyt w świecie znane. Może nie było w nich niczego, przez co oszalałabym na ich punkcie, ale... sporo całkiem dobrych ciasteczek, smaczny czekoladowy dodatek, który mimo swojej prostoty można nazwać trochę niecodziennym, w niezbyt tłustych lodach o naprawdę dobrej konsystencji wypada smacznie.
Owszem mam zastrzeżenia co do smaku kawowego tychże lodów, do ilości czekolady, ale wiem też, że w Polsce ciężko byłoby i takie lody. Niby w kawie mocha samej goryczki kawy też nie czuć, ale skoro mamy do czynienia ze smakiem mocha, nie zaś czekoladowym, to kawowa nuta powinna się tam znaleźć. Faktem jest też, że za nieobecnością w Polsce tych lodów rozpaczać nie będę, ale nie miałabym nic przeciwko, żeby i u nas takie były.


ocena: 7/10
kupiłam: poczęstowałam się
cena: jak wyżej
kaloryczność: 273 kcal / 100 g 
czy kupię znów: nie

piątek, 21 sierpnia 2015

lody Movenpick Cappuccino

Po pozytywnych wrażeniach związanych z lodami Movenpick na patyku, postanowiłam wreszcie sięgnąć po nieco cięższy kaliber. Nie, nie kolejne Magnum, a po prostu dużo opakowanie Movenpick. Uściślając, normalne, bo z tego co wiem, mniejszych opakowań "familijnych" (jasne, sama wszystko zawsze zjadam, no, chyba, że chodzi o jednoosobowe rodziny) nie ma. 
Zastanawiałam się, który smak wybrać. Z białą czekoladą i pistacjami wydał mi się zbyt ryzykowny (w końcu jeszcze tej marki nie poznałam, a nie chcę się przejechać), waniliowy za zwyczajny (chociaż wiem, że jest smaczny, bo w wersji na patyku jadłam i był naprawdę dobry), na czekoladowe tego dnia nie miałam ochoty...

A w końcu zobaczyłam puste miejsce i podpis z ceną: "Movenpick Cappuccino". Zaczęłam szukać dokładniej, tym razem, wiedziałam już, czego. Nie wiem, dlaczego niedostępność produktów tak na mnie działa, ale już wiedziałam, czego chcę. "Szukajcie, a znajdziecie". Znalazłam. Jedno opakowanie, ukryte za innymi smakami. Opakowanie 900 ml lodów Movenpick Cappuccino, czyli lodów o smaku mlecznym i espresso z kawałkami czekolady z kawą i sosem czekoladowym, udekorowane ziarnami kawy mokka z polewą czekoladową stało się moje. Ten nieco zawiły opis z dołu opakowania nie przybliżył mi za bardzo, jak mogą smakować i wyglądać te lody, toteż, gdy tylko wróciłam do domu, otworzyłam.


Moim oczom ukazały się jasnobeżowe lody z ziarnami kawy na wierzchu. Ziarna kawy? Długo nie myśląc, zgarnęłam jedno i do buzi. Długo, długo nic - no tak, w końcu nieźle zmrożone, a potem... zaczęło się rozpuszczać. Poczułam słodkawy smak czekolady, z lekko gorzkawą sugestią. Lekko tłustawe ziarenko w końcu zmieniło się w bezkształtną grudkę, o tak, teraz poczułam także kawę. Na języku wyczułam malutkie twarde drobinki kawy właśnie. Przyjemnie chrupały. No tak, czekoladowe ziarenka kawy z kawą - dałam się nabrać, alee... były smaczne.

Przeszłam jednak także do samych lodów. Są one dość rzadkie, jednak nierozwodnione, a po prostu nie mają w sobie tej gęstości, którą gwarantuje kremówka. Są nieco tłustawe, zwłaszcza (albo mi się wydawało) ta mleczna, biała część. Warto zwrócić uwagę, że nazwano je lodami mlecznymi, nie zaś śmietankowymi - i to właśnie czuć. Takie bardzo słodkie mleko. Spróbowałam oddzielić jakoś część beżową - espresso. O tyle, o ile udało mi się jakoś ją samą skubnąć, mogę powiedzieć, że jest smaczna: słodka, delikatnie gorzko-kawowa. Nie jest to słodycz na poziomie Grycan caffe latte, ale też nie goryczka znana z Haagen-Dazs. Movenpick określiłabym jako kawę z mlekiem i cukrem, której osobiście nie pijam, ale w formie lodów - czemu nie?
Kolejnym składnikiem jest sos czekoladowy, wmieszany cienkimi strużkami w część mleczną. Nie udało mi się go wyodrębnić, ale nikt nie je takich lodów dzieląc "na części". Do lodów mlecznych, dodają one słodkiej, a zarazem lekko gorzkiej nutki, jak większość takich sosów czekoladowych. Ani to wybitnie pyszne, ani niesmaczne. Sosu jest po prostu strasznie mało, ale przyznać mu muszę, że i tak dobrze podkreśla kawowy smak reszty.

W masie lodowej są zatopione chrupiące, a jednocześnie lekko miękkie, kawałki czekolady, słodkawej, ale wyraźnie deserowej, rozpuszczającej się bardzo powoli (lepiej ją chrupać i tak właśnie robiłam). W tej czekoladzie znajduje się coś bardzo rewelacyjnego: drobinki kawy, które to napędzają kawowy smak, ewidentnie gorzki i znany wszystkim kawoszom. Kawałków, mniejszych i większych, jest cała masa. Nie było łyżeczki pozbawionej ich. 

Ogólnie, lody (wszystko w połączeniu) kojarzą mi się z wymyślnymi kawami z dużą ilością dodatków pokroju mleko, sos czekoladowy, cukier. Takie kawy, albo wręcz desery, potrafią mi smakować, jednak zdecydowanie nie na co dzień.
Lody Movenpick są dla mnie takim właśnie kawowym deserem, bo nie jest to czysta kawa, jak w tych podlinkowanych wcześniej. Jako deser kawowy, spełnia swoją rolę doskonale. Jest delikatna kawa (doskonała dla tych, którzy nie lubią silnej goryczki, ale i dla osób takich jak ja), są mleczne lody z sosem czekoladowym, a wszystko to jest słodkie i gorzkie jednocześnie, za prawą kawowych cząstek. 
Lody bardzo przypominają te Jacobsa, jednak brakuje im kawowej posypki (sama sobie je posypałam kawą rozpuszczalną i polecam taki zabieg).
Byłyby doskonałe, gdyby smak kawy był jeszcze silniejszy, a i sosu (skoro już jest) mogłoby być więcej.


ocena: 9/10
kupiłam: Tesco
cena: 15.99 zł
kaloryczność: 226 kcal / 100 g, 124 kcal / 100 ml
czy znów kupię: w promocji tak

Skład: zagęszczone mleko odtłuszczone, cukier, syrop glukozowy, tłuszcz kokosowy, preparat serwatkowy z mleka, miazga kakaowa, kawa, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, ekstrakt kawy, tłuszcz kakaowy, emulgatory (mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych, lecytyna sojowa), substancje zagęszczające (mączka chleba świętojańskiego, guma guar), aromat z mlekiem, tłuszcz mleczny, naturalny aromat waniliowy

sobota, 4 lipca 2015

lody Haagen-Dazs coffee

Przypadek: wielkie szczęście, czy przekleństwo pechowca? Zadałam sobie to pytanie siedząc w samochodzie i dosłownie umierając. O co chodzi? Po kolei...
Podczas jednego z moich wyjazdów, zrobiło się bardzo, ale to bardzo gorąco. Nie spodziewałam się takiej pogody tego dnia, wręcz przeciwnie - nabrałam jakieś ciepłe bluzy z myślą, że będzie deszcz i okrutny wiatr. Będąc w Warszawie, postanowiłam wyrwać się z nieklimatyzowanego samochodu i wstąpić do Almy, "tak przy okazji" (wcale nie zabrałam z domu łyżeczki, niee, wcale). Całkiem "przypadkiem" pomaszerowałam do zamrażarek, a tam... światłość i fanfary. Mój wzrok wyłapał jedną jedyną rzecz, nic innego się nie liczyło. Tą rzeczą były lody, 430-gramowe pudło lodów. Kupiłam je, jako "przekąskę na raz" i spałaszowałam na parkingu. Tak, a potem umierałam z przejedzenia i wychłodzenia, mimo upału. Ok, trochę to z przymrużeniem oka piszę, bo moje podejście do jedzenia nie pozwoliłoby mi na takie "wszamanie w biegu". Prawda była taka, że miał to być w zasadzie mój "posiłek na cały dzień", a ja mając wszystko inne gdzieś, z zachwytem wygodnie rozsiadłam się w samochodzie i urządziłam sobie długą ucztę w towarzystwie ulubionej muzyki.

To wszystko jednak się nie liczyło, ponieważ lodami tymi były Haagen-Dazs coffee, czyli kawowe, za którymi uganiam się już od dłuższego czasu.

Parę minut poczekałam, jednak na pewno nie zalecane 10-15. W końcu... nie chciałam siedzieć na parkingu jak głupia. Otworzyłam i już od razu dobiegł mnie smakowity kawowo-śmietankowy zapach. Nic tylko zanurzyć łyżeczkę w masę lodową i jeść!
Lody są dość gęste i solidne. Przyjemnie tłustawe i rozpuszczające się, tworząc gęstą maź. Czuć, że bazą pod nie była śmietana kremówka. W ogóle muszę pochwalić skład, ale to w haagenach standard.
Tak więc, było czuć śmietankę, jednak to nie był smak wiodący. W tej dziedzinie zdecydowanie triumfowała kawa właśnie, zgodnie z oczekiwaniami. Lody przypominały co prawda mleczną kawę, jednak jej goryczka wciąż pozostawała całkiem silna. Pierwszym skojarzeniem była kawa rozpuszczalna z pianką: bardzo delikatna i charakterna zarazem.
Słodycz natomiast... również się pojawiła. Był to swoisty, minimalistyczny dodatek, wydobywający smaki kawy i śmietanki. Kompletne przeciwieństwo lodów Grycan caffe latte. W nich cukier był na bardzo wysokim miejscu, na podium - powiedziałabym. W haagenach mamy do czynienia z lekko dosłodzoną kawą. Osobiście nie słodzę, jednak słodka nutka w lodach jest przeze mnie jak najbardziej pożądana.
Kiedy tak jadłam i jadłam, zaczynając od boków (gdzie trzymałam pudełko), bo tam najszybciej się topiły, odkryłam, że mimo iż w większości topią się "na gęsto", to przy samym końcu zaczęła się z nich wydzielać jakby prawie woda. Znaczy... nie w smaku, a w konsystencji. Pomijam jednak ten fakt, bo na smak w ogóle nie wpływał.
Reasumując, lody te nie są w żadnym wypadku gorzką siekierą, typową małą czarną, a porządną kawą z odrobiną mleka i szczyptą cukru. Oczywiście mrożoną. Znaczy... jako kawa, nie zachwycałabym się tym smakiem aż tak, jednak jako lody... były naprawdę pyszne, chociaż dla mnie mogłyby być mieć jeszcze jakieś kawowe kawałki, sos, czy coś.

Przyznać jednak muszę, że smak gorzko-kawowy i intensywny, bije na głowę wszystkie inne (zwykłe kawowe) lody, jakie jadłam.

Około 25 zł za smaczne, lecz wbrew pozorom zwyczajne (preferuję lody z dodatkami, jednolita lodowa masa to dla mnie trochę za mało), kawowe lody, to jednak trochę za dużo. Rozumiem, że za skład się płaci, ale uważam, że sama marka także ma ogromny wpływ na cenę. Cieszę się, że kupiłam je w promocji, mogę śmiało powiedzieć, że jeśli na nią traficie - nie zastanawiajcie się, kupujcie!


ocena: 10/10
kupiłam: Alma
cena: 16.90 zł (promocja)
kaloryczność: 252 kcal / 100 g
czy kupię znów: może jak na promocję trafię

środa, 13 maja 2015

lody Grycan caffe latte

Zawsze, kiedy przyjeżdżam do mojego taty, w zamrażarce czekają na mnie jakieś wyszukane lody. Niekoniecznie w jednym smaku. Tym razem trafiło na kilka pudełek lodów firmy Grycan, do której nie żywię żadnych uczuć. W sklepach jakoś nigdy nie zwracałam na nie uwagi, co się jednak pewnego razu zmieniło. 

Jednymi z zakupionych były lody Grycan caffe latte, czyli po prostu kawowe.
Co w smaku kawowym takiego wyszukanego i interesującego? Właściwie to nic, ale postanowiłam od niego zacząć, właśnie ze względu na to, że jest on prosty i bez udziwnień. Wyrabiane opinii o czymś trzeba w końcu od czegoś zacząć, no nie?


Przy otwieraniu lodów, witał mnie przyjemny, kawowy zapach, co tylko napędziło moją ochotę na zapoznanie się z lodami Grycan. 
Gdy z ogromną siłą wbiłam w lody łyżkę, spotkało mnie ogromne zaskoczenie. Mimo tego, że wyglądały na dość twarde, były bardzo miękkie, czyli takie, jakie lubię. Bez problemu nałożyłam sobie sporą, ładnie pachnącą, porcję i zaczęłam degustację. 

Pierwszym skojarzeniem była kawa z ogromną ilością mleka i śmietanki. Właśnie: kawa. Mimo, że bardzo rozpuszczona w powyższych, to wciąż kawa, a nie napój mleczny, czy zbożowy, udający ją nieudolnie. 
Lody są bardzo słodkie i niezaprzeczalnie śmietankowe (zrobione na bazie śmietany kremówki), wciąż jednak czuć w nich typową dla kawy goryczkę. To delikatny akcent, z każdą łyżeczką dający o sobie znać. Skojarzyły mi się z mleczną mrożoną kawą, którą od czasu do czasu nawet lubię sobie wypić. 
Oprócz wszystkiego, co już napisałam, czułam w nich jeszcze jakąś nutę, tak delikatną, że aż trudną do zaklasyfikowania. Nie była to straszliwa sztuczność, ani rozwodnienie. Na szczęście nie działało to ani na minus, ani na plus. Jestem prawie pewna, że ta nuta bezpośrednio wiązała się z konsystencją. Masa lodowa jest nieco gumowata i gładka. Gładkość, kremowość i delikatność - same pozytywy! Co do tej gumowatości nie mam jednak zdania. Jest ona dość dziwna, ale w ogólnym odbiorze mi nie przeszkadzała. Nie wiem, może to przez sposób mrożenia, czy przechowywania. 

Muszę przyznać, że lody bardzo mi smakowały, chociaż sama bym ich nie kupiła. Są dla mnie "za zwyczajne". Dałabym tu jakieś kawałki ziarenek kawy, posypkę z kawy, czy coś takiego. Pewnych części ciała nie urywają, ale są to naprawdę przyzwoite lody. W dodatku polskie.
Skład mógłby być lepszy, ale cena nie jest zbyt wygórowana, więc nie czepiam się zbytnio.


ocena: 8/10
kupiłam: dostałam/poczęstowałam się, ale tata kupił chyba w Piotrze i Pawle
cena: 11.99 zł / 1100 ml (coś koło tego, pewnie promocja)
kaloryczność: 153 kcal / 100 ml 
czy kupię znów: sama nie kupię, ale z chęcią znów się poczęstuję

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

lody Jacobs Latte Macchiato

Jestem wielbicielką kawy. Uwielbiam ją i wszystko (prawie) z jej dodatkiem. 
Najczęściej sięgam po Jacobs Creme (ze względu na szybkość parzenia i piankę), albo specjalnie zamawianą, którą sama sobie mielę (co zajmuje mi niestety sporo czasu), jednak dziś skupię się na pierwszej opcji. Jacobs. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy jakiś rok temu w sklepowej zamrażarce z lodami zobaczyłam uroczy, mały kubeczek Jacobsa, o tak dobrze znanym mi żółto-złotym kolorze. 
Od razu zrobiłam zapas, a potem, przez cały rok, już tylko go uzupełniałam. Dlaczego? Zapraszam do recenzji. 

Lody Jacobs Latte Macchiato od R&R to 185 ml lodów kawowych i śmietankowych (w proporcjach mniej więcej równych) z kawałkami czekolady z rozdrobnionymi ziarnami kawy i posypanych kawą mieloną.

Po usunięciu wieczka, do mojego nosa dotarł zapach właśnie kawy. To w końcu ona robiła za posypkę. Zatarłam ręce i zabrałam się do pałaszowania. Kawa, wiadomo, gorzka i rewelacyjna (chociaż nie często jadam kawę, raczej ją piję, ale co kto lubi - mi smakuje w każdej istniejącej odsłonie). 
Masa lodowa w kolorze białym to, jak nie trudno się domyślić, smak śmietankowy. Taka mleczna, minimalnie słodka śmietanka. Świetnie to współgra z częścią beżową (wizualnie, jak i smakowo), czyli kawową. Słodko-gorzką i śmietankowo-mleczną, a nie rozwodnioną. Gorzkość kawowych lodów nie należy do zbyt intensywnych. Rzekłabym, że jest bardzo, bardzo delikatna. 
Żadna część nie jest przesłodzona, co w sumie rzadko zdarza się w lodach produkowanych przez wielkie firmy dla mas.

Ciekawe urozmaicenie gładkiej masy stanowią kawałki czekolady z ziarnami kawy. Są one gorzkie. Jakże mogłoby być inaczej, skoro to nic innego, jak kawa? Co prawda, zmieszana z czekoladą, ale to jej ziarna wybijają się na prowadzenie. Czekolada jest tylko słodkim podkreśleniem subtelnej gorzkości. Drobinek jest sporo, a rozmiar mają słuszny. Stety, albo niestety są tylko w kawowej połowie.

Całość dla mnie jest po prostu przepyszna; nierozwodniona, słodka, ale nie przesłodzona i bardzo kawowa. Prawdziwa gratka dla miłośników kawy. 



ocena: 10/10
kupiłam: Tesco
cena: 5.50 zł (około)
kaloryczność: 109 kcal / 100 ml (kubeczek 185 ml - 202 kcal)
czy znów kupię: tak