sobota, 20 czerwca 2026

Nestle Les Recettes de L'Atelier 70 % Cacao dark chocolate pure chocolate ciemna

Czasem, gdy wydaje się, że mam jedyną okazję, by kupić jakąś czekoladę, postawa "kupuj, bo okazja!" wygrywa z logiką i zdrowym rozsądkiem i decyduję się na kupno. Mimo że pewnie powinnam wykazać się większym sceptycyzmem. Nestle nie lubię, a jednak tej czekoladzie postanowiłam dać szansę, bo nigdy takiej nie widziałam. Wszak "nie lubię Nestle"... no, niby nie lubię, ale ostatnio to właśnie Perugina od Nestle przypadła mi do gustu bardziej niż Vanini, czyli marka, którą myślałam, że lubię. Czyli w zasadzie pewne rzeczy widziały mi się jako do zweryfikowania (acz całą tą wiedzę zdobyłam już mając dziś przedstawianą czekoladę).

Nestlé Les Recettes de L'Atelier Only 3 Ingredients 70 % Cacao dark chocolate pure chocolate to ciemna czekolada o zawartości 70% kakao.

Po otwarciu poczułam mocno palony zapach, przechodzący we wręcz spaleniznę kakao, które starało się udawać drewno i drzewa, a dokładniej las iglasty ze specyficznym kwaskiem. Czasem wydawało mi się, że za kwaskiem lasu iglastego pobrzmiewa niewyraźne śliwkowe echo. Obok drewniano-drzewnych tonów znalazła się spora ilość masła, przekładająca się na pewną ciężkość. Ciężkość, która spowiła też słodycz. Ta stanęła na średnio-wysokim poziomie, ale i tak przybrała nieprzyjemnie duszno-ciężki wydźwięk i robiła aluzje do waniliny ze względu na to, że całość chyliła się ku taniemu wydźwiękowi.

Czekolada mimo że twarda i głośno trzaskająca przy łamaniu, w dotyku była bardzo tłusta.
W ustach czekolada rozpływała się średnio szybko, kojarząc się trochę z miękką plasteliną. Potwierdziła swą tłustość i zmieniała się w tłustą, gibką zawiesinę. Z czasem maziście pokrywała podniebienie i zaserwowała silną pylistość, wręcz lekką ziarnistość, po czym znikała tłusto-rzadko.

W smaku od razu poczułam trochę toporny kwasek kakao, prawie natychmiast chowającego się w drzewach iglastych. Nie była to kwaśność silna, w zasadzie nawet potem nieco słabnąca, ale wyraźna.

Podobnie jak wyraźna od razu wydała mi się słodycz, która  rozbrzmiała niemal równocześnie. W niej również było coś topornego. Jeszcze nie ciężkiego, ale niewątpliwie aspirowała do dusznego wydźwięku. Jawiła się jako bardzo prosta. Początkowo przeciętna, po paru chwilach wzrosła, idąc jednak w duszno-ciężkim kierunku.

Drzewa zmieniły się w spalone drewno. W paloności osiadła gorzkość. Średnio silna, dopiero rosnąca. Przez moment, gdy zaczęła zbliżać się do słodyczy, ich duet skojarzył mi się z tanimi lodami śmietankowymi w polewie kakaowej, koniecznie na drewnianym patyku.

Wydało mi się, że gorzkość zaraz prześcignie słodycz, ale... jednak nie. Zatrzymała się trochę za nią. Dała się poznać jako cierpka, pobrzmiewająca płaskim kakao w proszku, przeplecionego odrobiną spalenizny. Ta właśnie podszeptywała cukrowej słodyczy wanilinę. Ta ogólnie, zmotywowana gorzkością, mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa wzrosła do poziomu lekkiej przesady.

Słodycz skojarzyła mi się z cukrem pudrem, a bardzo słodki lód śmietankowy zmienił się w przesłodzony krem "frosting" do babeczek / ciast. Wtedy też w tle zaznaczyła swą obecność maślaność.

W drewnie zaczęłam doszukiwać się odrobiny orzechów i migdałów, może dziwnych cukrowych orzechowo-marcepanowych kartofelków obtaczanych w kakao w proszku... Tu jeszcze na chwilkę wychylił się prosty kwasek, zasugerował kwaskowato-cierpką śliwkę, po czym...

Nagle sporo gorzkości i cierpkości przysłoniła maślaność. Doścignęła słodycz, podtrzymując jej frostingowo-cukierniczy wydźwięk. Maślaność bardzo rozbiła kakaowy, gorzki wątek, zagłuszyła kwasek, a tylko prostota, wręcz tandetność i spalenizna jakoś tam pobrzmiewały. Taniość skupiła się więc na cierpkości i zostawiła słodycz w spokoju.

Po zjedzeniu został jakby wręcz trochę metaliczny posmak masła, cierpko drzewnie-kakaowy oraz lekkie poczucie przesłodzenia wywołane duszną słodyczą. Powiedziałabym, że cukru z echem waniliny, ale ta raczej wkradła się tu ze względu na to, iż wszystkie nuty miały tani wydźwięk. Czułam się, jakbym zjadła jakieś babeczki z nutą śliwek, przytłoczone jednak frostingiem.

Czekolada pozytywnie mnie zaskoczyła, bo nie dość, że nie była paskudna ani okrutnie tanio-płaska, to choć bardzo smaczna też nie, wyszła bardzo poprawnie. Smakowała w porywach gorzko, sporo w niej drewna i drzew iglastych, poczułam nawet orzechowe echo... wszystko to jednak za płaskim, trochę przypalonym smakiem niemal topornego, zwykłego kakao. Ono nie przełożyło się na zbyt silną gorzkość. Nie zgadłabym, że czekolada nie zawierała kakao w proszku. W dodatku a dużo było w niej  maślaności, która łagodziła przyjemniejsze nuty, a tej taniości nie ruszyła, a także za dużo dusznej słodyczy, kojarzącej się z przesłodzonymi kremami "frostingami".

Z zaskoczeniem uznałam, że Fazer Pure Dark 70 % Cocoa Finest Dark Chocolate wyszła nieco ciekawiej. Choć do niej dodano kakao w proszku, miazga kakaowa wykazała się większą inicjatywą. 
By jakoś lepiej porównać ją do czegoś bardziej popularnego: tłustsza i zdecydowanie słodsza od Lindt Excellence Dark 70 % Cocoa.


ocena: 7/10
kupiłam: słowacka stacja benzynowa
cena: nie pamiętam
kaloryczność: 580 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.