wtorek, 16 czerwca 2026

Witor's Wizarding World Harry Potter White Chocolate Crunchy Cookies / Granella di Biscotto biała z ciastkami kakaowymi

Kiedy ojciec zaproponował, że kupi mi dziś przedstawiane czekoladę, byłam pewna, że to nadziewana. Wyobraziłam ją sobie jako podobną do Milka Oreo White Chocolate. Pamiętając Witor's Wizarding World Harry Potter Corvonero La Magia dei Cristalli Frizzanti, uznałam, że wezmę ją w góry, mimo że nie mam w zwyczaju brać tam nadziewanych (zbyt problematyczne i delikatne). Na krótko przed wyjazdem, gdy przepisywałam skład, tknęło mnie, że to chyba jednak nie nadziewaja. To wróżyło... chyba nieco lepiej? Tabliczki "cookies & cream" kiedyś lubiłam, więc może tak trochę sentymentalnie... Może miało być lepiej, niż myślałam? Ach, co ten Harry Potter ze mną robi, że się na takie rzeczy porywam!
Biorąc ją w góry, myślałam, że otworzę ją na Grzesiu, na którego weszłam ze Schroniska na Polanie Chochołowskiej żółtym szlakiem, ale warunki nie sprzyjały zdjęciom. Wyglądało za to, że chyba zaczynają się poprawiać. Nie poprawiły się jednak, a wręcz pogorszyły. Gdy szłam niebieskim na Rakoń, wiało i padało, a ludzie ostrzegali, że wyżej wieje jeszcze bardziej. Stąd uznałam, że lepiej nie czekać, bo zaraz w ogóle będzie padało tak, że rozmoczy mi czekoladę i wzięłam się za nią na Rakoniu, gdy padało nieco mniej. Wyglądało na to, że nie mam szczęścia do tej trasy, bo jak tak szłam parę lat temu, warunki były podobne.


Witor's Wizarding World Harry Potter White Chocolate Crunchy Cookies / Granella di Biscotto to biała czekolada z kawałkami ciastek kakaowych; na licencji Warner Bros.

Po otwarciu rozszedł się tanio-ciężki zapach białej czekolady, której w zasadzie bliżej do polewy niż czekolady. Na skojarzenie to grało głównie duszne mleko w proszku i echo kwasku. Słodycz męczyła nie siłą, bo w sumie byla przeciętnie wysoka jak na białą czekoladę, ale plastikowo-sztucznym wydźwiękiem. Za tym wszystkim po podziale, w trakcie jedzenia doszukałam się nutki kakaowych ciastek, ale tak słabej, że to mogło być myślenie życzeniowe.

Tabliczka, choć w dotyku bardzo tłusta, przy łamaniu okazała się twardawa. Ze względu na kawałki ciastek, wydawała się krucha, mimo że nie kruszyła się jakoś szczególnie. Całą wypełniał ogrom kawałków i kawałeczków ciastek, a do tego ciastka niemal zmielone na pył. Aż trudno zrobić kęsa bez nich, choć czyniąc to bardzo uważnie, po brzegach, dało się.
W ustach czekolada rozpływała się w średnio-szybkim tempie, tłusto w maślany sposób, zmieniając się w luźno-mazistą zawiesinę, która z czasem odsłaniała suche kawałki ciastek. Czekolada starała się pokazać jako gładka, ale chyba zaznaczyła się w niej pewna pylistość, umocniona kawałkami ciastek i ciastkami trochę podmielonymi. Odniosłam wrażenie, że dodano je bardzo integralnie, że niesamowicie trudno któreś wydłubać nożem (co próbowałam zrobić w domu). Kawałki ciastek nasiąkały powoli, częściowo rozpuszczały się na ziarnisty pyłek.
Ze dwa razy z ciekawości pogryzłam ciastka wcześniej, obok czekolady. Ta wydawała się wtedy bardziej ulepkowata, a ciastka - rozpadając się na ciasteczkowy proszek pod zębami - dały się poznać jako suche, twarde i krucho-chrupiące. Wolałam zostawiać je na koniec.
Czekolada znikała tłusto i maziście, a w ustach zostawało parę drobnych kawałków ciastek.
Ciastka na koniec trochę się porozpuszczały, lecz utrzymały suchość. Były krucho-twarde, pod naciskiem zębów rozchodzące się na ziarnisty pyłek i coraz mniejsze grudki.

W smaku czekolada od razu rozbrzmiała mlekiem w proszku, za którym zaznaczyła się słodycz. Wydała mi się ugodowa i początkowo dość niska. Dominowało mleko w proszku.

Mleko dziwnie naaromatyzowane? Stanęła za nim maślaność, która sprawiła, że baza miała w sobie coś z białej czekolady, jednak i tak o wiele bliżej jej do polewy. Taniej i wręcz trochę dziwnie landrynkowej?

Niegryzione ciastka długo trzymały się z tyłu. Czasem jednak - gdy się skumulowały - dodawały specyficzny akcent ciastek z czarnego kakao, a'la Oreo. A czasem prawie ich nie czuć. 

Odrobinka samej czekolady, jaką udało mi się oddzielić smakowała wyraźnie tanią, sztuczną polewą z mleka w proszku. Nie przesiąkła ciastkami.
Ciastka same w sobie - choć porządne wydłubanie graniczyło z cudem - i spróbowane osobno okazały się przyjemnie gorzko-palone i wyraźnie kakaowe, w ciemno powiedziałabym, że to Oreo.

Gdy z ciekawości pogryzłam ciastka obok czekolady, trochę rozganiały słodycz, ale sztuczność wciąż miała się dobrze. Za to ciastka wydawały się nijakie. Wolałam więc zostawiać je na koniec.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa mleko w proszku "popisało się" jeszcze niemal stęchłym akcentem, ale wtedy też zaczęły odwracać się proporcje. Słodycz zrobiła się za wysoka i męczyła ciężkim wydźwiękiem taniej białej czekolady lub polewy.

Słodycz aż mnie przytłoczyła, a także drapała w gardle. Tanio-ciężki motyw zapomniał o landrynkowości, ale nadal pałętało się tam sztuczne - jakby sztucznego mleka? - echo.

Bliżej końca z toni tandetnej białej czekolady zaczęły wyłaniając się lekko gorzkawe ciastka.

Ciastka gryzione na koniec wyszły wyraźniej kakaowo, tak, jak ciastka typu Oreo, ale ostrożniej słodkie i czasem trochę mączne. Były lekko gorzkie w spalony sposób. Mimo że intensywne, nie dały rady całkiem zatrzeć śladu po czekoladzie.

W posmaku wróciło sztucznie landrynkowe mleko w proszku. Mieszało się z duszną, drapiącą w gardle słodyczą i motywem mocno wypieczonych ciastek z czarnym kakao. One niestety zajęły ostatnie miejsce.

Czekolada była kiepska, bardzo tanio-tandetna, z okrutną sztucznością, ale zawarła w sobie ciastka, które nadrabiały. To, jak nadawały charakter białej bazie, może wciągnąć. Uwierzę, że jak ktoś lubi Oreo i białe czekolady, bez trudu przymknie oko na tani wydźwięk. Ogół był bowiem względnie ciekawy i... w sumie wyszło to zaskakująco dobrze w tej swojej taniości. Fakt, że mnie nie chwyciła, ale doceniam. Zjadłam w końcu połowę, a resztę już wcisnęłam Mamie.

Opinia Mamy: "Ta czekolada smakowała tandetnie, jak to białe czekolady, więc mi nie smakowała. Ale bez skrajnych odczuć. Ciasteczka też mi nie pasowały, bo to ewidentnie były takie jak Oreo, a ich nie lubię. Było jednak świetnie je czuć. Ogólnie muszę przyznać, że ciekawa. Uwierzę więc, że jak ktoś lubi Oreo i białe czekolady, to mu bardzo posmakuje".

Trochę jak Hershey's Cookies 'n' Creme, ale w smaku jeszcze tandetniej sztuczna, ale do Witor's dodano ciastka znacznie mniejsze, co lepiej pracowało. Ciastka były zrobione podobnie co w ogólnie lepszej Dove cookies&creme.
O niebo lepsza niż Witor's Wizarding World Harry Potter Corvonero La Magia dei Cristalli Frizzanti, bo kakaowe ciastka starały się zabarwić, zwalczyć sztuczność, zaś strzelające cukierki z podlinkowanej, ją umacniały.


ocena: 6/10
kupiłam: ojciec kupił w Dealz
cena: 6 zł (za 40g; jak wyżej, ale sprawdziłam w internecie)
kaloryczność: 524 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, serwatka w proszku, pokruszone ciastka kakaowe 5% (mąka ryżowa, cukier, skrobia kukurydziana, olej palmowy, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu 0,4%: kakao, regulatory kwasowości: wodorotlenek sodu, wodorotlenek amonu; syrop glukozowy, sól, substancja zagęszczająca: guma guar; substancje spulchniające: węglany amonu, węglany sodu; aromat), laktoza, emulgator: lecytyna sojowa; aromat

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.