niedziela, 14 czerwca 2026

Chapon Cacao Rare Venezuela 90 % ciemna z Wenezueli, po zmianach 2025

Chapon Cacao Rare Venezuela 90 % z 2023 była przepyszna. Wraz z tym, jak marka jakiś czas temu marka Chapon zmieniła swoje opakowania, zmieniły się też ceny, a w nowym opisie wyraźnie stanęło: "cukier". Nie "cukier trzcinowy" jak na początku mojej przygody z ich tabliczkami. Byłam bardzo negatywnie nastawiona do tych zmian, mimo że musiałam z grymasem stwierdzić, że nowe opakowania naprawdę zachwycały. Ze zdziwieniem odkryłam jednak, że czekolady nadal są pyszne. Mało tego! Nie czułam w nim chamskości białego cukru, co zdarza się naprawdę bardzo, bardzo rzadko. Normalnie jestem na niego wyczulona. Aż zaczęłam wątpić. A jeśli coś pokręciłam? Jeśli od zawsze mają taki sam cukier? Na przestrzeni miesięcy jednak, gdy wracałam do kolejnych lekko zmienionych tabliczek, odkrywałam drobne zmiany w smaku. Sięgając po dziś przedstawiana, czuła różne emocje. Z jednej strony strach, bo bałam się, że nie będzie to już 10/10, z drugiej radość do jednak prawie na pewno i tak pyszne czekolady. Nie dopuszczałam do siebie nadziei, że nie poczuję zmian. Niby przy tak małej ilości cukru można by pomyśleć, że jego zmianę można przeoczyć, ale z drugiej... W czymś tak dosadnie kakaowym, bardzo dobrze czuć obróbkę tego kakao i to, co mu towarzyszy. W dodatku, to na tej nowszej tabliczce napisali więcej o kakao: pochodzi z ponad 100-letniej plantacji Daniela Gonzalesa, La Sabaneta, która przypomina dziki las deszczowy i gdzie zachowały się stare rośliny. Właściciel plantacji płaci swoim pracownikom powyżej wenezuelskiej normy, a w dodatku zapewnia im 3 posiłki dziennie. Ciekawe, czy zawsze działali właśnie z nim? Dobrze też, że ten dziki kot z opakowania cicho wzywał mnie wzrokiem. Bo bym dalej że strachu odkładała.

Chapon Cacao Rare Venezuela 90 % to ciemna czekolada o zawartości 90% kakao z 
90% gorzkiej czekolady, czystego kakao z Wenezueli, z regionu Choroni, z plantacji La Sabaneta; wersja od 2025.

Po otwarciu rozeszła się intensywna woń kwiatów i miodowej bitej śmietanki. Zaznaczył się za nią nieśmiały... karmel? Z pewną kwaskawą soczystością jednak, że może raczej... rodzynki? Takie mocno żywicznie-kadzidlane. W owocowej strefie doszukałam się też odrobinki cytrusów, ale równie dobrze można by je przeoczyć. Trafiłam za to na... akcent jagodowy? Jagodowo-bananowy? Kompozycja jawiła się jako bardzo słodka, jedynie z domieszką poważniejszych nut. Na te złożyło się coś palono-chlebowego, przypalony ciemny chleba i jakby pikantne... chlebowe paluchy, krakersy czy coś.
Dawna była wyraźnie mniej słodka, a jednocześnie bardziej jednoznaczna w kwestii chleba i krakersów.

Twarda tabliczka, która w dotyku była nieco pylista, a także tłustawa, przy łamaniu trzaskała głośno niczym skała.
W ustach długo zachowywała kształt, rozpływając się maziście i powoli. Połączyła zbitą maślaność z drobną oleistością, mimo że jej tłustość nie wydawała się wysoka, a właśnie nieco stonowana lekko pylistym wrażeniem. Odnotowałam też nienachalną soczystość, a na koniec uświadczyłam ściągnięcie.

W smaku tym razem przywitała mnie słodycz. Słodycz od razu rozchodząca się na dwa kierunki: z jednej strony wydała mi się niemal mleczna, z drugiej... zaznaczył się w niej nieśmiały kwasek?

Ta druga skojarzyła mi się z rodzynkami, które... spróbowały podkręcić cytrusy? Ledwo pomyślałam o nich, a już się wycofały i po kwaśności zostało jedynie echo.

Obecność odważnie zaanonsowała za to ziemia. Ustanowiła gorzkość dość wyraźną, a także przybrała ciepły charakter, jakby była rozgrzana, może wulkaniczna, a mnie przez głowę przemknęła smoła.

Słodycz, którą początkowo określiłam jako wręcz mleczną, przeszła w motyw białych kwiatów. Kwiatów stojących w wazonie z wodą. Były delikatne, niosły świeżość, ale nie szczędziły też słodyczy. Po chwili jednak... znów odnotowałam mleczność. Tym razem jako kwiatową, kwiatowo-miodową bitą śmietankę. Słodycz cały czas miarowo rosła i miała naprawdę sporo do powiedzenia.

Przy wzroście słodyczy kwasek znów spróbował coś ugrać: w tle cytryna próbowała zawiązać sojusz z rodzynkami. Wyszło to niezbyt jednoznacznie, ale na pewno kwaśno cytrynowo. "Cytrynowo z czymś" - przy czym trudno było uchwycić to "coś" zmieszanego z cytryną. W pewnej chwili pomyślałam o kwaskawym nabiale, ale nie mogłam tego uchwycić (w dawnej wyraźniej czułam kefir).

Chyba na zasadzie kontrastu ze słodyczą umacniała się także gorzkość. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa do ziemi dołączył chleb. Smoliste nuty przeszły w pieczono-palony motyw, który skojarzył mi się trochę z ciemnym, czerstwym chlebem, a po chwili z ciemnych chlebem wilgotniejszym i kwaśnym. Nagle to on przejął sporą część kwasku.

Owoce jakby tylko na to czekały. Raz, drugi przebiło się coś kwaskawo-soczystego... cytrusowego. Acz zaraz część owoców uległa kwiatom i do głowy przyszły mi borówki amerykańskie, coś jagódkowego, właśnie pochowanego w kwiatach. Albo... jako owocowo-kwiatowe dżemy?

Jako że słodycz rosła, pomyślałam o jakiś wypiekach - rogalikiem? Podanych z nabiałem, kefirem lub kleksem kwaśnej śmietany. Może z dżemem / nadzieniem / smarowidłem... pomarańczowym? Takim z wyraźnie słodko-kwaśnych pomarańczy. Słodycz niby uczepiła się także owoców, ale te wywalczały też całkiem sporo kwaśności. Kwaśności... cierpkiej? Jakby w cytrusach ukryło się... np. kiwi?

Gorzkość wycofała się, przeplatając ziemię ziołami. Wyobraziłam sobie rześką szałwię, złagodzoną kwiatami. Chleb znów zastąpiła ziemia. Ziemia gorąca, wulkaniczna, wręcz dymna. Zioła - głównie jakby wręcz kwaskawa szałwia - współpracowały z nią.

Słodycz dziwnie wyszła na spotkanie z gorzkością, jakby próbowała ją załagodzić jakimś... słodkim, cytrusowym, znowu bardziej cytrynowym, kremem maślanym do tortu-ciasta, w którym przyprawy (?) i zioła idą w aż kwaśno-wytrawniejszą stronę.

Po zjedzeniu został posmak kwaśno cytrusowo-ziołowy i mocno kwiatowy. Możliwe, że w kwiatach kryło się też coś jagódkowego. Czułam też kwaskawy chleb i sporo ziemi.

Czekolada wyszła jednocześnie bardziej słodko i bardziej gorzko; kontrastowo. W Chapon Cacao Rare Venezuela 90 % z 2023 owoce zmierzały w nieco cierpko-niedojrzałym kierunku, a słodycz poprzez krakersowość wydawała się idealnie harmonizować słodycz i poważniejsze, gorzkie nuty. W dziś przedstawianej brakowało mi karmelowo-krakersowych motywów, a także integralnej kwaśności. W dziś przedstawianej jakby trochę tłamsiła słodycz, a ta - kwaśność - musiała o siebie walczyć. Brakowało mi tu... zgrania. Choć smak, nuty w zasadzie były te same, przybrały inny wydźwięk, bardziej kontrastowy, w którym co bardziej subtelne, zniknęło. Wciąż była pyszna, ale chwilami trochę zbyt kontrastowa, jakby przerysowana. Acz, co ciekawe, nie czuć tak jednoznacznie, że zmieniono cukier - można się domyślić, ale nabrałabym się, że za zmianami stoją inne kwestie (prażenie czy nawet zbiór kakao).


ocena: 9/10
kupiłam: chapon.com
cena: € 10,50 (za 75g; około 45 zł)
kaloryczność: 604 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: kakao, cukier, tłuszcz kakaowy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.