To, że Zotter robi czekolady z czasem naprawdę dziwnymi, rzadkimi składnikami, wiadomo nie od dziś. Tak samo jak to, że lubi w swoich nadziewańcach mieszać bardzo wiele elementów. Do tego z roku na rok robię się coraz bardziej sceptyczna, bo z kolei ja stawiam na przejrzystość smaków. W pierwszej chwili dziś przedstawiana tabliczka bardzo mnie zainteresowała. Mięta, czarny bez? Jedno i drugie kiedyś w zotterowskich kompozycjach już się pojawiało - bardzo dobrze wspominam tabliczki z nimi. Niestety jednak, jak wczytałam się w opis dziś przedstawianej na krótko przed degustacją, zwątpiłam, że będzie udana. Tyle wszystkiego, cytryna, różne alkohole... Już czytając, poczułam się trochę przytłoczona. W dodatku pierwszy raz przeczytałam o istnieniu czegoś takiego jak brandy z wytłoczyn winogron. Nie brzmiało zachęcająco, ale uznałam, że może... Może jest jakaś nadzieja dla tej kompozycji? Chyba że chodziło o grappę...? Opisy na stronie i na opakowanie, a do tego skład nie rozjaśniły mi tego, czy chodzi o to samo, czy nie.
Zotter Elderflower / Marzipan / Mint // Holunderblüten / Marzipan / Minze to mleczna czekolada o zawartości 50% kakao nadziewana (24%) migdałowym marcepanem z białym winem, grappą i brandy z wytłoczyn z winogron oraz (36%) kremem na bazie białej czekolady, białej cytrynowej czekolady / kuwertury z sokiem z cytryny, syropem z kwiatów czarnego bzu i miętą.
Po otwarciu poczułam zapach mocno mlecznej, a jednocześnie wyraźnie gorzkawej, nieprzesłodzonej czekolady, mieszającej się na równych prawach z mocno alkoholowym marcepanem. Pomyślałam o splocie brandy, białego wina i grappy; z dominacją brandy. Dopuściły do głosu niemal cukrową ciężkość, mimo że zapach ogólnie nie był bardzo słodki. Acz słodyczy mu nie brak, bo tę podchwycił motyw cytrynowego sorbetu i kremu biało czekoladowo-migdałowego. Doszukałam się jeszcze echa kwiatów, które odrobinę nasiliło się po połamaniu i w trakcie jedzenia. Wtedy też mleko i śmietanka przybrały na znaczeniu, dołączając do marcepanu i czekolady. Stworzyły zgodne trio.
Zawiodłam się, że mięta i czarny bez w zasadzie się ukryły. A to na nie liczyłam najbardziej.
Tabliczka była niby konkretna, ale miała w sobie pewną delikatność. Gruba warstwa czekolady prawie nie trzaskała, acz jakiś lekko kruchy dźwięk z siebie wydawała. Nieco wgniatała się w bardzo miękkie i plastyczne dwie warstwy nadzień: wilgotny, grudkowaty i plastyczny marcepan na wierzchu oraz też maziście-plastyczny, tłustawy krem na dole z widocznymi kropeczkami.
W ustach czekolada rozpływała w średnim tempie, utrzymując zbitość dość długo, mimo wysokiej tłustości i gładkiej kremowości. Przypominała trochę chłodne masło i smugami pokrywała podniebienie.
Marcepan wyciskał się spód niej po paru chwilach, dość szybko. Druga warstwa rozpływała się spójnie z czekoladą, podpinając się pod jej kremowość.
Wszystko z czasem zmieniało się w średnio plastycznie-luźną, raczej jedynie gęstawą i miękką masę.
Marcepan, skory do rolowania się, z łatwością rozchodził się na grudki. Wykazywał średnią wilgotność i robił się coraz bardziej rozlazło-luźny. Zostawał najdłużej.
Krem rozpływał się w zgodzie z czekoladą, choć trochę od niej szybciej, jako że łatwo rzedł. Sam zawarł w sobie tłustą kremowość czekolady, ale raczej mocno śmietankowej białej. Potwierdziła się mazista plastyczność kremu. Pojawiła się w nim też lekka pylistość.
Na koniec zostawały nieliczne grudki marcepanu. Trochę trzeszczały i skrzypiały kiedy je gryzłam.
W smaku czekolada od początku zaserwowała mi wyraziste mleko i średnio silną słodycz karmelu. Mleko chyliło się wręcz ku śmietance, do której dolatywała leciutka, cierpka gorzkość i nieco orzechowy motyw.
Czekolada była wyczuwalna niemal cały czas, choć gdy nadzienia się bardziej rozkręcały, oddawała im pierwszy plan.
Kiedy spróbowałam jej trochę osobno, okazało się, że trochę przesiąkła alkoholami.
Wnętrze przedzierało się motywem mocnego alkoholu. Do głowy przyszła mi brandy i owocowa, cukrowo-kwaskawa nalewka, przechodząca ni wino, ni winiacz, raczej białe. Uderzyły, po czym trochę się uspokoiły.
Krem dolny nieinwazyjnie podkręcał mleczność kompozycji, podszepnął śmietankę, choć nie wkraczał do akcji jawnie.
To marcepan wyraźniej i szybciej dawał o sobie znać, roztaczając alkoholowość. Specyficznie marcepanowo ciężkawe migdały trzymały z niemal cukrową, choć soczystą brandy... acz jakby chamsko mocną, bardziej jak grappa.
Drugi krem też odezwał się poprzez alkohol. Wydał mi się mocny, wręcz dosadny i... zielono winogronowy. W pierwszej chwili wyraźnie poczułam grappę, ale gdy smak kremu się rozchodził, on też skojarzył mi się z białym winem, ale bardzo mocnym, kwaskawym i kwiatowym zarazem. Ze względu na silny mleczno-śmietankowy motyw przemknął mi przez myśl likier śmietankowy. Nie szczędził słodyczy. W tej odnotowałam biało czekoladową ciężkość i pomyślałam o kremie i/lub lodach białoczekoladowych. Z nutą... sorbetu cytrynowego? Cytryna, w niezbyt kwaśnym wydaniu, przemknęła w tle.
W kwiatowej nucie doszukałam się sugestii likieru albo likierowego syropu z kwiatów, no, powiedzmy, że czarnego bzu - tak jednak słabej, że gdybym nie wiedziała, mogłabym na to nie wpaść. Zbieranina alkoholu aż trochę gryzła w język. Ten efekt pomógł wzrosnąć słodyczy. Ta warstwa była bardzo słodka, aż trochę nazbyt drapiąca.
Wydawała się coraz cięższa wraz ze wzrostem cytryny i jej zaskakująco niskiego kwasku. Cytryna już dłużej nie czekała, wyłoniła się... i osłabła. Z czasem w rześkości, jaką podszepnęła, doszukałam się jakby syropu miętowego, ale tak delikatnego, że można by to przeoczyć.
Krem spróbowany osobno smakował głównie białą czekoladą, zielonymi winogronami i winogronową, dosadnie alkoholową grappą i likierowym akcentem a'la kwiatowym. W zestawieniu z marcepanem wydawał się bardziej namieszany gdy chodzi o alkohole i niejasny. Cytrynowa nuta i wtedy pokazywała się tylko epizodycznie.
W marcepanie brandy swoją mocą w alkoholowości dominowała, choć zza niej wychylało się też jakby kwaskawe, dosadne białe wino, które pożyczyło moc brandy i grappy. Słodycz marcepanu stanęła na średnim poziomie, choć ten cukrowy elementu alkoholu i to, jak rozgrzewał gardło sprawiał, że bardziej zwracałam na nią uwagę.
Marcepan spróbowany osobno był faktycznie mocno alkoholowy, ale powiedziałabym, że opierał się na wzmocnionej (?) brandy. Nuty białego wina podkreślała druga warstwa. Migdały jednak też bardzo wyraźnie się w nim zaprezentowały.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa warstwy bardzo się mieszały, że aż trudno jakieś konkrety wychwytywać i nazywać. Było dosadnie alkoholowo i niemal zasładzająco. Alkohol grzał w gardło i język, a słodycz się pod to podczepiała. Biała czekolada i marcepan, ogrom różnych alkoholi o charakterze soczystym, a zarazem ciężkim aż przytłaczały. Wiele słabszych nut zwyczajnie się zatracała.
Jako że dolny krem znikał szybciej, to smak marcepanu utrzymywał się dłużej. Po tym wszystkim wydał mi się nieco bardziej migdałowy - jako że alkohole już się trochę rozeszły.
Czekolada pobrzmiewała cały czas, ale końcowo odważyła się i zabrzmiała wyraźniej. Dołączyła do marcepanu. Po słodyczy wnętrza wydała mi się nieco bardziej wytrawnie-gorzka, choć wciąż też mleczna.
Gryzione na koniec drobinki marcepanu smakowały wyraźnie słodkim, wciąż trochę alkoholowym marcepanem.
Po zjedzeniu czułam się, jakby opiła się najrozmaitszych alkoholu: brandy, grappy, białego wina, likieru winogronowo-kwiatowego, likieru śmietankowego i zagryzła je alkoholowym marcepanem. Do tego zaznaczyły się kwiaty czarnego bzu, ale też jako likier. Czułam rześkość, ale nic wyraźniejszego. Biało czekoladowa słodycz i ciężkość mieszała się ze sporą ilością mleka i akcentem cytrusowym lodów lub kremu. Czekoladowa goryczka trochę to wszystko ratowała.
Czekolada nie przekonała mnie do siebie. Przytłoczyła mnie mnóstwem różnych alkoholi. Rozumiem, że można lubić alkoholowe słodycze, ale nie widzę sensu pchania do jednej tabliczki różnych, niebanalnych trunków. Przeszkadzały sobie nawzajem i zagłuszyły co delikatniejsze nuty. Nawet trudno określić, co było w której warstwie, co czym przesiąkło itd. Obstawiam, że... Marcepan był z winem i brandy, a krem z grappą, ale nie jestem pewna. Marcepan i biało czekoladowość dolnego kremu czuć dobrze, acz nie tworzyły zbyt smakowitej pary. Śmietankowość też jakoś z tymi soczystymi alkoholami mi nie leżała. Akcent niezbyt kwaśnej cytryny wydawał się onieśmielony ich oraz alkoholową ciężkością. Czułam ogromny niedosyt czarnego bzu i mięty, które prawie w ogóle się zagubiły. Naprawdę nie rozumiem, po co pchać tyle różnych składników, które tylko zagłuszają tytułowe...
Mleczna czekolada... po prostu była. Sama w sobie dobra, a jednak w kompozycji każda inna byłaby tak samo... ot, po prostu.
Nie była zła, ale dobra też nie. W moim odczuciu nie było w niej niczego, dla czego warto byłoby ją jeść. Po zjedzeniu 11 g, które mnie trochę zmęczyły (!) resztę oddałam Mamie. Ona odpisała tabliczkę w sposób następujący: "Niesmaczna, nawet nie umiem nazwać, co ja tam czułam, nawet tych niesmacznych rzeczy ponazywać. Z tego całego opisu niewiele. No, czułam marcepan, ale potem nawet on jakoś się zatracił. Alkohol czułam, ale nie jakiś konkretny. Całość taka namieszana, nieokreślona".
ocena: 5/10
kupiłam: zotter.pl (dostałam)
cena: jak wyżej, ale cena to 22,49 zł (za 70g)
kaloryczność: 556 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: surowy cukier trzcinowy, marcepan 21% (migdały, cukier, syrop z cukru inwertowanego), tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, pełne mleko w proszku, ekstrakt z kwiatu bzu czarnego 7% (surowy cukier trzcinowy, woda, kwiat bzu czarnego, pomarańcza, cytryna, koncentrat soku z cytryny), odtłuszczone mleko w proszku, syrop z cukru inwertowanego, białe wino 2% (zawiera siarczany), syrop skrobiowy, słodka serwatka w proszku, proszek cytrynowy (koncentrat soku z cytryny, skrobia kukurydziana, cukier), koncentrat soku z cytryny, cukier trzcinowy pełny, grappa, mięta 0,1%, sól, sproszkowana wanilia, emulgator: lecytyna sojowa, lecytyna słonecznikowa; cynamon
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.