Zgłaszając dla zaprzyjaźnionej reprezentantki Zottera na Polskę, że z niektórymi nowościami chcę także tą, miałam chyba jakieś myślowe zaćmienie. Albo... nie doczytałam? I jakoś myślałam, że to będzie ciemna ze sproszkowanymi owocami, coś jak Zotter In-Fusion Sour Cherry in Cacao / Sauerkirsch in Kakao. Niestety, ta wchodziła w skład podlinii Labooko Fruit, czyli naturalnie kolorowych białych tabliczko-kuwertur ze sproszkowanymi owocami. Wzięłam ją więc w góry w listopadzie na prawie zimowe wyjście w Tatry, wychodząc z założenia, że energia się przyda. Pierwszym wybitnym szczytem, który zamierzałam tego dnia zdobyć, był Kościelec. Weszłam na niego znad Czarnego Stawu Gąsienicowego, idąc od Murowańca. Wystarczyły raczki, obyło się bez czekana i... było zadziwiająco ciepło. Kto by pomyślał? Niestety na szczycie zaczęło okrutnie wiać. Na szczęście też nie na tyle, bym musiała się obawiać, że zwieje mi czekoladę.
Zotter Labooko fruit Johannisbeer / Blackcurrant to biała czekolada porzeczkowa z czarnych porzeczek.
Po otwarciu rozszedł się delikatnie, ale wyraźnie owocowy zapach. Skojarzył mi się z dżemem z czarnych porzeczek i czarnego bzu oraz pudrowymi cukierkami porzeczkowo-malinowymi. Był kwaśny, cierpki, a jednocześnie znacząco słodki. Jakby tak dodać ogrom takich dżemów do jakiegoś trochę dusznego wege maślanego deseru. Subtelna mleczność udawała raczej roślinny zamiennik mleka.
Tabliczka w dotyku wydawała się jednocześnie sucho-pylista i tłusta. Podczas łamania trochę chrupko trzaskała, gdyż była twarda.
W ustach rozpływała się łatwo, w średnio-szybkim tempie. Miękła, zachowując umowny kształt. Mimo kremowości, była też pudrowo-proszkowa, a mazistość i soczystość łączyły się w niej w jedno. Tłustość, choć znacząca, wydawała się schodzić na dalszy plan.
W smaku szybko rozbrzmiała kwaśność porzeczek, ale jakby czarnych z dodatkiem czerwonych... W dodatku przerobionych na dżem. Kwaśność szybko zajęła wysoki poziom.
A jednak dżem zaraz dał się poznać jako dość słodki. Słodycz rosła powoli i nie nachalnie, ale zauważalnie. Nie osłabiała kwaśności, a w harmonii do niej dołączała. Oprócz dżemu poczułam pudrowość. Szybko przyszły mi na myśl pudrowe cukierki porzeczkowo-wieloowocowe.
Kwaśność porzeczek dopuściła do głosu nieśmiałe, niemal złudną nutę mleka, a ta zasugerowała jogurt. Jogurt wymieszany z dżemowym wsadem, który opierał się na czarnych porzeczkach, ale nie był tylko z nich. Wraz ze wzrostem słodyczy, jakoś mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa, przyszły mi do głowy maliny. To głównie ich trzymało się pudrowe echo.
Słodycz jednak nie ograniczała się do owoców. W tle zaznaczyła jakby szlachetność, może nawet ciężkawą, ale przyjemną.
Jogurt czy raczej jogurtowy deser miał w sobie coś z wegańskich, roślinnych budyniów. Za nim chował się maślany motyw białej czekolady - starała się zostać incognito i nieźle jej to wychodziło. Czasem udało mi się uchwycić niemal karmelowe echo, ale przeważnie zaraz tonęło w oceanie soczystych owoców.
Ogólna owocowość starała się jak mogła, by zafundować mi soczystość i kwaśność. Z powodzeniem.
Kwaśne, dżemowe czarne porzeczki mieszały się ze słodszymi malinami, a jednak na koniec uparły się co do cierpkości. Tu prędko podkradły się jeszcze owoce czarnego bzu.
Końcowo w gardle czułam lekkie pieczenie, powiedziałabym, że splotu kwasowości i słodyczy, choć słodycz działała jakby trochę z ukrycia.
Po zjedzeniu został cierpki posmak dżemu z różnych leśnych owoców, w tym porzeczek, lecz choć głównie czarnych, to też trochę czerwonych, oraz malin, jednak także cukierkowa pudrowość i maślany motyw jakby słodkiego budyniu owocowego, z - tu już się zdradziła - białą czekoladą, i to w ilości pokaźnej. Przez motyw białej czekolady i kontrast, jaki powstał przy jej styku z cierpkością, pudrowy motyw trochę nazbyt irytował.
Tabliczka bardzo udana, bo wolna od zasładzania i ciężkości białych czekolad. Choć nie wyszła tylko czarno porzeczkowo, była cudownie kwaśno-soczysta, lekka. Fundowała cały bunkier owoców, m.in. czerwonych porzeczek i malin, czarnego bzu. Wydawało się, że jest tam jeszcze więcej różnych owoców, acz trudno je ponazywać. Nie była zbyt biało czekoladowa ani ciężka. Szkoda tylko że posmak do najlepszych nie należał i że rozpuszczała się tak szybko, ale przynajmniej bez najmniejszego oporu (a nie ukrywam, że tego się trochę obawiałam).
Choć smaczna, to jednak na tyle "słodyczowa", a nie czekoladowa jak lubię, że bez żalu resztkę - jakieś 8 g - oddałam Mamie. Nie, że nie zmogłabym, ale bardzo chciałam jej taką ciekawostkę pokazać.
Od Mamy usłyszałam: "Była bardzo smaczna! Taka na 8-9. Lekka, kwaśna, soczysta, mało białoczekoladowa w sumie. Bardzo przyjemna, mocno owocowa, ale niejednoznaczna. Powiedziałabym, że malinowa. Czarnych porzeczek bym nie zgadła, ale jak tak myślę... no może faktycznie. Ale też pewnie nie każdy owoc jest tak samo łatwo zrobić w czekoladzie, by było go wyraźnie czuć".
ocena: 8/10
kupiłam: zotter.pl (dostałam)
cena: jak wyżej, ale cena to 22,49 zł (za 70g)
kaloryczność: 556 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy 33%, liofilizowane czarne porzeczki 12%, odtłuszczone mleko w proszku, lecytyna sojowa






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.