sobota, 13 czerwca 2026

krem GymBeam Pecan Butter / Masło z Orzechów Pekan

Choć przejadłam w życiu naprawdę sporo kremów orzechowych, z orzechów pekan 100% jadłam tylko Maslove Pekan 100 % Zmielony Pieczony. Niestety jednak przez jego formę, konsystencję nie mogłam się wczuć w smak tak, jak bym chciała. Zlepek kawałków orzechów do gryzienia? Niee, wolę kremowe kremy. A jednak sama jakoś nie szukałam, gdzie by tu zakupić inny z pekanów, ze względu na wysoką cenę, a jednak wątpliwy efekt. Wszak to bardzo tłuste orzechy i wiedziałam, że kremy z takich niekoniecznie muszą być zachwycające, co pokazały mi kremy z orzechów włoskich (na razie w kolejce do publikacji), jednych z dwóch moich najukochańszych orzechów. Gdy jednak zaczęłam współpracę z GymBeam, dziś przedstawiany był jednym z pierwszych słoików, o jakie poprosiłam. Opis ("Pokochasz jego delikatnie słodki, maślany smak, który z pewnością przekona każdego fana masła orzechowego") zachęcał. 

GymBeam Pecan Butter / Masło z Orzechów Pekan to krem 100% z surowych orzechów pekan.

przed i po uporaniu się z olejem
Po otwarciu poczułam zapach surowych orzechów pekan z wyraźnym motywem niegorzkich skórek. Wyobraziłam sobie całe orzechy o naturalnej lekkiej słodyczy i wysokiej tłustości, aż trzeszczące pod naciskiem zębów, nie chrupiące. Po zlaniu oleju do kompozycji dołączyła jeszcze subtelna goryczka, kojarząca się bardziej z orzechami włoskimi.

Na wierzchu wydzieliła się bardzo duża ilość oleju, z czego zlałam jakieś 77g, czyli 19 łyżeczek (jak zawsze do słoiczka, na wypadek, gdyby trzeba było dolać więcej), a wymieszałam niecałe dwie łyżeczki. Co ciekawe, najpierw wydzieliło się jakieś 72g, nałożyłam sobie porcję, wstawiłam do lodówki. Kiedy przyszła pora na dokończenie kremu, wtedy na wierzchu znowu wydzielił się olej - te kolejne gramy. Zaskoczyło mnie to, bo zazwyczaj kremy orzechowe raczej podsychają i wtedy dolewam ze słoiczka odpowiednią ilość.
Krem wyglądał interesująco, bo pod warstwą oleju, patrząc przez słoik, wyglądał na dwukolorowy: beżowy z ciemnobrązowymi, niemal czarnymi zawijasami. Po przemieszaniu zrobił się ciemny, w odcieniu pekanowych skórek.
Mieszając ze zdziwieniem odkryłam, że wyglądało, iż z kremu nie uciekł żaden olej, bo nadal był bardzo tłusty. Mieszał się łatwo, bo ogólnie mimo konkretu, był tłustą, lepko-plaskającą masą.  Wydawało się, że olej aż się z niego cały czas wyciskał. Krem wyglądał na trochę jakby papkowato-ciastowy, ale też miazgowy, usiany mnóstwem drobinek i malutkich kawałków, a także skórek.
Jedzony przedstawił się jako tłusty, już trochę ciężko-przytykająco tłusty, ale nie tak okrutnie tłusty, jak można by się obawiać. Choć wyraźnie czuć oleistość, nie wydawała się jego najistotniejszą cechą. Rozpływał się w tempie średnim, na pewien czas jakby gęstniejąc, po czym jednak rozchodził się na coś, przypominającego bardzo tłustą, ciastowatą papkę i tłustą zawiesinę z drobinkami. Znalazł się w nim ogrom malutkich kawałków i drobinek, a więc uwielbiany przeze mnie efekt miazgowy, a także dosłownie parę większych kawałków. Trochę odciągał uwagę od tłustości.
Gryziony krem wyszedł całościowo chrupko.
Gryzione po zniknięciu bazy drobinki i kawałeczki były całkiem angażujące. Niektóre bardziej trzeszczące, inne masywniej chrupiące.
Po zjedzeniu pasta zostawiała sucho-cierpkie wrażenie.

W smaku najpierw rozbrzmiała wysoka, intensywna słodycz, należąca do orzechów pekan o maślanym charakterze. Tłustość dała o sobie znać w smaku.

Słodycz wydała mi się bardzo dynamiczna. Czasem wyskakiwała ponad wszystko na poziom tak wysoki, jakby pasta była lekko dosłodzona. Słodycz ogólnie rosła, jakby jej się spieszyło, po czym... Zatrzymała się. Czasem w oddali zaznaczała się ledwo uchwytna goryczka. I... zaraz zniknęła?

Słodycz robiła się bardziej zachowawcza. Maślaność zaczęła ją coraz bardziej tonować, rozbijać. Sama nasilała się, utwierdzając mnie w przekonaniu, że orzechów nie prażono. W głowie siedziały mi cały surowe orzechy pekan, co jeszcze wzmacniało smakowo tłusty wydźwięk kremu. Ewidentnie wraz ze skórkami.

Mniej więcej w połowie rozpływania się porcji w ustach goryczka trochę wracała. Czasem bardziej, czasem słabiej. Miałam wrażenie, że wiąże się z wyłaniającymi się z masy kawałeczkami. Nie wydawała się należeć do skórek, które jawiły się tu bardziej jako neutralne. Goryczka zerkała raczej w stronę orzechów włoskich.

Słodycz, choć już stonowana, trochę przyciszona, wciąż była obecna. Gorzkawość nasilała się pod jej przyzwoleniem. Czasem zaskakiwała na bardziej neutralnie-skórkowy tor... A chwilami pekany ze skórkami uparcie mieszały się z jakby echem goryczkowatego oleju z orzechów włoskich.

Gryzione na koniec kawałeczki orzechów pekan chwilami wydawały się jakby lekko podprażone. W większości jednak surowe, tylko przy niektórych zagarnięciach tak się ze mnie naigrywały. Kawałeczki połączyły w sobie słodycz z neutralnymi skórkami pekanów oraz goryczkę o różnym nasileniu. I w różnych proporcjach.

Po zjedzeniu został posmak gorzko-oleisty. Powiedziałabym, że mieszanki orzechów włoskich i pekan w skórkach. Pekany na koniec wywalczyły trochę maślanej słodyczy, wpisując ją w wizję surowych orzechów. Posmak wskazywał na krem i olej z orzechów, czuć, że to nie orzechy sobie chrupałam. Nie był zbyt przyjemny.

Krem wydał mi się ciekawy i smaczny, choć też mnie w sobie nie rozkochał. Podobał mi się surowy charakter orzechów. Zaskoczyła mnie początkowa wysoka słodycz i to, że w zasadzie trwała do końca. Gorzkość okazała się niska, czasem udawała orzechy włoskie, ale w negatywnym sensie, bo wyszła orzechowo oleiście - to trochę mi nie podeszło, ale też nie było złe. Jako że mieszała się z naturalną, maślaną słodyczą, nie męczyła, a współpracowała z resztą nut. Orzechy pekan całkiem nieźle wyszły jako krem, ale wolę je jednak po prostu, jako orzechy.
Konsystencja miała wady tylko te wynikające z natury kremu z pekanów, włoskich i tego typu orzechów. Gdy chodzi o wykonanie kremu, zrobili go w najlepszej możliwej opcji, czyli kremowo-miazgowej. Z drobinkami, ale nie kawałkami jak kremy typu "crunchy".

Choć zmogła mnie papkowata, tłustość i nie podobała mi się oleista goryczka, nie sądzę, by można było lepiej zrobić krem z orzechów pekan. Jasne, sama wolę jeść łyżeczką kremy z innych orzechów, od tego w zasadzie nawet wiele kremów, którym wystawiłam np. 8, ale to wybitny krem 100% z pekanów.


ocena: 10/10
kupiłam: dostałam od gymbeam.pl
cena: jak wyżej, ale cena to 40,90 zł za 340g
kaloryczność: 732 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: orzechy pekan 100%

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.