Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wild Ophelia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wild Ophelia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 listopada 2016

Wild Ophelia Peanut Butter Cups Caramelized Bananas (czekoladki) mleczna 41 % z nadzieniem z masła orzechowego i czekolady oraz karmelizowanymi bananami na wierzchu

Z moją pasją jaką jest jedzenie i tym, jak celebruję cały proces przygotowywania posiłku, jego spożywania, czy nawet po prostu odkrywaniem smaków, czasem trudno jest mi się z niektórymi ludźmi dogadać. Chodzi mi o podejście "a coś tam zjem i nieważne, czy to będzie kanapka czy nie, z chlebem? jakimkolwiek! może być i ten biały tygodniowy. z czym? a co jest w lodówce? a jakiś ser... niech będzie". Dlaczego o tym piszę? Z jedną osobą nie mogłam się domówić, że prosząc o czekoladę Wild Ophelia z masłem orzechowym i bananami mam na myśli czekoladę. Tabliczkę. A nie cokolwiek o tym smaku. Nie powinnam narzekać, bo dostałam dwie paczki (żeby gramatura około 100 g, jak czekolady, się zgadzała), ale wiecie... każdy ma jakieś swoje dziwactwa. Ja akurat mam takie.

Wild Ophelia Peanut Butter Cups Caramelized Bananas to babeczki z mlecznej czekolady o zawartości 41 % kakao z nadzieniem z masła orzechowego i czekolady oraz karmelizowanymi bananami na wierzchu.

Traktuję je jako czekolada w formie babeczek, a co tam.


Po otwarciu paczki poczułam mocny zapach masła orzechowego, wyraźny akcent głębokomlecznej czekolady z odrobiną kakao i słodką nutkę bananów. 

Babeczki miały zaskakująco ciemny kolor. Kawałeczków bananów nie było zbyt wiele i w dodatku na części czekoladek było ich mniej, na części znacznie więcej.

Spróbowałam. Czekolada stanowiła dość grubą warstwę, ale okrywała słuszną ilość nadzienia. Dobre proporcje.
Rozpuszczała się wolno, zalepiająco, bo była kremowo-tłusta na sposób przyjemnie mleczny i maślany. W pewnym momencie robiło się jeszcze bardziej tłusto i zarazem "konkretniej", tak na sposób kremowy, ale i "przemielony". To nadzienie dochodziło do głosu także w konsystencji, bo w smaku... a właśnie.

Początkowo czułam głównie słodkie połączenie mleka i kakao. Mimo dość znaczącej słodyczy, nie było trudno skupić się na zasadniczych smakach, mleko miało bowiem pełny, wyrazisty smak, a nutka kakao była podkreślona przez lekką orzeszkową słonawość, wyczuwalną w tle już od samego początku. 

Raz i drugi poczułam słodycz bananów, z takim owocowym orzeźwieniem, w towarzystwie nieco palonego karmelu. Była to jednak nutka bardzo epizodyczna i pojawiająca się dosłownie na chwilę.

Posmak orzeszków ziemnych, w wydaniu oczywiście masłoorzechowym, z czasem się nasila. Pojawiał się akcent soli, na moment zniknął, znów się pojawił. Wydaje mi się, że słodycz także nieco wzrosła, ale wydała mi się taka bardziej podpalano karmelowa. 
Wyraźnie czułam masło orzechowe, ale smak czekolady z akcentem kakao nie zniknął ani na moment. Bardzo podobało mi się takie rozwiązanie (czekolada także w nadzieniu), bo w tego typu czekoladkach zawsze mnie trochę denerwowało, że najpierw czuję czekoladę, a potem zostaję z samym masłem orzechowym.

Całość jest bardzo smaczna, mimo że tłusta (ale w końcu masło orzechowe po prostu jest tłuste). Czekolada jakościowo jak najbardziej mi odpowiadała, a nadzienie było naprawdę świetne. Słodycz jest silna, ale wolałabym, żeby może nie tyle, co ją zmniejszyć, ale dodać więcej soli. 
Jedyne, co bym zmieniła, to banany. Na pewno dałabym ich nieco więcej i umieściła także wewnątrz, bo czułam lekki niedosyt jak na smak "Caramelized Bananas".
Coś tak czuję, że forma tabliczkowa bardziej by mnie zachwyciła.
Z Reese's Miniatures nawet nie ma porównania, przy Wild Ophelii są one śmiesznym gniotem z margaryny i cukru (ocen jednak nie różnicuję, bo i inne warianty, inne cenowe półki). 


ocena: 8/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 525 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: czekolada mleczna (cukier, miazga kakaowa, pełne mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, naturalny aromat waniliowy), masło orzechowe (orzeszki ziemne), karmel (śmietanka, syrop kukurydziany, cukier trzcinowy, lecytyna sojowa, wodorowęglan sodu), suszone banany (banany, cukier), woda, sól morska, naturalny aromat.

wtorek, 3 maja 2016

Wild Ophelia 70 % Smokehouse BBQ Potato Chips ciemna z chipsami BBQ oraz pieczonymi, wędzonymi miodowymi chipsami BBQ z czosnkiem, cebulą, chili, solą, papryką, pomidorami i barbecue

O marce Wild Ophelia pisałam już przy okazji mlecznej tabliczki z wołowiną, więc nie będę się powtarzać. Jako, że co ciekawsze, często zostawiam sobie "na potem", chyba nie powinna dziwić Was dzisiaj opisywana czekolada (powinna?).

Wild Ophelia Smokehouse BBQ Potato Chips dark chocolate bar 70 % to ciemna czekolada (o zawartości 70 % kakao) z chipsami ziemniaczanymi BBQ oraz wędzonymi pieczonymi chipsami miodowymi BBQ z przyprawami takimi jak: czosnek, cebula, chili, sól, papryka, pomidory, no i oczywiście barbecue.

Ja i chips'y w jakiejkolwiek formie? Brzmi absurdalnie - nigdy żadnych chips'ów nie lubiłam i szczerze mówiąc... jakiekolwiek próbowałam może dwa razy w życiu lata świetlne temu. Jednak w czekoladzie żaden dodatek mi nie straszny, zwłaszcza, że nie są to "pierwsze lepsze chipsy", a produkowane przez "swojską" wytwórnię z St. Louis - The Billy Goat Chip Company. Ich chipsy (z ziemniaków odmiany Russet Burbank, rosnących na plantacjach Idaho) produkowane są z dodatkiem oleju canola z nasion rzepaku ze zmniejszoną ilością kwasów tłuszczowych i naturalnych przypraw bez glutaminianu sodu i innego czortostwa.

Otworzyłam opakowanie, ze sreberka wyjęłam wyglądającą bardzo przeciętnie ciemną tabliczkę o zwyczajnym zapachu dobrej, ciemnej czekolady ważącą 57 g. Nic nie wskazywało na tak kontrowersyjny dodatek.

Przełamałam i usłyszałam głośny trzask, po czym zrobiłam pierwszy kęs. 

Powitało mnie potwierdzenie zapachu, a więc porządny gorzki smak czekolady o subtelnej słodyczy. Czułam moc kakao, ale było zwyczajnie (smacznie - jakość lepsza niż np. Lindt 70 % - ale dodatków nie było czuć). 
Nagle miał miejsce delikatny przebłysk przypraw. Słodycz rozpłynęła się nieco bardziej, a przyprawy, jak gdyby wraz z nią, rozeszły się z mieszanki w poszczególne, wyraźne smaki. 

Wybiła się ostrość i zdecydowany motyw czosnku. Chili przyjemnie przypiekło (momentami naprawdę robi się dość ostro), po czym goryczka kakao wyraźniej dała o sobie znać, niosąc wędzono-słoną falę. Wyraźnie czułam na języku drobinki soli i... czekolada zaczęła odsłaniać małe, chrupiące kawałki chips'ów. 
We znaki dał się smak prażonej cebulki, i tak już delikatna słodycz zelżała jeszcze bardziej, ustępując miejsca innym smakom. 

Przy rozgryzaniu chrupaczy wyraźnie czułam smak ziemniaczano-tłustawy i trochę pieczony (pewnie chips'y - szczerze to nie pamiętam w 100 %-ach jak smakują same w sobie), ale był on naturalny, nie walił chemią i obrzydliwym starym tłuszczem. Dziwnie wpasował się w goryczkę czekolady i wcale nie wydawał się tu dziwny.
Przy nich pojawiały się nowe smaki, a mianowicie papryka i pomidory w lekko kwaskowatym wydaniu - smak kojarzący się z typowym BBQ.
Przy niektórych pojawiała się także słonawa słodycz (?), także dobrze wkomponowana.

Czekolada rozpuszczała się przyjemnie, była naprawdę minimalnie tłustawa, ale przy chips'ach pojawiało się takie trochę tłustawe wrażenie, chociaż ogółem była bardziej "przyprawowa" niż "chipsowa", co bardzo mi się podobało.
Całość pozytywnie mnie zaskoczyła. Bałam się "chipsowości", a tym czasem dodatek ten został tak wkomponowany w feerię smaków, że nie przeszkadzał mi. 

Czosnek, chili, papryka, pomidory, cebulka w BBQ-słono-wędzonych klimatach świetnie odnalazły się w czekoladzie, która była głównie gorzka i jedynie lekko słodka. Kakao pokazało moc jednoczenia takich wariactw! Wszytko było dość dynamiczne i takie... dzikie, aczkolwiek nie infantylne. Naprawdę ciekawa tabliczka.


ocena: 8/10
kupiłam: Wegmans
cena: 2.99 $ (za 57 g)
kaloryczność: 536 kcal / 100 g
czy znów kupię: chyba chciałabym do niej wrócić

Skład: ciemna czekolada (miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, wanilia), miodowe pieczone chipsy ziemniaczane BBQ wędzone dymem z drewna orzesznika (ziemniaki, olej szafranowy i/lub słonecznikowy, miód w proszku [suszony syrop trzcinowy, miód], sól morska, cebula w proszku, pomidor w proszku, papryka, ekstrakt z drożdży, grzybki drożdżowe, papryczki chilli, czosnek w proszku, kwas cytrynowy, ekstrakt z papryki, naturalny aromat wędzonego dymu z orzesznika [maltodekstryna, naturalny aromat dymu z amerykańskiego orzecha białego]), chipsy ziemniaczane BBQ (ziemniaki Russet, olej canola, sól, cebula, czosnek, przyprawy, cukier), przyprawy BBQ, sól morska, masło klarowane

piątek, 1 stycznia 2016

Wild Ophelia 41 % Milk Chocolate with Beef Jerky Alderwood Smoked Salt ciemna mleczna z suszoną wołowiną, wędzoną solą, sosem sojowym i wędzoną papryką

No, to nowy rok pozwolę sobie zacząć czekoladą niecodzienną, żeby głównie takie trafiały w moje ręce w 2016. ;)

Są takie rzeczy, które jednoznacznie kojarzą się z danym krajem. Jako, że mój blog dotyczy strefy spożywczej, to na niej się skupię. Czy jest coś bardziej amerykańskiego od wołowiny? Burgery, steki, wersja suszona, krwista, wysmażona, kopcona... Przyznam, że ja się po prostu w wyborze wołowiny w USA zakochałam. Uwielbiam to mięso, a w Polsce jest go, tak jak słodyczy z masłem orzechowym, strasznie mało. Może dlatego Amerykanie wyglądają, jak wyglądają?W każdy razie, pewnie zastanwawiacie się, dlaczego do cholery piszę o mięchu? Nie, nie będę recenzować żadnych burgerów, ale trzeba było zrobić wstęp do czekolad Wild Ophelia, które można znaleźć w internecie we mgle tajemnicy.

Wild Ophelia została stworzona przez Katrine Markoff, która podjęła się misji przedstawienia współczesnej Ameryki w czekoladzie (i nie tylko) fair trade z naturalnych składników bez GMO. To siostrzana marka Vosges, której też kupiłam kilka tabliczek. Smaki prezentowane na oficjalnej stronie są chyba najkrótszym i najlepszym opisem Ameryki, a dla mnie udało się dorwać jedynie dwie z nich. Mam nadzieję, że kiedyś dane mi będzie spróbować pozostałe, a na razie lecimy z czekoladą, do której powstał ten mięsny wstęp.

Wild Ophelia 41 % Cacao Rich Milk Chocolate Bar with Beef Jerky Alderwood Smoked Salt to czekolada mleczna o zawartości kakao 41 % z suszoną wołowiną (słynną amerykańską "beef jerky"), wędzoną solą (wędzoną na drewnie olchowym), sosem sojowym, sosem worcestershire i wędzoną papryką. Myślę, że wszystkie dodatki (oprócz wołowiny) stanowią raczej znikomy procent czekolady.
Z wędzoną solą miałam już do czynienia przy okazji Earth Loaf 72 % i niespecjalnie mi to połączenie się podobało, a z wędzoną przyprawą (nie solą) "alderwood" zetknęłam się już przy czekoladzie 65 % Modern Dwellers z łososiem, która, całościowo, bardzo mi smakowała.
Tego wszystkiego w jednej tabliczce, byłam naprawdę ciekawa.

Tabliczka, którą wyjęłam ze sreberka do złudzenia przypominała mi (może tylko bardziej nieco szerze - Ameryka w końcu, nie?) czekolady Dolfin, więc na starcie dostała plusa. Ładny, brązowy kolor podpowiadał, że ilość kakao rzeczywiście jest wyższa, wydała mi się nawet dość twarda, a zapach... ten to trochę mi namieszał w głowie.
Najpierw poczułam całkiem silny zapach, który skojarzył mi się z... takim prawdziwym góralskim oscypkiem, słonym zapachem wędzenia... coś mięsnego. Zbliżyłam czekoladę do nosa. Mleko, słodycz, kakao... czy ja tu tu przed chwilą czułam jakieś mięcho?

Teraz nic na to nie wskazywało. Czułam bardzo smakowitą mleczną czekoladę.

Połamałam na rządziki. Nie była aż tak twarda, jak się spodziewałam. Z dwóch pasków wystawało coś... z jednej kawałek suszonej wołowiny, a z drugiej... mięsne włókno? Robi się ciekawie. Czekolada ma ciekawą strukturę.

Ugryzłam kawałek i pozwoliłam mu się rozpuszczać.
Poczułam lekką słodycz, którą po chwili zalała ogromna ilość mleka, takiego świeżego i nieodtłuszczonego, mieszającego się ze słodyczą. Czyżbym poczuła posmak wanilii? Wszystko to świetnie łączyło się z charakternym kakao, które było tu wyrazistą nutą.

Lekko tłustawa czekolada rozpuszczała się w odrobinę proszkowy sposób, a już po chwili poczułam coś, co wydało mi się dziwną ingerencją w pierwotny smak.
Był to akcent wędzonej papryki i słonego sosu sojowego. Wkomponowane w fuzję słodyczy, mleka i kakao.
Słodycz nasiliła się, ale wraz z nią na jaw wyszedł smak suszonej wołowiny, w którym czuło się trochę i ogromną ilość soli. Były to ewidentnie wędzone nuty. Dość ordynarne, ale nie zakłócające kakao i mleka.
Zaczęłam rozgryzać całkiem sporą ilość malutkich, twardych kawałków wołowiny. Jej smak rozszedł się wraz z kolejną dawką soli. Oj słono się zrobiło! Smak mięsa był odrobinę... krwisty, mimo suchości kawałków.
W pewnym momencie, jako konkurencja dla soli, nasiliła się także słodycz i to do tego stopnia, że wydała mi się już nieco za silna.

Przyjemnie było tak sobie znów pochrupać beef jerky.
Słodycz, mleko i kakao zamknęły pokaz.
W ustach pozostawał potem posmak czekolady mlecznej z duuużą ilością kakao i wędzone, słone nuty z wołowiną w tle.
Ta czekolada była rewelacyjna. Suszona wołowina oraz wędzona papryka i sól tak zręcznie wkomponowały się w mleczną czekoladę, że to aż nieprawdopodobne. To elementy tak obce, a zarazem tak pasujące... że nie ma lepszego określenia niż "dziwne".
Brakowało mi jednak czegoś, co jeszcze lepiej podkręciło by "mięsność". Ja wiem? Cebulka? Czosnek? Przydałoby się tam jeszcze trochę przypraw.


ocena: 9/10
kupiłam: Wegmans
cena: 2.99 $
kaloryczność: 512 kcal / 100 g
czy kupię znów: z chęcią bym do niej wróciła

Skład: mleczna czekolada (cukier, masa kakaowa, pełne mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, naturalny aromat waniliowy), suszona wołowina (wołowina, woda, organiczny sos sojowy [woda, organiczne ziarna soi, sól, organiczny alkohol], sos Worcestershire [ocet destylowany, woda, melasa, syrop kukurydziany, sól, naturalne aromaty], ciekły dym, naturalne aromaty)] sól, wędzona papryka