Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: porcelana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: porcelana. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 lipca 2018

Idilio Origins 1ero Porcelana Criollo Puro ciemna 74 % z Wenezueli

Uwielbiam dni, gdy już od chwili otwarcia oczu wiem, że degustacja będzie udana. Wstaję, a chwila wyciągnięcia cudeńka z szuflady się zbliża... Gdy wreszcie sięgam po tabliczkę jednej z najukochańszych marek, serce przyspiesza. Jeszcze tylko zdjęcia, a potem... cały świat znika. Jestem tylko ja i czekolada. Dobra, wracamy na ziemię: w tle muzyka, gdzieś obok kręcąca się Luna, a obok czekolady brudnopis. Na ziemię? A może to właśnie te czynniki budują magiczną atmosferę i przenoszą mnie do innego świata?

Idilio Origins 1ero Porcelana Criollo Puro to ciemna czekolada o zawartości 74 % kakao criollo Porcelana z Wenezueli, ze stanu Zulia.
Czas konszowania to 48 h.

Po otwarciu niemal sparaliżowała mnie skala czekoladowości zapachu. Ciągle rozrastający się czekoladowy kosmos pełen słodko-cytrusowych układów oraz galaktyk żywych, ogrzewanych przez słońce kwitnących drzew owocowych. Gdy zamknęłam oczy i wąchałam tabliczkę normalnie czułam, jakby na twarz padały mi promienie słońca. Z owoców czułam dojrzałe, słodkie pomarańcze i nuty jakiś czerwonych. Odchodził od tego... jakby grejpfrut wnikający w ziemiste klimaty? Ale i inne, niecytrusowe owoce czerwone.

Tabliczka zaintrygowała mnie kolorem, była bowiem wyjątkowo ciemna, ale z pomarańczowymi przebłyskami. Przy łamaniu trzaskała raczej delikatnie; w ustach rozpływała się błogo kremowo, idealnie gładko z lekkim efektem typowo cytrusowej soczystości. Chwilami stawała się ściągająca.

W smaku już w pierwszej sekundzie trafiłam na cały bukiet cytrusów, mających w sobie tyleż samo owocowego kwasku, co naturalnej słodyczy. Rozchodziły się w dwóch kierunkach.

Mocniejszy, bardziej charakterny był kierunek kwaskowato-gorzki. Miał wydźwięk szlachetny, ale dosadny. Do głowy przyszła mi ciemna, rozgrzana ziemia nasączona sokiem z cytrusów. Niewątpliwie czuć też skórki i pewną owocową cierpkość. Cierpkość mignęła mi jako smaczek ni winogron, ni jeżyn i uciekła na stronę słodyczy. Na jej miejsce wskoczyła wyraźna nuta dymu, która łącząc się z ziemią zasugerowała mi grejpfrutowo-ananasowy miks.

W tym czasie, najpierw nieśmiało, potem coraz odważniej, rozwijały się też słodkie cytrusy, a grejpfruty robiły wycieczki do jakby... malin...owego serka? Winogronowa cierpkość zmieniła się tu w suszone owoce: rodzynki i figi, by następnie spleść się z dojrzałymi pomarańczami. Soczyste i słodkie pomarańcze ogrzane słońcem.

W ustach rozlała się cała droga mleczna (właściwie to śmietankowa). Całe mnóstwo pysznej śmietanki, która wciągnęła pomarańcze i wcześniej pojawiającego się ananasa, tworząc cudowny, śmietankowy krem owocowo-czekoladowy.
Bardzo wyraźnie czułam też słodziutki serek malinowy.

Dymno-drzewne gorzkie nuty przeistaczały się w prażenie, a kwaski wtulały się w słodycz. Skojarzyło mi się to ze słodko-kwaskowatymi miodami: malinowym i pomarańczowym. Mojej uwadze nie uszły także łagodne (niemal maślane?) orzeszkowe przebłyski.

O ile najpierw pomyślałam o fistaszkach, tak im bliżej było końca i rozchodziło się ciepłe prażenie, coraz wyraźniejsze były orzechy laskowe. Nie brakowało przy nich drzew i ziemi rozgrzanych słońcem, ale właśnie i zaskakująco orzechowo się zrobiło. Charakter prażenia i dymu, wraz z kwaskiem, na moment przemycił i nutkę kawy.

To leciutka kwaskawa cierpkość (owoców i prażenia) pozostawała w posmaku wraz z soczystością i ziemistymi nutami. Oprócz tego pozostawało poczucie po prostu boskiej czekoladowości.

Ta tabliczka to harmonijne zestawienie kontrastów: ziemi, drzew i dymu z dość mocno prażoną końcówką ze słodyczą pomarańczy, ananasów, malin wkomponowanych w błogo śmietankowe otoczenie z odrobinką miodu. Powiedziałabym, że to czekoladowość oraz ciepło, "słoneczność" tak to zespoiły. Promienie słońca, dzięki którym owoce dojrzały i które rozgrzały ziemistość, tchnęły życie, pewną lekkość, nie pozbawiając niczego charakteru. Wszystko to zamknięte w czekoladzie, gdyż kompozycja cały czas była obłędnie czekoladowa.

Wyrównane uderzenie smaków: naturalnej słodyczy, charakternej gorzkości i owocowej soczystości. 
Zakochałam się, gdyż nie mogłam odegnać od siebie myśli, że to jakby połączenie 5nto Cooperativa Amazonas (będącej jedną z moich ulubionych czekolad tak ogółem) z 1er Criollo Cru Orinoco z dodatkiem Zottera Labooko Peru 100 %.
Wszystkie wspomniane IO pochodzą z tego samego miejsca, różnią się gatunkiem kakao i... nie powiedziałabym, że Porcelana, a więc łagodne ziarna, wyjdą najcharakterniej.
Zapałałam do niej miłością jeszcze większą niż do 5nto, większą niż do (zupełnie innej) Domori 70 % Porcelana, i chyba tak tak samo "na zabój" co do (też innej porcelany) Original Beans Piura Malingas 75 %.
To wszechświat smakowitości.


ocena: 10/10
cena: 343,99 zł (za 80 g; dostałam zniżkę)
kaloryczność: 565 kcal / 100 g
czy znów kupię: tak

Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy

wtorek, 10 października 2017

A.Morin Venezuela Porcelana Noir 100 % ciemna z Wenezueli

Ta tabliczka była ostatnią z morinowskich setek. O ile z Wybrzeża Kości Słoniowej mi nie pasowała, tak z Peru Chanchamayo smakowała mi. Czego spodziewać się po trzeciej? Lada moment miałam znaleźć odpowiedź na to pytanie, a podniecenie rosło tym bardziej, że miała to być pierwsza czekolada zrobiona w 100 %-ach z ziaren Porcelana, a więc podgatunku criollo, kakao najdroższego na świecie. Ziarna te, będąc jeszcze w owocu, potrafią być zupełnie białe.

A. Morin Venezuela Porcelana Noir 100 % to ciemna czekolada o zawartości 100 % kakao Porcelana z Wenezueli.

Po otwarciu poczułam głęboką i intensywną czekoladowość w nieco palonym wydaniu, kryjącą w sobie akcenty ziemi i... kawy? Zawilgoconej, pozostawionej na dnie filiżanki? Miałam problem z określeniem tego, bo obok tej całej intensywności rozchodziła się lekkość, przez którą rozumiem słodki kwasek żółto-pomarańczowych owoców - na pewno nie cytrusów, a np. moreli. Było w tym jeszcze coś... oczami wyobraźni zobaczyłam drzewka owocowe zachwycające białym, delikatnym kwieciem, ale w sumie zapach nie wydał mi się mocno "kwiatowy". To już odległe skojarzenie.

Czekolada nie była zbyt ciemna, ale twarda już jak najbardziej. Przy łamaniu głośno trzaskała, wydała mi się "wypełniona po brzegi", a w ustach rozpuszczała się trochę dziwnie. Nietłusto (jak na setkę), na pewno nie oleiście. Powiedziałabym, że trochę opornie, ale nie męcząco. Może mulisto? Pod koniec pozostawiała pylisty, ale nie suchy, efekt.

Od pierwszego kęsa przywitała mnie smakowita, stateczna gorzkość kakao. Trwała dobrą chwilę, po czym została zalana przez słodziutki serek brzoskwiniowy. To skojarzenie było tak jednoznaczne, że do teraz nie mogę wyjść z podziwu.
Zaraz jednak smak rozszedł się na kilka płaszczyzn. Czułam już bardziej sernik z wierzchem z brzoskwiń, moreli i innych żółtych owoców. Było tak, jakbym zjadła właśnie te części, a następnie zabrała się za spód owego sernika.

Tutaj powracała gorzkość kakao, jednak już nie tak jednoznacznie czekoladowa. To biszkoptowy spód przyprawiony na nieco korzenną nutę, popijany... kawą? Mało kawową kawą... Jakąś konkretną herbatą (yunnan?). Na pewno czymś "fusiastym".
Klimat wciąż był owocowy, ale to w gorzkości pojawiały się nowe akcenty. Wychwyciłam orzechy lub migdały, które dały się wciągnąć słodyczy do biszkoptu. Migdałowy biszkopt? Mniam!

Do tego taki wypieczony z owocami, albo... przybrany kwiatami? Nie, to już coś innego. Słodycz nie była jednoznacznie kwiatowa, ale miała cechy lekkości takowej (?). Kwitnące drzewa owocowe... Owoce... czyżby wiśnie? Może słodkie i mało charakterne, ale jednak. Zaraz mi umknęły, czułam za to nutę kojarzącą się z lekkim winem. 

Na koniec smak znów robił się stateczny i intensywnie czekoladowy. To była gorzkość przyozdobiona zaskakująco wyraźną słodyczą. Zostawała w posmaku na bardzo długo.

Ta czekolada bosko połączyła moc czekolady 100 % z łagodnością ziaren Porcelana. Była wyrazista, gorzka, ale delikatna, bardzo owocowa, jednak raczej słodka niż kwaśna. Nie była nazbyt dynamiczna - nuty kręciły się wokół tych samych klimatów, ale przedstawiła całe mnóstwo niuansów. Łagodna jak na setkę (właściwie nie powiedziałabym, że to 100 %), ale zawierająca bogactwo smaku kakao jaką może mieć tylko czekolada bez dodatków innych niż właśnie kakao.

Wydała mi się połączeniem żółtoowocowej wersji Manufaktury Czekolady Wenezuela Porcelana Criollo 70 % z Original Beans Piura Porcelana 75 %. 


ocena: 9/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 34 zł (za 100g; dostałam zniżkę)
kaloryczność: 607 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie wiem

Skład: miazga kakaowa

niedziela, 5 marca 2017

Zotter Labooko Peru "Criollo Cuvee" 82 % ciemna z ziarnami Porcelana

Prawdę mówiąc, po dość mocno prażono-palonej Zotter Labooko Belize Toledo 82 % zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem w dzisiaj opisywanej Zotter nie przeprażył delikatnego criollo i... od razu nasuwało mi się pytanie: co bym ja sama wolała? Żeby tak było? Czy żeby nie? W końcu uwielbiam mocne smaki, dlatego czułam, że Belize ciężko będzie przebić, a znając łagodność białego kakao Porcelana, które (między innymi) tu użyto...

Zotter Labooko Peru "Criollo Cuvee" 82 % to ciemna czekolada o zawartości 82 % kakao criollo pochodzącego z Peru od farmerów Approcap. Jest to blend, czyli czekolada z mieszanych ziaren (właśnie to oznacza słowo "cuvee"), w którym 40 % to białe ziarna criollo Porcelana.
Czekolada konszowała 20 godzin.

Po otwarciu poczułam delikatny, ale wyraźnie cytrusowo rześki zapach. Przodowały tu cytryny, grejpfruty, skórka pomarańczy i coś bardziej egzotycznego, niecodziennego... może marakuja? Ananas? To wszystko rysowało się na dość mocno prażonym tle, w którym odnalazłam także bliżej nieokreślone, gorzkawe przyprawy.

Kolor tabliczki był intensywny, lecz mimo wszystko wydawała się sucha. Przy łamaniu usłyszałam jakby "stłumiony" trzask i jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu o jej twardej "suchości", jednak przekrój sugerował kremowość. W ustach... zrobiła się kremowo-suchawa i skąpa w rozpuszczaniu się, ale na szczęście nie w wydawaniu smaków.

Te pomknęły jak strzała. Nie skończyłam myśli: "o, jest zaskakująco słod..." (słodka), a już zrobiło się gorzko.

Była to jednak czysto grejpfrutowa gorzkość, do której szybko dopłynęły kwaski owoców - żadnych konkretnych, raczej całego miksu. Na pewno było tu sporo cytryn i pomarańczy, ale także... smaczek i nawet poczucie "gryzącego" ananasa.
Poczucie cytrusowości skutecznie burzyły leśne czerwone owoce, których sprecyzowanie przerosło moje możliwości, bo obok pojawiała się druga przewodnia nuta.

Był to motyw prażenia, zdecydowanie podbudowany gorzkawością grejpfruta i skórek pomarańczy, ale także samodzielny i kojarzący się początkowo z gorzkawymi przyprawami (aż przypomniał mi się Zotter Passion Fruit and Caramel with Thyme), a później jednoznacznie orzechowy. O tak, "skórki" tych bardzo świeżutkich sztuk!
Przy nich wyłaniał się mocno podpalany karmel, w wydaniu minimalnie słodki.

Całość wbrew pozorom była łagodna, nie powiedziałabym że to aż 82 % kakao, ale na pewno nie brak jej charakteru czy wyrazistości. Gorzkość była bardzo wyraźna, mimo że czasem wycofywała się na rzecz kwasku owoców.
Mam wrażenie, że smak orzechów i karmelu, który czuję przy każdej czekoladzie z Peru złączył się tu z peruwiańską orzeźwiającą owocowością, którą to mocno podkręciły ziarna criollo Porcelana właśnie swoimi owocowymi smakami.
Była inna od wielu criollo, które zapisały mi się w pamięci, ale miała ten ich charakterystyczny, owocowy "kwasek". Nie była jednak aż tak łagodna jak się spodziewałam, co miło mnie zaskoczyło, jednak charakterem nie dorównuje poważniejszej, palonej Belize.


ocena: 9/10
kupiłam: foodieshop24.pl
cena: 16 zł (za obie oczywiście)
kaloryczność: 600 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, sól

czwartek, 18 sierpnia 2016

Original Beans Piura Porcelana 75 % ciemna z Peru

Ponad rok temu, w kwietniu 2015 r., sięgając po czekoladę Amedei Porcelana 70 % nie pomyślałabym, że moja przygoda z czekoladą potoczy się tak, jak potoczyła. Dopiero po ponownym spróbowaniu tej tabliczki w pełni ją doceniłam, miałam także okazję porównać jak to niezwykle cenione rzadkie białe ziarno Porcelana zostało obrobione przez innych producentów (Domori Porcelana 70 %, Manufaktura Czekolady Porcelana 70 %).
Właśnie z tego powodu postanowiłam rozpocząć przygodę z zakupionymi pełnowymiarowymi tabliczkami Original Beans właśnie od porównania ich propozycji na temat Porcelany z powyższymi.
A właśnie... trzy czekolady tej marki (Edel Weiss 40 %, Esmeraldas Milk 42 %, Beni Wild Harvest 66 %) już się u mnie pojawiły dzięki współpracy ze Smakowymi Inspiracjami, jednak... te opisane i pozostałe dwie miniaturki zrobiły na mnie takie wrażenie, że uznałam, że z taką czekoladą chcę spędzić o wiele więcej czasu.

Original Beans Piura Porcelana 75 % to ciemna czekolada o zawartości 75 % niemal białych ziaren Porcelana z peruwiańskiej doliny Piura u podnóża Andów.

Gatunek ten do niedawna uznawany był za wymarły, jednak m.in. dzięki współpracy marki Original Beans z lokalnymi spółdzielniami rolniczymi udało się podjąć intensywne działania na rzecz jego przywrócenia.

Z delikatnej, eleganckiej tekturki wyjęłam tabliczkę w sreberku, które od razu rozerwałam. Zobaczyłam tabliczkę o lekko szarawym odcieniu brązu, niezbyt intensywnym, ale ładnym i żywym.

Od razu rozszedł się nad nią palony zapach o zdecydowanie orzechowym charakterze. Był dość ciepły, podchodzący trochę pod przyprawy korzenne i trudny do wychwycenia miód, co (zwłaszcza przyprawy) skojarzyło mi się z dżemem, albo raczej konfiturą - strzelam bez większego przekonania, że z moreli lub / i śliwek.

Przy łamaniu usłyszałam donośny, satysfakcjonujący trzask, po czym kawałek czekolady już mógł zacząć rozpuszczać się w moich ustach. I robił to w sposób bardzo przyjemny, czyli kremowo-tłustawy, pozostawiając gładką, nieco lepiącą warstwę.

Przywitała mnie lekka cierpkość i jeszcze lżejszy kwasek. Natychmiast zostały w ogromnej mierze zalane przez wysublimowaną słodycz, a cierpkawy smak stał się wyraźnie palony, trochę suchy. Czułam tu korę drzew i delikatną ziemistość, które jednak nie były bardzo zdecydowane. Ich ciepły ton skojarzył mi się w końcu ze szczyptą rozgrzewających przypraw korzennych.

Spod słodyczy jednak od razu rozwijała się też druga nuta, kwaskowata. Właściwie nie był to kwasek, tylko taka mgliście kwaśna nutka o soczystym wyrazie. Przez moment czułam wiśnie (co ciekawe, w przypadku wersji 12-gramowej na wiśniach prawie się kończyło; reszta nut za szybko umykała), które ze swojego lekko cierpko-kwaśnego smaku po paru sekundach zmieniały się w głównie słodkie, kwaskowate maliny. Zaraz potem dołączały do nich morele i... jeszcze coś owocowo-soczystego. Jabłka? Pojawiła się nuta śmietanki (albo wręcz śmietany), a słodycz po raz kolejny się nasiliła. Przez moment pomyślałam o miodzie (ale koniec końców nie odebrałam tej czekolady aż tak miodowo jak Olga, chociaż muszę przyznać, że kolejna nuta w małej wersji była bardzo ulotna), a po chwili już byłam pewna: słodkie i soczyste suszone owoce - to był ten smak. Możliwe, że śliwki, ale na pewno suszone. Wszystkie nuty z tego akapitu kojarzyły mi się z Morinem z Peru. Nawet zawartość kakao obstawiałabym podobną.

Pod koniec znów nasilił się palony smak, jakby suszona nuta go podkreśliła, i wyraźnie wyczuwalne stały się orzechy. Leciutka goryczka ponownie zawitała, a kawałek czekolady zniknął zupełnie.
Nie był to jednak koniec, bo zakończenie trwało długo i nie było bierne. Początkowo gorzko-kwaskowaty posmak skojarzył mi się ze skórki i sokiem limonki, a potem, łagodniejąc, znów przywiódł na myśl orzechy i z nimi mnie już pozostawił.

Zwróćcie uwagę, że te wszystkie nuty cały czas pozostają osnute słodyczą, przez co naprawdę czułam się, jakby miała jakieś 60-65 % kakao, a nie o 10 więcej. Przyjemnie palono-korzenne nuty i ogrom owoców (wiśnie, dużo malin, morele, śliwki) i orzechy nie kojarzyły mi się jednak z żadną wcześniej próbowaną czekoladą z ziaren Porcelana.

Miód pojawił się co prawda także w Amedei Porcelana, ale to za często spotykana nuta, żeby je jakoś scpecjalnie porównywać, maliny z Manufaktury to bardziej "malino-truskawki", nie zaś OB'owe "wiśnio-maliny", a morele występujące w Domori Porcelana to 100 % wyrazistych smakowo owoców w formie dżemu; tutaj to jedynie nuta, w dodatku podchodząca pod jabłka. Tu jednak śmiało można mówić o podobieństwie z Morinem z Peru Chanchamayo 63 %, co było dla mnie niemałym zaskoczeniem. Przez to zerknęłam na inne recenzowane czekolady z Peru i w zasadzie miodowo-orzechowe nuty z Domori Apurimac Peru 70 % też tu mogą się trochę kojarzyć.

Jak dla mnie ta czekolada była po prostu nudnawa; bardzo łagodna i nie wyróżniająca się specjalnie, więc ocenę wystawiam porównując jej smak do tych podlinkowanych.


ocena: 8/10
kupiłam: Smakowe Inspiracje
cena: 112 zł / zestaw 4 różnych tabliczek (po 70 g) - zniżka
kaloryczność: 563 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy

piątek, 5 sierpnia 2016

Manufaktura Czekolady Porcelana Wenezuela Criollo 70 % kakao ciemna z Wenezueli

O bohaterce dzisiejszego dnia wspominałam już przy czekoladzie 70 % z Jawy Manufaktury Czekolady, a dziś do dodania mam tylko tyle, że skoro wyglądająca mi na "zwyklejszą", zdobyła 10/10 i moje serducho, to... aż się bałam pomyśleć, co ja z tak małą skalą zrobię przy Porcelanie, szlachetnej odmianie kakao. Oczywiście musiałam jak najszybciej się tego dowiedzieć! Zwłaszcza, że Domori Porcelana to jedna z moich ulubionych, a do Amedei Porcelana mam sentyment, bo to pierwsza prawdziwa czekolada, jaką próbowałam.

Manufaktura Czekolady Porcelana Criollo 70 % kakao to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao odmiany Criollo typu Porcelana uprawianego w Wenezueli

Z czarnego, aksamitnego w dotyku opakowania przypominającym kopertę, wyjęłam czekoladę w srebrnym plastiku, który szybko rozcięłam, zbliżyłam do nosa i...

poczułam wyrazisty zapach grillowanych orzechów oraz czerwonych owoców z najmocniej odznaczającymi się truskawkami, a w tle także porzeczkami czy słodkimi malinami. Coś mi tu nawet podchodziło pod słodki owocowy jogurt z wanilią, a wanilii nie ma w składzie. 
Wyjęłam czekoladę, a zapach rozszedł się po pokoju. Było w nim dużo ciepła, średnio pasującego mi do tabliczki o średnio intensywnym brązowym kolorze. Wydała mi się okropnie sucha, nie zdziwił mnie więc dźwięk pustego trzasku przy łamaniu.

Kiedy tylko włożyłam pierwszą kostkę do ust, zaskoczyła mnie moc kakao w postaci silnie palonego, gorzkiego smaku kojarzącego się z brzegiem ciasta typu "brownie". 
Czekolada zaczęła rozpuszczać się, najpierw opornie, potem trochę szorstko (ale mniej szorstko niż Jawa Criollo 70 %), a po paru sekundach zrobiło się bardziej maślanie, chociaż wciąż nie kremowo. Ta czekolada jest zdecydowanie bardziej szorstko-pylista, taka nieuładzona, niż Porcelana Amedei, co, muszę przyznać, mi się podobało. Pasowało do zaskakująco mocnego smaku. 

Czekoladowa zawiesina przybrała w smaku charakter wilgotnego, świeżego ciasta czekoladowego, do którego doszedł kwasek owoców.
Szybko wyłoniła się także subtelna słodycz, przysłaniająca nieco kwasek. Zaczęła narastać, ale wciąż pozostała stonowana, jakby przydymiona - taka trochę "wyszlifowana" wanilia.

W owocach zaczęłam odróżniać kwaśne mirabelki, słodkawe ale niepełne w smaku, żółte i jasnoczerwone czereśnie oraz ogrom słodkich truskawek i malin (tych leśnych, dojrzałych). Coraz bardziej zaczęło to podchodzić pod dżemowate nuty... dokładniej pod dżem z truskawek, malin i mirabelek. Przy owocach pojawił się delikatny, ledwo zauważalny posmak śmietanki, jogurtu.

Mimo tej głęboko rozwijającej się słodko-kwaśnej nuty, gorzkość wciąż była obecna i nie wiem, czy nie wyraźniej wyczuwalna. Niewątpliwie, oprócz brownie, czułam tu grillowane orzechy laskowe, wraz z ich skórką, oraz palone ziarna kawy. Ta suchość, dosadność... Mniam!

Zakończenie było właśnie takie troszeczkę dżemowato-marmoladowe i mocno palone, gorzkie. Zdecydowanie bardziej, niż się tego spodziewałam, zwłaszcza po opisie na stronie, że uważali, żeby nie przeprażyć ziarna. No i... nie przeprażyli, ale stworzyli smaczną, wyrazistą i bardzo głęboką czekoladę!

To zupełnie inna czekolada niż Amedei Porcelana, czy Domori Porcelana, jest o wiele mocniej prażona i orzechowa w smaku, ale jest też także sporo charakterystycznych podobieństw, jak te "dżemowate" nuty. Kawa i słodki truskawkowy dżem z Amedei oraz kawa i kwaśny dżem (tu były mirabelki, w Domori morele) z Domori.
Nie brakuje także podobieństw z Jawą Criollo 70 % Manufaktury Czekolady - podobna szorstkość oraz prażenie kakao, a i same truskawkowo-malinowe nuty, czy moc czekolady są trochę podobne.


ocena: 10/10
cena: 25,90 zł (za 50 g)
kaloryczność: 604 kcal / 100 g
czy kupię znów: chciałabym do niej wrócić

Skład: ziarno kakao, cukier, tłuszcz kakaowy

poniedziałek, 30 listopada 2015

Domori Cacao Criollo 70 % Porcelana ciemna z Wenezueli

Cztery neapolitanki Domori, jakie próbowałam, były doskonałym wstępem do całej serii degustacji, jaką będę mogła sobie zorganizować dzięki Piotrowi z Sekretów Czekolady i prezentowi od I. ze Stanów. Czeka Was (łącznie z tą) 21 recenzji, więc mam nadzieję, że się cieszycie. O Domori możecie przeczytać przy mojej pierwszej recenzji czekolady tejże firmy - Domori D-Fusion Pralinato. Po dymno-owocowej Javablond 70%, w której zakochałam się na zabój, czy szalonej Canoabo 70%, właściwie nie miałam pojęcia, po którą by tu teraz sięgnąć. Miałam mały pokaz tego, co potrafi Domori, a teraz...? Po prostu nie wiedziałam od czego zacząć.
Z pomocą przyszedł mi nieoczekiwany, a mianowicie tabliczka Amedei Porcelana, która miałam już okazję jeść i opisać, ale której recenzję postanowiłam zaktualizować, dodając nowy akapit (możecie o niej przeczytać tutaj). Tym samym, trafiła mi się świetna okazja do małego porównania.

Domori Cacao Criollo 70 % Porcelana to ciemna czekolada z 70 %-ową zawartością kakao rodzaju criollo typu porcelana. To pierwsza tabliczka, jaką stworzyli z właśnie tej odmiany ziaren, pochodzących z Wenezueli z plantacji Hacienda San Jose, gdzie od 2004 w najlepszych warunkach i z największą dbałością hodowane są rozmaite gatunki kakao.

Otworzyłam przepiękny i skromny kartonik ze złotymi, połyskującymi napisami. Wyjęłam złotko przyozdobione delikatnym logiem. Już w tym momencie było widać poziom czekolady, a kiedy wydobyłam połyskującą, ciemną tabliczkę... w ogóle się zakochałam. Była tak gładka, że kiedy spojrzałam na nią pod odpowiednim kątem, działała jak lustro. Głębia brązu i intensywność zapachu pokazywały pełnię klasy.
Unosił się nad nią aromat lekki i świeży, odrobinę kwaskowaty w pełni owocowym kontekście. Postawiłabym tu na morele. Oprócz tego zapach... ciężko to nazwać, ale to był zapach śniadania na słodko jedzonego na balkonie w ciepły, słoneczny poranek. 

Przy łamaniu, słyszałam wyraźne głośne trzaski, a już po pierwszym kęsie zachwyciła mnie czysta jedwabistość kawałka. Stwierdzenie, że jest ona idealnie gładka czy kremowa, nie oddaje w pełni jej konsystencji. Jedwab - najprawdziwszy i najdelikatniejszy, rozpuszczający się w najprzyjemniejszy, lekko lepiący i powolny sposób. Jest maślana, co odgrywa bardzo znaczącą rolę w smaku.

W pierwszym momencie zawisło jakby pytanie: słodko czy gorzko? - tak, jakby czekolada nie mogła się zdecydować, a potem popłynął lekki kwasek.
On zaserwował mi przejście do kromki wilgotnego chleba - żytniego na zakwasie ze sporą ilością masła i dżemu owocowego. 
Co do owoców, one nie był już tak jednoznaczne, jak zapach. Najpierw poczułam słodki dżem truskawkowy, potem zaczęłam się wahać, czy aby na pewno nie są to morele. W końcu już nie byłam niczego pewna. Obok tego lekko gorzkie nuty wciąż wynosiły wytrawny smak na wierzch.
Do naszej "kanapki" dorzucono posiekane orzeszki - zwłaszcza przy drugiej kostce ukazała mi się orzechowa, lekko słodkawa nuta. W tej słodyczy można było utonąć, bo nie była ona czysto słodka - o nie! Smakowała mi gorzkawym miodem, o w pełni stonowanym smaku.

Potem zaczęłam się zastanawiać, czy chleb żytni jest odpowiednim porównaniem - bądź co bądź ma on silny i charakterystyczny smak, tutaj wszystko opiewało raczej słodkie klimaty.

Zakończenie było najbardziej gorzkie, wyraźnie kawowe. Czułam się, jakbym całość poczuła dobrą, głęboką w smaku kawą, chociaż nie żadnych siekierowato gorzkim espresso. 

Ta czekolada jest bardzo, bardzo delikatna, głównie w konsystencji. Smak, również nie jest skrajny, a stonowany, ale ma on pewien wyraz, charakter. To słodko-kwaskowaty ornament delikatności, wzbogacony o kawowy smak, wydobyty z bogactwa kakao. Ta czekolada jest diametralnie inna od reszty próbowanych przeze mnie. Po niej, moje postrzeganie czekolad na pewno ulegnie zmianie.

W odniesieniu do Amedei... Domori jest o wiele bardziej dynamiczna, chociaż wciąż rozkosznie subtelna. Amedei jest słodsza, a przez to wydała mi się bardziej mdła. Moje serce kieruje się raczej ku Domori.


ocena: 10/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 17,85 zł (za 25 g) - dostałam zniżkę od sklepu
kaloryczność: 554 kcal / 100 g
czy znów kupię: z ogromną ochotą bym do niej wróciła

Skład: masa kakaowa, cukier trzcinowy

środa, 29 kwietnia 2015

Amedei Porcelana 70 % Criollo ciemna z Wenezueli

Amedei to włoska firma, wyrabiająca czekolady z najcenniejszych ziaren kakao. Prawdziwa włoska kuchnia jest wspaniała; Włosi mają po prostu dobry smak, tak więc czekolada, w dodatku tak często nagradzana, po prostu nie może być zła. Jako miłośniczka czekolady, zaopatrzenie się w jakąś tabliczkę Amedei uznałam za priorytet. 

Co jest takiego w Amedei Porcelana 70 % z rzadkich ziaren criollo porcelana z Wenezueli z zawartością 70 % kakao, że niektórzy zwą ją królową czekolad? Na pewno coś jest, a co dokładniej, postanowiłam się przekonać i przekazać Wam właśnie w tej recenzji.

Gdy wzięłam do rąk śliczną, tekturową kopertę z wypukłym cegiełkowym wzorem, poczułam, że mam do czynienia z naprawdę wykwintnym produktem. I to poczułam w każdym tego słowa znaczeniu. Już samo opakowanie jest bardzo eleganckie, a zapach... tutaj mogłabym bardzo dużo napisać. Ciężko kakaowy, mający w sobie drzewny element. 

Otworzyłam i moim oczom ukazały się malutkie kosteczki koloru dość ciemnego brązu. Taki palisander z dodatkiem czerni. Nadszedł długo wyczekiwany moment, kostka powędrowała do ust.

Pierwsze, co poczułam i co szczerze mnie zaskoczyło to... delikatność. Intensywny smak, pełen kakaowej goryczki nie był w żadnym stopniu nachalny. Czekolada jest łagodna, niczym deserówka z najwyższej półki. Rozpuszcza się bardzo powoli i kremowo, lekko "maziście".
Odrobina tłustawości sprawia, że jej gorzkość jest łatwa w odbiorze. Na smak ma tutaj wpływ wiele czynników. Jednym z pierwszych skojarzeń była karmelowa słodycz kakao, odrobinę migdałowa i drzewna. W tle doszukałam się cienia śmietanki i ledwie wyczuwalną, przez ułamek sekundy, owocową kwaskowatość.
Dość silny był tu smak wanilii, słodkawy i rozkoszny. Zwiewność i subtelność doprawiona goryczką.

Zakończenie wszystkiego stanowił posmak kawy. Gorzkiej kawy z nutą kakao, również gorzkiego. Właśnie to czułam w ustach na długo po rozpuszczeniu się kostki, a muszę zauważyć, że kawy przy degustacji nie piłam. 

Muszę przyznać, że nazwa "porcelana" jest w pełni adekwatna. Nie myślałam, że gorzka czekolada może być tak delikatna. Tyle w niej w końcu było słodkości i nut smakowych, z pozoru prostych. Podczas jedzenia tak dużo się działo, że aż ciężko mi to było pozbierać w sensowną całość.
Zdecydowanie warta swojej ceny, najlepsza czysta gorzka 70%, jaką jadłam dotychczas.


Aktualizacja z dnia: 29.11.2015

Otrzymałam od kogoś w prezencie drugą tabliczkę, co doskonale zgrało się w czasie z zakupieniem przeze mnie czekolady Domori Porcelana 70 %. Postanowiłam raz jeszcze wrócić do Amedei, już z większym czekoladowym doświadczeniem i po analogicznej Domori.

Tym, co od samego początku rzuciło mi się w oczy (w kubki smakowe?) była struktura czekolady. Po Domori odebrałam ją jako bardziej proszkową, albo nawet chropowatą. Oprócz tego wciąż pozostawała dość maślana, także w smaku.

Początkowo znów wyczułam tu lekko drzewną nutę, która przeszła w stronę bardziej owocową. Tym razem byłam w stanie szczegółowiej określić, co to za owoce. Skojarzyło mi się to z plackami z dżemem morelowym. Potem na myśl przyszły też truskawki, ale morele były dosadniejsze. Wraz z tą nutą zaczynała rozlewać się słodycz: bardzo głęboko karmelowa i miodowa. Słodki, scukrzony miód - to było dzisiejsze skojarzenie.
Całość doprawiona lekko ziołową nutą i jakby cały czas popijana kawą. Zwłaszcza zakończenie było bardzo kawowe, tak, jakby zjeść placuszki z dżemem i miodem oraz karmelem, a następnie zapić sporą ilością kawy.
Najpierw myślałam, że po Domori, Amedei wyda mi się słabsza. Nie straciła aż tak wiele w moich oczach, ale warto zauważyć, że Amedei ma po prostu słodszy i delikatniejszy, bardziej stonowany smak. Strukturę ma mniej gładką, więc tu już każdy musi wybrać, co mu bardziej odpowiada. Ja uważam, że te czekolady są po prostu różne, a dla mnie... to Domori skradła serce.


ocena: 10/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 47 zł (za 50 g)
kaloryczność: nie podano
czy znów kupię: z ogromną ochotą

Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, masło kakaowe, wanilia