Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lody: dynia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lody: dynia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 listopada 2025

lody Willisch Lody z Lodziarni Noc Żywej Dyni (Dynia z pomarańczą)

Czasem żałuję, że zdarza się, że włącza mi się jakieś dziwne, dziecinne chciejstwo. Zdarza się, że mnie to denerwuje, ale w zasadzie... rzadko. Bo i często mnie nie nachodzi. Tylko w takich specyficznych przypadkach, jak np. w Halloween. Niektórzy podczas Gwiazdki pozwalają sobie na poczucie się znowu dzieckiem, a Halloween to z kolei mój czas. Wtedy na moje nieszczęście niektóre szaty graficzne pewnych produktów aż do mnie wołają. Nie inaczej było z dziś przedstawianymi lodami. Mimo że dawno już lody przeszły mi kompletnie, bo są zimne i słodkie, to jednak... te mnie zaciekawiły. Co prawda, nie udałoby im się, gdyby nie to, że znałam Willisch Lody z Lodziarni Dynia z kremem czekoladowym już z czasów, gdy mi ten typ słodyczy, jakim są lody, przestał leżeć. Musiałam im jednak przyznać, że były ciekawe i smaczne.

Willisch Lody z Lodziarni Noc Żywej Dyni (Dynia z pomarańczą) to lody dyniowe z pomarańczą (a dokładniej sosem pomarańczowym ze skórką); edycja limitowana na Halloween 2023, dostępna w sklepach Lidl.

Po otwarciu poczułam bardzo intensywny zapach dyni o słodkim charakterze. Zarysowała się na śmietankowej toni wskazującej lody mleczno-śmietankowe właśnie. W dyni, mimo to, leciuteńka wytrawność pobrzmiewała. Początkowo pomarańcza nie zdradzała swojej obecności - zaznaczyła się dopiero w trakcie jedzenia, zwłaszcza, gdy wąchałam zżelowany sos. Pomarańcza wyszła zaskakująco subtelnie jako ona sama - raczej dodała po prostu soczystości.

Lody były gęste, ale od początku miękkie. Rozpływały się przyjemnie leniwie. W ustach dały się poznać jako kremowe, faktycznie wykazywały i gęstość, i miękkość. Nie czuć w nich zagęszczenia puree, a gładkość. Tłustość stała na średnim poziomie. Nie odebrałam ich jednak ani jako specjalnie lekkie, ani ciężkie. A takie dość syte. Urozmaiciły je drobniutkie i małe kawałki skórek pomarańczy.
Wspomniany sos wystąpił pod postacią paru drobnych skupisk, spirali jakby zżelowanego, trochę przecierowatego sosu. Też był miękki, ale inaczej. Bardziej glutkowato. Rozpływał się wraz z lodami.
Skórki pomarańczy i kawałki półprzezroczyste były trochę kleiste i jędrne. Lekko soczyste oraz miękkie. 

W smaku lody przywitały mnie wysoką słodyczą i mlekiem, do którego dołączyła śmietanka. 

Na tym właśnie tle zaznaczyła się dynia. Odkąd tylko się pokazała, umacniała swoją pozycję. Raz po raz wkradała się na pierwszy plan do śmietanki. Wyszła słodko, w dużej mierze ze względu na swoją naturalną słodycz, ale całość kojarzyła mi się też z dyniowym sernikiem na zimno, w którym nie pożałowano cukru.

Z czasem słodycz trochę przeszkadzała, wydawała się zbyt ciężka. Sporadycznie jednak wzrastała soczystość. Chwilami bardziej, chwilami mniej. Pomarańcza dawała o sobie znać nie zawsze, ale jak już to przeważnie mniej więcej w połowie rozpływania się porcji w ustach. Część dyniowa miejscami troszeczkę nią przesiąkła.

Wyraźny pomarańczowy kop zapewniały grudki sosu i kawałki pomarańczy. Żelo-sos był soczysty i bardzo słodki, ale jednocześnie kwaskowaty. Kawałków nie musiałam gryźć, by się odezwały. Kojarzyły się bardzo z cukierkowo-kandyzowanymi skórkami, ale w soczystszej wersji. Wystąpiła w nich lekka goryczka, wpisana jednak w słodycz. Przełamywały słodycz lodów. Chwilami, acz nie bardzo często, pomarańcza przygłuszała dynię.

Masa lodowa po zagarnięciu pomarańczowych dodatków jawiła się jako słodsza, a dyniowość chwilami traciła pewność siebie.

Dynia mieszała się ze słodko-kwaśną, gorzkawą pomarańczą trochę dziwnie. Lekki kwasek chwilami niby sprowadzał słodycz cukru do poziomu, zostawiając tę dyniowo-mleczną, ale cały czas towarzyszyła mu kandyzowana nuta. Dynię i mleczność jednak dobrze czuć cały czas, do końca.

Po zjedzeniu zostało lekkie przesłodzenie i posmak skórek pomarańczy z jej lekką kwaśnością, prawie zrównane z wyrazistą dynią. Słodka śmietankowość zacieśniła ich duet.

Lody wyszły całkiem smacznie, acz jak dla mnie za słodko i nie przekonuje mnie to połączenie.  Pomarańcza wyszła lepiej niż znikomy i nieadekwatny dodatek kremu czekoladowego, ale i ona jakoś mi nie leżała... W zasadzie nie była zła, ale nie podobał mi się jej kandyzowany charakter oraz to, że po niej chwilami nuta dyni robiła się mniej intensywna.

Do zachwytu sporo brakowało, ale uważam, że to dobra limitka - warto poznać, ale nie jest to produkt, do którego chciałabym wrócić zwłaszcza w tej cenie. Plusują tym, że są po prostu ciekawe, inne i dobrze zrobione, a nie tylko przyciągające kupców obietnicą. Obietnica dyniowego smaku spełniona.


ocena: 8/10
kupiłam: Lidl
cena: 19,99 zł (za 380g / 468ml)
kaloryczność: 181 kcal / 100g
czy kupię znów: nie

Skład: świeże mleko, świeża śmietana, mleko zagęszczone, cukier, mleko w proszku odtłuszczone, glukoza, ziemniaczany syrop glukozowy, dynia, skórka pomarańczy 6%, sok z pomarańczy, skrobia kukurydziana, naturalny aromat, cytryna, stabilizator: guma tara; sól

wtorek, 31 października 2023

Willisch Lody z Lodziarni Dynia z kremem czekoladowym

Jako że i tak mam bardzo długą kolejkę wpisów, lubię porządek i robienie serii, ten tekst postanowiłam "troszeczkę" przetrzymać. Dokładniej jakieś 11 miesięcy. Te lody zjadłam bowiem pod koniec listopada, po tym jak nabyłam je po Halloween 2022, jednak z taką szatą graficzną... cóż, po prostu nie mogłam nie przeznaczyć ich na ten szczególny dzień, jakim jest Halloween / Samhain.

Willisch Lody z Lodziarni Dynia z kremem czekoladowym to lody dyniowe z kremem czekoladowym; edycja limitowana na Halloween 2022, dostępna tylko w Lidlach.

Po otwarciu po całym pomieszczeniu rozszedł się zaskakująco intensywny zapach dyni. To było słodkie, acz nieprzesadnie, bo wciąż z pewną wytrawnością dyniowe puree, z echem pełnej mleczności i śmietanki, dołączających z czasem. Czekolada ukryła się, acz w trakcie jedzenia dało jej się kakaowo-orzechowej nutki doszukać (trochę jednak na siłę). Dynia dominowała.

Zaskoczył mnie wygląd masy lodowej, bo zawijasy-zakrętasy, smugi kremu czekoladowego były bardzo jasne i miejscami wręcz ledwo widoczne (a spodziewałam się porządnie ciemnobrązowych skupisk kremu). Nieco lepiej to wyglądało w trakcie jedzenia, jako że lody jem bardzo topiące się - masa robiła się wtedy gładka i pomarańczowa, a czekoladowe smugi przybrały postać rzadkich, choć też rozmieszanych, ciemnych glutków.
Lody okazały się masywną i gęstą, ale nie kamiennie twardą masą. Miękła i rozpływała się powoli, serwując mnóstwo kremowości. Ciągnęła się nieco, czuć w niej takie "zagęszczenie", właśnie puree, choć może nie wprost.
Smugi kremu czekoladowego wmieszano bardzo, odczuwalnie wydawały mi się bardziej gładko-tłustawo maziste, gdy niżej trafiłam na większe. One jednak przeplatały całe lody tak, że były niemal wszechobecne, ale nie wydawało się, że jest ich dużo. To subtelny dodatek.

W smaku lody uderzyły smakiem bardzo słodkiego, niemal słodziutkiego mleka. Było pełne, wyraziste i zmieszane ze śmietanką. Wystraszyłam się, że lada moment zrobi się za słodko, bo słodycz była ryzykowna, ale... nuty te szybko przywołały do siebie dynię.

Dynia okazała się bazą i główną bohaterką. Z łatwością zaczęła dominować jako słodkie, dyniowe puree. Naturalna słodycz została ewidentnie podkreślona cukrem, jednak dynia nie wyzbyła się leciutkiej wytrawności. Cała jednak mleczność, śmietanka odlegle zasugerowały sernik dyniowy.

Mniej więcej w połowie rozpływania się porcji w ustach słodycz zrobiła się za wysoka, mimo że dynia wciąż dominowała. 

Krem czekoladowy także poszczycił się wysoką słodyczą, choć mniejszą wyrazistością. Wystąpił jako dosłownie "słodziutko czekoladkowe" echo, przy którym można doszukać się (ale można też przeoczyć) niemal nieuchwytną, "orzechowawą sugestię". Krem dopasował się do bazy, chyba nieco podkreślając dynię. Słodycz jednak też.

Po kremie baza wciąż była mocno i przede wszystkim dyniowa, choć także bardzo mleczna. Cukrowość nieco odpuściła - może po zagarnięciach kremu? Pod koniec jedzenia jednak mimo wszystko drapało mnie trochę w gardle, a na języku czułam jakby lekką sztucznawość... czy może raczej lekkie przerysowanie - nawet trudno sprecyzować, w kontekście czego.

Po zjedzeniu zostało przesłodzenie i intensywny, naturalny posmak dyni - warzywa wytrawnie-słodkiego. Otuliła je śmietanka, słodziuteńka mleczność i subtelnie czekoladowe echo.

Lody, choć to wciąż produkt nie mój (bo zimny i bardzo słodki), smakowały mi. Zszokowała mnie wyrazistość i naturalność dyni i podobała mi się obecność czekolady, która dynię podkreśliła. Jednocześnie nie obraziłabym się za intensywniejszą, kakaową czekoladowość i zdecydowanie niższą słodycz, bo ta mnie nieco męczyła. Nie mogę jednak powiedzieć, by obiektywnie, gdy tak myślę ogólnie o lodach, były szczególnie przesłodzone - po prostu są ewidentnie słodkie. Jednorazowo jednak jako ciekawostka, jadło mi się to naprawdę miło i lody szczerze polecam.
Mama spróbowała dosłownie łyżeczkę i stwierdziła, że "bardzo dziwne, ciekawe, ale właśnie dziwne-smaczne! Wcale nie za słodkie, idealne".


ocena: 8/10
kupiłam: Lidl
cena: 18,99 zł (za 420g / 500ml)
kaloryczność: 201 kcal / 100g
czy kupię znów: nie

Skład: świeże mleko, świeża śmietana, cukier, mleko w proszku odtłuszczone, mleko zagęszczone, glukoza, ziemniaczany syrop glukozowy, dynia, kakao, czekolada, orzechy laskowe, stabilizator: guma tara, sól, naturalny aromat