Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Terra Etica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Terra Etica. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 lipca 2023

Terra Etica Nicaragua Grand Cru Waslala Noir 75 % ciemna z Nikaragui

Jakiś czas temu uznałam, że Terra Etica to dobra marka i kupiłam parę ich czekolad. Wszystko szło, jak należy, aż na pewien dzień zaplanowałam tę. Otóż przygotowując posta i przepisując skład odkryłam smutny fakt: producent zsumował miazgę i tłuszcz na te 75%. Obstawiałam więc, że będzie słodko i łagodnie. Mimo to miałam  nadzieję, że wciąż smacznie. Smutne to jednak.

Terra Etica Nicaragua Grand Cru Waslala Noir 75% to ciemna czekolada o zawartości 75 % kakao  (miazga + tłuszcz) z Nikaragui, z gminy Waslala.

Po otwarciu zapach przeniósł mnie wśród mnóstwo kwitnących drzew głównie owocowych, ale nie tylko. Na pewno rozgrzewało je słońce, które zaprosiło mocno paloną nutę. Miała w sobie też motyw wędzenia. Czegoś wędzonego i soczystego... Wtapiającego się i chowającego w znaczącej nucie owoców: kwaskawo-słodkich jabłek i nieziemsko rześko-soczystej marakui. Za nimi pojawiła się cierpkawa, ziarnista i też palona kawa oraz jakby surowe kakao, wpisujące się w kwaśność owoców.

Tabliczka była bardzo, bardzo twarda i z racji tego głośno trzaskała przy łamaniu. To brzmiało wręcz jak wystrzały. Z kolei gdy odgryzałam kawałek, przypominała twardą skałę. Gdy np. kostka stuknęła o kostkę, dźwięk do złudzenia przypominał ten wydawany przez puste wewnątrz drewniane pałeczki, uderzane o siebie. Wyglądała na suchawo-kremową i masywną.
W ustach rozpływała się bardzo powoli, ale chętnie i właśnie bardzo kremowo-maślano. Choć była konkretna i dość zbita, opływała jakby gęstym i dość tłustym budyniem. Spore znaczenie miała w niej  soczystość. Nie była wysoka, ale z czasem przypominała sok wyciskany z bardzo zwartego, miąższystego owocu, co tłustość osłabiało. Dodatkowo, bliżej końca, pojawiał się lekki proszkowy element.

W smaku pierwszy pojawił się słodki, ale wyraźnie palony karmel. Jego palony charakter szybko się nasilił.
Po chwili do głowy przyszedł mi słodki ser żółty, taki bardzo mleczny i delikatny. Prędko w ogóle mleczność wydała mi się bardzo znacząca, a wspomniany ser zmienił się w twaróg i pobrzmiewał długo.

Gorzkość spokojnie pojawiła się po ich debiutach. Przedstawiła się jako drzewa rozgrzane słońcem. Żywe, świeże... Pomyślałam o drzewach owocowych, słodkich i kwitnących, np. jabłoniach, które już zapowiadają owoce, ale też o drewnie cedrowym. Jego kwasek był bardziej drzewny i jakby pochodzący z lasu mieszanego, z przewagą drzew iglastych. Kwasek zawirował wokół goryczki. Ta nie była wysoka. Do drzewnej dołączyły łagodzące, delikatne i naturalnie maślane orzechy.

Odnotowałam soczyście owocową nutę. Najpierw mignęła brzoskwinia, ale zmieniła się w duet jabłek i marakui.
Słodki, acz znacząco palony karmel wkradł się w nie, mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa serwując mi karmelizowano-duszone jabłka. Karmel osłodził kompozycję znacząco i podkreślił słodycz owoców. Nie brakowało im jej, mimo że ciągle, co i raz dokładały też sporo soczystej kwaśności.

Nabiałowa nuta cały czas zawierała w sobie wytrawniejszy akord i... pieczono-wędzone dosłownie półnuty. Pomyślałam o lekko przypalonym serze pieczonym... był to raczej ser biały... Z tym zmieszała się maślana mgiełka. Pewna śmietankowość? Śmietankowego twarogu pieczonego? Słodycz karmelu podszepnęła przypalony sernik, acz nie zagościł na długo.

Wędzenie... odłączyło się od nabiału. Czułam dym i jego cierpkość, a także soczystość. Niewątpliwie należała do owoców, co zaobfitowało w wędzone śliwki i jakby podwędzone ziarna kawy. Cierpko-soczyste?

Śliwki mieszały się z wątłą nutką przypalonej, bardzo słodkiej w nieco ciężkawy sposób konfitury jeżynowej. Przez nią słodycz dotarła do ryzykownego poziomu, bo przypalenie podkręcił też karmel. Ciemne owoce bowiem pobrzmiewały jedynie w tle. Wyrazistsza była egzotyczna i soczysta marakuja, która z czasem chwilami wyskakiwała na pierwszy plan. 

Gorzkość nie odpuszczała, jakby przyglądając się wszystkiemu z oddali. Palona nuta się dzięki niej bardzo nasiliła. Palona kawa przybierała na znaczeniu, a orzechy, które chwilami nieco łagodziły kompozycję, zadeklarowały się jako fistaszki. Naturalnie maślane, minimalnie podprażone?

Podprażone arachidy zawróciły myśli ku drzewom skąpanym w słońcu. Złociste promienie wplotły również ciemnozłoty karmel. I pojawił się motyw lekko grzejący w gardle.

W posmaku zostały właśnie drzewa, podkreślone cierpkawą nutą kakao w proszku, która wydawała się niemal surowa. Trochę. Na pewno soczysta, jako że i kwaskawe owoce czułam. Marakuję i jeżynowo-śliwkowe "coś". Słodycz - bardzo wyraźnie palono karmelowa, ale nie to, że wysoka. Zgrana z rozgrzanymi drzewami, cierpkością. Wszystko jakby nieco przytemperowane nutką maślaną... acz w kontekście maślano-fistaszkowej.

Całość uważam za naprawdę dobrą. Może chwilami wyszła nadto maślano i nabiałowo delikatnie, ale nie brakowało jej gorzkości i ciekawych nut drzew w słońcu, marakui, karmelizowanego jabłka, pieczonego twarogu. Gorzkość była w dużej mierze palona, zafundowała trochę kawy. Palona była też słodycz karmelu, więc całość była zgrana, spójna. Słodycz na szczęście jednak nie za wysoka, mimo że znacząca. Kwaśność też się nie narzucała, ale wniosła przyjemną soczystość. Choć łagodny charakter pozwolił słodyczy na wejście na poziom dość ryzykowny, a ja bym wolała dosadniejszą gorzkość, to jednak to i tak jedyny mój zarzut. Czekolada wyszła pysznie.

Drzewa rozgrzane słońcem i sporo karmelu m.in. jako coś karmelizowanego (w wspomnianej miód, w dzisiaj prezentowanej jabłka) przypomniały mi Morin Nicaragua Rugoso noir 70 %., a nabiał i jabłka Beskid Nicaragua 80 %. Można powiedzieć, że Terra Etica połączyła je, wyśrodkowała.


ocena: 9/10
kupiłam: fitorsweet.pl
cena: 16,86 zł
kaloryczność: 593 kcal / 100 g
czy kupię znów: mogłabym

Skład: miazga kakaowa 66%, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy

środa, 15 czerwca 2022

Terraetica Madagascar Grand Cru Sambirano Chocolate Noir 85 % ciemna z Madagaskaru

Są marki, którym ufam mniej lub bardziej oraz, to zaobserwowałam niedawno, takie, o których zupełnie nie umiem spekulować. Patrzę i choć wszystko wygląda ok, a ja nie mogę powiedzieć, bym w to wątpiła, to... w głowie mam pustkę i żadnych wyobrażeń. Za dużo bowiem trafiłam już na rzeczy tak pozornie prostych, że aż - wydawać by się mogło - trudnych do zepsucia, które to wychodziły nieatrakcyjnie. Podobnie z zachwycającymi, a niepozornymi produktami. Marka Terraetica była mi nieznana z autopsji; widywałam ją jednak w działach i stronach ze zdrową żywnością. W moich oczach to jednak jeszcze nic, bo w Polsce w tych sprawach często wykłada się czynnik ludzki, a na półki tych działów trafiają pseudo zdrowe produkty, jedynie takowe udające oraz może i ekologiczne, ale o kiepskich składach. Wraz z tym, jak zmieniło się u mnie (już chyba - jak na mnie - dość radykalnie) podejście do pewnych spraw związanych z jedzeniem (zupełnie przestało mnie kręcić próbowanie czekolad "a, z ciekawości", np. z dodatkami, aby spróbować), zmniejszyło mi się... "pole manewru", że tak powiem. Zaczęłam się nawet obawiać, czy mi dobre, ale ze średniej półki czyste ciemne czekolady dostępne na polskim rynku do recenzowania się nie skończą. Stąd i zainteresowanie wcześniej pomijanymi markami.
Terraetica to francuska firma, specjalizująca się w produkcji m.in. kawy, kakao, herbaty, w ramach sprawiedliwego handlu współpracując bezpośrednio z producentami (przestrzegającymi zasad ekologicznego rolnictwa) z poszczególnych regionów. Co ciekawe, dzisiejsza tabliczka wyprodukowana została we Włoszech (nie we Francji).

Terra Etica Madagascar Grand Cru Sambirano Chocolate Noir 85 % to ciemna czekolada o zawartości 85 % kakao z Madagaskaru, z doliny Sambirano.

Po otwarciu poczułam intensywny zapach ziemi z echem słodkawo-wytrawnym, przywodzącym na myśl groszek cukrowy, coś zielonego (może kiełki?) i orzechy. Ziemię otoczył mocno palony wątek, dyktujący słodyczy karmel. Zielono-świeższa nuta zasugerowała wanilię i owoce. Karmel z czasem wydał mi się za soczysty na zwykły karmel... Pomyślałam więc o żywicy i "kadzidlanych", żywicznych rodzynkach. Ogół był mało słodki, a z racji gorzkości i wytrawności, od owoców rozchodziła się cierpkość. Przybyły podfermentowane, przejrzałe jeżyny, śliwki, a także miękkie i zbrązowiałe winogrona zielone. Dalej były jeszcze owocach trudne do uchwycenia, mało wyraziste... Może gruszki? Krył się za nimi drobny kwasek jabłek i cytrusów, wraz z jeżynami mieszających się z ziemią.

Czekoladę cechowała twardość i gładkość, która już w dotyku sugerowała porcelanowość. Ta potwierdziła się przy łamaniu, kiedy to tabliczka łamała się nie po równych liniach podziału, a jakoś trochę dziko. Głośno strzelała / trzaskała, brzmiąc masywnie jak kamień. Przekrój wyglądał na zbity, masywny i kamienny. Okazała się jednak krucha i dość w tym wszystkim łamliwa. 
W ustach rozpływała się powoli, ale chętnie. Zachowywała bardzo długo zwartość, kształt. Była zbita, gładka, średnio kremowa. Mimo wyczuwalnej tłustawości, nie odebrałam jej jako bardzo tłustą czy ciężką. Chwilowo jakby gęstniała, lekko przytykała, a potem rzedła w soczysty sposób. Nie była jednak bardzo soczysta, a z czasem nawet lekko sucha. Na koniec zostawiała lekką pylistość. 

W smaku pierwsza w ustach rozbrzmiała wyrazista gorzkość. Należała do mocno palonej, czarnej kawy. Może kawy z kardamonem? Kawy, na której zebrało się trochę naturalnej, również gorzkawej pianki. Ta wprowadziła odrobinę łagodności, ale właśnie też gorzkawej. Pomyślałam o drewnie.

W tle mignął kwasek. Zaczynały cytrusy, głównie cytryna, która w pierwszej chwili wydała mi się subtelna. Z kwaskiem wiązała się też ziemia, wyraźnie reprezentująca gorzkość, ale czy kwasek... tego chyba sama pewna nie była. Zaraz jednak decyzję za ziemię podjęła cytryna i upuściła więcej kwasku, w którym znalazła się też brzoskwinia.

W ciągu kolejnych chwil pojawiła się mocno palona nuta karmelu. Słodycz trzymała się niskiego poziomu, mieszała się z drewnem. Słodkawo-drewniane nuty z czasem wydały mi się świeże... jak świeżo cięte drewno i... rodzynki! Pojawiły się słodko-żywiczne, kadzidlano-gorzkawe rodzynki. Otworzyły drogę owocom słodkim, ale z wyraźną kwaśnością. Raz po raz mignęła myśl o niewydarzonej kiści zielonych winogron, na której znalazło się i sporo niedojrzało-kwaśnych, i sporo przejrzało-kwaśnych. Znów przewinęła się brzoskwinia.

Cytrusy z tła ożywiły się, kwaśność wzrosła. Cytrynowy sok nasączył i tak wilgotną czarną ziemię. Wsparły go zielone, kwaśne jabłka. Mieszały się z rodzynkami. Splot słodyczy i kwaśności był wyraźny i orzeźwiający. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa owoce nieco osłabły; zostawały rodzynki, a potem puściły przodem karmel.

Palony karmel nie odciął się od owoców zupełnie, bo chwilami do końca sugerował "zdrowy karmel z suszonych owoców", wraz z pewnym "podkwaszono-słodkim" echem. Poszedł jednak właśnie w nieco żywicznie-kadzidlany motyw, przypominając o drewnie. Obok niego prędko pojawiły się migdały o gorzkawym charakterze.

Soczystość i cierpkość z tła dopominała się o jeżyny przemieszane z ziemią. W ich towarzystwie pod koniec wystąpiła kawa. Wzmocniła gorzkość, po czym niemal zdominowała inne nuty. Migdały i karmel podały do niej wykwintny, mało słodki, czekoladowo-migdałowy tort, tartę... Z przypieczonym spodem i migdałami, konkretniejszymi przyprawami. Do głowy przyszedł mi kardamon i rozgrzewająco-soczysty imbir. Twór ten może i jakąś rodzynkowo-cytrynową warstwę zawarł. Pomyślałam o rodzynkach nasączonych lekko alkoholem. Kwaśność pobrzmiewała wyraźnie, nie dając za wygraną. To jeszcze bardziej podsyciło goryczkę kawy. Czarnej i wyrazistej, wspartej ziemistością.

Właśnie kawa, lekko cierpka i mocno palona, została w posmaku. Towarzyszyły jej nuty drewna, ziemi i cierpkich owoców oraz wyraźny i soczysty kwasek. Cytryna hamowana brzoskwinią, jeżyny i jabłka były mało znaczące, ale wyczuwalne. Słodycz za to wystąpiła jako drewniano-żywiczna i karmelowa, też bardzo palona. Było w tym wszystkim pewne orzeźwienie, świeżość nut. 

Całość była bardzo smaczna. Mało słodka, za to słodka w sposób palono-soczysty. Nienachalne owoce wprowadziły przyjemną kwaśność. Chwilami wyraźnie cytrynową, chwilami rozmytą, ale cały czas pobrzmiewającą. Choć nie było to typowo madagaskarskie, region da się określić. Ziemia i kawa zadbały o to, by ogół był przyjemnie i dosadnie gorzki w dobrym stylu. Wyszło to bez szaleństw, niby prosto, ale nie banalnie.
Coś było w tym zestawieniu owoców i kawy, że pomyślałam o Tesco finest Madagascan 71 % (nawet wzorek na kostkach taki sam, co mnie bardzo zaskoczyło). Tylko że jakby mocarniejszej, bardziej gorzkiej, a mniej słodkiej wersji.
Konsystencja kruchej porcelany, brak kremowości może trochę mogłaby być inna, ale pracowała.


ocena: 9/10
kupiłam: Allegro
cena: 16,55 zł
kaloryczność: 619 kcal / 100 g
czy kupię znów: gdybym znalazła stacjonarnie w niższej cenie, to tak

Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy