Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Me gusto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Me gusto. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 września 2023

(Megusto) Super Fudgio Vegan Chocolate Sweetened with dates 71% Cocoa ciemna słodzona daktylami

Zawsze bardzo lubiłam daktyle, jednak raczej skończyły się już czasy, w których mogłam zajadać się nimi samymi. Nawet najlepsze, najpyszniejsze obecnie są mi bowiem... za słodkie. Teoretycznie więc uwielbiam, a w praktyce - no właśnie. Tu jednak dochodzi kolejna kwestia: w czymś, np. w paście orzechowej, to nie to samo. Rzadko kiedy wychodzą tak w pełni daktylowo. A jednak słodzona właśnie cukrem daktylowym Zotter Squaring the Circle 75% Dark Choco with Date Sugar bardzo mi smakowała. Nie tylko jednak dzięki daktylom, bo ogólnie czuć w niej kunszt czekoladnika. Zobaczywszy dzisiaj opisywaną czekoladę kupiłam, pamiętając Zottera i... jakoś dopiero w domu przyszło mi do głowy, że z daktylami jako słodzidłem marka Super Fudgio znana również jako Super Krówka niekoniecznie musiała sobie poradzić. Wszystkie ich tabliczki, jakie jadłam, wspominam bowiem źle. Może jednak się czegoś nauczyli? Kto to wie?

(Megusto) Super Fudgio Vegan Chocolate Sweetened with dates 71% Cocoa to ciemna czekolada o zawartości 71 % kakao, słodzona daktylami (bez cukru białego).

Po otwarciu uderzyła odważnie, ale nie za mocno, palona kawa i suszone daktyle z melasowym echem. Daktyle musiały to być z tych lepszych. Mimo takiej wyrazistej, jakby skondensowanej słodyczy zaserwowały trochę soczystości, w tym takiej rodem z solonego karmelu. Gorzkość zaznaczyła się jako trochę ziemi, piasku... podporządkowujących się kawie. Ja odnotowałam też chyba naturalnie słodkie orzechy laskowe w jakiś słodkich, karmelowych łódeczkach jak Toffifee (recenzja prawdziwych z 2018) czy coś.

W dotyku czekolada wydała mi się trochę pylista, może sugerująca lekką lepkość, czy pobrudzenie rąk pyłkiem, ale w zasadzie całkiem zwyczajna. Przy łamaniu była średnio twarda - wydawała z siebie głuche trzaski cienkich gałązek.
W ustach rozpływała się w tempie umiarkowanie wolnym. Rozpoczynała, dając się poznać jako zbita, ale nie ciężka czy twarda, i lekko pylista. Nie była tłusta, lecz mimo to z czasem rozkręcała się nieco maziście-lepkawa kremowość i szorstkość. Nie wykluczały się, a nawet całkiem w porządku zgrywały. Końcówka wydawała mi się już znacząco pylista, ale wciąż nie sucha, choć wysuszająca.

W smaku od początku rozbłysła wysoka słodycz. Przez ułamek sekundy wydała mi się wręcz cukrowa, acz zdecydowanie palono cukrowa. Rozlał się palony, ale bardzo słodki karmel. Karmel soczysty?

I nagle pokazały się one, daktyle. Nie do pomylenia z niczym innym specyficznie ciężka, lekko soczysta słodycz należała do owoców suszonych typu twardego, jakiejś lepszej odmiany, która miała nawet nieco kawowo-czekoladowy charakter. Do tego wyobraziłam sobie mleczne krówki, ale w czekoladowym - czy nawet czekoladowo-kawowym - wariancie. Słodycz rosła szybko i odważnie, acz była w pewien sposób poważna, nie chamska. Zawierała w sobie pewne ciepło. Niebezpiecznie zaznaczyło się w gardle i na języku, choć ich nie drapało.

Daktyle miały melasowe echo, chwilami bardzo przyciągające uwagę. Wplotło goryczkę, dzięki której ogólna gorzkość zagrała odważniej. Reprezentowała ją mocno palona kawa. Czarna kawa, espresso - rozgościły się w kompozycji na dobre.

Po pewnym czasie zaczęły docierać do niej węgielne podszepty, a mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa kawa i węgiel niemal się zrównały. Pojawiło się trochę dymu, zmieniając czekoladowe krówki w przypalone ciasto czekoladowo-daktylowe. Pomyślałam o daktylach w dymie. Gorzkość może nie była bardzo wysoka, lecz na zasadzie kontrastu - istotna.

Ze względu na nią słodycz też jakby jeszcze bardziej się uwidoczniła. Daktyle w dymie były jak światło latarni w gęstej mgle. Zasładzały i lekko przypiekały język. Miało to w sobie nawet korzenne zapędy.

Odnotowałam jeszcze orzechy laskowe... słodziutkie, palone i jakby w słodkiej skorupce-łódeczce z nieco już delikatniejszego karmelu. Pomyślałam o wyidealizowanych Toffifee albo czymś tego typu - znów czekoladowej krówce? W jej czekoladowości ukryło się trochę ziemi i kawy. Kontrastowo do niej, słodycz robiła się jeszcze wyższa.

W karmelowości przytaczanych słodkości na szczęście tliła się też soczystość. Daktyle same w sobie poszły aż w pewną cukrowość, ich smak utracił taką jednoznaczność, jednak do końca były do nazwania, a mi do głowy przyszedł niemal soczysty solony karmel. Jakby... słoność wyszła aż soczyście.

To wraz z efektem daktyli jeszcze bardziej przypiekło w język, przypieczętowując korzenność.

Po zjedzeniu został posmak węgla i espresso z mocno palonych ziaren kawy, akcent ziemi, a także daktylowo-melasowa słodycz. Wysoka i zasładzająca, ale z wpisaną goryczką? Do tego odrobina korzennej wręcz pikanterii. Czułam się przesłodzona jakbym zjadła parę daktyli.

Czekolada mimo wszystko pozytywnie mnie zaskoczyła. Była smaczna dzięki wyraźnej słodyczy daktyli i mocnego smaku kawy palonej. Zacnie wyszło trochę dymu, więcej węgla. Podobała mi się soczystość daktyli, a także niektóre karmelowe skojarzenia, lecz całościowo niestety było za słodko. Daktylowa słodycz przypiekała i chwilami wychodziła aż cukrowo.
Wyszła za słodko, podobnie jak wiele czekolad 70% słodzonych białym cukrem, a nawet nieco bardziej piekąco - stąd wolę trzcinowy (mniej słodki). Wydaje mi się, że używając takiego słodzidła jak cukier z daktyli, powinno się jednak dawać go mniej, a więcej miazgi kakao. Niby więc przesłodzona, ale jeszcze nie tak rażąco i w zasadzie w pewien sposób zrozumiale.

Zotter był bardziej ziemisty (dzisiaj opisywana kawowa), a daktylowa słodycz w nim przytoczyła o wiele więcej soczystości. Wydawał się spójniejszy, nie zasładzał aż tak mimo skojarzeń z karmelem, miodem itd. Zdecydowanie ogół lepiej wykonany.


ocena: 8/10
kupiłam: Vital - strefa zdrowego życia Kraków
cena: 13,99 zł (za 80g)
kaloryczność: 584 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, sproszkowane daktyle 27%, tłuszcz kakaowy

czwartek, 2 lutego 2023

(Super Krówka) Super Fudgio Vegan Chocolate Orange 50 % Based on Coconut raw material ciemna kokosowa 50 % pomarańczowa / z pomarańczą

Tę czekoladę dostałam jako gwiazdkowy bonus do przesyłki z portalu DlaLejdis, dla którego czasem pisuję recenzje książek. Jak wiele innych rzeczy (na które patrzę jak jaskiniowiec patrzyłby ma smartfona, jak np. wege krówki, maseczki do twarzy, peelingi i inne kosmetyczne "dziwa"), najpierw oddałam Mamie. Ona jednak ostatnio zrobiła się zbyt nietabliczkowa i czekolady ją przytłaczają. Może mieć np. kilka paczek ciastek i draży, ale za dużo tabliczek nie. Stąd nie ucieszyła się ani trochę. Mnie zaś tknęło, że jakiś czas wcześniej jadłam Manufakturę Czekolady MANU Rzemieślniczą 42 % Kakao Czekoladę Mleczną Pomarańczową. Ta więc widziała mi się jako zamiennik dla wegan. I tu już nawet trochę się zainteresowałam: czy marka zrobiła coś autentycznie miłego, oferując unikającym mleko... no, coś spoko w tym wariancie? Szczerze wątpiłam, że im wyszło po tragicznych Super Krówka Czekolada na mleku kokosowym 50%(Super Krówka / Super Fudgio) Natura Food Veggie Czekolada Słony Karmel, ale wygrała jakaś czysta ciekawość (masochistyczna?). W końcu, co szkodzi trochę spróbować, prawda? Wiedziałam, że prawie cała i tak pójdzie dla Mamy. Na swoją kolej trochę poczekała (nie sugerujcie się tym, że prezent gwiazdkowy, bo chodzi o zeszły rok, a kolejka wpisów ma u mnie rok).

(Super Krówka) Super Fudgio Vegan Chocolate Orange 50% Based on Coconut raw material to ciemna kokosowa ("mleczna") czekolada o zawartości 50 % kakao z mlekiem kokosowym ("oparta o surowiec z kokosa") o smaku pomarańczowym, słodzona cukrem trzcinowym; wegańska; wyprodukowana przez Me gusto.

Po otwarciu wyraźnie rozszedł się zapach mleczka kokosowego, melasy i palonego karmelu, którym wtórowała pomarańcza. Najpierw zaszarżowały galaretki pomarańczowe w czekoladzie w wydaniu soczystym, niesztucznym... Potem bardziej pomarańcza ogółem, słodko-goryczkowata... Było w tym coś dusznego, przez co pomyślałam o słodkim likierze pomarańczowym. Przywodziło to na myśl gęste desery typu creme brulee, może krówki. W tle poczułam też jakby kokosa bardziej orzechowego i w ogóle jakby wątek palono-karmelizowanych orzechów.

Tabliczka w dotyku była raczej sucho-plastelinowa, a przy łamaniu dość twardawa. Jednocześnie znacząco krucha, krusząca się. Raczej jedynie pykała niż trzaskała. Przekrój miała ziarnisto-pylisty, jakby zbito-ubity.
W ustach rozpływała się łatwo i szybko. Była trochę szorstkawo-sucha, a jednocześnie tłusta. Skojarzyła mi się z plasteliną, pozostawiającą trochę pyłku, ale znikającą na wodę. Nie była mocno zbita, z czasem nieco gęstniała, miękła i rozpuszczała się bez echa. Wydawało się, że otłuszcza usta, choć pod tym względem nie było tragedii.

W smaku zaszarżowała od razu za wysoką słodyczą cukru. W pierwszych sekundach wydała mi się rześka (jakby udawała, że zawiera cukier kokosowy), trochę wodnista, potem nieco bardziej zwyczajna... Przemieszała się bowiem z delikatną nutką mleka.

Mleko, jakie odnotowałam w kolejnych sekundach wydało mi się względnie zwyczajne... kokosowe jedynie pobrzmiewało, bo niestety cukier nie dawał mu rozwinąć skrzydeł. Myślałam przy tym raczej o zacukrzonym do bólu zwykłym mleku. Słodycz cały czas rosła, szalejąc na pierwszym planie.

Częściowo zrobiła się palona, ale i tak szybko zadrapała w gardle. Słodycz rozkręciła karmelowy charakter, a z czasem wyszła bardziej melasowo. Chwilami starała się stworzyć rześką iluzję cukru kokosowego, ale czuć, że to nie on. Myśli płynęły raczej ku ciężkim, przesłodzonym karmelowo-krówkowym deserom typu creme brulee. W wariantach pomarańczowo-kokosowych? 

Od deserów płynęło więcej delikatnej mleczności, śmietanki. Pozowały na raczej zwykłe, tym bardziej, gdy jeszcze mieszały się z maślanością... W dodatku w końcu pod naporem cały czas rosnącej słodyczy, zrobiły się mdłe.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa wyobraziłam sobie delikatny deser, a potem shake na bazie mleka o smaku pomarańczowym. Rześki, może lodowy i soczysty... niestety jednak zasłodzony do bólu. Ewentualnie już te wspominane creme brulee. Pomyślałam o takim na bazie mleczka kokosowego i np. przyozdobionym skórką pomarańczy na wierchu, z soczystą nutką owocu ogółem.

Pomarańcza, która jednak już wychynęła, mimo słodyczy nie zamierzała odpuścić. Zaznaczyła nieśmiało w melasie namiastkę kakao, dzięki czemu nasiliła się goryczka. Wstrzeliły się soczyste galaretki pomarańczowe, a potem też słodko-goryczkowaty naturalniejszy owoc, acz cały czas podkręcany olejkiem i... cukrem. 

Mimo rześkości i soczystości, słodycz melasy i nijakość reszty męczyła. Czułam drapanie w gardle, a kompozycja zaczęła wydawać się plastikowa, sztuczna, ale w sumie nawet nie mocno przerysowana. Bardziej... polewowa niż czekoladowa.

Z czasem znów to pomarańczowe melasa, karmelki i krówki wiodły prym, zacukrzając. Pomyślałam o nich jako o sztaludze pod pomarańczowo-słodkie płótno. Pomarańcza zabiegała niby o rześkość, ale nie radziła sobie... bo i ona była jakaś nachalno-słodka. Całość wydała mi się wodnista. Mleczności jakiejkolwiek po dłuższym czasie w zasadzie nie czuć.

Po zjedzeniu został posmak melasy i drapanie w gardle. Czułam też jakby cukier pomarańczowy. Słodko-kwaskawy, niby soczysty i trochę olejkowato-wodnisty. Względnie to naturalne, słodko-gorzkawe, ale bez polotu. Jakby mi ta słodycz dosłownie wyprała usta. Kostka mi wystarczyła, bo trudno tu o jakiś element warty uwagi.

A jednak całość zaskoczyła mnie... bardzo pozytywnie. Tak w miarę obiektywnie. Po wegańskiej alternatywie mlecznej tej marki spodziewałam się paskudztwa, a okazała się lepsza od ich bazowej Kokosowej. We wspomnianej chyba na delikatnym tle lepiej wyeksponowały się jej wszelkie wady, a tu jednak nieposkąpiona ilość pomarańczy swoje zrobiła. Czuć ją wyraźnie, ale nie zdominowała reszty. Zdominował natomiast cukier. Soczystością zabawnie podpowiadała mu co prawda cukier kokosowy, ale i tak męczył. Mleczka czuć odrobinkę - pewnie dlatego, że wymieszano je z napojem ryżowym... Wodnistość i czysta słodycz przeszkadzały mi za bardzo. Konsystencja zupełnie nie dla mnie. A kakao? Zagubione w akcji.
Reszta powędrowała do Mamy, ale ona z kolei oddała ojcu, bo i jej nie smakowała. Stwierdziła, że jak "zwykła, przecukrzona mleczna, ale jeszcze dodatkowo z dziwnym posmakiem jakby leków jakiś. No, ale przynajmniej się też rozpuszczała normalnie".
Choć jak napisali "based on coconut material", cukier kokosowy z czystej wersji Kokosowej w tej zmieniono na trzcinowy (i jej opis po polsku brzmi: "ekologiczna czekolada na cukrze trzcinowym"). Co prawda, uważam, że to właśnie on pasuje najlepiej do czekolad, tak tutaj - jakiegokolwiek - cukru powinno być mniej.
Jakby tak pomyśleć o niej jako o alternatywie dla np. Manufaktury Czekolady MANU 42 % Mlecznej Pomarańczowej, nie jest źle.


ocena: 6/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 556 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, proszek kokosowy, napój ryżowy w proszku (ryż, bezglutenowy błonnik owsiany, olej słonecznikowy, sól), koncentrat soku pomarańczowego w proszku 1,5%, lecytyna słonecznikowa, naturalny aromat pomarańczowy

poniedziałek, 16 listopada 2020

(Super Krówka / Super Fudgio) Natura Food Veggie Czekolada Słony Karmel "mleczna" ryżowa 47 % z solą i karmelem

Pomyślałam sobie, że ostatnio była u mnie a to sól (Cachet Bio Organic 72 % Sea Salt), a to karmel jako jeden z elementów (Cachet 60 % with Pecan & Fudge), a to poniekąd jedno i drugie w nadzieniu (Lindt Hello, Nice to Sweet You Pecan Crumble), a kawałki solonego karmelu tak po prostu coś dawno nie. Przyszła więc pora na dziś przedstawianą. Ciekawa sprawa z nią, bo nie miałam pewności co do tego, jak właściwie ją nabyłam. Pamiętając, że "coś takiego mam w szafce", myślałam o Super Krówce Czekoladzie na mleku kokosowym 50 %, ale w końcu uznałam, że pewnie wiele wspólnego ze sobą nie mają.  Może trochę podobne opakowania? Dopiero po degustacji, a już przy poprawianiu wstępu sprawdziłam producenta i... okazało się, że pierwsza myśl była dobra! To polska marka z Warszawy, która robi produkty Super Krówka, a za granicę nosi miano Super Fudgio. Mało tego, potem udało mi się nawet ustalić, że ja miałam smak Caramel with salt, ale z nieco zmienionym składem jako wersja produkowana dla Biedronki.
Tego, że to czekolada wegańska, dowiedziałam się dopiero przygotowując wstęp do recenzji, a więc dzień przed otwarciem. Obstawiam, że także przy kupowaniu nie dotarło do mnie, że zawiera napój ryżowy, którego w czekoladach wręcz nienawidzę. Może sobie pomyślałam, że to kokosowa do porównania z SuroVital CoCoa Raw Biała z pistacjami i solą? Ale to bym ją aż tak dawno kupiła? Grunt, że datę miała jeszcze znośną (4 miesiące). Ciekawiło mnie też, jak mało ma kakao, że aż słowo "kuwertura" użyli.

(Super Krówka / Super Fudgio) Natura Food Veggie Czekolada Słony Karmel to "czekolada kuwertura" wegańska o zawartości 47 % kakao na bazie napoju ryżowego z karmelem i solą, produkowana przez Me gusto dla Biedronki.

Gdy tylko otworzyłam opakowanie, poczułam delikatny zapach kokosa i maślanych krówek. Kryła się za tym lekka cukierkowość, przez co wydał mi się przykurzony... Jakby ukryty w cukrze ... Do głowy przyszły mi jakieś karmelko-drażo-cukierki... Słonawy motyw był, ale drobniusieńki, więc całość i tak miała raczej łagodny wydźwięk. Gdy wąchałam spód z dodatkami, zwłaszcza już w trakcie degustacji, wyraźniej czułam cukierkowo-słony karmel... taki trochę sucho-krówkowy.

W dotyku tabliczka wydała mi się sucho-tłusta, acz zdecydowanie podkreśliłabym tu suchość. Proszowość aż krzyczała. Dodatek okazał się posypką... Która (tylko u mnie?) miejscami zmieniła się w stopione coś, jakby warstwę "szkła", a częściowo została kawałkami. Kawałkami karmelu i wielkimi kawałami soli (ktoś sobie kawał zrobił?). W ogóle moja tabliczka była w opłakanym stanie, ale to pomijam.
Przy łamaniu trzaskała-pykała, ujawniając proszkowy przekrój. Gdy ją łamałam, dodatki nie odskakiwały, były mocno wtopione. Karmel ciągnął się trochę, choć był bardzo, bardzo gęsty. Skojarzył mi się z lizakiem zmiękłym od ciepła.
Kawałki miały różną wielkość. Karmel to kawałki duże i małe, jak również placko-szkiełko, sól z kolei... kryształy duże, małe, średnie i przesadnie gigantyczne.
W ustach rozpływała się powoli i z oporem, po prostu znikając i nie pozostawiając po sobie za wiele, no, oprócz dodatków. Mimo wodnistego, jakby chłodnego efektu kojarzącego się ze słodzikiem, była sucha i proszkowa, z czasem i trochę tłustawa jak... nie najlepiej rozpuszczone np. kakao z proszku na mleku.
I sól, i karmel, choć w dużej części rozpuszczały się wraz z czekoladą, to zostawały w ustach na długo po niej. O ile kule soli zostające na języku po protu wypluwałam (gdy już czekolada zniknęła, a zanim do tego doszło, nieprzyjemnie drapały mnie w podniebienie), tak większe fragmenty karmelu niemiłosiernie przylepiały się do zębów. Zachowywał się jak lejący zastygający klej, a potem trochę jak cukro-placki rodem z chałwy. Nie był twardy, skrzypiał i rozpuszczał się w miękki, niemiłosiernie powolny sposób.
Całość oblepiała usta i o dziwo... pozostawiała wrażenie tłustości.
Jeśli chodzi o mój sposób jedzenia, to jak zawsze w przypadku posypek, kostka leżała na języku posypką do góry, a ja w trakcie rozpływania się raz czy dwa może ją obróciłam -nie przy każdym kęsie. Jeden spróbowałam położyć posypką do języka  - straszne.

W smaku od samego początku czułam łagodnego i naturalnego kokosa (nie mleczko kokosowe!) oraz słodycz. Nie szarżowała, a płynęła spokojnie mieszając się z ryżowo-mącznym smakiem. Pomyślałam o papierze, pergaminie, kwiatach. Było to dość... przykurzone i dziwnie chłodne jak słodzik. Z czasem odnotowałam lekko karmelowy akcent, kojarzący się z bardzo łagodnymi karmelkami. Trochę niczym zwietrzała, sucha krówka... Coś mocno słodkiego, nijakiego, ale nie zabójczo-zacukrzającego. Takie "nudne, słodziaśne imieniny u ciotki w tabliczce".

W to właśnie nagle wkłuwała się wręcz soczysta sól. Poczułam kwaśno-goryczkowatą cytrynę, a po chwili, gdy weszła w kontakt z bazą, do głowy przyszły mi również kwaśne cukierki i lizaki. Nadciągnęło więcej soli, już bardziej po prostu słonej. Gdy jakiś jej kawałek dotknął języka, robiło się tylko i wyłącznie kwaśno-słono, czekolada umykała.

Karmel ogólnie odegrał niewielką rolę. Ten już dotykający jęzora, wyłaniający się spod czekolady i mimo że nie gryzłam, to przylepiający się do zębów, się karmel należał do tych delikatnych, bardzo cukrowych i wręcz... cukierkowych. Był dziwnie cukrowo-sztuczny, okropny. Mało palony, a jakiś... lizakowy? Sól z czasem osłabiała cukierkowy wydźwięk, by w końcu zagłuszyć go całkowicie.

Kęs posypką do dołu powalił mnie słonością, karmel cukierkowo zabrzmiał i szybko się rozpuścił, a potem czułam kwaśno-ostrą słoność z czymś dziwnym (mąką? - przez okropieństwo słoności nie umiałam, nie zdążyłam nazwać).

Gdy tak przegryzłam się raz i drugi a to kawałek bez soli, a to czystą czekoladę, a to z oboma dodatkami... Całość wydała mi się dziwnie... nijako-szarżująca. Delikatną, papierowo-mączną bazę nagle atakowały dzikie smaki. Papierowość i kwiatowo-ryżowy smak skojarzył mi się z jakąś dziwną, wodnistą i mdłą herbatą z mnóstwem cytryny i... kiepskim miodem. Tanim i sztucznym, drapiącym w gardle.

Na koniec zrobiło się już bardziej słono, co z kolei w czekoladzie podkreśliło mąkę i pewną nijaką nutkę tłustego kokosa... maślano-niemaślaną.

Po zjedzeniu choćby kostki pozostawał posmak soli, kwaśność mocno cytrusowa, soczysta, ale i jak po cytrynowym cukierku, też dziwna karmelowość... jakby dziwnie lizakowa.

Zdecydowanie mi to nie smakowało biorąc pod uwagę całość. Zjadłam trzy kostki, by mieć ogląd ogółu, jak co się sprawuje i... doszłam do wniosku, że najlepiej to wyszła sól. Nadała jakiegoś wydźwięku bazie przynajmniej, ale... gdy trafiło się jej więcej, wydawało mi się, że i ona (nie tylko słodycz), pali w gardle.
Resztę dałam Mamie, czym ją zdenerwowałam: "Gdy tylko włożyłam do ust, chciałam wypluć!". Zapytałam, czy położyła posypką na języku i trafiła na sól (tak) i chciałam, by samej czekolady spróbowała, ale kazała mi dać spokój, stwierdzając, że w ogóle nie lubi czekolad... Cóż, dobrze to o tej tabliczce nie świadczy, że aż tak ją z równowagi wyprowadziła.

Wróciwszy do recenzji Super Krówki 50 %, zobaczyłam, że i tamta była proszkowo-wodnista, a jednak pozostawiająca tłuszcz na ustach. Także czułam "budżetowe karmelki" oraz cytrusowość - w wersji z dodatkami niestety zwielokrotnione, co nie przełożyło się na korzyść, o nie. A i tak udało jej się papierową mąką walić...
Owszem, na mojej pewnie sobie ktoś skakał, a karmel z rozpaczy częściowo się rozpuścił... że jednak poszedł w takim lepiąco-miękkim kierunku, to już wina syropu glukozowego prawie na pewno. Jakość też więc do najlepszych nie należy. 


ocena: 2/10
kupiłam: Biedronka
cena: 5,99 zł (za 83 g)
kaloryczność: 564 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: czekolada 96,3% (cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, napój ryżowy w proszku, wiórki kokosowe, lecytyna słonecznikowa, aromat naturalny), karmel (cukier, syrop glukozowy) 3%, sól 0,7%

niedziela, 8 marca 2020

Super Krówka Czekolada na mleku kokosowym 50 % "mleczna" kokosowa

Bardzo lubię mleczko kokosowe w curry, a dzięki lodom Syrenka utwierdziłam się w przekonaniu, że i lody z nim to zacna sprawa. Nie byłam jednak całkiem pewna, co sądzę o nim w czekoladzie. W ciemno sama nie wiem, czy pasuje. Biorąc pod uwagę łagodność... to niezbyt? Ale jednak specyficzny, kokosowy smak... SuroVital CoCoa Czekolada Kokosowa była interesująca, ale nie w mój sposób - to taka biało-mleczna wyszła. Mlecznej za sprawą mleczka kokosowego o wyższej zawartości kakao byłam ciekawa. Nie wiem, czy akurat tej marki (bo jej nie znam), ale jakiejś chciałam spróbować. Trochę się jednak bałam, czy "marka od krówek" nie zrobi za słodkiej czekolady, ale patrzyłam na to jak na eksperyment - byłam otwarta i przygotowana na różne wrażenia. Tym bardziej, że czekolady słodzone cukrem kokosowym (jak ta) zawsze zdobywają moje uznanie (w tym jedna z moich ulubionych Akesson's Bali 45 % Milk Chocolate with Fleur de Sel & Coconut Blossom Sugar).

Super Krówka Czekolada na mleku kokosowym to ciemna kokosowa ("mleczna") czekolada o zawartości 50 % kakao z mlekiem kokosowym, słodzona cukrem kokosowym; wegańska; wyprodukowana przez Me gusto.

Gdy tylko rozerwałam folię, poczułam wyrazisty zapach kokosa i karmelu, przy których obracał się rześko śmietankowy motyw. Pomyślałam o jakiś deserach typu creme brulee, panna cotta i krówkach. Słodycz była silna, ale podszyta goryczką kojarzącą się z olejem, popiołem i spalonym / spopielonym drewnem. To było dość duszne i (zwłaszcza w trakcie degustacji) zwracające się w stronę orzechów włoskich oraz masy makowo-bakaliowej z nimi (słodkiej od miodu?).

Tabliczka w dotyku wydała mi się sucha i "możliwe, że tłustawa lub / i wodnista". Łamała się łatwo, z lekkim trzaskiem. Ujawniała przekrój krucho ziarniście-proszkowy.
W ustach rozpływała się łatwo i dość szybko. Trochę rzadko wodniście, dość mocno sucho-proszkowo. Niemal do końca zachowywała zwarty kształt, nie zalepiała mimo tłustości. Odebrałam ją jako głównie proszkowo-plastelinową, w dodatku z nieroztopionymi kryształkami.

W smaku uderzyła mnie silna, choć zgaszona i wyobcowana słodycz oraz sugestia mleczności. Niosły chłodek (rześkość?) wystygłego budyniu. Zaznaczył się karmel, a więc całkiem mocno palony motyw. Karmelowy budyń? Pojawiła się mocno palona, że aż słonawa krówka i budżetowe karmelki.

Zarówno budyń jak i krówka były lekko śmietankowe. I znów nie była to pełna smaku śmietanka, a... kokosowa, czyli kokosowa (Sherlock ze mnie) i mdława, dość ciężka. Właściwie tak bardziej (ale też nie bardzo mocno) kokosowo zrobiło się dopiero mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa.

Jej ciężkość mieszała się z drzewami i orzechami. Początkowo ich smak wydał mi się bardziej neutralny, zgaszony, ale pojawiła się sugestia oleju kokosowego i maku. Mieszając się ze słodyczą zaczęły przypominać bardzo słodko-mdłą masę makową... Niewątpliwie goryczkowatą i mającą kontrastowy, ciepły wydźwięk. Pomyślałam o grillowanych orzechach i spalonym, miejscami na popiół, drewnie.
A jednocześnie także rześkość czułam... podkradającą się pod soczystość... może cytrusową? Kokosową?

W drugiej połowie porządnie przemieszało się to z karmelkami i deserami, dając efekt tanich nadziewanych czekoladek - karmelowych? Poszło to w kierunku "imieninowego poczęstunku u ciotki" - dusznego i ciężkiego, słodkiego do bólu. Czułam tłuszczową nutę. Trochę kojarzyła się z olejem kokosowym, a trochę jawiła się jako nijakość po prostu.

Posmak, jaki pozostał, był po tym zaskakująco przyjemny, reprezentował bowiem czysty smak kokosa - takiego bardziej "orzechowego", powiedziałabym, że wręcz miazgowo-wiórkowego, i karmelu. Mocno palonego i pokrywającego orzechy włoskie. Karmelizowane i grillowane.
Na i w ustach niestety czułam też tłuszcz. Może i kokosowy (mleko kokosowe jest przecież tłuste), ale nie było to miłe.

Sięgnęłam po nią i tak godząc się na zjedzenie czegoś słodszego, ale... ona była tak słodka, że męczyła mnie. Jej słodycz deserów, karmelu, masy makowej szła niestety w ciężkim, osaczającym kierunku. Pobrzmiewała mi w tym wszystkim taniocha i tandeta (rzeczy niby dobre, ale kiepskie jakościowo). Gorzkawe nuty były, ale jakoś się przez to wszystko nie przebiły. Sam kokos smakowo niewiele znaczył. W zasadzie dominował głównie w zapachu i posmaku. A ten znowu zepsuła tłustość. O konsystencji już nie mówię: tłusto, wodniście, sucho-proszkowo, nijako... Nie polubiłam się z nią.

Wyszła drastycznie mniej kokosowo, a bardziej karmelowo-budżetowo niż SuroVital CoCoa Czekolada Kokosowa. Tamta mimo słodyczy i tłustości (wydawała się jakby uzasadniona) miała charakter. Karmel, chłodek, śmietanka i olej kokosowe - brzmi podobnie, owszem, ale w Super Krówce wyszło kiepsko, nijako i za słodko, a SuroVital miała głębię.
Nie mogę powiedzieć, by była bardzo zła. To taka dziwna ciekawostka, której można spróbować, ale której w większej ilości nie chce się jeść. Strasznie słodka, za dużo mdlących elementów, bez charakteru i nieprzyjemna struktura. Myślę jednak, że jako zamiennik zwykłej mlecznej dla wegan (którzy np. chcieli by zjeść Milkę, ale nie, bo mleko) świetnie się sprawdzi, lecz ktoś - kto tak jak ja - liczył na 50 %, będzie rozczarowany.
Większość oddałam Mamie, która nie za bardzo wiedziała, jak się do tego odnieść: "Nawet nie umiem powiedzieć, czy to ma być mleczna, czy ciemna. No nie jest tak mleczna, jak te, co ja jem. Mam w niej coś wyczuć? Karmel? Może toffi? Kokos to nie... Słodka bardzo nie jest... No jest słodka, ale tak inaczej. Gorzka nie. W sumie jak zwykła słodka mleczna, ale tak inaczej." Zgodziła się natomiast co do tego, że zamiennik najzwyklejszej mlecznej jest to lepszy od wszelkich ryżowych itp. Miała coś takiego, że przy każdej kostce najpierw coś jej nie pasowało, a "z czasem robiło się coraz smaczniej".


ocena: 5,5/10
kupiłam: Żabka
cena: 8,99 zł (za 80g)
kaloryczność: 570 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier kokosowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, mleko kokosowe w proszku 10,2%, napój ryżowy w proszku, emulgator: lecytyna słonecznikowa