piątek, 18 maja 2018

Toffifee

Ostatnio Mama rozsmakowała się w Toffifee i kupuje je sobie co kilka dni. Zaśmiałam się, że jak ja je jako dziecko lubiłam, to ona trzymała się z daleka (bo nie dość, że "oblepiające zęby, to jeszcze twardy orzech do zgryzienia w środku"), a jak mnie aż dreszcze na myśl o spróbowaniu tych łódeczek przechodzą (obecnie nie lubię cukierków i takich słodkich, klejących rzeczy, a Toffifee nie podobają mi się tak ogólnie od formy po skład), Ona się uzależniła. 
Nawet teraz potrafią mi jednak posmakować zwykłe słodycze (rzadko, bo rzadko, ale jednak - chociażby taki, właśnie od Storck, Knoppers - nie kupuję, ale jest dobry), więc raz, gdy oddałam Mamie wyjątkowo dużo odrzutów (słodyczy, które mi nie smakują), podarowała mi dwie sztuki swoich ostatnich ulubieńców "no weź, może akurat". "Dali to wzięłam" - z ciekawości, bo pomyślałam, że nie jadłam ich chyba ze sto lat.

Toffifee to "orzech laskowy (10%) w karmelu (41%), kremie orzechowym (37%) i czekoladzie (12%)", czyli cukierki / pralinki produkowane przez Storck.

Cukierki już pachniały słodko. Było to bardzo, bardzo silne, ale nie sztuczne, orzechowe toffi z nutą mleka w proszku. Nie mogę powiedzieć, by było nieprzyjemne, na pewno może się podobać, ale nie w moim stylu.

Łóżeczka rozpuszczała się powoli, była plastyczno-twardawa i bardzo proszkowa. Nie wydała mi się zbyt tłusta, ale to być może spowodowane kontrastem.
Krem wewnątrz był bowiem zdecydowanie za tłusty - taka gładka grudka nugato-margaryny. Było jej mniej niż karmelu, ale to dobrze. To w niej krył się cudownie chrupiący orzech laskowy ze skórką.
Ukoronowaniem była tłusto-pylista, też tłustawa, czekolada.

Całość wyszła przede wszystkim cukrowo słodka.
Po umieszczeniu w ustach, najpierw zabrałam się językiem za czekoladę. Powiedziałabym, że to raczej polewa cukrowo-kakaowa, niż czekolada, ale w sumie smakująca jak całkiem przyzwoita polewa. To pewnie też ze względu na to, że trochę przesiąkła orzechami.

Zaraz po niej moją uwagę przyciągnął karmel, który według mnie z karmelu miał bardzo mało. Smakował raczej jak troszeczkę palone toffi, na które złożył się ogrom mleka w proszku wymieszanego z cukrem. Oprócz tego czułam ni to krówkową maślaność, ni już margarynę. Mimo wszystko wyszło znośnie, bo smak orzechów laskowych szybko się spod tego wyłonił.

Był ewidentnie słodko nugatowy. O dziwo nie smakował ani czystym cukrem, ani chemią. W nim doszukałam się jednak bardziej maślano-margarynowych nut, tłumionych co prawda przez silną słodycz.

Mi sztuka zdecydowanie wystarczyła, by zrobiło się tak słodko, że nie miałam ochoty na kolejną, a zajęłam się oczyszczaniem zębów, co mnie oczywiście irytowało (bo wydawało mi się, że słodycz się do mnie przykleiła i prędko nie odpuści).
Dobra, trzeba przyznać, że to charakterystyczny słodycz z pomysłem, podróbek i podobnych tworów właściwie nigdy nie widziałam, ale... ogólnie przy tak cukrowym smaku z nieprzyjemnymi posmakami, gdy to tak się lepiło i zatłuszczało... no, coś w tym było, że "jestem na nie". Naprawdę, gdyby tak parę rzeczy pozmieniać, to mogłoby być coś pysznego.


ocena: 6/10
kupiłam: Mama kupiła
cena: -
kaloryczność: 516 kcal / 100 g; sztuka 8 g - 42 kcal
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcze roślinne (palmowy, shea), orzechy laskowe, syrop glukozowy, produkt z serwatki (z mleka), substancja utrzymująca wilgoć: syrop sorbitolowy, miazga kakaowa, mleko zagęszczone odtłuszczone, zagęszczona słodka serwatka (z mleka), laktoza (z mleka), kakao niskotłuszczowe, tłuszcz kakaowy, tłuszcz mleczny, odtłuszczone mleko w proszku, syrop sacharozowy, emulgator: lecytyny (soja), sól, aromaty

PS Nowości, starości... a ja zapraszam, tak swoją drogą, do aktualizacji recenzji Lindta Whisky. O wersji Cognac też coś napisałam, ale to raczej myśl, która naszła mnie dopiero przy tych czekoladach. Możecie jednak sobie pooglądać ładniejsze zdjęcia.

23 komentarze:

  1. Nie znoszę tych cukierków :P Za to moja siostra potrafi wsunąć całe opakowanie w 10 minut:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyobrażam sobie! Przecież jeden zalepia człowieka na nie wiadomo ile... :O

      Usuń
  2. Pamiętam :D Kiedyś kiedyś, kiedy byłam mała ktoś kupił i przyniósł do domu (a moze prezent?). Siostra polubiła od pierwszego spotkania a ja nie... nie posmakowało mi - lepiło się do zębów, za słodkie...Jedynie chrupiący orzech był w porządku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, zgoda co do orzecha!
      Takim cukrem tak oblepić... no nie dla mnie i tyle. Ale takie zestawienie smaków w wersji nielepiącej, a np. jako nadzienie Zottera... chciałabym. <3

      Usuń
    2. To morderstwo na orzechu... czym biedak zawinił? :P
      zestawienie smaków w wersji nielepiącej i nie przecukrzonej ale w normie :) A Zotter to dobra marka, więc mogłoby wyjść ciekawie :)

      Usuń
  3. cały urok w tej upierdliwej lepiszczości! A idź mi Ty... niegodziwcu xD Hahaha moja mama robi mi to samo! :D A z ciekawości, co ciekawego wydałaś mamci? ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wieem, jak się nie lubi takiej lepiszczości, to po prostu nie powinno się po to sięgać, ale bardziej mnie sam smak ciekawił... czy np. margarynowe mi się to wyda, czy jakie. :P
      Wybacz, już nie pamiętam, ale na kolejność recenzji patrząc, były to jakieś Barony (Luximo z kawą), wafelki cytrynowe itp. (patrzę, co mi nie podeszło, a zostało opublikowane w okolicach tych cukierków).

      Usuń
    2. znajoma mi ta chora ciekawość :D

      Dzięki choć liczyłam na większe ekscesy ;)

      Usuń
    3. Większe w sensie, że...?

      Usuń
    4. Nie, naprawdę nie wiem, o co chodzi. W sensie, że myślałaś, że jej coś kupiłam czy że te swoje (degustacyjne) dałam?

      Usuń
    5. Nie, że po prostu miałaś więcej plebejskiego żarła i tyle ;)

      Usuń
    6. Aa to nie, bo ja ze słodyczy-nieczekolad to jem tylko to, co pojawia się na blogu, a więc sporadycznie jakieś pojedyncze sztuki po trochu. Tylko czekolady idą kilogramami (bo oprócz recenzowanych mam takie swoje "do zajadania", które już na blogu są z 10/10, np. J.D.Gross, Tesco finest niektóre). :D

      Usuń
    7. Czasami jest tak, że uzbiera się niechcianych prezentów, słodyczy od innych i zalegają miesiącami... Znam to z autopsji xD Stąd moja sugestia, ale to lepiej że takowych nie miałaś ;)

      Usuń
    8. No tak, ale... kurde, załamałaś mnie, bo przypomniałaś mi o niechcianych prezentach, które dopiero dostanę... Kilka Baronów Luximo u Taty na mnie czeka.

      Usuń
    9. Wybacz ^^"

      PS Choć ja akurat to bym się na nie ucieszyła, ale przecież... ,,to tylko ja" ;)

      Usuń
  4. Uwielbiam Toffife. Są takie piękne i pyszne. Mam w szufladce w pracy i pożeram je z kolegą :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak byłam w przedszkolu, Toffifee kojarzyły mi się z produktem z wyższej (bardzo wysokiej!) półki. W efekcie w życiu nie zjadłam ich wiele. Mało tego, jestem niemal pewna, że pierwsze i jedyne własne opakowanie miałam na początku studiów. W sumie nie wiem, jak bym je oceniła. Smakowo są super, ale powłoka toffi trochę mierzi z uwagi na twardość i właziwzębowość. Na pewno kiedyś bombonierka pojawi się na blogu.

    PS I zdecydowanie nie miałam problemu z wysoką słodyczą. Może teraz byłoby inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, jak ja pomyślę, ile produktów, na które teraz patrzę z niechęcią, wydawała mi się z wyższej półki... No i zdecydowanie, odkąd zmieniły się u mnie proporcje w rodzaju jedzonej czekolady (kiedyś mleczne, teraz ciemne), tolerancja na słodycz bardzo się zmieniła. Chociaż tu mam jeszcze inną teorię. Ostatnimi laty odkryłam zajadanie fig i daktyli, więc może po prostu oprócz nich już więcej zasładzaczy nie potrzebuję, a kiedyś jakoś suszonych owoców prawie nie jadłam, to tak słodycz słodyczy mi nie przeszkadzała. Zdecydowanie wolę figi, niż Toffifee - patrz, kształt w sumie podobny, a różnica... :D

      Usuń
  6. A my mamy do nich słabość :D Nasz tato je uwielbia i na każde święta kupuje albo toffifee albo ferrero rocher :) Chociaż my jednak porównując to wolimy te drugie pralinki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do żadnych pralinek nie chcę już wracać, o Ferrero Rocher nie zdążyłam sobie jeszcze popsuć zdania, więc niech tak zostanie. Tak na czuja jednak stwierdzam, że no... przynajmniej by mnie tak nie zalepiły.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.