Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magnum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magnum. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 grudnia 2021

lody Magnum Double Gold Caramel Billionaire Golden Caramel Chocolate Tub

Obecnie do pudełkowych lodów Magnum mam mieszane uczucia. I tak prezentują się w moich oczach lepiej niż patykowce, od których to trzymam się z daleka (gorsze składy, a w efekcie smak + małe lody to nie moja forma), ale przeraża mnie ich słodycz. Sama nie wiem, jak udało mi się zjeść zabójczo słodkie Chocolate & Cookies (a jednocześnie całkiem smaczne!). Dzisiaj opisywany wariant zapowiadał się także bardzo słodko, ale gdy tylko dowiedziałam się o jego pojawieniu się, uznałam, że muszę go zdobyć. Pierwsza myśl po zobaczeniu patykowca Gold Caramel Billionaire była: "szkoda, że patyk, bo tak zawsze chciałam złotego Magnuma". Przypomniał mi bowiem Magnum Gold?!, którego nie dane było mi upolować - widziałam tylko jego reklamy. Były to czasy, gdy jeszcze lubiłam Magnumy na patyku (były lepsze, potem pogorszyły się wraz z obniżeniem cen w marketach), a w ówczesnym miejscu zamieszkania trudno było o limitki i coś ciekawego. Te rozdrapały dawną ranę. Tłumaczyłam sobie, że "karmelowa biała czekolada i w ogóle...", że na pewno będą za słodkie i już byłam gotowa odpuścić, gdy... pojawiła się wersja pudełkowa i dowiedziałam się o cynamonie. Takim złotym Magnumom z cynamonem to już nie mogłam darować. Za nic w świecie!

Magnum Double Gold Caramel Billionaire Golden Caramel Chocolate Tub to lody o smaku ciasteczkowym (wg mnie biszkoptowym) z cynamonowo-karmelowym sosem (11%; z ang. "toffee-cynamonowym"), posypką (1%) z karmelizowanych orzechów pekan i cynamonowych ciasteczek oraz białą czekoladą karmelową (21%) w formie polewy na wierzchu, "skorupki" i kawałków zatopionych w masie. Zawartość pudła to 303g / 440ml.

Po otwarciu poczułam wysoce słodki, cynamonowo-karmelowy, głównie ciasteczkowy, ale i nieco białoczekoladowy zapach. Osadzone to było w maślano-śmietankowej tonacji, która jednoznacznie wskazywała na ciasto / biszkopt, ciasteczka - wypieki. Korzennie ostrawe i słodkie. Przenikały się i uzupełniały.
Gdy zaś lekko zruszyłam wierzch, a już bez wątpienia, gdy go połamałam i dostałam się do części zasadniczej, wzrosła cynamonowa biszkoptowość. Za cynamonem pobrzmiewało sztucznawe echo, ale nie dość, że nie było źle, to jeszcze wydawało się pochodzić nie od niego (a jakby po prostu za nim się ukrywało). Odnotowałam nawet prażono-ciepłą sugestię.

Forma typowa dla pudełkowych Magnum... no, prawie. Otóż w warstwie czekolady na wierzchu wtopiono średniej i drobnej wielkości kawałki karmelizowanych orzechów i ciastek. O ile pierwszych poskąpiono (może ze dwa posiekane orzechy), tak ilość drugich uważam za odpowiednią. Dodane je jednak tylko na wierzchu (co ma plusy i minusy).
Czekolada na wierzchu była gruba na około centymetr, podobna była na dnie. Ścianki zaś pokrywała cienka ulepkowa warstwa czekolady plastikowo-miękkiej. Chyba zawilgociła się. Zamiast "odskakiwać i łamać się", rolowała się, więc zdrapywałam ją łyżeczką.
W trakcie jedzenia czekolada zarówno ta na wierzchu, jak i kawałki wtopione w lody, w pierwszej chwili donośnie chrupała, a gdy doszła do temperatury przystępnej (co następowało bardzo szybko), w ustach rozpływała się jak... trochę polewowa tłusta czekolada biała. Jak na dodatek w lodach warta pochwalenia. Była dość kremowa, bardzo tłusta i gęsto-lepka. Rozpływała się w umiarkowanym tempie, błyskawicznie mięknąc. Rozpływanie tej na wierzchu nieco zaburzały dodatki, ale tylko trochę. "Denku" nie mam nic do zarzucenia.
Pod czekoladowym wierzchem od razu trafiłam na masę lodową, równo przeplecioną sosem przez całość pudła tak, że podczas jedzenia z łatwością się to mieszało (bez żadnego "bajora sosu na wierzchu"). To głównie drobne esy-floresy, ale i większe skupiska się trafiły.
Ogólnie wmieszany sos był minimalnie lepkawy, a tak to rzadkawy i jednocześnie ciągnąco-żelowaty i właśnie mieszający się z bardzo gęstą bazą. Ta miękła bardzo szybko, a rozpływała się błogo, powoli mięknąc w pozytywnie gęsty sposób.
Sos wydał mi się lekko śliskawy i trochę proszkowy od cynamonu. Jak pisałam, chwilami nieco rozrzedzał masę, rozbudzał w niej żelowo-ciągnące zapędy, ale nie odebrało jej to uroku.
Była to gęstość... kremo-budyniu. Niewiarygodnie kremowa, tłustawa jak śmietanka masa chwilami wykazywała wręcz puszystość. Wydała mi się lekko ciągnąca. Masa lodowa była bardzo kremowa i puszysta. Mimo tłustości śmietanki, przypominała leciutką chmurkę, obłoczek. W zasadzie do pewnego stopnia była jak bita śmietanka. Rozpływała się błogo i powoli, ale ochoczo. Odebrałam ją jako nieco zagęszczoną... jakby w ciągnąco-ciastowy sposób?
Dużo w całej masie było czekolady: zarówno wielkich kawałków, jak i cieńszych płatów (które jednak też nie było licho-cienkie). Niektóre kawałki miały nawet do 3-4 cm i grubość ok. 1 cm; płaty miały grubość... polew lodów na patykach (nie jadam takich, ale strzelam, że coś jak Big Milk).
W czekoladzie na wierzchu zatopiono chrupiące orzechy niezłej jakości. Pokrywała je warstwa karmelu – nie wszystkie i nie dużo, ale jednak. Tych dodatków w masie już uświadczyłam. Uważam to za dobre rozwiązanie, bo wątpię, że wyszłyby, jak trzeba (mogłyby się zawilgocić, utwardzić czy coś?). Orzechy na wierzchu okazały się nieco początkowo chrupiące dzięki skorupce z karmelo-cukru, potem zaś soczyście miękkawe - zaskakująco świeże.
Skorupka lekko pochrupywała, rozpływała się. Było to... chrupiąco-szkiełkowo cukrowy karmel. Ciasteczka chrupały-rzęziły, zaskakując suchością. Okazały się nieprzyjemnie ziarniście-mączne, masywne i twardego typu. W ustach do końca zachowywały ciastkowo-chrupki element (wierzch rozwaliłam i podjadałam po trochu w trakcie, a nie, że najpierw go, potem resztę). Raczej rozchodziły się na grudki, niż rozpływały. Chociaż... może - gdyby ciastka były dobre - w kawałkach by się przydały? Mam mieszane uczucia.
Całość wydała mi się bardzo spójna i wyważona. Sos dodano tak, że świetnie pasował, mieszał się i nie przytłaczał - podobnie jak i dobrze rozlokowana czekolada. Mnie trochę przeszkadzała tłustość, ale obiektywnie wydaje się logiczna dla wariantu.

W smaku samą czekoladę cechowała bardzo, bardzo wysoka słodycz, która drapała już po paru sekundach. Ewidentnie smakowała maślanym karmelem i kajmakiem, dopiero potem trochę mlecznie. Nie był to karmel palony, ale łagodniejszy... kojarzyło mi się to z taflą / masą z czekolady Ragusa Blond. Nie kojarzyła się z białą czekoladą czy nawet białą karmelową, a z polewą karmelową (nie piszę tego w negatywnym sensie). Ta zasładzała zupełnie, że po niej inne elementy pudła chwilami wydawały się aż mdławe.

Muszę jednak przyznać, że dodatki z wierzchu nie miały wielkiego problemu w przebiciu się. Karmel z orzechów wprawdzie jeszcze podnosił słodycz, ale wyszedł palono-cukrowo. Nie było go za wiele. Orzechy smakowały zaskakująco wyraziście - właśnie sobą, a więc orzechami pekan z lekką goryczką. Ciasteczka z kolei wyszły jak aż przypalone do gorzkawości herbatniki wyraźnie korzennie. Ostrości wtórowała niemal krakersowo-mączna wytrawność. Przodował w nich cynamon, dopiero potem zaś słodycz. Plątała się w nich jednak także kartonowa nuta.

Sos w smaku przywitał się ostro-goryczkowatym smakiem cynamonu i cukrem. Wydawał się ciepło-korzenny i w tym kontekście naturalny, a jednocześnie sztucznawy. Sztuczność skojarzyła mi się z maślano-sztucznawą krówką. Może tanią, ale jednak zaskakująco krówkową krówką. Zachowała urok i słodziuteńkość, mimo że cynamon nieźle przypiekał. Korzenna ostrość dołączyła do cukrowego palenia w gardle. To wpisało się w motyw cynamonowo-cukrowej krówki. Z czasem, trafiając na większe skupiska sosu, doszukałam się w nim też nuty margarynowego toffi.

Ten mocno zmieszany z masą lodową, okazał się bardziej rozmyty gdy o krówkowość chodzi, ale nie gdy o cynamon. Uwypuklał jednak też słodycz. Podtrzymywał korzenne ciepło, i bardziej niż krówkowo-toffi, wydawał się ciasteczkowo-słodki i jeszcze bardziej harmonijny z masą lodową.

Masa lodowa kontynuowała zacukrzanie, ale przynajmniej sztuczność osłabiała. Była cukrowo słodka, bardzo śmietankowa, jednak także biszkoptowa. Nasilała drapanie w gardle, rozpoczęte przez wierzch. Najpierw myślałam, że tylko pobrzmiewa biszkoptem, a tak to miesza się z sosem, ale nie. Wyraźnie czuć w niej pełną, głęboką śmietankę (zacukrzoną do bólu) przesyconą nutą prosto z nabiału biszkoptowego (serków itp. - przypomniał mi się Bakuś, a raczej jego wyidealizowana wersja) i maślanym echem. Masa lodowa chwilami po dodatkach wydawała się nieco cukrowo-mdława, ale z kolei po niej... dodatki (czekolada, sos) wydawały się bardziej przejrzyste, bardziej karmelowo-cynamonowe smakowo.
Tam, gdzie masa prawie zupełnie zmieszała się z sosem, do biszkoptowo-śmietankowego splotu dołączał nieco szczypiący w język cynamon. Dało to efekt jasnego, lekko cynamonowego, a mocno cukrowego biszkoptu w formie lodów.

Czekolada po bazie lodowej smakowała jeszcze bardziej maślano-karmelowo, kajmakowo, a chwilami... jak tabliczka / polewa krówkowa. Polewa dobrej jakości. Nawet ta ze ścianek, która wprawdzie wydawała się bardziej słodko-plastikowa, ale tylko trochę. Wielkie kawały czekolady, gdy tak zalepiały usta, szarżowały cukrem tak, że aż gęstniała ślina. Niektóre (te najgrubsze) aż muliły słodyczą.
Z kolei sos niestety cały czas wracał do drobnej, (raczej słodkiej niż ostro-korzennej?) sztuczności. Baza nie pomogła, bo i jej zdarzyło się nią mignąć - zwłaszcza, gdy się przemieszały. Chociaż... ta sztuczność nikła w cukrze częściowo (albo to była "sztuczna słodycz"?), co jest szczęściem w nieszczęściu.
Gdy zaś sosu skumulowało się więcej, przypominał o cynamonowej krówce (nie najwyższych lotów, ale tanio przyjemnej).

Na końcu pożegnał mnie już nie sos, a czekolada-denko. Zacukrzyła zupełnie, aż zamuliła, choć zrobiła to tak... maślano-karmelowo-krówkowo... i tak słodko, że aż mdło. Wyzerowała natomiast sztuczność i smak cynamonu / ciasta.

Po zjedzeniu w ustach czułam cukier, a także jego palenie-drapanie w gardle. Słodycz mnie aż zamuliła. Sztuczność tak mocno nie dawała się we znaki - przykryła ją słodycz i cynamonowa pikanteria. Ostrość cynamonu mieszała się z nutką tanich ciastek karmelowo-korzennych i krówek, co... było dość ciekawe. Posmak może nie był przyjemny, ale zły też nie. Zresztą... aż trudno o nim myśleć pod tym kątem, bo było tak słodko, że nie umiałam skupić się na niczym innym, jak tylko zrobieniu czarnej herbaty, zanim zaczęłoby mi się od cukru we łbie kręcić.

Do całości mam mieszane uczucia. Na pewno pozytywnie zaskoczyła mnie baza - może i przesłodzona, ale przyjemnie biszkoptowa - i "czekolada". Niby polewowa... ale... krówkowo-ragusowa (tylko że właśnie obyło się bez mocnego motywu białej czekolady, co w tym wariancie uważam za plus - ona już by była przesadą). Cynamon również wyszedł przyjemnie. I to właśnie ogólny wydźwięk cynamonowej krówki mnie kupił. Wybaczam, że nie było to jednoznaczne obiecywane toffi, karmel. Krówka rządzi. Orzechom z wierzchu nie mam w sumie nic do zarzucenia - szkoda tylko, że ich tam tak mało. Ciasteczka za to były niefajne, ale na szczęście to tylko szczegół.
Piekliłam się na ich słodycz do Mamy, która podsumowała: "brzmią, jak lody oddające albo stylizowane na bułeczki cynamonowe, co tak mi smakowały" - i wtedy mnie tknęło. Dokładnie! To normalnie cinnamon roll w formie lodów!

To wbrew pozorom pozytywne zaskoczenie, jednak... dziwne, osobliwe. Cukier, jednak trochę tłustość i lekka sztuczność przeszkadzały mi, słodycz w ogóle aż męczyła, ale pomysł, wydźwięk i jednak smak (w większości) naprawdę zapewniły przyjemną degustację. To... przyjemność z przymrużeniem oka, okupiona drapaniem w gardle, ale jednak - jednorazowo ok. Te lody cierpią na podobną przypadłość, co Chocolate & Cookies. Gdyby zmniejszyć ilość cukru, te jednak miałyby 10 z palcem... ciasteczkiem w pudle. Od napisania recenzji raz do nich wróciłam i... utwierdziłam się, że to mimo umierania od cukrowości ciekawe, dobre lody. Na pewno warte spróbowania; nie wiem jednak, czy porwę się na tyle cukru jeszcze raz


ocena: 8/10
kupiłam: Żabka
cena: 16,99 zł (za 440 ml)
kaloryczność: 304 kcal / 100 g; 207 kcal / 100 ml
czy kupię znów: nie sądzę, ale nie wykluczam

Skład: odtworzone odtłuszczone mleko, śmietanka (17%), cukier, koncentrat odtłuszczonego mleka (proszek lub płyn), syrop glukozowo-fruktozowy, syrop glukozowy, tłuszcz kakaowy, masło, serwatka w proszku, cukier karmelizowany, mąka pszenna, emulgatory (E471, E476, E322), skrobia modyfikowana, stabilizatory (E410, E412, E407, E415), orzechy pekan, olej słonecznikowy, aromaty, sól, sproszkowany cynamon, syrop karmelowy, naturalne aromaty, barwnik (E150a), miazga kakaowa, białka mleka, regulator kwasowości (E270)

sobota, 4 grudnia 2021

lody Magnum Double Salted Caramel Tub

O tych lodach wspomniałam przy Magnum Double Chocolate & Strawberry Tub. Jako że pisałam, iż je oddałam Mamie pewnie może się wydać dziwnym, że jednak się pojawiają. Otóż niekoniecznie. Albo... no dobra, miały się nie pojawić. Mama jednak zjadła połowę (1/2 pudełka około 500ml to jej lodowa norma) i uznała, że chyba nie da rady się zmusić do drugiej połowy (przez karmel); odłożyła do zamrażarki, nie chcąc wyrzucić, a kibla żal (po jednych lodach nam się zbuntował i bałyśmy się, że się zapcha). Wynieść na śmietnik? Mama nie wyrzuca jedzenia, ale przejęła ode mnie, że nie chce "faszerować się rzeczami niesmacznymi i niezdrowymi". Westchnęłam więc i powiedziałam, że zobaczę je, co Mamę bardzo, bardzo ucieszyło. Pomyślałam, że może dla niej się przemęczę; tłumaczyłam sobie: skoro w podlinkowanych truskawkowych zły sos był głównie pod "czekoladowym wieczkiem", tu już go Mama zjadła, może zostały po prostu przesłodzone i nudne lody waniliowe z przesłodzoną czekoladą i odrobiną okropnego sosu? Prawie wersja Classic (co ciekawe, ta Mamie bardzo smakowała, jednak do tego konkretnego pudła zniechęciła się przez sos - więcej w podsumowaniu)? Wciąż, patrząc na składy i zestawiając je ze wspomnieniami, wierzyłam, że same bazy Magnumów Tub są lepsze od patykowców (przynajmniej tych, które parę lat temu pogorszyli i które zmieniły moje postrzeganie tych lodów na negatywne - patykowe zawierają margarynowy olej kokosowy, który bardzo mi przeszkadzał). Patykowce - zbita margaryna na patyku, a puszyste Tub...? Może więc była nadzieja dla dużego brata lodów na patyku Magnum Double Caramel? Wciąż trochę bałam się solonego karmelu, ale uznałam, że i tak pewnie wiele go nie uświadczę. Taak, boję się magnumowych sosów (nowy lęk do kolekcji).

Magnum Double Salted Caramel Tub to lody waniliowe z sosem o smaku słonego karmelu (11 %), solonymi kryształkami cukrowymi (1%) i  mleczną czekoladą (22 %) w formie polewy na wierzchu, "skorupki" i kawałków zatopionych w masie.
Pudło zawiera 440 ml / 310 g.

Uniosłwszy wieczko, sreberko, trafiłam głównie na mocno mleczny i słodki zapach w dużej mierze klasycznie magnumowy. Ocean mleka (aż śmietanki?) urozmaicały waniliowe fale-bałwany i intensywna, słodko-mleczna czekolada z nienagannie zaznaczonym kakao. Daleko w tle, już robiąc zdjęcia i nachylając się nad porcją, odnotowałam także sztucznie-tłuszczową karmelową nutę... jak karmelu-niekarmelu z popularnych batonów.

Forma jak zwykle: gruba na centymetr (akurat w tym przypadku wierzę Mamie na słowo) warstwa-wieczko na wierzchu, nieco plastikowawa, znacznie cieńsza na ściankach. Ta odchodziła aż z trudem, miękła jak ulepek - Mama w ogóle jej nie zauważyła: myślała, że to plastikowe opakowanie, haha. W lody zaś wtopiono kawały-giganty czekolady. Grube na centymetr i większość z nich wielkości łyżeczki (do herbaty?). Rozlokowane tak, że aż trudno nakładać. Czekolada trzaskała bardzo głośno, początkowo była twardo-chrupka, polewowa. Zaskoczyło mnie, że sporo sosu karmelowego przeplatało lody po całości. Owszem, ponoć (tak twierdzi Mama), pod wieczkiem było całe bajoro takiego samego sosu, ale właśnie nie pożałowali go także po bokach, i aby przepleść masę.
Kawałki karmelu (o nich za chwilę) na ogląd były nie do odnotowania, ale znalazły się i w sosie, i w masie.
Otóż w ustach czekolada oczywiście zachowywała się jak „lodowa czekolada niemal zupełnie przypominająca tabliczkową” - była tłusta, kremowa, gładka. Zalepiała paszczę zupełnie; ta na ściankach była zaś ulepkowata.
Masa lodowa okazała się tłustawo-kremowa, a jednocześnie lekka i puszysta, jak obłoczek. Jej gładkość jednak zaburzały rzężące drobinki-kryształki cukru (to karmel?). Było tego więcej przy sosie, więc nie wiem, czy to z niego uciekły, czy były też osobno w masie lodowej. Gdybym nie doczytała opisu, pomyślałabym, że to scukrzenie się albo nierozmieszany cukier. Zaburzyło to urok bazy. Niby rozpuszczały się wraz za otoczeniem, ale były i to wystarczyło, by irytować.
Karmel okazał się gęstawym, miękkim i gibkim sosem (z ciągnącą sugestią?). Był jednocześnie tłustawy, jak i wodnisty. W ustach znikał w średnim tempie, wykazując się odrzucającą śliskością, kojarząc się z nieco zżelowaną margaryną. Jak... rozwodniony marsowy karmel bez elementu lepienia się, a za to... z pojedynczymi chrupiącymi kryształkami (cukru i soli?). Był obleśny już na strukturę.

W smaku czekolada za każdym razem witała się wysoką słodyczą, wyraźnie mlecznym smakiem i cierpkością kakao. Jak na lody, to iście czekoladowa czekolada mleczna. Na wierzchu niczym surfer na wielkiej wali, królowała słodycz, prędko zasładzając, drapiąc w gardle już po pierwszych przełknięciach śliny, a co dopiero przy kolejnych kawałkach, wraz z jedzeniem. Znikając, czekolada wykazywała wyższą cierpkawość, nutkę kakao. Ta w sumie wydawała się podkreślona słodyczą i mlecznością otoczenia.

Bo właśnie to w mocno mlecznej i zacukrzonej bazie czekolada się znajdowała. Niczym zacukrzone do bólu spienione mleko zahaczało trochę o śmietankę i zasładzało konsekwentnie. Robiły to naturalną, szlachetną wanilią, której nie pożałowano. Zrównała się z cukrową mlecznością, a i dodatki jej nie zagłuszyły.
Niestety jednak, łatwo o to, by choć częściowo bazę zabarwił (też smakowo) karmel. Dodał jej margarynowego posmaku i jeszcze więcej słodyczy - może niewiele, ale wystarczyło, by zepsuć efekt. W dodatku słodycz podskakiwała przy rzężących kryształkach-drobinkach. 

Karmel-sos dodał do bazy nieprzyjemny posmak siebie, podniósł jej słodycz, acz podkreślił kakao w czekoladzie. Co z tego jednak, jak ogólnie od słodyczy wykręcało i tak? On jednak smakował nie tylko słodko, a słodko-margarynowo i sztucznie. Nie tylko zacukrzał do bólu, drapał w gardle, ale uderzał też sztucznie cukierkowym motywem. Słodkim przeraźliwie, ale nie cukrowo. Nakręciło to sztuczność tłuszczu (?), margaryny, obok której czuć także masło. Ułożyło się to w karmel z popularnych batonów, trochę marsowy, ale posolony. Na sól trafiałam dość często. Na spore jej ilości. Podkreśliła niesmaczność i dodała... (podkreśliła?) sztuczną nutę rybią. Marsowy karmel z nutą ryby? Dokładnie. Z silnym jej posmakiem.

Trudno go omijać, zwłaszcza, gdy lubi jeść się lody mocno topiące się (jak ja). W dodatku smakował tak parszywie, że groźba trafienia na niego (nigdy nie wiadomo, na co człowiek trafi łyżeczką) odbierała jakąkolwiek przyjemność z jedzenia.

Po zjedzeniu już małej ilości umierałam od słodyczy, ale nie to było najgorsze. Posmak sztucznej słodyczy, dziwny niesmak rozchodzący się od karmelu sprawiały, że nie miałam ochoty nabierać kolejnych łyżeczek. Odstręczający sos nadał całości niby zepsutego, sztucznego wydźwięku.

Całość wyszła potwornie. Nudna, ale zwyczajna baza była po prostu przesłodzona - jej nie czepiam się jakoś szczególnie. To "urozmaicacze" zepsuły sprawę i o to mam żal. Kryształki sugerowały scukrzenie. Ten cukier to jakaś pomyłka, bo tylko przeszkadzał i zabił potencjalną puszystość-chmurkowosć. Sos karmelowy to tragedia. Rozmieszczenie go, a więc skumulowanie na wierzchu zupełnie nieprzemyślane. To zaś, że go nie pożałowali także w masie to plus względem wersji truskawkowej, ale że ten "karmel" wyszedł właśnie tak sztucznie, obleśnie... To inna sprawa. Zniszczył nudną całość do tego stopnia, że wyszła niezjadliwie. Wystarczy dzióbnąć go odrobinę (i szybko niczym kura ziarnko), by wiedzieć, ze tego po prostu nie chce się mieć w ustach.
O ile w patykowcu to baza wyszła niewaniliowo, a margarynowo, tak waniliowo-puszystą bazę Tub zepsuły idiotyczne kryształki i karmel, który... no właśnie. Na patyku był oddzielony, dali jeszcze kakaową warstwę, na którą też narzekałam, ale... czekolada mleczna do takiego sosu to też już za dużo słodyczy... Dodatki zrobili beznadziejnie i tyle. Zepsuły wersję Classic, tak obstawiam. Co do tego, jak umiejętnie posolony to karmel - tu mam mieszane uczucia. Nie był ani specjalnie mocno, ani za słabo słony. Był słony (dobrze, bo miał być), ale to podkreśliło paskudne nuty... Tylko obstawiam, że byłoby czuć je także bez soli.
Zrobienie TAK tego smaku to złośliwość producenta - potencjalnie smaczny wariant zepsuł zupełnie. Nie wiem, jak to ocenić w stosunku do patykowca... Śmieszna sprawa w kwestii baz: patykowca jest po prostu zła, a Tub jest jakby dobra, ale zepsuta dodatkiem, więc w konsekwencji też zła.
Przez obleśny karmel i dziwną strukturę, nałożonej sobie porcji nie dałam rady zjeść. Znaczy... nie chciałam, bo mnie obrzydzała.
Mogłabym pewnie zjechać sam karmel i "chrupiące kryształki", ale nie mam zamiaru oceniać samej czekolady i bazy, skoro jest wersja Classic Tub - pewnie dobra (acz pewnie za słodka) w tym, czym jest. Smak oceniam całościowo jako lody "Solony karmel" - mój drogi producencie, tak to się bawić nie będziemy... wypuszczasz dany smak do sklepów, to rób go tak, by był zjadliwy.
Jako ciekawostkę dodam, że nawet widoczna na zdjęciu szklana miseczka nie przetrwała starcia z nimi, bo wieczorem przy zmywaniu pękła na dwie części.


ocena: 2/10
kupiłam: Kaufland
cena: 11,49 zł (promocja; za 440 ml)
kaloryczność: 322 kcal / 100 g; 225 kcal / 100 ml
czy kupię znów: nie

Skład: odtworzone odtłuszczone mleko, cukier, śmietanka (16%), koncentrat odtłuszczonego mleka (proszek lub płyn), syrop glukozowo-fruktozowy, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, syrop glukozowy, pełne mleko w proszku, tłuszcz mleczny, odtłuszczone mleko w proszku, olej kokosowy, syrop cukru karmelizowanego, emulgatory (E471, lecytyny sojowe, E476), sól, stabilizatory (E410, E412, E407), aromaty (w tym mleko), skrobia, kawałki wanilii, barwnik E160b

poniedziałek, 1 listopada 2021

lody Magnum Double Chocolate & Strawberry Tub

Nie lubię owocowych lodów, a lody z owocowymi sosami zupełnie do mnie nie przemawiają. Niemniej, HD Strawberry Cheesecake swego czasu były jednymi z moich ulubionych. Dzisiaj prezentowane zaciekawiły mnie tylko "z braku laku" przez niemożność zdobycia Magnumów Double Dark Chocolate & Raspberry, które to widywałam w wysokich cenach, a jak w końcu uznałam, że mimo to kupię... zniknęły. Wtedy pomyślałam, że z chęcią zjem waniliowe Magnumy właśnie z truskawkowym sosem. Wanilia i truskawka nagle zaczęły wydawać mi się bardzo atrakcyjnym połączeniem, zwłaszcza z mleczną czekoladą, bo wiedziałam, że wariant klasyczny (mleczna + waniliowa baza) będzie mi za nudny. A po zakupie przeżyłam szok... Otóż dzisiaj przedstawiane to nie lody waniliowe, a śmietankowe... I wszystko legło w gruzach. Za takimi nie przepadam. A mimo to zjeść postanowiłam, jako że od Mamy usłyszałam, że śmietankowe są jeszcze bardziej uroczo puszyste od waniliowych (a te znałam z wariantu Almond).

Magnum Double Chocolate & Strawberry Tub to lody śmietankowe z truskawkowym sosem (12%) oraz (25 %) mleczną czekoladą w formie polewy na wierzchu, "skorupki" i kawałków zatopionych w masie.
Pudło zawiera 440 ml / 310 g.

Gdy zrywałam sreberko, uderzył mnie chemiczny zapach słodkiej, słodziuteńkiej truskawki-truskaweczki prosto z żelo-dżemu, podszytej soczystą naturalnością i przerysowanym niby-kwaskiem. Dopiero za nią poczułam delikatny zapach mlecznej czekolady, który nasilił się z czasem, w zasadzie już przy przebijaniu się przez czekoladę na wierzchu. Wtedy to wzrosła mleczność, poczułam słodką śmietankę i jeszcze więcej słodziutkiej truskaweczki. Przejawiała kwaskawą soczystość, a jednak i tak wyszła wręcz uroczo jak przesłodzony, sztuczny sos-dżem ze słodyczy dla dzieci... a że mieszała się z mlekiem, to z czasem (jak zjadłam skumulowany na wierzchu sos, a reszta przemieszała się nieco z bazą) z mlekiem truskawkowym. 

Lody, gdy chodzi o strukturę, były chyba jak i inne Magnum Double (jadłam Chocolate Deluxe). Warstwa czekolady na wierzchu to gruba na około centymetr, trzaskająca czekolada, zaś ta przy ściankach przypominała bardziej mięknąco-ulepkowaty, tylko momentami trzaskający czekoladowy twór polewowy. W masę lodową wtopiono mnóstwo kawałów gigantów czekolady, jak i kawałków czekolady łamanej. Pod czekoladowym wierzchem skumulowało się dużo straszliwie lepkiego, jedynie początkowo po otwarciu gęstawego sosu. Przeplatał on także masę lodową po całości. Prędko po otwarciu sos wyglądający jak krem zmieniał się w płynny, lejący sos klejąco-lepki jak miód. W ogóle miód pod względem struktury trochę przypominał; łatwo mieszał się z masą lodową. W zasadzie dodali go głównie na wierzchu, bo w masie lodowej znalazłam jedynie odrobinkę smug-pasków-kapelek. W ilości takiej, że gdy mocniej się przemieszały z lodami, da się je przeoczyć. Przeplatały się aż do dołu, gdzie znajdowała się centymetrowa warstwa czekolady. Też trzaskała, acz trochę bardziej niż ta na wierzchu miękła (przez zawilgocenie?).
Sama masa lodowa zaś okazała się kremowo gęsta, a jednocześnie puszyście śmietankowa. Była tłusta w mleczno-śmietankowy sposób i chwilami kojarzyła się z chmurkową bitą śmietanką.
Jeść było to dość ciężko przez rozmieszczenie sosu głównie na wierzchu, grube i kolosalne kawały trochę ciężko dzielić czy wydobywać / podważać, ale wszystko przynajmniej w ustach rozpływało się błogo. Powoli, ale chętnie.
Otóż czekolada zmieniała się w tłusty, lekko proszkowy krem, zalepiający usta jak dobrej jakości czekolada mleczna tabliczkowa. Sos lepił się, trochę rozrzedzał masę, ale nie mam do nich większych zarzutów. Sama masa zaś zachwycała tym, że mimo gęstej kremowości, nie wyszła zbyt ciężko. Rozpływała się przyjemnie, w umiarkowanym tempie i właśnie śmietankowo.  

W smaku czekolada zarówno na wierzchu, jak i w masie czy na dole smakowała intensywnie pełnym, niemal śmietankowym mlekiem. Jej cukrowa słodycz przejawiała odrobinkę waniliowego charakteru, dzięki czemu wyszła urokliwie.
Czekolada na ściankach wydała mi się nieco bardziej plastikowa.

Sos truskawkowy uderzał cukrem, ale i wyrazistą truskawką. Była to truskawka soczysta, ale głównie sztuczna. Żelo-dżemik o niemal cukierkowym charakterze, zdecydowanie przesłodzony i uroczy (aż w tym irytujący) mieszał się z delikatnie naturalną nutą truskawki. Ta odpowiadała za soczystość i wygładzała sztuczność. Trochę pomógł w tym też kwasek, bo mimo że również przerysowany, to jakoś odciągał uwagę od chemii. Jednocześnie... nie mogę powiedzieć, by sos był kwaśny. Domniemanie kwasku czułam, ale w moim odczuciu był cukrowo słodko-słodki. Słodycz wraz z kolejnymi zagarnięciami rosła i z czasem, gdy tak mieszała się ze słodką czekoladą i lodami, wydała się zdecydowanie przesadzona, a do tego uroczo konfiturowa. W zestawieniu z czekoladą sos wyraźniej migał kwaskiem, zaś w partiach, gdzie bardziej przemieszał się z lodami, jawił się jako echo mleka truskawkowego i już jego sztuczność zupełnie się kryła. Na wierzchu było go więc za dużo i wtedy świetnie czuć wadę - chemiczność i przerysowanie, a w masie lodowej tak mało (za mało), że prawie go nie czuć.

Po tym czekolada wychodziła jakoś jeszcze wyraziściej. Pełnopełnomlecznie, a mimo że cukrowo, to nawet leciutko kakaowo. Spływając do gardła jednak i tak drapała w nim.

Baza z dokładała mleczną nieskończoność. Przecukrzona bita śmietanka w formie lodów – to właśnie to! Wzmacniała mleczność czekolady, uprzyjemniała jej słodycz, łagodząc ją, a bardziej mieszając się z sosem, osłabiała sztuczność. Chwilami masa robiła aluzję do mleka o nutce truskawki. Oczywiście bardzo słodkiego mleka.

Gdy na koniec zostało mi czekoladowe dno, słodycz czekolady przyprawiła mnie aż o przyspieszenie serca i zdecydowanie za mocno zadrapała w gardle. 

Po zjedzeniu czułam przesłodzenie i przetłuszczenie wywołane mleczną czekoladą, ale też przerysowany sztuczny motyw truskawki-truskaweczki słodziaśnej i cukierkowej, jednak... najpierw jeszcze nie aż tak odpychający, bo wkomponowany w przyjemną fuzję śmietanki i mlecznej czekolady. Oprócz tego ostał się przerysowany kwaskawy posmak, jakby niezależnie od truskawki-truskawki. Po dłuższym czasie chemiczna truskawkowość dalej mi doskwierała, a że inne elementy już zaniknęły, było to potwornie irytujące i nieprzyjemne.

Całość wyszła nudno, niezgranie mimo że teoretycznie pewne elementy się podkreślały. Była do bólu przesłodzona, jednak mleczność czekolady i śmietankowość bazy na plus. Tu aż się prosi o dobry sos. Bazę też przesłodzono, ale do charakterniejszych dodatków mogłaby być. Sęk w tym, że i czekolada była za słodka, mimo że dobra, pełnomleczna. A sos... no właśnie. Tam, gdzie go dobrze czuć, wyszedł kiepsko, bo sztucznie, a tam gdzie go prawie nie czuć... śmietankowa baza i mleczna czekolada wyszły nudno i słodko. Aż się prosi o porządnie truskawkowy sos. Wydaje mi się, że nawet ten... gdyby na wierzchu nie było go tak dużo, a umiejętnie przepleść nim lody, nawet ta sztucznosć by uszła (bo nie była wyjątkowo napastliwa, okrutna czy coś). Ten oparł się na cukrze i sztucznej truskawce niestety i... choć wyszedł zaskakująco w tym nieźle, to jednak nie mam za co go chwalić. Osobiście, by nie nudzić się mleczną czekoladą i śmietanką, wolałabym chociaż waniliową bazę.
To chyba najgorsze, nieprzemyślane Magnumy z tych kubłowych, jakie jadłam. A szkoda, bo potencjał jest. Kojarzyły mi się... z wyidealizowaną, lepszą wersją czekolady mlecznej truskawkowej od Wedla w formie lodów.

PS I tak mnie zmęczyły, że mimo iż miałam jeszcze kupione Double Caramel Tub, przypomniawszy sobie wersję patykową, nawet nie otwierając oddałam Mamie.


ocena: 6/10
kupiłam: Kaufland
cena: 15,99 zł (za 440 ml; promocja?)
kaloryczność: 293 kcal / 100 g; 208 kcal / 100 ml
czy kupię znów: nie

Skład: odtworzone odtłuszczone mleko, śmietanka 16%, cukier, koncentrat odtłuszczonego mleka (proszek lub płyn), tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, syrop glukozowy, syrop glukozowo-fruktozowy, przecier truskawkowy 3,5%, fruktoza, pełne mleko w proszku, tłuszcz mleczny, zagęszczony sok truskawkowy 1%, emulgatory: E471, lecytyny sojowe, E476; stabilizatory: E410, guma guar E412, E440, E407; skrobia modyfikowana, zagęszczony sok z marchwi, regulatory kwasowości: E330, E331; zagęszczony sok cytrynowy, aromaty, sól

niedziela, 6 czerwca 2021

lody Magnum Almond Tub

Orzechy laskowe z Magnum Praline Chocolate & Hazelnut Tub i migdały z dzisiaj opisywanych miały mi posłużyć jako takie... sprawne, gładkie przejście do posiadanych już "jaśniejszych" smaków. Sporo jednak się wahałam, czy się na nie w ogóle porywać. Otóż gdy jeszcze lubiłam lody na patykach, Magnum z migdałami przegrywało u mnie z klasycznym. Po Kaufland Bio Bourbon-Vanilleeiscreme z kolei jakoś zachciało mi się dobrych lodów waniliowych, ale zaś Magnum Double Chocolate Deluxe Tub, a właściwie mleczna czekolada z nich, sugerowały mi, że waniliowe lody z mleczną czekoladą mogą mnie po prostu nudzić. A nie chciałam męczyć całego pudła nudy (Mama nie lubi migdałów / orzechów w lodach). Uznałam więc, że migdały powinny mi ucztę nieco urozmaicić i mogły przełamać słodycz. Niestety dopiero znacznie później wróciłam do swojej recenzji Magnum Almond na patyku, gdzie przeczytałam, dlaczego smakowała mi mniej niż klasyczna. Waniliowość samego loda była niższa... i już zaczęłam się bać pudła.

Magnum Almond Tub to lody waniliowe z 28 % mleczną czekoladą (w formie polewy z wtopionymi migdałami, skorupki, dna i kawałków w masie) i 5% migdałami (jako słupki w polewie z czekolady na wierzchu oraz jako kawałki w masie lodowej).
Pudło zawiera 440 ml / 297 g.

Po otwarciu poczułam intensywny, zasładzający zapach mocno mlecznej czekolady z zaznaczoną paloną goryczką kakao. Mieszał się z migdałami, a po zruszeniu wierzchu i w trakcie jedzenia także z wanilią, co po dłuższym czasie wydało mi się aż trochę mdlące. Na szczęście nieustannie w trakcie jedzenia czułam też uroczą i intensywną mleczność bazy oraz migdały, co ratowało przesłodzenie.

Forma ta sama, co w innych pudełkowych Magnum. Tu jednak już w warstwę mlecznej czekolady na wierzchu grubości około centymetra wtopiono duże (niektóre aż podejrzanie wielkie) słupki migdałów.
Ścianki pudła pokrywała cienka warstwa czekolady mlecznej. Po naciskaniu pudełka miejscami łamała się i odstawała, a miejscami zostawała przylepiona (i wraz z topieniem się lodów miękła). Dało się ją zeskrobać - wtedy rolowała się i wydawała się ulepkowata.
Tylko początkowo była bardzo twarda, potem łamała się miło z trzaskiem, a w ustach rozpływała powoli i kremowo-tłusto. Zalepiała jak porządnie mleczna, gęsta tabliczkowa. W masę lodową wtopiono ogrom gigantycznych kawałów czekolady. Trzaskała, by następnie rozpłynąć się na tłusty budyń. Znów jak czekolada z lodami, nie odwrotnie. Pośród kawałków czekolady plątało się mnóstwo  kawałków i drobinek (może nawet drobineczek) migdałów. Były delikatne i miękkawo-pochrupujące, wydawały się świeże; jedynie niektóre ewentualnie minimalnie podprażone. Trochę zawilgocone, ale jeszcze nie na poziomie, na który bym narzekała. Narzekać mogę jednak na to, jak bardzo je posiekano - przez to wydaje się, że jest ich strasznie mnóstwo i zaburzały mi to, jak kremowo rozpływała się reszta.
Przekopawszy się przez wszystko trafiłam na warstwę-"denko" czekolady.
Masę lodową tradycyjnie cechowała gęsta kremowość i tłustość mleka. Skojarzyła mi się ze spienionym, łącząc to z kremowością, co dało błogo-puszysty efekt. Lody były pozytywnie miękkie, choć topiły się raczej powoli (ale szybciej od czekoladowych z np. Intense 70 %) i chętnie.
Mimo to, całość odebrałam jako dość tłustą i ciężkawą. Stała za tym głównie czekolada, ale i trochę lody.

W smaku czekolada każdorazowo witała się cierpkością kakao, po czym szybko zasładzała. Ogrom cukru krył odrobinkę wanilii, co mieszało się z pełną, intensywną mlecznością. O kakao zawalczyła migdałowo-orzechowa mgiełka.
Nie wiem, czy to od dodatków nasiąkła - kawałki czekolady z masy wydawały się bardziej słodko-mleczne po prostu.
Migdały z wierzchniej warstwy wydały mi się wyrazistsze, jakby bardziej podprażone, co je podkreśliło.

Baza sama w sobie odznaczała się wysoką słodyczą o wyraźnie i naturalnie waniliowym smaku. Mimo to wraz z jedzeniem wydała mi się za słodka. Nie pomogła zacna, głęboka mleczność.
Miałam wrażenie, że zalatywała trochę spienionym mlekiem, co świetnie łączyło się z mlecznością czekolady. Mleko, chwilami udające śmietankę, zapewniło harmonię, jednak... Czekolada niestety także drastycznie to zasładzała.

Po tym, jak jej kawałki dorzucały goryczkę kakao, mleczna czekolada zaczynała drapać w gardle cukrem i wanilią. Chwilami wyszła męcząco-mdląco, zwłaszcza gdy do ust wzięłam wyjątkowo wielki kawałek. W takich sytuacjach raz i drugi doszukałam się trochę plastikowej naleciałości.  Potem baza lodowa też wydawała się już bardzo słodka, ale na szczęście nie mdła. Wciąż trzymała się waniliowej drogi, jednak i w niej zarejestrowałam słodko-sztucznawe echo.

Migdały przełamywały przesłodzenie, łagodząc to wszystko. Odciągały trochę uwagę od wanilii, ale nie od czekolady czy mleka. Je czuć wyraźnie jako świeżawe, naturalnie delikatne sztuki, które w sumie zachowały swój smak. Czuć go zwłaszcza, gdy zebrało się w ustach kilka kawałków, bo niektóre były tak małe, że szło je przeoczyć. Im mniejsze kawałki, tym oczywiście ich smak był słabszy. Za sprawą migdałów baza wydawała się głównie uroczo-słodko przesłodzona, a dopiero na drugim miejscu waniliowa.

Żałuję, że to czekolada była na zakończenie jako te denko, bo przez nią po zjedzeniu zostałam z silnym przecukrzeniem, a dopiero potem posmakiem migdałów i samej czekoladowości mlekiem zmieszanej z bazą lodową.

Lody uważam za smaczne, ale przesłodzone do bólu. Waniliowa baza nadała trochę szlachetności temu przesłodzeniu, ale i tak było za dużo cukru. Tym bardziej, że jednak znalazły się elementy wanilię spychające (baza wyszła mlecznie-waniliowo). Czekolada mleczna nabrała charakteru dzięki migdałom, a one jak na migdały w lodach wyszły bardzo dobrze. Mimo że osobiście uważam Almond Tub za nudniejsze od np. Magnum Chocolate & Cookies Tub czy Praline Chocolate & Hazelnut Tub, to wcale nie za gorzej zrobione. Wręcz przeciwnie. Tak obiektywnie patrząc, mleczna czekolada, waniliowa i mocno mleczna baza reprezentowały świetną harmonię, a takie właśnie delikatne migdały to również dobre posunięcie. Przesłodzenie i tłustość również są bardziej uzasadnione, pasujące w mlecznych, jasnych (nie np. kakaowych) wariantach. Po prostu... wariant trochę nie mój, nudził mnie (a za to nie mogę odjąć punktów).


ocena: 8/10
kupiłam: Kaufland
cena: 11,49 zł (promocja; za 440 ml)
kaloryczność: 349 kcal / 100 g; 234 kcal / 100 ml
czy kupię znów: nie

Skład: odtworzone odtłuszczone mleko, cukier, śmietanka 15%, tłuszcz kakaowy, syrop glukozowo-fruktozowy, koncentrat odtłuszczonego mleka (proszek lub płyn), migdały, odtłuszczone mleko w proszku, tłuszcz mleczny,  miazga kakaowa, syrop glukozowy, emulgatory (E471, E442, E476), stabilizatory (E410, E412, E407), kawałki wanilii, aromaty (w tym mleko), syrop cukru karmelizowanego, barwnik (E106a)

PS Mama jadła pudełkowe Classic i zakochała się w samej "pysznej, rzeczywiście puszystej bazie waniliowej", a choć czekolada jej smakowała, to miała problem tego typu: "przy jej (bazy) słodyczy czekolada wydawała się za gorzka, z kolei gdy jadłam dłuższy czas samą czekoladę, i to takie duże kawałki, to nie była taka gorzka, a bardzo słodka.". Mamie z początku za dużo było czekolady - ona woli, by to lody w lodach były podstawą, ale gdy skończyła pudełko uznała, że ilość jednak była "na granicy" (w drugiej połowie pudła trafiło się jej już mniej kawałków). Z kolei ja... nie mam nic przeciwko, że to bardziej czekolada z lodami niż odwrotnie - wciągnęłam się w konwencję, mimo wad czekolad.

wtorek, 4 maja 2021

lody Magnum Praline Chocolate & Hazelnut Tub

Początkowo ten smak Magnumów mnie nie interesował, bo założyłam, że skoro w Double Chocolate Tub znudziła mnie mleczna czekolada, a orzechy w lodach często wychodzą kiepsko, to nie ma sensu się na nie porywać. Pamiętałam, jak obrzydliwie w lodach potrafi wyjść połączenie czekolady i laskowców po sosie z lidlowych Alpen Fest Pretzel. Jednak... przestałam je widywać w sklepach. Czyżby zniknęły?! I nagle ich zapragnęłam. O tak, niedostępne kusi. I nagle znalazłam ostatnie pudełka w atrakcyjnej cenie. Ach, człowiek jest taki słaby w obliczu takiego... zdarzenia. I natchnęło mnie, że posłuży mi jako zgrabne przejście do lodów z migdałami.

Magnum Praliné Chocolate & Hazelnut Tub to lody o smaku czekoladowo-orzechowym z 26 % mleczną czekoladą (w formie polewy z wtopionymi orzechami, skorupki, dna i kawałków w masie) i 5% kawałkami karmelizowanych orzechów laskowych (w polewie z czekolady na wierzchu) oraz kawałkami w masie lodowej.
Pudło zawiera 440 ml / 297 g.

Po otwarciu poczułam zapach orzechów laskowych i czekolady mlecznej z wyraźnie zaznaczonym kakao. Było to słodkie, odrobinkę truflowe. Po zruszeniu czekolady nasilił się splot orzechów i kakao, co skojarzyło mi się z Ferrero Rocher (wyidealizowanym; bardziej jako motyw); czasami nieco łagodniało podkradając się pod krem typu Nutella. Laskowce w pewnym momencie wydawały się aż napastliwie przerysowane, niemniej cały czas przyjemne i sztuczne tylko trochę. Czekoladowo-orzechowy splot wyszedł zaskakująco intensywnie.

Forma i konsystencja lodów przypominała inne z pudełkowych Magnum. Warstwa mlecznej czekolady na wierzchu była gruba na około centymetr. Wtopiono w nią spore kawałki karmelizowanych orzechów laskowych, które o dziwo wyszły zaskakująco dobrze. Udawały w miarę świeże orzechy w odrobinie karmelu, który rozpuszczał się wraz z resztą, przez co łatwo go przeoczyć. Żadnego efektu cukrowej skorupki na szczęście nie doświadczyłam. Ścianki pudła pokrywała cienka warstwa czekolady mlecznej. Po ściśnięciu pudełka, trochę łamała się i odstawała, a częściowo zostawała przylepiona (i wraz z topieniem się lodów ulepkowo miękła, trzymając się pudełka). Mimo że początkowo czekolada była bardzo twarda, potem jakoś lepiej się łamała, ta ze ścianek chwilami wydawała się bardziej polewowa, ale też ok. W masę lodową wtopiono mnóstwo gigantycznych kawałów czekolady. Głośno trzaskała, po czym tłusto-kremowo rozpływała się w ustach, zmieniając się w gęsty i zalepiający budyń. Miałam wrażenie, że to czekolada z lodami, nie odwrotnie, jednak w tym wariancie wydawało się, iż kawałków jest mniej niż w np. Chocolate Intense 70%.
Między kawałami czekolady plątały się drobne (wielkości małego paznokcia?) kawałki orzechów laskowych pozbawionych skórek. Okazały się miękkawo-pochrupujące, całkiem w porządku. Wydawały się świeże, w czym pomogło to, że nie pokrywał ich karmel. Trudno zagarnąć choćby łyżeczkę bez nich. Chwilami wydawało im się, że aż z ich ilością przesadzono (wolałabym, by po prostu dodano większe kawałki, zachowując %).
Na dnie zaś znów czekała mnie gruba warstwa-denko czekolady.
Meritum to oczywiście lody – gęste i kremowe, a jednocześnie puszyste niczym spienione mleko. Były tłuste w mleczny sposób, wcale nie za mocno. Topiły się powoli i przyjemnie, a ja doszukałam się w nich elementu zagęszczenia, w którym było coś z topiącej się czekolady i kremu orzechowego - ich połączenia z drobnym, proszkowym efektem.

W smaku sama czekolada przywitała się zaskakująco wyraźnym, gorzkawym kakao. Po chwili okazało się, że mimo jego nutki, to przesłodzona, głęboko mleczna magnumowa klasyka, a więc smakująca autentycznie mleczną czekoladą czekolada, ale... Wzbogacona o mocny motyw orzechów laskowych. Nie wiem, czy przesiąkła orzechami, czy ta była z miazgą z nich, ale i tak wyszło to zacnie i uprzyjemniło słodycz. Chwilami, przy większym kęsie, wydawała się naaromatyzowana sztucznie.
Ta przy ściankach wydała mi się minimalnie bardziej polewowa, a niektóre kawałki w masie -  czysto mlecznoczekoladowe z nutką kakao, a pominięciem orzechowej. Były słodkie, że aż czasem przytykające.
W warstwę na wierzchu wtopiono całe mnóstwo laskowców. Przy nich pojawiała się palono-karmelowa nuta, podwyższająca słodycz, ale za chwilę znikająca na rzecz jeszcze wyrazistszego smaku orzechów. Zdecydowanie kierowały uwagę na naturalny smak orzechowy. Orzechy laskowe zaskoczyły mnie swoim wyrazistym, świeżo-gorzkawym smakiem. Uwypuklił kakao. Okazało się, ze jedynie nieliczne były karmelizowane.

Masa lodowa sama w sobie przedstawiła się jako czekoladowo-orzechowy krem, przy czym nie zabrakło smaku mleka. Było wyczuwalne zarówno jako baza, kojarzyło się nieco ze spienionym mlekiem, ale... też tak, że smakowała konkretnie mleczną czekoladą. Kakao również czuć, ale nie gorzkość. Ono mieszało się z laskowoorzechową nutą, która z czasem wydała się wiodąca. Graniczyła między naturalną, a lekko sztuczną, ale niewątpliwie wyszła przyjemnie. Nie nazwałabym jej nugatową, o wiele bardziej kojarzyła się z wyidealizowanym Ferrero Rocher. Nakręcały to kawałki orzechów, wnoszące bardzo wiele, przekierowując orzechy na naturalny tor. Smakowały w miarę świeżo, niektóre odrobinę gorzkawo (pojedyncze sztuki bardziej gorzko), czym przełamywały resztę. Słodycz lodów stała na wysokim poziomie, ale w zestawieniu z kawałami czekolady, wydała mi się nieco niższa. W odniesieniu do czekoladowej bazy Magnumów, ta czekoladowo-orzechowa baza była już za słodka.

Kawałki czekolady w lodach rozpływając zasładzały, aż zamulały. Każdorazowo na początku uchwytywałam kakao, po czym uderzało tsunami mleka i cukru, niemiłosiernie drapiąc w gardle. Pojawiała się także orzechowa nuta, po której znów bardziej zwracałam uwagę na zaznaczone kakao. Chwilami przesłodzeniem przysłaniały nawet smak laskowców, ale ten potem (gdy przejadłam więcej lodów, nie czekolady), wracał z nową energią i charakterem.

Na koniec zostało czekoladowe denko, a więc kolejna dawka cukru, od którego aż mdliło, ale tonowanego nieco mlekiem i nutką kakao.

Po zjedzeniu został posmak orzechowy - trochę sztucznie metaliczny i naturalny jednocześnie - oraz cukrowej, bardzo mlecznej czekolady, a więc zasłodzenie totalne. Czułam także motyw kojarzący się z orzechowo-czekoladowym kremem i Ferrero Rocher.

Całość wyszła smacznie, ciekawie, ale zabójczo cukrowo. Wyrazisty smak orzechów i czekolady z zaznaczonym kakao okazał się zaskakująco intensywny, sztucznie przerysowany, ale w granicach normy i przyjemności. Orzechy, mimo że drobne, wyszły całkiem w porządku, dość świeżo. Czekolada to cudownie czekoladowa czekolada jak na lody, ale zdecydowanie za słodka i tłusta. Dla niektórych wadą może okazać się jej ilość (orzechów w sumie też), bo to aż czekolada z lodami, nie odwrotnie, a więc tak lekko nie było. Co innego, że już same lody cudownie puszystą, lekką i zarazem właśnie kremowa konsystencję miały. Mimo ogólnego zacukrzenia, było to też poprzełamywane i zacnie kojarzyło się z powszechnie lubianymi słodkościami reprezentującymi duet laskowców i czekolady z nutą kakao.
Moim największym problemem związanym z tymi lodami jest słodycz. Dosłownie aż chwilami trudno przez nią jeść. Oprócz niej jednak lody spełniają wszystkie kryteria, by zachwycać. Gdyby nie ta sztuczność (mimo wszystko nie odpychająca, a pobrzmiewająca), mogłyby w ogóle mnie oczarować. Uważam je za bardziej udane od Cookies and White, bo w tamtych czułam niedosyt tytułowych tytułowych; tu o niedosycie orzechów nie ma mowy.
Mimo wszystko wiem, że za nic do nich nie wrócę - właśnie przez cukrowość. To dobre lody, ale jednorazowo.


ocena: 8/10
kupiłam: Kaufland
cena: 8 zł (promocja; za 440 ml)
kaloryczność: 348 kcal / 100 g; 233 kcal / 100 ml
czy kupię znów: nie

Skład: odtworzone mleko odtłuszczone, cukier, śmietanka 17%, tłuszcz kakaowy, zagęszczone mleko odtłuszczone, miazga kakaowa, syrop glukozowo-fruktozowy, orzechy laskowe 3%, pełne mleko w proszku, miazga z orzechów laskowych 2%, tłuszcz mleczny, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, emulgatory (E471, lecytyna sojowa, E442, E476), stabilizatory (E410, E412, E407), aromaty, syrop glukozowy, syrop cukru karmelizowanego

piątek, 23 kwietnia 2021

lody Magnum Chocolate & Cookies Tub

Z białymi czekoladami... mam problem. Dobrą docenić umiem, nawet zachwycić się nią, ale... ten zachwyt nigdy nie trwa długo. Jakoś szybko mnie ich słodycz nudzi. Z ciemnymi potrafię natomiast spędzać godziny. Niestety jednak trudno o dobrą ciemną czekoladę w lodach. Taka jak w Magnum Intense 70 % była dobra, ale mdląca. Z kolei kamienne HD Dark Chocolate 70 % Cocoa & Almonds przerażały konsystencją. Jest to więc miłość trudna.
Lody doskonałe, jakie jadałam za młodu, to włoskie słodzone wanilią. W Suwałkach był taki malutki punkt, w którym robili je idealnie, a ja i Mama byłyśmy stałymi klientami. Czasem dla urozmaicenia brałam wersję zanurzoną w białej czekoladzie, która była obłędna. Z lodami także słodycz w końcu aż tak nie przeraża. Białe Magnumy lubiłam kiedyś, ale że po zepsuciu się Magnumów ogólnie je znielubiłam, a ja przerzuciłam się tylko na pudełkowe... Skończyła się moja miłość do lodów z białą czekoladą - do dziś wzdrygam się na myśl o Grycan Biała czekolada. Z całą pewnością jednak, od lat niezmiennie lubię "białe lody" (czy waniliowe, czy śmietankowe) z kakaowymi ciasteczkami / ciastem. Ogólnie wizualnie kocham wariant cookies and cream. Latem 2020 polubiłam pudełkowe Magnum, więc skusiłam się także na tak jakby ten ich wariant. Trafiła też do mnie całkiem niezła Choceur Weisse Cookies, co sprawiło, że już w ogóle zacierałam ręce i kapała mi ślinka. Uwielbiam takie serie-zestawienia! Ostatnio... samej mi się jakoś układają, co cieszy jeszcze bardziej. Taki fajny przypadek.

Magnum Chocolate & Cookies Tub to śmietankowe lody z 7 % sosem kakaowo-ciasteczkowym i 22 % białą czekoladą (w formie otoczki-skorupki, polewy na wierzchu i kawałków) z wtopionymi w czekoladę na wierzchu ciasteczkami kakaowymi (0,7%).
Pudło zawiera 440 ml / 310 g.

Po otwarciu pudełka poczułam mocno mleczny i wręcz cukrowy zapach białej czekolady z trochę białopolewowymi skłonnościami. Była dość ciężkawa, maślana. Gdy jednak połamałam wierzch, przekopałam się nieco przez całość i już w ogóle gdy jadłam, nabrało to lekkości, o wiele bardziej śmietankowo-mlecznej. Odnotowałam także nutę ciasteczek. Słodycz nieco się opamiętała, hamowana przez ich goryczkowatą nutę kakao.

Warstwa czekolady białej na wierzchu była gruba – miejscami na dobry centymetr, a więc początkowo twarda i trudna do przebicia się przez nią. Wtopiono w nią kawałki kakaowych ciastek (brązowych). Łamana / rozwalana trzaskała. Łatwiej poszło z cieńszą "skorupką" ze ścianek. Pudełko zrobiono tak, by je pościskać i tym samym ją połamać, ale średnio to wyszło. Miejscami się połamała i nieźle odstawała, a miejscami miękła wraz z topiącymi się lodami i bardziej przylepiła się do ścianek (podobnie było z wariantem mleczną czekoladą). To najcieńsza część czekolady.
Kawałki czekolady w masie były ogromne i grube, choć średniej wielkości też sporo się znalazło. Wszystkie w ilości naprawdę szczodrej – było ich mnóstwo. Lody wydawały się nią najeżone, że aż można by się kłócić, czy to nie  czekolada z lodami.
Nie dodano jej tak dużo jednak jak ciemnej czy mlecznej, bo obok czekolady wystąpiły też zbitki zmielonych ciastek i ciastka z "sosu" (czarnych). Zwarto-konkretne, a jednak rozpływające się wraz z lodami (po dłuższym czasie) i w ustach.
Przypominały zawilgocone biszkopty albo zbite ciasto, częściowo wtapiające się w soso-masę.
Czekolada tylko chwilowo była twarda, przy robieniu kęsa, a w ustach miękła dość szybko. Zalepiała, stając się gęstym i wręcz maziście-śliskim, lepkawym kremem. Znikała dość szybko, odrobinę przytykając gardło i zatłuszczając usta. Ciasteczka w niej rozpływały się wraz z nią, ale potrafiły porządnie, zaskakująco świeżo chrupnąć (gdy zahaczyłam o nie, odgryzając lub próbując wygryźć); trochę jak takie ciastka "chrupkowate" (z czekolad itp.). Były inne od tych z masy (lodowej i sosowej). Czekolada zatopiona w masę lodową była identyczna, z boków - miejcami. Miejscami, jak i część czekolady na spodzie, nieco się... zulepkowiła.
"Sos" kakaowo-ciasteczkowy to w zasadzie półpłynna maso-krem, rzadkawo rozmieszany miejscami i przeplatający się, a miejscami zupełnie mieszający się z masą lodową. Mniej więcej do połowy od góry podział był klarowniejszy, a masy było dużo, w skupiskach. Bliżej dna coraz mniej (plus fakt mieszania się, podczas gdy wszystko się topi - też pewnie to rozrzedził). Przypominało to sos zagęszczony zmielonymi prawie na gładko ciastkami. Wśród nich znalazło się dużo kawałków i drobinek ciastek. Miały przyjemnie zawilgoconą, miękkawą, rozpływającą się strukturę. Wydaje mi się, że nie tyle dodano jeszcze jakieś ciastka oprócz nich, a po prostu znalazły się wśród tego "sosu" też większe. Na szczęście ani trochę rzężącego cukru w tym nie było. W sosie znalazły się na pewno nieco inne od tych z czekoladowego wierzchu.
Masa lodowa sama w sobie była gęsto-kremowa, jakby z efektem zagęszczenia czekoladą, ale nie ciężka i nie zbita. Cechowała ją puszystość i lekkość. Kojarzyła mi się trochę ze spienionym, tłustym mlekiem, co stało za odpowiednią tłustością. Jej poczucie dodatkowo tonowały ciastka / ciastko-sos (wgryzało się to też w puszystość - to już niestety).

W smaku sama czekolada to przede wszystkim ogrom cukru, na który z każdej strony napierało mleko. Mleko pełne, naturalne i śmietankowe. Białoczekoladowość przewijała się w tym wyraźnie, dodając nieco cięższy, maślany akcent, jednak nie obeszło się bez skojarzeń z polewą po prostu. Po pierwszym szoku wywołanym siłą słodyczy, doszukałam się w niej lekko wanilinowo-polewowego charakteru. W większości tak bardzo nie przeszkadzał - czułam go głównie w partiach przylegających do opakowania, które miały też bardziej ulepkowatą strukturę. Z kolei sam wierzch lekko przeszedł ciasteczkową nutą.
Muszę jednak przyznać, że to niezła, mleczna biała czekolada ("lodowa"). Wyszła intensywnie, mimo cukrowości, drapiącej w gardle po paru sekundach.
Ta jako kawałki w masie w zasadzie była identyczna do czekolady-polewy na wierzchu. Po kontraście z lodami wydała mi się jednak jeszcze słodsza. Była tak słodka, że chwilami tłumiła aż resztę zawartości pudła.
Ciasteczka zatopione w czekoladę na wierzchu ledwo się wyróżniały, acz czuć, że smakowały bardziej słodko-kakaowo, wręcz czekoladowo, minimalnie gorzkawo.

Wspomniana masa lodowa pochwalić się wprawdzie mgła słodyczą niższą niż czekolada, ale kontynuowała zasładzanie. Sama w sobie była wysoce słodka, jednak cukier nie zagłuszył smaku zasadniczego. Czuć mleczną bazę, która wydawała się śmietankowa i taka... aksamitnie mleczna (?). Jak zacukrzona śmietanka... Śmietanka / mleko spienione... może nawet jak bita śmietanka? Słodka właśnie tak śmietankowo, trochę... ciasteczkowo? (Na pewno nie waniliowo jak klasyczne Magnumy.)

Wydawało mi się, że baza nieco przesiąkła ciasteczkami z sosu. Te były dodatkiem bardzo wyrazistym i wyróżniającym się. Przecinały słodycz niosąc goryczkę odrobinę przypalonych ciastek kakaowych. Lekko cierpkie, a mimo to również słodkie, kojarzyły się z typowymi, smacznymi ciastkami typu Oreo (bez kremu).
Masa-sos smakowała częściowo nimi - goryczkowatymi ciastkami, wyraźnie bardziej goryczkowato-kakaowo niż goryczkowato-palono. Miejsca, w których sos ewidentnie był sosem, zajeżdżały troszeczkę likierowo-truflowo, wciąż kakaowo. Raz czy dwa, jak władowałam do ust go samego więcej, wydał mi się lekko sztucznawy.
Ciastka zagarniane po sosowatym sosie szły w kierunku nasączonego, oreowatego brownie.
Z kolei ciastka z czekolady na wierzchu smakowały znacznie łagodniej. Ciastka z sosu były bardziej gorzkie od tych z wierzchu. Mimo to, gorzkości w tym pudle ogółem nie ma co szukać, bo sos tak mieszał się ze słodziuteńką masą lodową i czekoladą, że... ulegał im.

Po tym wszystkim sama czekolada wydawała się jeszcze słodsza, ale... i bardziej polewowa. Właśnie przede wszystkim ciężką, cukrowo-mleczną białą czekoladą z echem polewy wszystko to się zakończyło - z racji warstwy na dnie. Za silna słodycz już paliła w gardle i przeszkadzała. Zmuliło mnie od słodyczy, a także od jej polewowego wydźwięku (za każdym wielgachnym kawałkiem potrafiło się aż tak gorzej zrobić).

Po zjedzeniu został posmak białoczekoladowej, całkiem w porządku polewy i zasłodzenie cukrowo-cukrowe, wtłoczone w śmietankę. Czułam więc śmietankowość, błogą mlecznośc i ciasteczkowy posmak, co uprzyjemniło białoczekoladowość. Było smakowo ciężko, ale nie jakoś potwornie. Potworny to był cukrowy kac. Kakaowo-gorzkie ciastka też o sobie przypominały "na smak".  Niestety sama czekolada trochę za bardzo mnie zatłuściła, ale trochę tonowały to soso-ciastka.

Całość uważam za dobrą, ale trochę przyciężką przez białą czekoladę i mdląco-mulącą od białoczekoladowo-polewowej słodyczy. Podobała mi się czysta śmietankowa mleczność bazy, bo pasowała do ciastek (czuję, że wanilia to byłoby już za dużo tutaj), a i fajnie nimi przesiąkła. Niestety jednak sama baza była już bardzo słodka, więc słodycz czekolady to prawdziwa przesada. Ciastka dodano zacne: takie które nie walą spalenizną, ale smakują ciastkami bez dwóch zdań kakaowymi. Ogólnie sporo kakao uświadczyłam, także w maso-sosie, który dodał odrobinkę poważniejszego zabarwienia wszystkiemu. Mimo to, słodyczy odjęłabym dużo... bo to zasłodzenie totalne. Mniej białej czekolady (i najlepiej, by była mniej słodka), więcej kakaowych ciastek i mniej słodzona baza - tak to widzę! I, co ciekawe, akurat tłustość tego wariantu wydała mi się uzasadniona, odpowiednia, więc... to jeszcze bardziej irytuje - tylko cukier wiele zepsuł.
Lody nieźle oddają cookies and cream, ale... ich słodycz to jakaś pomyłka. Wprawdzie to dobra biała czekolada, ale tak mdląco-słodka, przygłuszająca całkiem przyjemne otoczenie, że to aż bez sensu.
Skojarzyły mi się z lodami Oreo 480 ml - też z ciasteczka i białą czekoladą. W Magnum czekolada biała była zacną białą czekoladą, tylko że zacukrzoną, a w Oreo kiepską i zbędną; w Magnum ciasteczka w większości zmieniono w sos, przez co w sumie nie są to lody z ciasteczkami, a do Oreo dodano kawałki markiz z paskudnym kremem. Obie bazy przyjemne, oreowa mniej słodka, ale z kolei magnumowa błogo puszysta... Jedne i drugie mają swoje wady i zalety. Decydując się na któreś trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chce się czegoś, gdzie ciasteczka stoją na pierwszym miejscu (Oreo), czy główna rola ma należeć do białej czekolady (Magnum).
Sposób na sos podobał mi się bardziej w dzisiaj opisywanych (przeplecenie nim całej masy) niż w Double Chocolate Tub (dodany tylko na wierzchu).
Zacukrzone jeszcze bardziej niż Intense 70% (których jedyną wadą była cukrowość i tłustość czekolady; w dzisiaj opisywanych już samą bazę przesłodzono), w moim odczuciu też nieuzależniające. Obiektywnie jednak słodycz białej czekoladzie bardziej uchodzi (lecz nie znaczy to, że może być dużo za silna).


ocena: 7/10
kupiłam: Kaufland
cena: 17,99 zł (za 440 ml)
kaloryczność: 339 kcal / 100 g; 231 kcal / 100 ml
czy kupię znów: nie

Skład: odtworzone mleko odtłuszczone, cukier, śmietanka (17%), koncentrat odtłuszczonego mleka (proszek lub płyn), tłuszcz kakaowy, syrop glukozowo-fruktozowy, pełne mleko w proszku, oleje roślinne (całkowicie rafinowany sojowy, słonecznikowy), tłuszcz mleczny, mąka pszenna, odtłuszczone mleko w proszku, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, emulgatory (E471, lecytyny sojowe, E476, E442), syrop glukozowy, stabilizatory (E407, E410, E412), syrop cukru inwertowanego, aromaty, kakao w proszku, sól, substancja spulchniająca (E500)

czwartek, 15 kwietnia 2021

lody Magnum Double Chocolate Deluxe Tub

Pojawienie się magnumowej serii Double nałożyło się na siebie z tym, że przestałam lubić patykowce itp. (małe lody mają kiepskie składy, co w moim odczuciu strasznie odbija się na smaku + nie lubię ich formy - lody muszę jeść łyżeczką) oraz że Magnumy przestały być bezkonkurencyjne (pogorszyły się, a w marketach zaczęły się pojawiać podobne). Patykowy Double Caramel wspominam strasznie. Zraziłam się do Magnum, więc i pudełkowe mnie nie ciekawiły do czasu gdy coś mi się odmieniło i jednym, przekornie postanowiłam dać szansę. Magnum Intense Dark 70 % Tub okazały się bardzo zacne i aż zachciało mi się spróbować innych smaków. Na pewno chciałam spróbować maksymalnie czekoladowy wariant, z którym to pomyliłam podlinkowane. Bardzo kusił sos, jednak gdy dotarło do mnie, że te pewnie będą bardziej mlecznoczekoladowe, zrobiło mi się trochę smutno, że po prostu połączyłam dwa smaki, a coś, o czym myślałam, nie istnieje. Niemniej, cieszyła mnie możliwość porównania lodów reprezentujących ciemną, a mleczną czekoladę.

Magnum Double Chocolate Deluxe Tub to lody o smaku mlecznej czekolady z czekoladowym sosem (11%) oraz 22 % mleczną czekoladą w formie polewy na wierzchu, "skorupki" i kawałków. Sama lodowa baza zawiera 5 % mlecznej czekolady.
Pudło zawiera 440 ml / 310 g.

Po otwarciu poczułam raczej delikatny zapach mlecznej czekolady, który nasilił się po podziale. Wprawdzie już po rozłupaniu polewy na wierzchu, ale w trakcie jedzenia już w ogóle... To po prostu obłęd: bardzo, bardzo słodka i pełnomleczna czekolada zawarła w sobie też odrobinkę kakao, więc wyszła charakternie, szlachetnie. Było w tym też coś, co kojarzyło się z dość wytrawnie czekoladowym deserem mlecznym. Za tym stał sos, ewidentnie właśnie wytrawniejszy i dodający nutki kakao.

Struktura lodów okazała się ogółem dość problematyczna. Otóż warstwa mlecznej czekolady na wierzchu była gruba niemal na centymetr, przez co trudna do rozłupania. Łatwiej już z cieńszą "skorupką", która pokrywała ścianki. Dzięki temu, jak zrobiono pudełko, można ją połamać (ściskając pudełko) - jest to jednak i tak możliwe dopiero po jakimś czasie. Pod tym względem wypadła jednak gorzej niż ciemna, bo miejscami, zalewana topiącymi się lodami, trochę miękła, nie odchodziła od opakowania z taką ochotą. Mimo to, czekolada - także ta jako kawałki w masie - nie miała w sobie nic ani z ulepka, ani z kamienia.
Trzaskała przy łamaniu czy odgryzaniu kawałka, ale w ustach rozpływała się łatwo, zaraz mięknąc. Była maziście tłusta, zalepiała i oblepiała, ale wszystko to w granicach rozsądku, bo... zupełnie jak pełnomleczna tabliczkowa. Gęsta kremowość tłustej czekolady mlecznej aż tak nie raziła (tłustość typowej polewy mogłaby). Kawałki to... właściwie giganty - niektóre długości 3 cm, też grube. Sprawiły, że lody wydawały się chwilami... czekoladą z lodami. Masa była bardzo najeżona (choć nie aż tak jak ciemnoczekoladowa 70 %).
A sama w sobie... również gęsta i kremowo-tłustawa, ale jednocześnie zachwycająco puszysta, lekka. Jej gęstość wydawała się pochodzić z czekoladowości, sama zaś reprezentowała lżejsze lody mleczne, kojarzące się ze spienionym mlekiem.
Wszystko to zalewał gęstawy sos, który wraz z tym jak ocieplał się, stawał się coraz rzadszy, choć wciąż z elementem zagęszczenia (jak czekolada do picia?). Odebrałam go jako śliskawo-gładki, jednak to w trakcie jedzenia umykało, bo mieszał się z resztą. Dodali go tylko pod warstwą polewy na wierzchu, ale łatwo o to, by wszystko bardziej się przemieszało. Nie uważam tego za wadę.

Zaczęłam od polewy. To bez wątpienia porządna mleczna czekolada: głębia mleka, mleko wyraziste i naturalne, zmieszane z leciutką maślanością i nutką kakao, a także zasłodzone do granic możliwości. Słodycz czekolady była wręcz cukrowa, choć całość miała szlachetniejszy, nawet odrobinę waniliowo-wanilinowy akcent. Skojarzyła mi się z fuzją Lindta i Milki (co ciekawe, z lodami odbiór był o wiele lepszy niż w przypadku tabliczki).
Czekolada na brzegach wyszła nieco bardziej polewowo, ale możliwe, że to przez formę.
Kawały wtopione w masę z kolei były przesłodzoną, mocno mleczną czekoladą, jak ta na wierzchu. Może wydawały się... nawet jeszcze bardziej mlecznoczekoladowe? Choć wciąż z nutką kakao. Zwłaszcza gdy jadłam je po zagarnięciu sosu.

Sos bowiem dodawał całości kakao i wytrawności. Również zasładzał, aż drapiąc w gardle, jednak towarzyszyła temu cierpkość i delikatna gorzkawość o poważniejszym wyrazie. Zdarzyło mu się zahaczyć o sztucznawość i smakową wodnistość, ale szło na to nie zwrócić uwagi. Chwilami wydawał mi się wręcz lekko alkoholowo-truflowy. Tym samym (mimo że sam był słodki) jakoś przełamywał mleczne zasłodzenie.

Pewnie przez kontrast, sama baza znów niesamowicie uderzała czekoladą. Powiedziałabym, że "czekoladą abstrakcyjnie" (jak to lody czekoladowe) i czekoladą mleczną na równi. Mleko wyraźnie czuć także jako bazę lodów - pełne i naturalne, harmonijne z dodatkami. Czekoladowość bazy była głęboka i wszechobecna. Chwilami obok mlecznoczekoladowego smaku, upuszczała odrobinkę kakao. Bliżej sosu, a już w ogóle po małym przemieszaniu, zostało uwypuklone. Słodycz, mimo że także silna, była dlatego bardziej... łagodząca. Stanowiła spójnik między sosem, a czekoladą.

Ucztę jednak zakończyła mleczna, przecukrzona czekolada, taka jaka zaczęła. Ta aż przyprawiła o przyspieszone bicie serca i nieco zamuliła. Nic dziwnego, skoro na dnie dali jej dobry centymetr.

Po zjedzeniu czułam się nieźle zacukrzona i zatłuszczona... mlecznością tłustej czekolady.
Całość była smaczna i wcale nie tak straszliwie zacukrzająco-mdląca, jak się obawiałam. Owszem, całość przesłodzono, ale można w tym zasłodzeniu odnaleźć przyjemność dzięki wyrazistej mleczności. Wbrew pozorom, odrobinkę kakao też czuć, a sos wyszedł w porządku. To niby niezły, ale jednocześnie najsłabszy element - wolałabym, by zrobili go lepiej, bo to on dodał trochę kakao, acz nie był idealny.
Lody te skojarzyły mi się trochę z niegdyś ukochanym Muller de Luxe Creme au Chocolat.
Wydają się zrobione na jednym poziomie, co ciemnoczekoladowo-wytrawniejsze Intense 70 %, jednak z bardzo subiektywnych względów oceny różnicuję. Sos tym nadał głębi, to pewne. Same w sobie bowiem to mlecznoczekoladowa bomba, która zasładza niemiłosiernie, co jednak trochę tonuje mleko. Wersja ciemna, również przesłodzona, wydała mi się bardziej mdląca, ale zawierała to, czego mi trzeba - porządną dawkę kakao i zero nieprzyjemnych nut. Dobrze, że sos dają tylko do tych, a nie do 70 %, bo on jest do dopracowania. Jak i ilość cukru w obu do zmniejszenia.
Osobiście dodam tylko, że wolę tamte, bo mleczna czekolada tak mnie nie chwyta. Zmalał jednak tym samym zapał do próbowania wersji właśnie z mleczną. Jestem jednak ogromną entuzjastką pomysłu posiadania w ofercie czegoś dla wielbicieli mlecznej czekolady oraz ciemnej (bo wiadomo, że jedne nie zadowolą i tych, i tych).


ocena: 7/10
kupiłam: Kaufland
cena: 15,99 zł (za 440 ml)
kaloryczność: 323 kcal / 100 g; 226 kcal / 100 ml
czy kupię znów: nie

Skład: odtworzone mleko odtłuszczone, cukier, śmietanka 16%, koncentrat odtłuszczonego mleka,  tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu 3%, syrop glukozowo-fruktozowy, pełne mleko w proszku, tłuszcz mleczny, syrop glukozowy, słodzone zagęszczone mleko odtłuszczone, śmietanka w proszku 1%, emulgatory (E442, lecytyna sojowa, E476, E471), stabilizatory (E410, E412, E407), aromat