Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Loacker. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Loacker. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 grudnia 2020

wafelki Loacker Gran Pasticceria Coconut

Te... cosie (wafelki? ciastka?) trafiły do mnie jakoś dziwnie, bo... dosłownie "między"... Czym? Wszystkim! Już wyjaśniam. Otóż kiedyś szukając ciastek dla Mamy, zachciało mi się jakiś - czegoś innego niż czekoladę. Marka Loacker po doświadczeniu z tabliczkami Dark-Noir i Neapolitaner wydawała mi się właśnie dobrą marką słodyczy innych niż czekolady (bo za mało mi czekolady w czekoladzie przy podlinkowanych było). Miałam już kupione wafelki Loacker, toteż uznałam, że i ciastka fajnie będzie sprawdzić. Było to zanim zaczęłam kolejno otwierać (Hershey's Cookies ’n’ Creme Rounds, bananowych jaffa cakes Delisana) i utwierdzać się w przekonaniu, że od ciastek to lepiej trzymać się z daleka. Zanim doszło do otwarcia dzisiejszych, przeszła mi na nie ochota, tym bardziej, że już nie byłam pewna, co to właściwie jest: ciastko czy wafel? Bo "wafer biscuits" trzymało w niepewności (mimo nalepki z tłumaczeniem i "ciastka waflowe"). Mimo w sumie braku ochoty, trochę mnie dlatego ciekawiły, co to. I też, jeśli miałyby być ciastko-wafelkami, to takie z wiórkami, w mlecznej czekoladzie... wydawały się raczej niespotykane. Z kokosowych ciastek to kojarzyłam tylko z wyglądu kokosanki i Kruche Krakuski - a ze smaku? Czyżbym nigdy żadnych kokosowych ciastek nie jadła? Na to wyglądało.


Loacker Gran Pasticceria Coconut to oblane mleczną czekoladą (30%) wafle z kremem kokosowym (44%), obsypane wiórkami kokosowymi; wyprodukowane we Włoszech.
Paczka zawiera 100 gramów; 12 sztuk.

Po otwarciu poczułam zapach wyrazistego kokosa, podprażonych wiórków kokosowych i bardzo słodkiej czekolady mlecznej. Wydały mi się splecione mlecznością i uroczą, niby milkową (?) słodyczą, ale też podkreślone nutką wypieczonego wafelka. Ten nasilił się dopiero przy podziale. Muszę też przyznać, że nie był to czysty cukier, a słodycz trochę ambitniejsza.

Wafelki wyglądały na dość delikatne, ale w sumie takie nie były. Średnio podzielne, współpracowały przy dzieleniu, ale na moich warunkach - same z siebie się nie rozwalały. Napisałam, że średnio podzielne, bo... niby dało się je rozwarstwić, ale i krem, i czekolada były tak mięciutkie, że niemal półpłynne, przez co miejscami nawet się mieszały. Zwłaszcza na górze, bo - i to mnie zdziwiło - pod czekoladą na górze od razu dali pierwszą warstwę kremu. Znalazł się także pod czekoladą po bokach. Ogólnie go nie pożałowali, tak samo jak wiórków dobrze trzymających się czekolady (być może dlatego, że topiąc się, zrobiła się miękko-lepiąca).
Czekolada była gęsta i tłusta, rozpływała się szybko i zalepiała. Grubawa warstwa czekolady skrywała grube, ale delikatne, bo bardzo napowietrzone wafle i miękki krem. I to, i to rozpływało się w ustach, acz wafle oczywiście najpierw lekko chrupnęły-skrzypnęły, zatrzeszczały. Przy niemal płynnym otoczeniu, wyszły szokująco chrupko-świeżo. Dopiero potem rozpływały się na gęstą papkę, spójną z mięciutko-mazistym, wręcz półpłynnym, tłustym kremem. Przypominał topiące się, pełne lody śmietankowe, acz i lekką proszkowość zawarł.
Wiórki odpowiednio podprażono, dzięki czemu twardawo chrupały.

W smaku sama czekolada to przede wszystkim słodycz pełna uroku, z waniliowym echem. Wyszła łagodnie maślano-mlecznie, lekko orzechowo i jakby przesiąkła resztą. Oprócz dużej ilości cukru (co zaraz zaznaczyło się w gardle), było w niej coś ambitniejszego.

Krem to także ogrom cukru, ale z wyraźnym smakiem śmietankowo-mlecznym i przełamany leciutką goryczką. Bez problemu zarejestrowałam w nim kokosowy smak. Był jednak przesłodzony do bólu, że aż chwilami w tym mdły. Gdy trochę oswoiłam się z porażającą słodyczą, doszukałam się w nim dziwnej sztucznosci i kwasku... przypominającego zacukrzony twarożek (?).

Wafelki okazały się prawie niesłodkie, a mocno pieczono-prażone. Podkreśliły skojarzenie z orzechami, a potem... sprawiły, że całość zaczęłam postrzegać jako kokosowo-śmietankowe lody w grubych, wyrazistych waflach duńskich (podchrupywane) albo zacukrzone naleśniki (papuciejące) z kokosowym twarożkiem. Gdy wafle mieszały się z kremem, ich wypieczoność splatała się z cukrem, śmietanką i kokosem, skojarzenia te umocniły się.

Czekolada mleczna świetnie zgrała się z tym podpieczeniem, a prażenie znów trzymało spółkę z wiórkami. Ich intensywny, wyrazisty smak sprawił, że mimo przecukrzenia, kokos znalazł się na przedzie. Wszystkie nuty dzielnie napierały na cukrowość, ale ta szybko i tak męczyła.

Po zjedzeniu raptem sztuki w gardle czułam drapanie, na ustach tłuszcz, ale też wyrazisty posmak kokosa i mleka wkomponowanych czekoladkowo-pieczone, wafelkowo-orzechowe realia.
Przy drugiej doszukałam się echa sztuczności i kwasku kokosa, ale było do zniesienia. Potem cukrowość już to znów zabijała. Po zjedzeniu większej ilości wyszło już po prostu nieprzyjemnie (zjadłam 9 z 12 sztuk, z czego 6 - jak widać za dużo - przy pierwszym podejściu).

Całość wyszła ciekawie, smacznie na swój sposób do pewnego momentu. Ta mazistość, lepkość i wysoka słodycz odpychały, ale wyrazisty smak wiórków kokosowych, śmietankowość i pyszny sam, wypieczony w punkt wafelek wraz z różnymi skojarzeniami ratowały sytuację. W zasadzie... także ta płynność kremu i czekolady była w pewien sposób intrygująca. I nie mogę się nadziwić, jakim cudem nie zawilgociło to genialnych wafli. Dzięki temu nie było nudno.
Trzy dałam Mamie i zgodziła się ze mną, że to bardzo ciekawe wafelki. Zachwyciło ją połączenie delikatnej chrupkości i świeżości z natychmiastowo topiącym się kremem i czekoladą. "Wreszcie coś wyraźnie kokosowego, pysznie mlecznie czekoladowego. Kokosowy wafelek dokładnie taki, jaki każdy kokosowy wafelek powinien być, tylko że o niespotykanej, ciekawej konsystencji". Wprawdzie tak barwnych skojarzeń jak ja nie miała, jednego sobie schłodziła w lodówce, by właśnie nie płynął (zobaczyć, jak taki wychodzi), ale... nastał wyjątkowy dzień, w którym zgodziła się co do mojej oceny ("bo jednak za drogie").


ocena: 7/10
kupiłam: Auchan (Mama płaciła)
cena: 7,20 zł (za 100g)
kaloryczność: 568 kcal / 100 g; 1 sztuka - ok. 47
czy kupię znów: nie

Skład: wiórki kokosowe 33%, czekolada mleczna 30% (cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, lecytyna sojowa), syrop glukozowy, mąka pszenna, serwatka w proszku, olej kokosowy, cukier, mąka sojowa, ekstrakt słodu jęczmiennego, odtłuszczone mleko w proszku, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, środki spulchniające: wodorowęglan sodu, difosforan disodowy; lecytyna sojowa, sól, ziarna wanilii, przyprawy

sobota, 7 listopada 2020

Loacker Chocolate Cream mleczna 38 % z kakaowo-czekoladowym nadzieniem i wafelkiem

Tę czekoladę kupiłam jeszcze zanim znudziły mnie wafle Loacker (Chocolate i Dark Chocolate). Była mi obojętna (nie pamiętam już, czy przed zakupem wiedziałam o jej istnieniu), lecz gdy dostrzegłam ją na półce, pomyślałam, że fajnie byłoby zestawić dwie podobne waflowe tabliczki (bo czekała mnie jedna, co do której miałam bardzo mieszane uczucia). I po za suchych, cienkich waflach straciłam pewność - może jednak czekoladowa papka, czyli tabliczka Napolitaner, była lepsza?


Loacker Chocolate Cream to czekolada mlecza o 38% zawartości kakao nadziewana kakaowym kremem (28%) i chrupiącym waflem (4%).

Po otwarciu poczułam wyrazisty zapach mlecznej czekolady o delikatnym charakterze z wyłaniającym się spod niej prostym, ale smakowitym kakao w proszku. Odnotowałam też lekko paloną nutę, podkreśloną motywem solidnie wypieczonego wafelka. Słodycz wydała mi się przyjemnie niska, a mleko pełne.

W dotyku tłusta tabliczka łamała się z łatwością, nie wydając dźwięku. Wydała mi się delikatna, jakby już-już chciała zmięknąć. Przy robieniu kęsa natomiast słychać było chrupanie wafelka. Kostka lekko uginała się, bo gruba warstwa dość tłustej czekolady zapadała się w cienką warstwę mięciutkiego kremu. Wafelek był chrupki, delikatny i napowietrzony, a mimo to na tyle gruby, że aż w pewien sposób konkretny.
W ustach czekolada natychmiast miękła, zalepiając usta. Stawała się kremowo-tłustą, gęstą masą, szybko ujawniającą krem zdecydowanie od niej tłustszy i bardziej miękki, ale zalepiający podobnie.
Już po chwili rozeszła się od niego pylista trzeszcząca proszkowość kakao, trochę podsuszająca "tłustości".
Pasowało to do wafla, który albo był zacnie krucho-chrupiący, gdy się go szybko pogryzło, ale rozpływający się na gęstą masę-papkę i mieszający się z czekoladą, gdy pozwoliło się na to. Okazał się, w obu wariantach suchy, co pasowało jako przeciwwaga dla reszty.

W smaku czekolada przywitała mnie oceanem mleka. Była mleczna do potęgi i urocza w tym, nie za mocno słodka. Wyraźnie zaznaczyło się w niej gorzkawe kakao o orzechowo-palonym wydźwięku, które z mlekiem cudnie splotła wanilia. Sprawiła, że pomyślałam o kakao posłodzonym wanilią i zrobionym na pełnym mleku.

Kakaową, ciepłą nutę nasilił krem. W nim była pewna mleczność, może bardziej tłuszczowość, ale podkreślił lekką goryczkę i cierpkość kakao... zupełnie jak z murzynka, zakalcowego murzynko-brownie. Tylko że trochę nazbyt oleistego, w którym też zaplątała się palono-pieczona nutka. Jak tłusty murzynek popijany mlekiem, o! Pewna rozgrzewająco-palona nutka przypomniała o gorącym kakao, a ja w tle doszukałam się czegoś jeszcze.

Mniej więcej w połowie kęsa ujawnił się wafel, wpisujący się w ten motyw, podkreślając orzechowość i paloność dzięki temu, że był mocno wypieczony. Wyraźnie tchnął świeżo wafelkowy, pszeniczny smak. Nie był słodki, ale wydobył coś, czego przy orzechowym smaczku najpierw nie umiałam nazwać... coś głęboko słodkiego, może trochę daktylowego... Jak trochę drapiący w gardle daktylowy baton budzący skojarzenie z murzynkiem? Ależ to pokręcone!

Pod koniec wanilia i mleczność otuliły wafelka, obok zaś zagrały orzechy, kakao i złudna daktylowość. Było słodko w naturalny sposób, ale i goryczkowato, suchawo w smaku.

W posmaku pozostał sam wyrazisty wafelek i mnóstwo ciepłego, naturalnego mleka, gorące kakao na nim zrobione, co razem przełożyło się na myśl o lekko przyprawionym... kakaowo-ciastowym raw barze. Na ustach czułam tłuszcz, ale w ustach... kakaowo-wafelkową suchawość.

Z jednej strony to bardzo waflowa, tłusto-miękka papka, która ogólnie trochę odbiega od pojęcia "czekolada", więc tej czułam niedosyt, z drugiej... to ciekawy i dobrze zrobiony twór. To trochę... lepsza jakościowo, mleczna i zdecydowanie bardziej waflowa, mocno chrupka wersja wafelka Eti Dare to Enjoy. Jak na tabliczkę czekolady, wafel zdawał się zajmować przesadnie nadrzędną rolę - wolałabym, by kremu w takim razie było więcej. Gdybym miała obstawiać, z którego wafelka Loacker wzięli ten krem, padłoby na nudny Chocolate. Trochę to jednak nie w moim guście wyszło, bo połączyło i miękkość, i chrupkość. Całość budziła skojarzenie z kakao na mleku, potem zaś z kakaowo-ciastowym tworem, wciąż w towarzystwie mleka.

Dwie kostki powędrowały do Mamy. Co usłyszałam? "Najpierw byłam sceptyczna, bo czekolada dość gorzka, krem jakiś ciemny, ale potem tak szybko czekolada zmiękła i zniknęła, że obok tej gorzkości i słodko fajnie się zrobiło, ale tak obok, się nie mieszały. Najpierw mocno chrupała, tak świeżo, jak trzeba, lubię tak właśnie, a potem wszystko rozpłynęło się szybko na miękko. No, czuć, że dobra, taka... no poprawna bardzo, mimo że jakaś ciemnawa". Zgadła też, że ja bym pewnie wolała, gdyby nacisk był położony na czekoladę. Oj, zna mnie dobrze.


ocena: 7/10
kupiłam: Żabka
cena: 4,99 zł (za 55g)
kaloryczność: 538 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku 11%, odtłuszczone mleko w proszku 9%, olej kokosowy, mąka pszenna, kakao odtłuszczone 3%, syrop glukozowy, słodka serwatka w proszku, dekstroza, mąka sojowa, ekstrakt ze słodu jęczmiennego, lecytyna sojowa, substancje spulchniające (wodorowęglan sodu, difosforan disodowy), sól, ziarna wanilii Bourbon, przyprawy

niedziela, 16 czerwca 2019

Loacker Napolitaner mleczna 38 % z orzechowym nadzieniem, kawałkami orzechów laskowych i waflem

Po nie najlepszej Loacker Dark-Noir, została mi tylko jedna. Z ulgą odetchnęłam, że nie wzięłam i mlecznej, a gdy dowiedziałam się, że są aż cztery smaki (także biała), to już w ogóle było mi głupio wesoło, że nie zainwestowałam od razu w całą serię, co zdarza mi się robić. Tak na logikę, w takim produkcie orzechowy smak wydawał się najbardziej sensowny... Taki, który może wyjść smacznie. Inna sprawa, że nawet kiedy jadłam wafelki, to orzechowe omijałam, a to właśnie takie waflowo-orzechowe mi się wydawało. Lubię orzechowe czekolady, ale... miałam wątpliwości, na ile ta tabliczka czekoladowo wyjdzie.

Loacker Napolitaner to czekolada mlecza o 38% zawartości kakao nadziewana orzechowym kremem z orzechów laskowych (24%), siekanymi orzechami laskowymi (3%) i chrupiącym waflem (4%).

Po otwarciu trochę zaskoczyło mnie, jak delikatny był zapach mlecznej, nie za słodkiej czekolady, za którą stał również delikatny, naturalny i goryczkowaty orzech laskowy z sugestią kakao oraz wafel.

W dotyku czekolada wydała mi się tłusta i miękkawa, choć łamała się normalnie. Za sprawą wafelka wydawała z siebie trzask.
Gruba warstwa czekolady skrywała średnią ilość nadzienia orzechowego ze stosunkowo sporą ilością kawałków orzechów. Wielkościowo wydały mi się adekwatne, ale śmiesznie poutykane w "dołki wafla".
Wafel był gruby, ale nieziemsko leciutki, bardzo napowietrzony, a dzięki temu chrupko-kruchy. Świeżość pierwsza klasa.
W ustach wszystko to stawało się cudownie gęsto-mulisto-lepiącą masą, do której dochodziły poszczególne elementy.
Czekolada rozpływała się powoli i niezwykle gęsto-kremowo. Zalepiała i oblepiała usta oraz swoje wnętrze. Do tłustego bagienka, jakim się stała, dołączył miękko-zalepiający krem. Ten jednak był nieco rzadszy od niej, oleistszy, ale wciąż gęsty i mulisty. Jego lekka proszkowość sugerowała zmielone orzechy. Ich zatopione kawałki były przyjemnie chrupiące i świeże.
Wafel miękł wraz z pozostałymi warstwami, stając się lekko "obrzydliwawą" papką. Też wpisał się w mulistość i gęstość. Wraz z kremem wprowadzał suchawy efekt, neutralizujący tłustość (która wydawała się głównie pełnomleczna i orzechowa).

W smaku czekolada była przede wszystkim mleczna, niemal śmietankowa. Niemal od samego początku dołączyła do tego leciutka gorzkawość kakao. Wydała mi się lekko podprażona i podkręcona akcentem orzechów. Znikoma słodycz była wyraźnie waniliowa.

Za sprawą słodkiej wanilii i orzechowo-kakaowej nutki przejście do nadzienia było idealnie spójne. Ono odznaczało się już silniejszą słodyczą, ale podtrzymało podprażono-orzechowy klimat. W nim jednak ważniejszą rolę odegrały orzechy laskowe. Ich świeży smak w kremie mieszał się z mleczno-maślaną czekoladowością. Kojarzył się tym samym z jakimś kremem typu Nutella. Przy kawałkach orzechów - wiadomo, to prażone orzechy laskowe dominowały. Przecinały wszystko smakowitą goryczką, podkreślając kakao - także jako "słodkie kakałko".

Wafel wpisał się w prażoność, neutralizował słodycz, bo mimo że był słodkawy, wyszedł niemal neutralnie dzięki orzechom. Kojarzył się z andrutami, ale mam wrażenie, że przy nim z kremu wyszła nuta margaryny. Coś mi w każdym razie tu się wyłoniło; on dodał też ociupińkę słonawości, ale tonęło to w orzechowo-czekoladowej toni.

Na końcówce słodycz wzrosła, acz miała smakowity wydźwięk waniliowo-mleczny i smarowidła czekoladowo-orzechowego.

Po wszystkim pozostał posmak świeżo-prażonych orzechów laskowych, waflowość i lekka gorzkawość kakaowo-orzechowa oraz poczucie dość silnej słodyczy. Na ustach została tłusta warstewka, ale wydawała się pochodzenia mleczno-orzechowego.

Ta czekolada to gęsto-mulista, miękka szlachetność. To jakby posmarować kremem orzechowo-czekoladowym (typu Nutella) andruto-wafla i popijać to naturalnym, wyrazistym mlekiem. Było słodko, ale waniliowo i wcale nie za mocno, co mnie zaskoczyło. Wyraźnie orzechowo, ale naturalnie, świeżo (a nie np. nugatowo). Ogrom mleka i nuta kakao nawet wafla miło osadziły w otoczeniu.

Całość smakowała mi o wiele bardziej niż Dark-Noir. Myślę, że to kwestia tego, że czekolada była o wiele lepsza, bo mocno mleczna i nie za słodka, z wyczuwalnym kakao oraz to, że taka forma (czyli miękkość i wafel) bardziej pasuje do czegoś orzechowo-mlecznego niż kakaowego.
Podobało mi się, że wafel rozpływał się w ustach, że to nie tabliczka do chrupania, aczkolwiek... nie mogę powiedzieć, by ogólna miękka tłustość i to, jak to w końcu stało się papką, jakoś szczególnie mnie urzekło. Tak, do tego smaku to pasuje, a świeżość wafla i orzechów - przednia.


ocena: 7/10
kupiłam: Kaufland
cena: 4,99 zł (za 54g)
kaloryczność: 545 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, olej kokosowy, syrop glukozowy, orzechy laskowe 5%, mąka pszenna, serwatka w proszku, mąka sojowa, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, dekstroza, ekstrakt słodu jęczmiennego, lecytyna sojowa, substancje spulchniające (wodorowęglan sodu, difosforan disodowy), sól, ziarna wanilii Bourbon, przyprawy

sobota, 30 marca 2019

Loacker Dark-Noir ciemna 60 % z kremem kakaowym i waflem

Ostatnio bardzo różnie reaguję na nieznane mi marki. Niektóre kuszą, inne budzą podejrzliwość, że nawet nigdy nie wiem, co akurat przeważy i jakie czynniki wpłyną na zakup (lub nie). W kwestii dzisiaj prezentowanej zadziałało to, że naczytałam się pozytywnych recenzji Olgi o wafelkach Loacker. Chciałam poczuć ten smak, ale ostatnio zupełnie nie mam ochoty na słodycze inne niż czekolady, więc jak tylko natknęłam się na tabliczki włoskiej marki, o których istnieniu nie miałam pojęcia, kupiłam tę. A za parę dni wróciłam po drugi smak (orzechowy). Mało brakowało, a wzięłabym i trzeci (mleczny), jednak postawiłam sobie za punkt honoru najpierw sprawdzić jedną. Nie chciałam się bowiem władować w posiadanie trzech, z której jedna słabo rokowała (nie ciągnie mnie do mlecznych kremów, których jakości nie znam).

Loacker Dark-Noir Dark Chocolate with Cocoa Cream Filling and Crispy Wafer to ciemna czekolada o zawartości 60 % kakao z nadzieniem kakaowym (28%) i chrupiącym waflem (4%).


Po otwarciu poczułam przede wszystkim "pylisty" zapach kakao, kojarzący się z truflami. Z racji słodyczy podchodził trochę pod "kakałkowość", ale wydźwięk miał raczej wytrawny. Słodka, ciemna czekolada uplasowała się na dalszym planie, gdzie doszukałam się lekko orzechowej nuty.

Tabliczka zaskoczyła mnie swoją pozorną miękkością. Nie trzaskała, już w dotyku była tłusta. Niemal czarna i lśniąca, nawet wyglądała na taką.
Dźwięk chrupania / trzeszczenia wydawał jedynie gruby, ale najlżejszy, jak tylko można to sobie wyobrazić, bardzo napowietrzony wafelek i to tylko w pierwszej chwili.
W ustach tłusta czekolada natychmiast miękła, rozpływała się łatwo i szybko, tworząc gęstą, zalepiająco-zawiesistą, ulepkowatą masę. Mimo śliskiej kremowości, był w niej pierwiastek trzeszczącej pylistości. Odebrałam ją jako margarynowo tłustą polewę, która pod koniec wysuszała.
Ku mojemu zaskoczeniu krem okazał się gęstszy i bardziej zwarty. Tłustość podtrzymał, ale była bardziej maślana, przystępniejsza. Rozpływając się leniwie również okazał się nieco wysuszający.
Pasował do wafelka, który natychmiast miękł i również rozpływał się z racji napowietrzenia. Miękł, memłał się, stawał się kapciem. Nie było to miłe (mimo że właśnie lubię jak takie rzeczy miękną, nie jestem fanką chrupania), całość wydała się przez to jeszcze bardziej obrzydliwie miękką "zbitką".

W smaku czekolada okazała się bardzo, bardzo słodka od pierwszej chwili. Do tego dołączyła cierpkość kakao, która zaserwowała odrobinę gorzkości. Poczułam kakao, ale zdecydowanie polewowo-truflowate. Smakowała jak zbytnio margarynowa polewa kakaowo-czekoladowa, a nie czekolada.

Smakowo krem kontynuował oraz podbijał kakao i słodycz, jednak wyszedł niczym krem z wafelka, a nie polewa. Znaczący był w nim maślany smak i zaplątała się nawet orzechowo-grzybowa nuta, jednak cały czas przewodziła kakaowa cierpkość. W dużej mierze krem był zagłuszany przez słodko-cierpki smak "czekolady". To ona dominowała cały czas, choć z czasem poszła bardziej w po prostu cierpko-kakaowym kierunku (co nie było takie złe, ale i nie czekoladowe).

Wafelek wnosił lekki, pszeniczny smak świeżego, nieźle wypieczonego wafelka, rozbijał również słodycz.
Bliżej końca przesłodzona i cierpkawo-polewowa czekolada połączyła się z maślanością i smakiem kakaowego kremu z wnętrza. Całość uprzyjemnił smak wafelka.

Po wszystkim pozostało poczucie przetłuszczenia i przesłodzenia, ale także zaskakująco cierpki posmak kakao. Było to mało czekoladowe. Właściwie miałam wrażenie zjedzenie kiepskiej polewy i dobrego kremu z jakiegoś dobrego wafelka, przy równocześnie znikomym udziale wafla.

Mam bardzo mieszane uczucia, bo w sumie zjadłam 5 kostek, trochę się męcząc. Właściwie wygryzałam tak, by zjeść jak najmniej wierzchu... Czekolada wyszła bowiem strasznie tłusto-polewowo i obrzydzała mnie jeśli chodzi o konsystencję, ale ogół nie był jednoznacznie zły. Myślę, że nawet zmiana proporcji, czyli cienka warstwa czekolady, a dużo kremu, pomogłaby. Krem był dobry, wafelek... no nie wiem, nie przy tej ilości czekolady. Potrafię sobie jednak wyobrazić, że w wersji wafelkowej, gdyby tak do kremu wmieszać tylko trochę czekolady, to byłoby coś naprawdę pysznego.
Przypomniała mi się J.D.Gross Trufle 56 % - z czystym sumieniem stwierdzam, że krem Loacker był o wiele smaczniejszy (bo intensywniej kakaowy) niż ta "czekoladowa warstwa truflowa", ale właśnie jakoś kojarzyły mi się ze sobą.

Wniosek? Niech się Loacker jednak lepiej wafelków trzyma i się czekoladą nie ośmiesza, a ja cieszę się, że nie kupiłam trzeciego smaku.
Postanowiłam jednak, że jak kiedyś najdzie mnie na wafelki, to kupię sobie właśnie jakieś tej marki.


 ocena: 5/10
kupiłam: Kaufland
cena: 4,99 zł (za 55g)
kaloryczność: 541 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, olej kokosowy, mąka pszenna, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu 3%, tłuszcz kakaowy, syrop glukozowy, serwatka z mleka w proszku, tłuszcz maślany, dekstroza, odtłuszczone mleko w proszku, mąka sojowa, ekstrakt ze słodu jęczmiennego, lecytyna sojowa, substancje spulchniające (wodorowęglan sodu, difosforan disodowy), sól, laska wanilii, przyprawy