piątek, 4 września 2020

wafelek Eti Dare to Enjoy + miniaturki

Obecnie nie ciągnie mnie do słodyczy innych niż czekolady, ale lubię mieć ogląd w tym, co jest na rynku, nie chcę za bardzo odlecieć. Wszelkie twory dziwne, nietypowe jakoś tam jednak i mnie ciekawią. Ten właśnie zaciekawił z racji formy - niby mały, ale śmiesznie wysoki, a przez to wcale nie taki mikry. Maxer wprawdzie mi nie odpowiadał, ale... ten wafelek wyglądał tak ciemnoczekoladowo, że już wyobraziłam sobie mieszankę CzekoWafla, Lusette i innych takich do potęgi czekoladowych wafli.


Eti Dare to Enjoy Wafer with Dark Chocolate & Cream to "wafel (7,4%) w ciemnej czekoladzie o zawartości 46 % kakao (26,4%) z kremem czekoladowym (66,2%)", tureckiego producenta Eti.

Po otwarciu poczułam zapach taniej, margarynowej polewy z wyraźną cierpkością kakao i cukrową słodyczą. Skojarzenie było jednoznaczne: wyroby pseudociemnoczekoladowe i budżetowe, tandetnie kakaowe kremy.

Gruba, tłusta czekolada skrywała sporo warstw waflowych oraz kremu, którego nie pożałowano. Wykazywała skłonność do rozpływania się już w dłoniach. Pokrywała warstwy waflowe pierwszej świeżości: kruche i chrupiące, a jednocześnie zaskakująco lekkie i napowietrzone.
Między nimi był gęsty i tłusty krem. Jeszcze nigdy nie widziałam takiej ilości!
Czekolada rozpływała się łatwo, choć nieco plastikowo, parafinowo-margarynowo, raczej jak gęsto-tłusty wyrób czekoladopodobny. Wafle łatwo się rozpływały na gęsto i memłały się, wpisując się w ogólną, zalepiającą konwencję. Ich obecność z czasem jakby... wtapiała się w tło. Krem zalepiał bowiem paszczę zupełnie. Niczym krem z gęstej, margarynowej, topiącej się czekolady i kakao... Jak jakaś gliniasto-drożdżowa, lepiszcza masa, wydawał się wręcz domowo-budżetowy. Chwilami postrzegałam go jakie nieco ziarnisty smar. Był dość pylisty, przez co kojarzył się z jakimś pozytywnie kapciowatym ciastem. Było go niewiarygodnie dużo, przez co miałam wrażenie, że to jakiś... gęsty torcik.

W smaku czekolada okazała się cierpko-gorzko pseudoczekoladowa, a także wysoce słodka, choć nie porażająco. Do głowy od razu przyszła mi polewa, smakująca głównie gorzkawym kakao i cukrem, których spoiwem była margaryna. W pierwszej chwili od taniego smaku aż wykrzywiało, ale potem jakoś przywykłam.

Wafelek został tym niemal zupełnie zagłuszony. Sam bowiem był delikatny, lekko wypieczony i mało słodki, niemal niewyczuwalny. Jemu nie mam nic do zarzucenia, a świeżość muszę pochwalić.

Znów słodycz podnosił krem, ponieważ przedstawiał bardzo słodką, margarynową czekoladę ciemną, a zaraz potem murzynka. Murzynka, przy którym trochę oszczędzano na składnikach. Tandetno-tani smak margaryny i cukru przeszkadzały, mieszając się z mnóstwem cierpkiego, wręcz kwaskawego kakao. Gorzkości nie brakowało, a słodycz mimo to drapała w gardle. Niby miało to "ciemny" wydźwięk, ale na pewno nic ze szlachetności. To było... chamskie i zaskakująco ciastowe. Taki bardzo kakaowo-czekoladowy, murzynkowy torcik, nie zaś czekoladowy wafelek.

Przeszkadzała mi w tym budżetowość, acz kakaowo-ciastowy wydźwięk uważam za tak intensywny, że można go polubić... zwłaszcza, gdy ogólnie lubi się tanie, zwykłe, ale nie pospolite słodycze.
Na pewno pochwalić trzeba ilość kremu oraz poziom gorzkości i cierpkości. Gdy ma się ochotę na coś naprawdę kakaowego - jak znalazł. Jeszcze gdyby tak tylko dopracować jakość, pozbyć się tej całej margaryny... Zalepianie mnie trochę męczyło, ale to też niektórych pewnie może kupić. Osobiście mam jednak problem z tym, że... aż takie wysokie to - niewygodne do jedzenia.
Za pierwszym razem jakoś dałam radę połowie. Niestety jednak za bardzo waliło to margaryną i zalepiało. Tak jakby margaryna mnie oblepiła i miała nigdy nie porzucić. Chociaż... to mimo wszystko jeden z tych produktów, w których margarynę czuć, ale nie jest ona nie do przebrnięcia. Okazał się jednak dziwnie plebejsko-wciągający za sprawą swojej dziwności... Następnego dnia uznałam, że to było tak dziwne, że aż... podjęłam się powrotu do tego. By osądzić, czy to było smaczne z nutą obrzydliwości, tak obrzydliwe że aż smaczne czy, gdy odpadnie element "jakie dziwne / inne / ciekawe", pozostanie niesmaczne. Zrobiłam dzień bez słodyczy i drugim razem dałam radę zjeść cały, utwierdzając się jednak w tym wszystkim. Stanęło, że tak obrzydliwe, że aż wciągająco-smaczne. Żeby było śmieszniej, innym razem znów zdarzyło mi się całemu nie podołać, haha.
Mama nieufnie spróbowała, bo nienawidzi ciemnych czekolad, gorzkości kakao, kakaowych / czekoladowych wafelków, ale... ten ją zachwycił! Nie mogła się nadziwić, że "zupełnie nie jakbym jadła wafelka, a jakieś takie... ciasto, tort! I jaki słodki był, mimo tego kakao i czarnego koloru, smaczne to! Torcik taki no, no... murzynkowy".

Wśród wafli postawiłabym go obok dawnego CzekoWafla (2017), rozgraniczając, czy ktoś woli mniej czy DUŻO kremu. Dare... zdecydowanie wygrywa jednak kakaowością i "ciekawostkością". Mnie to kupiło w sumie, że wiem, że jak najdzie mnie kiedyś na wafelka, to pewnie właśnie go kupię. Stwierdzam to ze zdziwieniem, ale... to po chałwowych chyba mój ulubiony wafelek. Z tym, że musi mnie specyficzna na niego ochota najść - wiem, że każdego dnia by mi nie smakował.


ocena: 8/10
kupiłam: m.in. Kaufland, Carrefour
cena: jakieś 2 zł (za 50g)
kaloryczność: 527 kcal / 100 g; sztuka (50g) 264 kcal
czy kupię znów: tak

Skład: cukier, olej roślinny (palmowy, słonecznikowy, bawełniany), miazga kakaowa 14%, syrop glukozowy, mleko w proszku, kakao 7%, serwatka w proszku, mąka pszenna, skrobia, masło, lecytyna słonecznikowa, olej kokosowy, tłuszcz kakaowy, aromaty, substancje spulchniające (węglany sodu, węglany amonu, kwaśny pirofosforan sodu), sól

----------------
Jakiś czas po moim zapoznaniu się z tym waflem, ojciec zarejestrował fakt, że "ten oto wykwintnie wyglądający wafelek" nawet mnie smakuje. A dla niego nie ma nic lepszego od dużych opakowań słodyczy, opakowań zbiorczych i wszelkich "kup pan 20 bułek, 21 gratis". Tak oto trafiła do mnie torba miniaturek, których sama bym nie kupiła po złych doświadczeniach z wafelkami PopChoc i... ogólnie niechęcią do miniaturek i tak względnie niedużych rzeczy na raz.

Eti Dare Wafer with Dark Chocolate & Cream to "wafel (6,4%) w czekoladzie ciemnej o zawartości 46 % kakao (32,8%) z kremem kakaowym (60,8%)" tu w wersji miniaturowej, sprzedawanej w paczkach 112g, zawierających 6 oddzielnie pakowanych wafelków.

Torba kryła 6 oddzielnie paczkowanych wafelków - na pierwszy rzut oka widać, że to miniaturki. Cieszy fakt takiego pakowania - dzięki temu było czysto i świeżo.

Na pierwszy wdech czuć także, że torba zawiera słodycze budżetowe. Mimo że porządnie zapakowane, po otwarciu pachniało z niej tanim wyrobem cukierniczym z kakao, ale i mnóstwem cukru oraz margaryny. W ciemno powiedziałabym, że to jakieś... pączki z polewą? Dziwne to było.
Po otwarciu pojedynczego małego opakowania, już na szczęście poczułam zapach jak w przypadku normalnej wersji Dare to Enjoy.

Małe (ale wciąż nie mikroskopijne) wafelki wydały mi się karykaturalnie. Śmiesznie wąskie, wysokie i brzydkie, w momencie gdy bryłka wersji samodzielnej może się podobać; ma "logiczniejszy" kształt. Inne cechy, a więc grubą polewę i niespotykanie ogromną ilość kremu, lekkie i kruche wafle zostały zachowane. Polewa czekoladowa wersji mini była jednak grubsza i bardziej miękko-plastikowa. Nadzienie samo w sobie wydało mi się zaś minimalnie bardziej giętko-gumowe.
Miniaturki do jedzenia były zarazem nudniejsze, jak i "szybsze" - w nich łatwiej o gryzienie całości raz-dwa (co w moim odczuciu stanowi minus).

Smak był podobny do wersji standardowej, ale całościowo inny. W tym przypadku o wiele większą rolę odegrała tanio-czekoladowa, polewowa polewa. Od niej się zaczynało, ona dominowała, po czym dopuszczała do głosu cukrowo-margarynowo murzynkowe, cierpko kakaowe wnętrze. Delikatne wafle tym razem również tylko odrobinę to tonowały, nie narzucały się, choć mam wrażenie, że o ile nijak nie ingerowały w smak czekolady, tak krem trochę przygłuszały.
Miałam wrażenie, że miniaturki szybciej uderzały cukrem, ale zarazem, tak rozpatrując całościowo, wyszły minimalnie mniej słodko, a bardziej tanio-polewowo. Tandetnej taniości całkiem sporo dołożyła kiepska polewa, która tu zbytnio dawała się we znaki. Ona po prostu... była na pierwszym planie, zagłuszając to, co najlepsze.

Te wafelki wciąż były Dare to Enjoy, jednak to namiastka, nie oddająca w pełni fajności większej wersji. Wszelkie różnice były drobne, jednak do odnotowania jak najbardziej. Trochę brakowało mi możliwości wgryzania się, jak m się podobało: raz więcej polewy, raz część środkową, a więc głównie krem itd. Tu łatwiej jest "gryźć wszystko i prosto". Takie... do zjedzenia szybciej? Lekkie zburzenie proporcji znacząco podziałało na niekorzyść. Normalna wersja była ryzykowna, ale właśnie świetna w tym, że to krem w niej rządził, dzięki czemu wyszła torcikowo-ciastowo. W mniejszej wersji bardziej zwracałam uwagę na kiepską polewę, trochę tłumiła ciastowość.
Zdecydowanie nie dla mnie, skoro istnieje wersja lepsza. Pomniejszenie i zburzenie proporcji wprawdzie odebrało urok temu tworowi, ale przynajmniej dobrze rozegrali kwestię paczkowania. Mamie zdecydowanie za dużo było "tej gorzko-margarynowej czekolady", a "za mało smaku smaku kremu, bo się pod czekoladą gubił". Podsumowała: "To nie moja bajka, bo takie gorzko kakaowe, czekoladowe. Dla mnie za gorzki, a ta wersja już nawet nie murzynkowa. Tak dalej się trochę z ciastem, takimi waflami przekładanymi kojarzył, ale za dużo tej złej czekolady. Za to sam wafelek cudowny: świeżutki, leciutki i chrupiący, mimo że dużo kremu, ale... mogłoby być jeszcze więcej; proporcje złe, bo mimo że dużo, to i tak się gubił. Szkoda, bo potencjał jest i po co psuć, robić mniejsze, jak jest dobra ta normalna wersja?". Czego jak czego, ale ciemnych czekolada i polew to Mama nienawidzi - to więc najlepszy dowód na to, że ta tutaj dominowała zupełnie. W konsekwencji Mama zjadła 2, ja jakoś tam uporałam się z resztą.


ocena: 7/10
kupiłam: ojciec mi kupił w Auchanie
cena: 6,31 zł (za paczkę 112g)
kaloryczność: 518 kcal / 100 g; 1 miniwafel (18,7g) - 97 kcal
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, olej roślinny (palmowy, słonecznikowy, bawełniany), miazga kakaowa, syrop glukozowy, mleko w proszku, kakao 6,6%, serwatka w proszku, mąka pszenna, skrobia, tłuszcz kakaowy, masło, lecytyna słonecznikowa, olej kokosowy, aromaty, substancje spulchniające (wodorowęglan sodu, węglany amonu, difosforany), sól

7 komentarzy:

  1. Kiedyś mąż kupił te batoniki na spróbowanie i w tym przypadku to nie są nasze smaki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż to za bluźnierczy opis zapachu? Wzorowa świeżość wafli, o tak <3 Chyba każdego zaskakuje ilość kremu, kozak :D W smaku nie możemy się zgodzić, bo mnie tak żadne margaryny nie straszą, ale w zachwycie - owszem. Miniaturki zdecydowanie nie dla mnie, tu się podpisuję. U mnie szykuje się nowa recenzja albo uzupełnienie starej, bo nieco zmienili skład. Ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, bo zapach jest zły. :P
      W smaku? Hm, bo ja wiem? Może Ci po prostu margaryny nie przeszkadzają, jak Mamie, a czujesz, tylko że przypisujesz jako nieodłączny element?
      O nie, zmienili skład? Już się boję.

      Usuń
  3. Większość opinii jakie czytałam o tym wafelki są bardzo pozytywne i jak widzę tutaj jest podobnie :D w sumie to chyba pierwszy produkt który ocenilysmy tak samo, haha :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak nie jestem fanką wafelków to te lubię :).

    OdpowiedzUsuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.