Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mars. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mars. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 grudnia 2020

baton Milky Way

Nigdy nie lubiłam Milky Wayów. Kojarzyły mi się z najgorszą, puszyście piankowo-ciężką czystą słodyczą cukru, podobnie jak Ptasie Mleczko z bonusową gumiastością. Lubiłam jednak opakowanie (a już wersji Midnight w ogóle kocham - acz nigdy jej nie jadłam), bo i zawsze do wszystkiego, co z kosmosem związane miałam słabość. W obecnym wyglądzie opakowania coś mi nie pasuje (wydaje się inna, ale nie umiem określić, co niby miałoby się zmienić - może chodzi o to, że teraz jest dłuższy i chudszy?), ale całościowo nadal wydaje się uroczy. Chciałabym, by coś tak fajniusiego było również fajniusie w smaku i w strukturze... a niestety, to mój koszmar. Dlaczego więc zawitał na blogu? Z prostej, a głupiej przyczyny. Wiele osób zaczęło zwracać mi uwagę, że jak porównuję coś do niego, to nie mam do końca racji, bo "Milky Way nie jest ciężki". Według mnie to ciężka pianka, zawsze to tak postrzegałam i dlatego nie lubiłam, ale w końcu aż zaczęłam wątpić. A może rzeczywiście pamiętam go źle? Nie łudziłam się, że mi posmakuje, ale chciałam sprawdzić, jaki to on obecnie jest (czy możliwe, że w czasach dzieciństwa był bardzo inny?).


MilkyWay to "batonik z mlecznej czekolady z puszystym nadzieniem (61%)", produkowany przez Mars.
Na opakowaniu / stronie bywa opisywany też jako: "białe puszyste nadzienie oblane czekoladą mleczną" lub "batonik z mleczną czekoladą z puszystym, piankowym nadzieniem".

Od razu po otwarciu poczułam głównie czekoladę jednoznacznie kojarzącą się z marsowymi batonami, którą ja postrzegam jako cukrowo-mleczną polewę z odrobinę zaznaczonym "kakałkiem", a nie czysto czekoladową. Obok była cukrowa, specyficzna piankowo-mleczna słodycz, aż o swej piankowości i uroczo-dziecięcym zacukrzeniu krzycząca.

Baton nie topił się w rękach i nawet bardzo miękki mi się nie wydał. Przy krojeniu... pozował na dość zwartego. Przy łamaniu już trochę się rwał, a czekolada łamała i ciskała w uginające się wnętrze.
Kolejna rzecz, jaka mnie zaskoczyła to kolor nadzienia. Najwidoczniej żyłam w będzie, bo nie wiem, jak wygląda biel. "Białe nadzienie" było bez wątpienia beżowe. Pamiętałam je jako białe, ale już swojej pamięci nie ufam.
Czekolada na wierzchu była miękkawo-polewowa. Tłusta, rozpływająca się gęsto i łatwo, szybko. Zalepiała i odsłaniała nadzienie, które...
Wcale się aż tak szybko nie rozpływało. Było piankowo-puszyste, ale nie wiem, czy lekkie. Kojarzyło się z gumiastą chmurką, której płaty można odrywać i które kulkują się i trochę się ciągną. Miękkie i plastyczne do granic możliwości, a jednak rozpuszczające się i zbijające w... we wciąż miękką, ale gumiastą masę.  Zupełnie jakby uchodziło z tego powietrze jak z balona. Nie było wprawdzie ciężkie, ale zalepiające. Nie jak mordoklejka, a jak guma rozpuszczalna z obłoczka. Według mnie to okropna struktura. Mniej więcej taka, jaką pamiętałam.

W smaku błyskawicznie poraził mnie cukier.

Czekolada okazała się jednak dość mocno mleczna, mimo że to słodycz stała na pierwszym miejscu. Zacukrzała, drapiąc w gardle już ona sama. Była wyrazista, a przy tym tanio-polewowa.

Nadzienie to czysty cukier, zwłaszcza w pierwszej chwili. Doszła do tego dziwna wręcz cukierkowo-piankowa słodycz. Zaraz potem odebrałam to jako trochę mleczne... nawet jak takie mleczne toffi. Palony cukier... puder? Odrobinę mleczna pianko-wata cukrowa? Coś z tego rodzaju. Zwłaszcza mieszając się z czekoladą sugerowało "dziwne toffi" (sama siebie zaskoczyłam tą myślą).

Nie zbiło to z tronu cukrowości ani trochę. Po prostu cukier usunął się jeszcze innemu, cukierkowo-sztucznemu czemuś, równie (a może bardziej?) słodkiemu.

Po zjedzeniu raptem gryza paliło w gardle, a ja w ustach czułam cukier i tandetny, kakałkowo-polewowy, cukrowy posmak wraz z nutą mlecznej pianki z cukru. Wykończyły mnie dwa gryzy. Słodycz poszła mi aż w zęby, które zaczęły boleć (mimo że nie mam żadnych problemów z nimi).

Resztę oddałam Mamie. Wypytywała mnie, jaki to Milky Way, czy karmelowy. Upierała się, że jest inny niż zwykły, że gorszy. "Z białym środkiem nawet kiedyś lubiłam, ale ten jest inny. Gorszy. Podobnie cukrowy, ale gorszy." Jak mówiłam, że to klasyk, machała mi przed nosem kawałkiem z beżowym środkiem i tłumaczyła, że chyba coś pomylili. Karmelu czy toffi nie czuła, a i sama jadła ostatnio "chyba z 10 lat temu", ale zjadła i jej aż tak nie przeraził mimo wszystko.

Nie wiem więc, co myśleć. Wiem jedno: to paskudny słodycz. Wiem, że dobrze kojarzyłam nadzienie jako gumiastą piankę. Może jednak minimalnie bardziej obłoczkową, niż pamiętałam, ale wcale nie było w tym przyjemnie lekkiego elementu. Miękki? I to bardzo, ale nie leciutki. To na pewno nie mousse czy coś, a gumiasta pianka. Paskuda. Zapach przynajmniej miało to względnie ok, uroczy, taki, co to może się podobać. Za to nie mogę sobie wyobrazić, by ktoś bezproblemowo był w stanie zjeść go w całości (a takie maleństwo!).


ocena: 2/10
kupiłam: Biedronka
cena: 0,99 zł (za 21,5g)
kaloryczność: 450 kcal / 100 g; baton 21.5g - 97 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: cukier, syrop glukozowy, odtłuszczone mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, olej słonecznikowy, tłuszcz mleczny, tłuszcz palmowy, laktoza i białko z serwatki, serwatka w proszku, jęczmienny ekstrakt słodowy, lecytyna sojowa, sól, białko jaja w proszku, białko mleka, naturalny ekstrakt z wanilii

niedziela, 19 maja 2019

lody Snickers Ice Cream 500 ml

Mimo że niezbyt dobrze wspominałam batonowego loda Snickers, zobaczywszy nowości (pudełkowe lody Snickers, Mars i Maltesers) w Carrefourze pomyślałam, że z tego akurat może wyjść coś dobrego. Uznaję tylko lody pudełkowe, Snickersa kiedyś lubiłam, a w kwestii batonów lodowych moim największym zarzutem jest forma. Skoro więc uległa ona zmianie... Dwóch pozostałych smaków nawet nie brałam pod uwagę, bo nienawidzę pumeksowych Malteres i zalepiająco-cukrowych Marsów, ale czekolada, fistaszki i karmel brzmiały dobrze. O ile np. pudełkowe Magnumy wydają mi się bez sensu (mimo że obecnie nie lubię ani Magnumów, ani ogólnie patykowców), tak snickersowe pudło... wydało mi się dość atrakcyjne. Wahałam się, ale w końcu ciekawość wzięła górę.

Snickers Ice Cream 500 ml to "fistaszkowe lody z orzeszkami ziemnymi w mlecznej czekoladzie (10%), karmelem (7,5%) i sosem z mlecznej czekolady (7,5%)"; chociaż ja bym powiedziała, że z samym karmelem... no, chyba, że miejscami tak się wymieszał z sosem, że było to nie do odróżnienia; produkowane przez Mars Inc. i występujące w pudłach zawierających 500 ml. Zawierają 4% orzeszków w samej masie i są na bazie mleka.

Gdy tylko zerwałam wieczko, poczułam charakterystyczny zapach Snickersa, a więc moc fistaszków, słodycz karmelu i tutaj w sumie tylko akcent czekolady, a sporo mleka / śmietanki.

Twarda masa niechętnie się rozpływała. Robiła to powoli i w taki gęsty, ale jakby zagęszczony sposób. Nie była tłusta, odebrałam ją jako mleczną, a nie śmietankową. Nie wydała mi się specjalnie kremowa, a w pewien sposób lekka, czyli i tak przyjemna.
Dodatków było w niej bardzo dużo, wszystkie chrupiące. Orzeszki zaskoczyły mnie swoją zachwycającą świeżością i stopniem prażenia, tym jak chrupiące wyszły. Co więcej, każdy miał skórkę, którą uwielbiam.
Gorzej z czekoladą, która je pokrywała. Początkowo przypominała zimny plastik, ale po dłuższym czasie jakoś tam się sprawowała. Rozpływała się nieco ulepkowato,  ale w sumie jak polewo-czekolada. Zakładam jednak, że to dzięki niej orzechy nie zawilgotniały.

Obstawiam, że sos z mlecznej czekolady wymieszał się z karmelem, bo jego samego w pudle nie znalazłam, były natomiast "zawijaski", gdzie karmel wydawał się rzadszy (a w smaku mógł zdominować czekoladę zupełnie).
Karmelu było mnóstwo  raczej jako wielkie skupiska i grudy, niż zakrętasy a'la sos. Był klejąco-zalepiający, bardzo gęsty, ale właśnie trochę przypominający sos. Cechowała go niemal śliska gładkość, którą zaburzały pojedyncze scukrzone kawałeczki (kryształko-grudki?).

W smaku masa lodowa raczyła wyrazistymi fistaszkami i zaskakująco niską słodyczą. Fistaszkowość wyczuwalna była cały czas, słodycz rosła z czasem, ale w samej masie nie aż tak bardzo. Szybko dołączył do niej smak spienionego mleka czy bitej śmietanki. Taka... lekka, spulchniona mleczność. Ogólnie okazała się delikatna i przyjemna.

Fistaszki zaskoczyły mnie swoim świeżym, intensywnym smakiem. Prażone i charakterne - takie, jakie natychmiast kojarzą się tylko i wyłącznie ze Snickersem.
Naturalna gorzkawość i gorzkość skórek orzeszków wyszła tu obłędnie!

Bardzo słodka czekolada wydała mi się raczej ciemnawa, bo z nutką kakao, i przesłodzona, niż mleczna, ale to pewnie przez kontrastowo mleczne otoczenie masy lodowej.

Karmel... był bardzo słodki i niewątpliwie karmelowy, ale bardziej maślany i jak cukrowy kajmak, niż palony karmel. Czuć w nim cukier, ale jako jeden z wielu elementów lodów, jak najbardziej pasował. Tak słodki, że aż serce przyspieszało pracę. Na szczęście jego smak świetnie przełamały gorzkie skórki orzeszków. Miejscami, gdzie był rzadszy, wydawał się mniej karmelowy, bardziej mleczny (stąd wnioskuję, że mógł wymieszać się z sosem czekoladowym).

Wszystko razem było mocno orzeszkowe, słodkie i nie za ciężkie czy mulące.
Lody pozostawiły przyjemny posmak fistaszków, ale i poczucie słodyczy było bardzo, bardzo silne.

Całość prezentowała się bardzo pozytywnie, rzeczywiście snickersowo. Smaczna masa lodowa wyszła przyjemnie mlecznie i orzeszkowo (odlegle kojarzyła się nawet z masłem orzechowym), fistaszki po prostu cudowne, podkreślające jej smak, czekolada jak to średnia, "lodowa" czekolada, a karmel... cukrowo-zasładzający, ale jakże tu pasujący! Wszystko było po prostu dobrze wyważone, proporcje trafione.
Bardzo dobre lody. Aż się zdziwiłam, że tak mi smakowały.


ocena: 8/10
kupiłam: Carrefour
cena: 15,49 zł
kaloryczność: 190 kcal / 100 ml
czy kupię znów: kiedyś mogłabym

Skład: odtłuszczone mleko w proszku, syrop glukozowy, cukier, śmietanka, orzeszki ziemne, tłuszcz mleczny, pasta z orzeszków ziemnych, słodzone skondensowane mleko odtłuszczone, oleje roślinne (palmowy, kokosowy), syrop cukru inwertowanego, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, kakao w proszku, emulgator (lecytyna sojowa, E471), stabilizatory (E331, E339, E407, E410, E412), odtłuszczone kakao w proszku, sól, laktoza i białko z serwatki, serwatka w proszku, skrobia modyfikowana, aromaty, naturalny ekstrakt z wanilii, regulator kwasowości (E330, E500)

piątek, 7 września 2018

lód Snickers Ice Cream

Kiedyś, jeszcze w czasach gdy lubiłam batona Snickers, zdziwiłam się, gdy lód (który był wtedy nowością) posmakował mi bardziej niż baton. Po tym, jak go odkryłam, nie udało mi się już "wrócić do batona" i lubić go w takim samym stopniu. Aż do testu Snickersów miałam lata przerwy w jedzeniu jakiejkolwiek ich wersji, jednak jakiś rok temu stwierdziłam, że warto go sobie przypomnieć. I tak leżał w zamrażarce... do czasu, gdy przeprowadzka zmusiła mnie do opróżnienia jej, czyli zjedzenia nieszczęsnego loda, o którym nawet nie chciałam myśleć. Przypomniał mi bowiem paskudnego loda Bounty, a więc lodowej odsłony batona, którego lubiłam w momencie testowania (teraz nie wiem, bo lata nie jadłam, ale wątpię, by dalej mi smakował).


Snickers Ice Cream to "lody, orzeszki ziemne 12% i miękki karmel 16% w polewie kakaowej 27%" od Mars.
Waży 48 g / 53 ml.
Btw., podana jest nawet zawartość tłuszczu w lodach - 5,1%.

Po otwarciu czuć zapach słodkich lodów w polewie czekoladowej z nutą karmelowo-orzeszkową, chciałoby się napisać, że nutą Snickersa, ale nie, bo po prostu słodką.

Polewa okazała się twarda, średniej (według mnie odpowiedniej) grubości. Ku mojemu zaskoczeniu w ustach rozpływała się przyjemnie gładko-kremowo, jak czekolada.
Karmelu nie pożałowano, był zbito-ciągnący i bardzo lepiący. Orzechów i ich kawałeczków też znalazło się tam sporo. Były i trochę chrupiące, i trochę rozmiękłe.
Sam lód topił się szybko, był raczej rzadki i nietlusty.
Całość do jedzenia była problematyczna. To chyba lód do gryzienia jak baton, a w moim przypadku takie coś nie przejdzie. Ani to obgryzać, bo polewa z czasem mięknie, a lód szybko się topi, ani to jeść łyżeczką, bo się rozwala. Ja właśnie łyżeczką i rękami męczyłam.

W smaku... Nie był wart tego zachodu.
Polewa zaskoczyła mnie pozytywnie, bo oprócz silnej słodyczy, smakowała też mlecznie i trochę "kakałkowo", co wyszło przyzwoicie czekoladowo.
Karmel w sumie też nie był najgorszy, bo dzięki temu, że był chłodny, jego słodycz wyszła bardziej przystępna. Smakował cukrowo-karmelowo, z nutką margaryny, jak troszeczkę mniej słodka wersja z batona. Wielbicielom Snickersa powinien smakować (mi nie smakował).
Orzeszki wyszły tak sobie. Ogólnie można powiedzieć, że smakowały jak to orzeszki, ale nie wydały mi się bardzo prażone, ani jakoś szczególnie wyraziste. Jeden był stęchło-gorzki, ale pewnie po prostu za długo już leżał (choć termin ważności obiecywał jeszcze 5 miesięcy).
Żadnej sugestii soli nie znalazłam. W dodatku wszystkie wyżej opisane warstwy nie współgrały z lodem. Ten zagłuszał je swoim lodowatym zimnem i wprowadzał smakową cukrową nijakość.
Masa lodowa była przede wszystkim cukrowa, a tak to jak woda z mlekiem.

Lód wyszedł według mnie przeciętnie, trochę wybił się ponad lody-średniaki, ale jego forma jest beznadziejna. Wielki, zabójczo zimny kęs cukrowej nijakości w ustach to coś naprawdę okropnego. Dziabanie tego łyżeczką... No, wtedy poszczególne rzeczy czuć, ale sam lód był niesmaczny i tyle. Zagarnianie po kilka części łyżeczką sprawdzało się, dopóki chcąc rozgryźć orzeszka nie kłapnęłam masy lodowej (zimno!).
Powinni te lody robić w formie patykowej, bo obecna jest jakaś nieprzemyślana. Nie lubię lodów na patykach, ale do tego aż się prosi patyk wbić (albo zrobić coś a'la Nogger? - podgląd z internetu). Lodowy baton wyszedł mniej słodko niż baton, więc to plus, jednak jako całość to wciąż przeciętny lód niewygodny do jedzenia. Do tego stopnia, że sobie po połowie darowałam i oddałam Mamie. Ona była zachwycona smakiem, ale nie mogła się nadziwić, że to nie lód na patyku.


ocena: 5/10
kupiłam: Tesco
cena: 1-2 zł w promocji chyba
kaloryczność: 338 kcal / 100 g; lód - 179 kcal
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, syrop glukozowy, mleko odtłuszczone (13%), orzeszki ziemne, śmietanka, woda, słodzone odtłuszczone mleko skondensowane, tłuszcz kokosowy, tłuszcz kakaowy, tłuszcz palmowy, miazga kakaowa, odtłuszczone mleko w proszku, tłuszcz mleczny, laktoza, serwatka w proszku, emulgatory (lecytyna sojowa, E471, E477), stabilizatory, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, sól, naturalny ekstrakt z wanilii

czwartek, 8 marca 2018

Galaxy Caramel Collection Salted Caramel mleczna z płynnym karmelem z solą

Czekolady Galaxy nie kuszą mnie ani trochę, a właściwie... Po Dove cookies & creme (za obie marki odpowiada Mars) wyjątkowo mi się nie podobają (na wygląd nawet), tak po prostu. Tę jednak kupiłam, bo pomyślałam, że już chyba wieczność nie jadłam czekolady z płynnym solonym karmelem, a Mama ostatnio solony karmel polubiła, więc nie musiałam się martwić o to, czego sama nie zjem (a dostałam zlecenie, żeby kupić jej coś słodkiego).


Galaxy Caramel Collection Salted Caramel to mleczna czekolada nadziewana płynnym solonym karmelem, który stanowi 30 % (dziwne jest, że podali zawartość składników mlecznych - 14%, o kakao ani słowa).

Po otwarciu poczułam zapach mleka w proszku i bardzo silną słodycz czekolady i karmelu, przy czym oba te czynniki wydały mi się sztuczne.

Lśniąca czekolada nawet lekko trzaskała, nie tłuściła rąk - tu zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie.
Niestety, zalepiała usta przybierając postać niegładkiego plastiko-bagienka.
Jej gruba warstwa otaczała sporą ilość nadzienia, które wydawało się ciągnąć się w nieskończoność, lepiąc się tak, że nie jeden klej mógłby takiego efektu pozazdrościć. Właściwie... karmel ten ogólnie zachowywał się jak taki płynny klej, choć w wersji gęstszej.
Konsystencja okazała się skrajnie niemoja, ale uwierzę, że znajdą się jej amatorzy.

Oczywiście jedną kostkę podzieliłam, ażeby spróbować osobno karmel i czekoladę, jednak w obu przypadkach wszystko zaczynało się i kończyło smakiem cukru.

Już od pierwszych sekund poczułam cukrową mleczność, co nawet ciężko było mi nazwać czekoladą. Pojawiał się za to... bliżej nieokreślony posmak. Duet sztuczności i margaryny? Nie wiem, bo oto spod czekolady po ustach rozchodziło się nadzienie.

Smakowało przede wszystkim cukrem z jakiś posmakiem sztuczności i tłuszczu, co dodatkowo podkreślała czekolada. Osobiście nazwałabym to kiepskim toffi (takim rodem z popularnych batonów typu Snickers, Mars). Soli wychwyciłam w tym tylko odrobinkę - jakby chowającą się kątami. Co ciekawe, nadzienie wygrzebane z czekolady to właśnie słonawym akcentem witało i ogólnie tę słonawość było czuć (czekolada ją zabijała).

Całość wyszła podle cukrowo i z okropnymi posmakami. Obok karmelu to nadzienie nie stało, to taki... "batonowy karmel" smakujący raczej toffi - ale i to kiepskim. Owszem, słonawość czułam, ale jak na "solony karmel" zdecydowanie za mało. Znaczy... gdyby nie ogólna cukrowość i posmaki może byłoby lepiej. Wmusiłam w siebie trzy kostki, by porządnie recenzję napisać, ale... ble. Cukier w cukrze (ale przynajmniej było +1000 do satysfakcji, gdy dopadłam po niej do setki, którą na szczęście miałam otwartą).


ocena: 2/10
kupiłam: Biedronka
cena: jakieś 5-6 zł (za 135g)
kaloryczność: 497 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, syrop glukozowy, odtłuszczone mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, tłuszcz mleczny, miazga kakaowa, laktoza, serwatka w proszku, olej palmowy, lecytyna sojowa, sól, naturalny ekstrakt z wanilii

środa, 16 sierpnia 2017

baton Snickers White

Muszę przyznać, że początkowo zakładałam, że do testu w ogóle nie włączę białoczekoladowego wariantu, bo jak w zeszłym roku był w sklepach jako edycja limitowana, nie kupiłam (i nie żałowałam), a w chwili obecnej do białej czekolady czuję wręcz wstręt (z małymi wyjątkami, bo nadal uważam, że np. biały sojowy Zotter to cudo). Zdziwiłam się, kiedy Mama wyjęła tego batona ze swojej skrytki pytając, czy chcę pół. Przystałam na propozycję, po czym ostrożnie kawałek jednego z dwóch batonów z opakowania odkroiłam. "Nie wygłupiaj się" - usłyszałam, ale po powąchaniu tego tworu nie miałam najmniejszych złudzeń...


Snickers White to baton z "miękkiego nugatu 16%, karmelu 27% i prażonych orzeszków ziemnych 22% oblanych czekoladą białą 35%".

...Poczułam bowiem zapach cukru i śmietanki lub mleka w proszku, który okropnie zohydził zapach orzeszków i zwykłego, słodkiego karmelu. Nie przypominało to zbytnio białej czekolady, a jakąś sztucznie śmietankową, cukrową "białą polewę".

Baton był tłusty już "na dotyk". "Czekolada" prawie topiła się w palcach, a w ustach rozpływała się tłusto, lekko proszkowo i plastelinowo, odsłaniając lepiące wnętrze. Karmel strasznie się kleił i ciągnął, jak w klasyku, a nugat był jakiś taki... lepiąco-tłusto-suchawy, jakby grudkowy, na pewno niegładki. Jedyne co pod względem konsystencji zasłużyło na pochwałę to chrupiące orzeszki, których w moim kawałku było sporo.

Na nic jednak nie zdała się ich ilość, bo smak został zupełnie przysłonięty (a przecież w klasyku one są takie prażone, wyraziste!). Karmel, jak w klasyku, był strasznie słodki i z margarynową nutą, ale autentycznie słodko karmelowy. W nugacie nie czułam nic, oprócz cukru i margarynowej nuty. Nie wiem, czy smakował tak samo jak w klasyku, bo możliwe, że to wierzchnia warstwa "czekolady" tak podkręciła cukrowość.

Właśnie... rzekoma czekolada smakowała jak cukier wymieszany z mlekiem w proszku. To było tak słodkie, że myślałam, że z oczu popłyną mi łzy - tak drapało w gardle! Okropny smak mleka / śmietanki w proszku z kolei nadał temu mdląco-sztucznego charakteru.

Zszokowało mnie, że ten cały cukier zupełnie zabił smak fistaszków. Mleko w proszku zaś i posmak margaryny oczywiście nie dały się zabić, o nie! One zabawiały się z cukrem w najlepsze. Nie sądziłam, że jakikolwiek Snickers może być aż tak podły... A jednak. Widzicie ten odkrojony mały kawałek (na zdjęciu niżej ugryziony)? Na oko to jakieś 15g i nie dałam rady zmusić się do ani odrobiny więcej. Zacukrzyło i zemdliło mnie po takiej ilości, a plułam tym do kibla. Ta limitka Snickersa nie powinna nigdy znaleźć się w dziale żywności - umieściłabym ją raczej gdzieś, gdzie leżą trutki na gryzonie i robaki. Zjadłam odrobinkę, a trauma chyba nie opuści mnie aż do śmierci... Snickersowi White możecie podziękować za to, że w ramach testu KitKatów, nie przeczytacie o wariancie White - zabrakło mi sił, by się do niego zmusić, gdy usłyszałam od Mamy, że jest "równie niesmaczny".


ocena: 1/10 (czuję się, jakbym i tak zawyżyła, mimo że przysięgłam sobie nie rozszerzać skali pod żadnym pozorem)
kupiłam: poczęstowałam się kawałkiem
cena: -
kaloryczność: 491 kcal / 100 g, batonik (40g) - 196 kcal
czy znów kupię: NIE (i błagam, niech producent nie truje już tym ludzi...)

Skład: cukier, syrop glukozowy, orzeszki ziemne, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, olej słonecznikowy, tłuszcz palmowy, sól, laktoza, serwatka w proszku, naturalny ekstrakt z wanilii, białko mleka

niedziela, 13 sierpnia 2017

batony Snickers, Almond, & Hazelnut

Początkowo planowałam zupełnie inne rozłożenie snickersowych postów, ale jako że w czasie, gdy nastał czas otwierania tych batonów złapała mnie niechęć do za słodkich rzeczy, postanowiłam podzielić się nimi z Mamą nierówno, zostawiając sobie tylko po kawałku (tak, żeby wyszedł mi mniej więcej cały baton; wcześniej planowałyśmy po połowie), w efekcie czego zjadłam je w ciągu jednego dnia i... i tak nie podołałam mojej porcji.

Klasyka każdy zna, więc recenzowanie go w innych okolicznościach nie miałoby sensu, jednak pozwoliłam sobie na opisanie go, ażeby mieć punkt odniesienia.

Snickers to "baton z nugatem (16%), karmelem (27%) i orzeszkami ziemnymi (22%) w mlecznej czekoladzie (25%)".

Baton pachniał intensywnie prażonymi orzeszkami i karmelową oraz mlecznoczekoladową słodyczą.

Czekolada była zdecydowanie za tłusta i wręcz cukrowa w smaku, ale przy tym typowa dla takich produktów.
Lepiący karmel smakował głównie cukrem, ale i najzwyklejszym słodkim karmelem. Jego cukrowość dla mnie okazała się nie do przejścia. Miękko-tłusty nugat odebrałam jako do bólu cukrowo-mdły.

Ratunek od tego wszystkiego, a więc od obleśnej tłustej miękkości i cukru, stanowiły chrupiące orzeszki, rozmieszczone równomiernie. Dzięki prażonemu smakowi wydały mi się odrobinkę wręcz słonawe i całkiem dobrze wyróżniające się na tle cukrowości.

Niestety, nawet te orzeszki obecnie nie pomogły batonowi w moich oczach. I tak był okropnie cukrowy, choć fistaszki to niewątpliwie dobry pomysł. Na szczęście głównym minusem był cukier, bo kiepskie tłuszcze czy chemia aż tak nie dawały się we znaki. Mamie smakował, ale nawet ona stwierdziła, że jest za słodki.


ocena: 5/10
kupiłam: poprosiłam Mamę
cena: -
kaloryczność: 481 kcal / 100 g, baton (50g) - 241 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: cukier, syrop glukozowy, orzeszki ziemne, odtłuszczone mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, tłuszcz palmowy, laktoza, serwatka w proszku, tłuszcz mleczny, sól, lecytyna sojowa, białko jaja w proszku, zhydrolizowane białko mleka, naturalny ekstrakt z wanilii

--------------
Snickers Almond to "baton z nugatem, karmelem i migdałami w czekoladzie mlecznej" z USA.

Baton pachniał cukrem, słodkim karmelem i prażonymi migdałami, a także trochę czekoladowo, niestety z przewagą dwóch pierwszych czynników w odróżnieniu od klasyka.

Czekolada, karmel i nugat były tłusto-cukrowe. Cukier było czuć jeszcze bardziej niż w klasyku. Obrzydził mnie, Mamę także (a ona lubi m.in. produkty Milki).

Migdały były cudownie chrupiące, ale przy tym poziomie cukrowości i tak wydały mi się jakoś za mało wyraziste (mimo prażenia!), zabrakło mi przy nich chociaż złudzenia słonawego elementu. Co więcej, wadą okazała się ich forma - miałam wrażenie, że duże sztuki bakalii były tak rozmieszczone, że karmel i nugat miały okazję wyeksponować swoją cukrowość (gryz z migdałem, a potem drugi z luką po migdale, ale resztą warstw).

Z przykrością stwierdzam, że migdały w tym cukrowym otoczeniu wyszły gorzej, niż orzeszki ziemne. To było zacukrzenie totalne (i nawet Mama to potwierdziła; swoją część po dwóch gryzach wyrzuciła). Myślałam, że umrę od zacukrzenia, a nie zjadłam nawet jednej trzeciej. Może ta wersja jest adekwatna do nazwy, bo jednak są migdały zamiast orzeszków, ale co z tego, jeśli coś nie gra? Wersja Rockin' nut Road może zupełnie nie była w moim stylu, ale wydała mi się bardziej spójna, a i ciemnawa czekolada trochę ratowała sytuację.


ocena: 2,5/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 491 kcal / 100 g, batonik (40g) - 196 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: mleczna czekolada (cukier, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, odtłuszczone mleko, laktoza, tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, aromat), syrop kukurydziany, migdały, cukier, olej palmowy, odtłuszczone mleko, mniej niż 2 %: laktoza, sól, utwardzony olej z nasion palmy i/lub olej palmowy, białka jaj, aromat

--------------
Snickers & Hazelnut to "baton z nugatem (15%), karmelem (27%), orzeszkami ziemnymi (17%) i orzechami laskowymi (5,6%) w mlecznej czekoladzie", wersja limitowana.


Baton pachniał bardzo podobnie do klasycznej wersji. Czułam tu fistaszki, a orzechy laskowe na tyle słabo, że zastanawiałam się, czy to nie autosugestia.

W smaku właściwie z powodzeniem mógłby udawać klasyka, ale trochę bardziej cukrowo-mdłego. Kawałki orzechów laskowych zatopionych w karmelu pomiędzy ziemnymi nie odznaczały się specjalnie w smaku. Niestety, nie był to jedyny minus. Ich kosztem zmniejszono wyraziste orzeszki ziemne odpowiedzialne za obniżanie słodyczy. Tutaj cukier szalał w najlepsze,bez jakiegokolwiek złudzenia słonawości.
Wersja Hazelnut nie wniosła praktycznie nic nowego. Tytułowe orzechy to tylko szczegół, którego prawie nie czuć (za co obniżam ocenę o punkt), ale który odebrał Snickersowi odrobinę jego snickersowości. Był cukrowy i mdły - nawet trochę bardziej od klasyka, choć Mama uznała, że są takie same ("może rzeczywiście słodszy" - ale nie była tego pewna).


ocena: 3/10
kupiłam: sklep osiedlowy
cena: 2 zł (około)
kaloryczność: 489 kcal / 100 g, baton (49g) - 240 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: cukier, syrop glukozowy, orzeszki ziemne, odtłuszczone mleko w proszku, orzechy laskowe, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, tłuszcz palmowy, laktoza, serwatka w proszku, tłuszcz mleczny, sól, lecytyna sojowa, białko jaja w proszku, zhydrolizowane białko mleka, naturalny ekstrakt z wanilii 

czwartek, 10 sierpnia 2017

batony Snickers Rockin' nut Road, Peanut Butter

Słodycze niebędące w moim stylu próbuję wtedy, gdy jakieś wpadną mi okazyjnie, gdy mam możliwość podzielenia się z Mamą (lub kradzieży części posiadanego przez nią słodycza) itd. Jako że Mama je słodycze codziennie, niektóre trochę jej się nudzą i robimy takie "serie porównawcze" (rzadko w nich uczestniczę, ale się zdarza). Jako, że dostałam ostatnio kilka słodkości z USA, Snickersy lata świetlne temu były jednymi z moich ulubionych batonów i mam wyjście awaryjne (czyli oddania za dużej ilości lub reszty tych, które mi nie posmakują), postanowiłam sobie zrobić serie porównawcze dawnych ulubieńców, czyli Snickersów i KitKatów (zaspoileruję, że Mama była zadowolona, bo prawie wszystkie bardzo jej smakowały).

Przypominanie sobie Snickersów zaczęłam od klasyka, ale postanowiłam wrzucić najpierw amerykańskie smaki - tylko dlatego, że smak "rocky road" już recenzowałam (stara recenzja Snickers Rockin' nut Road) , ale dawno, więc chcąc go porównać z innymi, pozwoliłam sobie na nowo go opisać. Starą recenzję zostawiam, a chronologię porównań trochę zachwieję.

Snickers Rockin' nut Road to "baton z nugatowym nadzieniem marshmallow, karmelem i migdałami oblany ciemną czekoladą".


Baton pachniał ciemną czekoladą - wytrawnie, ale też słodko na sposób charakterystyczny dla ciemnych o niskiej zawartości kakao.

Sprawiał wrażenie lekkiego, ale wydał mi się... pełny. Wszystkiego było tu bowiem dość sporo: gruba warstwa czekolady, mnóstwo lepiącego i ciągnącego się karmelu (rzadszego niż w klasyku), sporo migdałów i dużo piankowego, gumiastego nugatu. Konsystencja, może i zalepiająca, ale nie na ciężki sposób.

Czekolada rozpływała się bardzo szybko, była zdecydowanie za tłusta, ale nie plastelinowa. Smakowała niemal gorzko kakaowo, choć i jakoś tak maślanie. Niestety, przesadzili w niej z ilością cukru, co nie zmienia faktu, że jak na czekoladę w batonie, była w porządku.

Karmel pod nią był cukrowo słodki, ale miał też karmelową nutkę, więc nie był taki nijako cukrowy. Wydaje mi się, że raz poczułam posmak margaryny, ale to tylko jak akurat trafił mi się kęs bez migdała.
Na szczęście migdałów nie pożałowano. Były przyjemnie chrupiące, wyraźnie wybijały się w smaku, ale niestety nie przełamały słodyczy. Gdyby zostały porządnie uprażone, byłoby lepiej. Tak są dodatkiem dobrym, ale... dodanym do czegoś zupełnie cukrowego.

Tego poczucia - cukrowości - dopełniał bowiem piankowy nugat. Trudno jest mi go określić jakoś inaczej, niż "cukrowa pianka", taki marshmallow i tyle. Ja tego tworu ogólnie nie cierpię, ale mimo to, całkiem "do przejścia" to wyszło, nawet dość ciekawie.

To takie... "niby to samo, ale inaczej" - taki Snickers, ale w sumie zupełnie inny. Strasznie słodki, zalepiający (choć ogólnie "lżejszy"), z fajnym chrupaczem. Połowa mnie wykończyła, ale to kwestia mojej wybredności, bo zły nie był. Jedyne, co podobało mi się bardziej niż w klasyku to ciemna czekolada.


ocena: 5/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 461 kcal / 100 g, baton (49.9g) - 230 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: ciemna czekolada (miazga kakaowa, cukier, mleko odtłuszczone, laktoza, tłuszcz mleczny, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, aromat), syrop kukurydziany, cukier, migdały, utwardzony olej z nasion palmy i/lub olej palmowy, mleko odtłuszczone, mniej niż 2 %: laktoza, sól, białka jaj, aromaty, E319

Snickers Peanut Butter to "baton z nugatem, karmelem, masłem orzechowym i orzeszkami ziemnymi oblany mleczną czekoladą".


Po otwarciu opakowania poczułam mocny fistaszkowy zapach, w którym dało się wyróżnić taki typowy dla masła orzechowego, jak i same orzeszki, oraz silną słodycz mlecznej czekolady.

Kostki batona (?) okazały się konkretne; na szczęście wypełniało je głównie masło orzechowe. Kawałków i połówek orzeszków według mnie pożałowali, co uważam za minus, ale z kolei skąpą ilość karmelu i nugatu uważam za zaletę, albo raczej za pójście w dobrym kierunku, bo... i tak za wiele to nie pomogło. Mam do nich ten sam zarzut co do grubawej warstwy czekolady.

Czekolada, nugat i karmel były przeraźliwie słodkie i tłuste. Czekolada wydała mi się bardziej plastelinowo-ulepkowata niż w klasyku, taka skłaniająca się ku Reesesom (trochę przesadzam, ale nie była najwyższej jakości). Karmel z kolei... niby był taki sam, a jednak mniej zbity, chyba jeszcze bardziej cukrowy. Głównie cukrowy, z margarynową nutą. Nugatu w ogóle nie czułam jako jakiegoś konkretnego smaku, bo niemiłosiernie tylko jeszcze bardziej wszystko zacukrzył.

Na szczęście masło orzechowe nie było słodkie, a słonawe jakby na naturalnie orzeszkowy sposób. Te było bowiem przyzwoicie czuć, chociaż cukrowość pozostałych warstw i tylko odrobinkę słonawa nutka, sprawiły, że ta warstwa nie była tak intensywnie fistaszkowa, jakby się chciało. Orzeszki zatopione w niej przyjemnie chrupały i napędzały orzeszkowość, ale jak już pisałam - dodano ich za mało (i mogłyby być posolone czy coś). Tak czy inaczej, ta warstwa była ratunkiem od dwóch pozostałych. Także w konsystencji, bo masło mimo tłustości zachowało pewną przyjemną suchawość.

 Zasłodziłam się już jedną kostką, ale muszę przyznać, że dzięki sporej ilości masła orzechowego i wyrazistych orzeszków (których i tak chcę więcej!) to całkiem niezły baton. Wywaliłabym nugat zupełnie, bo tylko dodawał cukrowości, a tę i tak już za mocno nakręcał karmel i plastelinowa czekolada. Zamiast pchać tu tyle wszystkiego, dopracowaliby lepiej warstwę z orzechami i czekoladę. To chyba jednak i tak najlepszy Snickers. Pisząc to, mam mieszane uczucia, bo czuję, że zdradzam właśnie latami ulubionego batona - klasyka, ale... ten był jednak mniej słodki i... no masło orzechowe, no.


ocena: 6/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 495 kcal / 100 g, dwie "kostki" (50.5g) - 250 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: mleczna czekolada (cukier, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, odtłuszczone mleko, laktoza, tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, stabilizator smaku), masło orzechowe (orzeszki ziemne, olej palmowy), orzeszki ziemne, cukier, syrop kukurydziany, cukier inwertowany, laktoza, syrop kukurydziany w proszku, oleje roślinne (utwardzony z nasion palmy, utwardzony rzepakowy i/lub bawełniany) mniej niż 2 % - dekstroza, gliceryna 

niedziela, 9 sierpnia 2015

Snickers Rockin' nut Road

Witamy pana Snickersa! Ciemna czekolada, migdały, marshmallow... E, Snickers, zjedz Snickersa, bo nie jesteś sobą! Zaraz, niee... dobrze czytam. Ciemna czekolada, karmel, migdały, marshmallow - to jest właśnie Snickers Rockin' nut Road. Zainteresował mnie ze względu na wygląd. Płytkie? No nie wiem. Kiedy tylko zobaczyłam czarne opakowanie Snickers'a z rysunkiem migdału, który od razu skojarzył mi się z piłką do footballu amerykańskiego, wiedziałam, że muszę mieć ten baton. 

Kupiłam, wrzuciłam do szuflady ze słodyczami, jednak w końcu nadszedł dzień, w którym zajęłam się typowo amerykańskim nic-nie-robieniem. Jak by tutaj tchnąć jeszcze więcej kiczowatej amerykańskońsci w ten dzień? A może by tak przy pomocy czegoś słodkiego?


Wyjęłam dawno już zapomnianego Snickers'a i otworzyłam opakowanie, które mnie tak urzekło.

Pierwszą i bardzo znaczącą różnicą od wersji klasycznej jest czekolada. W tym batonie spotykamy się z grubą warstwą tłustawej czekolady deserowej. W smaku jest bardzo słodka, jak jej mleczna siostra, ale tutaj dla odmiany czuć kakaowego kopa. Może nie jest najwyższych lotów, ale kupując batona, nie oczekuję, że czekolada będzie wykwintna, a po prostu smaczna i słodka. 
Pod nią ukrywa się ciągnący i straszliwie klejący karmel. Jest on słodki w śmietankowy sposób. Nie jest go za dużo, tak więc ilość cukru nie szokuje jakoś specjalnie. W tej karmelowej masie zatopione są migdały. Czy przy tym elemencie trzeba mówić coś więcej? Pyszne, chrupiące migdałowe migdały. A jakie mogłyby być? Bałam się, że będą jakieś zatęchłe, ale na szczęście nie. Dodały ciekawego efektu do pospolitego, batonikowego karmelu. Na sam koniec zostawiłam sobie rzecz najciekawszą, a mianowicie marshmallow, czyli typowo amerykańska pianka. Jest ona bardzo słodka, ma wręcz cukrowy posmak. W konsystencji niby zbita, jednak "niby" robi wielką różnicę. Ta warstwa jest zbita w sposób bardzo lekki. Jest to pianka i tyle. W smaku również - nie do pomylenia z niczym innym!

("smakowite" wgniecenie)

Całość jest słodka i dość zaklejająca, lecz zarazem dziwnie lekka i chrupiąca. Z kakaową nutą (co jest takie rzadko spotykane w batonach) jednocześnie! Przyznam, że narobiło mi to wszystko mały mętlik w głowie. Niby nic, co by mnie szczególnie zachwyciło, ale ciekawy produkt "na spróbowanie". Obeszłabym się bez niego, ale cieszę się, że spróbowałam. 

Snickers Rockin' nut Road zupełnie inny od klasyka w smaku i bardzo do niego podobny w formie. Według mnie nie jest ani lepszy, ani gorszy. Po prostu inny i ciekawy. 


ocena: 7/10
kupiłam: Coś słodkiego
cena: 6.99 zł
kaloryczność: 461 kcal / 100 g, baton (49.9g) - 230 kcal
czy znów kupię: nie

czwartek, 23 lipca 2015

Dove cookies&creme biała z kakaowymi ciasteczkami

Wariant Cookies&Cream może być albo bardzo, bardzo rewelacyjny, albo bardzo, bardzo zły. Wiem to z własnego doświadczenia i powiem Wam, że tyle, ile ja nadziei nad tym smakiem straciłam, i tyle, ile pysznych rzeczy pożarłam... to aż strach wyliczać. Nie wiem, czy jest inna kombinacja, która jest aż tak ryzykowna, a prosta zarazem. Nie mówię tu o wymyślnych smakach, a właśnie takich zwyczajnych, wydawać by się mogło, łatwych. 
Po ostatnich tabliczkach z kremem mleczno-śmietankowym i kakaowymi ciasteczkami, prawie zwątpiłam... Na szczęście, układając na nowo tabliczki w mojej szufladzie, odkryłam Dove cookies&creme, czyli białą czekoladę z ciasteczkami kakaowymi. Jest to bliźniacza czekolada Nestle do Cookies&Cream Hershey's, którą kiedyś już jadłam i zakochałam się w niej (recenzja... kiedyś tam; tabliczka zakupiona ostatnio ma datę do 2016). 


Po rozerwaniu opakowania, a jeszcze przed wyjęciem czekolady, poczułam dobrze znany zapach białej czekolady. Słodziutka śmietanka - znak, że będzie smacznie. Wreszcie i sama miniaturowa (38 g) tabliczka ujrzała światło dzienne, a także zetknęła się z moim krytycznym okiem. 
Otóż nie podoba mi się jej wygląd. Straszliwie małe kostki jakoś nie wzbudziły we mnie pozytywnych emocji. Ciasteczka przebijały się, jednak nie do końca. Od spodu trochę bardziej, niż z wierzchu, ale raczej ukrywały się. 
Po włożeniu dwóch kostek do ust (takie maleństwa... przy jednej jeszcze bym nic nie poczuła!), od razu uderzyła mnie śmietankowa słodycz. Głównie sama słodycz, cukier konkretnie, ale taki mleczno-śmietankowy, jak w dobrych białych polewach, ewentualnie - nie najgorszych (ale i nie najlepszych, delikatnie mówiąc) białych czekoladach. Na waniliowy posmak chyba też trafiłam, ale to akurat mogłam sobie wmówić.

Kiedy tak rozpuszczała się z prędkością światła (cukier rozpuszcza się bardzo szybko), gładko i kremowo, w końcu tłuszczyku nie mogło zabraknąć (wiadomo, to w końcu biała czekolada), zaczęłam trafiać na ciasteczkowe kuleczki. Całkiem spore, biorąc pod uwagę wielkość całej czekolady. Było ich multum! ...W niektórych kostkach. W innych - ze dwa małe ciasteczka. Rozmieszczone nierównomiernie, ale przynajmniej bardzo smaczne. Z całkiem silną goryczką, minimalnie słodkie. Był w nich także słonawy akcent i taki posmak dobrze wypieczonych ciasteczek. Na swój sposób były kruche i chrupiące, jednak ani trochę ostre. Z czystym sumieniem mogę je nazwać delikatnymi i przyjaznymi dla podniebienia. 
Przy ostatniej kosteczce, czułam, jak słodycz drapie mnie w gardle. Dobrze, że czekolada była taka malutka, bo dotarła do granicy "przecukrzenia totalnego". Całkiem smaczna, jednak nie wygrała z Hershey's, którą pamiętam jako jedną z lepszych, a jadłam ją... tak dawno, że już nie pamiętam kiedy. Nie wiem, jaką bym teraz miała o niej opinię, na recenzję będziecie musieli pewnie trochę poczekać. 

Dove Cookies&Cream jest za słodka. Dla mnie, troszeczkę, była, a i do wyglądu tabliczki mam małe zastrzeżenia, ale ogólnie nie są to wielkie wady. Dobra na raz, na spróbowanie.


ocena: 7/10
kupiłam: Coś Słodkiego
cena: 5.69 zł
kaloryczność: 558 kcal / 100 g, 210 kcal / 38 g
czy kupię znów: nie

Skład: biała czekolada (cukier, tłuszcz kakaowy, odtłuszczone mleko, tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, naturalne i sztuczne aromaty, polirycynooleinian poliglicerolu, sól, substancja utrzymująca świeżość: tokotrienol), czekoladowe ciasteczka (mąka pszenna, cukier, olej palmowy, odtłuszczone kakao, sól, naturalny aromat, soda do pieczenia)

niedziela, 12 lipca 2015

M&M's Dark Mint

Klasyczne, czekoladowe draże chyba każdy jadł przynajmniej raz. Mimo wszystko, mam w planach zrecenzować kiedyś klasyczne M&M's, po to, żeby wyłożyć karty na stół, czyli co myślę o marce, samych drażach, a także, jako że jestem krytyczna i czepiam się wszystkiego, co mi w nich nie pasuje. To jednak nie dziś i raczej nie jutro.
Pewna mafia (coś słyszałam, że nazywają ją terminem przydatności) grozi mi i narzuca, jakie produkty mam wyciągać z mojej słodkiej szuflady.

M&M's Dark Mint kupiłam podczas zakupowego szału (wziąć, co się da i aby tylko nie odrzuciło karty, bo wstyd), potem o nich zapomniałam, przypomniałam i nie miałam na nie ochoty, znowu zapomniałam... I trochę sobie już tak u mnie poleżały. Dzisiaj jednak mam ochotę na draże, których jeszcze nie jadłam i wybór był prosty.


Ładna, zielona paczuszka wygląda całkiem zachęcająco. A co skrywa w środku? A no draże. A jakie? Duże (takie jak te z orzechami w środku) i zielone, oczywiście. Tak, spotykamy się tutaj z M&M'sami w tylko i wyłącznie zielonych skorupkach. Są one, jak zwykle, bardzo cukrowe oraz, jak nazwa wskazuje, miętowe. W niektórych przeważa cukier, w innych mięta. Częściej to drugie, jest wtedy naprawdę dość intensywna. Albo mi się wydaje.

Co do środka, czyli do ciemnej czekolady... I tutaj "Houston, mamy problem". Nie wiem, z której strony ta czekolada ma być niby ciemna. Nawet z koloru nie różni się bardzo od tej, z wersji klasycznej. Może jest po prostu minimalnie mniej słodka, ale czy to czyni ją zaraz ciemną? Przecież nie jest ani deserowa, ani tym bardziej gorzka. Wyraźnie czuć w niej nienapastliwą miętę z aromatu, co dla niektórych pewnie będzie plusem, dla innych minusem. Ja nie mam nic do takiej z aromatu, więc dobrze trafiło. Nie jest źle, ale całościowo zbyt pysznie też nie.

Kakao jakoś tam czuć, ale idzie ono raczej w kierunku tego rozpuszczalnego, słodzonego.
Mimo wszystko, trzeba przyznać, że draże są całkiem w porządku.
Jak próbuję rozdzielić skorupkę od czekolady, nie dają żadnego ciekawego efektu, a razem - już nieco lepiej. Miętowo i czekoladowo.


ocena: 5/10
kupiłam: cosslodkiego
cena: 6.99 zł
kaloryczność: 494 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie 

niedziela, 24 maja 2015

lody Bounty Ice Cream

Im bliżej lata, tym częstsze robią się moje wycieczki do marketów po lody. Szukam wtedy nowości, albo po prostu czegoś smacznego. Najlepiej smacznych nowości. Gdy tylko zobaczyłam lodową wersję jednego z bardzo lubianych przeze mnie batonów, nie mogłam mu się oprzeć i od razu wiedziałam, że mi posmakuje. Co może być lepszego, od kokosowego loda w polewie kakaowej, jakim jest Bounty Ice Cream?
Wiem, że nie wszyscy lubią Bounty. Ja kiedyś nie lubiłam. Jakiś czas temu jednak dałam się uwieść pysznym, chrupiącym wiórkom w przesłodzonej czekoladzie mlecznej (fakt, mogłaby być mniej słodka, ale to w końcu baton - nie oczekujmy, jak to się mówi, kokosów, hehe). Może nie jest to mój wymarzony, najlepszy na świecie baton, ale uparcie twierdzę, że jest smaczny.


Po powrocie ze sklepu, zadowolona, rozsiadłam się wygodnie przy moim degustacyjnym stoliku i otworzyłam śliczne, kojarzące się z egzotyczną plażą, błękitnym niebem i kokosami, opakowanie. Lód, tak jak wszystkim dobrze znany batonik, został podzielony na dwie części. Lekki zapach kokosa uniósł się w powietrze.
Polewa ma raczej jasny kolor, co wskazuje na polewę mleczno czekoladową. Spróbowałam ją jakoś odgryźć, co nie sprawiło większych problemów. Albo mi się wydaje, albo jest ona mniej słodka niż w batonie i ma w sobie, podobnie jak ta batonowa, element sztuczności, taki plastik po prostu. W tym wypadku mamy do czynienia z tłustawą, pseudo-kakaową, według mnie czekoladową, polewą, nie zaś pysznie rozpuszczającą się czekoladą (jak to jest w przypadku magnumów). Chrupie, rozwala się. Takie to nijakie i tyle. Niby strasznie słodkie, ale bez smaku. Kakao? Nie wyczułam, chociaż czekoladą też bym tego nie nazwała.

Wnętrze stanowi biały lód. Teoretycznie kokosowy... Ja tu wyczułam bardzo rozwodnioną i przecukrzoną masę i tyle. Kokosa tu tyle, co kot napłakał. A niee, przepraszam. Na cały jeden lodowy batonik znalazło się kilka wiórek kokosowych. Tyle, że można by na palcach policzyć... palcach jednej ręki. Dawały niby jakiś kokosowy posmak, ale posmak, to zdecydowanie nie to, na co się nastawiłam. Słodkie i tłuste zimne coś. Tak określiłabym ten lód.

Całość sprawia wrażenie wodnistej i mdłej masy o śmietankowym zabarwieniu, z dużą ilością cukru i jakiegoś kiepskiego tłuszczu. Niby da się zjeść, ale bez przyjemności. Gdyby to nie miał być lód Bounty, ani jakikolwiek kokosowy, a zwykły śmietankowy - to ok, ale nie w takiej sytuacji, nie przy tej cenie.


ocena: 4/10
kupiłam: Tesco
cena: 2.99 zł
kaloryczność: 278 kcal / 100 ml (batonik 25 ml - 70 kcal)
czy kupię znów: nie