piątek, 7 września 2018

lód Snickers Ice Cream

Kiedyś, jeszcze w czasach gdy lubiłam batona Snickers, zdziwiłam się, gdy lód (który był wtedy nowością) posmakował mi bardziej niż baton. Po tym, jak go odkryłam, nie udało mi się już "wrócić do batona" i lubić go w takim samym stopniu. Aż do testu Snickersów miałam lata przerwy w jedzeniu jakiejkolwiek ich wersji, jednak jakiś rok temu stwierdziłam, że warto go sobie przypomnieć. I tak leżał w zamrażarce... do czasu, gdy przeprowadzka zmusiła mnie do opróżnienia jej, czyli zjedzenia nieszczęsnego loda, o którym nawet nie chciałam myśleć. Przypomniał mi bowiem paskudnego loda Bounty, a więc lodowej odsłony batona, którego lubiłam w momencie testowania (teraz nie wiem, bo lata nie jadłam, ale wątpię, by dalej mi smakował).


Snickers Ice Cream to "lody, orzeszki ziemne 12% i miękki karmel 16% w polewie kakaowej 27%" od Mars.
Waży 48 g / 53 ml.
Btw., podana jest nawet zawartość tłuszczu w lodach - 5,1%.

Po otwarciu czuć zapach słodkich lodów w polewie czekoladowej z nutą karmelowo-orzeszkową, chciałoby się napisać, że nutą Snickersa, ale nie, bo po prostu słodką.

Polewa okazała się twarda, średniej (według mnie odpowiedniej) grubości. Ku mojemu zaskoczeniu w ustach rozpływała się przyjemnie gładko-kremowo, jak czekolada.
Karmelu nie pożałowano, był zbito-ciągnący i bardzo lepiący. Orzechów i ich kawałeczków też znalazło się tam sporo. Były i trochę chrupiące, i trochę rozmiękłe.
Sam lód topił się szybko, był raczej rzadki i nietlusty.
Całość do jedzenia była problematyczna. To chyba lód do gryzienia jak baton, a w moim przypadku takie coś nie przejdzie. Ani to obgryzać, bo polewa z czasem mięknie, a lód szybko się topi, ani to jeść łyżeczką, bo się rozwala. Ja właśnie łyżeczką i rękami męczyłam.

W smaku... Nie był wart tego zachodu.
Polewa zaskoczyła mnie pozytywnie, bo oprócz silnej słodyczy, smakowała też mlecznie i trochę "kakałkowo", co wyszło przyzwoicie czekoladowo.
Karmel w sumie też nie był najgorszy, bo dzięki temu, że był chłodny, jego słodycz wyszła bardziej przystępna. Smakował cukrowo-karmelowo, z nutką margaryny, jak troszeczkę mniej słodka wersja z batona. Wielbicielom Snickersa powinien smakować (mi nie smakował).
Orzeszki wyszły tak sobie. Ogólnie można powiedzieć, że smakowały jak to orzeszki, ale nie wydały mi się bardzo prażone, ani jakoś szczególnie wyraziste. Jeden był stęchło-gorzki, ale pewnie po prostu za długo już leżał (choć termin ważności obiecywał jeszcze 5 miesięcy).
Żadnej sugestii soli nie znalazłam. W dodatku wszystkie wyżej opisane warstwy nie współgrały z lodem. Ten zagłuszał je swoim lodowatym zimnem i wprowadzał smakową cukrową nijakość.
Masa lodowa była przede wszystkim cukrowa, a tak to jak woda z mlekiem.

Lód wyszedł według mnie przeciętnie, trochę wybił się ponad lody-średniaki, ale jego forma jest beznadziejna. Wielki, zabójczo zimny kęs cukrowej nijakości w ustach to coś naprawdę okropnego. Dziabanie tego łyżeczką... No, wtedy poszczególne rzeczy czuć, ale sam lód był niesmaczny i tyle. Zagarnianie po kilka części łyżeczką sprawdzało się, dopóki chcąc rozgryźć orzeszka nie kłapnęłam masy lodowej (zimno!).
Powinni te lody robić w formie patykowej, bo obecna jest jakaś nieprzemyślana. Nie lubię lodów na patykach, ale do tego aż się prosi patyk wbić (albo zrobić coś a'la Nogger? - podgląd z internetu). Lodowy baton wyszedł mniej słodko niż baton, więc to plus, jednak jako całość to wciąż przeciętny lód niewygodny do jedzenia. Do tego stopnia, że sobie po połowie darowałam i oddałam Mamie. Ona była zachwycona smakiem, ale nie mogła się nadziwić, że to nie lód na patyku.


ocena: 5/10
kupiłam: Tesco
cena: 1-2 zł w promocji chyba
kaloryczność: 338 kcal / 100 g; lód - 179 kcal
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, syrop glukozowy, mleko odtłuszczone (13%), orzeszki ziemne, śmietanka, woda, słodzone odtłuszczone mleko skondensowane, tłuszcz kokosowy, tłuszcz kakaowy, tłuszcz palmowy, miazga kakaowa, odtłuszczone mleko w proszku, tłuszcz mleczny, laktoza, serwatka w proszku, emulgatory (lecytyna sojowa, E471, E477), stabilizatory, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, sól, naturalny ekstrakt z wanilii

13 komentarzy:

  1. Nie lubię lodowych batonów więc temu podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja doszłam do wniosku, że nie ma nic głupszego od lodów batonowych (i tych wodnych pałeczek lodowych, haha).

      Usuń
    2. Wodne pałeczki lodowe to u mnie na osiedlu był hit (kiedy byłam dzieciakiem). dzieciaki jadły a ja zastanawiałam się jaki jest sens kupować zamrożoną smakową wodę, która w zasadzie jest bez smaku :P

      Usuń
    3. U mnie na osiedlu hitem było kupowanie tego, odgryzanie kawałka i plucie tym - nikt nie jadł. A ja... wolałam siedzieć w domu zastanawiając się, dlaczego ludzie są tacy głupi.

      Usuń
  2. Zawsze bardziej smakował mi Mars niż Snikers ;) jednak batonowych lodów nie jadłam bo również nie odpowiada mi ich forma podania :/ nie da się tego zjeść normalnie. Ostatnio lody to kupuję tylko w pudełeczkach jak mają być zjedzone w domu a jak jestem na mieście to tylko gałkowe :) dawno już nie było u Ciebie recenzji lodów w pudełku ;) a podpowiem,że w Lidlu są nowe z całkiem niezłym składem :)
    Pozdrawiam Gwiazdeczka*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o ile Snickersa kiedyś lubiłam, tak Mars odkąd pamiętam był dla mnie niezjadliwy (za słodko-zalepiający).
      Ja nie jem lodów na mieście. Uznaję tylko pudełkowe (no, jak widać po recenzji - z wyjątkami potwierdzającymi regułę).
      Nie musisz podpowiadać, bo połowę lidlowych nowych z dobrym składem mam (dwa-trzy smaki zjedzone), także z Aldi. Mam po prostu długą kolejkę recenzji i opublikowanie wypada dopiero na jesień.

      Usuń
    2. PS I w ogóle z lodami to mam dziwny system, inny niż wszyscy, bo u mnie to wygląda tak, że przez całe lato kupuję, robię zapasy, a wyjadam wiosną i wczesną jesienią, w kocyku i swetrze. :D Po prostu przy temperaturach wyższych niż np. 25, albo w ogóle 30 stopni nie wyobrażam sobie jeść zimnych lodów, bo za duży kontrast i jakoś źle to znoszę. :P

      Usuń
    3. No to rzeczywiście masz dziwny system jedzenia lodów ;) Ale fakt, że lodów nie powinno się jeść podczas upałów bo to szok termiczny dla organizmu :P Jednak ja jem lody tylko w lecie bo szybko się przegrzewam i wtedy są zbawienne :)
      W takim razie czekam na recenzję lodów jesienią ;)

      Usuń
    4. Nigdy nie patrzę na "powinno się / nie powinno się", słucham swojego organizmu i tyle. ;D

      Usuń
  3. Nie kuszą mnie tego typu "wynalazki" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze. Jestem ciekawa, jak wiele słodyczy nie kusiłoby mnie w najmniejszym stopniu, gdyby nie blog.

      Usuń
  4. Dalej go nie jadłam? A myślałam, że już ostał się tylko Bounty. Ech. Leżą te dziady w zamrażarce i mnie irytują. Nawet jako wierna fanka Snickersa po lodzie nie spodziewam się zbyt wiele. Z uwagi na coraz gorszą pogodę pewnie znów przeleży do kolejnych wakacji, haha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie lody mają szczęście, bo mają aż pół roku szans na zostanie zjedzonymi. Latem mogłyby nie istnieć. Lato to czas polowania i robienia zapasów.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.