Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aldi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aldi. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 kwietnia 2026

Choceur Feinherb Nuss ciemna 50 % z orzechami laskowymi

Tę czekoladę kupiłam razem z Choceur Herbe Sahne / Śmietankowa Deserowa, by opłaciła się przesyłka. Pamiętałam Choceur Feinherb Mandel, która była po prostu w porządku i pomyślałam, że dziś przedstawiana w górach powinna się sprawdzić. Wzięłam ją w nie w drugiej połowie sierpnia. Dokładniej na Jarząbczy Wierch i Jakubinę od słowackiej strony, czyli z Uzkiej doliny, parkingu. Weszłam niebieskim, dość stromym, szlakiem przez Razcestie pod Hrubym Vrchom, przeszłam na zielony szlak i tak znalazłam się na Jarząbczym. Niestety okrutnie tam wiało, więc ze zdjęciami się spieszyłam. Z niego udałam się na Jakubinę, czyli Raczkową Czubę (dowiedziałam się o tym dopiero przygotowując tego posta), którą to Słowacy zwą Jakubiną, Polacy Raczkową. Potem zeszłam widokowymi Otargańcami, zataczając pętlę.


Choceur Feinherb Nuss to ciemna czekolada o zawartości 50% kakao z całymi orzechami laskowymi; wyprodukowana przez WIHA GmbH (właścicielem jest grupa Storck) dla niemieckiego Aldi.

Po otwarciu poczułam intensywny zapach podprażonych orzechów laskowych w towarzystwie przesłodzonej cukrem i wanilią czekolady. Ta znajdowała się nieco za orzechami i w zasadzie trochę im przeszkadzała, przybierając nieco plastikowo-duszny wydźwięk. Wanilia wyszła jakoś tak... Tanio, jak rzeczy o smaku czy o zapachu, nie z wanilią. Przez myśl przemknęły mi jeszcze... miękkie czekoladowe ciastko-pierniki (w kształtach precli, gwiazdek itp., jak pierniki w czekoladzie Tesco Gingerbread Dark Chocolate Covered Soft & Sweet) w polewie kakaowej?

Na widok tak pokaźnej ilości orzechów aż wytrzeszczyłam oczy. Nie spodziewałam się, że zobaczę właściwie orzechy zlepione czekoladą. Niektóre siedziały dosłownie jeden na drugim.
Gruba czekolada była bardzo twarda. Zarówno ze względu na grubość, jak i ogólną masywność. Przy łamaniu trzaskała, właśnie zapowiadając masywność, ale też kruchą chrupkość orzechów. W ogóle orzechy dodały tabliczce trochę elementu kruchości, rozpadania się. Orzechy albo łamały się wraz z nią (rzadziej), albo zostawały w którejś części (przeważnie). Czasem zaś w ogóle wyłamywały się i wyskakiwały z czekoladowej tafli. Zdecydowanie dominowały całe, ale sporo było też połówek oraz parę kawałków. Pochwalić się mogły wielkimi rozmiarami, ale i trochę mniejszych było. Wszystkie za to łączył fakt, że nie posiadały skórek.
Da się zrobić jedynie malutkiego kęsa-kęsika bez orzechów.
W ustach czekolada rozpływała się średnio szybko. Czuć w tym udział cukru - nie kryształki, ale jakby rozpuszczanie się cukru pudru (?). Była gęsta i tłusta w zbito-maślany sposób, przy czym czasem zahaczała ulepkowata plastikowość. Odebrałam ją jako teoretycznie gładką, ale z marginalną pylistością. Uparcie starała się pokrywać orzechy, jak długo się dało. Wolałam je więc zostawiać je na koniec, bo gdy gryzłam wcześniej, trudno było nie gryźć czekolady. A ta wtedy wychodziła bardziej ulepkowato.
Chwilami orzechów było aż trochę za dużo, bo uciekało poczucie czekoladowości. Czułam się, jakbym jadła orzechy w polewo-czekoladzie.
Orzechy gryzione były przeważnie chrupiące. Zwłaszcza całe. Niektóre bardziej, inne mniej kruche. Wśród połówek i kawałków trafiały się pojedyncze nieco bardziej miękkawe sztuki.

W smaku od razu poczułam przesadzoną słodycz. Błyskawicznie odezwała się nuta waniliowa, raczej aromatu niż wanilii, a tuż za nią cukrowość. Przybrały duszny wydźwięk. Rozbrzmiewały na równych prawach tak dosadnie, że wydawało się, że czekolada na słodyczy zakończy.

Orzechy laskowe dość szybko zaznaczały swoją obecność. Gdy robiąc kęsa zahaczyłam o któregoś, oczywiście od razu wyraźnie, a tak po prostu podkradając się pod słodycz.

Orzechów nie musiałam rozgryzać, by poczuć ich akcent. Gdy z ciekawości spróbowałam samej czekolady, okazała się lekko przesiąknięta prażonymi orzechami, ale w zasadzie zaskakująco słabo. Bez nich za to wydała mi się wyraźniej lukrowo-śmietankowa i bardziej waniliowa niż "o smaku wanilii".

Słodycz obok orzechów trwała w najlepsze. Niewiele robiła sobie z ich motywu - nie dały rady jej przełamać. Wanilia i cukier z czasem ułożyły się w motyw śmietankowego frostingu, śmietankowego lukru.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa do słodyczy doleciała lekka cierpkość, która skojarzyła mi się z przesłodzonym, proszkowym budyniem czekoladowo-kakaowym. Przemknęła mi też smakowa, orzechowa kawa instant. Gorzkości jednak na próżno tu szukać.

Gdy z ciekawości ze dwa razy pogryzłam orzechy obok czekolady, rozbrzmiały wyraźnie, jednak zamiast przełamać słodycz, sprawiły, że czekolada wyszła bardziej plastikowo. Wolałam więc zostawiać je na koniec.

Acz nawet bez rozgryzania orzechów, baza chyliła się trochę w plastikowym kierunku tego właśnie naaromatyzowanego budyniu nie najwyższych lotów. Plastikowo kakaowo-czekoladowego, w którym kawa szybko się zatracała, ale w którym znalazł się lukier i duszna wanilia. Właśnie też jakaś trochę plastikowa, acz starająca się zaskoczyć na naturalniejszy tor.

Do głowy przyszła mi jeszcze tania polewa waniliowa i jakaś cukrowo-lukrowa glazura np. na piernikach, którą próbowano uszlachetnić wanilia. I tak było jednak za słodko, a w gardle robiło się trochę ciepło. Acz przy tej ilości, czekolady nie było znowuż tak wiele, by mogła bardzo drapać. I tak jednak męczyła słodyczą i w zasadzie brakiem czegokolwiek innego. I tak bardzo delikatną gorzkość przysłoniła łagodna, maślana nutka.

Acz lekki akcent... a'la kawowy kawy instant z cukrem? Pierników czekoladowych w polewie kakaowej? Chyba próbował się jakoś chociaż w tle, za słodyczą, zaznaczyć.

Orzechy gryzione na koniec bez trudu przebijały się zza czekolady. smakowały naturalnie słodko, średnio mocno prażonymi laskowcami. Niektóre próbowały udawać surowawe. Gdy brałam się za orzechy, czekolada odchodziła w niepamięć.

Po zjedzeniu został posmak prażonych orzechów laskowych, w których czasem zaplątywała się goryczka. Ta wiązała się z cierpkością samej czekolady. Ta miała w sobie coś z kawy, ale jako proszkowy budyń czekoladowo-kakaowy. Ogólnie czułam też przesadzoną, duszną waniliowa słodycz i lekkie drapanie cukru w gardle.

Orzechów było aż za dużo, przez co ogół wyszedł mało czekoladowo. A jednak tak smakującej czekolady nie chciałabym więcej. Jako więc że orzechy były dobre, szczęśliwie nieprzeprażone, zwłaszcza w górach można zjeść. Przyszło mi ją kończyć w domu i... choć kiepskość i słodycz bazy dawały się we znaki, to też do zrobienia. Dziwne, jakby dobre, naturalnie smakujące orzechy podkreśliły kiepskość czekolady, a nawet ją... spotęgowały? Np. wanilia kojarzyła się z aromatem, mimo że dodano po prostu ekstrakt.
Gdy tak pomyślałam o Choceur Feinherb Mandel - czekolady w zasadzie były podobne, jednak migdały bardziej smakowo wtopiły się w czekoladę, wydobywając z niej nuty pierników i kawy. Orzechy laskowe były wyczuwalne jakby obok, przez co czekolada pozwoliła sobie na więcej tandety. Słodycz obrała w niej nieprzyjemnie lukrowo-waniliowy wydźwięk, a niska gorzkość i część wanilii poszła w plastikową czekoladowość.


ocena: 6/10
kupiłam: Allegro
cena: 12 zł (za 200g)
kaloryczność: 590 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, miazga kakaowa, orzechy laskowe, tłuszcz kakaowy, masło klarowane, lecytyna sojowa, ekstrakt waniliowy

środa, 12 listopada 2025

Choceur Herbe Sahne / Śmietankowa Deserowa mleczna ciemna 45 %

Nie mogłam przeboleć, że Aldi wycofał Chateau Weisse Kokos / Biała z Kokosem i płatkami kukurydzianymi. Szukając, czy i z internetu ją wymiotło, przewijała mi się obecna oferta Aldiego i przypomniały mi się czekolady śmietankowe, od których w 2015 obudziła się moja miłość do odkrywania czekolad o wysokiej zawartości kakao. Pomyślałam, że z sentymentu mogłabym sobie taką - konkretniej Chateau Herbe Sahne / Mleczna Deserowa - przypomnieć, ale... Odkryłam, że chyba takie też wycofano. Ogólnie Chateau chyba przestały istnieć. Wiele smaków w Aldim się uchowało, jednak zmieniła się marka na Choceur. I gdy doszłam do wniosku, że te śmietankowe - czy to Chateau, czy Choceur - nie są już robione, zamówiłam ostatnią dostępną na allegro. By po paru tygodniach odkryć, że chyba jednak akurat te w Aldim wciąż bywają.


Choceur Herbe Sahne / Śmietankowa Deserowa to po prostu czekolada o zawartości 45% kakao ze śmietanką i mlekiem; wyprodukowana przez WIHA GmbH (właścicielem jest grupa Storck) u mnie dla niemieckiego Aldi.

Po otwarciu poczułam wyraźny, a zarazem łagodny zapach gęstej śmietanki, wręcz bitej śmietanki, stojącej obok cukrowej słodyczy. Tej trzymało się słodkie, waniliowo-jajeczne echo - niczym jajka ubite z cukrem i dosłodzone wanilią? Za tym zaznaczyła się palona cierpkość kakao, sprowadzająca słodycz do średniego poziomu.

Tabliczka w odcieniu czekolady mlecznej o podwyższonej zawartości kakao była twarda, acz przy łamaniu nie trzaskała, a pykała. Twardość wynikała więc głównie z grubości. Tabliczka ogólnie wydawała się masywna i konkretna. Z kolei przy odgryzaniu kęsa, wydawało się, że zęby stykają się z kawałkiem potencjalnie miękkawym. Trochę się też przy łamaniu kruszyła.
W ustach czekolada rozpływała się w tempie średnim, pokrywając podniebienie lepkawymi smugami. Zachowała poczucie masywności i konkretu, ale w żadnym razie nie mogłabym nazwać jej twardą. Miękła, bardzo luźno zachowując kształt i wykazując wysoką tłustość pełnej śmietanki. Ogólnie wyszła właśnie bardzo pełna, choć z łatwością rzedła. Znikała w ogóle rzadko-wodniście, lecz wciąż tłusto.

W smaku przywitała mnie średnio wysoka, ale intensywna słodycz. Otarła się o cukrowość, acz zaraz dołączyła do niej śmietanka, trochę osłabiając poczucie cukrowości...

...i całkowicie zalewając usta. Pełna śmietanka - bardzo tłusta, zwana w anglojęzycznych przepisach "double cream", co najmniej 36% (ok, moje wyobrażenie o takiej) - pokazała się w pełni. Podkradło się do niej mleko, sprawiając, że kompozycja zrobiła się bardziej przystępna, harmonijna.

Słodycz w tym czasie pozwoliła sobie na dość szybki wzrost. Cukier mieszał się z waniliowym motywem, przywodząc na myśl cukier waniliowy - niekoniecznie wanilinę, ale i nie najszlachetniejszą, najprawdziwszą wanilię. Przemknęła mi jeszcze nuta... cukru ubijanego z jajkami? Sprawiło to, że ogólna słodycz choć nie przesadzona, miała ciężkawo-intensywny wydźwięk.

Zza coraz to kolejnych śmietankowo-mlecznych fal i odważnej, słodyczy, sporadycznie zdradzającej cukrowość, wyłoniła się cierpkość kakao. Początkowo prosta i delikatna, jednak nie pozostawająca bierna.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa kakao połączyło się w jedno ze śmietankę, przekładając się na myśl o kakaowej bitej śmietance - takiej jak z deserów z koroną (np. Ehrmann High Protein Double Choc). Tylko takiej naprawdę mocno kakaowej. Śmietanka ta mogła osiąść na jakimś kakaowo/czekoladowo-maślanym, budyniowatym deserze (coś jak już wspomniany).

Pojawiła się nawet subtelna gorzkość o palonym charakterze. Przełamała słodycz, zastopowała jej wzrost i jeszcze podkreśliła pełną śmietankę, mieszając się z nią w harmonii poprzez kakaową maślaność.

Słodycz zatraciła cukrowość, chwytając się waniliowo-jajecznego motywu. Nie straciła jednak dosadności. Gęsta śmietanka 36%, śmietanka kremówka otuliła ją bardzo mocno, a końcowo także gorzkość. W stosunku do niej była mniej litościwa, gdyż przygłuszyła ją prawie zupełnie.

Ostała się tylko leciutka cierpkość, zupełnie podporządkowana splotowi śmietankowo-mlecznemu, który pozwolił przy sobie pobrzmiewać średnio wysokiej słodyczy. Potrafiła zaznaczyć się w gardle, ale nie drapać i nie męczyć w nim.

Po zjedzeniu został posmak cierpko kakaowej bitej śmietanki, trochę goryczkowo-palony, oraz pełnej tłustej śmietany. Było bardzo śmietankowo, ale i trochę mlecznie, więc nie przytłaczająco, nie aż tak bardzo tłusto-śmietanowo. Słodycz stanęła na poziomie średnio-wysokim, mając dosadny wydźwięk waniliowo-jajeczno-cukrowy, acz nie męczącym.

Czekolada nie smakowała mi aż tak, jak śmietankowe smakowały mi kiedyś, ale przyznaję, że była bardzo dobrze zrobiona, choć... ja wolę bardziej śmietankowo-mleczne tabliczki niż aż tak intensywnie, wręcz jaskrawo śmietankowe - pewnie dlatego, że zwyczajnie nie lubię śmietany, a jej nuty potrafię jedynie doceniać w zacnym otoczeniu. Tu śmietana grała pierwsze skrzypce. Odrobinka cierpkiego kakao jednak ładnie się przy niej zarysowała, a słodycz serwowała ciekawe, waniliowo-jajeczne, a nie tylko cukrowe nuty, stojąc na średnim poziomie.

Dziś przedstawiana wydała mi się bardzo podobna do Chateau Herbe Sahne / Mleczna Deserowa acz troszeczkę mniej gorzkawa (i mniej palona?) i bardziej tłusta smakowo - jakby... odrobinę więcej dali tłuszczu kakaowego kosztem miazgi kakaowej? Tak jednak malutko, że w składzie nic się nie zmieniło (w kaloriach natomiast owszem). Acz różnica to minimalna. Jednak aż mnie zaintrygowała i zaczęłam przeszukiwać internet. Podlinkowana miała "40,7g" tłuszczu na 100g, dziś przedstawiana 41g. Czyli coś faktycznie w tłuszczu pozmieniali (acz po tym trudno orzec, co, bo w sumie sama miazga też jest tłusta), a w tym przekonaniu utwierdza mnie jaśniejszy kolor.
Jak dla mnie ryzykownie słodka i mało, bardzo mało kakaowo-gorzka, jednak na ochotę na coś słodkiego i właśnie śmietankowego, w porządku, by trochę jakiegoś odpowiedniego dnia na taką zjeść.


ocena: 8/10
kupiłam: Allegro
cena: 12 zł (za 200g)
kaloryczność: 584 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, śmietanka w proszku (15,7%), pełne mleko w proszku (3,9%), lecytyna sojowa, ekstrakt z wanilii

sobota, 11 października 2025

(Henry Lambertz dla Aldi) Gourmet Lebkuchen Zartbitterschokolade mit Lebkuchenfullung ciemna 50 % nadziewana kremem z pierników

Oto kolejna czekolada, którą po prostu bez emocji przyjęłam, bo była ze sklepu, w którym nie bywam. Nie łudziłam się, że wyjdzie dobrze. Spróbowałam z czystej ciekawości, czy wyjdzie podobnie do wyglądającej niemal identycznie Henry Lambertz Lebkuchen Zartbitter. Może w ogóle to on zrobił ją specjalnie dla Aldiego? Na to pytanie znalazłam odpowiedź na opakowaniu czekolady, małym druczkiem. Tak, to on. Przy niej odkryłam też jeszcze coś. Swoją markę własną Aldi z Freihofer Gourmet przechrzcił na samo Gourmet.

Gourmet Finest Cuisine Lebkuchen Zartbitterschokolade mit Lebkuchenfullung / Dark chocolate with gingerbread filling to ciemna czekolada o zawartości 50 % kakao z kremem z pierników; wyprodukowana przez Die Lambertz Gruppe / F.A. Crux GmbH dla marketu Aldi.

Po rozerwaniu sreberka uderzył mnie intensywny zapach cukrowych, lukrowanych pierników i pierników w suchej, cukrowej glazurze, z których dochodził ostrawy cynamon i sporo cukru. Zupełnie jakbym wąchała pierniczki, nie czekoladę. Dopiero dalej zaznaczyła się lekka, kakaowa cierpkość i motyw cukierków czekoladowo-kakaowo-fistaszkowych z budżetowym, margarynowym wnętrzem. Ciemna czekolada przybrała wydźwięk polewy.

W dłoniach tabliczka sprawiała wrażenie ulepkowato-plastikowej i tłustej. Była konkretna, ale jednocześnie delikatna. Mimo grubości, przy łamaniu nie trzaskała. Gruba warstwa czekolady skrywała sporą ilość średnio gęstego, zbitego i tłusto-miękkiego kremu. Gdy odgryzałam kawałek, czekolada wgniatała się w nie.
W ustach czekolada przypominała średnio szybko rozpływającą się polewę. Była mazista i tłusta, a także gęsta i masywna. Rozpuszczała się oleiście-wodniście, ochoczo mięknąc.
Zaraz i wyłaniało się spod niej nadzienie, które rozpuszczało się dość szybko. Było tłuste w jeszcze bardziej miękki, oleisty sposób. Szybko wyciskało się spod czekolady. Zmieniało się w trochę lepkawą, oleiście-margarynową, miekko-gumiastą zawiesinę. Czuć w nim marginalną proszkowość przypraw i mączność.
Nadzienie znikało szybciej od czekolady. Tej zostawało jeszcze trochę na koniec i wydawała się jeszcze bardziej wodniście-ulepkowata.
Całość rozpływała się dość szybko, a także wydawała się nieprzyjemnie otłuszczać usta.
Na plus jednak proporcje czekolady do nadzienia, bo współgrały i się uzupełniały, nic niczego nie przytłoczyło.

W smaku czekolada zaczęła od roztoczenia lekkiej cierpkości i nadrzędnej, cukrowej słodyczy. Po chwili dołączyła do nich niska, palona gorzkość i maślaność ją łagodząca. Gorzkość była prosta i kojarzyła się z polewą o coraz istotniejszym, palonym motywie. Przemknął delikatny motyw cukierków czekoladowo-arachidowych, a z czasem czekolada przywiodła na myśl miękkie, czekoladowe pierniki w kakaowej polewie. Zdecydowanie przesłodzone.

Gdy spróbowałam trochę samej czekolady oddzielnie, potwierdziło się, iż nie była najwyższych lotów, ale tragiczna też nie. Smakowała cukrowo, lekko palono gorzko i... piernikowo nawet tam, gdzie nie dotykała nadzienia. Przyprawy i motyw miękkich pierników w czekoladzie pojawiał się zawsze, nawet gdy gryzłam kawałki spodu samej czekolady.

Krem odezwał się po paru chwilach, podkręcając skojarzenie z piernikami. Z tym że już niekoniecznie w polewie kakaowo-czekoladowej. Wyobraziłam sobie miękkie pierniki pokryte cukrową glazurą, które przyprawiono przede wszystkim cynamonem. Dalej doszukałam się jeszcze imbiru, goździków i chyba kardamonu. Całość wpisywała się w pierniczkowe realia. Wszystko to było aż nieco piekące, na pewno bardzo rozgrzewające. Korzenność zrobiła się bardzo pikantna i trochę goryczkowata. Przez moment dominowała nawet nad cukrem.

Słodycz jednak była konsekwentna (ogólnie jej poczucie podwyższała cierpkawa czekolada). Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa korzenność złagodziła lekka margarynowość, a słodycz wykorzystała to i wyszła na przód. Przejęła motyw rozgrzewania - oto zaczęło mi się wydawać, że to od cukru aż piecze w gardle i język, a jednak nie był to czysty cukier. Pod cukrową glazurą, lukrem w piernikach musiała kryć się palono-karmelowa nutka i odrobina drapiącego miodu. Czułam się, jakby czekoladę wypełniono prawdziwymi, miękkimi pierniczkami! Tylko że... wymieszanymi z margaryną i trudną do uchwycenia "sztuczną słodyczą", która raz po raz bardziej się wyłaniała.

Gdy spróbowałam trochę kremu osobno, okazał się średnio słodki, ale słodki w bardzo złożony sposób. Uderzał dziwną, tanią landrynkowością, "sztuczną słodyczą" (w tym przypadku wyraźną), ale wciąż wyraźnie czułam też motyw karmelowo-miodowy. Jego korzenność stała na wysokim poziomie, ale w przypadku spróbowanego osobno, margaryna jej dorównała i była wręcz okrutna. W całości jakoś bardziej się kryła. 

Z czasem krem i korzenność rozpływały się, a czekolada po nich wydawała się na zasadzie kontrastu bardziej cierpko-gorzko palona, ale i jeszcze bardziej, aż bardzo denerwująco, cukrowa. Pomyślałam jednak już nie tyle o polewie kakaowej, co jakimś syropie smakowym kakaowo-piernikowym, bazującym na cukrze.

Po zjedzeniu został posmak miękkich, mocno cynamonowych (cynamonowo-imbirowo-goździkowych?), pikantnych pierniczków w cukrowej glazurze, lukrze. Czułam przesłodzenie i drapanie w gardle, na które skumulowała się słodycz i przyprawy. Czekolada pobrzmiewała jako cierpki, palony motyw, a i margaryna się nie ukryła. Jej echo przełożyło się na tani wydźwięk.

Ja czułam się zmęczoną zarówno konsystencją, jak i smakowymi oleistością i margarynowością oraz  słodyczą już po 2 kostkach, a 3 zjadłam już raczej wypunktowując "za i przeciw" do oceny, badawczo i przetłuszczając się i zasładzając kompletnie. Reszta powędrowała do Mamy. Jej opinia: "Sama czekolada bardzo mi nie smakowała, taka jakaś gorzka i niedobra, a nadzienie też nie lepsze. Tłuste, słodkie i nawet jakoś tych pierników specjalnie nie mogłam się doszukać. Tylko mi szybko jakby jakiś anyżek zaleciał; tak mi się skojarzyło. Potem jeszcze mi się piernikiem po niej odbijało. To wtedy wyraźnie piernik poczułam, ale to nie było fajne".

Czekolada wyszła trochę tanio, choć jednocześnie nie tak źle i na pewno spełniła obietnicę. Otóż bardzo mocno smakowała tytułowymi pierniczkami - nie brakowało w niej ani przypraw korzennych, ani właśnie smaku miękkich pierników. Ogólnie wyszła za słodko i ulepkowato, a ja czuję ogromny żal, że to zmarnowany potencjał niskiej jakości składnikami. Przyjemny motyw karmelowo-miodowy przegrał niestety ze sztuczną słodyczą syropu oraz margarynowością. Nie podobała mi się wodnistość, tłustość i szybkie znikanie, ale muszę pochwalić, że proporcje nadzienia do czekolady dobrano dobrze i nic niczego nie przytłoczyło. Niestety tylko sama czekolada była kiepska. Choć to nie moja struktura, wyszła przystępniej niż Henry Lambertz Lebkuchen Zartbitter. Ogólnie efekt był nieco lepszy - różnice wydały mi się minimalne, ale jednak obecne. Jakby nadzienie w dziś przedstawianej było gładsze, czekolada bardziej wodnista, co mogło być cięciem kosztów, a całkiem przypadkiem wyszło lepiej. Wszak producent ten sam.


ocena: 5,5/10
kupiłam: Aldi (ojciec kupił)
cena: nie znam
kaloryczność: 528 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: cukier, miazga kakaowa, olej palmowy, tłuszcz kakaowy, mąka pszenna cukier inwertowany, syrop glukozowo-fruktozowy, tłuszcz mleczny, cukier trzcinowy, miód, cukier skarmelizowany, skrobia ziemniaczana, przyprawy, cynamon, ekstrakt jabłkowy, kwas: kwas mlekowy; mleko w proszku odtłuszczone, emulgator: lecytyny z soi; aromat

niedziela, 31 sierpnia 2025

Choceur Orzechowa (Nussbeisser) Czekolada Mleczna z Całymi Orzechami Laskowymi

Nie spodziewałam się, że ta czekolada się u mnie pojawi, ani że w zasadzie to nią rozpocznę górski sezon. Poczęstowano mnie nią w drodze niebieskim szlakiem przez las na Lubań. Było bardzo stromo, a pogoda kojarzyła się raczej z wiosną czy jesienią niż zimą, choć było to pod koniec stycznia. A jednak... zabawnie wyszło, bo przecież Chateau Orzechowa (Nussbeisser) Czekolada Deserowa z Całymi Orzechami Laskowymi sezon górski zakończyłam. Miło więc, że zaczęłam bardzo podobną. Normalnie by mnie nie interesowała, ale ostatnio Aldi zaczął zmieniać nazwy marek własnych. Od dawna słyszałam głosy, że Chateau i Choceur to to samo, ale ja wolałam zweryfikować, czy dzisiaj przedstawiana to na pewno 1:1 to samo co Chateau Nussbeisser Edel-Vollmilchschokolade mit Ganzen Haselnussen. Składy miały identyczne, jednak wartości odżywcze trochę różne. A jeśli nie to samo, to chciałam sprawdzić, gdzie tkwią różnice. Swoją drogą, zainteresowało mnie, dlaczego mleczna wersja czekolady z orzechami Aldiego wciąż ma okienko, mimo zmiany marki, a ciemna nie. Jako ciekawostkę dodam, że "choceur" po francusku znaczy "ohyda" - oświecił mnie znajomy. Ładną sobie nazwę wybrali, nie ma co!


Choceur Orzechowa (Nussbeisser) Czekolada Mleczna z Całymi Orzechami Laskowymi to mleczna czekolada o zawartości 32% kakao z całymi orzechami laskowymi, które stanowią 27% tabliczki; marki własnej marketu Aldi.

Czekolada pachniała intensywnie waniliowo, a dopiero potem mlecznie. To była jednak głęboka mleczność. Słodycz ogólna stała na wysokim poziomie, a prażone orzechy laskowe wystąpiły dopiero w pewnym oddaleniu za czekoladą. Zapach wydał mi się bardziej waniliowy i mniej orzechowy niż w Chateau.

Orzechów dodano dużo. Głównie całych, ale zdarzały się też połówki.
W strukturze nie doszukałam się zmian. Przy łamaniu tabliczka średnio trzaskała, orzechy zostawały w którejś z części.
W ustach rozpływała się w średnim tempie. Miękła szybko i ochoczo, choć była zbita. Wydała mi się bardzo, bardzo gęsto kremowa, tłusta i trochę mazista. Leniwie odsłaniała orzechy w większości pozbawione skórek.
Orzechy cudownie chrupały. Były lekko prażone.

W smaku od początku czułam silną mleczność i smak waniliowy. Słodycz za jego sprawą dopiero rosła. A robiła to odważnie i znacząco.
Czekolada nieszczególnie przesiąkła orzechami - ich smak rozchodził się dopiero od nich, więc w kęsach pozbawionych orzechów, nie czuć ich. W kęsach z pobliża orzechów, dało się czegoś doszukać. Gdy zrobiłam gryza samej czekolady po orzechu, wydawała się jeszcze słodsza.

Wraz z ogólną słodyczą, znacząco rosła waniliowość. Nie czysta wanilia, a smak waniliowy. Sama baza mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa wydała mi się ryzykownie słodka, zbliżała się do drapania w gardle.

Mleko nie dało się zagłuszyć. Wręcz przeciwnie - jako że to waniliowość, a nie cukier, rządziła, zawiązała z nią sztamę i wydawały się nawzajem wspierać.

Gdy na próbę raz pogryzłam orzecha obok czekolady, gdy ta się jeszcze rozpływała, nie miał problemu z przebiciem się przez słodycz. Poniekąd ją przełamywał, ale jednocześnie sprawiał, że drapanie trochę bardziej dawało się we znaki.
Gryzione orzechy  jednak to osłabiały. Były naturalnie słodkie i lekko prażone. Jednym słowem: cudowne. Wtedy w bardzo udany sposób, z łatwością tonowały poczucie przesłodzenia i prezentowały się w pełnej krasie.

Posmak należał głównie do pysznych, naturalnie lekko słodkawych orzechów laskowych, które przegoniły część słodyczy. Tę trochę czuć na poziomie gardła, ale nie wyszła chamsko. Waniliowa, mocno mleczna czekolada robiła orzechom tylko za leciutkie tło.

Czekoladę Chateau Nussbeisser Edel-Vollmilchschokolade mit Ganzen Haselnussen pamiętałam trochę inaczej - nie tak waniliowo. Orzechy z kolei były bardziej prażone (ale uwierzę, że to mogłaby być kwestia egzemplarza). Ciutke więc ma inny wydźwięk, ale powiedziałabym, że producent ten sam. Robiący nieco inaczej, ale na tym samym poziomie.


ocena: 8/10
kupiłam: poczęstowałam się (ale znajomy kupił w Aldim)
cena: zapytałam: 6,49 zł
kaloryczność: 590 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, orzechy laskowe (27%), pełne mleko w proszku (15,3%), tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, maślanka w proszku, laktoza, lecytyna sojowa, wyciąg z wanilii

PS Spragnionych czekolad ciemnych, zapraszam na aktualizację recenzji Fin Carre 74 %.

wtorek, 24 czerwca 2025

Chateau Orzechowa / Nussbeisser Czekolada Deserowa z Całymi Orzechami Laskowymi ciemna 50 %

(Terravita) Choceur Czekolada Mleczna naprawdę mnie wystraszyła. Czyżby zmieniono producenta czekolad w Aldim?! Natychmiast ruszyłam sprawdzić i kupić Chateau Biała z Kokosem (Weisse Kokos), może jeszcze z niezmienionym, bo za Mamą chodziła od dawna i także dla mnie narobiła na nią ochoty. Niestety, tej nie było (jak się później okazało: Aldi zaprzestało ich produkowania). Były inne duże Chateau - wciąż niemieckie, nie Terravity. I... natknęłam się na tę. Uznałam, że wezmę w góry, bo wyglądała na coś bezpiecznego i zwyczajnie smacznego. Liczyłam się z tym, że będzie słodko, ale czułam, że wciąż dobrze jakościowo. Pamiętałam bowiem Chateau Nussbeisser Edel-Vollmilchschokolade mitt Ganzen Haselnussen, którą spróbowałam od Mamy.
Z Kiczory, na której otworzyłam Wedla, poszłam do schroniska Turbacz, a z niego prosto na szczyt czerwonym szlakiem. O dziwo trafiła mi się luka bezludności - jakaś większa grupa akurat schodziła, a kolejni ludzie przyszli po długim czasie. Potem zrobiłam sobie jeszcze małą pętelkę w stronę Hali Turbacz i tak zakręciłam do schroniska, z którego do Łopusznej zeszłam niebieskim szlakiem przez Tomusiową.


Chateau Orzechowa (Nussbeisser) Czekolada Deserowa z Całymi Orzechami Laskowymi to ciemna czekolada o zawartości 50% kakao z całymi orzechami laskowymi, które stanowią 27 % tabliczki; marki własnej marketu Aldi.

Po otwarciu poczułam średnio intensywny zapach lekko prażonych orzechów laskowych, mieszających się ze słodko-cierpką czekoladą. Otulało ją całkiem sporo śmietanki, mimo że całość jawiła się raczej wytrawnie, mimo silnej słodyczy. Ani cukier, ani wanilia się nie oszczędzały. A jednak... śmietanka mieszała się z nieco paloną nutą, aspirującą do kawy. Odlegle przemknęły też czekoladowe pierniki w polewie kakaowo-czekoladowej.

Po otwarciu uderzyło mnie, że czekolada w zasadzie nie była zapakowana - niby siedziała w folii, ale nawet nie zawiniętej - może mi się taka trafiła?
Tabliczka była bardzo twarda, co nie dziwi, biorąc pod uwagę jej grubość. Przy łamaniu trzaskała średnio głośno. Trzaski czekolady czasami wzbogacały głośne chrupnięcia orzechów. Czekolada wydawała się masywna i konkretna. Orzechy wtopiono w nią porządnie - nieliczne łamały się wraz z nią, większość zostawała w którejś z części. Dodano ich bardzo dużo. Prawie wszystkie to były całe, wielkie sztuki, tylko kilka połówek.
W ustach czekolada rozpływała się umiarkowanie, średnio-wolno. Dała się poznać jako gęsta i maślano tłusta. Potwierdziła się jej masywność i zbity konkret. Acz po chwili stawała się coraz bardziej raczej gęstawa i rzednąca. Do końca jednak nie rzadka. Uraczyła mnie mazistą kremowością i idealną gładkością. Orzechy powoli się z niej wyłaniały.
Tylko raz czy dwa na próbę pogryzłam jednego, dwa obok. Wolałam zostawiać je na koniec.
Orzechy gryzione już gdy czekolada zniknęła, były odpowiednio twardo-chrupiące. Bardzo świeże - musiano naprawdę delikatnie, ostrożnie je podprażyć. Trafiłam na dosłownie parę drobinek skórek.

W smaku od razu poczułam wysoką słodycz. Zdradził się jej cukrowy charakter, acz niewątpliwie swoją obecność zaznaczyła też wanilia. Zakradł się do niej trochę lukrowy akcent, ale też palony. Ten z kolei przywiódł na myśl cukier palony, który przygłuszył lukrowość. Za sprawą tych małych przepychanek, słodycz rosła powoli.

Po chwili przemykało echo orzechów laskowych. Raz mocniej, raz słabiej - w zależności od proporcji czekolady do orzecha w kęsie. Ze względu na lekko prażony charakter, zgrały się z palonością bazy. Pojawiła się tam też maślaność, dodatkowo wiążąca je w jedno.
Kiedy spróbowałam trochę czekolady osobno, wciąż czułam w niej echo laskowców, którymi niewątpliwie trochę przesiąkła. Było jednak znikome.

Wysoka, rosnąca słodycz trafiła na maślaność. Razem przywiodły na myśl delikatne, czekoladowe miękkie ciasto-ciastka, jakieś... Pierniki? Pierniki łagodne i przesłodzone, w cukrowej glazurze. 

Subtelna gorzkość miała wyraźniej palony charakter. Przemknęła znikoma cierpkość. Pierniki zmieniły cukrową, glazurowatą polewę na kakaową, a do nich podano chyba kawę.  Czekoladową kawę. 

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa cierpkość prawie zniknęła. Gorzkawość dopuściła do siebie maślaność oraz jeszcze trochę orzechów. Czuć je całkiem wyraźnie nawet bez gryzienia.

I nagle jednak orzechowość zaczęła łagodzić tę gorzkość? W zasadzie i tak jedynie gorzkawość. Maślaność przeszła w... Śmietankę. Całkiem sporo śmietanki.

Wyobraziłam sobie kawę ze śmietanką i orzechową gorącą czekoladę też ze śmietanką.

Piernikowa nuta uciekła na rzecz miękkich, maślano-przesłodzonych ciastek. Koniecznie wypełnionych nadzieniem czekoladowo-orzechowym i waniliowo-słodkich, raczej jasnych? (wyobraziłam sobie ciastka a'la Chipita 7days Cake Bar czy Kinder delice, ale jasne i orzechowe).

Gorzkawość próbowała jeszcze coś ugrać. Jej starania spowodowały jednak jeszcze silniejszy wzrost słodyczy. Tym razem wyraźniej szlachetniejszej, trochę waniliowej. Ten zacny charakter umacniały też orzechy laskowe, których smak nasilał się wraz z tym, jak się wyłaniały. Niestety jednak i tak słodycz jawiła się jako ryzykownie wysoka.

Gdy spróbowałam pogryźć orzecha obok czekolady, bardziej raził mnie cukier (orzech nie przełamał słodyczy, a ta wręcz... nakręciła się?), a sam też nie rozwijał skrzydeł w pełni. Dlatego wolałam gryźć orzechy dopiero, gdy czekolada już zniknęła.
Acz i tak na koniec słodycz już nieco nadto dawała się we znaki. Wanilia, cukier i śmietanka połączyły się.

Wtedy jednak przyszła pora na zajęcie się pozostałymi orzechami laskowymi. Były pozbawione skórek. No, na pojedynczych może jakiś drobiażdżek się zaplątał.
Wyszły niezwykle świeżo dzięki znikomemu prażeniu. Były naturalnie słodkawe i zachwycająco wyraziste. Świetnie sobie radziły z tonowaniem nieco zbyt wysokiej słodyczy.

Po zjedzeniu został posmak lekko prażonych orzechów laskowych naturalnie słodkich, lecz czasem też takich, w których zaplatała się goryczka. Do tego czułam cierpkość o palonym charakterze. Ona właśnie chyba podszepnęła goryczkę orzechom. Trwała też silna słodycz - kumulacja cukru i wanilii, acz z przewagą tej drugiej - w formie aromatu?

Mimo lekkiego przesłodzenia i za niskiej gorzkości, trudno jej coś zarzucić. Bardzo słodka (w zasadzie spodziewanie, biorąc pod uwagę typ i półkę), ciemna czekolada z orzechami idealnymi. Baza mogłaby być nieco lepsza.
Ja jeszcze żałuję (ale przy ocenie tego oczywiście nie brałam pod uwagę), że zmienili opakowanie i odeszli od okienka, a także nie podoba mi się (nie)zapakowanie w folię.


ocena: 8/10
kupiłam: Aldi
cena: 6,49 zł
kaloryczność: 590 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: cukier, miazga kakaowa, orzechy laskowe (27%), tłuszcz kakaowy, tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, ekstrakt z wanilii

poniedziałek, 9 czerwca 2025

(Terravita) Choceur Czekolada Mleczna

Ruszając jesienią na Czerwone Wierchy, myślałam, że czekolada, która ma być najsmaczniejsza, będzie ostatnią, po którą sięgnę - była to Vanini na Krzesanicy. Z niej poszłam połączeniem szlaków czerwonego i zielonego na Chudą Przełączkę, gdzie zatrzymałam się, by włożyć bluzę. Towarzysz wyprawy zaś sięgnął po czekoladę, zdawkowo pytając, że pewnie nie chcę, bo to jakiś zwyklak z Aldiego. A mnie jakby piorun strzelił. Zobaczyłam opakowanie Chateau, marki która wielce cenię i odpowiedziałam, że z chęcią, bo właśnie Chateau są bardzo dobre. Jakież było moje zdziwienie, gdy odkryłam, że małe, tańsze Chateau dla tego marketu robi Terravita. Żeby było śmieszniej, opinię właśnie o Terravicie zaktualizowałam sobie jakiś czas temu w bardzo podobny sposób, bo poczęstowana na szlaku. 

(Terravita) Choceur Czekolada Mleczna to mleczna czekolada o zawartości 30 % kakao, produkowana przez firmę Terravita dla Aldi.

Po otwarciu poczułam delikatny, ale bardzo słodki zapach o wyraźnie cukrowym charakterze, z lekkim echem wanilii. Jednocześnie bez wątpienia czuć mleczność, wręcz śmietankę. Wkradł się w to akcent kakałkowo-cukrowej polewy czekoladowej, wyrobu czekoladopodobnego, acz był ledwo uchwytny. Razem z poziomem słodyczy sprawił, że nie był to przyjemny, a tani zapach (a nie że tylko nie w moim stylu).

Tabliczka przy łamaniu była twarda i trochę krucha. Już w dotyku wydała mi się tłusto-kremowa, a także trochę plastikowa.
W ustach potwierdziła się jej kremowość i gęstość, a także wysoka tłustość. Rozpływała się w tempie umiarkowanym, bez oporu i bardzo kleiście-lepko. Aż trochę przytykająco.

W smaku uderzyła mnie wysoka, cukrowa słodycz. Szybko zaczęła się mieszać z mlekiem. I śmietanką, co trochę łagodziło jej dosadność. I tak jednak szybko osiągnęła poziom przesady.

W oddali poczułam niedookreślony posmak. Oleiście-margarynowy? Upodobniło to czekoladę do taniej polewy, wyrobu czekoladopodobnego.

Słodycz rosła okrutnie. Zadrapała w gardle i choć przemknęło mi trochę wanilii, bardziej aromatu waniliowego, to cukier dominował. Mleczność, zaskakująco wyraźna, jak na taką cukrowość, starała się pomóc wanilii, ratować sytuację, ale i tak cukier szalał.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa przemknęła wręcz aluzja do kwasku - chyba przez niemożliwą wręcz ilość cukru. 

O dziwo do końca było wyraźnie mlecznie. Z tym że mleko coraz bardziej mieszało się z tłuszczowo-plastikowym posmakiem. Tłuszczowo-mdło-wodnistym? Nie dawał zapomnieć o wyrobach czekoladopodobnych. Chyba dołożył się do tego, jak topornie wyszła słodycz.

Po zjedzeniu zostało przecukrzenie, drapanie w gardle (nic dziwnego, skoro "w tym cukry" to 59g). Czułam echo aromatu, waniliowego i coś jeszcze. Coś a'la kwasek, ale nie kwasek? A do tego ni maślaność, ni margarynę prosto z plastikowych figurek czekoladopodobnych. 

Przerażające, że w zasadzie już po połowie kostki trudno przez słodycz i taniość jeść więcej. Mimo, że w górach poczęstowałam się kostką, zaczęło mnie drapać w gardle w połowie, więc to zabrałam do domu, by zweryfikować odczucia. I w domu drugie pół znów mnie zmogło.

Przy pierwszym kęsie tknęło mnie, że jest w tym coś znajomego, ale jakby pogorszonego - najpierw zwaliłam na to, że może w warunkach górskich, w chłodzie, po znacznie lepszych czekoladach tak ją odebrałam, ale gdy wzięłam się w domu za weryfikację, miałam podobne odczucia, a po sprawdzeniu papierka wyszło na jaw, że to... Terravita. Ale jeszcze gorsza niż na krwiodawstwo ((Terravita) Czekolada Mleczna dla TwojaKrew.pl). Dziwny posmak margarynowo-tłuszczowy zwalam na polirycynooleinian poliglicerolu, bo tym - oprócz zawartości kakao - różnią się czekolady. Czyżby to Aldi zleciło tak kiepską czekoladę? Czy Terravita uznała, że na market można tak dowalić?


ocena: 4/10
kupiłam: poczęstowałam się
cena: -
kaloryczność: 524 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, mleko w proszku pełne, serwatka w proszku, mleko w proszku odtłuszczona, tłuszcz mleczny, emulgatory: lecytyny, polirycynooleinian poliglicerolu, ekstrakt wanilii

poniedziałek, 23 września 2024

Moser Roth Prażone Orzechy Laskowe ciemna 52 % z kawałkami orzechów laskowych

Choć wyprawa w Beskidy pod koniec kwietnia nie była wymagająca, i tak zaplanowałam na nią dwie czekolady. Wiedziałam, że część Schogetten Limited Freeze Me Dark Chocolate Hazelnut wróci, by posiedzieć trochę w lodówce, a po dziś prezentowanej nie spodziewałam się niczego zachwycającego. Pomijając formę, wyszło, że ta sobota była pod patronatem orzecha laskowego. Szkoda że w przypadku dziś prezentowanej w formie siekanej, no ale cóż. Otworzyłam ją na szczycie Wielkiej Rycerzowej, a zdjęcia dokończyłam nieco dalej, skąd było widać schronisko bacówka Rycerzowa. Dojście było dość parszywe - topniejący śnieg, błoto i liście to bardzo niepewny grunt. Gdy zobaczyłam tabliczkę (a w zasadzie 1,5 tabliczki, bo była też ułamana słowacka), ucieszyłam się. Choć bez widoków, po krótkiej wspinaczce, jakoś mi się tu spodobało - zwłaszcza, gdy jedyni spotkani na szlaku ludzie sobie poszli. Po ostatniej wyprawie na 3 wieże widokowe jednego dnia utwierdziłam się w tym, że nie mam nic do zalesionych szczytów, gdy np. na podejściu czy zejściu są ładne widoki. Wieże często odbierają im klimat, dobrze więc, że na Rycerzowej żadnej nie walnęli. Widoki miałam potem, gdy szłam przez Halę Rycerzową i potem na szlaku czerwonym do Rycerki Dolnej, z którego przeszłam na niebieski, by jakoś tam wyjść na asfalt i parking.

Moser Roth Prażone Orzechy Laskowe to ciemna czekolada o zawartości 52% kakao z siekanymi prażonymi orzechami laskowymi.

Po otwarciu uderzył zapach prażonych orzechów laskowych, zrównanych z cierpko-gorzkawą czekoladą o średnio wysokiej słodyczy. Miała nieco cukrowy charakter, ale nie wydawała się zbyt ciężka.

Mini tabliczki w dotyku obiecywały kremowość, która równie dobrze mogła pójść w trochę ulepkowatym kierunku. Były twarde i przy łamaniu trzaskały średnio głośno w kruchy sposób. W przekroju widać mnóstwo średnich i drobnych kawałków orzechów.
W ustach czekolada rozpływała się ochoczo, w tempie umiarkowanym. Miękła, wykazując gibkość i plastyczność. Wyszła kremowo, acz trochę ulepkowato, a kawałki dodatku wyłaniały się z niej po pewnym czasie, bez pośpiechu. Im wyraźniej jednak, tym czekolada bardziej zmierzała w stronę ulepkowatej. Okazała się ich zlepem. Zdecydowanie przesadzono z ilością kawałków.
Orzechy zostawiałam sobie na koniec, aż czekolada się rozpłynęła. Tylko nieliczne sporadycznie podgryzałam obok niej.
Zarówno podgryzane wcześniej, jak i te gryzione na koniec kawałki orzechów dały się poznać jako chrupkawo-delikatne. Większość bardziej miękka, inne nieznacznie twardsze. W zasadzie były pozbawione skórek - może pojawiła się odrobinka na pojedynczych kawałkach. 

W smaku przywitała mnie delikatna gorzkość, do której błyskawicznie dołączyła słodycz o trochę zbyt napastliwym charakterze. Za cukrem podążała wanilia, ale to ten pierwszy się rządził. W dodatku jeszcze dalej coś pobrzmiewało... Coś, czego nie mogłam uchwycić. 

Gorzkość rozeszła się leniwie, przywodząc na myśl przesłodzony, ale jednak cierpki kakaowo-ciemno czekoladowy syrop w palonym klimacie. 

Zza niego przebijał się orzech laskowy. Zgrał się z palonym wątkiem i wprowadził wyraźnie prażoną nutę. 

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa słodycz zaczęła drapać w gardle, jawiąc się jako bardzo ciężka. Jednocześnie motyw orzechów laskowych nasilał się. 

Od kawałków ewidentnie odchodził ich smak, acz chyba i cała czekolada przesiąkła lekko ich chwilami przeprażoną nutą - wydaje mi się, że to ten dziwny posmak. Prażenie jakby chciało wpisać się w gorzkość czekolady, jednak ta kakaowa była na tyle słaba, że wyszło to trochę topornie. Kawałki orzechów niespecjalnie przełamywały słodycz. Nawet podgryzane obok po prosty pojawiały się za przesadzoną słodyczą.

Z czasem cukier, coraz więcej wanilii i orzechy zahaczyły o jakiś syrop orzechowy. Gdy czekolada znikała, czułam się już mocno zasłodzona. 

Kawałki orzechów gryzione na koniec okazały się średnio intensywne, ale jednoznaczne. Czuć, że to laskowe, acz jakby trochę onieśmielone przesłodzeniem i przerażone. Raz czy dwa przewinęła mi się lekka goryczka właśnie przerażenia, bo skórek na nich nie było. 

Po zjedzeniu został posmak przeprażonych, a od tego lekko gorzkawych orzechów laskowych oraz przesłodzenie cukrem i wanilią. Kakaowa cierpkość przypominała raczej taką przesłodzonego kakaowego syropu z echem orzechów.

Czekolada w zasadzie była tym, czym miała być, bez drastycznych wad, acz wydała mi się pójściem po najmniejszej linii oporu. Przeciętna, przesłodzona czekolada z przeprażonymi  i siekanymi orzechami - brak jej... Finezji? Lepszego wykonania na pewno. Taka, co to na szlaku można zjeść dlatego, że się kupiło. Odczucia zweryfikowałam w domu i miałam skończyć, ale jakoś zmęczyła mnie ilość siekanych dodatków, robiących z tabliczki słodkiego zlepa.
Cóż, utwierdziłam się już w przekonaniu, że Moser Roth raczej przedstawia półkę mocno średnią, a po prostu zdarzają jej się zacne czekolady, jak np. Moser Roth Chocolat Compose Dark Almond.

Jedna mini tabliczka powędrowała do Mamy, ale nie zjadła całej: "Taka mocno przeciętna, słodka i no... z orzechami za mocno posiekanymi. Nie wiem, po co je tak podrobili. Nawet niezła, zwykła, ale większe kawałki wyszłyby o wiele lepiej. Tak to nie w moim typie".


ocena: 6/10
kupiłam: Aldi
cena: 6,99 zł (za 125g)
kaloryczność: 572 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, miazga kakaowa, orzechy laskowe, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, wyciąg z wanilii

czwartek, 29 sierpnia 2024

Moser Roth Chocolat Compose Dark Almond ciemna 52 % migdałami mielonymi, karmelizowanymi siekanymi i całymi

Heidi Grand'Or Golden Almonds Dark wzięłam pod wpływem impulsu, okazyjnie będąc w Aldim. Tego marketu prawie nie odwiedzam, bo musiałabym z mojego mieszkania chyba z godzinę jechać, a w zasadzie nie ma w nim nic dla mnie. Tylko niektóre czekolady uważam za naprawdę dobre. Ale... akurat nie Moser Roth. Te mam za przeciętne. A jednak kiedy dostrzegłam obiekt dzisiejszej recenzji uznałam, że w góry będzie świetna - dobrze wspominałam Kaufland Classic Fein Herbe Mandel Schokolade i liczyłam na podobny efekt. No i właśnie już z nią w dłoniach wpadło mi do łba, że dobrym pomysłem jest porównanie jej z podlinkowaną, ech. Dlatego właśnie na kolejną trasę wzięłam dziś przedstawianą - by kiepską Kaufland........... zakryć innymi migdałowymi wspomnieniami. Dopiero jednak przygotowując wstęp i przepisując skład tknęło mnie, że w zasadzie bliżej może być jej do J.D.Gross Superieur Czekolada z migdałami 32 % Migdały niż do typowej, zwykłej czekolady z migdałami, bo w składzie dostrzegłam też migdały zmielone. Ostatnie dwie trasy nie były bowiem zbyt szczęśliwe dla migdałów (Ritter Sport Nut Selection Ganze Mandel / Whole Almonds też mi podpadła). Padło, że dzisiaj przedstawiana ruszyła ze mną na Jagodną. Aż do chwili ruszenia z parkingu, z którego zaczynały się szlaki na Jagodną, byłam pewna, że tę tabliczkę wezmę na Śnieżnik. Ten odłożyliśmy, bo po prostu Jagodna była po drodze i nie chcieliśmy się wracać ze względu na czas - koledze bardzo zależało na pieczątkach do KGP, a że pierwszego dnia przez mój pomysł z Bruskiem, odpuściliśmy Śnieżnik, chcieliśmy jednego dnia 14 kwietnia zrobić trzy szczyty. Dlatego, choć pętla na Jagodną bardzo kusiła, poszłam szlakiem najkrótszym. Nie był trudny, ale trochę mnie zmęczył. Jego monotonia miała urok ze względu na cudne odcienie zieleni choinek, jednak szło się po dufto-asfalcie, więc czułam się, jakbym szła na Morskie Oko. Stwierdziłam jednak, że koniecznie kiedyś tam wrócę, by pójść inną drogą i sprawdzić, czy ten szczyt się obroni.
Tym razem jednak cóż... Jeden plus! Po tej prawie prostej drodze, kręcone schody na wieżę nie wydawały się takie złe. Dziwne jednak było, jak wibrują pod schodami, a odsłonięta metalowa konstrukcja chwilami chwiała się od silnego wiatru. Nie dziwne, że nazywają ja wieżą strachu. Ale ja lubię straszne klimaty. Choć nie wieże - nie wszystkie i nie wszędzie. Niektórym szczytów odbierają klimat. Wygląd tej jakoś mi nie leżał.

Moser Roth Chocolat Compose Dark Almond 33%Almonds in Dark Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 52%  kakao z migdałami mielonymi, karmelizowanymi siekanymi i całymi.

Po rozchyleniu sreberka poczułam zapach, łączący wyraziste migdały i cierpkość czekolady. Ewidentnie była ciemna, ale nie gorzka i dodatkowo złagodzona migdałami bliskimi świeżym i surowym. Jej słodycz była wysoka, ale nie chamska, a trochę waniliowa i karmelowa.

Tabliczka o wyglądzie sugerującym kremowość i być może polewowość była masywnie twarda. Jej trzask był średnio głośny, a właśnie masywny, lekko stłumiony. Słychać było też kruche łamanie się - jak się okazało - płatków migdałów. Migdały całe nie łamały się, a po prostu zostawały w którejś części. Patrząc na spod, wysnułam błędny wniosek, że trochę ich poskąpiono.
W ustach czekolada rozpływała się w tempie umiarkowanie-wolnawym, wykazując mazistość i gładkość. Była tłustawa i wyraźnie przy tym masywnie maślana, konkretna, ale nie ciężka. Wyginała się i z czasem miękła. Długo uparcie pokrywała migdały, acz częściowo wyłaniały się po jakimś czasie. Na języku czuć już, że nie pożałowano ich, a dodano pod różną postacią. Było średnio dużo migdałów całych i znacznie więcej sporych i grubawych płatków oraz ich kawałków migdałów karmelizowanych. Te miejscami pozbijały się w zlepki-skupiska. Wraz z czekoladą rozpływał się karmel, którym były pokryte. Nie dano go jednak dużo - nie było tu mowy o żadnych skorupkach czy coś. Końcowo prawie nie zostawał - może tylko trochę. Migdały cały były duże i pozbawione skórek. 
Dodatki gryzłam, gdy czekolada już zniknęła. Całe migdały okazały się twarde i chrupiące. Na płatkach i kawałkach tylko miejscami został karmel, nadający im chrupkości bardziej kruchej. Potem już były po prostu subtelnie chrupkie.

W smaku przywitała mnie wysoka słodycz cukru, uszlachetnionego wanilią. Miała sporo do powiedzenia, acz to cukier rządził. Do głowy przyszedł mi cukier puder, przechodzący w migdałowy nugat czy migdałową gianduję.

W tle zaznaczyła się leciuteńka cierpkość i marginalna gorzkawość, dodająca słodyczy ciemnoczekoladowego echa, ale nie przełamująca jej.

Słodycz cały czas rosła i szybko nieco mnie zasłodziła, aż drapiąc w gardle. Od płatków migdałów płynęło jej bowiem jeszcze więcej. Nie był to jednak po prostu zwykły cukier, a cukier lekko palony.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa cierpkość nie zdążyła się rozwinąć, a wygładziła ją migdałowa mgiełka. Cała czekolada lekko nią smakowała, acz ta jej nugatowość była tak lekka, że uwierzyłabym iż to po prostu iluzoryczna nuta. Choć wyczuwalna. Utwierdziłam się w tym, próbując trochę osobno samej czekolady. A jednak migdałowy smak rozchodził się w dużej mierze też od kawałków.

Mimo słodyczy, mimo że gorzkość była znikoma, do głowy przyszła mi migdałowa kawa. Taka, w której migdałowa nuta jest istotniejsza od samej kawowości. Tonęła w cukrze z echem wanilii, który to jednak w przypadku kolejnych kęsów, po kolejnych pogryzionych migdałach, opamiętał się z drapaniem w gardle.

Bliżej końca migdały wychodziły na pierwszy plan. Niegryzione dominowały karmelizowane za sprawą nuty karmelowej. Do głowy przyszły mi migdały wysmażone w słodkim karmelu. Tylko nieliczne były bardziej palono karmelowe i czuć w nich wyraźną paloność.
Migdałowe płatki wydawały się przesiąknięte i nasączone karmelem po całości, a nie, że był tylko na wierzchu. Migdałowy wątek w nich podporządkował się karmelowi, lecz był wyczuwalny. Miał łagodny, słodki charakter. Gdy przy płatkach pojawił się cały migdal, bez trudu wychodził na przód. Potwierdził się niemal surowy charakter całych migdałów. Były naturalnie słodkie i takie... Czyste, prażone leciuteńko. Na żadnym nie trafiła mi się nawet drobinka skórki.

Po zjedzeniu został posmak migdałów - jakich, to zależy od tego, jak się ułożyły. O dziwo to jakby surowawe całe miały lepszą siłę przebicia. Płatki z karmelowym przesmażeniem uplasowały się za nimi. Czułam też przesadą słodycz czekolady - całą mieszankę, ale nie chamską, a cukrowo-waniliową i z echem migdałowej giandui. W gardle słodycz się zaznaczyła, ale do zniesienia.

Czekolada smakowała mi, mimo że była za słodka. Choć z tym przegięli, uzyskali ogólne ciekawy efekt była naprawdę mocno migdałowa i w dodatku w złożony sposób. Gdyby była nieco mniej słodka, a jeszcze bardziej migdałowo giandujowa, mogłaby może nawet powalczyć o maksymalną ocenę. Słodka, ale ewidentnie ciemna i jednocześnie migdałowa baza świetnie współgrała z harmonijnymi migdałami całymi i migdałowymi płatkami, kawałkami karmelizowanymi.


ocena: 8/10
kupiłam: Aldi
cena: 7,49 zł (za 125g)
kaloryczność: 571 kcal / 100 g
czy kupię znów: mogłabym się kiedyś poczęstować albo dostać

Skład: migdały 33% (całe, krojone, mielone), cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, syrop karmelowy, wyciąg z wanilii