Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niederegger. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niederegger. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 marca 2026

Niederegger Ingwer Marzipan / Dark Chocolate filled with Ginger Marzipan ciemna 50 % z marcepanem i imbirem

Ostatnimi czasy czekolady z marcepanem, jak i inne nadziewane, przestały mnie ciekawić. Marcepan jako twór w ogóle zaczął mi się wydawać dość... nudny? Gdy zobaczyłam jednak dziś przedstawianą tabliczkę, i gdy usłyszałam, że ojciec może mi ją kupić, pomyślałam, że w sumie nawet z chęcią jej spróbuję. Przypomniało mi się smaczne nadzienie z Zotter Candied Ginger. Kandyzowany imbir sam w sobie to nie moja bajka, ale tamta tabliczka pokazała mi, że jako element nadzienia jak najbardziej może smakować. I tak sobie pomyślałam, że marcepan z imbirem może być ciekawy. Niestety, nim otworzyłam dziś przedstawianą, spróbowałam Niederegger Walnuss-Rum-Krokant Marzipan / Milk Chocolate filled with Walnut and Rum Croquant Marzipan, przez którą straciłam wiarę w czekolady tej marki. Pocieszałam się, że przynajmniej ta jest ciemna, a nie mleczna jak podlinkowana.

Niederegger Ingwer Marzipan / Dark Chocolate filled with Ginger Marzipan to ciemna czekolada o zawartości 50% kakao nadziewana (48%) marcepanem z imbirem.

Po otwarciu poczułam intensywny, ciepły zapach kandyzowanego imbiru w ciemnej ni czekoladzie, ni polewie. Jego kandyzowana słodycz i ciepło przechodziły trochę w motyw ciasteczek imbirowo-migdałowych, acz marcepanu jako takiego, spod imbiru, prawie nie czuć. Alkohol także prawie zupełnie się ukrył - właśnie w imbirowym cieple. Niby był, ale w ciemno dałabym się nabrać, że to tylko imbir. Sama czekolada trzymała się tyłów, wplatając nieco cukrowo-gorzkawy motyw. Choć w ogóle odegrała znikomą rolę, taniości nie ukryła. Po przełamaniu i w trakcie jedzenia niemal zupełnie traciła na znaczeniu, bo wtedy imbirowość jeszcze się nasilała. W kierunku słodko-kandyzowanym i nawet lekko soczystym, ale cały czas raczej ciepłym, a nie ostrym. Zapach w zasadzie był przyjemny, choć... mało czekoladowy.

Tabliczka niby była masywna, ale jednocześnie też w pewien sposób delikatna. Podczas łamania gruba warstwa czekolady głośno i krucho trzaskała i czasem odpadała od marcepanu. Tego wewnątrz było sporo. Okazał się twardawy i konkretny, ale nie zbyt suchy (choć bardzo wilgotny też nie był). Widać w nim pojedyncze średnie i małe kawałki imbiru wraz z wystającymi cienkimi włóknami.
W ustach czekolada rozpływała się średnio szybko. Najpierw wydawała się zbita, jednak z czasem kremowo i maziście ulegała i częściowo zmieniała się w nieprzyjemnie tłustą, gibko-gładką ni masę, ni zawiesinę. Czasem przez pewien czas pokrywała marcepan, który po paru chwilach z łatwością zaczął się spod niej wyłaniać. A czasem zwyczajnie od niego odpadała.
Marcepan rozpuszczał się powoli. Wykazywał gęstość i zwartość, ale też plastyczność. Wydał mi się syty i masywny, ale miękkości mu nie brak. W pierwszej chwili jakby chciał przedstawić się jako suchawy, jednak zaraz nasiąkał i pokazał się jako przeciętnie wilgotny oraz grudkowo-proszkowy. Z czasem właśnie zmieniał się w zawiesinę z wielu coraz to mniejszych grudek niż jednolitą grudkową masę. Z grudek raz po raz wyłaniały się małe i średnie kawałki imbiru. Nasiąkały powoli wraz z resztą i upodabniały się do niej. Gdy z ciekawości pogryzłam je ze dwa razy wcześniej, były trochę masywniejsze, ale nigdy nie twarde, a jędrne.
Gdy czekolada zniknęła, w ustach zostawały jeszcze miękkawe grudki marcepanu oraz jędrno-miękko-lepkie kawałki imbiru. Gdy na koniec je gryzłam, marcepanowe grudki lekko trzeszczały, a imbir miękko wlepiał się w zęby.

W smaku czekolada przywitała się dość wysoką słodyczą cukru, która wciąż rosła. Po niej pojawiła się też cierpkość, kojarząca się z alkoholowymi truflami kakaowymi. Na gorzkość przełożyła się dość mocno palona nuta, acz gorzkość ogólna wcale taka mocna nie była. Słodycz za to owszem. W zestawieniu z intensywnym wnętrzem, czekolada poszła w polewowym, tanim kierunku.
Trochę przesiąkła mydlano-kandyzowanym imbirem, co potwierdziło się, gdy spróbowałam jej trochę osobno.

Środek odzywał się w zasadzie jednocześnie z czekoladą. Bez wątpienia czuć kandyzowany imbir. Podkręcał słodycz, dyktując jej rozgrzewające-drapiący wydźwięk. Ciepły imbir zajął pierwszy i drugi plan. W swej kandyzowanej słodyczy zawarł coś lekko pudrowego, z czasem jakby ciasteczkowo-migdałowego. W nadzieniu nie czuć ostrego imbiru, a imbir z ochotą i w harmonii mieszający się z wysoką słodyczą reszty wnętrza.

Cierpkawa, a jednak głównie cukrowa, czekolada pobrzmiewała sobie wtedy delikatnie za marcepanem.

Do głowy przyszły mi imbirowe ciastka migdałowe, które potrafią zalecieć trochę marcepanowo, ale w sumie nie marcepan sam w sobie. Migdałowe echo w zasadzie robiło dziwne aluzje do mąki. Kandyzowany, słodko-ciepły i duszny imbir w zasadzie zagłuszył marcepanowość. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa wydał mi się nie tylko duszący, ale i wręcz słodko-mydlany. Zaczęło też drapać i rozgrzewać w gardle. Alkohol zapewne miał w tym swój udział, jednak nie było to takie oczywiste. Nawet on zdawał się podporządkowywać imbirowi.

Ciemna, cukrowo-cierpkawa, palona czekolada o wydźwięku polewy kakaowo-czekoladowej robiła imbirowi za delikatne tło. Przy jego intensywnym smaku wyszła kiepsko.

Kawałki imbiru nakręcały imbirowy smak - nie musiałam ich nawet gryźć. One także wykazywały silną, kandyzowano-cukrową słodycz i ciepło, ale do tego pikanterię. Gryzione wcześniej serwowały słodko-ostre uderzenia, a jednocześnie jeszcze spłycały czekoladę. Wolałam więc zostawiać je na koniec.

Czekolada pod koniec znikała, zostawiając lekko cierpkie echo, a imbirowy marcepan - w zasadzie jako smak imbirowy - nadal się rządził rozgrzewając, zacukrzając i lekko piekąc.

Gdy zajęłam się gryzieniem drobinek i kawałków, pozostałych na koniec, czułam lekko marcepanowy motyw w przypadku grudek masy, jednak po natłoku słodyczy, wydawał się mdły. A jako że czasem trafiały się kawałki imbiru, także w tym momencie to imbir się rządził. Kawałki utrzymały cukrowo-kandyzowany i ostro-ciepły smak.

Po zjedzeniu został posmak kandyzowanego, ostro-słodkiego imbiru oraz echo cierpko-cukrowej polewy nibyczekoladowej. Marcepanowe echo i lekko alkoholowe wrażenie wpisywały się w imbir, wyszły marginalnie.

Lubię imbir, ale nie kandyzowany w aż takim nasileniu... czy raczej odosobnieniu. Nawet nie to, że to była imbirowa siekiera, bo w zasadzie np. ostra ta czekolada nie była. Po prostu imbir jakby tak przygłuszył resztę, że w zasadzie była imbirowa, ale mdła w cokolwiek innego. Kandyzowany imbir jako dodatek w czekoladzie może być, ale gdy nie jest jedynym bohaterem. Taki, który ciekawie osiadł w nadzieniu jak w Zotter Candied Ginger mi smakował, ale w przypadku dziś przedstawianej czekolady... z otoczenia do głosu dopuścił tylko to, co kiepskie, a więc trochę tanio smakującą czekoladę i samo rozgrzewanie alkoholu. Brakowało mi tu charakteru marcepanu. Ogół był mocno przeciętny i nudny. Jak ktoś lubi kandyzowany imbir, imbir w czekoladzie i takie rzeczy, powinno mu to jako tako bardziej posmakować.

Resztę dałam Mamie, ale i jej nie posmakowała, więc tabliczka trafiła do ojca. Opinia Mamy: "Miałam taki etap, że znielubiłam marcepan, ale teraz dobry znowu lubię... No, ten dobry nie był. Jakiś taki zbyt suchy i dziwny, mało marcepanowy. Nie lubię imbiru, ale ten nawet nie był taki mocno czy okropnie imbirowy. Po prostu niesmaczny. I czekolada na wierzchu też niesmaczna".


ocena: 5/10
kupiłam: Auchan
cena: 16,99 zł (za 110g)
kaloryczność: 527 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: 52% czekolada (miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, emulgator: lecytyna sojowa; ekstrakt waniliowy), migdały 24%, cukier, imbir 2,8%, syrop z cukru inwertowanego, alkohol, naturalny aromat imbirowy i inne aromaty

środa, 14 stycznia 2026

Niederegger Walnuss-Rum-Krokant Marzipan / Milk Chocolate filled with Walnut and Rum Croquant Marzipan mleczna z marcepanem z rumem oraz karmelizowanymi orzechami włoskimi i laskowymi

Czekolady nadziewane w ogóle nie robią już na mnie wrażenia, acz jaka jakaś ciekawa i smaczna, porządna się trafi, mogę raz na jakiś czas spróbować. Opakowanie dziś przedstawianej rzuciło mi się w oczy, bo szklanka zasugerowała whisky, a ja od razu wyobraziłam sobie ciemną czekoladę nadziana marcepanem z whisky i wielkimi kawałkami orzechów włoskich. Gdy przeczytałam opis, posmutniałam. A jednak jakoś miałam dziwnego laga, bo rzeczywistość nie dotarła do mnie tak, jak powinna, i gdy ojciec zaczął pospieszać, włożyłam ją do wózka. Fakt, że gdybym miała sama tyle na nią wydać, prawie na pewno bym odłożyła, ale no cóż. Może jednak i tak trafiło mi się coś ciekawego? Sama w to nie wierzyłam i otworzyłam, sceptycznie nastawiona. 

Niederegger Walnuss-Rum-Krokant Marzipan / Milk Chocolate filled with Walnut and Rum Croquant Marzipan to mleczna czekolada o zawartości 33% kakao nadziewana marcepanem z rumem i orzechowym krokantem, czyli karmelizowanymi orzechami włoskimi i laskowymi.

Po otwarciu uderzył mnie intensywny zapach alkoholu, w którym łatwo rozpoznać rum. Rum ciężko-słodki i, gdy zbliżałam się do tabliczki, aż trochę drapiący i duszący alkoholowością. Był mocny i dominujący. Marcepan migdałowy, orzechy włoskie i mleczna czekolada stały na równi, podporządkowując mu się. Słodycz zajęła wysoki poziom i zdradzała cukrowość, a jednocześnie wydawało się, że ma też rumowe pochodzenie. Wyszło to ryzykownie trochę zbyt cukrowo.

Tabliczka w dotyku wydawała się niby masywna, jednak i w pewien sposób delikatna. Łamała się twardo ze względu na grubą warstwę tłustej czekolady, ale i tak bez trzasku. Wydawała się trochę krucha. Sam marcepan był konkretny i zwarty, ale bardziej miękki, trochę wgniatający się. W dotyku wydał mi się wilgotnie-lepkawo-scukrzony. Widać w nim średnie i małe kawałki orzechów w karmelu, czy w zasadzie krokantu.
Czasem czekolada odskakiwała od nadzienia przy podziale. Nie podobało mi się takie rozwalanie się całości.
W ustach czekolada rozpływała się średnio szybko, dając się poznać jako bardzo kremowa i maziście-lepka. Była tłusta w pełnomleczno-śmietankowy sposób, a także znikomo proszkowa. Mimo to udało jej się zbudować mazistą kremowość. Miękła, a marcepan starał się z nią spójnie mieszać. Czekolada jednak znikała szybciej, a w ustach zostawało mnóstwo drobinek, grudek marcepanu.
Grudkowy marcepan wykazywał średnią plastyczność. Niby dało się go formować i rolować, ale jawił się jako luźno-suchawy, mimo że nie mogę nazwać go po prostu suchym. Był średnio przemielony i miękki. Choć początkowo sprawiał wrażenie trochę podeschniętego, z czasem okazał się w miarę wilgotny, choć wciąż z suchawym wrażeniem.
Co jakiś czas z marcepanu wyłaniały się raczej drobne i trochę średniej wielkości kawałki krokantu, w których orzechy stanowiły znikomą część. Gdy wypadały z marcepanu, sporadycznie stukały o zęby. Kawałki to sporo twardawo-krucho-chrupiącej skorupki z cukru. Gryziona rzęziła, pozostawiona sama sobie trochę się rozpuszczała. Tylko na próbę ze dwa razy pogryzłam to wcześniej, obok reszty - wtedy dodatek wydawał się o wiele bardziej cukrowo-chrupiący6 i nieprzyjemny. Wolałam więc zostawiać go na koniec.
Krokant orzechowy gryziony na koniec zachował pewną twardą kruchość, "chrupiącość", ale już i orzechy odegrały nieco większą, acz i tak małą, rolę. Jedne i drugie były miękkawo-pochrupujące.

W smaku czasem, gdy robiąc kęsa trafiłam na orzecha włoskiego, to on zabłysnął pierwszy, po czym usunął się.

Czekolada przywitała mnie wysoką, cukrową słodyczą, do której po chwili dołączyło mleko. Słodycz pomknęła do przodu, dominując, ale przez parę sekund i mleko nie dawało za wygraną. Po chwili okazało się, że czekolada lekko przesiąkła nadzieniem - nutka rumu jeszcze podkreślała cukrowość, kierując ją w trochę tandetnym kierunku.
Kiedy spróbowałam trochę czekolady osobno, potwierdziło się: przesiąkła nadzieniem i osobno też nie wyszła dużo lepiej, choć mleko wyszło nieco wyraźniej.
Sporo zależało też, jaki kawałek akurat ugryzłam. W przypadku brzegowych, czekolada wspinała się na wyżyny i smakowała nieco bardziej mlecznie.

Marcepan bardzo szybko doszedł do głosu poprzez rum. Spod czekolady wypłynął jako sztucznie rumowa nuta, acz to było tylko złudzenie (w składzie nie ma aromatów), chyba podszepnięte przez nijako-zgłuszone migdały. Po chwili rum zaczął się nasilać i choć wciąż wydawał się przerysowany, niewątpliwie był... rumowy. Mocny, ciężkawy i zacukrzający, co nasiliła silna alkoholowość.

Migdały nie nadążały za nim. Marcepan okazał się trochę nazbyt migdałowo delikatny - rum zupełnie zdominował całość. Migdały jakoś jedynie pobrzmiewały. Chwilami miałam jednak wrażenie, że i w masie marcepanowej pobrzmiewa akcent orzechów włoskich... acz może to goryczka podszepnięta przez rum*? Słodycz w towarzystwie rumu czuła się pewniej. Także wnętrze szybko okazało się cukrowo słodkie. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa, słodycz, a w zasadzie połączenie cukru i silnego rumu, aż drapało w gardle.

Z czasem rumowość przegnała czekoladę. Zrobiła z niej mleczne, nieprzyjemnie cukrowe tło pod swoją nachalną, przesadzoną rumowość, które to tło i tak znikało szybciej. I nie był to nawet taki mocny alkoholowy motyw, co przytłaczający, słodki smak rumu. Chwilami wydawał się wgryzać w język.

Wraz z wyłaniającymi się kawałkami krokantu słodycz jeszcze podskakiwała. Do rumu spójnie dołączał motyw trochę, ale w sumie łagodnie palonego cukru. Karmelizowanie przygłuszało nierozgryzane orzechy. Za to gdy na próbę pogryzłam ze dwa kawałki obok reszty, były po prostu cukrowe, nawet mniej karmelizowane.

Migdały końcowo trochę się nasiliły, ale i tak nie był to zbyt wyrazisty marcepan przez rum. Słodycz za to była wyrazista.

Gryzione na koniec, oddzielone od drobinek marcepanu, orzechy smakowały w porywach nieco bardziej orzechowo, ale wciąż trzymała się ich palona cukrowość. Czasem kawałeczki były zupełnie nijakie (to orzechy laskowe tak się zatracały), czasem lekko nijako-gorzkawe - bo właśnie goryczką wyróżniały się włoskie. Czasem czuć, że to one, ale przez rum wydawały się zbyt stłamszone.
Gdy zaś na koniec gryzłam i grudki marcepanu, i te kawałki dodatku, wszystko mieszało się w jedno: w łagodnie migdałowo-orzechowawy motyw, zgaszony przez rum.

Po zjedzeniu zostało przecukrzenie, które drapało wraz z rumem. Alkoholowość była dość silna, ale to nie ona, a smak, wydźwięk, charakter rumu męczył. Wyszedł jakoś tak... przerysowanie, mimo że realnie nie był sztuczny. Czekolada przez niego poszła w tandetną cukrowość, marcepan nie miał siły przebicia. Orzechy zagłuszono karmelizowaniem - o ile włoskie jeszcze się raz po raz dobijały do głosu, tak laskowe się zagubiły.

Tabliczka, choć nie w moim guście, bo jednak mleczna, miała potencjał, ale rum zawalił sprawę. Myślę, że inny alkohol (np. whisky?) i dodanie go mniej uratowałyby sytuację. A tak niestety całość wyszła smutno tanio, cukrowo, nijako gdy chodzi o marcepan i dodane orzechy, a dominująco, okrutnie rumowo. Nie chodzi o to, że rumowa czekolada smakowała rumem, a o to, że oprócz rumu wszystko inne było bez charakteru. Za bardzo się panoszył.
*Nie sądzę, że przy takim mocnym skarmelizowaniu, marcepan miałby jak przesiąknąć włoskimi.

Po 1,5 kostki odpadłam i oddałam Mamie. Jej opinia: "Ach, to marcepan z rumem?! A, to dobrze, bo już myślałam, że naprawdę wcale bardzo marcepan znielubiłam. Bo ten był jakiś niesmaczny, chyba właśnie przez ten rum. Ostatnio w ogóle zauważyłam, że rumowe słodycze wychodzą niesmacznie. Tak i ta czekolada też. Sama jakaś nieciekawa, przesiąknięta środkiem. Marcepan jakoś tak dziwnie się rozpadał, a w środku miał dziwne kulki. Powiedziałabym, że to jakieś chrupki z cukru, w których w ogóle orzechów nie czuć. I w sumie karmelu czy karmelizowania też nie za bardzo, a cukier. Kiepska, ale zjadłam, w sumie nie wiem, po co. Bo mi się coś słodkiego, cokolwiek chciało? Dałabym jej może 5...? Bo większość dzisiejszych słodyczy jest paskudna, a ona w sumie aż taka paskudna nie była. Chociaż przy tej cenie... może jednak 4?".


ocena: 3/10
kupiłam: Auchan
cena: 16,99 zł (za 110g)
kaloryczność: 541 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: czekolada mleczna (cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku pełne, miazga kakaowa, emulgator: lecytyna sojowa; ekstrakt waniliowy), migdały 25%, cukier, rum 2,4%, orzechy włoskie 2,1%, orzechy laskowe 1,8%, syrop cukru inwertowanego

niedziela, 29 grudnia 2024

Niederegger Pure Chocolate 72 % Kakao ciemna

O tej czekoladzie wspomniałam przy Guylian Tablets Premium Dark ~ 72 % Cocoa Dark Chocolate. Po Niederegger Marzipan Classic uznałam, że to chyba jakaś dobra marka. Jednak Niederegger Glucklichsein Innere Kraft Kakao Marzipan mit Kakaonibs, mimo jednak różowiastego opakowania pokazała, że wcale tak różowo nie jest. Co do słodkości typu czekoladki nie wypowiadam się, bo to zwyczajnie nie moja bajka. Za to czysta tabliczka... Hm, tak, taka mogła mi już jakiś obraz dać. Byłam jej szczerze ciekawa! A jednak... wiedziałam, że marki znane z czegoś tam, niekoniecznie muszą mieć dobre czekolady - jak choćby wspomniana już Guylina czy Magnum (mleczna czy biała), których lody są popularne i powszechnie lubiane (mnie chwyciły tylko niektóre pudełkowe, a patykowców od lat nie tykam, ale to już inny temat).

Niederegger Pure Chocolate 72% Kakao to ciemna czekolada o zawartości 72% kakao.

Po otwarciu poczułam intensywny zapach słodkich, soczystych dużych śliwek i dżemu morelowego, mieszających się z mocno palonym wątkiem, który podkreśliła ziemia. Zahaczyła o pikanterię, którą kontynuowała kora cynamonu. Ciepło korzenne mieszało się z pieczoną nutką małych, krucho-maślanych rogalików korzennych - być może ze wspomnianym dżemem wewnątrz. I chyba wśród nich zaplątały się jakieś z nadzieniem kakaowym. Ogólna słodycz była wysoka i kryło się w niej coś właśnie cukierniczego.

Tabliczka wydawała się trochę polewowa i potencjalnie miękkawa, acz przy łamaniu okazała się zwyczajnie ciemno czekoladowo twarda. Trzaskała średnio głośno. Przy odgryzaniu kęsa wydawała się dziwnie twardawo-mięknąca, acz nie miękka.
W ustach rozpływała się w tempie umiarkowanym, bardzo kremowo. Dała się poznać jako miękko-gęsta i niemal śmietankowo tłusta. Była gładko-aksamitna, a chwilami przemykało w niej coś ulepkowatego. Trochę zalepiała i gdy już wydawało się, że zrobi się przytykająco, pojawiała się leciuteńka soczystość. Czekolada znikając stawała się bardzo rzadka, wręcz trochę wodnista, a do tego serwowała lekko pyłkowy efekt.

W smaku, choć błyskawicznie najpierw swoją obecność zaznaczyła nieco cukrowa słodycz, pierwszy wyraźnie i porządnie rozszedł się palony motyw, który wprowadził gorzkość. Wydała mi się średnio wysoka, ale bardzo pewna siebie.

Słodycz sprawiała wrażenie... pomykającej za palonością. Podskoczyła nagle i gdy tylko pomyślałam o niej jako o bardzo wysokiej, nieco opanowała się. Miała prosty charakter i wpisała się w krucho-maślane, małe rogaliki. Wyobraziłam sobie te słodkości oprószone cukrem pudrem. I... kryjące lekką soczystość?

Gorzkość nieco się umocniła - w paloności przemknęło kakao jako składowa... np. nadzienia kakaowego wspomnianych rogalików?

Soczystość szybko dała o sobie znać, a z czasem rozbrzmiała bardziej jako dżem morelowo-brzoskwiniowy. Morela wychodziła w tym połączeniu nieco na przód, a ogólna słodka soczystość rosła. Dżem wciągnął trochę cukrowości, nadając jej lżejszego wydźwięku.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa poczułam słodkie śliwki. Oczami wyobraźni patrzyłam na jasne, wielkie owoce. Rozkręciły soczystosć, w której przemknął leciutki kwasek. Należał do syropu wiśniowego, a więc był to kwasek wpisany w słodycz.

W tym czasie gorzkość i maślane rogaliki splotły się w harmonii za sprawą nutki korzennej. Współpracowały ze sobą - maślaność nie próbowała nadto łagodzić palonej gorzkości. Ta zaś, mimo iż paloność była mocna, trzymała się klimatu... deserowego? A na drodze do dominacji stanął jej akcent drzew, jaki osadził się w tle.

Wyobraziłam sobie kakaowy deser, chyba mousse... na jakiś biszkoptach? Właśnie go polano kwaskawo-słodkim syropem wiśniowym. Kakaowe nadzienie rogalików zmieniło się właśnie w ten złożony deser. Mimo wytrawności, był bardzo, aż ryzykownie słodki.

Gorzkość jednak nie oglądała się na słodycz i po paru chwilach poszła dalej, przytaczając ziemię. Drobny, korzenny akcent uprościł się do kory cynamonowej, która pielęgnowała drobną pikanterię. To jeszcze bardziej podkręciło ziemistość.

Soczystość i owoce mocno się przemieszały i odeszły na tyły, gdzie były już niejednoznaczne i delikatnie wyczuwalne. Najbardziej jeszcze próbowała utrzymać się kwaskawo-cierpkawa wiśnia. Słodycz też, choć pewną cukrowość czuć do końca, zeszła posłusznie z pierwszego planu, acz... jako syrop wiśniowy próbowała się nieco zaznaczyć w gardle.

Maślaność wystraszyła się, a ja wychwyciłam prażone orzechy włoskie, które ukryły się w czarnej ziemi. Kora cynamonowa zmieniła się w korę drzew, wydobywając też same drzewa.

Po zjedzeniu został posmak korzenno-ziemisty, ze wskazaniem na korę cynamonową, a także mocno palony. Paloność dopuściła do siebie rogaliku w cukrze pudrze z nadzieniem kakaowym, a także motyw dżemu. W głowie siedział mi morelowy, którego soczystość wzmocniło wspomnienie świeżych śliwek i wiśni bardziej syropowych. Pewne drapanio-gryzienie syropu i cynamonu ostało się na języku.

Czekolada była smaczna, acz mam parę zastrzeżeń. Wyobrażenie o rogalikach w cukrze pudrze, nadzienie kakaowe, mousse kakaowy na biszkoptach i rogaliki korzenne mieszały się z dżemem morelowym i syropem wiśniowym, co sprawiło, że ogół wyszedł mocno... słodko-deserowo. Słodycz była wysoka, i choć nie przesadzona, trochę męczyła wydźwiękiem (natłokiem słodkości). Gorzkości na szczęście też nie brakowało, acz w dużej mierze czuć w niej tylko paloność. Potem na szczęście też ziemię. Soczystość stała na zacnym poziomie - świeże śliwki nadały lekkości innym owocowym częściom. Konsystencja jak dla mnie za bardzo chyliła się ku śmietankowej. Całość była więc smaczna, ale swoje "ale" mam.


ocena: 8/10
kupiłam: Allegro
cena: 16,30 zł
kaloryczność: 597 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, emulgator: lecytyny

środa, 18 września 2024

Niederegger Glucklichsein Innere Kraft Kakao Marzipan mit Kakaonibs ciemna 50 % z kakaowym marcepanem z nibsami

Zobaczywszy tę czekoladę w internecie, myślałam, że wezmę ją w góry, jednak w końcu uznałam, że wolę nadziewanych nie brać - jeszcze się nadtopią, rozwalą i problem będzie. Marcepan akurat jest nadzieniem bezpieczniejszym, ale jakoś i tak... Ostatnimi czasy mi nieco przeszedł, lecz dobry docenić umiem. To, że marka Niederegger słynie z marcepanów, wiem. Czekolada Niederegger Marzipan Classic była dobra. A dziś przedstawiana... wydała mi się strasznie prosta, a jednocześnie niespotykana, że aż musiałam spróbować. To aż dziwne, że w zasadzie chyba nie ma marcepanów kakaowych. Byłam bardzo ciekawa efektu - na tyle, że nawet nibsy tu nie wydawały mi się zbędne. Czułam, że i one mogą zagrać.

Niederegger Lübeck für ein bisschen Glücklichsein Innere Kraft Kakao Marzipan mit Kakaonibs to ciemna czekolada o zawartości 50% kakao z kakaowym marcepanem z krokantem z nibsów (karmelizowanymi ziarnami kakao).

Po otwarciu poczułam intensywnie alkoholowo-truflowy zapach rozchodzący się spod cierpkiej, a jednocześnie mocno cukrowej czekolady. Marcepan przewinął się jedynie w oddali. Mimo słodyczy wyszło ciężko i poważnie. Po podziale i w trakcie jedzenia alkoholowo-truflowy motyw znacząco nasilił się, idąc w kierunku alkoholowej, kakaowo-czekoladowej babeczki o truflowo-brownie charakterze. Raz po raz wydał mi się nieco przerysowany. Alkohol sprawiał wrażenie pełni wgranego, wmieszanego we wszystko inne - nie uderzał jako on sam w sobie.

Tabliczka wydała mi się masywna, jednak jednocześnie było w niej coś z delikatności. Przy łamaniu ukazała się twarda, a czynność tę wieńczył dość głośny trzask grubej warstwy czekolady. Pod nią znalazło się sporo grudkowego marcepanu, który wyglądał na soczysty. Czekoladę łatwo podważyć i oddzielić od nadzienia - w zasadzie przy łamaniu na kostki czy odgryzaniu kęsa sama miejscami odskakiwała. Jako że także marcepan był konkretny, twardawy, nie wgniatała się w niego przy podziale.
W ustach czekolada rozpływała się w tempie średnim. Początkowo była zbita, potem kremowo rzedła, wykazując mazistość i dość tłustą, gładką kremowość. Spowijała marcepan przez pewien czas - wyłaniał się spod niej szybko, a chwilami w ogóle czekolada oddzielała się od niego (mimo świeżości i kilkumiesięcznej daty). W trakcie jedzenia nie było to specjalnie spójne.
Gęsto-zawiesinowa czekolada mieszała się więc z gęstym marcepanem. Cechowała go zwarta plastyczność i grudkowość, wydawał się słabo przemielony i miękki w konkretny, syty sposób. Początkowo wydawał się podeschnięty, jednak zaraz zaskakiwał na nieco wilgotny tor. Długo zachowywał zbitość. Rozpuszczał się, a właściwie rozchodził na coraz luźniejsze grudki średnio wolno. Ujawniał pojedyncze, średniej wielkości nibsy oraz nieco więcej bardzo drobnych nibsów. Niektóre pokrywała chyba cienka warstewka cukru, rozpuszczającego się wraz z resztą tak, że na koniec zostawały prawie same nibsy.
Kawałki kakao i resztki marcepanu zostawiłam już na koniec, gdy wszystko inne się już rozpłynęło.
Drobinki i wiórki marcepanu lekko trzeszczały, wykazując miękkość. Nibsy również okazały się miękkie. W ich przypadku chrupnięcia były marginalne i epizodyczne. Na dosłownie kilku jeszcze na koniec została bardziej chrupka warstewka cukru.
Raz po raz spróbowałam jednak wyłuskać kawałek nibsa i podgryźć obok marcepanu - wtedy jawił się jako twardszy i bardziej chrupiący, przy czym bardzo czuć nieprzyjemne rzężenie cukru.

W smaku czekolada uderzyła cukrem, na który po chwili nadciągnęła cierpkość. Cierpkość wzrosła w truflowo-alkoholowym sensie.

Nadzienie szybko dało o sobie znać, jednak przystało na to, by najpierw to czekolada porządnie pokazała, co ma do zaoferowania. Poczułam lekką gorzkość o mocno palonym charakterze. Rosła powoli, spokojnie i daleko za słodyczą. Sama czekolada przesiąkła nadzieniem, więc cukrową słodycz podbiła alkoholowa nuta. Była silna nawet, gdy spróbowałam czekoladę osobno. Wtedy też doszukałam się w niej znikomego śmietankowego echa.

Marcepan także był cukrowo słodki, lecz znacząco mniej, a do tego wyrazisty w smak kakaowy. Nie jednak jak czekolada, a niczym trufle kakaowo-migdałowe. Po chwili dołączyła do tego wizja ciasta przypominającego zakalcowe, wilgotne brownie, ale o bardziej marcepanowo-migdałowym i truflowym charakterze. Alkohol dodał temu powagi, mimo że ogólna słodycz wyszła aż drapiąco. Marcepanowość dziwnie kryła się za wątkiem cukierków typu trufle.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa pomyślałam o truflach kawowych. Od nibsów sporadycznie wyłaniających się z nadzienia odchodziło trochę gorzkości, a także sporadycznie cukrowość. Robiło się przez to niebezpiecznie za słodko. Do słodyczy czekolady doszła jeszcze wanilia, kierując ją już w mdlącą przesadę, jednak marcepan o intensywnie truflowym, alkoholowym w niechamski, ale poważny i dosadny sposób speszył słodycz czekolady. Trochę się wycofała, jako że z czasem to środek dominował. Marcepan jako marcepan czuć wtedy trochę wyraźniej, acz potem znów osiadł jakby w realiach brownie babeczki zrobionej na bazie zmielonych migdałów i nasączonej alkoholem. Zrobiło się ciężko, a alkoholowość wnętrza wydała mi się nieco sztucznie podkręcona.
Marcepan spróbowany osobno wyszedł trochę bardziej marcepanowo niż marcepanowo-truflowo (to więc pewnie podszepnęła czekolada). Niegryzione nibsy miały marginalny wkład. Raz czy drugi spróbowałam pogryźć któregoś obok czekolady i marcepanu - przedstawił się owszem, jako gorzki, ale też bardzo cukrowy.

Końcowo czułam drapanie słodyczy w gardle, ale gdy czekolady zostawało coraz mniej i w końcu całkiem zniknęła, słodycz słabła i końcowo znacząco zelżała. Drapanie utrzymało się jednak, wzmocnione rozgrzewaniem alkoholu. Migdałowo-kakaowo-kawowe trufle z alkoholem miały się świetnie, zaznaczając się też na języku - chyba wraz z aromatami.

Drobinki marcepanu gryzione na koniec smakowały wyraźnie migdałowo ze słodkim echem. Nibsy zaś zaskakująco się wśród nich gubiły. Dodały tylko leciutką gorzkość, chyba że trafiło się ich więcej - wtedy i tak jednak jedynie zrównywały się z marcepanem. Osobno, gdy gryzłam tylko poszczególny kawałek kakao, wyraźnie czuć mocno paloną, prostą gorzkość. Jedne i drugie starały się zatrzeć wspomnienie o przesadzonej słodyczy, acz nie zawsze się to udawało, bo gdy szybciej brałam się za gryzienie także pozostałej drobnicy, słodycz się zachowała - płynęła też od nich.

Po zjedzeniu został posmak jakby truflowo-kakaowo-migdałowego ciasta nasączonego alkoholem, a także niemal mdląca słodycz. Połączyły się w niej wanilia i cukier, a alkohol jeszcze jakby nasilił ich drapanie i rozgrzewanie gardła.

Całość wyszła bardzo dobrze, ale zaskakująco mało marcepanowo. Powiedziałabym, że to raczej czekolada z nadzieniem truflowym, zrobionym na bazie migdałów, w sumie nawet z marcepanem, ale nie nadziewana marcepanem. Było znacząco i poważnie alkoholowe, wręcz ciężkie, choć alkohol sam w sobie nie uderzał. Wpisał się w kakaową czekoladowość. Marcepan jednak oczywiście czuć, ale nie tak, jak się spodziewałam. Efekt jednak uważam za ciekawy. Z tym, że żałuję, że tak przesłodzili czekoladę. Podobnie nibsy, mające być gorzkimi punktami, tu przez karmelizowanie też jeszcze tej słodyczy dorzuciły, że wyszło to aż chwilami mdląco. Fakt, nibsy nakręciły kakaowość, ale bez cukrowej otoczki zrobiłyby to lepiej. Jestem zaskoczona, że wyszły tak mało znacząco w ogóle, a ja dzięki temu odebrałam je raczej pozytywnie (z zastrzeżeniem w kwestii cukru). Mimo jednak przesłodzenia, ogół miał interesujący charakter i był smaczny. Wydaje mi się, że w marcepanie wcale tak dużo alkoholu nie było, ale że był on podkręcony np. aromatem alkoholowym (?). Mniej cukru w czekoladzie i aromatów w marcepanie, lepsza spójność, a to naprawdę byłaby pyszna tabliczka. Nawet gdyby nie to rozwalanie się, w zasadzie spokojnie miałaby 7. A gdyby kosztowała chociaż trochę mniej mniej (sprawdziłam na stronie producenta - tam kosztuje jakieś 13 zł), to i 8. Potencjał miała.

Już ostatnią kostkę oddałam Mamie - wiedziałam, że nie jej bajka, ale ciekawiło mnie, czy podobne odczucia będzie miała. Powiedziała: "Sama czekolada mi nie smakował, a marcepan był za bardzo kakaowy, a jakiś taki za mało marcepanowy. I te nibsy jeszcze... Alkoholowe specjalnie mi się to nie wydało. No zamysł kompletnie nie mój, no nie lubię kakaowych wariantów, więc mi to nie podeszło". 


ocena: 6/10
kupiłam: Allegro
cena: 17,70 zł (za 110g)
kaloryczność: 535 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: 51% ciemna czekolada (miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, lecytyna sojowa, ekstrakt waniliowy), 26% migdały, cukier, 1,9% krokant kakaowy (nibsy kakaowe, cukier), syrop cukru inwertowanego, 1,1% kakao odtłuszczone alkohol, naturalny aromat kakaowy, naturalne aromaty

niedziela, 12 listopada 2017

czekoladki Niederegger Lubeck Espresso Marzipan; Eier Liqueur Marzipan

Dawno, dawno temu dostałam parę marcepanów od Agnieszki, za które bardzo, bardzo dziękuję, a o których notatki... troszeczkę sobie u mnie poczekały. I to chyba z najgłupszego możliwego powodu, bo tylko dlatego, że nie wiedziałam, w jakiej kolejności je wstawić: od klasyka? nie, bo chciałam do czekolady się odnieść; od innych? ale od których? pojedynczo? długą recenzję porównawczą? W końcu uznałam, że podzielę to tak: "pitne smakowitości", "cytrusowe pomysły na marcepany", a jako wisienkę na torcie - klasyka.

Niederegger Lubeck Espresso Marzipan to marcepan kawowy (72%) w ciemnej czekoladzie.

Zapach kawy poczułam od razu po rozwinięciu papierka. Było to przyjemne, nieprzerysowane.

Warstwa czekolady okazała się dość gruba, rozpływała się łatwo, kremowo, w tempie umiarkowanym, odsłaniając miękki, ale zwarty (taki "pełny"), grudkowy marcepan o przyjemnym stopniu soczystości.

W smaku czekolada była słodko-kakaowa, ale nie wyraziście ciemnoczekoladowa. Mimo to, smakowała mi, także dlatego, że odrobiną nasiąkła kawą.

Tę czuć i w nadzieniu, w dodatku od pierwszej chwili. Była to taka delikatna gorzkość kawy rozpuszczalnej, wchodzącej w smak migdałowego marcepana. Był on oczywiście słodkawy, ale w odpowiednim stopniu. Miał wytrawny charakter, co podkreślał alkohol - wyraźnie zaznaczony, ale nie narzucający się. To wszystko przełożyło się na to, że... w sumie nie było to tak cudownie mocno marcepanowe.
Po zjedzeniu pozostawał przyjemny posmak kawy, czekoladowy i trochę marcepanowy. Bez przekombinowania, bez przesłodzenia. Nazwałabym to w sumie kawową-marcepanową czekoladką niż marcepanem, ale smakowitości odmówić nie mogę.


 ocena: 8/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 492 kcal / 100 g; czekoladka (12,5 g) - 65 kcal
czy znów kupię: z chęcią mogłabym dostać / poczęstować się

Skład: migdały 40 %, ciemna czekolada 28 % (miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, lecytyna sojowa, ekstrakt z wanilii), cukier, syrop cukru inwertowanego, kawa rozpuszczalna 1,7%, alkohol

---------------

Niederegger Lubeck Marzipan Pasteten Dessert Eier Liqueur to marcepan nadziewany ajerkoniakiem w ciemnej czekoladzie.

Po rozwinięciu papierka poczułam zapach marcepanowej czekoladki wzbogacony o wyraźnie ajerkoniakowy wątek.

Warstwa czekolady okazała się w porządku (przyjemnie kakaowa i słodka, ale nie wyraziście ciemnoczekoladowa), a środek... trochę mnie zaskoczył. Spodziewałam się po prostu ajerkoniakowego marcepana, a dostałam... marcepan z warstwą ajerkoniakowego kremu. Nazywam to kremem, ale twór to dziwny, raczej rzadki i wilgotny, wyróżniający się w konsystencji. Marcepan był bowiem miękki, ale zarazem zwarty i grudkowaty, trochę soczysty.

Marcepan był wyraziście migdałowy, ale również znacząco słodki. Duet ten podkreśliła odrobinka alkoholu, a później nad wszystkim roztoczyła się silniejsza słodycz. Gdy rozeszła się po ustach, alkohowość likieru dawała o sobie znać, odrobinkę rozgrzewając gardło. Nie było jednak ani specjalnie mocarnie alkoholowo, ani wyraziście ajerkoniakowo, a po prostu słodko i trochę alkoholowo.

Wyszedł taki... bardziej likierowy, słodki marcepan. Średnio mi taka wersja podeszła.


 ocena: 6/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 498 kcal / 100 g; czekoladka ok. 13 g - 75 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: migdały, cukier, ciemna czekolada, syrop cukru inwertowanego, śmietanka (?), ajerkoniak, naturalne aromaty (?), mleko skondensowane (?), masło (?), syrop glukozowy (?), słodzone skondensowane mleko (?), aromat
(Skład podałam bardzo orientacyjny, bo z opakowania zawierającego różne smaki; pominęłam to, czego na pewno w tym smaku nie ma, ale niektórych nie jestem pewna, więc wstawiłam przy nich "?".)

poniedziałek, 27 lipca 2015

Niederegger Marzipan Classic ciemna mleczna z marcepanem i alkoholem

Czasem, przeważnie zimą, ale także w chłodniejsze dni lata (aczkolwiek znacznie rzadziej) miewam ochotę na rozgrzewającą czekoladę, czyli np. z alkoholem, czy z marcepanem... a najlepiej z jednym i drugim. Wiem, że dla niektórych to połączenie może być synonimem najgorszej obrzydliwości, bo je trzeba po prostu lubić. Ja należę do grona osób, wyjadających niechciane przez resztę świata marcepanowe czekoladki Merci... To znaczy, już nie, bo nie miałam z Merci do czynienia już od... nawet nie pamiętam, kiedy te czekoladki ostatnio w rękach trzymałam. W każdym razie, marcepan lubię od dziecka. Może jadłam go wtedy na przekór wszystkim? Kojarzę, że wydawał mi się taki interesujący, zakazany, alkoholowy, bo nawet bez dodatku procentu czasem miewa ten charakterystyczny posmak. 

Obecnie mam kilka takich połączeń w czekoladach, które wydają się być oklepane, a jednak nieustannie mnie intrygują. W końcu jeden duet może być wykonany na wiele różnych sposobów. To trochę tak jak z interpretacjami piosenek. Można je odegrać na czymkolwiek się chce, odśpiewać w różnych tonacjach, albo nawet w kompletnie różnych stylach muzycznych. 
Są jednak osoby pozbawione talentu muzycznego i takie, mimo najpiękniejszych wyobrażeń o danej piosence, nie potrafią wykonać jej po swojemu. 
Zmierzam, za pomocą tego porównania, do czekolad z marcepanem, których właśnie na naszym rynku... prawie nie widać. Jest Schogetten, jest Ritter Sport i co? Więcej, przynajmniej u mnie, nie widać. Są to znane mi firmy, na które najzwyczajniej nie mam ostatnio ochoty. 

Na szczęście, podczas jednego z moich wyjazdów, postanowiłam odwiedzić sklep o jednej z głupszych nazw jakie słyszałam, ale przynajmniej ze świetnym asortymentem. Mówię tu o Piotrze i Pawle, gdzie w dziale z czekoladami znalazłam czekoladę ciemną (na opakowaniu użyto słowa "półgorzka" - mleko także jest w składzie) z marcepanem (i alkoholem - jeśli raz jeszcze poddamy oględzinom skład) - Niederegger Lubeck Marzipan Classic. Z tego, co widziałam, jest też wersja z marcepanem pomarańczowym, ale ja trafiłam akurat na pusty karton. Na stronie oczywiście jest o wiele większy wybór, ale cieszę się, że udało mi się dostać akurat czystą klasykę. 

Odwinęłam skromny, aczkolwiek rzucający się w oczy, papierek i wydobyłam szczelnie owiniętą złotkiem tabliczkę. Cynfolia z "grawerami", oczywiście będącymi logiem firmy, również została usunięta, a moim oczom ukazała się mnie czekolada, podzielona na prostokątne kostki. Każda jest przyozdobiona wiadomym napisem. Powąchałam troszeczkę się zdziwiłam, gdy wyczułam samo kakao, bez marcepanowej nuty. Zaczęłam łamać czekoladę na kostki, licząc, że będzie ona wypełniona marcepanem po brzegi. 

Od razu odkryłam, że pod względem ilości w pełni spełnia moje oczekiwania. Mało tego, przewyższa je! Wartswta czekolady okazała się być gruba, a marcepan wychodził dosłownie bokami. 
Na skończenie w moich ustach pierwsza (a potem każda kolejna ;) ) kostka wcale nie musiała długo czekać. 

Najpierw czekolada zaczęła się rozpuszczać bardzo powoli, potem minimalnie przyspieszyła. Wydała mi się odrobinę maślano-tłustawa, chociaż zachowała także lekką pylistość. W smaku była zarówno cierpka, jak i po prostu słodka w sposób jak najbardziej miły do odbioru. 
Po kilku kostkach znalazła się tutaj także minimalistyczna śmietankowość, bardzo skąpa i okrojona, ale w tym wydaniu żadna inna by tu nie pasowała. 50 % zawartości kakao nie jest ani gorzką gilotyną, ani totalnie przesłodzonym tworem. Po prostu smaczna, ciemna mleczna czekolada, chociaż tego mleka w niej jest naprawdę mało. Na samym początku w ogóle je pominęłam. Później także zaniknęło, ponieważ wokół kostki rozszedł się lekko alkoholowy posmak.
W końcu marcepan zaczyna się nieco wychylać za krawędzi kostki. Przy nim posmak alkoholu nasilił się, jednak w dalszym ciągu był tylko posmakiem. 

Pierwsze skrzypce odegrały tu migdały, zostały po prostu w pełni pokazane ich zalety (bo czy migdały mają jakąś wadę?). Nie całkiem przemielona masa była wilgotna, lekko rozpadająca się pod silniejszym naciskiem języka. Z marcepanu wydobywały się ewidentnie rumowe nuty, które tylko podkreślały walory migdałów. Słodycz cały czas pozostawała na swoim miejscu, jakby z pewną rezerwą do całej reszty.
Dobitny smak marcepanu, trochę połączony z samą czekoladą, był po prostu doskonały. Alkoholowa nuta i subtelna słodycz podkreślały go. Czekolada, jako okrycie dla nadzienia, w pełni spełniła swoją rolę, bo przygotowała mu scenografię, nie ingerując w jego występ. Bez niej, jak bez widowni, "przedstawienie" nie udałoby się. Była nieodłącznym dodatkiem, mimo, że to nie jej smak odegrał tu główną rolę.

Ta tabliczka naprawdę mi smakowała i wiem, że przy najbliższej możliwej okazji będę polować na inne warianty. Jeśli szukacie porządnej czekolady z marcepanem, to produkt specjalnie dla Was. 


ocena: 10/10
kupiłam: Piotr i Paweł
cena: nie pamiętam, około 10 zł chyba
kaloryczność: 513 kcal / 100 g
czy kupię znów: tak, inne smaki na pewno

Skład: migdały (30 %), czekolada (miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, lecytyna sojowa, ekstrakt z wanilii), cukier, syrop z cukru inwertowanego, alkohol