środa, 14 stycznia 2026

Niederegger Walnuss-Rum-Krokant Marzipan / Milk Chocolate filled with Walnut and Rum Croquant Marzipan mleczna z marcepanem z rumem oraz karmelizowanymi orzechami włoskimi i laskowymi

Czekolady nadziewane w ogóle nie robią już na mnie wrażenia, acz jaka jakaś ciekawa i smaczna, porządna się trafi, mogę raz na jakiś czas spróbować. Opakowanie dziś przedstawianej rzuciło mi się w oczy, bo szklanka zasugerowała whisky, a ja od razu wyobraziłam sobie ciemną czekoladę nadziana marcepanem z whisky i wielkimi kawałkami orzechów włoskich. Gdy przeczytałam opis, posmutniałam. A jednak jakoś miałam dziwnego laga, bo rzeczywistość nie dotarła do mnie tak, jak powinna, i gdy ojciec zaczął pospieszać, włożyłam ją do wózka. Fakt, że gdybym miała sama tyle na nią wydać, prawie na pewno bym odłożyła, ale no cóż. Może jednak i tak trafiło mi się coś ciekawego? Sama w to nie wierzyłam i otworzyłam, sceptycznie nastawiona. 

Niederegger Walnuss-Rum-Krokant Marzipan / Milk Chocolate filled with Walnut and Rum Croquant Marzipan to mleczna czekolada o zawartości 33% kakao nadziewana marcepanem z rumem i orzechowym krokantem, czyli karmelizowanymi orzechami włoskimi i laskowymi.

Po otwarciu uderzył mnie intensywny zapach alkoholu, w którym łatwo rozpoznać rum. Rum ciężko-słodki i, gdy zbliżałam się do tabliczki, aż trochę drapiący i duszący alkoholowością. Był mocny i dominujący. Marcepan migdałowy, orzechy włoskie i mleczna czekolada stały na równi, podporządkowując mu się. Słodycz zajęła wysoki poziom i zdradzała cukrowość, a jednocześnie wydawało się, że ma też rumowe pochodzenie. Wyszło to ryzykownie trochę zbyt cukrowo.

Tabliczka w dotyku wydawała się niby masywna, jednak i w pewien sposób delikatna. Łamała się twardo ze względu na grubą warstwę tłustej czekolady, ale i tak bez trzasku. Wydawała się trochę krucha. Sam marcepan był konkretny i zwarty, ale bardziej miękki, trochę wgniatający się. W dotyku wydał mi się wilgotnie-lepkawo-scukrzony. Widać w nim średnie i małe kawałki orzechów w karmelu, czy w zasadzie krokantu.
Czasem czekolada odskakiwała od nadzienia przy podziale. Nie podobało mi się takie rozwalanie się całości.
W ustach czekolada rozpływała się średnio szybko, dając się poznać jako bardzo kremowa i maziście-lepka. Była tłusta w pełnomleczno-śmietankowy sposób, a także znikomo proszkowa. Mimo to udało jej się zbudować mazistą kremowość. Miękła, a marcepan starał się z nią spójnie mieszać. Czekolada jednak znikała szybciej, a w ustach zostawało mnóstwo drobinek, grudek marcepanu.
Grudkowy marcepan wykazywał średnią plastyczność. Niby dało się go formować i rolować, ale jawił się jako luźno-suchawy, mimo że nie mogę nazwać go po prostu suchym. Był średnio przemielony i miękki. Choć początkowo sprawiał wrażenie trochę podeschniętego, z czasem okazał się w miarę wilgotny, choć wciąż z suchawym wrażeniem.
Co jakiś czas z marcepanu wyłaniały się raczej drobne i trochę średniej wielkości kawałki krokantu, w których orzechy stanowiły znikomą część. Gdy wypadały z marcepanu, sporadycznie stukały o zęby. Kawałki to sporo twardawo-krucho-chrupiącej skorupki z cukru. Gryziona rzęziła, pozostawiona sama sobie trochę się rozpuszczała. Tylko na próbę ze dwa razy pogryzłam to wcześniej, obok reszty - wtedy dodatek wydawał się o wiele bardziej cukrowo-chrupiący6 i nieprzyjemny. Wolałam więc zostawiać go na koniec.
Krokant orzechowy gryziony na koniec zachował pewną twardą kruchość, "chrupiącość", ale już i orzechy odegrały nieco większą, acz i tak małą, rolę. Jedne i drugie były miękkawo-pochrupujące.

W smaku czasem, gdy robiąc kęsa trafiłam na orzecha włoskiego, to on zabłysnął pierwszy, po czym usunął się.

Czekolada przywitała mnie wysoką, cukrową słodyczą, do której po chwili dołączyło mleko. Słodycz pomknęła do przodu, dominując, ale przez parę sekund i mleko nie dawało za wygraną. Po chwili okazało się, że czekolada lekko przesiąkła nadzieniem - nutka rumu jeszcze podkreślała cukrowość, kierując ją w trochę tandetnym kierunku.
Kiedy spróbowałam trochę czekolady osobno, potwierdziło się: przesiąkła nadzieniem i osobno też nie wyszła dużo lepiej, choć mleko wyszło nieco wyraźniej.
Sporo zależało też, jaki kawałek akurat ugryzłam. W przypadku brzegowych, czekolada wspinała się na wyżyny i smakowała nieco bardziej mlecznie.

Marcepan bardzo szybko doszedł do głosu poprzez rum. Spod czekolady wypłynął jako sztucznie rumowa nuta, acz to było tylko złudzenie (w składzie nie ma aromatów), chyba podszepnięte przez nijako-zgłuszone migdały. Po chwili rum zaczął się nasilać i choć wciąż wydawał się przerysowany, niewątpliwie był... rumowy. Mocny, ciężkawy i zacukrzający, co nasiliła silna alkoholowość.

Migdały nie nadążały za nim. Marcepan okazał się trochę nazbyt migdałowo delikatny - rum zupełnie zdominował całość. Migdały jakoś jedynie pobrzmiewały. Chwilami miałam jednak wrażenie, że i w masie marcepanowej pobrzmiewa akcent orzechów włoskich... acz może to goryczka podszepnięta przez rum*? Słodycz w towarzystwie rumu czuła się pewniej. Także wnętrze szybko okazało się cukrowo słodkie. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa, słodycz, a w zasadzie połączenie cukru i silnego rumu, aż drapało w gardle.

Z czasem rumowość przegnała czekoladę. Zrobiła z niej mleczne, nieprzyjemnie cukrowe tło pod swoją nachalną, przesadzoną rumowość, które to tło i tak znikało szybciej. I nie był to nawet taki mocny alkoholowy motyw, co przytłaczający, słodki smak rumu. Chwilami wydawał się wgryzać w język.

Wraz z wyłaniającymi się kawałkami krokantu słodycz jeszcze podskakiwała. Do rumu spójnie dołączał motyw trochę, ale w sumie łagodnie palonego cukru. Karmelizowanie przygłuszało nierozgryzane orzechy. Za to gdy na próbę pogryzłam ze dwa kawałki obok reszty, były po prostu cukrowe, nawet mniej karmelizowane.

Migdały końcowo trochę się nasiliły, ale i tak nie był to zbyt wyrazisty marcepan przez rum. Słodycz za to była wyrazista.

Gryzione na koniec, oddzielone od drobinek marcepanu, orzechy smakowały w porywach nieco bardziej orzechowo, ale wciąż trzymała się ich palona cukrowość. Czasem kawałeczki były zupełnie nijakie (to orzechy laskowe tak się zatracały), czasem lekko nijako-gorzkawe - bo właśnie goryczką wyróżniały się włoskie. Czasem czuć, że to one, ale przez rum wydawały się zbyt stłamszone.
Gdy zaś na koniec gryzłam i grudki marcepanu, i te kawałki dodatku, wszystko mieszało się w jedno: w łagodnie migdałowo-orzechowawy motyw, zgaszony przez rum.

Po zjedzeniu zostało przecukrzenie, które drapało wraz z rumem. Alkoholowość była dość silna, ale to nie ona, a smak, wydźwięk, charakter rumu męczył. Wyszedł jakoś tak... przerysowanie, mimo że realnie nie był sztuczny. Czekolada przez niego poszła w tandetną cukrowość, marcepan nie miał siły przebicia. Orzechy zagłuszono karmelizowaniem - o ile włoskie jeszcze się raz po raz dobijały do głosu, tak laskowe się zagubiły.

Tabliczka, choć nie w moim guście, bo jednak mleczna, miała potencjał, ale rum zawalił sprawę. Myślę, że inny alkohol (np. whisky?) i dodanie go mniej uratowałyby sytuację. A tak niestety całość wyszła smutno tanio, cukrowo, nijako gdy chodzi o marcepan i dodane orzechy, a dominująco, okrutnie rumowo. Nie chodzi o to, że rumowa czekolada smakowała rumem, a o to, że oprócz rumu wszystko inne było bez charakteru. Za bardzo się panoszył.
*Nie sądzę, że przy takim mocnym skarmelizowaniu, marcepan miałby jak przesiąknąć włoskimi.

Po 1,5 kostki odpadłam i oddałam Mamie. Jej opinia: "Ach, to marcepan z rumem?! A, to dobrze, bo już myślałam, że naprawdę wcale bardzo marcepan znielubiłam. Bo ten był jakiś niesmaczny, chyba właśnie przez ten rum. Ostatnio w ogóle zauważyłam, że rumowe słodycze wychodzą niesmacznie. Tak i ta czekolada też. Sama jakaś nieciekawa, przesiąknięta środkiem. Marcepan jakoś tak dziwnie się rozpadał, a w środku miał dziwne kulki. Powiedziałabym, że to jakieś chrupki z cukru, w których w ogóle orzechów nie czuć. I w sumie karmelu czy karmelizowania też nie za bardzo, a cukier. Kiepska, ale zjadłam, w sumie nie wiem, po co. Bo mi się coś słodkiego, cokolwiek chciało? Dałabym jej może 5...? Bo większość dzisiejszych słodyczy jest paskudna, a ona w sumie aż taka paskudna nie była. Chociaż przy tej cenie... może jednak 4?".


ocena: 3/10
kupiłam: Auchan
cena: 16,99 zł (za 110g)
kaloryczność: 541 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: czekolada mleczna (cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku pełne, miazga kakaowa, emulgator: lecytyna sojowa; ekstrakt waniliowy), migdały 25%, cukier, rum 2,4%, orzechy włoskie 2,1%, orzechy laskowe 1,8%, syrop cukru inwertowanego

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.