Hiszpańską markę Pol Contreras miałam okazję już poznać (Pol Contreras Vilaprino Belize 80 % Cosecha 2019 Chocolate negro / Dark Chocolate), jednak o niej samej za wiele nie zapamiętałam. Informacje o marce przyćmiła pyszna czekolada o cudownych nutach. Szef kuchni Pol Contreras pracował w najlepszych restauracjach w Hiszpanii i całej Europie, a ostatnimi laty bardzo zainteresował się czekoladą. Z tego, co znalazłam w internecie, stara się maksymalnie eksperymentować, odchodząc trochę od innych wytwórców bean-to-bar, a robiąc swoje czekolady w sposób bardziej kreatywny, charakterystyczny dla szefów kuchni wyróżnionych gwiazdkami Michelin. Ponoć, robiąc czekoladę, stara się "łączyć te dwa światy". Co ważne, podróżuje po miejscach uprawy kakao, gdyż interesuje go, z czym pracuje. Chodzi zarówno o jakość ziaren, jak i kupowanie ekologicznych surowców z poszanowaniem dla rolników i zasad sprawiedliwego handlu. Mnie bardzo cieszyło, że wszystkie jego tabliczki, jakie widziałam, miały po 80% kakao. Czyżbym najbardziej lubiła tę samą zawartość co Pol? Jeśli tak, można by przypuszczać, że ogólnie to samo lubimy w czekoladach? Dobre doświadczenia z pierwszą i jak dotąd jedyną jedzoną jego czekoladą to właśnie sugerowały. Miałam nadzieję, że dzisiaj prezentowana utwierdzi mnie w tym. Wszak została zrobiona z boliwijskich ziaren, które ponoć smakują wyjątkowo "dziko" i przypominają amazońskie, peruwiańskie kakao. To jakaś naturalna, rdzenna hybryda. Ja uwielbiam Boliwię jako region kakao, a i Peru bardzo lubię. Ucieszyła mnie też wzmianka o tym, że to kakao było prażone bardzo lekko. A także zmiana cukru na po prostu trzcinowy, nie panela.
Pol Contreras Vilapriñó Bolivia 80 % Cosecha 2021 Chocolate negro / Dark Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 80% kakao lekko prażonego z Boliwii, z gminy Alto Beni; konszowanie trwało 20 godzin.
Po otwarciu poczułam świeży, żywy zapach słodkich kwiatów i zielonych roślin oraz łodyg, zestawiony z suchszym, przytulnym wątkiem starych książek. Przy nich zaznaczyło się też już trochę liczące sobie, ale wciąż aromatyczne drewno. Kwiaty odpowiadały za lekką słodycz, lecz dbały też o poczucie... wręcz wilgoci. Do głowy przyszły mi rośliny pokryte rosą oraz jeszcze zielone orzechy laskowe; leszczyna. W tle zaznaczyły się subtelne owoce, w zasadzie coś owocowego... lody i budyń, ale na pewno nie na ciepło. Pewna byłam co do wariantu truskawkowego, ale zestawionego z... jakimś żółtym. Marakujowo-ananasowym? W niskiej słodyczy zaznaczył się jeszcze akcent palonego masła, przechodzącego już w toffi.
Tabliczka o kremowym wyglądzie wydała mi się konkretna i masywna, a także twarda. Gdy ją łamałam, trzaskała trochę chrupko, a trochę jak niespecjalnie suche gałęzie.
W ustach rozpływała się maziście w średnim tempie. W pierwszej chwili wydała mi się lekko soczysta i tłusta. Szła trochę w kierunku plastycznej kremowości, zmieniając się w proszkowy budyń. Motyw ten odwracał uwagę od maślanej tłustości. Z czasem soczystość bardzo się rozkręciła. Końcowo zaś pokazała się wodnistość i nieco cierpki efekt, a czekolada znikając, zostawiała mocno proszkowe wrażenie.
W smaku pierwszą poczułam silną, trochę cierpkawą gorzkość dymu. Od razu było ciężko. Za dymem wkroczyła sadza, może nawet siarka o trochę ściągających zapędach. Mignęła mi pewna kwasowość, acz nawet nie zdążyłam jej dookreślić.
Nagle bowiem odezwała się słodycz o zupełnie odmiennym, łagodniejszych charakterze. Tuż za nią mknął kwasek - także indywidualista, mający pomysł na siebie. Kwasek ten zaserwował soczyste owoce. Powiedziałabym, że egzotyczne, m.in. marakuja.
Słodycz powoli się rozchodziła. Była spokojna, rosła nieznacznie, ale bardzo uładziła siekierowy początek; jakby zawstydziła te dymno-sadzowe nuty. Dała się poznać jako karmelowa. Palona znacząco, ale nie mocno. Moc palenia dopiero się rozkręcała. W tle pojawiło się palone masło, które zadbało, by karmelowa słodycz cały czas trzymała się niskiego poziomu.
Gorzkość choć zaczęła jako niesamowicie silna i dosadna, trochę złagodniała. Wciąż była intensywna, ale już nie tak siekierowa. Acz nie tylko za sprawą słodyczy; znacząco wygłaskała ją świeżość zielonych roślin, wiążących się z motywem wody, rosy.
Marakuja zupełnie przejęła kwasek. Pomogła jej w tym limonka, która równie wyraźnie wyłoniła się z toni egzotycznych, żółtych i cytrusowych owoców. Jako że słodycz weszła i rozwijała się jednocześnie z kwaśnymi, soczystymi owocami, mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa jakby... owoce zainteresowały się słodyczą.
Trochę tej słodyczy sobie pożyczyły, pokazując mi lody owocowe. Lody głównie marakujowe, acz wyraźnie zrobione na śmietance. Pomyślałam o kwaśnej śmietanie, ale wtedy do kwasku dołączyła cierpkość o bardzo owocowym charakterze.
Do marakui i limonki dołączyło kiwi, a po chwili na pewien czas je wyprzedziło. Połączyło kwaśność ze słodyczą i cierpkością, a do tego trochę ściągało. Potem zaś opanowało się i przemieszało z marakują, limonką i innymi egzotycznymi owocami, może ananasem, w lodowym wydaniu. Lody o smaku "owoce tropikalne" przez moment dominowały, po czym dołączyły do nich lody truskawkowe.
Lody truskawkowe cechowała już silniejsza, trochę pudrowa słodycz, mimo że i słodko-kwaśnego, świeższego charakteru im nie brakowało.
Ogólna słodycz pojawiała się to tu, to tam. Mocarne nuty dymu i sadzy trochę się wycofały. Gorzkość jednak cały czas była intensywna, choć zmieniła się w bardziej... przyjazną? Z sadzy wyłoniło się drewno, by zaraz wraz ze słodyczą przejść w stare książki. Stare książki i drewno zapewniły przytulny klimat. W oddali poczułam jeszcze orzechy - niejasne, rozmyte, i w zasadzie ukryte w... kwiatach. Te bowiem na końcówce wróciły z nową siłą.
Po zjedzeniu został posmak kwaśnych owoców: limonki, marakui, kiwi i może ananasa, ale też kwaśnej śmietany. Do tego ostał się cierpkawy, ciężkawy dym i sadza, ale wymieszane z niemal ciepłymi w wydźwięku, starymi książkami. Słodycz przywróciła kwiaty i połączyła ciepło-ciężkawe nuty z rześkością.
Czekolada była pyszna i bardzo dynamiczna. Uderzyła na początku mocarną gorzkością dymu, sadzą, by następnie złagodnieć w świeżo roślinny sposób. Słodycz kwiatów i karmelu oraz kwaśność egzotycznych owoców (marakuja, limonki, kiwi) ciekawie się przeplatały. Potem truskawki zaczęły osładzać owoce, a karmel przemieszał się z mniej słodkimi książkami - ciągle więc nuty jakoś na siebie wpływały i się zmieniały. Intensywnie było cały czas, choć była to różna intensywność. Tylko słodycz nie wyszła tak intensywnie, co się chwali. Nie więc przeszkadzała kwaśności, gorzkości i świeżości. Gdyby miała lepszą, gęstszą i nie taką proszkową strukturę, wystawiłabym 10.
ocena: 9/10
kupiłam: clubdelchocolate.com
cena: €11 (za 70g; około 47 zł)
kaloryczność: 424,6 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.