Lubię połączenie migdałów i kokosa, więc jako że nie lubię białej czekolady, ubolewam, że przeważnie kremy w tym wariancie robią z nią. A jednak nawet one potrafią smakować! Dosłodzenie tym składnikom nie przeszkadza. Stąd dziś przedstawiany krem sycylijskiej marki NaMa wydał mi się obiecujący. Acz sama marka bardzo enigmatyczna: trudno znaleźć coś o niej. Ponoć pełna nazwa to Natura & Mandorle. Chociaż... w dniu degustacji zaczął mnie martwić inny element składu. O ile w pierwszej chwili zawahałam się, czy miód aby nie przesłodzi, tak później zaczęła mnie zastanawiać ta "mąka kokosowa". Najpierw założyłam, że chodzi o miazgę / pastę kokosową, ale w końcu zgłupiałam. A może miał to być twór nie wiadomo jaki jak "manna kokosowa" wymyślona przez Basię Basię na potrzeby Basia Basia Manna kokosowa Kokos + nic więcej? No nic, pozostało sprawdzenie.
NaMa Crema di Cocco & Mandorla to krem migdałowo-kokosowy z miodem.
| przed i po uporaniu się z olejem |
Na wierzchu wydzieliło się dużo oleju, który wyglądał jakoś tłusto-wodniście. Aż ostrożnie sprawdziłam, czy nie był to miód... Nie był. Zlałam 5 łyżeczek, a odrobinę, acz nawet nie połowę łyżeczki (jakąś 1/3?) już wymieszałam. Wyglądało na to, że krem podeschnął i może tego oleju potrzebować więcej, jednak jak mieszałam dłużej, pasta przybierała bardziej kremową strukturę, jakby nasiąkając od wierzchu i wilgotniejszych części. Jadłam, cały czas mieszając, i nie miałam wrażenia, że krem był wyschnięty. Z zaskoczeniem odnotowałam, że nie był jakoś szczególnie lepki (a tego spodziewałam się po dodatku miodu).
Ogólnie cechowała go gęstość i pewien konkret, jednak nie był to wyjątkowo syty krem. Tłusty na poziomie średnio-wysokim, okazał się bardzo zwarty, acz w miękki, wręcz mięciutki sposób i trochę ciągnący.
W ustach rozpływał się w tempie wolno-średnim, pokazując się z kremowej, plastycznie-zawiesinowej strony. Choć wyglądał na gładki, okazał się pyliście-proszkowy. Gdy na próbę trochę pogryzłam masę, wiórkowo trzeszczała i skrzypiała leciutko. Oprócz proszkowości czuć w nim znikomy motyw jakby... niezbyt gładkiego sernika z mocno zmielonymi wiórkami. Był trochę lepki, ale nie od miodu, a w sposób typowy dla kremów orzechowych, a do tego miękki. Końcowo na język wylegały drobinki i małe kawałki wiórków, w których raz po raz zaplątał się jakiś średni kawałek. Trochę to urozmaicało konsystencję, ale nie było zbyt wymagające, gdy o gryzienie chodzi. Ot, raz po raz można na tym było zawiesić ząb. Zmielone wiórki delikatnie skrzypiały, trzeszczały. Przy niektórych zagarnięciach były pojedyncze drobinki, przy paru nieco więcej.
W smaku najpierw przemknął mi motyw dość mdławy, przywodzący na myśl mąkę... Acz żadną konkretnie. Dopiero po sekundzie czy dwóch do głowy przyszła mi mąka kokosowa. Swą obecność zgłosiła też leciutka słodycz.
W tle przemknął niby kwasek. Niemal iluzoryczny, trudny do uchwycenia, a po chwili prawie zupełnie kryjący się.
Zaraz odezwały się też migdały. Pomyślałam o delikatnych, surowych migdałach blanszowanych o słodko-neutralnawym charakterze. Migdały te mknęły przed siebie, szczycąc się właśnie łagodnością. Po chwili wydały mi się bardzo wyraziste w tę swoją delikatność.
Czasem, gdzieś hen, w oddali doszukałam się miodu - tak delikatnego, że dałabym się nabrać, iż to tylko złudzenie. Takiego, którego jest za mało, by poczuć, że to miód, ale na tyle, by wplótł dziwne echo. Echo, które związało się z niby nieobecnym kwaskiem? Ale coś mi tam w tle wadziło.
Początkowy mączny akcent i migdałom zasugerował trochę mączne echo. Wyobraziłam sobie zblendowane płatki migdałowe, właśnie mąkę migdałową... Acz dzielnie zawróciła ona zaraz na tor płatków i w końcu samych migdałów. Wciąż pozbawionych skórek i surowych. Migdały wyraźnie stanowiły bazę i dominowały w pierwszej połowie rozpływania się porcji.
Słodycz poniekąd wiązała się z migdałami, jednak z czasem okazało się, że płynie też z kokosa. Za jej sprawą kokos i migdały połączyły się w harmonii. Kokos stał tuż za migdałami. Mniej więcej w połowie rozpływania się porcji w ustach do głowy przyszło mi słodkie kokosowe cookie dough. Wciąż wiele do powiedzenia miała mąka kokosowa, ale... wyobraziłam sobie masę na ciasteczka nie tylko z mąką kokosową, ale też podmielonymi wiórkami. Pewnie z kawałkami blanszowanych migdałów. Na pewien czas kokos prawie zrównał się z migdałami.
Słodycz rosła, umacniając wizję masy ciasteczkowej kokosowo-migdałowej, a także dopowiadając jej nutkę białej czekolady. Powiedziałabym, że cała słodycz płynie tylko z migdałów i kokosa. Miód skutecznie się ukrywał w zasadzie cały czas. Nie było czuć nuty miodu, ale dziwny, niedookreślony akcent. Delikatnie pobrzmiewał mi też kwasek - właśnie związany z tych echem miodu. Nawet nie mogłam dookreślić, czy to miód wyszedł kwaskawo, czy miód podkreślał kwasek (kokosa).
Wydawało mi się, że parę razy w tle wychwyciłam mglisty kwasek wyraźniej kokosa, ale potem kokos wracał do wizji kokosowego cookie dough, robiło się drapiąco słodko i... przechodził w mleczko kokosowe? Wyobraziłam sobie kaszę mannę na mleczku kokosowym, posypaną sporą ilością blanszowanych migdałów i trochę przesłodzoną. Końcowo migdały znów postarały się trochę wyprzedzić kokosa. Albo raczej na nowo przyciągnąć do siebie uwagę. W gardle zaś trochę drapało od słodyczy, jednak jakby w oderwaniu od smaku.
Po zjedzeniu został posmak migdałowo-kokosowy, słodki w naturalny sposób, jakby tylko za sprawą migdałów i kokosa. Myślę tu o migdałach łagodnych, pozbawionych skórek oraz mące kokosowej. Ta próbowała zdobyć się na pewną neutralność, jakby wbrew swojemu naturalnie słodkiemu charakterowi. Do głowy przyszła mi masa ciasteczkowa cookie dough kokosowa z migdałami. Do głowy przyszła mi raz czy drugi biała czekolada, ale i jakiś kwasek miodowo-kokosowy pobrzmiewał. Słodycz stała na średnim, ale niewiarygodnie naturalnie kokosowo-migdałowym tonie. Miód zupełnie się ukrył, wpisując się w kokosa i migdały, ale dodając też dziwnego kwasku albo podkreślając go.
Struktura, gęsta i nie za tłusta, a jednocześnie nie sucha, podobała mi się.
Ogólnie krem wyszedł mocno średnio (w nie średniej, a wysokiej cenie), bo sporo drobiazgów mi w nim nie grało, co jak się pozbierało, to razem przełożyło się na negatywny odbiór. Nie podobało mi się, że kokos tak ewidentnie smakował mąką kokosową, a miód wiązał się z kwaskiem, który był nie na miejscu. Miodu dodano za mało, by czuć wyraźnie, że tam jest, ale na tyle sporo, by wplótł czy podkreślił nieprzyjemne akcenty i drapał. Jak układał się w wizję kokosowego cookie dough, to ok, ale wolałabym, by był to bardziej kokos pastowy albo wiórkowy. Próbowałam się wkręcić, się wczuć, ale po jakiś 25 gramach sobie darowałam. Słodko i z dziwnymi posmakami, że zwyczajnie nie miałam z niego przyjemności. Nie lubię niedookreślonych kwasków i mącznego efektu. W dodatku nie widziało mi się próbowanie tego z czymś (np. w twarożku czy z jogurtem), bo po prostu brak w tym potencjału.
Dałam Mamie, ale nie chciała, bo po spróbowaniu powiedziała: "Okropny. Nawet nie umiem nic więcej o nim powiedzieć. Migdałów jak zwykle nie umiałam uchwycić, no, kokosa może czułam... Tak, kokosa to jeszcze...".
ocena: 4/10
Skład: migdały 75%, mąka kokosowa, miód
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.