piątek, 30 stycznia 2026

(Netto) Premieur 70 % Kakao Czekolada Gorzka Z Kawałkami Karmelu i Solą Morską ciemna z karmelem

Po (Netto) Premieur 70 % Kakao Czekolada Gorzka Z Kandyzowaną Skórką Pomarańczową czułam, że dziś przedstawiana będzie smaczna. Wzięłam ją więc na trasę, na której zrobieniu bardzo mi zależało i na którą naprawdę długo jak na mnie musiałam poczekać. W końcu jednak dane mi było na nią ruszyć. Z Palenicy Białczańskiej poszłam do Doliny Pięciu Stawów Polskich, aby stamtąd wejść na Szpiglasowy Wierch. Zanim jednak znów miałam odwiedzić ten jeden z moich ulubionych szczytów, zatrzymałam się trochę przy jednym ze stawów, aby otworzyć i zrobić sesję zdjęciową czekoladzie. Właśnie przedstawianej.
 
(Netto) Premieur 70 % Kakao Czekolada Gorzka Z Kawałkami Karmelu i Solą Morską to ciemna czekolada o zawartości 70% kakao z kawałkami karmelu i solą morską; marki własnej Netto.

Po otwarciu poczułam paloną gorzkość czekolady, słodkiej w niskim stopniu. Gorzkość wydała mi się prosta w sposób ani pozytywny, ani negatywny. Czuć zwykłość białego cukru, ale wzbogaconego o wanilię i leciutki, łagodny karmel. Na tym etapie nie było takie oczywiste, że to tabliczka z karmelem, ale czuć go.

Tabliczka zdradzała obecność dodatków pojedynczymi prześwitami. Przy łamaniu była twarda niczym skala, a jej trzaski brzmiały głośno i imponująco. W przekroju pokazało się średnio dużo kawałków karmelu wielkości małej i średniej.
W ustach czekolada rozpływała się wolno. Trochę lepkawo i bardzo maziście. Wykazywała miękkość i aksamitną kremowość, a jej tłustość stała na średnim poziomie. Kawałki karmelu trochę poganiały ją z rozpuszczaniem się, same rozpuszczając się tylko częściowo. Wyłaniały się z czekoladowej mazi po jakimś czas. Niektóre wydawały się w niej osadzone do samego końca, dosłownie pojedyncze wypadały z niej i luźno turlały się po ustach. Niektóre rozpuszczały się wraz z czekoladą. Zrobienie kęsa, by nie trafić na karmel było bardzo trudno (w domu na próbę oddzieliłam z różnych stron kostki po trochu, by spróbować samej czekolady.). Sól pojawiała się co jakiś czas, nie tak często.
Wydawało się, że kawałków dodano dość sporo, acz na koniec w ustach zostawało nie za wiele, bo część się rozpuszczała. Wystąpiły małe kawałki oraz średnie i małe płatki. Pierwsze zostawały na koniec, drugie rozpuszczały się.
Wśród kawałków karmelu raz po raz zaplatał się kryształek soli. Czasem rozpuszczał się wraz z resztą, acz kilka razy został mi w ustach naprawdę duży kryształek doli (i, dla mnie, o kilka razy za dużo). Trafiały się kryształki soli wielkości kawałków karmelu.
Z ciekawości ze trzy raz pogryzłam kawałki obok czekolady. Wtedy były szliście chrupiące i twardawa, ale delikatne, rzadko bardzo twarde. Choć ogólnie nie uczyniły z czekolady zlepka-ulepka, wtedy obok wydawała się trochę ulepkowa, więc wolałam zostawiać karmel na koniec.
Kawałki karmelu gryzione na koniec nie porzuciły swej chrupkości, acz były nieco mniejsze, delikatniejsze i bardziej skrzypiące. Wciąż przypominały trochę szkło, a do tego spotkałam się z lepkością. Nie oblepiały jednak zębów męcząco.

W smaku czekolada zaczęła od roztoczenia palonej, dosadniej gorzkości, do której po chwili zaczęły docierać soczyste sugestie i słodycz.

Słodycz wpisała się w palony ton, chyląc się ku karmelowi, ale spory udział w niej ogółem miała też wanilia. Wkroczyła odważnie. Słodycz stanęła na średnim poziomie z aspiracjami do jeszcze lekkiego wzrostu.

Karmel ewidentnie jako oczywisty dodatek długo się nie ujawniał, ale baza nawet bez kawałków smakowała leciutko palonym karmelem. Nie wiem, czy przesiąkła, bo karmel-dodatek nie był szczególnie palony. Wiem za to, że czekolada spróbowana osobno wydawała się bardziej gorzka w palono kakaowo prosty sposób, a mniej soczysta. Soczystość podkręcała sól i karmel trochę też.

Karmel, by wkroczyć czasem potrzebował paru chwil, czasem zajmowało mu to dłużej. Raz czuć go mocniej, raz słabiej, ale w tle pobrzmiewał prawie cały czas. Nie zawsze jednak tak jawnie.

Raz po raz przemykało słonawe echo, ale rzadko kiedy czułam po prostu słoność. Ona rację podkręcała paloność ogółu i soczystość.

Soczyste wtrącenia umacniały się, przybierając na wyrazistości. Do głowy przyszły mi słodkie jeżyny ze słodko-kwaskawymi malinami.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa z czekoladowej toni wyraźnie wyłaniały się kawałki dodatku. Przełożyły się na lekki wzrost słodyczy do poziomu średnio-wysokiego, bliżej wysokiego niż średniego. Trochę też złagodziły paloną gorzkość.

Niegryziony karmel czuć dobrze. Nie był szczególnie palony. Raczej mleczny.
Czasem robiło się dość słono, ale raczej na chwilę. Sól jednak starała się wydobyć z karmelu palony charakter, a bazie przypominała o soczystości.
Gdy w kęsie akurat trafił się duży kryształek soli, czuć ją, jednak nie starała się zdominować reszty. Słoność z kwaskawym echem nasilała się, nasilała... I czasem przez wielkość kryształów było to aż za silne. Trochę soli dobrze odnajdowało się w tej kompozycji, ale niektóre kryształki przesadzały (i te wypluwałam).

Gdy na próbę pogryzłam karmel wcześniej, obok czekolady okazał się mocno mleczny, słodki i łagodny. Sam w sobie nie wydawał się szczególnie słony. Pobrzmiewała mi w nim za to lekka sztuczność, związana ze słodyczą.

Baza końcowo starała się jednak wrócić do silniejszej gorzkości, ale z tym było trudno. Gdy pojawiła się sól, kierowała uwagę raczej na soczystość niż gorzkość. A jednak przyszła mi do głowy rozpuszczaną w rondlu czekoladą z masłem, lekko przypalającą się masą czekoladową albo raczej... Trochę przypalony domowy mleczno-kakaowy karmel?

Karmel gryziony na koniec wyszedł słodko i mleczne, łagodnie. Był karmelowy i trochę sztuczny. Gdy zaś na koniec został kryształek soli, wypluwałam czym prędzej. Zdarzyło się to kilka razy; więcej, niż bym sobie życzyła (raz czy dwa mogę wybaczyć, ale to naprawdę było z... około 8 razy?).

Po zjedzeniu został posmak palonego, ale słodkiego i łagodnego karmelu oraz palono gorzkiej czekolady. Czasem czułam też jakby kwaskawa sól. Towarzyszyła czekoladzie Gorzkiej w palony sposób i dość soczystej niczym mieszanka słodko-cierpko-kwaskawych owoców leśnych.

Czekolada wyszła bardzo smacznie w prosty, niewymagający sposób. Przede wszystkim wyszła gorzko w palony sposób, a jej słodycz nie była przesadzona. Dobrą robotę zrobiła tu wanilia, a i nuta karmelu w samej bazie na plus. Soczyste akcenty podobały mi się, jednak do dodatków mam zastrzeżenia. Wolałabym nie trafiać na duże kryształki soli. Mniejsze, rozpuszczające się były w porządku. Karmel strukturę i formę miał przyjemną, ale żałuję, że nie był palony i pobrzmiewał trochę sztucznie. Gdyby tylko karmel i sól wykonano lepiej, byłoby doskonale. 
Zarówno w górach, jak i domu to była przyjemna degustacja, no tylko ta sól...


ocena: 9/10
kupiłam: ojciec kupił w Netto
cena: 10,99 zł
kaloryczność: 535 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, kawałki karmelu 4% (cukier, syrop glukozowy, tłuszcz mleczny, sól, naturalny aromat, emulgator: lecytyny sojowe), sól 0,5%, emulgator: lecytyny sojowe; ekstrakt z wanilii

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.