sobota, 24 stycznia 2026

Zoto Kilimamwenza Ituri Province D.R. Congo 75 % Regional Blend Chocolate ciemna z Kongo

Ta czekolada, zgodnie z opisem producenta, wyróżniała się z oferty, bo po raz pierwszy, Zoto zaangażowało hodowców kakao do procesu obróbki kakao po zebraniu ziaren. Już po zakupie pierwszej partii ponoć uznali, że to kakao może konkurować z najlepszymi na świecie. Dodali "mimo że mówimy o ziarnach forastero", co mi się trochę niezbyt spodobało, bo uważam, że czasem sukces tkwi w prostocie, nie uważam, że któreś kakao jest smaczniejsze, inne mniej z zasady. W każdym razie, producent tym samym przyłożył się do stworzenia w regionie spółdzielni rolników, którzy odtąd mieli źródło dochodu, które odmieni ich życie na lepsze. Szukałam co oznacza nazwa kakao / tabliczki, Kilimamenza. Nie znalazłam nic. Ok, to nazwa własna, ale myślałam, że może coś znaczy w jakimś języku. Na opakowaniu przeczytałam tylko, że tabliczkę zrobiono w małej ilości, z lokalnego blendu. Kakao to fermentowało 7 dni w skrzyniach po 100kg, było obracane 4-krotnie. Suszenie trwało 6 dni na słońcu, w otwartej przestrzeni, a prażenie 19 minut w 120 stopniach C. Producent opisał smak tej tabliczki jako "bardziej dostępną dla osób, które nie są ekspertami", wyjaśniając że jest "doskonała na rozpoczęcie przygody z wykwintną czekoladą". Ciekawe.

Zoto Kilimamwenza Ituri Province D.R. Congo 75 % Regional Blend Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 75% kakao  (68% miazga + 7% tłuszcz) z Kongo, z prowincji Ituri.

Po otwarciu poczułam rześki, niemal wodnisty, ale też wyraźnie słodko-soczysty zapach brzoskwiń UFO / ciasteczkowych o delikatnym charakterze. Mieszały się z kwiatowymi ziołami albo mieszanką kwiatów i ziół, z których na pewno wyraźnie wyłaniał się rumianek, łącząc słodycz z lekką cierpkością. Za kwiatami i brzoskwiniami pojawiła się jeszcze bardziej słodko-esencjonalna soczystość chyba świeżych, wielkich moreli i arbuza. Obok tego pojawiły się łagodne, niemal neutralnie-maślane pekany i spokojne, stare jasne drewno.

Twarda czekolada... przybyła do mnie w zasadzie zupełnie połamana, więc nie bardzo miałam, jak ją połamać, jak należy. Gdy jednak przełamywałam jakieś większe kawałki, wydały mi się twardawe i pochrupujące w pełno-masywny sposób. Jak jak zawsze w przypadku Zoto, widać było cienką warstwę, jakby doklejoną na spodzie, ale tym razem - ku mojemu zaskoczeniu - nie odskakiwała.
W ustach rozpływała się wolno, zmieniając się w gęsty, miękki i gładki krem. Była tłusta i zarazem lekko soczysta. Trochę lepka, a końcowo cierpko-suchawa, wręcz taninowa. Zostawiała lekko suchawe wrażenie, które próbowało odciągać uwagę od tłustości.

W smaku najpierw pojawiła się słodycz palonego, chrupko-szklistego karmelu. Goniły go słodko-cierpkawe i rześkie - bo bardzo świeże - kwiaty.

Kwiaty dogoniły karmel, a jego paloność podkreśliła ich cierpkość. Naprzód wyskoczył rumianek i zaczął wśród nich bardzo wyraźnie dominować. Pomyślałam dokładniej o mocnym naparze z koszyczku rumianku.

W tle pojawiły się wodniste owoce... Po chwili rozpoznałam w nich delikatne, słodkawe brzoskwinie ufo / ciasteczkowe. Dołączyły do nich owoce słodsze, wyrazistsze, ale jakby bardzo uważające, by pomóc, a nie przygłuszyć brzoskwinie. Przyszły mi do głowy banany przemieszane z morelami, może jako smoothie. Przemknęła mi w nich jeszcze delikatna, ciężkawo-soczysta cierpkość... Acz owoce ogólnie trzymały się raczej tyłem.

Rumianek trochę się wycofał, wszedł w szeregi całego bukietu ziół i kwiatów. Temu daleko było do jednoznaczności, ale i słodycz, i cierpkawość ewidentnie cały czas czuć. Lekka gorzkość zaczęła rosnąć właśnie poprzez ziołowe napary. Karmel przepychał się trochę z kwiatami - ich przepychanki przełożyły się na ogólny wzrost słodyczy.

Gorzkość nie była jednak tylko ziołowa. Ogólna, lekko palona weszła niezależnie od innych nut. Przechwyciła paloność od karmelu, który zdążył się już całkiem zgubić. Chyba? Nie była jednak wysoka, bo obok znalazły się łagodzące ją orzechy pekan i maslaność.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa do pekanów dołączyło jasne, stare drewno o bardzo spokojnym charakterze. Wraz z orzechami budowało pewną neutralność w kompozycji. Przy pekanach na chwilę znów zaplątał się karmel jako motyw karmelizowania, jednak zaraz jakoś zniknął.

Słodycz utraciła większość paloności, a ja wyobraziłam sobie ziołowy napar posłodzony miodem. Rumianek z miodem? Rumianek ogólnie przypomniał o sobie i zaczął wracać do gry, sugerując lekką... ostrawość?

Owoce trochę zmieniły swój wydźwięk, jednak dalej nie pchały się na przód. Wciąż czułam w nich wodę i do głowy przyszły mi różne melony i jasny arbuz. Arbuz wręcz trochę kwaskawy...? Do tego brzoskwinie i banany starały się utrzymać. Ogółem jednak owoce przemknęły i znów wycofały się jeszcze bardziej.

Rumianek znowu zaczął przewodzić wśród ziół i za ciosem poszedł dalej: objął władzę nad całą kompozycją. Słodycz przybrała mocno kwiatowo-ziołowy klimat.

Pekany i drewno zrobiły się niemal neutralne, orzechy te zapomniały bowiem zupełnie o karmelu. Doleciała do nich lekka maślaność i razem starały się łagodził cierpką gorzkość o ziołowym charakterze.

Cierpkość jednak zgłosiła sprzeciw, końcowo wychodząc dość mocno. Drewno, nagle bardziej drzewa, jednak wsparły zioła. Te wytoczyły swą cierpkość, pod którą nieoczekiwanie podczepiła się cierpkawość lekko owocowo kwaskawa, jak jasnego arbuza z czymś niejednoznacznym.

Po zjedzeniu został posmak orzechów pekan i rumianku, zestawionych z jasnym arbuzem i wodnistą brzoskwinią ufo, trochę osłodzonych karmelem - znowu palonym. Pozwolił sobie na paloność ze względu na charakterniejsze, wręcz pikantne nuty ziołowo-drzewne.

Czekolada była bardzo ciekawa, jednak dla mnie trochę za mało gorzka, a zbyt spokojnie-neutralna chwilami. Zioła pod przewodnictwem rumianku i drewniano-pekanowe nuty jednak zachwycały i tak. Akcenty owocowe były delikatne - i dobrze, bo akurat brzoskwinie ufo, melonowo-morelowo-arbuzowe nuty mnie nie przekonały. Zwłaszcza, że mowa o owocach wodnistych, arbuzach jasnych. Słodycz ogólnie miała sporo do powiedzenia, mimo że nie była silna. Próbowała ugrać coś a to z palonym karmelem, a to kwiatami, a to bardziej z miodem, ale cały czas się zmieniała. Słodycz i niska gorzkość sprawiły, że obstawiałabym raczej 70% niż 75% kakao. Acz możliwe, że to przez cukier - biały, nie trzcinowy.


ocena: 8/10
cena: €6,95 (za 45g; około 30 zł)
kaloryczność: 621 kcal / 100g
czy kupię znów: nie

Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.