Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: konopia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: konopia. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 kwietnia 2025

Carla Chocolate 70 % Horka Cokolada s Konopnymi Seminky ciemna z konopiami

Tę czekoladę kupiłam razem z Carla Chocolate Cokolada s prichuti Rum & Rozinky / Chocolate with Raisins and Rum Flavour, chcąc spróbować czekolad tej marki z linii niby eleganckiej, prezentowej i potencjalnie naprawdę porządniejszej. Tak zaklasyfikowałam dziś przedstawianą. Może chcieli wpisać się w prozdrowotnościowy nurt, który jakiś czas temu zrobił się modny na Zachodzie? Bob Marley na opakowaniu, jak rozumiem, miał napędzać odbiorców? Ale to jakiś tani chwyt marketingowy, który mnie wydał się... desperacją? Wydawało się, jakby nie wiedzieli, kto w zasadzie ma być grupą docelową produktu. Może się myliłam...
Z konopiami jadłam już parę czekolad (np. MIA 65 % Madagascar Hemp & Almond czy Mulate Cannabis dark chocolate with Hemp Protein and Sweetener), więc tu nie byłam jakoś specjalnie hurra optymistycznie nastawiona. Chciałam je jednak poznać bardziej "na czysto", bo jednak z intensywną bazą i obok migdałów czy ze słodzikiem i białkiem były tylko jednym z wielu elementów. Wzięłam ją ze sobą na miejsce pod Błyszczem, gdzie wiódł czerwony szlak, na który weszłam trochę wcześniej z niebieskiego z miejscowości Podbranske. Czyżbym liczyła, że tabliczka adekwatnie zabłyszczy zacnością? Zdjęcia co prawda zaczęłam robić jeszcze wcześniej, bo nawiewało chmur i bałam się, że nim dojdę do zbocza Błyszcza, widoki zakryją się zupełnie, ale nie. Na miejscu wciąż cieszyły oczy.

Carla Chocolate 70% Horka Cokolada s Konopnymi Seminky / Dark Chocolate with Hemp Seeds to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao z nasionami konopi (10%).

Po otwarciu poczułam mocno palony, trochę cierpki, ale nie bardzo gorzki, zapach mieszający się z motywem... Zielonych roślin i jakby bardziej roślinnych, sianowatych orzechów. Połączyła to maślaność. Słodycz wydała mi się niska, jakby trochę speszona, a obecna w tle.

Cienka tabliczka była średnio twarda i średnio głośno trzaskała przy łamaniu. Okazała się krucho-skalista (mimo średniej twardości) i kruszyła się. Nie trzymała się linii podziału. Dodano do niej sporo kulek konopi.
W ustach rozpływała się powoli i maziście. Cechowała ją średnia gęstość i dość wysoka tłustość. Niemal od razu miękła i pokrywała podniebienie smugami, trzymając jednocześnie uparcie kulki dodatku. Było ich dużo, ale nie uczyniły z czekolady zlepka-ulepka. Zrobienie jednak kęsa tak, by choćby nie zahaczyć o dodatek, było prawie niemożliwe.
Tylko na próbę w przypadku dwóch kęsów pogryzłam je obok czekolady, tak wolałam zostawiać na koniec.
Gdy czekolada zniknęła, zajęłam się gryzieniem konopi. Były miękkie niczym plastelinowe, bardzo, bardzo rozmokle orzechy. Może ze dwie czy trzy kulki zaskoczyły twardością i chrupnęły. 

W smaku pierwsza rozeszła się delikatna gorzkość, natychmiast łagodzona zbożową, niedookreśloną nutą. Pomyślałam o bardzo, bardzo roślinnych, mdławych orzechach.
W samą czekoladową bazę mocno wgryzł się motyw dodatku - gdy na próbę trochę zgryzłam samej czekolady (co było wyzwaniem), zachowała siankowy smak, acz słabszy. Wówczas bardziej zwróciłam uwagę na jej maślany, mdły wydźwięk i cierpko-paloną gorzkość odtłuszczonego kakao.

W tle rosła słodycz. Niby bardzo, ale wydawała się nieco speszona i w sumie wcale nie dawała się tak we znaki. Przybrała postać wegańskiego, roślinnego nugatu, opierającego się na cukrze pudrze.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa pojawiła się niemal śmietankowo-mleczna nuta, a ze względu na cały czas wyraźnie utrzymującą się zbożowość, do głowy przyszły mi płatki z mlekiem - coś jak owsiane - jako owsianka - ale mdłe. Możliwe, że z dodaną odrobiną kakao, lecz bez gorzkości.

Gdy kulki konopi bardziej wyłaniały się z czekolady, nasilał się wątek roślinny, kojarzący się z sianem i suchą trawą. Sianem, które próbuje udawać orzechy?

Gorzkość słabła jeszcze bardziej. W jej miejsce wchodziła jakby trochę roślinna maślaność. Nieśmiała cierpkość odtłuszczonego kakao prawie znikała, acz na końcówce wychwyciłam jeszcze jakby soczystość... Kompotu jeżynowego? Też jednak tonął w zbożowo-siankowej toni.

Gryzione po czekoladzie konopie okazały się bardzo delikatne. Smakowały jakby lekko orzechowym sianem. Były neutralno-mdłe, acz parę razy, gdy w ustach zebrało się ich wyjątkowo dużo, sugerowały pewną pikanterię.

Po zjedzeniu został posmak mdło-sianowaty, maślany i tak prawie, prawie orzechowawy. Czułam też palony motyw, ale nie gorzkość. Wystąpiła za to maślaność i średnio wysoka, mdło-nugatowa słodycz. 

Szczerze czekolada nie przekonała mnie do siebie i średnio mi smakowała, jednak czuję, że głównie dlatego, że nie smakują mi konopie, a ona była mocno konopna. Do oceny mam mieszane uczucia, ale nie chcę skrzywdzić czekolady przez to, że czegoś nie lubię. A tak widać kiepski dodatek z kiepską czekoladą dało coś ciekawego, czyli dwa minusy dały plus. Nudno-delikatna, wręcz mdła baza wydaje się logicznym, rozsądnym wyborem, jeśli chciało pokazać się ten dodatek - charakterniejsza zagłuszyłaby te kulki. Myślę, że jak na czekoladę z konopiami, ta była naprawdę dobrze, z głową, zrobiona. MIA 65 % Madagascar Hemp & Almond jako czekolada była smaczniejsza, ale właśnie jej dodatki nie pasowały do niektórych nut bazy. Coś w niej smakowo zgrzytało. Dziś przedstawiana takiego problemu nie miała.

Poczęstowałam znajomego na szlaku ("mało czekoladowa" - usłyszałam i sama dodałam, że jak dla mnie, jakby z orzechowym sianem, co spotkało się z komentarzem: "lepiej bym tego nie ujął") i trochę dałam Mamie. Opisała: "gdybym nie wiedziała, co to i z czym, to nie umiałabym w żaden sposób zgadnąć. Do niczego to niepodobne, ogólnie takie bez wyrazu kompletnie. No, ale jak te konopie są takie mdłe, a chodziło, by jakoś je pokazać, to chyba rozsądnie zrobiona".


ocena: 8/10
kupiłam: mały sklep spożywczy przy granicy z Czechami
cena: 9,99 zł (za 80g)
kaloryczność: 569 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, łuskane nasiona konopi 10%, tłuszcz kakaowy, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, emulgator: lecytyna sojowa; aromat waniliowy

czwartek, 8 grudnia 2022

Mulate Cannabis dark chocolate with Hemp Protein and Sweetener ciemna 70 % z konopiami i erytrytolem

Po rozczarowaniu, jakim w 2021 okazała się zmieniona Mulate 88 %, zupełnie nie spieszyło mi się do dwóch pozostałych ciemnych, które wzięłam razem z nią. Było to podczas zakupów z ojcem, więc on płacił. Stąd i nie zainteresowałam się dokładniej składami. Czekolady z konopiami nigdy mi nie smakowały, ale wtedy Mulate ufałam i uznałam, że może akurat udało im się coś przyjemnego zrobić. I przez to wrąbałam się w czekoladę ze słodzikiem, brawo ja. Przynajmniej opakowanie miała piękne. W końcu, w okolicach przyjazdu ojca, postanowiłam chociaż spróbować (obstawiając, że na spróbowaniu się skończy).

Mulate Cannabis dark chocolate with Hemp Protein and Sweetener to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao z białkiem konopnym, słodkim prebiotykiem (inuliną), słodzona słodzikiem: erytrytolem (zamiast cukru); produkowana przez Naive.

Po otwarciu poczułam zapach czarnej kawy z mocnym aspektem silnego palenia oraz soczyście-słodkim, wiśniowo-truskawkowym tłem. Owoce wydały mi się częściowo aż pudrowe. Truskawki przedstawiły się jako słodkie, liofilizowane i sproszkowane owoce, przemieszane z motywem cukru pudru, który stał obok słodziku. Ten wiązał się, i poniekąd wypływał, z mnóstwa ziołowo-sianowatych nut. Do głowy przyszedł mi żeń-szeń (wg mnie pachnie jak siano) i mięta. Ostatnia rozkręciła rześkość - inaczej kompozycja byłaby ciężka.

Twarda tabliczka trzaskała niezbyt głośno, ujawniając zbity, jakby sprasowany przekrój. Była krucha i gładka, a w dotyku ewidentnie pylista. Przy odgryzaniu kęsa wydała mi się dziwnie twardo-pylista, jakby była taflą z utwardzonego pyłu.
W ustach rozpływała się powoli i, zwłaszcza początkowo, opornie. Była aksamitna, też jakby chciała udawać zamsz, a jednocześnie mącznie-suchawa i maziście-maślano tłusta. W gęsty sposób. A jednak także lekko kremowa, zalepiająca... w ciężki i niezbyt przyjemny jednak sposób. Wydała mi się miękkawa, ale jakby tylko z wierzchu. Okazała się mączna i pozostawiająca właśnie mączno-pyliste wrażenie, które robiło drobną aluzję do węgla rozrabianego w wodzie.

Od początku po ustach rozchodził się smak węgla i związanej z nim delikatnej gorzkości oraz mocno palony wątek. Ten przytoczył trochę dymu, a zaraz sporo czarnej kawy.

Z czasem zaczęły wyłaniać się akcenty wiśni i ogólnie kwaskawo-owocowe. Przywodziły na myśl jakąś słodką, czerwoną marmoladę. Nie mocne, nie soczyste, a dziwnie osłabiające gorzkość i kierujące uwagę na słodycz.
Ta nie od początku była oczywista, ale czuć ją niepodważalnie. Wydała mi się chłodno-rześka, trochę jakby "czysta" bez określonego smaku. Słodzik trochę zdradzał swoją obecność. 

W tym czasie baza złagodniała do mieszanki masła i mąki. Wydała mi się mdława, jedynie lekko gorzkawa, po czym poszła w bardziej mączno-roślinnym kierunku. Chyba konopie już nieśmiało zaczęły zdradzać swój wkład. Do głowy przyszedł mi żeń-szeń zarówno w formie suchej i bardzo sianowatej, jak i zaparzonej. To wiązało się z ogólną ziołowością. Kwaski owoców z tła podpowiedziały mi kwaskawą białą szałwię, a także inne... Z czasem zaczęła się wśród nich kumulować gorzkość i cierpkość.

Odnotowałam lekko ziemisty wątek, do którego doskoczyła dziwna goryczka i mdły smak jakby... mącznych grzybów? Tak, zdecydowanie czuć tu konopie (utwierdziłam się, że nie lubię ich smaku). Trochę kojarzyło się to z produktami proteinowymi... taak, właśnie z konopiami. Nie rządziły całą tabliczką, ale pobrzmiewały cały czas.

Słodycz rosła na boku, by jakoś w połowie rozpływania się kęsa przybrać ewidentnie słodzikowy charakter. Skojarzyła mi się ze słodkimi lekami, np. tabletkami na gardło w jakimś miętowo-eukaliptusowym wariancie, tylko że... z wyciszonym smakiem. Niewątpliwie słodkimi. Słodycz zawarła w sobie też pewną goryczkę. Na zasadzie kontrastu z mdłą, maślano-sianową bazą wydawała się zbyt istotna w kompozycji i irytująca.

Całość zawarła w sobie też nawet śmietankowość... Czułam jakby naturalnie słodkawe mleko? To jednak częściowo gubiło się w mączności. Gorzkość po osłabnięciu już nie wróciła do wyrazistej mocy. Zrobiła się za to lekowa. Pomyślałam o białych lekach i leku Smecta... Nie były to silne nuty, ale jednak istotne. Ich gorzkość wydała mi się jakaś karykaturalna. Z palenia też się jakoś wyprała... Nieśmiało pobrzmiewała kawą na końcówce. Mąka zrobiła się nieco orzechowa, ale wciąż bez polotu. Podporządkowała się słodyczy.

Owoce także się jej poddały. Pomyślałam o czymś wiśniowo-truskawkowym i słodzikowym. Chwilami zahaczały o jakby nieco zwietrzałe wino i fermentujące owoce. Myślom zdarzyło się też lecieć do właśnie tabletek lub jakimś prozdrowym, białkowym budynio-deserze w tym wariancie. Trochę kwasku podsyciło wiśnie, pomagając sobie splotem goryczkowatej limonko-cytryny, ale... także one osiadły w słodyczy jakby były wariantem czegoś ze słodzikiem. Ewentualnie marmoladą... Może nawet z różaną (ale jakby perfumowego pochodzenia?) nutką. 

Po zjedzeniu czułam posmak, a w zasadzie niesmak, słodziku z dziwnie chłodnym efektem, a także mdławy, maślano-mączny wątek. Miałam wrażenie, jakbym rozgryzła jakieś leki (nie dużo, ale jednak). Do tego trochę cierpkości... słodzikowo-owocowej. Lekko palony wątek czekolady kojarzył się z tworami kakaowo-karobowymi, pylistymi... nie zaś samą czekoladą. Czuć też dziwną roślinność, niedookreśloną.

Czekolada mi nie podeszła. Mdła, a irytująco słodka i gorzkawa, nie dość, że nawet nie gorzka, a gorzkawa, to jeszcze w złym sensie. Powierzchownie miękkawa, mączna konsystencja połączona z wyraźnie słodzikowym smakiem i klimatem lekowo-białkowym, znaczącymi konopiami odciągały uwagę od samego kakao. Nutki owoców podporządkowały się tym gorszym. Dziwna wydała mi się tu słodycz. Słodzik to jedno, ale wydaje mi się, że inulina (ponoć może kojarzyć się z mlekiem w proszku) mocno przerobiła nuty kakao. Jak na białkowo-konopną tabliczkę może nie była tragiczna, a pewnie nawet poprawnie zrobiona, ale jak na czekoladę w moim odczuciu niezbyt smaczna (więc nie widzę sensu robienia, a w moim przypadku jedzenia, takiej).
Niby w parę kostek wciągnąć się można (tak np. na uczelni, jak w moim przypadku)... to jednak w końcu i tak pojawia się pewne "no nie", przytkanie (?) - u mnie po 5 kostkach, dalej już nie byłam w stanie i oddałam ojcu.
Na trochę jednak i Mama się skusiła, "bo konopie". Jej jednak bardzo nie smakowała i skwitowała: "po co w ogóle robić takie coś?", rozwijając, że "rozpuszcza się jak nie powiem co i okropnie, nawet nieczekoladowo gorzka; jakaś jakby słodzikowo-białkowo, nie wiadomo jaka". 


ocena: 5/10
kupiłam: Auchan
cena: 12,29 zł (za 80g; promocja; ojciec płacił)
kaloryczność: 485 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, błonnik (inulina), białko konopne 10 %, substancja słodząca: erytrytol (E968), lecytyna słonecznikowa 

piątek, 22 października 2021

Zotter Xo Ko In Hemp + Blackcurrant + Plum Brandy biała z nugatem konopnym i czekoladowym kremem ze śliwkową brandy oraz wastwami czekolady czarnoporzeczkowej

Ta czekolada miała zakończyć główną część odkrywania nowości Zottera, jakie weszły jesienią 2020. Nie specjalnie, bo najpierw przeglądając ofertę chyba ją przeoczyłam, potem jakoś nie było, taka tam nie dla mnie się wydawała, ale... w końcu doszły mnie słuchy, że jest niesmaczna, a wczytawszy się w to, czym jest, stając przed perspektywą "brać czy nie" (za darmo), doszłam do wniosku, że z (niezdrowej) ciekawości spróbuję, cóż to.
Kiedyś już ją chyba widziałam - po przeczytaniu opisu potwierdziło się. To odnowiona The "Bergl not Ibiza", której nie jadłam (i która chyba nawet nie była w Polsce dostępna). Nie ukrywam, że opakowanie tej, którą otrzymałam, bardzo mi się podobało i w sumie nawet nie potrafię powiedzieć, dlaczego.


Zotter Xo Ko In Hemp + Blackcurrant + Plum Brandy / Hanf + Johannisbeer + Zwetschkenbrand to biała czekolada nadziewana (30 %) praliną / nugatem z konopi i (30 %) kremem czekoladowym ze śliwkową brandy oraz (9%) cienkimi warstwami czekolady białej czarnoporzeczkowej.

Po rozchyleniu papierka poczułam słodki zapach maślanej, białej czekolady o wyraźnie waniliowej słodyczy oraz woń porzeczek. Kiedy wąchałam wierzch, zdecydowanie dominowała niemal neutralna maślaność, mieszająca się z motywami mleczno-śmietankowym i roślinnym. Spód (co nie dziwi, z racji tego, jak wyglądał) wykazywał soczystość porzeczek (głównie czarnych), ale i innych owoców: śliwek podrasowanych alkoholem i jakby jeżyn. Po przełamaniu owocowość nasiliła się, ale... obok nich przy maśle pojawiła się grzybowa nuta, nasilająca roślinność. Kojarzyła się z wegańskimi produktami, acz i odrobinkę kakao wplotła do bukietu.

Tabliczka była twarda i dość krucha, choć nie trzaskała. Na dotyk i oko sprawiała wrażenie trochę pyliście-tłustej; tylko ciemny krem od razu przedstawił się jako wilgotn...awy. Był gładki i zwarty, ale także plastyczny i wilgotny. Przeciwieństwo zwartego, gęstego, ale sztywnego nugatu o wysokiej tłustości, który odebrałam jako zbity i oleisty. Ten był wypełniony drobinkami konopi. 
W ustach czekolada biała rozpływała się w tempie umiarkowanym w sposób tłusto-pylisty i kremowy. Miękła i robiła się bardzo tłusto mleczna. Warstwy nieco opornej owocowej czekolady podbiły proszkowość, acz całościowo pod białą spójnie się podpięły, by zaraz razem z nią odsłonić kremy.
Konopny rozpływał się... dziwnie. Zarówno z oporem, jak i raczej szybko. Otóż opływał ślisko-oleistymi falami, zachowując twardawą zwartość. Robił to w miarę równo czasowo z czekoladami, ale się z nimi nie mieszał. Przejawiał wodnistość i pylistą proszkowość; wypuszczał z siebie drobinki konopi. Te wydały mi się nieokreślone, jak... sprężyste, gumkowe (myślę o "wiórko-kulkach" jakie zostawiają gumki-myszki do ścierania) orzeszki.
Z kremem czekoladowym już sprawa wyglądała łatwiej, bo miękł prędko i trochę wyciskał się spod czekolad, by złączyć się z nimi w tłusto-kremowej miękkości. Także on był maślano-mlecznie, aż śliskawo tłusty i dość gładki. Rozpływał się nieco szybciej od konopnego.
Całość mocno się trzymała. O ile kremy w miarę łatwo rozdzielić, tak oddzielenie czekolad graniczy z cudem.

Przy odgryzaniu kawałka od razu czuć białą czekoladę i motyw alkoholu, jednak w ustach oczywiście to od niej wszystko się zaczyna.
W smaku biała czekolada przywitała mnie silną słodyczą wanilii i pełnym, maślano-mlecznym smakiem. 
Nagle przełamała ją cierpkość ciemnych owoców, które zaraz obudowały się słodyczą. Słodka i mocno owocowa okazała się czekolada porzeczkowa, zaraz upuszczając też lekki kwasek. Przodowały w niej porzeczki czarne, acz w całości wyszła ogólnie leśnoowocowo, po czym połączyła białą czekoladę i kremy. Odezwały się mniej więcej równocześnie w połowie rozpływania się kęsa, ale ciemne dynamiczniej i głośniej egzekwowało swoją pozycję.

Czekoladowo-śliwkowe odezwało się szybciej, przez chwilę wydało się mieć mocniejszy smak, ale to chwilowe. Wchodziło poprzez niemal cukrowy, mocny alkohol i cierpkość owoców, którą podkręciła czekolada owocowa. W kremie czuć motyw wędzono-suszonych węgierek, których soczystość i kwasek rosły wraz ze słodyczą. Mocny alkohol nie stłumił smaku, który na moment ułożył się w truflową śliwkę w czekoladzie o przyjemnej cierpkości i gorzkości. Mimo iż charakterne, śliwki były jedynie alkoholowego pochodzenia, przez co w całości z czasem się gubiły. Alkohol aż lekko rozgrzał gardło i język. Łącząc się z białą czekoladą sprawił, że drapanie w gardle czułam już w połowie rozpływania się kęsa i zaklasyfikowałam je jako głównie cukrowe. Potem już jego smak rozmywał się na rzecz reszty.

Maślaność czekolad podchwyciło nadzienie konopne. Odezwało się też lekką pudrową słodyczą, która jednak była niska, uwypuklając dodatkowo wytrawność masła. Oleista goryczka miała w sobie sporo roślinnie-mdławego smaku, który skojarzył mi się z sianem i grzybami. Wyobraziłam sobie uduszone w maśle pieczarki... może ze śmietanką... śmietaną? Zrobiło się trochę mdło orzechowo. Z czasem słodycz i w nim nieco wzrosła za sprawą całości, acz krem konopny zdecydowanie był jedynie słodkawy. Jego słodycz odebrałam jako w pewien sposób mydlaną i... gryzącą? Czułam w nim złudną pikanterię i przygłuszoną ostrą ziołowość. Tym mieszało się z alkoholem z drugiego kremu. Bliżej końca, gdy nadzienie ciemne znacząco się już rozpuściło albo gdy spróbowałam nugatu osobno, biło po kubkach smakowych grzybową oleistością (?). Ciamkane na koniec drobinki zaś kojarzyły się z sianem.

Pod koniec wszelkie smaki weszły w tłuszczowość, maślaność i "mdło-kartonowe rośliny". Słodycz była silna, ale jakby przymglona, rozmyta w smaku. Waniliowość czekolady uciekła. Alkohol czułam jako rozgrzanie z lekkim motywem owoców ciemnych. Soczysta, charakterna śliwka zmieszała się z porzeczkami, jednak - biedne - zostały stłamszone ciężko-mdłym otoczeniem i poszły w słodziaśną pudrowość.

Po zjedzeniu zostało poczucie lekkiego przesłodzenia oraz gryzienie alkoholu i oleju. Czułam niesmaczny, odpychający motyw roślinnie-oleistego nugatu. Było też echo pudrowej, owocowej słodyczy kontrastowo gryzące się ze śliwkowo-truflowym alkoholem jakby likierowym. Dłużej utrzymywał się "alkohol po prostu" i dziwnie gryzący, roślinny motyw.

Całość mi nie smakowała, ale na pewno nie była zła. Po prostu za dużo napchano w jedną tabliczkę - spokojnie można by* robić z tego dwie. Smaki nie współgrały, a wszystko jakby sobie przeszkadzało, bo końcowo... przemieszały się w jedno, nie wiadomo co. Czekolada porzeczkowa i nadzienie czekoladowo-śliwkowe z brandy wprawdzie wyszły fajnie, ale niestety jasne części je stłumiły niemal zupełnie, przez co i one na niewiele się zdały. Gdyby tak tabliczka ograniczyła się do nich... a to nie. Do smacznej białej czekolady Zottera absolutnie nie mam zarzutów, ale wyszła nieprzyjemnie ze wspomnianymi (dziwnie przesłodziła je) i wytrawnym, sianowo-maślano-grzybowym nugatem. To było maślane i ciężkie, mimo soczystości. Kontrastowe, niepasujące. 
Po jakiejś 1/3 resztę oddałam Mamie, bo czekolada całościowo nie miała ani jednego elementu, który sprawiłby, bym widziała sens jedzenia jej. A jednocześnie... po prostu była, czym być miała. Obstawiam, że bardzo nie lubię konopnych rzeczy (tak jak i biała czekolada - nawet najlepsza - nie kręci mnie). Ocenę musiałam aż przedyskutować z Mamą (ja wahałam się, czy 6 nie będzie zbyt krzywdząca)... Jej opinia była dość ciekawa. Zrobiła gryza i wykrzyknęła: "O Jezus Maria, jakie to ohydne!", a potem pozwoliła kęsowi się rozpuszczać. Gryz, kolejny... I tak zjadła całość, by stwierdzić: "Ale to było dziwne... Właściwie nie wiem, po co to zjadłam, nie wiem, co ja właściwie zjadłam, nie wiem, co w niej czułam. Takie... masło, ale nie negatywnie, a neutralnie. I jakaś goryczka. Czekolady dziwnie połączone, ten krem z alkoholem chyba najlepszy, a ten - konopny, tak? - dziwny, nie umiem o nim nic powiedzieć. Nie smaczny, ale też nie niesmaczny. Całość taka bardzo namieszana, za dużo w niej wszystkiego. Na pewno tłusta. Aż nie można złapać czegoś, dla czego chciałoby się ją jeść, ale nie jest zła.". 
*I w zasadzie... Nie "można by", a "robi się" dwie różne. Krem to ten z Plum Brandy, ale w wersji poskąpionej. Konopny nugat z kolei kojarzę z Hemp Bonbon. Pojedynczo wyraźniej czuć zalety, a taka "łączona" to... kumulacja wad (właściwie wadek? jak obiektywnie spojrzeć).


ocena: 7/10
kupiłam: foodieshop24.pl
cena: 16 zł (za 70 g)
kaloryczność: 538 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, olej konopny, miazga kakaowa, mleko, pełne mleko w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, skrobia kukurydziana, śliwkowa brandy, suszone czarne porzeczki, napój ryżowy w proszku (ryż, olej słonecznikowy, sól), słodka serwatka w proszku, olej słonecznikowy, pełny cukier trzcinowy, lecytyna sojowa, sól, sproszkowana wanilia, chili "Bird's eye", cynamon

czwartek, 6 sierpnia 2020

MIA 65 % Madagascar Hemp & Almond ciemna z Madagaskaru z nasionami konopi i migdałami

Przy turronie jogurtowo-truskawkowym (mimo że nie zawierał migdałów), do głowy przyszło mi połączenie jogurtu i migdałów właśnie. W ogóle jakoś czułam niedosyt prawdziwie dobrych i satysfakcjonujących rzeczy z migdałami. Z pomocą przyszła mi więc dzisiaj prezentowana tabliczka, kolejna tej uwielbianej przeze mnie marki z dodatkiem, na jaką się zdecydowałam. Gdy pomyślałam o kefirowo-jogurtowych nutach Madagaskaru i migdałach - hm, dlaczego nie? Sęk w tym, że drugi dodatek budził we mnie lekką niepewność. Żadna z czekolad z konopiami, jakie jadłam, mnie nie zachwyciła. I nawet nie umiałam sobie wyobrazić, jak to wszystko połączy się z typową dla Madagaskaru nutą cytrusów... Ot, tabliczka-zagadka. Obstawiałam jednak, że nie rozkocha mnie w sobie, jak czyste. Tym bardziej, że wszystko wskazywało na to, iż będzie z posypką, a taką formę lubię ostatnio... mało. Zdecydowanie bardziej podoba mi się to, co robi z dodatkami Naive - dodaje zmielone, zupełnie integralne z czekoladą.

MIA 65 % Madagascar Hemp & Almond to ciemna czekolada o zawartości 65% kakao z Madagaskaru z doliny Sambirano z nasionami konopi i migdałami.

Już w trakcie otwierania poczułam zapach migdałowo-siankowo-suchokakaowy. Przy nachyleniu się nad tabliczką od strony spodu uderzył mnie intensywny zapach grzybów przyprawionych na ostro-słono. Wychodziły z migdałowo-siankowo-orzechowego splotu. Dopiero za tym wszystkim, przy delikatniejszych, bardziej czekoladowych wątkach doszukałam się skąpej, lekko maślano-zgaszono-karmelowej słodyczy i odrobiny słodko-podfermentowanych owoców leśnych. Pomyślałam o wyschniętej ziemi i nabiale. Klimat odebrałam jako trochę roślinnie-migdałowy. 

Przy łamaniu tabliczka zdrowo trzaskała, wydawała się pełna i kremowa, acz przekrój miała ziarnisty. Dodatki dobrze się jej trzymały, tylko trochę się osypywały. Nie przeszkadzało to jednak, ponieważ na posypce nie oszczędzano. Częściowo wtopiona była w czekoladę, ale to zdecydowanie posypka.
W ustach czekolada rozpływała się przyjemnie powoli i gęsto. Cechowała ją gliniastość i szorstkość. Długo zachowywała formę, przypominając w tym suchawy, zapychający krem, który z czasem robił się przyjaźniejszy. Trochę jak... gliniasto-gęsty sernik (przez smak pomyślałam o takim jakimś wegańskim). Nie był zbyt tłusty, a specyficznie wilgotnie-nasączony.
Dodatki okazały się zacnie chrupiące, świeże. Migdały wydały mi się miękko-świeżo-wilgotne i jednocześnie twardawe, tak bardzo pomiędzy - pewnie z racji tego, że konopie były już po prostu twarde.
Wszystko to wyszło spójnie. Jako że spora część tabliczki była czysta, nie miałam wrażenia, że jest za mocno najeżona czy niewygodna w jedzeniu.

W smaku od pierwszej sekundy po ustach rozlała się gorzkawość ziemi, migdałów i orzechów odymionych i lekko w tym dusznych. Dusznych jak... tłusty twaróg niepierwszej świeżości? Wszystko to było dość delikatne, nabierające impetu z czasem. Twaróg początkowo pozbawiony był kwasku, a cechowała go kremowość, łagodność... i jakiś bardziej wegańsko-kaszowy smak. Pomyślałam o goryczkowato-dusznej kaszy jaglanej i sianie. Gorzkość rosła, rozkręcając coraz to intensywniejszą ziemistość.
Miałam wrażenie, że całość przesiąkła nieco dodatkami.

Słodycz na pewno opierała się na mocno palonym, wręcz odymionym i przygaszonym karmelu, ale w dużej części pochodziła także od owoców. Wśród ziemistych nut kryły się leśne... trochę podfermentowane, goryczkowato-słodkie. Wyodrębniłam jeżyny i jagody, borówki amerykańskie.

Goryczka tchnęła lekkie cytrusy: skórkę cytryny, grejpfruta... i chyba grejpfruta całego, ale raczej mało soczystego, suchego. Dopiero tu mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa wkroczyła kwaśność. Należała do cytryn i robiła wybiegi do twarogu - pomyślałam o jakimś cytrusowym jogurcie.

Zaraz zrobiło się bardziej jogurtowo-kefirowo rześko. Czułam kwaskawy, charakterny twaróg i coraz więcej cytrusowo-cytrynowego soku.
Nabiał zdawał się tworzyć tło.

Zaraz wyraźniej wkroczyły też dodatki, których nie musiałam rozgryzać, by poczuć. Zaczęłam je przewracać i lekko podsysać. Pod sucho-skórkowe nuty wpięły się migdały. Odznaczały się lekko duszno-gorzkawym, niemal neutralnym smakiem. Były świeże i łagodne, ale przemieszane z kaszowo-roślinnymi elementami. Wyraźnie czułam więc nie same migdały a jakby "migdały z czymś" - tak zupełnie integralnie. Były to... migdałowe grzyby? Goryczkowate, jak trufle (grzyby) albo jakiś ostry z nich sos... oliwa truflowa? W pewnym momencie pojawiła się subtelna pikanteria. Doszukałam się motywu goryczkowatego oleju (coś a'la kokosowy). Mieszało się to z odymiono-migdałowo-ziemistą bazą, nie było napastliwe.

Dodatki gryzione bliżej końca podkreślały goryczki czekolady, ta zaś napierała na nie owocami i słodyczą karmelu, który po fali migdałów, grzybów i roślinności, zrobił się bardziej maślany. Migdały oczywiście wyraźnie smakowały sobą. Świeżymi, bezskórkowymi, a więc delikatnymi, niemal neutralnymi. Konopie zaś... wyszły roślinnie-grzybowo i ostro. Chwilami wydawały mi się słonawe, chwilami bardzo pikantne. Trochę mi to zgrzytało ze smakiem madagaskarskiego kakao, które normalnie jest rześko-soczyste. Tu wyszło tak... dusznawo.

Po wszystkim pozostał właśnie dziwny, grzybowo-maślano-pikantny posmak. Czekoladowość trochę czmychnęła w ziemię i orzechy, czemu dopomogły migdały. Delikatne owoce... widziały mi się jako pestki owoców leśnych i suche skórki cytrusów. Leciuteńki kwasek wplótł się w słodycz, która też pod koniec jakoś tak przypomniała o sobie.

Całość wyszła intrygująco i dziwnie. W zasadzie mi smakowała, ale... kładę nacisk na "w zasadzie". Podobało mi się, że były też fragmenty bez dodatków, bo mogłam w pełni cieszyć się samą czekoladą, i tak jednak trochę nasiąkniętą nimi. Dodatki... współgrały, a jednocześnie pasowały do bazy, nie pasując do nut... nie do wszystkich. Ziemistość uległa zmianie w roślinnie-wegańskie klimaty, nabiałowy kwasek wycofał się. Owoce leśne... przegrały. Cytrynom udało się wybić. Orzechowość i karmel były wyraźnie wyczuwalne, ale przy nich robiło się jakoś maślanie, w co wkręciły się migdały i dziwaczne, roślinno-grzybowe, ostrawe konopie. To dziwny dodatek. Niby pasował, ale chyba po prostu nie jestem ich wielbicielką. Lubię niektóre grzybowe nuty w czekoladach, niektóre czekolady z grzybami mi smakowały (Naive Porcini i Zotter Kandierte Preiselbeeren / Candied Cranberries). Np. Georgia Ramon 70 % Pfifferlinge / Chanterelles tak sobie - a ta właśnie z nią się kojarzyła. Dobrze zrobiona, przemyślana, ale niezbyt moja. Zjadłam całą, ale z poczuciem "hmmm".


ocena: 7/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 17 zł (za 75 g; dostałam zniżkę)
kaloryczność: 558 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, migdały 6%, nasiona konopi 4%, lecytyna słonecznikowa.

niedziela, 3 lutego 2019

Zotter Hemp Bonbon ciemna 70 % z konopnym nugatem z karmelizowanymi nasionami konopi i cienką warstwą białej kokosowej czekolady

Na spożywczym rynku jakiś czas temu nasiona konopi stały się coraz powszechniejszą ciekawostką, mi jednak były i są zupełnie obojętne. Cenię sobie pomysłowość, więc chyba nie dziwne, że przypadł mi do gustu mi się zamysł "dla błyskotliwych" Zottera - Hempseed and Mocha. Z kawą? No, jak to kogoś nie pobudzi, to chyba mu już nic nie pomoże! To podoba mi się, bo lubię pomysłowość. Drugą czekoladą z nugatem konopi jaką jadłam była Zotter "Boozy Couple" Hemp and Schnapps, która podeszła mi nieco mniej. Obie reprezentują jednak całe kompozycje, połączenia. A właściwie dalej nie wiedziałam, jak taki czysty nugat konopny sam w sobie smakuje. W końcu oddzielanie małego skrawka to nie to samo, co zjedzenie tabliczki nadzianej prawie tylko takim nugatem. Nie, żebym się jakoś specjalnie napaliła (he he), ale...


Zotter Hemp Bonbon to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao z konopnym nugatem z karmelizowanymi nasionami konopi i cienką warstwą białej kokosowej kuwertury ("czekolady" - chciałoby się napisać, ale to raczej polewa); wegańska.

Po otwarciu poczułam intensywny zapach gorzkawego dymu i... Grzybów. Łączyły się one z mocno paloną ciemną czekoladą, prażonymi orzechami i nutą kojarzącą się z ziołami i / lub sianem. Po przełamaniu grzybowy wątek nasilił się do tego stopnia, że na myśl przyszły mi pieczarki ze śmietaną. I właśnie, do wszystkiego doszła jeszcze śmietankowo-mleczno-maślana toń. Kompozycja wydała mi się dziwnie wytrawna.

Przy łamaniu tabliczka okazała się twarda, konkretna i w pewien sposób krucha.
Podzielenie na części nie sprawiało większych problemów, toteż kawałek spróbowałam właśnie tak, ale w sumie wszystko czułam prawie tak samo, gdy przegryzałam się przez całość; białej czekolady było tak mało, że trudno cokolwiek o niej powiedzieć.
Czekolada rozpływała się kremowo, a warstwa białej kokosowej stanowiła tłusto-suchawe przejście do nadzienia.
Nugat okazał się strasznie tłusty w maślanym kontekście. Był wręcz śliski, ale przy tym zbity i wolno rozpływający się. Dużo znalazło się w nim nasion o lekko chrupiącej i zarazem świeżo-miękkawej strukturze.

W smaku sama czekolada smakowała karmelowo, ale minimalnie słodko, a bardziej w kontekście paloności i o wiele bardziej gorzkawo - też w palonym, choć już bardziej dymnym kontekście. Kojarzyła mi się z zawilgoconym dymem i w zawilgoceniu tym poczułam jakąś grzybową sugestię.

Słodycz podbiła białoczekoladowa warstwa, dodając odrobinę maślano-orzechowej nuty. Paradoksalnie wprowadziła pewną neutralnawość / mdłość. (Próbując osobno, ustaliłam, że w całości to chyba właśnie ona dodawała lekko kwaskowatą nutę, bo nugat wydał mi się bardziej "czysto słodki".)

W ustach bardzo szybko rozprzestrzeniał się smak śmietankowo-maślany. On był raczej mdło-neutralny, ponieważ słodycz rosła jakby obok.

A rosła bardzo szybko, bo nie była jednoznaczna. Z jednej strony wydała mi się przypominać cukier puder, z drugiej... słodziaśny karmel. Paloność przechodziła do innych nut, a karmel pozostawał po prostu słodki (nie łączył się jednak z maślanością i w żadne toffi nie przeszedł). Pojawiła się silna nuta wanilii, ale z czasem nieco się zmieniła.

Rósł też smak maślany. Powoli opuszczał orzechy, stając się coraz bardziej grzybowym. Najpierw pomyślałam o zawilgoconych pieczarkach, zakręciła się przy tym "siankowa nuta", ale właśnie gdy wymieszały się z masłem... dołączył do nich i śmietankowy (śmietanowy?) smak. Na moment zrobiło się bardzo wytrawnie, znowu pomyślałam o grzybach w śmietanie, a potem wróciła słodycz.

Dopomogły jej w tym ziołowo-siankowo-orzechowe nuty. Lekko apteczne zioła i jakby jakaś... ziołowa wanilia? Taka mieszanka, do której z czasem dołączył karmel. Była to dziwna mieszanina: słodka, ale z goryczką. Słodycz i grzyby przypominały tu słodkawe, japońskie grzyby shiitake.

Słodycz i maślaność nagle diametralnie wzrosły. Karmel mignął, a po chwili zagłuszyła go lekka pikanteria ziół. Przy rozgryzanych nasionach pikanteria rosła, a tło robiło się śmietankowo-mdłe. W oddali na moment wychylił się leciutki kwasek, ale zaraz zakrył go dymno-pikantnawy smak.

Zrobiło się bardziej orzechowo, palono-ziołowo i wszystko to wyciszyła spokojna, gorzkawa ciemna czekolada.

Posmak został właśnie ciemnoczekoladowy i palono-ziołowy. Czułam też ogrom masła oraz grzybową sugestię. Odczuwałam słodycz, ale wcale nie wydawało mi się, że zjadłam coś bardzo słodkiego.

Całość była dziwna, jakoś mi nie podeszła. Wydała mi się za mało czekoladowa, dziwnie złożona. Czekolada przyjemna, ale nadzienie? Okropnie słodkie, ale nie że przesłodzone, tylko... ta jego chwilami pudrowa słodycz gryzła się z tym, jak smakowało. Bo smakowało grzybami w śmietanie i masłem. Miało to jednocześnie mdły, jak i pikantnie-ziołowy klimat. Wydaje mi się, że chodzi o to, że złudzenie śmietanki utworzyły tłuszcze i napój ryżowy, a więc coś, czego nie lubię. Plączący się lekki prawiekwasek (jak z Labooko Coconut) chyba tę śmietanowośc podkręcał. Grzyby może nie były aż tak pierwszoplanowe, ale to... taka niechciana w czekoladzie grzybowość.

Całość była mi chyba za... za wegańska? Mdła, słodka, a jednocześnie wytrawna w sposób "jedzeniowy", a nie ciemnoczekoladowy.
Nie była zła, bo chyba konopie czuć wyraźnie (smakowała tak specyficznie, że to pewnie one), ale po prostu nie dla mnie.


 ocena: 6/10
kupiłam: biokredens.pl
cena: 16 zł (za 70g)
kaloryczność: 585 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: surowy cukier trzcinowy, nasiona konopi, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, sproszkowany napój ryżowy (ryż, olej słonecznikowy, sól), wiórki kokosowe, olej słonecznikowy, proszek kokosowy (mleko kokosowe, maltodekstryna), lecytyna sojowa, sól, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier), sproszkowana wanilia, lecytyna słonecznikowa

poniedziałek, 2 lipca 2018

Zotter Hempseed and Mocha (For Flashy Ones) ciemna mleczna 60 % z nugatem z konopi i orzechów laskowych oraz kremem kawowym

Ostatnio w ogóle nie nachodzi mnie ochota na nugaty - nawet te dobre i nie za słodkie. Z kawowymi słodyczami mam podobnie - nigdy nie wychodzą tak kawowo, jak bym sobie życzyła. Dziś przedstawiana czekolada nigdy nie wzbudzała we mnie specjalnie wielkich emocji, ale od dawna zalegała na liście "kiedyś tam kupić". Dodatkową motywacją było opakowanie, którego grafika nie wiadomo dlaczego kojarzy mi się z kosmosem, jakąś inną galaktyką (a bardzo lubię kosmiczne klimaty), ale... gdy w końcu zamówiłam, przyszła w "opakowaniu specjalnym". No cóż: pech. Miałam nadzieję, że przynajmniej wnętrze zaskoczy mnie pozytywnie.


Zotter Hempseed and Mocha (For Flashy Ones) to ciemna mleczna czekolada o zawartości 60 % kakao z nugatem z prażonych ziaren konopi i orzechów laskowych oraz kremem kawowym.

Po rozchyleniu papierka poczułam intensywny zapach kawy z mlekiem i jakby trochę gorzkawego dymu łączącego się z orzechami. Kryła się w tym pewna... oleistość? Nuta jakiś pestek / nasion? Sama czekolada zdawała się podporządkowywać wymienionym.

Przy łamaniu tabliczka wydała mi się twarda i zwarta. Tradycyjnie kremowa czekolada skrywała dwa nadzienia.
Ciemne (kawowe) było plastyczne i tłuste w śmietankowo-mlecznym kontekście, jak również idealnie gładkie. Rozpływało się szybciej niż jasny nugat. Ten najpierw wydał mi się suchawo-kruchy, ale w ustach już nie. Rozpływał się niby gładko, ale bardzo gumiasto i na grudki (kojarzyło mi się to z gumką do ścierania).

W smaku sama czekolada wyszła wyjątkowo statecznie, bo nie za słodko, trochę mlecznie, a w dużej mierze kawowo-orzechowo, ale przez to, że przesiąkła nadzieniami.

Tabliczkę jadłam a to przegryzając się przez całość, a to dzieląc na warstwę - i tak dobrze, i tak.
Gdy nie dzieliłam, najpierw odzywał się nugat konopno-orzechowy, potem ster przejmował krem kawowy, a że konopny rozpuszczał się wolniej, to do niego należała końcówka.

Nugat w pierwszej chwili wydał mi się "mgliście słodki", tak trochę chłodno, jak słodzik albo anyż / lukrecja, ale po chwili słodycz tej części pomknęła w kierunku... cukierkowym. Skojarzyło mi się to z gumą balonową, jednak jakąś wymyślną, bo trochę toffi-orzechową, ostrawą. Orzechowość ta po części ewidentnie pochodziła od słodkiego, mlecznego nugatu z orzechów laskowych, ale miała w sobie też nutkę... bardziej siankowo-gorzkawą. Gorzkawość to chyba jednak niezbyt trafne słowo... Jakby jakieś przyprawy, ale... pikantna wanilia? Stłumiona i oleiście zbożowa. Powiem tak: wyraźnie czuć specyficzny smak nasion konopi (znany mi już z innych czekolad Zottera).

Kawowy krem wkradał się w bardziej mlecznym momencie, mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa. Odznaczał się znikomą słodyczą, która kojarzyła mi się trochę z karmelem (lub toffi) i mocno mleczną bazą. To ona świetnie spajała wszystkie części czekolady i wyszła smakowicie naturalnie przy siankowych nutach nugatu, a - co uważam za największą zaletę - wcale nie zabiła goryczki kawy. Kawę czuć w tle cały czas, zaś w momencie debiutu ciemnego kremu zaprezentowała się, jak należy. To wyrazista kawa z mlekiem, to fakt, ale nie żadne rozmyte i zasłodzone latte czy cappuccino.

Na końcówce co prawda wzrastała słodycz (i to znacząco), jednak siankowa orzechowość i pikantne nutki też nie pozostawały bierne. Na języku czułam dziwne odrętwienie... ale nie tyle wywołane ostrością, co jakby efektem lukrecji (ale bez wyraźniejszego jej smaku).

W posmaku pozostawało za to mnóstwo mleka, kawa i... może jakieś słodkie nutki - tak namieszane, że aż nie do nazwania.

Czekolada wyszła łagodnie, statecznie i bardzo harmonijnie. Odebrałam ją jako ciekawie naturalną, bo taką... mocno mleczną, łagodnie orzechowo-siankową. Nie była gorzka, a już na pewno nie pikantna, ale te motywy nadały jej zdecydowanego wyrazu, podkreśliły. Nie wyszła mdło, mimo że delikatnie. Smaczna i ciekawa, choć gumkowość i gumowość (haha, cóż za duet), a także ogólna tłustość znalazły się na mojej granicy tolerancji.


ocena: 8/10
kupiłamfoodieshop24.pl
cena: 16 zł
kaloryczność: 533 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, nasiona konopi 12%, pełne mleko w proszku, mleko, syrop glukozowy z cukru inwertowanego, orzechy laskowe, sproszkowany napój ryżowy (ryż, olej słonecznikowy, sól), masło, kawa w proszku 0,4%, ziarna kawy 0,4%, słodka serwatka w proszku, lecytyna sojowa, pełny cukier trzcinowy, sól, wanilia, cynamon

czwartek, 25 stycznia 2018

Zotter "Boozy Couple" Hemp and Schnapps ciemna 70 % z nugatem z konopi i kremem morelowym z brandy

Nowości Zottera właściwie kupuję w ciemno - lepsze czy gorsze, lubię je odkrywać. Do morelowych nadzień po Verjuice Green Grapes i po niesmacznej Buttered Bread with Apricots jestem nieco sceptycznie nastawiona, ale na dzisiejszy obiekt recenzji zaświeciły mi się oczy. Spokojnie, to tylko z ciekawości, bo czekolada pozbawiona jest związków THC. Konopny nugat co prawda już próbowałam (ArtificialFertiliser for Spirit and Soul), ale byłam ciekawa, jak sprawdzi się z ryzykownym morelowym nadzieniem. Tu jednak pozytywnie nastawiał fakt, że użyto brandy znanej marki Golles, której produkt już pojawił się w jednej z nowych tabliczek - Balsamico.


Zotter "Boozy Couple" Hemp and Schnapps to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao nadziewana nugatem z konopi (30%) i kremem morelowym na bazie moreli i morelowej czekolady z morelową brandy Gölles (30%).

Po otwarciu poczułam bardzo smakowity zapach ciemnej czekolady i alkoholu, ogólnie w nieco gorzkawo ziołowej tonacji. Po przełamaniu alkohol wydał mi się cudownie mocny, choć i słodszy. Na to pewnie przełożyła się nuta moreli.

Tabliczka była twarda. Odebrałam ją jednak jako kruchą i suchą, jednak w ustach nie znalazło to 100%-owego potwierdzenia.
Trudno było to rozdzielić na warstwy.
Czekolada rozpływała się tradycyjnie kremowo, a konkretne i zbite nadzienia w sumie też, ale sprawiały wrażenie oporniejszych, bo takich... bardzo gęstych.
Krem morelowy nie był zbyt soczysty, a jego owocowość przełożyła się na to, że wydał mi się nieco śliski.
Nugat z kolei był krucho-suchawy, ale i tłustawy. Rozpływał się z trochę dziwnym efektem gumki do ścierania, trochę w grudki, ale w większości gładko.

W smaku czekolada jak zwykle pokazała smakowitą, gorzkawą klasę. Do jej przyjemnie palonego charakteru szybko dołączyły dymno-ziołowe przebłyski idealnie się w nią wpisujące.

Bierny nie został też soczysty smaczek moreli przebijający się raz po raz. Gdy krem morelowy się odsłonił, uraczył mnie bardzo wyrazistym smakiem najprawdziwszych moreli oraz nieco maślano-mlecznym. Smakowały kwaskowato, trochę tylko słodko jak te suszone (być może "suszoność" owoców podkreślały inne nuty tabliczki). Zaraz jednak wzrastała i słodycz, a wraz z nią ewidentnie brandy. Dłuższą chwilę była to tylko nuta, potem przyjemnie rozgrzała gardło. Wyszła dość konkretnie, ale nie uderzająco do głowy, bo przez owoce i słodycz wydała mi się wręcz likierowa, albo i trochę cukierkowa.

Konopny nugat rozwijał się w smaku bardzo powoli, systematycznie. Najpierw wypuścił nieco ziołową nutę, która miała w sobie i lekką gorzkawość, i nugatową słodycz. Wzrosła tu taka gorzkawa orzechowość-roślinność, a potem  wydawało mi się, że i akcenty słonawe (z roślinnością kojarzyło mi się to z sianem) oraz pikantne. Przełożyły się na niemal alkoholowy wydźwięk i tej warstwy. Zwłaszcza pikanteria cudownie zagrała z morelową brandy.

W połączeniu w pewnym momencie wszystko to stworzyło chwilową iluzję owocowo-ziołowych cukierków i ziołowo-owocowych nalewek.

Gorzkawe nuty, alkoholowy klimat dobrze podsumowała czekolada, zamykająca kompozycję i zostająca wraz z nimi i morelowym kwaskiem, a także sporą ilością "alkoholowej słodyczy" w posmaku.

Całość wyszła intrygująco. Smaki wydały mi się przytłumione i zarazem konkretne, ciężkie - jak i konsystencja. Było słodko, ale w taki również przytłumiony sposób. Konopny nugat bardzo mi smakował, morelowa warstwa w sumie też była dobra, ale nie wydają mi się połączeniem idealnym. Ciemna czekolada dobrze je jednak połączyła.


 ocena: 8/10
kupiłam: foodieshop24.pl
cena: 16 zł
kaloryczność: 548 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, nasiona konopi, brandy morelowa, syrop glukozowy z cukru inwertowanego, suszone morele, koncentrat morelowy, puree z moreli, odtłuszczone mleko w proszku, napój ryżowy w proszku (ryż, olej słonecznikowy, sól), migdały, masło, lecytyna sojowa, słodka serwatka w proszku, sól, nierafinowany cukier trzcinowy, wanilia, płatki róż, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier)

piątek, 13 listopada 2015

Zotter ArtificialFertiliser for Spirit and Soul ciemna z nugatem z konopi i aroniowo-kokosowym kremem z wiórkami, żeń szeniem, guaraną, korzeniem maca, baobabem i chlorellą

Chciałam zjechać falę "zdrowego odżywiania", ale doszłam do wniosku, że za dużo osób poczułoby się urażona, więc krótko napiszę, że nie podoba mi się to reklamowanie wszystkich fit / eko / bio produktów i fakt, że ludzie dostają na ich punkcie obsesji. Uważam, że to głównie (oczywiście nie we wszystkich przypadkach) marketing. To, że ludzie coraz częściej ściągają zza granicy super zdrowe wymyślne jedzenie, mające cudowne właściwości i skomplikowane nazwy. "Dar od bogów" plemienia A, "cudowny wynalazek" plemienia B... Może te plemiona po prostu zastosowały ten sam chwyt, co ludzie wykorzystują teraz? Jedni zaczną coś wychwalać, to i reszta się rzuci. W końcu, mimo cudownych wartości zawartych w danych roślinach, żadne starożytne ludy do naszych czasów nie przetrwały. 

Warto się nad tym zawsze trochę zastanowić i nie wierzyć we wszystko, co czyta się w internecie, ale warto również pozostać otwartym na wszelkie nowości. W końcu kto wie, może rzeczywiście coś w tym wszystkim jest? Tutaj przechodzimy do tematu "superfood", w którym ja nie siedzę, ale to i owo słyszałam.
Nic nie sprowadzam zza granicy przez internet, bo nie wierzę w to, że tamte rośliny mają coś, czego nie można znaleźć u nas. Aronia - niedoceniona i zapomniana, a z tyloma właściwościami! Warto o niej trochę poczytać w wolnej chwili.
Ludzie na całym świecie potrafią jednak wykorzostać jakoś to, co u nich rośnie. Czy to w celach zarobkowych, czy leczniczych (albo to i to na raz). Chiński żeń szeń rzekomo jest jednym z najważniejszych azjatyckich ziół. Nic dziwnego, skoro dodaje energii, wzmacnia pamięć i kondycję, a także obniża cholesterol. Ciekawe, dlaczego Azjaci żyją tak długo?
Guarana? Ciągle o niej słyszę, a czym naprawdę jest? "Darem bogów" z dorzecza Amazonki 4 razy silniejszym od kawy i od niej zdrowszym. Zapobiega miażdzycy i, tu coś dla mnie, pomaga na migrenę.
Czymże jest bogaty w witaminę C baobab, przy korzennym korzeniu maca wzmacniającym mięśnie i pamięć, wystąpującym jedynie w górach w Peru (znowu coś dla mnie).
A chlorella? Malutka alga, będąca multiwitaminą natury, o której na razie wyczytałam tylko, że jest anty-rakotwórcza i oczyszcza z toksyn, a także, jak wszystkie poprzednie wypisane, dodaje energii.

Pewnie zapytacie: co to wszystko ma wspólnego z tematyką bloga? Już odpowiadam: Zotter ArtificialFertiliser for Spirit and Soul czyli ciemna czekolada 70 % z nugatem z konopi (20%) i aroniowo-kokosowym (40%) kremem z wiórkami kokosowymi oraz żeń szeniem, guaraną, korzeniem maca, baobabem i chlorellą.


Wyjęłam tabliczkę z opakowania z jakże interesującym rysunkiem, a kiedy otworzyłam złotko i zobaczyłam błyszczącą, bardzo ciemną, tabliczkę poczułam cudownie smakowity zapach tylko co upieczonego murzynka, z ogromną ilością gorzkiej czekolady. Zbliżyłam ją do nosa. Przy kolejnym wdechu jej aromat skojarzył mi się raczej z alkoholową truflą.

Tak też spróbowałam najpierw samej czekolady. Smak ma równie boski, co zapach: cierpki, lekko tylko słodkawy i bardzo kakaowy w sposób czysty i wręcz lekko surowy. Ta czekolada jest bardziej po prostu kakaowa, niż "czekoladowa". Pyszności.

Nugat z konopii nie jest idealnie gładki. Właściwie przypomina marcepan, na który ktoś zmielił migdały za bardzo. Ma lekko gumowatą, grudkowatą strukturę, jest plastyczny, a mimo to zbity. W smaku... zaskakujący. Silna jest tu nuta mleczna i słodycz, ale także lekko gorzkawy smak orzechów i siana (?).

Ganasz aroniowo-kokosowy ma wyraźniejszy smak. Również jest słodki i trochę mleczny, ale dochodzi wiele innych akcentów. Przede wszystkim jest nieco soczysty i słodki w owocowy sposób. Aronię czuć wyraźnie: jej gorzkawość i delikatny kwasek, ale jest ona trochę przyćmiona przez ogólne zestawienie smaków. Kokosowy smak jest tu dość silny, obecny w całej warstwie, ale kumulujący się przy raczej miękkich wiórkach. W tym wszystkim, co jakiś czas, bardziej wybija się pewna gorzkawość, czy korzenna-ziołowość. Słodycz jest silna, ale tylko to wszystko łączy, a nie przyćmiewa. Ta część jest gładsza od konopnej (nie licząc wiórek) i mleczno-maślanie tłustsza od niej.

Przegryzając się przez całość, o dziwo, wszystkie smaki czułam chyba jeszcze wyraźniej. Najpierw gorycz czekolady, potem wzmocniona goryczka (z odrobinę kwaskowatą "owocowością") aronii i zapewne innych dodatków, kokosowo-mleczna słodycz z ciepłymi, korzennymi nutami i w końcu ten konopny, bliżej nieokreślony, smak słodkawo orzechowy z nutami siana i tutaj, przy tej warstwie, nasilił się motyw ziół, a i słodycz w pewnym momencie wydała mi się nieco mdląca. Za chwilę jednak została zalana goryczą czekolady.

Teraz wiem, że wszystkie te dodatki nie były tylko "ot tak sobie" - wbrew pozorom sporo wniosły do czekolady, bo było w niej wiele "smaczków" zbyt dobrze mi nieznanych. Warstwa z nasion konopi była interesująca, a samo połączenie kokosa i aronii... wydało mi się trochę przyćmione przez słodycz, chociaż i tak bardzo dobre. Czekolada na wierzchu była po prostu cudowna. Z chęcią zjadłabym ją także jako czystą tabliczkę.


ocena: 9/10
kupiłam: zamówiłam u dystrybutora
cena: 16 zł
kaloryczność: 485 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: surowy cukier trzcinowy, masa kakaowa, masło kakaowe, nasiona konopi, pełne mleko w proszku, sok z aronii, wiórki kokosowe, syrop glukozowy z inwertowanego cukru, mleko, napój ryżowy w proszku (ryż, olej słonecznikowy, sól), odtłuszczone mleko w proszku, sproszkowany kokos (mleko kokosowe, maltodekstryna), masło, skoncentrowany sok cytrynowy, sól, lecytyna sojowa, chlorella w proszku, baobab, żeń szeń, maca w proszku, guarana, wanilia, proszek cytrynowy (skoncentrowany sok cytrynowy, skrobia kukurydziana, cukier) lecytyna słonecznikowa, cynamon