czwartek, 8 grudnia 2022

Mulate Cannabis dark chocolate with Hemp Protein and Sweetener ciemna 70 % z konopiami i erytrytolem

Po rozczarowaniu, jakim w 2021 okazała się zmieniona Mulate 88 %, zupełnie nie spieszyło mi się do dwóch pozostałych ciemnych, które wzięłam razem z nią. Było to podczas zakupów z ojcem, więc on płacił. Stąd i nie zainteresowałam się dokładniej składami. Czekolady z konopiami nigdy mi nie smakowały, ale wtedy Mulate ufałam i uznałam, że może akurat udało im się coś przyjemnego zrobić. I przez to wrąbałam się w czekoladę ze słodzikiem, brawo ja. Przynajmniej opakowanie miała piękne. W końcu, w okolicach przyjazdu ojca, postanowiłam chociaż spróbować (obstawiając, że na spróbowaniu się skończy).

Mulate Cannabis dark chocolate with Hemp Protein and Sweetener to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao z białkiem konopnym, słodkim prebiotykiem (inuliną), słodzona słodzikiem: erytrytolem (zamiast cukru); produkowana przez Naive.

Po otwarciu poczułam zapach czarnej kawy z mocnym aspektem silnego palenia oraz soczyście-słodkim, wiśniowo-truskawkowym tłem. Owoce wydały mi się częściowo aż pudrowe. Truskawki przedstawiły się jako słodkie, liofilizowane i sproszkowane owoce, przemieszane z motywem cukru pudru, który stał obok słodziku. Ten wiązał się, i poniekąd wypływał, z mnóstwa ziołowo-sianowatych nut. Do głowy przyszedł mi żeń-szeń (wg mnie pachnie jak siano) i mięta. Ostatnia rozkręciła rześkość - inaczej kompozycja byłaby ciężka.

Twarda tabliczka trzaskała niezbyt głośno, ujawniając zbity, jakby sprasowany przekrój. Była krucha i gładka, a w dotyku ewidentnie pylista. Przy odgryzaniu kęsa wydała mi się dziwnie twardo-pylista, jakby była taflą z utwardzonego pyłu.
W ustach rozpływała się powoli i, zwłaszcza początkowo, opornie. Była aksamitna, też jakby chciała udawać zamsz, a jednocześnie mącznie-suchawa i maziście-maślano tłusta. W gęsty sposób. A jednak także lekko kremowa, zalepiająca... w ciężki i niezbyt przyjemny jednak sposób. Wydała mi się miękkawa, ale jakby tylko z wierzchu. Okazała się mączna i pozostawiająca właśnie mączno-pyliste wrażenie, które robiło drobną aluzję do węgla rozrabianego w wodzie.

Od początku po ustach rozchodził się smak węgla i związanej z nim delikatnej gorzkości oraz mocno palony wątek. Ten przytoczył trochę dymu, a zaraz sporo czarnej kawy.

Z czasem zaczęły wyłaniać się akcenty wiśni i ogólnie kwaskawo-owocowe. Przywodziły na myśl jakąś słodką, czerwoną marmoladę. Nie mocne, nie soczyste, a dziwnie osłabiające gorzkość i kierujące uwagę na słodycz.
Ta nie od początku była oczywista, ale czuć ją niepodważalnie. Wydała mi się chłodno-rześka, trochę jakby "czysta" bez określonego smaku. Słodzik trochę zdradzał swoją obecność. 

W tym czasie baza złagodniała do mieszanki masła i mąki. Wydała mi się mdława, jedynie lekko gorzkawa, po czym poszła w bardziej mączno-roślinnym kierunku. Chyba konopie już nieśmiało zaczęły zdradzać swój wkład. Do głowy przyszedł mi żeń-szeń zarówno w formie suchej i bardzo sianowatej, jak i zaparzonej. To wiązało się z ogólną ziołowością. Kwaski owoców z tła podpowiedziały mi kwaskawą białą szałwię, a także inne... Z czasem zaczęła się wśród nich kumulować gorzkość i cierpkość.

Odnotowałam lekko ziemisty wątek, do którego doskoczyła dziwna goryczka i mdły smak jakby... mącznych grzybów? Tak, zdecydowanie czuć tu konopie (utwierdziłam się, że nie lubię ich smaku). Trochę kojarzyło się to z produktami proteinowymi... taak, właśnie z konopiami. Nie rządziły całą tabliczką, ale pobrzmiewały cały czas.

Słodycz rosła na boku, by jakoś w połowie rozpływania się kęsa przybrać ewidentnie słodzikowy charakter. Skojarzyła mi się ze słodkimi lekami, np. tabletkami na gardło w jakimś miętowo-eukaliptusowym wariancie, tylko że... z wyciszonym smakiem. Niewątpliwie słodkimi. Słodycz zawarła w sobie też pewną goryczkę. Na zasadzie kontrastu z mdłą, maślano-sianową bazą wydawała się zbyt istotna w kompozycji i irytująca.

Całość zawarła w sobie też nawet śmietankowość... Czułam jakby naturalnie słodkawe mleko? To jednak częściowo gubiło się w mączności. Gorzkość po osłabnięciu już nie wróciła do wyrazistej mocy. Zrobiła się za to lekowa. Pomyślałam o białych lekach i leku Smecta... Nie były to silne nuty, ale jednak istotne. Ich gorzkość wydała mi się jakaś karykaturalna. Z palenia też się jakoś wyprała... Nieśmiało pobrzmiewała kawą na końcówce. Mąka zrobiła się nieco orzechowa, ale wciąż bez polotu. Podporządkowała się słodyczy.

Owoce także się jej poddały. Pomyślałam o czymś wiśniowo-truskawkowym i słodzikowym. Chwilami zahaczały o jakby nieco zwietrzałe wino i fermentujące owoce. Myślom zdarzyło się też lecieć do właśnie tabletek lub jakimś prozdrowym, białkowym budynio-deserze w tym wariancie. Trochę kwasku podsyciło wiśnie, pomagając sobie splotem goryczkowatej limonko-cytryny, ale... także one osiadły w słodyczy jakby były wariantem czegoś ze słodzikiem. Ewentualnie marmoladą... Może nawet z różaną (ale jakby perfumowego pochodzenia?) nutką. 

Po zjedzeniu czułam posmak, a w zasadzie niesmak, słodziku z dziwnie chłodnym efektem, a także mdławy, maślano-mączny wątek. Miałam wrażenie, jakbym rozgryzła jakieś leki (nie dużo, ale jednak). Do tego trochę cierpkości... słodzikowo-owocowej. Lekko palony wątek czekolady kojarzył się z tworami kakaowo-karobowymi, pylistymi... nie zaś samą czekoladą. Czuć też dziwną roślinność, niedookreśloną.

Czekolada mi nie podeszła. Mdła, a irytująco słodka i gorzkawa, nie dość, że nawet nie gorzka, a gorzkawa, to jeszcze w złym sensie. Powierzchownie miękkawa, mączna konsystencja połączona z wyraźnie słodzikowym smakiem i klimatem lekowo-białkowym, znaczącymi konopiami odciągały uwagę od samego kakao. Nutki owoców podporządkowały się tym gorszym. Dziwna wydała mi się tu słodycz. Słodzik to jedno, ale wydaje mi się, że inulina (ponoć może kojarzyć się z mlekiem w proszku) mocno przerobiła nuty kakao. Jak na białkowo-konopną tabliczkę może nie była tragiczna, a pewnie nawet poprawnie zrobiona, ale jak na czekoladę w moim odczuciu niezbyt smaczna (więc nie widzę sensu robienia, a w moim przypadku jedzenia, takiej).
Niby w parę kostek wciągnąć się można (tak np. na uczelni, jak w moim przypadku)... to jednak w końcu i tak pojawia się pewne "no nie", przytkanie (?) - u mnie po 5 kostkach, dalej już nie byłam w stanie i oddałam ojcu.
Na trochę jednak i Mama się skusiła, "bo konopie". Jej jednak bardzo nie smakowała i skwitowała: "po co w ogóle robić takie coś?", rozwijając, że "rozpuszcza się jak nie powiem co i okropnie, nawet nieczekoladowo gorzka; jakaś jakby słodzikowo-białkowo, nie wiadomo jaka". 


ocena: 5/10
kupiłam: Auchan
cena: 12,29 zł (za 80g; promocja; ojciec płacił)
kaloryczność: 485 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, błonnik (inulina), białko konopne 10 %, substancja słodząca: erytrytol (E968), lecytyna słonecznikowa 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.