Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pol Contreras. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pol Contreras. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Pol Contreras Vilapriñó Tailandia 75 % Cosecha 2023 Chocolate negro / Dark Chocolate ciemna z Tajlandii

O tej czekoladzie nie udało mi się za wiele znaleźć w internecie. Jedynie tyle, że jej twórca, Pol Contreras, wiele podróżuje po świecie i Tajlandię też odwiedził. Uznał, że tajlandzkie kakao - z tego co znalazłam chyba zakupione od zakładu Echaurren z hiszpańskiego Ezcaray - zasługuje na własną tabliczkę. Jako że jak na razie do tej hiszpańskiej marki byłam nastawiona bardzo pozytywnie, nie mogłam się doczekać, aż spróbuję, cóż kryje ta tabliczka. Przyznaję, że ostatnimi czasy rozsmakowałam się bowiem w nutach tajlandzkiego kakao. Tym razem miałam mieć do czynienia z hybrydową odmianą o nazwie  I.M.1., opracowaną przez Dr La-Ongrsi. Po latach testów i degustacji rośnie ona na  tysiącach farm w całej Tajlandii.

Pol Contreras Vilapriñó Tailandia 75 % Cosecha 2023 Chocolate negro / Dark Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 75% lekko prażonego kakao I.M.1. z Tajlandii, z prowincji Chiang Mai y Lam Phun; konszowanie trwało 20 godzin.

Po otwarciu poczułam dosadny zapach kwiatów i słodyczy, która częściowo mocno wiązała się właśnie z nimi, a częściowo jakby grała na siebie. W głowie pojawiły mi się słowa "karmelowa cukrowość", bo właśnie słodycz ta przybrała wręcz toporny jak cukier wydźwięk. A jednocześnie karmel miał bardzo wiele do powiedzenia. Do głowy przyszły mi jeszcze mocno scukrzone suszone owoce. Do kwiatów podkradła się trochę papierowa nuta, która świeżym kwiatom dodała echo kwiatów suszonych. Przy papierowym, nieco roślinnym motywie znalazło się też trochę migdałów. Zarówno ze słodyczą, jak i kwiatami, współpracowała owocowa rześkość. Nie tyle soczystość, co właśnie rześkość jakby mocno kwiatowo-owocowego wina. Wina różowego? Z owoców wskazałabym niejednoznaczne, słodkie czerwone oraz słodziutkie mandarynki, podkreślone niedookreślonym cytrusowym miksem.

Przy tej czekoladzie ze smutkiem odkryłam, że pakowanie przez tę firmę coraz bardziej się pogarsza. W kartoniku przypominającym kasetkę trafiłam na tabliczkę luźno i byle jak owiniętą papierem...
Kremowo-pylista w dotyku, twarda tabliczka podczas łamania trzaskała głośno i chrupko.
W ustach rozpływała się nie za szybko, nie za wolno i dość tłusto. Robiła się coraz bardziej plastyczna, a do tego mazista i kremowa. Przypominała trochę budyń z zaznaczonym proszkowym motywem. Czekolada przejawiała też soczystość, która na trochę wzrastała i końcowo kryła się w bardziej tłusto-wodnistym wrażeniu.

W smaku pierwsza rozbrzmiała dosadna, silna słodycz karmelu. Mimo średniego poziomu, bez najmniejszych problemów skupiała na sobie uwagę. Poczułam paloną cukrowość, która próbuje zająć pierwszy plan.

Zza niej odezwały się kwiaty. Początkowo suszone, nieśmiałe, lecz po chwili coraz wyrazistsze. Wprowadziły ciepło, nawet pewną pikanterię.

I pikanterię tę podchwyciła słodycz, serwując mocno wypieczone, karmelowo-korzenne ciastka. Ciastka idące w lekką goryczkę od przypraw. Przypraw ostrych i ciepłych. Ciastka z nutką... pomarańczy? Słodycz poprzez nie próbowała jeszcze umocnić swoje wpływy.

Z wypieczonych, palonych nut wysunęła się jednak też gorzkość. Podobnie jak słodycz, miała dosadny wydźwięk, mimo że nie była silna. Gorzkość wydała mi się spokojna i bardzo poważna. Pilnowała, by słodycz na za wiele sobie nie pozwoliła.

Słodycz wzrosła do wysoko-średniego poziomu, ale dalej już ewidentnie nawet nie zamierzała próbować. Co nie znaczy, że zapomniała o swoim wręcz topornym wydźwięku. Wyobraziłam sobie scukrzone owoce suszone, w których ten wydzielony cukier aż zagłusza, co to dokładniej jest. Chyba m.in. figi...

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa poważna gorzkość zaprosiła do gry neutralniejsze, też poważne, migdały. Przy migdałach zaplątał się akcent papieru, a potem też trochę takiej... spokojnej roślinności? Migdały przechwyciły specyficzny akcent od suszonych kwiatów, acz zaraz o nich zapomniały. Zmieniły się w palono karmelowo słodki wypiek migdałowy. Keks z suszonymi owocami, głównie figami, skórką pomarańczy i migdałami?
Przez myśl przemknęła mi jeszcze niejasna wizja jakby... wegańskiego sernika z jakiejś kaszy na migdałowym spodzie? Sernika z kremem pomarańczowym na wierzchu?

Kwiaty jakby nieco na zasadzie kontrastu przybrały na świeżości. Zmieniły się w kwiaty żywsze i świeższe. Słodycz przy takich nawet jeszcze trochę wzrosła, obfitując w bardzo kwiatowe, bardzo owocowe, lekkie wino różowe. Tu czasem przychodziły mi do głowy jeszcze świeże surowe figi. Migdałowy wypiek raz i drugi zahaczył o amaretto; likier migdałowy, migdałowo-kwiatowy.

Acz alkohole nie zagrzały miejsca na długo. Żywsze kwiaty wydobyły owocowe nuty. Te trochę zaadoptowały słodycz i nadały jej lekkości. Czułam słodziutkie mandarynki, w których w zasadzie nie ma nawet cienia kwasku. Przemknęło mi coś egzotycznego (ananas?)... po czym schowało się w kwiatach... By znów z nich wyłonić się jako różne melony. Odmiany wytrawniejsze i słodsze, może też papaja. Przeplotły je cytrusy - mandarynki i dosłownie odrobinka pomarańczy.

Robiło się coraz świeżej i lżej... aż nagle karmel, palony i dosadny, jak błyskawica wszystko przeciął i zamknął kompozycję ciężkawo-ciepłą słodyczą.

Po zjedzeniu został posmak suszonych kwiatów z jedynie sugestią świeższych, i karmelu. Ze świeższymi wiązała się też subtelnie owocowa, egzotyczniejsza nuta melonów oraz cytrusów (najbliżej temu było do grejpfrutów). Czułam też poważniejsze migdały i nie za słodki, ale na pewno ciepły wypiek. Lekko palona nuta zaznaczyła subtelną cierpkość.

Czekolada była smaczna, ale słodycz w niej za bardzo się rządziła. Nie była wysoka, ale toporna i dosadna. Ciężki karmel, palony cukier, wypieki karmelowe - wszystko to za mocno przyciągało uwagę. Owocowe nuty były za to łagodne. Trochę suszonych owoców jako dodatki, potem mandarynki i melony po prostu się przewijały. Mnie żal gorzkości, bo tej w ogóle było malutko. Jej palony charakter jakoś uległ słodyczy. Suszone, potem świeże kwiaty, ciastka korzenne i ogólne ciepło wydawały się z dosadną karmelowością nakręcać, co ogólnie niestety nie wyszło zachwycająco. Właśnie przez słodycz cukru panela, który jakby nadto tłamsił nuty czekolady.


ocena: 7/10
cena: €11 (za 70g; około 47 zł)
kaloryczność: 424,6 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: kakao, cukier panela, tłuszcz kakaowy

środa, 21 stycznia 2026

Pol Contreras Vilaprino Bolivia 80 % Cosecha 2021 Chocolate negro / Dark Chocolate ciemna z Boliwii

Hiszpańską markę Pol Contreras miałam okazję już poznać (Pol Contreras Vilaprino Belize 80 % Cosecha 2019 Chocolate negro / Dark Chocolate), jednak o niej samej za wiele nie zapamiętałam. Informacje o marce przyćmiła pyszna czekolada o cudownych nutach. Szef kuchni Pol Contreras pracował w najlepszych restauracjach w Hiszpanii i całej Europie, a ostatnimi laty bardzo zainteresował się czekoladą. Z tego, co znalazłam w internecie, stara się maksymalnie eksperymentować, odchodząc trochę od innych wytwórców bean-to-bar, a robiąc swoje czekolady w sposób bardziej kreatywny, charakterystyczny dla szefów kuchni wyróżnionych gwiazdkami Michelin. Ponoć, robiąc czekoladę, stara się "łączyć te dwa światy". Co ważne, podróżuje po miejscach uprawy kakao, gdyż interesuje go, z czym pracuje. Chodzi zarówno o jakość ziaren, jak i kupowanie ekologicznych surowców z poszanowaniem dla rolników i zasad sprawiedliwego handlu. Mnie bardzo cieszyło, że wszystkie jego tabliczki, jakie widziałam, miały po 80% kakao. Czyżbym najbardziej lubiła tę samą zawartość co Pol? Jeśli tak, można by przypuszczać, że ogólnie to samo lubimy w czekoladach? Dobre doświadczenia z pierwszą i jak dotąd jedyną jedzoną jego czekoladą to właśnie sugerowały. Miałam nadzieję, że dzisiaj prezentowana utwierdzi mnie w tym. Wszak została zrobiona z boliwijskich ziaren, które ponoć smakują wyjątkowo "dziko" i przypominają amazońskie, peruwiańskie kakao. To jakaś naturalna, rdzenna hybryda. Ja uwielbiam Boliwię jako region kakao, a i Peru bardzo lubię. Ucieszyła mnie też wzmianka o tym, że to kakao było prażone bardzo lekko. A także zmiana cukru na po prostu trzcinowy, nie panela.

Pol Contreras Vilapriñó Bolivia 80 % Cosecha 2021 Chocolate negro / Dark Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 80% kakao lekko prażonego z Boliwii, z gminy Alto Beni; konszowanie trwało 20 godzin.

Po otwarciu poczułam świeży, żywy zapach słodkich kwiatów i zielonych roślin oraz łodyg, zestawiony z suchszym, przytulnym wątkiem starych książek. Przy nich zaznaczyło się też już trochę liczące sobie, ale wciąż aromatyczne drewno. Kwiaty odpowiadały za lekką słodycz, lecz dbały też o poczucie... wręcz wilgoci. Do głowy przyszły mi rośliny pokryte rosą oraz jeszcze zielone orzechy laskowe; leszczyna. W tle zaznaczyły się subtelne owoce, w zasadzie coś owocowego... lody i budyń, ale na pewno nie na ciepło. Pewna byłam co do wariantu truskawkowego, ale zestawionego z... jakimś żółtym. Marakujowo-ananasowym? W niskiej słodyczy zaznaczył się jeszcze akcent palonego masła, przechodzącego już w toffi.

Tabliczka o kremowym wyglądzie wydała mi się konkretna i masywna, a także twarda. Gdy ją łamałam, trzaskała trochę chrupko, a trochę jak niespecjalnie suche gałęzie.
W ustach rozpływała się maziście w średnim tempie. W pierwszej chwili wydała mi się lekko soczysta i tłusta. Szła trochę w kierunku plastycznej kremowości, zmieniając się w proszkowy budyń. Motyw ten odwracał uwagę od maślanej tłustości. Z czasem soczystość bardzo się rozkręciła. Końcowo zaś pokazała się wodnistość i nieco cierpki efekt, a czekolada znikając, zostawiała mocno proszkowe wrażenie.

W smaku pierwszą poczułam silną, trochę cierpkawą gorzkość dymu. Od razu było ciężko. Za dymem wkroczyła sadza, może nawet siarka o trochę ściągających zapędach. Mignęła mi pewna kwasowość, acz nawet nie zdążyłam jej dookreślić.

Nagle bowiem odezwała się słodycz o zupełnie odmiennym, łagodniejszych charakterze. Tuż za nią mknął kwasek - także indywidualista, mający pomysł na siebie. Kwasek ten zaserwował soczyste owoce. Powiedziałabym, że egzotyczne, m.in. marakuja.

Słodycz powoli się rozchodziła. Była spokojna, rosła nieznacznie, ale bardzo uładziła siekierowy początek; jakby zawstydziła te dymno-sadzowe nuty. Dała się poznać jako karmelowa. Palona znacząco, ale nie mocno. Moc palenia dopiero się rozkręcała. W tle pojawiło się palone masło, które zadbało, by karmelowa słodycz cały czas trzymała się niskiego poziomu.

Gorzkość choć zaczęła jako niesamowicie silna i dosadna, trochę złagodniała. Wciąż była intensywna, ale już nie tak siekierowa. Acz nie tylko za sprawą słodyczy; znacząco wygłaskała ją świeżość zielonych roślin, wiążących się z motywem wody, rosy.

Marakuja zupełnie przejęła kwasek. Pomogła jej w tym limonka, która równie wyraźnie wyłoniła się z toni egzotycznych, żółtych i cytrusowych owoców. Jako że słodycz weszła i rozwijała się jednocześnie z kwaśnymi, soczystymi owocami, mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa jakby... owoce zainteresowały się słodyczą.

Trochę tej słodyczy sobie pożyczyły, pokazując mi lody owocowe. Lody głównie marakujowe, acz wyraźnie zrobione na śmietance. Pomyślałam o kwaśnej śmietanie, ale wtedy do kwasku dołączyła cierpkość o bardzo owocowym charakterze.

Do marakui i limonki dołączyło kiwi, a po chwili na pewien czas je wyprzedziło. Połączyło kwaśność ze słodyczą i cierpkością, a do tego trochę ściągało. Potem zaś opanowało się i przemieszało z marakują, limonką i innymi egzotycznymi owocami, może ananasem, w lodowym wydaniu. Lody o smaku "owoce tropikalne" przez moment dominowały, po czym dołączyły do nich lody truskawkowe.

Lody truskawkowe cechowała już silniejsza, trochę pudrowa słodycz, mimo że i słodko-kwaśnego, świeższego charakteru im nie brakowało.

Ogólna słodycz pojawiała się to tu, to tam. Mocarne nuty dymu i sadzy trochę się wycofały. Gorzkość jednak cały czas była intensywna, choć zmieniła się w bardziej... przyjazną? Z sadzy wyłoniło się drewno, by zaraz wraz ze słodyczą przejść w stare książki. Stare książki i drewno zapewniły przytulny klimat. W oddali poczułam jeszcze orzechy - niejasne, rozmyte, i w zasadzie ukryte w... kwiatach. Te bowiem na końcówce wróciły z nową siłą.

Po zjedzeniu został posmak kwaśnych owoców: limonki, marakui, kiwi i może ananasa, ale też kwaśnej śmietany. Do tego ostał się cierpkawy, ciężkawy dym i sadza, ale wymieszane z niemal ciepłymi w wydźwięku, starymi książkami. Słodycz przywróciła kwiaty i połączyła ciepło-ciężkawe nuty z rześkością.

Czekolada była pyszna i bardzo dynamiczna. Uderzyła na początku mocarną gorzkością dymu, sadzą, by następnie złagodnieć w świeżo roślinny sposób. Słodycz kwiatów i karmelu oraz kwaśność egzotycznych owoców (marakuja, limonki, kiwi) ciekawie się przeplatały. Potem truskawki zaczęły osładzać owoce, a karmel przemieszał się z mniej słodkimi książkami - ciągle więc nuty jakoś na siebie wpływały i się zmieniały. Intensywnie było cały czas, choć była to różna intensywność. Tylko słodycz nie wyszła tak intensywnie, co się chwali. Nie więc przeszkadzała kwaśności, gorzkości i świeżości. Gdyby miała lepszą, gęstszą i nie taką proszkową strukturę, wystawiłabym 10.


ocena: 9/10
cena: €11 (za 70g; około 47 zł)
kaloryczność: 424,6 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy

sobota, 15 czerwca 2024

Pol Contreras Vilaprino Belize 80 % Cosecha 2019 Chocolate negro / Dark Chocolate ciemna

Gdy przeglądałam stronę sklepu z czekoladami pod kątem tego, jakich to ciekawych, obiecujących marek nie znam, ta rzuciła mi się w oczy. Przyciągnęły mnie proste opakowania, sugerujące, że przecież liczy się wnętrze. Mało tego! Nawet nazwa producenta specjalnie nie biła po oczach z tych kartoników. Ta konkretnie tabliczka zwróciła moją uwagę zawartością i pochodzeniem kakao - uważam, że  właśnie kakao z Belize rewelacyjnie sprawdza się w tych około 80%. Czułam, że dzisiaj prezentowana czekolada będzie arcypyszna, acz dzień przed degustacją dostrzegłam pewien detal, który zburzył to moje wyobrażenie i zasiał w mej głowie lęk. Cukier panela... Kupując nie zwróciłam na to uwagi! I oto zaczęłam w myślach zaklinać rzeczywistość, byle tylko nie okazała się to tabliczka nie gładka, a z kryształkami cukru. Nie pocieszało, że podali pochodzenie cukru (Ekwador). Ponoć marce Pol Contreras Vilapriñó zajęło 5 lat, by zaopatrywać restauracje najwyższej klasy w słodkości, odkąd weszli na rynek biznesu kakao. W zasadzie nie wiem, czy to dużo, czy mało. Czy miałam się cieszyć... Wolałam sprawdzić, jak smak. 

Pol Contreras Vilapriñó Belize 80 % Cosecha 2019 Chocolate negro / Dark Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 80 % kakao trinitario i Criollo (blend) lekko prażonego z Belize, z regionu Toledo; konszowanie trwało 24 godziny.

Po rozchyleniu papierka poczułam orzechy w łagodnym wydaniu jako mało słodki, śmietankowy nugat z prażonych orzechów laskowych. Mieszał się z kwiatami, głównie różami. Za kwiatami popłynęła nuta kwiatowego, dosadnie słodkiego syropu kwiatowego. W tym chyba syropu z bzu... Słodycz czułam też mocno palono karmelową, która stała jakby obok tego wszystkiego. Ogólnie była dość wysoka. Przeplótł ją leciutki kwasek malin jako... malinowe placki? Polane jogurtem lub śmietaną? A także bardziej rześki akcent różowych winogron. W tle przewinęły się do tego lekkie cytrusy i chyba czarne porzeczki - niemal nieuchwytne, ale pobrzmiewające. Na pewno czułam też dosadniejszą, poważniejszą nutę ziemi i mokrych kamieni oraz skał. Trzymały się jakby na uboczu. Podobnie jak czarna herbata, trzymająca wszystko w ryzach, ale jako ona sama nie narzucająca się.

Tabliczka wyglądała na kremową i masywną, jakby pełną. Podczas łamania dała się poznać jako średnio twarda, ale konkretna. Łamała się nie zważając na linie podziału, a trzaskała w twardo-kruchy sposób, lecz nie kruszyła się.
W ustach rozpływała się w tempie umiarkowanym, dość maziście. Zaprezentowała się z bardzo plastycznej, lepkawo-kremowej strony. Wyszła tłustawo, ale nie ciężko. Przypominała trochę rzadkawy, nieco szorstkawo-pylisty budyń. Przez moment otarła się o soczystość, a końcowo robiła się bardziej rzadko-wodnista.  Trafiłam w niej na kilka niedomielonych drobinek kakao, ale nie na kryształki cukru (których się bałam). Znikając, zostawiała w ustach suchość.

W smaku pierwsza rozeszła się słodycz o niezbyt zdecydowanym charakterze. Trzymała się niskiego poziomu, a dopiero rosła.

Z jednej strony poczułam wyrazisty, mocno palony karmel. Aż przypalony. Spalony do goryczki cukier? A może też karmel korzenny, goryczkowaty od przypraw? Karmel odłączał się trochę od reszty nut i, pewny siebie, stał trochę obok cały czas.

Z drugiej rozeszła się słodycz łagodniejsza: kwiatowa. Kwiatowa... herbata? Pomyślałam o czarnej herbacie zrobionej z dodatkiem płatków różnych kwiatów, w tym róż. Czarna herbata była to jednak mocna, aż lekko cierpka. Pikantnawa? A jednak też słodka... Mocna, a przełamana syropem kwiatowym? Do głowy przyszedł mi syrop z kwiatów bzu.

Gorzkość powoli rosła od prawie samego początku. Choć najpierw nie wydawała się szczególnie wysoka, było pewne, że nie da sobą pomiatać.

Wcześniej na chwilę wyprzedziły ją co prawda łagodne orzechy. Naturalnie słodkawe, trochę podprażone i zmieniające się w nugat orzechowy. Wyobraziłam sobie karmelowo słodki nugat z orzechów laskowych i śmietanki. Karmel aż trochę przygłuszał orzechy.

Gorzkość mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa bardzo się umocniła. Ponad wszystko wybił się motyw kamieni i skał, zlanych deszczem. Czułam przy nich ziemię, też bardzo żyzną, pełną minerałów. Rozgościła się w niej drobna cierpkość.

Z oddali przebił się delikatny kwasek, przywodzący na myśl różowe owoce ze śmietaną. Oczami wyobraźni zobaczyłam słodkie malinowe placki zrobione ze zmiksowanymi owocami. I polane jogurtem. Soczyście-rześki kwasek rósł.

Wzbogaciła go soczysta cierpkość, należąca do czarnych porzeczek i czarnego bzu. Cierpkość właśnie zapewniła większą spójność ze słodyczą przypalonego, dosadnego i przez większość czasu jakby oderwanego karmelu. 

Przypalony karmel zmienił się na chwilę w karmel oblekający orzechy. I... karmelowy krem orzechowy? Nagle do głowy przyszła mi drożdżowa, orzechowa bułeczka cinnamon roll z mnóstwem orzechów i aż pikantna od cynamonu. Orzechy laskowe nieco się zatraciły, a do akcji wkroczyły charakterniejsze włoskie, odciągając uwagę od przypalonego wątku. Za sprawą włoskich znowu podskoczyła gorzkość.

Słodkie syropy kwiatowe i owocowe wydały się nieco piekące, po czym... okazało się, że to nie słodycz, a pikantne przyprawy tak przypiekają. Duet chili i cynamonu nieco przyciszył owoce, a na ziemiście-kamienistym tle z czasem związał się z herbatą. Wydobył ją z oddali, z tła. Czułam kwiatowo-pikantną, czarną mocną herbatę.

Po zjedzeniu został posmak mokrych skał pełnych minerałów oraz przypalonej słodyczy karmelu. Czułam ostro-korzenną herbatę, a także mieszaninę kwaskawych, różowych owoców... częściowo jako owoce, a częściowo jako placki i syropy. Kwiaty ostały się tylko jako echo.

Czekolada była przepyszna. Mocarna gorzkość za sprawą mokrych kamieni, skał i ziemi, czarnej herbaty poradziła sobie z wysoką słodyczą. Splot kwiatów, kwiatowych syropów i przypalonego karmelu był interesujący. Nugat, krem orzechowy i wreszcie same orzechy włoskie zacnie uzupełniały się z nieoczywistym, owocowym wątkiem. Malinowe placki z jogurtem, owoce ze śmietaną, różowe winogrona, porzeczki i bez, też jako syropy, tchnęły kwasek, trochę cierpkości. Kompozycja interesująca i niecodzienna. Cukier panela czuć jako mocny karmel, aż karmel przypalony, ale na szczęście struktury nie zmienił. Stał jakby obok, co mi trochę przeszkadzało. Czuję, że z trzcinowym ta czekolada bardziej by mi smakowała, a tak jednak do pełnego zachwytu odrobinkę brakowało. I po połowie tabliczki, gdy ciekawostkowość nut osłabła, dosadność słodyczy zaczęła trochę przeszkadzać.

Orzechy i nugat, cynamon, karmelowa słodycz i owoce ze śmietanką czułam w Zotter Labooko Belize Sail Shipped Cacao 82 %, która jednak wyszła wytrawniej, a słodycz właśnie nie była w niej aż tak... dosadna? Zotter smakował mi bardziej, ale dziś przedstawiana tabliczka miała tak interesujące akcenty, że oceny wystawiłam takie same.


ocena: 9/10
cena: 10 € (za 70g; około 43 zł)
kaloryczność: 426,6 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: kakao, cukier panela, tłuszcz kakaowy