poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Pol Contreras Vilapriñó Tailandia 75 % Cosecha 2023 Chocolate negro / Dark Chocolate ciemna z Tajlandii

O tej czekoladzie nie udało mi się za wiele znaleźć w internecie. Jedynie tyle, że jej twórca, Pol Contreras, wiele podróżuje po świecie i Tajlandię też odwiedził. Uznał, że tajlandzkie kakao - z tego co znalazłam chyba zakupione od zakładu Echaurren z hiszpańskiego Ezcaray - zasługuje na własną tabliczkę. Jako że jak na razie do tej hiszpańskiej marki byłam nastawiona bardzo pozytywnie, nie mogłam się doczekać, aż spróbuję, cóż kryje ta tabliczka. Przyznaję, że ostatnimi czasy rozsmakowałam się bowiem w nutach tajlandzkiego kakao. Tym razem miałam mieć do czynienia z hybrydową odmianą o nazwie  I.M.1., opracowaną przez Dr La-Ongrsi. Po latach testów i degustacji rośnie ona na  tysiącach farm w całej Tajlandii.

Pol Contreras Vilapriñó Tailandia 75 % Cosecha 2023 Chocolate negro / Dark Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 75% lekko prażonego kakao I.M.1. z Tajlandii, z prowincji Chiang Mai y Lam Phun; konszowanie trwało 20 godzin.

Po otwarciu poczułam dosadny zapach kwiatów i słodyczy, która częściowo mocno wiązała się właśnie z nimi, a częściowo jakby grała na siebie. W głowie pojawiły mi się słowa "karmelowa cukrowość", bo właśnie słodycz ta przybrała wręcz toporny jak cukier wydźwięk. A jednocześnie karmel miał bardzo wiele do powiedzenia. Do głowy przyszły mi jeszcze mocno scukrzone suszone owoce. Do kwiatów podkradła się trochę papierowa nuta, która świeżym kwiatom dodała echo kwiatów suszonych. Przy papierowym, nieco roślinnym motywie znalazło się też trochę migdałów. Zarówno ze słodyczą, jak i kwiatami, współpracowała owocowa rześkość. Nie tyle soczystość, co właśnie rześkość jakby mocno kwiatowo-owocowego wina. Wina różowego? Z owoców wskazałabym niejednoznaczne, słodkie czerwone oraz słodziutkie mandarynki, podkreślone niedookreślonym cytrusowym miksem.

Przy tej czekoladzie ze smutkiem odkryłam, że pakowanie przez tę firmę coraz bardziej się pogarsza. W kartoniku przypominającym kasetkę trafiłam na tabliczkę luźno i byle jak owiniętą papierem...
Kremowo-pylista w dotyku, twarda tabliczka podczas łamania trzaskała głośno i chrupko.
W ustach rozpływała się nie za szybko, nie za wolno i dość tłusto. Robiła się coraz bardziej plastyczna, a do tego mazista i kremowa. Przypominała trochę budyń z zaznaczonym proszkowym motywem. Czekolada przejawiała też soczystość, która na trochę wzrastała i końcowo kryła się w bardziej tłusto-wodnistym wrażeniu.

W smaku pierwsza rozbrzmiała dosadna, silna słodycz karmelu. Mimo średniego poziomu, bez najmniejszych problemów skupiała na sobie uwagę. Poczułam paloną cukrowość, która próbuje zająć pierwszy plan.

Zza niej odezwały się kwiaty. Początkowo suszone, nieśmiałe, lecz po chwili coraz wyrazistsze. Wprowadziły ciepło, nawet pewną pikanterię.

I pikanterię tę podchwyciła słodycz, serwując mocno wypieczone, karmelowo-korzenne ciastka. Ciastka idące w lekką goryczkę od przypraw. Przypraw ostrych i ciepłych. Ciastka z nutką... pomarańczy? Słodycz poprzez nie próbowała jeszcze umocnić swoje wpływy.

Z wypieczonych, palonych nut wysunęła się jednak też gorzkość. Podobnie jak słodycz, miała dosadny wydźwięk, mimo że nie była silna. Gorzkość wydała mi się spokojna i bardzo poważna. Pilnowała, by słodycz na za wiele sobie nie pozwoliła.

Słodycz wzrosła do wysoko-średniego poziomu, ale dalej już ewidentnie nawet nie zamierzała próbować. Co nie znaczy, że zapomniała o swoim wręcz topornym wydźwięku. Wyobraziłam sobie scukrzone owoce suszone, w których ten wydzielony cukier aż zagłusza, co to dokładniej jest. Chyba m.in. figi...

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa poważna gorzkość zaprosiła do gry neutralniejsze, też poważne, migdały. Przy migdałach zaplątał się akcent papieru, a potem też trochę takiej... spokojnej roślinności? Migdały przechwyciły specyficzny akcent od suszonych kwiatów, acz zaraz o nich zapomniały. Zmieniły się w palono karmelowo słodki wypiek migdałowy. Keks z suszonymi owocami, głównie figami, skórką pomarańczy i migdałami?
Przez myśl przemknęła mi jeszcze niejasna wizja jakby... wegańskiego sernika z jakiejś kaszy na migdałowym spodzie? Sernika z kremem pomarańczowym na wierzchu?

Kwiaty jakby nieco na zasadzie kontrastu przybrały na świeżości. Zmieniły się w kwiaty żywsze i świeższe. Słodycz przy takich nawet jeszcze trochę wzrosła, obfitując w bardzo kwiatowe, bardzo owocowe, lekkie wino różowe. Tu czasem przychodziły mi do głowy jeszcze świeże surowe figi. Migdałowy wypiek raz i drugi zahaczył o amaretto; likier migdałowy, migdałowo-kwiatowy.

Acz alkohole nie zagrzały miejsca na długo. Żywsze kwiaty wydobyły owocowe nuty. Te trochę zaadoptowały słodycz i nadały jej lekkości. Czułam słodziutkie mandarynki, w których w zasadzie nie ma nawet cienia kwasku. Przemknęło mi coś egzotycznego (ananas?)... po czym schowało się w kwiatach... By znów z nich wyłonić się jako różne melony. Odmiany wytrawniejsze i słodsze, może też papaja. Przeplotły je cytrusy - mandarynki i dosłownie odrobinka pomarańczy.

Robiło się coraz świeżej i lżej... aż nagle karmel, palony i dosadny, jak błyskawica wszystko przeciął i zamknął kompozycję ciężkawo-ciepłą słodyczą.

Po zjedzeniu został posmak suszonych kwiatów z jedynie sugestią świeższych, i karmelu. Ze świeższymi wiązała się też subtelnie owocowa, egzotyczniejsza nuta melonów oraz cytrusów (najbliżej temu było do grejpfrutów). Czułam też poważniejsze migdały i nie za słodki, ale na pewno ciepły wypiek. Lekko palona nuta zaznaczyła subtelną cierpkość.

Czekolada była smaczna, ale słodycz w niej za bardzo się rządziła. Nie była wysoka, ale toporna i dosadna. Ciężki karmel, palony cukier, wypieki karmelowe - wszystko to za mocno przyciągało uwagę. Owocowe nuty były za to łagodne. Trochę suszonych owoców jako dodatki, potem mandarynki i melony po prostu się przewijały. Mnie żal gorzkości, bo tej w ogóle było malutko. Jej palony charakter jakoś uległ słodyczy. Suszone, potem świeże kwiaty, ciastka korzenne i ogólne ciepło wydawały się z dosadną karmelowością nakręcać, co ogólnie niestety nie wyszło zachwycająco. Właśnie przez słodycz cukru panela, który jakby nadto tłamsił nuty czekolady.


ocena: 7/10
cena: €11 (za 70g; około 47 zł)
kaloryczność: 424,6 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: kakao, cukier panela, tłuszcz kakaowy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.