czwartek, 23 kwietnia 2026

Figaro Sladka Vasen 86 % Kakaa Horka Horka Cokolada ciemna

Ta czekolada w zasadzie na pierwszy rzut oka powinna obudzić we mnie podejrzliwość. I poniekąd zrobiła to, acz jakoś nie zadziałało to tak, jak powinno. Uznałam, że takiego dziwa z Czech w sumie mogę spróbować, mimo że nic nie wskazywało na to, że warto. Jedyne, co zachęcało to fakt, że marka była zupełnie mi nieznana i okazja, by ją kupić, no... po prostu się trafiła.

Figaro Sladká Vášeň 86 % Kakaa Horká Horká Čokoláda to ciemna czekolada o zawartości 86% kakao, produkowana przez Mondelez na rynek czeski (i tam wyprodukowana).

Po otwarciu poczułam względnie łagodny zapach średnio mocnego palenia, mieszającego się z drewnem i prażonymi migdałami w skórkach. Obok stała dość duszna słodycz wanilinowego, trochę ciężko-sztucznie słodkiego lukru i przesłodzonego serka homogenizowanego w wariancie waniliowym.

Tabliczka była twarda w kamienny sposób. Głośno trzaskała przy łamaniu, brzmiąc na bardzo kruchą, mimo że nie kruszyła się.
W ustach potrzebowała chwili, by zacząć się rozpuszczać tłusto i maziście. Była bardzo tłusta w oleisty sposób, a do tego gładka. Kształt zachowywała dość długo, ale znacząco miękła, serwując z czasem drobną pylistość. Oleistość mieszała się z wodnistym elementem, co przełożyło się na rzadko-lepkawo-maziste znikanie i zostawienie tłustego wrażenia.

W smaku przez pierwszą sekundę czy dwie czułam jakby niezdecydowaną, trochę nijaką tłustość, przywodzącą na myśl olej zlany z jakiegoś kremu orzechowego... czy dokładniej migdałowego. Łagodna orzechowość została zasugerowana, ale w zasadzie orzechowej nuty nie czułam.

Pomyślałam o oleju maślanym, zmieniającym się w masło i maślany krem orzechowo-migdałowy, np. do przełożenia maślano-drożdżowego ciasta lub zwieńczenia maślano-drożdżowych babeczek. Krem z dużej ilości masła, z nutą migdałów, orzechów ziemnych i może laskowych, a także słodki. Krem michałkowy (a'la cukierki Michałki)? Wszystko to brzmiało, jakby chciało, a nie mogło.
Coś w tych cukierniczych skojarzeniach było jeszcze... kwaskawego? Jakby chodziło o krem z serka śmietankowego?

Krem słodki w ciężki sposób, mimo że nie bardzo słodki. Słodycz wkroczyła z małym opóźnieniem i rosła powoli. Przede wszystkim dominowała w niej wanilina, kryjąca zwykłą cukrowość. Przyszedł mi do głowy wanilinowo-waniliowy frosting, lukier.

W oddali przemknęła leciutka cierpkość. Kakao w proszku wyłamało się, a mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa niska gorzkość przysłoniła bardziej maślano-tłusty motyw i wprowadziła paloną nutę.

Wanilinowy lukier zmienił się w serek homogenizowany, w wariancie waniliowym, ale właśnie z waniliną, a nie wanilią. Był słodki, ciężki i... lekko kwaskawy?

Słodycz i gorzkość nakręcały się wzajemnie, ale żadna z nich nie sięgnęła nawet średniego poziomu. Wydawały się nieśmiałe, niepewne. Gorzkość trzymała się palonego wątku, który to ogólnie był palony średnio. W nim nasiliła się orzechowa nuta. Pomyślałam o prażonych arachidach i migdałach. Prażonych krótko, jeszcze w skórkach. Paloność, obok której pobrzmiewało kakao w proszku, chwilami szła w drewnianym, chwilami kierunku.

Niski kwasek odłączył się od serka, serek jakoś zaniknął, a słodycz uprościła się do wanilinowego lukru. Kwasek... prawie zanikał, acz wychwyciłam jeszcze jakąś kakaową-ziemistą, niemal truflową sugestię i namiastkę... kwaskawej śliwki? Śliwki w kakao? Jakby świeżą śliwkę zasypać górą kakao w proszku albo pić tanie gorące kakao na mleku zaraz po zjedzeniu cierpkiej, ściągającej śliwki.

Po zjedzeniu został posmak właśnie kakao w proszku, mieszający się z maślano-oleistym, mdławym wątkiem oraz przearomatyzowaną słodyczą lukru. Ostatniej było niewiele, ale miała ciężki wydźwięk i jako że ogólnie kompozycja nie była zbyt wyrazista, czuć ją wyraźnie.

Czekolada mi nie smakowała. Uboga w gorzkość, kwasek silił się na jakiś charakter, ale podobnie jak cierpkość, pochodził od kakao w proszku, które ze szlachetnością nie miało nic wspólnego. Słodycz nie za wysoka, ale jej charakter był tani. Ogólnie było mdło, tłuszczowo w smaku, które to wrażenie podkręcała ledwo uchwytna mleczność. Było tak, że aż trudno za cokolwiek pochwalić. Jednocześnie nie trafiłam w niej na nic takiego, co jakoś szczególnie chciałabym zjechać z burzą negatywnych emocji. To po prostu kiepskawa, bardzo nudna tabliczka, niebudząca emocji. Była tak nieprzyjemnie żadna, że zjadłam niecałą kostkę i podziękowałam.

Mama trochę spróbowała i stwierdziła, że czekolada była "gorzko-kwaśna w tani, nieprzyjemny, najgorszy możliwy sposób".

Wyszła niczym jeszcze łagodniejsza w tłuszczowy sposób Marabou Premium Fin 86 % Kakao. Były bardzo podobne, ale powiedziałabym, że dziś przedstawiana robiona jeszcze bardziej po kosztach, jeszcze bardziej tłusto-nijaka.


ocena: 4/10
kupiłam: stacja benzynowa
cena: nie pamiętam (około kilkunastu złotych?)
kaloryczność: 645 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, cukier, aromat, emulgator (lecytyna sojowa), pełne mleko w proszku

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.