sobota, 11 kwietnia 2026

(Bio Planet) NaturaVena Syrop daktylowy / Date syrup

Nigdy nie miałam do czynienia z syropem daktylowym, bo wszelkie tego typu słodziła zwyczajnie do niczego nie są mi potrzebne. Miód czy syrop klonowy? To i owo dobrze jest poznać, ale w sumie też mogłyby dla mnie nie istnieć. No, miodu to naprawdę potrzebuję raz do roku. Ostatnio miałam do czynienia z 4ProActive Pastą daktylową, ale ta akurat okazała się kiepska. Parę lat temu nie pomyślałabym, że takie półprodukty w ogóle mnie zainteresują, ani że wciągnę się w wypiekami słodkości, ale stało się. Ok, w zasadzie ciast, bo ciastek nadal nie lubię, jednak... Raz na jakiś czas przychodzi mi i ciastka piec. Np. potrzebne mi były dobre korzenne do twarożków stylizowanych na lody Magnum Double Gold Caramel Billionaire Golden Caramel Chocolate Tub. Pomyślałam, że najbardziej charakterne, nie słodkie, będą szwedzkie imbirowe (coś jak Annas Original Ginger Thins bardziej z 2015 niż z 2024; dobre). A do nich była potrzebna melasa. Tej w sklepach nie widziałam, zamawianie zaś wyszło by za drogo. Jako że znalazłam przepis, w którym było, że nada się do tego też syrop klonowy lub daktylowy, właśnie temu ostatniemu postanowiłam dać szansę, ze względu na niższą niż klonowy cenę. 

NaturaVena Syrop daktylowy / Date syrup to syrop w 100% z daktyli wyprodukowany dla Bio Planet.

Po odkręceniu i zerwaniu zabezpieczenia, poczułam intensywny, głęboko-ciężki zapach. Niewątpliwie był bardzo słodki i wyraźnie daktylowy, ale też nieco melasowo-karmelowy. Daktyle dominowały i wydawały się wręcz soczyste, ale pobrzmiewało przy nich iluzoryczne echo palonego cukru, a mi do głowy przyszło pekmez - melasa z owoców (ja jadłam np. Koska Findik Pureli Tahin Pekmez Tahini & Grape Molasses with Hazelnut Puree).

Konsystencja syropu przypominała trochę gęstszy miód. Niewątpliwie był płynny, ale też bardzo gęsty oraz klejący. Lany z łyżeczki tworzył coś na kształt stożka, podobnie jak kropla na płaskiej powierzchni przybierała postać powiedzmy-że-kulki, trochę jak miód, ale nie w pełni. Przy tym wszystkim jednak upewniałam się, że syrop jest gęstszy od miodu, a także w pełni płynny (nie skrystalizowany czy coś).
W ustach rozpływał się szybko, rzedł i zostawiał niemal sucho-cierpkawe wrażenie. Wydał mi się gęstszy od miodu, a jednak i pewne wodniste echo, trochę bardziej typowe dla syropów klonowych, mi w nim przemknęło pod koniec.

W smaku od razu poczułam słodycz, ale w pierwszej sekundzie czy nawet dwóch nie aż tak wysoką, jak się nastawiłam.

Słodycz zahaczyła o palony karmel, melasę - coś ciężkiego, mocniejszego i niewątpliwie dosadnego.

Jak już o dosadności mowa, nagle słodycz zaszarżowała. Stała się wysoka, bardzo wysoka. Wysoka i niemal przenikliwa, wszechobecna i bez dwóch zdań daktylowa. Daktyle o lekko karmelowo-melasowym, palonym echu skupiły na sobie całą uwagę i zasłodziły, ale bez drapania.

I nagle przemknął... kwasek? Soczystość świeżych albo suszonych wilgotnych daktyli przełamała nieco ciężkość słodyczy i zarazem jeszcze ją podkręciła.

Do głowy przyszedł mi daktylowy miód (abstrakcyjne wyobrażenie) i soczysta, owocowa melasa, po czym soczystość zatonęła w znów cięższej słodyczy. Daktyle wciąż czuć, ale jakby próbowały udawać melasowy miód. Wciąż nie czułam jednak drapania, jedynie lekkie pieczenie w język i gardło, charakterystyczne dla daktyli.

Po zjedzeniu został nieoczywiście daktylowy posmak, mieszający się z motywem palonej melasy, palonego cukru i coś karykaturalnie miodowego, a także niemal cierpkie, cierpko-zasładzająco-piekące wrażenie na języku.

Syrop był bardzo, bardzo dziwny. Nie przypominał ani miodu, ani syropu klonowego, ani melasy z owoców, a jednocześnie miał w sobie coś z każdego z nich. Przede wszystkim czuć daktyle, w pewnym momencie nawet ich soczystość, a choć był strasznie słodko, nie była to czysta, typowo przesładzająca słodycz, a coś o wiele cięższego i dosadnego. Bardzo ciekawe, smaczne, bo dość skomplikowane w odbiorze. Nie bardzo wiem, jak to ocenić, nie ukrywam.

Mama też spróbowała tego syropu i stwierdziła: "Ależ on dziwny. Ale dziwny w pozytywny sposób. Jak taki... dobry, ale specyficznie bardziej owocowy miód gryczany. Dobry, wyrazisty, ale w zasadzie trudno powiedzieć, do czego pasuje. Chyba do niewielu rzeczy. Do tych ciastek korzennych na pewno, ale do czego jeszcze?".

Jak pisałam, syrop był mi potrzebny do wypieku ciastek, a one do twarożku. 
Taki twarożek robiłam już wiele razy (pisałam o nim na Instagramie); ale pierwszy raz zrobiłam do niego ciastka.

Ciastka, choć niezbyt ładne, bo zwyczajnie trudne w formowaniu (no i nie widziałam sensu w staraniu się, skoro potrzebne mi były do pokruszenia na kawałki), okazały się pyszne. Niewątpliwie wiele zawdzięczały syropowi, bo dzięki jego połączeniu z cukrem trzcinowym, miały charakternie karmelowy i ogólnie ciepły wydźwięk. Czuć ich szlachetność, a poziom słodyczy był przyjemnie niski. Ciastka miały wyrazisty charakter i idealnie twardą w pozytywny sposób strukturę. Chrupiące, kruche, ale nie sypiące się. W twarożku nie nasiąkały przesadnie, więc tym bardziej podobały mi się w nim. 
Parę z pierwszej tury mi się przypaliło, ale je przytuliła Mama. Bo jej posmakowały. Otóż lekko przypalone, nabrały innego, też ciekawego charakteru, a ku uciesze Mamy, korzenność w nich trochę przycichła. Mama, choć stwierdziła, że obecnie z ciastkami korzennymi i ogólnie z ciastkami domowymi jej nie po drodze, te określiła jako rewelacyjne. Miło!


ocena: 9/10
kupiłam: Rossmann
cena: 14,99 zł (za 345g)
kaloryczność: 290 kcal / 100 g
czy kupię znów: możliwe

Skład: daktyle

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.