Ostatnimi czasy Mama z miodów gryczanych przerzuciła się na Pszczelarz Kozacki Miód lipowy, ale mimo to, gdy zaczął zbliżać się wrzesień, zaczęła mnie podpytywać o zamówienie miodu gryczanego, który wypatrzyłyśmy już rok temu, ale nie kupiłyśmy. Wybrałyśmy Miód z pasieki Moja Pszczoła Nektarowy Gryczany, co było strzałem w kolano. Albo oba kolana, bo miód okazał się beznadziejny. Niektórzy jak widać inaczej rozumieją to, jak powinien smakować miód gryczany. Pierwszy raz spotkałam się z twierdzeniem, że miód gryczany powinien być kwaśny. O nie, gryczany to zawsze goryczka, pikanteria, ale nie kwaśność. Wiem, za co cenię właśnie miód gryczany. Nuta kawy, jaka pojawiła się w opisie dziś przedstawianego, z jednej strony pasowała mi do gryczaności, z drugiej... nie mogłam sobie wyobrazić tego typu nuty w miodzie. Na podobnej zasadzie, co w ciemnych czekoladach? Zaintrygowało to i mnie, i Mamę. Ją bardziej, więc nie czekałyśmy z zamówieniem. Zaznaczyłam w sklepie, by koniecznie wysłano mi wersję z 2024, bo w 2025 do miodu ponoć wkradła się domieszka lipy (o czym wiem od właścicieli strony i jestem ogromnie wdzięczna za wcześniejszy cynk). Dlatego też zaznaczyłam, by koniecznie fachowo rozpuścili miód, by nie przyszedł skrystalizowany.
Nadbużańska Pasieka Wędrowna Miód Gryczany nektarowy to miód gryczany firmy Tomasza Baczewskiego z Lubelszczyzny; u mnie z roku 2024.
Po odkręceniu poczułam trochę drapiącą pikanterię, w której to drapiącym aspekcie siedziała też słodycz. Nie jednak tak wszechpotężna jak w przypadku wielu innych miodów. Bez cienia wątpliwości czuć, że to ciemny, charakterny miód. Gryczany owszem, z leciutkim akcentem jakby... cierpkawo-kawowego likieru? Acz gdyby nie opis ze strony sklepu nie powiedziałabym, że pachnie kawą. Jedynie, że miał w sobie coś kawowego.
Miód zachwycał niemal czarnym kolorem i wydawał się gęsty jak na miód. Płynny, ani trochę nie skrystalizowany, o nie. Po prostu ogólnie sprawiał wrażenie gęsto-masywnego. Oczywiście bardzo się lepił. Lany z łyżeczki tworzył taki sobie stożek, który szybko znikał, a na łyżeczce ładną wypukłość. Kropla miodu na podkładce czy talerzyku tworzyła idealnie okrągłą kroplo-kulkę.
W smaku od razu pokazała się słodycz o subtelnym, niesamowicie jak na miód niskim poziomie. Wkraczała powoli. Jak się jednak okazało po chwili, konsekwentnie.
W słodyczy przemknął motyw kwiatów, kwiatów cierpkawo-pikantnych, niczym kwitnące pole gryki. Sam motyw miodu gryczanego, ewidentnie ciemnego rozlał się po ustach w parze ze słodyczą. Miała drapiący charakter, ale bardziej ostro-drapiący niż od wysokiej słodyczy. Jak na miód słodycz ta była niska.
I nagle, do kwiatowo-ostrawego, gryczanego motywu podkradły się ziarna kawy. Przez dwie-trzy sekundy kawa była wyraźnie wyczuwalna. Palona kawa, która wplotła do kompozycji lekką gorzkość i podkręciła cierpkość. Zaraz kawa zaczęła mieszać się z drapiącą słodyczą, a mi do głowy przyszedł likier kawowy. Klimat zrobił się likierowo-syropowy, acz wciąż bazowo było wyraźnie miodowo.
Po tym debiucie kawy słodycz nagle podskoczyła. Gryczany motyw przewijał się w tym wszystkim, ale w żadnym wypadku nie wydawał się wiodący, a zgrany z resztą słodkiego smaku. Kawa miała świadomość, że to nie miejsce dla niej i wycofała się daleko za gryczaność. Przemykała subtelnie, czasem ledwo uchwytna.
Poczułam drapanie w gardle. Acz nie była to ordynarna słodycz, a słodycz wymieszana z pikanterią, szlachetna i głęboka. Wysoka, ale jak na miód jeszcze średnia.
Po zjedzeniu zostało lekkie drapanie w gardle, związane z pikantnie-cierpkawym wrażeniem na języku. Czułam słodycz o nieco ostrym, szlachetnie stonowanym charakterze. Wiązało się to z pewną ciężkością ciemnych miodów. Motyw gryczany do rozpoznania, ale nie jakiś taki bardzo jednoznaczny. O kawie za to słuch zaginął.
Miód ciekawy. Gryczany, ale nie był to bardzo wyraźnie gryczany miód. Cierpki, ostro-pikatny, ale niebyt gorzki, a szkoda. Za to w pewnym momencie w smaku faktycznie jakby lekko kawowy. Słodycz jak na miód ogólnie przyjemnie nie za wysoka, tylko końcówka zbyt drapiąca.
Pierwszym sprawdzianem dla tego miodu był jogurt typu greckiego Piątnicy z 30g orzechów włoskich. Dodałam jakieś 2,5 łyżki miodu, by się w niego wczuć.
Konsystencja tego bardzo mnie zaskoczyła, bo miód - już gdy dodałam pierwszą łyżeczkę - dziwnie poszedł na dno, jakby był znacznie cięższy od jogurtu. Gdy dodałam go trochę więcej, zrzedł. Choć swoją miodową lepkość zachował. Dziwnie się zachowywał, gdy chodzi o strukturę.
W smaku zaś dobrze poradził sobie i z wyrazistym jogurtem, i orzechami. Wszystko to współpracowało. Miód nie zanikał, ani nie był zbyt nachalny. Trochę podkręcił kwaśność jogurtu, kierując ją w specyficzny motyw nabiału kakaowego i kawowego; to był taki dziwny kwasek tego typu wariantów. A jednocześnie sam przy jogurcie wydawał się mniej kawowy, w zasadzie prawie wcale. Za to ciężko-ciemno miodowy wyraźnie. Raz po raz tylko przemykało skojarzenie z likierem śmietankowo-kawowym. W zestawieniu z orzechami a to wydawał się po prostu ciemno miodowy i miodowo drapiący, choć znów też jakby coś syropowo-kawowego przemykało. Gdy tak to wszystko jadłam, przede wszystkim czułam, że dodałam dobry miód. Czasem przemykała też myśl o słodkościach z płynnym kawowym nadzieniem, które aż drapiąco zasładza, nie o samej kawie. To jednak mogła być trochę autosugestia.
Kolejnym pomysłem na ten miód były standardowe kanapki z miodem, do których wracam raz na rok. Obie z chleba żytniego razowego, jedna z twarogiem i miodem, druga z serem żółtym (dokładniej tylżyckim) i miodem.
Przy obu kanapkach z zaskoczeniem odkryłam, że żytni razowy chleb nieco podkręcił motyw gryki w miodzie. Akcent kawy za to na obu się schował.
W kanapce z twarogiem słodycz szalała. Co charakterniejsze, pikantniejsze w miodzie, twaróg złagodził, więc efekt był bardzo słodki i drapiący. Miało to swój urok, ale brakowało mi pazura.
Na kanapce z serem żółtym ten miód wciąż jawił się jako słodki i bardzo drapiący, ale jednak z charakternym, pikantnawo-kwaskawym serem, także ta pewna pikanteria miodu została podkreślona.
Ogólnie więc miód ten na kanapkach sprawdził się jak i sprawdziłby się każdy inny miód. Bez szału. Mnie te kanapki nadto zasłodziły i trochę tym samym pod koniec męczyły.
Mamie miód zupełnie nie podszedł: "Najpierw taki dziwnie mało słodki, potem kwaśny i ostry. Słodycz nagle w nim wzrosła tak, że aż zaczęła drapać. I nie wydawał mi się szczególnie gryczany, a taki jakiś... niesmaczny i drapiący".
Z tym właśnie miodem robiłam moją popisową masę makową z bakaliami do łazanek. I muszę przyznać, że miód sprawdził się świetnie. Trochę wystraszyłam się, bo dodawany wydawał się ciężko-gęsty, ale po dodaniu soku z cytryny wszystko było, jak należy. Dobrze oblepiał dodatki, miód z sokiem nie wyszły zbyt płynnie, nic z masy nie wyciekało. Smakowo było świetnie, mimo że ogólnie dla nas trochę za słodko. Nazbierało się bowiem słodkich bakalii. Sama masa była szlachetnie miodowa, czuć, że dodano do niej ciemny miód, a ja miałam wrażenie, że czasem przy maku przemyka nieco gorzkawy akcent. Właśnie nie umiałam rozsądzić, czy od maku-maku, czy to właśnie lekki akcent „kawowej gryki”. Słodycz masy miód ten pokierował w nieco ciężkawym kierunku, co świetnie zgrało się i uzupełniało z kwaskawym motywem soku świeżo wyciśniętego z pomarańczy. O tak, do czegoś takiego ten miód był doskonały! Dosłodził porządnie – bo to w końcu ma być słodkie – ale w dobrym, szlachetnym stylu. Mama również była zachwycona i jak to powiedziała: „Ach, to było takie słodkie, bardzo słodkie, a jednak ta słodycz dopuszczała taką przyjemną kwaśność, świetne”.
Raz robiąc koreańskie danie z mielonej wołowiny i pasty gochujang z cukrem trzcinowym i miodem (z Przepisu Pierogi z Kimchi, pisałam o tym na Instagramie) dałam właśnie ten. Nadał niesamowitej słodkiej, ale jednocześnie poważnej i wręcz ciężkawej głębi. Choć ogólnie do koreańskich dań bardziej pasuje mi do lipowy (używam Pszczelarz Kozacki Miód lipowy), a to danie z każdym miodem jest pyszne, ten miód (albo ogólnie gryczane - jeszcze nie sprawdzałam innych) wynosi je na zupełnie inny poziom boskości.
ocena: 8/10 (nuty smakowe, jakość w odniesieniu do ceny)
kupiłam: miod-dobry.pl
cena: 55 zł + przesyłka (za 1000g)
kaloryczność: nie podana
kaloryczność: nie podana
czy znów kupię: nie




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.