wtorek, 14 kwietnia 2026

Meybona Bean to Bar Organic Strawberry Pepper Chocolate / Bio Schokolade Zartbitter & Erdbeer-Pfeffer ciemna 52 % z truskawkami i pieprzem

Połączenie truskawek i pieprzu jest według mnie nieoczywiste, ale w sumie nie kontrowersyjne. Na dziś przedstawianą czekoladę jednak wcale się jakoś szczególnie nie nakręciłam, bo Hachez Cocoa D'Arriba 77 % Erdbeere-Pfeffer / Strawberry-Pepper bardzo dobre zapadła mi w pamięć. Podlinkowana niby nie była zła, ale dobra też nie. Kupując dziś przedstawianą, do Meybony byłam nastawiona neutralnie. Dopiero już ją mając, brałam się za coraz kolejne i wtedy moje zaufanie do marki rosło. Czekoladę wzięłam ze sobą oczywiście w góry. Nie wiem, dlaczego to ją otworzyłam pierwszą... Podświadomie jednak w nią wątpiłam, że nie zachowałam jej na najwyższy punkt wyprawy na Wielką Świstówkę? Nie wiem. Jej wybrałam niższe, ale piękne miejsce: Kopske Sedlo, do którego doszłam z parkingu Biela Voda żółtym, a potem niebieskim szlakiem. Było jednak tyle chmur, że musiałam trochę poczekać na widoki. I... jednak się trochę cofnąć, by mieć lepsze ujęcia szczytów.

Meybona Bean to Bar Organic Strawberry Pepper Chocolate / Bio Schokolade Zartbitter & Erdbeer-Pfeffer to ciemna czekolada o zawartości 52% kakao z liofilizowanymi truskawkami i czarnym pieprzem.

Po otwarciu przywitał mnie wyrazisty zapach truskawek i palonego karmelu. Truskawki szły w trochę przecierowym, słodkim, ale jednocześnie lekko kwaskawym kierunku. Sama czekolada wydawała się palona nie tylko za sprawą karmelu, ale też ogólnie. W tle przemykała nieśmiała ziemistość, lecz gorzką trudno ją nazwać. Miała ciepło słodki charakter, acz fakt, że też nie była to słodycz bardzo wysoka. Jakakolwiek pieprzność czy ostrość nie dawały znaku życia.

Już na spodzie widać ogrom kawałków dodatku.
Tabliczka w dotyku sprawiała wrażenie tłustawej i bardzo twardej. Przy łamaniu trzaskała spodziewanie głośno, niemal kamiennie i trochę krucho. W przekroju pokazały się średnie i małe kawałki truskawek, które widać już na spodzie. Osiadły właśnie bliżej niego.
W ustach czekolada rozpływała się długo. Początkowo wręcz opornie, z każdą chwilą jednak coraz bardziej tłusto i wręcz ślisko. Zachowywała kształt i znikała trochę wodniście. Dodatki wyłaniały się z niej niezbyt chętnie i jakby trochę poganiały ją ze znikaniem. Mogłabym się założyć, że dodano ich o wiele więcej niż te 2,5%. Zrobienie kęsa tak, by chociaż nie zahaczyć o truskawki, graniczyło z cudem. 
Truskawki miękły i dodawały soczystości. Odrobinkę, częściowo jakby też się rozpuszczało, ale dużo ich i tak zostawało. Robiły się coraz soczyście wilgotniejsze i miękkie. Bardzo trudno uchwycić było drobinki pieprzu - świetnie ukrywały się wśród truskawkowych pesteczek. Zdecydowanie wolałam gryźć truskawki na koniec, ale z ciekawości ze dwa razy pogryzłam też wcześniej, obok czekolady. Wtedy były nieco suchsze, niektóre bardziej jędrne i trzeszcząco-skrzypiące.
Truskawki wystąpiły w różnej formie: sucho-kruchych kostek, które nawet na koniec potrafiły skrzypieć i trzeszczeć, twardszych i długo zachowujących suchość kawałków, śliskich farfocli i gąbczasto-miękkich kawałków. Wśród nich sporadycznie trafiały się pestki. Te dodały chrupkości. Dosłownie parę razy odnotowałam rozgryzienie twardszej drobineczki pieprzu.

W smaku pierwsza uderzyła słodycz, w której natychmiast zaznaczyły swoją obecność truskawki. Otuliły je wanilia i palony karmel. Truskawki lekko pobrzmiewały, a karmel zaczął znacząco rosnąć.

Przemknęła myśl o fuzji przecieru i dżemu truskawkowego, trochę z palono słodką nutą.

W słodkiej paloności, właśnie za sprawą karmelu, pojawiło się whisky. Mocno karmelowe, słodkie i dosadnie alkoholowe. Rozgrzewało.

Akcent truskawek wzbogacił słodycz o lekki, owocowy kwasek, co w połączeniu z alkoholem odległe zasugerowało cydr, acz nie czysto jabłkowy, a jabłkowo-truskawkowy. 
Motyw truskawkowy rozchodził się oczywiście od kawałków i nasilał wraz z tym, jak się wyłaniały, acz odniosłam wrażenie, że baza znacząco nimi przesiąkła.

Gdy z ciekawości odrobinkę spróbowałam samej czekolady, czułam wyraźnie w niej nutę truskawek. 
Kiedy z ciekawości pogryzłam truskawki obok czekolady, wcześniej, wydawały się a to mdławe, a to w porywach kwaśniejsze, a baza przy nich bardziej maślana i mniej pieprzna, więc wolałam zostawiać je na koniec.

Z czasem whisky przybrała na pikantności i mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa zrobiło się wyraźnie ostro-pieprznie. Pieprz wydobył z bazy palony motyw i znikomą gorzkość. Na moment chyba nawet ziemia się tam zaplątała.

Truskawkowa nuta przy pieprzu zdobyła się chwilowo na więcej soczystej kwaśności, jednak z czasem wróciła do słodyczy. Znów po głowie chodził mi przeciero-dżemik z palono karmelowym echem. Może i wanilia się znów pokazała? Słodycz przejawiała lekko syropowe zacięcie.
Truskawki rozbrzmiewały w różnym tempie i w różnym natężeniu. Czasem prawie wyprzedzały czekoladę, czasem stały na równi z nią. Zawsze jednak po pewnym czasie uspokajały się i łagodniały.

Pieprz starał się podkreślać gorzkość, acz ta ogólnie była bardzo niska. Ciepła paloność jednak bez wątpienia się pojawiła. Pieprz gryzł lekko w język i rozgrzewał, po czym znikał.

Także smak truskawkowy robił się coraz delikatniejszy, a czekolada zdecydowała się na bardziej słodkie, karmelowo słodsze i nieco maślane zakończenie.

Truskawki gryzione na koniec wyszły w dużej mierze słodko, w porywach kwaskawo. Nie miały problemu z przebiciem się przez posmak czekolady. Czuć, że to jakby pobrzmiewające przecierowo liofilizowane sztuki. Czasem wśród nich zaplątała się drobinka pieprzu, która chrupnięta, potrafiła porządnie przypiec w język i gardło - to jednak jakby w porozumieniu z truskawkową słodyczą.

Po zjedzeniu został posmak kwaskawo-słodkich truskawek w towarzystwie palonego karmelu i lekkiej, wytrawniejszej nutki palonej. Przy truskawkach przewinęło się jeszcze jakby jabłko, a ja czułam też rozgrzanie na języku i w gardle jak po pieprznej whisky, ale nie pieprzu jako takiego.

Tabliczka pyszna, tylko że trochę za słodka. Z większą zawartością kakao (choćby 60%) miałaby maksymalną ocenę. To połączenie słodkich, lekko kwaskawych truskawek i ostro-rozgrzewającego, ale nie napastliwego pieprzu na czekoladowej arenie wyszło świetnie. Sama czekolada przybrała słodko-palony charakter, choć głównie słodka, to nie w męczący sposób. Taka słodycz w zasadzie dobrze odnalazła się z dodatkami. Baza i dodatki stanowiły tu zacne trio, współpracowały.


ocena: 9/10
kupiłam: Allegro
cena: 20,93 zł
kaloryczność: 563 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: cukier trzcinowy nierafinowany, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, liofilizowane kawałki truskawek 2,5 %, pieprz czarny 0,5 %, naturalny aromat truskawkowy, wanilia Bourbon

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.