Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alce Nero. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alce Nero. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 grudnia 2025

Alce Nero Peru Cioccolato Extra Fondente con Caffe Arabica ciemna 70 % z kawą

Choć Alce Nero Peru Cioccolato Extra Fondente con Zenzero była zachwycająca, do wariantu kawowego żywiłam małą obawę. Czułam, że mogą mi w niej przeszkadzać np. kawałki twardej kawy o ostrych krawędziach. Skład niby to wykluczał, ale kto ich tam wie, co końcowo zastosowano. Czekolada, co do której więc byłam trochę podejrzliwa, ruszyła ze mną w Góry Czerchowskie. Kiedy już wróciłam z Velkiej Javoriny na Chochulkę, ruszyłam w drugą stronę niebieskim szlakiem na Cergov. Na ten dość rozległy, trochę zalesiony krzyż z krzyżem i stolikiem zaszłam zaskakująco szybko. Odeszłam trochę w bok, by uchwycić jakieś widoki na zdjęciach czekolady, a potem wróciłam na szlak niebieski na Sedlo Cergov, gdzie jest jedyne w tamtych górach schronisko. No, i stamtąd już przez pole do Hertnika.

Alce Nero Peru Cioccolato Extra Fondente con Caffe Arabica to ciemna czekolada o zawartości 70% kakao (miazga 57% + tłuszcz) z Peru z kawą Arabica.

Po otwarciu poczułam intensywny zapach palonej kawy, która czekoladę zostawiła w tle. A ta stamtąd pobrzmiewała karmelową słodyczą i soczystością. Przez intensywność i imperatywność ziarnistej kawy, trudno było uchwycić, co za konkretnie owoce za tą soczystością stoją.

Tabliczka choć cienka, była twarda. Trzaskała głośno przy łamaniu, dając się poznać jako krucha. Na spodzie dostrzegłam kropki, więc zdziwiłam się, że kawę dodano zupełnie na gładko.
W ustach czekolada rozpływała się w średnim tempie. "Ramka" wolniej, bardzo cienki środek szybciej. Baza dała się poznać jako mazista i idealnie gładka. Zaskakująco gładka jak na czekoladę z kawą. Całość długo zachowywała kształt, choć robiła się gibka. Serwowała tłustą maślaność oraz lekką soczystość, a pod koniec nagle łatwo rzedła i znikała, zostawiając lekko suchawo-cierpkawe wrażenie.

W smaku najpierw poczułam palony motyw, niosący gorzką kawę. Wyraźnie ziarnistą, ale trochę osłodzoną karmelem.

Słodycz ruszyła, spokojnie rosnąc. Wpisywała się w paloność, acz tuż za nią mignęła lekka soczystość.

Gorzkość bazy jakby za kawą trochę się rozwinęła. Przyszła mi na myśl ziemia, lecz zaraz zaczęła trochę tonąć w kawie. Ze względu na paloność kawy zdążyłam jeszcze pomyśleć o ziemi wulkanicznej.

Palona kawa była wyczuwalna cały czas, jakby opiekując się pierwszym planem. Nie zajęła go bowiem całkiem, a dopuszczała rozmaite nuty. Z czasem też ta jej ziarnistość zrobiła się mniej jednoznaczna (właściwie do głowy przyszły mi kawy Jacobs Barista - rozpuszczalne, ale smakujące jak połączenie rozpuszczalnej z ziarnistą). Pewna była za to średnio mocna gorzkość.

W tle odważniej odezwała się lekka soczystość. Ledwo pomyślałam, że kawa nie pozwoli jej się rozwinąć, lecz ta zasugerowała nawet odrobinkę kwasku.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa poczułam cytrynę, która jednak jakby uważała ze swoją kwaśnością. Była bardzo oszczędna, w zasadzie znikoma. W dodatku obudziła niemal kwiatową rześkość.

Kawa, choć nie zapomniała o gorzkości, w tym czasie znacząco się już osłodziła. Gorzkość trzymała się średniego poziomu. Karmel chyba na zasadzie kontrastu po owocowym akcencie przyciągnął na chwilę uwagę, po czym podkreślił słodką nutę kwiatów i wydobył wanilię.

Zaraz i owoce zaczęły się zmieniać. Wszystko to za przyzwoleniem kawy w sposób, że właśnie aż kawa o owocowych nutach przychodziła do głowy. Cytryna została rozproszona mieszanką porzeczek. I w ich przypadku jednak kwaśność zdawała się bardzo hamowana. Najpierw myślałam raczej o czerwonych, z czasem przeważyły czarne.

Słodycz lekko rosła, ochoczo mieszając się z owocami. Nie odrzuciła palonego tonu, kierując owoce w trochę cierpkim kierunku dżemu aroniowego, może porzeczkowo-aroniowego. Z dodatkiem wanilii?

Posmak należał głównie do kawy. Kawy palonej, i znów bardziej ziarnistej, czarnej i dość mocnej, a jednak też słodkiej w karmelowo-waniliowy sposób. Słodycz karmelu mieszała się z echem dżemowym, ale już żadnym konkretnym owocem.

Byłam pod wrażeniem, jak kawa opiekowała się nutami bazy, nie dominując ich, ani sama się nie gubiąc. Niesamowicie wyważona tabliczka! Słodycz trzymała się karmelu, ale zaserwowała też trochę kwiatów, wanilii i dżemowości. Subtelne cytryna, porzeczki i dżem aroniowy świetnie pasowały do gorzkości kawy i odrobinki ziemi. Całość wyraźnie gorzka. Choć nie mocno, to satysfakcjonująco. Słodycz była jej podporządkowana, mimo że całkiem sporo jej się zebrało.
Jako że obecnie do kawowych rzeczy mam mieszane uczucia (zależy co i jak), czekolada zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Dawno nie jadłam tak dobrej, tak wyważonej czekolady kawowej.


ocena: 10/10
kupiłam: arkanasmaku.pl
cena: 12,50 zł (za 50 g)
kaloryczność: 578 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa 56%, cukier trzcinowy 26%, tłuszcz kakaowy, kawa w proszku 4%, laska wanilii

niedziela, 25 maja 2025

Alce Nero Peru Cioccolato Extra Fondente con Zenzero ciemna 70 % z Peru z imbirem

Po zimowych Rapunzel (Winter-Pflaume Vollmilchschokolade mit Pflaume mit winterlichen Gewürzen i Lebkuchen Zartbitterschokolade mit Lebkuchengewürz) wyszło, że w sumie dalej trochę korzenne klimaty się mnie trzymały. Wszak imbir też jest przyprawą korzenną. Inna sprawa, że zamawiając ją jakoś nie miałam 100% pewności, czy nie jest z kandyzowanym, ale gdy w składzie zobaczyłam epitet "sproszkowany", odetchnęłam. Markę Alce Nero sobie cenię, ale ze względu na samą czekoladę.  Alce Nero Cioccolato Extra Fondente con Fave di Cacao 80 % Cacao zawierała nielubiany przeze mnie dodatek nibsów i na jej podstawie w sumie trudno stwierdzić, czy umieją łączyć czekoladę z czymś. Jako że w podlinkowaną w ogóle władowałam się przez nieuwagę, dziś przedstawiana to pierwsza Alce Nero świadomie wybrana z dodatkiem. Zabrałam się za nią na najwyższym punkcie wyprawy , czyli na Barańcu, na który doszłam ze Smreka dalej szlakiem żółtym. Btw, trzeba przyznać, że ten to Słowacy oznaczyli z przytupem (tabliczka nie na słupku a betonowej kolumnie). 

Alce Nero Peru Cioccolato Extra Fondente con Zenzero to ciemna czekolada o zawartości 70% kakao (miazga 57% + tłuszcz) z Peru z mielonym imbirem.

Po otwarciu poczułam mocny zapach imbiru i kwaśnej cytryny, mieszających się z paloną gorzkością. Przemknęła mi namiastka ziemi i coś orzechowego (gorzkawo-orzechowego?) - ale to bardzo, bardzo w oddali. Poprzez palony klimat mieszała się z nią słodycz palonego karmelu, podkręcona wanilią. Słodycz była więc wysoka. Imbir miał charakter głównie korzennej przyprawy w proszku (przez co oczami wyobraźni zobaczyłam puszkę domowych, nieco za mocno wypieczonych ciastek imbirowych), ale w oddali, za cytryną zaznaczyła się też soczystość, przywodząca na myśl świeży korzeń imbiru.

Twarda mimo cienkości tabliczka dość głośno i kruchawo trzaskała przy łamaniu.
W ustach czekolada rozpływała się średnio powoli. Sporo zależało od kawałka, bo gdy trafił się sam cienki środek kostki, szybciej, gdy "ramka" wolniej. Czekolada była idealnie gładka i mazista. Szybko wyszła na jaw jej maślana tłustość. Z czasem przełamała ją soczystość. Czekolada długo zachowywała kształt i gęstawość.

W smaku pierwsza pokazała się stateczna i silna gorzkość, przepleciona imbirem.

Delikatna, palona słodycz zajęła miejsce z tyłu. Była wyraźna, lecz nie mieszała się specjalnie do tego, co rozgrywało się na przodzie.

Gorzkość oddawała ziemię, a mi do głowy przyszła ziemia wulkaniczna. Ziemia gorąca - wrażenie to podkręcał ostry, sproszkowany imbir.

W oddali zamajaczyła delikatna soczystość cytryny. Obiecała kwasek. Pierwsze kwaskawe wtrącenia nadeszły prędko.

Palony motyw nie czekał i także całkiem wyraźnie rozbrzmiał. W zasadzie wpisał się w gorąc i mocno wzrósł wraz z nim.

Imbir zajął pierwszy plan, lecz nie zagłuszył bazy. Na moment zasugerował jej wytrawność a'la curry, ale zaraz już pokazał się w pełnej krasie. Czułam imbir-przyprawę, a więc imbir korzenny. Ostrość cały czas rosła. Chwilami wydawała się bardziej złożona niż tylko imbirowa. Ziemia też grała na ostrą nutę.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa znacząco wzrosła kwaśność. Soczysta cytryna nakręcała się z imbirem. Z czasem wyłoniła się też goryczka skórki cytryny.

Może i imbir szedł w goryczkę? Soczysta cytryna z czasem wydobyła jednak z niego lekką soczystość, przywodzącą na myśl świeży korzeń. Jednocześnie kwaśność pilnowała, by pikanteria nie przytłoczyła ogólnego smaku.

Słodycz osiągnęła dość wysoki poziom, ale nie zasładzała. Podpowiedziała jednak imbirowi za mocno przyprawione, ostre ciastka imbirowe, słodzone wanilią, bo i ją trochę czuć. Pomyślałam o ciastkach o niemal karmelowym, palonym (przypalonym?) wydźwięku.

Goryczka skórki cytryny i imbiru wyciągnęła na wierzch nutę dymu i wulkanicznej ziemi bazy. Kakao zdawało się rozgrzewać w parze z głównie korzennymi imbirem.

Końcowo imbir połączył korzenną przyprawę z soczystością - korzeń zniknął w cytrynie.

Po zjedzeniu został posmak aż mydlano imbirowy, mocny. Czułam, jakbym miała język wręcz wyczyszczony imbirem (imbirowym mydłem?) i pikanterią. Było bardzo ostro, ale wciąż ze smakiem. Czułam też palono-korzenną cierpkość i goryczkę skórki cytryny. Słodycz karmelowa i odrobinę waniliowa smakowo wydawała się ryzykowna, ale jeszcze nie przesadzona. W gardle może i się zaznaczyła, acz ciężko odróżnić, co nie było ostrością imbiru. Ta utrzymywała się długo. Z czasem zostawał po prostu imbir, nie mydlaność.

Czekolada bardzo mi smakowała. Imbir dobrze ograł jej wysoką słodycz. Przez nią nie dałabym jej 70% - w ciemno obstawiałabym raczej 60% z małym hakiem (i jak popatrzyłam na skład, coś w tym jest, bo producent zsumował miazgę i tłuszcz, acz i lepsi producenci czasem to czynią). Sam imbir choć naprawdę mocny i ostry, nie zabił czekolady. Wręcz przeciwnie! Mam wrażenie, że podkręcił jej gorącą wulkanicznie-ziemistą nutę i cytrynę. Całkiem sporo pojawiło się tu kwasku, co świetnie przełamywało i słodycz, i ostrość. Jedyne, co bym zmieniła to forma - bardzo nie podobają mi się takie tabliczki z wyższą "ramką", gdzie środek kostki jest zbyt cienki i rozpuszcza się szybciej. Ale mimo to... kompozycja zachwycała na tyle, że oceny jednak nie obniżam.


ocena: 10/10
kupiłam: arkanasmaku.pl
cena: 11,80 zł (za 50 g)
kaloryczność: 586 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy 27%, tłuszcz kakaowy, imbir w proszku 2%, ziarna z laski wanilii

piątek, 2 lutego 2024

Alce Nero Cioccolato Extra Fondente con Fave di Cacao 80 % Cacao ciemna z Ameryki Środkowej z nibsami

Podczas zakupów z ojcem zdarza się, że przeoczę coś w składzie, czegoś nie doczytam itd. On wprowadza bowiem pewien chaos, nie lubi "długiego zastanawiania się nad składami". Tak było też z tą czekoladą. Wydała mi się bardzo podobna do Alce Nero Cioccolato Extra Fondente 75 % Cacao, którą wspominam całkiem miło. Trochę wyższa zawartość? Jeszcze lepiej! Niestety dopiero przy płaceniu odkryłam, że chyba to nie czysta czekolada, a z nibsami. Ojciec jednak szybciej podjął decyzję, że i tak bierzemy. Koniec końców włożyłam tabliczkę do komody i długo o niej nie myślałam. Z kolei gdy zaplanowałam jej degustację, znów wyleciał mi z głowy fakt, iż to czekolada z dodatkiem. Na dobre dotarło to do mnie dopiero, gdy chciałam przepisać skład i pomyśleć nad wstępem do recenzji, czyli na jakieś 2 dni przed otwarciem. Przemknęła nawet myśl, czy nie zmienić planów, ale jednak uznałam, że skoro nie łudzę się, że mnie chwyci, wolałam szybciej spróbować (w końcu niespodzianki się zdarzają, mimo wszystko) i mieć ją z głowy. Liczyłam, że bazowo będzie smaczna, a nibsy wyjdą nieprzeszkadzające.

Alce Nero Cioccolato Extra Fondente con Fave di Cacao 80 % Cacao to ciemna czekolada o zawartości 80 % (miazga + tłuszcz) kakao z Ameryki Łacińskiej / Środkowej z ziarnami kakaowa / nibsami.

Po otwarciu poczułam bardzo słaby zapach, który w pierwszej chwili skojarzył mi się z kakao na mleku, postawionym obok mleczno-waniliowych krówek. Dołączyło do tego wyraźnie mleczne, mało gorzkie cappuccino oraz kwiaty. Kwiaty i drzewa w tonacji raczej suchej. Wyobraziłam sobie suszone jasne róże oraz nieco palone drewno. Podkreśliło je echo przypalonego chleba chyba pszennego, trochę dymu. W słodyczy zaś odnotowałam jeszcze jakby nieco pudrowy bananowo-mleczny shake / koktajl. W zapachu nibsy nie zdradziły swojej obecności.

Tabliczka była twarda i sucha w dotyku. Trzaskała głośno w sposób skalisty. Wykazywała kruchość z racji obecności nibsów. Oglądając spód można dostrzec, że zatopiono w tabliczce mnóstwo średniej wielkości kawałków kakao.
W ustach rozpływała się wolno, najpierw niezbyt chętnie. Była zbita i mazista, tłusta w mocno maślany, masywny sposób. Z czasem wyłaniały się z niej twarde nibsy. Porządnie się jej trzymały.
Rozgryzane na koniec okazały się krucho-chrupiące, dość twarde, w porywach (zwłaszcza gry porozgryzałam je na pył) minimalnie soczyste. Rzeczywiście było ich bardzo dużo, a czekolada chwilami wydawała się ich zlepkiem.

W smaku przywitało mnie waniliowe mleko i jasne kwiaty. Wyobraziłam sobie jasne róże: herbaciane świeże i suszone... różne. Herbaciane i białe. Może po chwili jednak z przewagą białych? Słodycz w zasadzie stała na pierwszym planie, jednak ogólnie nie była zbyt mocna.

Pojawiła się pieczona, palona nuta i lekka gorzkość. Przemknęły ciastka, a gorzkość wzrosła za sprawą dymu, powoli ujawniając skórzaną odzież, mleble. I zamsz? W tle kwiaty, zwłaszcza herbaciane róże, wciąż umacniały swoją pozycję, łagodząc tym samym gorzkość. Ta ogólnie trzymała się niskiego poziomu.

W oddali przewinęło się soczyste echo. Słodkie, niejednoznaczne, acz była w nim drobna cierpkość nasuwająca na myśl drobne śliwki i niedojrzałe banany.

Paloność umocniło drewno. Palone bardziej i mniej, ale takie jakby stateczne. Dołączył do niego lekko przypalony pszenny chleb i... pieczone orzechy? Gdy otoczyła je słodycz, wróciła myśl o jasnych ciastkach, chyba z orzechami włoskimi. Koniecznie popijanych czymś... Herbatą zaparzoną bardziej jakby z patyczków niż liści, bardziej drewnianą. Poczułam jeszcze kawę.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa gorzkość jeszcze zaczęła słabnąć, co wykorzystała słodycz, skupiając na sobie uwagę. Kawa i herbata zmieniły się w łagodne cappuccino, z dużą ilością mleka i posłodzonego wanilią. Więcej słodyczy z soczystością zaobfitowało w bananową krówkę. Krówkę mocno maślaną i maślanością jakby od środka dziwnie łagodzącą poszczególne nuty.

Poprzez bananowy wątek wemknęły się śliwki. Słodko-cierpkawe, miękkie i średnio soczyste drobne, owalne. Nie starały się jednak zawojować kompozycji - trzymały się na boku. Ogólnie gdy od połowy rozpływania się kęsa na język wylegało coraz więcej nibsów, nuty smakowe bazy zdawały się pierzchnąć na boki.

Krówki podkręciły łagodnie paloną nutę, dodając do niej więcej maślaności. Otarły się o karmel. Gdy zmieszało się to z wanilią, zrobiło się ciężko. Pieczono-ciastkowa nuta zaobfitowała w wizję ciastek z rodzynkami - też bardzo słodkimi, acz z soczystszym echem. Nierozgryzane nibsy dopowiadały palono-pieczone echo.

Z czasem owocowe sugestie zaczęły wydawać się podkreślane odroniną cytryny. Wciąż czułam też lekko cierpkawe śliwki, przy których z racji nut wypieków, wyobraziłam sobie tartę bananowo-śliwkową. Zmotywowało to jeszcze drzewa i skórę do działania. Na końcówce wyszły bardziej cierpko. Skórzana odzież, drewno nie przywróciły gorzkości, a jedynie lekką gorzkawość, mimo że próbowała im pomóc ziemia. Zmieniły się końcowo w kakao na mleku.

Właśnie o cappuccino i kakao na mleku myślałam, gdy zajęłam się już nibsami po zniknięciu czekolady. 
Kruszone kakao okazało się dość mocno palone, a zatem w pierwszym kontakcie gorzkie. Trochę kawowe? Na pewno lekko soczyście-cierpkie, niektóre wręcz taninowe.

Po zjedzeniu został posmak kakao na mleku ze słodyczą wanilii i karmelu oraz soczysta cierpkość. Trochę ziemista, trochę jak po zjedzeniu niezbyt niedojrzałego banana. 

Całość bazowo jawiła się jako w porządku, dobra dzięki sporej ilości pieczono-palonych, ale nie przesadnie, nut drewna, dymu oraz herbacie i skórze. Cappuccino czy kakao na mleku, krówki, ciastka i bananowe słodkości (shake, krówki) też były całkiem przyjemne, jednak niestety w tym wszystkim o wanilię było mi za słodko. To jednak i tak łagodnie gorzka kompozycja, która specjalnie mnie nie porwała, mimo że w miarę smakowała. Wyszła za maślana, łagodna. Nibsy do niej nie pasowały. Były wyraziste i dodane tak aby coś dodać. Ich ogromna ilość przełożyła się też na to, iż czekolada jawiła się głównie jako ich nośnik o spłyconym smaku. W zasadzie do zjedzenia od niechcenia, w jakiś gorszy dzień, acz ja zjadłam tylko pasek (1/6), bo męczyły mnie nibsy. To nie mój typ czekolady.
Resztę dałam Mamie, ale to raz, że nie jej bajka kompletnie, a dwa jako konkretna czekolada jej nie podeszła i ona oddała mojemu ojcu. Sama zjadła dwie kostki i opisała: "Czekolada jak czekolada, dziwnie trochę się zza tych nibsów rozpuszczała. Tak dziwnie jak na ciemną maślano-tłusto, w sumie łatwo, ale nieprzyjemnie. Nibsów za dużo napchali, że po dwóch kostkach już trochę język mi pocięły, jak czekoladę cmoktałam. One tam zupełnie niepotrzebne, bardziej przeszkadzały. Sama czekolada dla mnie w smaku nudna, nic w niej ciekawego nie czułam. Taka trochę gorzka i tyle. Bez sensu, by coś takiego jeść.".

Mleczna krówka, dym (ale jako tytoń, tabaka), herbaciane róże i palone drewno, orzechy kojarzyłam z Alce Nero Cioccolato Extra Fondente 75 % Cacao, która jednak była bardziej owocowa i dynamiczna. Miała większy charakter. Może dzisiaj przedstawianą tak smakowo rozbiły, osłabiły nibsy?


ocena: 6/10
kupiłam: Vital - strefa zdrowego życia (centrum Bonarka, Kraków)
cena: 24,99 zł
kaloryczność: 611 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa (57%), cukier trzcinowy (17%), tłuszcz kakaowy, rozdrobnione prażone ziarna kakao (10%), wanilia

wtorek, 3 października 2023

Alce Nero Cioccolato Extra Fondente 75 % Cacao ciemna z Ameryki Środkowej

Mimo że markę Alce Nero co jakiś czas widuję w działach ze zdrową żywnością, a jej logo wyraźnie zapisało mi się w pamięci, nigdy jakoś szczególnie się nią nie zainteresowałam. W końcu stwierdziłam, że warto to zmienić.

Alce Nero Cioccolato Extra Fondente 75 % Cacao to ciemna czekolada o zawartości 75 % kakao z Ameryki Łacińskiej / Środkowej.

Po otwarciu poczułam mnóstwo słodkich, delikatnych kwiatów (jasne, białe i herbaciane róże?), podkreślonych wanilią i z echem nabiału. Z racji odrobiny kwasku pomyślałam o kefirze. Za wspomnianym kwaskiem stał nieśmiały cytrus... cytryna, czy w zasadzie jej mało kwaśna, a bardziej goryczkowata skórka. Może w dodatku jako element jakiegoś wypieku? Nabiał przejawiał się też w słodyczy bardziej karmelowej, podchodzącej pod mleczną krówkę. Jednocześnie kompozycji nie brakowało gorzkości i nut palonych. Dominował wśród nich węgiel i dym. Sporo czułam spalonego drewna i przypalony chleb. Dym przejawiał się także w cygarach, tytoniu... sugerujących przesycone dymem skórzane ubrania. 

Tabliczka wyglądała na dość suchą, acz w dotyku przypominała taflę z suchego kremu. Łamana trzaskała głośno, gdyż była kamiennie twarda, właśnie jakby to jakiś krem stwardniał na kamień.
W ustach rozpływała się powoli i początkowo trochę opornie. Okazała się zbita jak chłodne masło i nieco mazista, ale nie przesadnie tłusta czy ciężka. Wydała mi się masywna, niczym utwardzony krem, który pełną, maślano-aksamitną kremowość serwuje dopiero z czasem. Bliżej końca wydała mi się lekko cierpko-pylista. Pozostawiała suche poczucie.

W smaku przywitała mnie łagodnie słodka, acz słodka znacząco mleczna krówka.

Wątek nabiału z czasem nabrał charakteru, przechodząc w leciutko kwaskawy kefir. Zaznaczyło się przy nim rześko-soczyste echo. Krówka sama w sobie z kolei w tym czasie zmieniła się w palony karmel. Nie zniknęła jednak zupełnie, bo jej wspomnienie jeszcze przez pewien czas się go trzymało. Słodycz, mimo że rosła, wydawała się stonowana i bardzo szlachetna.

Pojawił się dym i drewno. Układały się w spalone drewno, a palona gorzkość rozbrzmiała bardzo odważnie. Odnotowałam pieczono-palone, lekko gorzkawe orzechy. Początkowo różne, niejednoznaczne, z czasem na pewno włoskie. Włoskie wyszły na przód, a za nimi sporo było laskowych - acz jakby suchych, na pewno w skórkach.

Palony karmel dosłodził po tym, chyba nieco na zasadzie kontrastu, kompozycję, acz dołączyły do niego kwiaty. Też były słodkie, acz miały subtelny charakter (znowu pomyślałam o jasnych, np. herbacianych różach), więc tak nie męczyły. Słodycz była bardzo szlachetna - o to już zadbała wanilia. Początkowo jedynie trochę podkręcała inną słodycz, a mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa wyłoniła się też sama w sobie. Sprawiła, że cała kompozycja schyliła się w łagodniejszym kierunku, a słodycz wyeksponowała się.

Z soczystego tła, właśnie jakoś od połowy i potem popłynęły śliwki. Kwaśne, średnio dojrzałe... Do których dołączyły również średnio dojrzałe, ale już dość słodkie, nektarynki. Owocowa strefa nie była szczególnie intensywna, ale nie dało się na nią nie zwracać uwagi.

Nektarynki podkreślił kwasek bardziej cytrusowy, odrobina skórki cytryny, która w zasadzie więcej miała w sobie cierpkości niż kwaśności.

Łagodniejsza baza w zestawieniu z owocami wydała mi się aż mleczno-maślana. Maślaność rosła, rosła, acz orzechy wyszły jej na przeciw i zaczęła przypominać maślaność niektórych past orzechowych. Wciąż myślałam o orzechach włoskich. W ich cierpkości pojawiła się cierpkość kakao w proszku.

Kakao było palone dość mocno, co przełożyło się na skojarzenia z dymem, cygarami i tytoniem. Słodkim tytoniem, tabaką...? Wanilia miała i tu swój drobny udział. Ogólnie jednak gorzkość znowu się umocniła, tym razem podkręcona proszkowym kakao, jako przypalony drożdżowy chleb i znów drewno spalone niemal na węgiel. Przy nim raz po raz wyłamywała się właśnie cierpkość kakao... gorącego kakao zrobionego ze zwykłego proszku? 

Cierpkość i w owocach wzrosła, osłabiając soczystość. Za nektarynką przemknął mi chyba cierpki banan, a owoce ułożyły się w słodki wypiek. Chyba cytrusowo-nektarynkową tartę. Koniecznie z karmelem.

Posmak należał do drewna i węgla, ale też mocno wypieczonej tarty. Widziałam jej masę cytrynową i kawałkami nektarynki. Tartę wieńczył karmel, już jednak łagodniejszy. Zawrócił do krówki. Czułam też paloność, pieczoność i lekką cierpkość jakby zwykłego kakao w proszku.

Całość choć nie wbiła mnie w fotel, bardzo mi smakowała. Miała spokojny i palony klimat. Ciekawe, acz delikatne nuty owoców zaserwowały trochę śliwek, nektarynek i cytryny - w ogóle podporządkowały się słodyczy i cierpkości. Karmel, krówka czy kwiaty podkreśliła wanilia. Motyw owocowej tarty też się z tym zgrał. Cała paloność podkreślająca gorzkość to głównie drzewa, dym, węgiel. Motywy spalenizny nie były za mocne, echo kakao w proszku po prostu sobie było. Motyw tytoniu i orzechów włoski przyjemny - mógłby rozwinąć się bardziej.
Struktura w porządku. Uważam, że to dobra czekolada, ale żadne wielkie odkrycie. Na pewno nie nudna, ale spokojna.


ocena: 8/10
kupiłam: Kawa365
cena: 14 zł
kaloryczność: 599 kcal / 100 g
czy znów kupię: mogłabym

Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy (23 %), tłuszcz kakaowy, wanilia