piątek, 18 września 2026

Sopocka Manufaktura Czekolady Okrągła Sopocka Czekolada Rzemieślnicza Ciemna 85 % Nacional Arriba Ekwador Hacienda Victoria z Ekwadoru

Z Ekwadoru zjadłam w swoim życiu bardzo dużo czekolad i choć to popularny region, wiem, że potrafi zaskoczyć. Dziś prezentowana przyciągnęła mój wzrok zawartością kakao i - jak myślałam, zmianą cukru na trzcinowy - ale naprawdę nakręciłam się porządnie na nią dopiero po zjedzeniu dwóch innych o tej samej zawartości Sopockiej Manufaktury. Otóż marka rozwinęła się na lepsze. I to bez zmiany cukru. Choć dalej nie mogę pojąć, skąd ten błąd: gdy kupowałam czekolady, na stronie w składzie tabliczek 85% znalazł się cukier trzcinowy. Gdy jednak czekolady otrzymałam, na etykiecie był biały. Gdy skontaktowałam się z Somato, okazało się, że na stronie jest błąd, a oni nadal stosują biały. Dziś prezentowaną jednak nadal mimo wszystko  postrzegałam jako ciekawą i potencjalnie pyszną (widać przy 85% cukier biały w ich czekoladach aż tak mi nie przeszkadza). Przede wszystkim dlatego, że dawno temu chciałam zakupić 70% z kakao z Ekwadoru od tej firmy, właśnie by zacząć z nią przygodę, ale przestali ją produkować ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu, o czym pisałam przy Sopocka Manufaktura Okrągła Sopocka Czekolada Rzemieślnicza Ciemna 70 % Trinitario/Criollo Nicaragua O'Payo. Nie wiem, jak tamtą wycofaną, ale dziś przedstawianą zrobiono z odmiany Criollo Perla, uprawianej na rodzinnej plantacji Hacienda Victoria na wybrzeżu Ekwadoru. Ta jest znana z czystości odmian i po prostu wysokiej jakości. Odmianę tę Sopocka Manufaktura określiła jako "delikatna, kapryśna i... pełna charakteru" oraz stwierdziła, że "to nie kakao, które trzeba oswajać – to kakao, które zaprasza".

Sopocka Manufaktura Czekolady Okrągła Sopocka Czekolada Rzemieślnicza Ciemna 85 % Nacional Arriba Ekwador Hacienda Victoria to ciemna czekolada o zawartości 85% kakao Nacional Arriba z Ekwadoru, z prowincji Guayas.

Po otwarciu poczułam rześko-soczysty duet głównie kwiatów i gruszek. Gruszki przechodziły trochę w subtelnie alkoholowy likier gruszkowy o niewątpliwie wysokiej słodyczy. Ogół jednak nie był bardzo słodki ze względu na znaczący motyw ziemi i ziół, w tym wyraźnie szałwii oraz rześkość, kojarzącą się z aloesem i wilgotnymi roślinami, kwiatami, może też wilgotnymi ziołami. Gruszki wsparły soczyście-kwaskawe mandarynki i nieoczywisty, kwaśny pogłos octu balsamicznego winnego i czerwonych owoców: wiśni i / lub żurawiny w tle. Przez to wszystko przemykało jeszcze troszeczkę orzechów.


Dość twarda tabliczka łamana trzaskała głośno i chrupko. Zapowiadała się gęsto, w dotyku w dodatku kremowo-pyliście.
W ustach czekolada okazała się masywna, rozpływając się początkowo powoli, wręcz leniwie. Przedstawiła się jako gładko-mazista i trochę oleista, mimo że tłustość była niska. Kremowość mieszała się z zawiesinowym motywem, więc nie wydała mi się szczególnie wysoka. Z czasem odnotowałam szorstkość i lekką soczystość, po czym przyspieszyła rozpływać się i zniknęła.

W smaku najpierw przemknął jakiś nieokreślony czerwony owoc, a dosłownie w ułamek sekundy po nim rozbrzmiała słodycz kwiatów. Zapewniła rześkość, po czym stanęła na średnim poziomie i nie rosła już jakoś specjalnie.

Owocowy akcent szybko znów spróbował, tym razem podczepiając się pod słodycz kwiatów. Owoce i kwiaty weszły w sojusz, serwując mi gruszki oraz jakieś inne słodko-rześkie, lekko wodniste i właśnie jakby same w sobie kwiatowe owoce egzotyczne.

Z kolei akcent czerwonych  owoców związał się z kwaskiem, który znalazł miejsce na tyle i zaczął tam lekko pobrzmiewać, a po chwili rosnąć.

W tym czasie jednak zjawiła się gorzkość, zaraz przygaszając słodycz. Zadbała, by ta nie miała jak za bardzo wzrosnąć. Gorzkość przyniosła ze sobą sporo cierpkich ziół i dym. Wraz z dymem poczułam palony motyw, acz ten zaraz zaczął tworzyć tło, puszczając inne nuty przodem.

Zioła, w tym sporo szałwii jakby tylko na to czekały. Wsparła je ziemia, z którą ułożyły się w motyw zbutwiałego, zakopanego w wilgotnej, leśnej ziemi drewna.

Gdy gorzkość z łatwością przyciągała uwagę, gruszkowa nuta zaczęła przybierać na wytrawności, poprzez kwaskawe gruszki deserowe zmierzając ku gruszkowemu wytrawnemu białemu winu i poważniejszemu likierowi gruszkowemu, gruszkowo-kwiatowemu.

Kwaśność, ciągle rosnąca, mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa zaprezentowała się jako wiśnie i mandarynki. Do czerwonych owoców dołączyły słodko-kwaśne cytrusy. Ogólna kwaśność wzrosła, ale jakby mimowolnie pociągnęła za sobą trochę słodyczy.

Do głowy przyszedł mi ocet... ocet z ziołami? Czerwono winny ocet balsamiczny? Pokazał się i wycofał. Ocet z nutką drewna, jakby leżakowany w beczkach jak wino. W kwaśnej strefie z czasem wiśnie umocniły swoje wpływy, a do tego wsparły je słodko-kwaśne suszone żurawiny. Pomyślałam o takich soczystych, naturalnie słodzonych np. sokiem jabłkowym oraz... ocet winny balsamiczny? Wciąż wracał. Kwasek czasami pozwalał sobie jakby aż przypiec w gardło.

A z kolei gorzkość jakby trochę zelżała? Poprzez drewno i palone realia wkradły się pieczone... ciasteczka? Wypieczone trochę za mocno, ale jeszcze nie spalone, na pewno maślane ciastka z orzechami. Jakby palenie zaadoptowało słodycz? Słodycz i gorzkość zaczęły jakby w opozycji do kwaśności mieszać się w jedno.

Zioła zgrały się z kwiatami, idąc w stronę kwiatowych ziół, zioło-kwiatów, np. rumianku i ogólnie takich łagodniejszych roślin. Roślin wilgotnych, z ciemnej niskiej strefy lasu.

Kwaśność cytrusów odpadła wtedy z gry, choć jeszcze przez moment czułam mandarynkową słodycz... Kwiaty próbowały im pomóc, ale zniknęły razem... Z tym, że i kwaśność pociągnęły za sobą. Też prawie zupełnie zniknęła.

Końcowo, gdy słodycz się wycofała z kwaśnością, w miejsce ciasteczek maślanych wstrzeliły się niejednoznaczne, bardzo łagodne orzechy.

Po zjedzeniu został posmak kwaśnych wiśni i echo niemal octowe, do których jednak z powrotem przedarło się trochę mandarynek, a także kwiatowo-ziołowy wątek, łączący słodycz i cierpkość. Cierpkość ziół i ocet układały się we wręcz swego rodzaju pikanterię. Obok pojawiła się ziemia i zbutwiałe, zakopane w niej drewno z łagodzącą orzechową otoczką.

Czekolada była smaczna, ale jakoś mnie nie rozkochała w sobie, nawet nie umiem powiedzieć, dlaczego. Może przez to, że gorzkość nagle jakby odpadła i straciła na znaczeniu, po tym, jak obiecała wiele? Słodycz była bowiem przyjemnie niska: kwiaty, trochę gruszek i rześkich owoców na początku, trochę ciastek później. Nuty ziemi, zbutwiałego drewna, paloność bardzo na plus, tylko że jakby im się nagle odechciało. Za to kwaśność cały czas konsekwentnie dążyła do dominowania: od lekkich akcentów czerwonych owoców na początku, przez wiśnie i mandarynki, po dużo wiśni wspartych żurawiną na końcu.
Czekolada mogłaby też tak nie przyspieszać na koniec z rozpuszczaniem się, ale ogólnie nie mam nic więcej do zarzucenia konsystencji.


ocena: 9/10
cena: 35 zł (za 65g)
kaloryczność: 579 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie, ale w sumie mogłabym do niej wrócić

Skład: miazga kakaowa, cukier, lecytyna słonecznikowa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.