Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Loft Kulinarny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Loft Kulinarny. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 marca 2024

Loft Kulinarny Czekolada Gorzka Koneserska 75 % Prażonych Ziaren Kakaowca Tanzania ciemna z Tanzanii z nibsami

Jak pisałam w opisie Loft Kulinarny Czekolada Gorzka Koneserska 70 % Ekwador od marki dostałam dwie tabliczki, przy czym prosiłam tylko o podlinkowaną, wyjaśniając, że lubię tylko czyste ciemne. Uszczęśliwiono mnie jednak jeszcze tabliczką z nibsami. Bardzo żałowałam, że ich czekolada 75% kakao, czyli o zawartości, którą preferuję, w dodatku z lubianego przeze mnie regionu jakim jest Tanzania, została wydana tylko jako tabliczka z dodatkiem. I to takim, którego nie lubię. Zostawiłam ją na koniec, nie licząc na nic szczególnie dobrego. 

Loft Kulinarny Czekolada Gorzka Koneserska 75 % Prażonych Ziaren Kakaowca Tanzania to ciemna czekolada o zawartości 75% kakao z Tanzanii z nibsami, czyli prażonymi ziarnami kakao (też z Tanzanii).

Po otwarciu poczułam intensywny zapach orzechów i biszkoptu kawowego. Był bardzo słodki i łagodny, do głowy przyszły mi też jakieś czekoladowe cukierki o smaku cappuccino i kakaowy mousse. Lody na bitej śmietance? Wyraźnie przewinęła się właśnie ciężka bita śmietanka. Pomyślałam o lodach na bitej śmietance lub deserze z nią z nutą ciemnych owoców... o jakiejś "czekośliwce"? W tle czułam goryczkę dymu oraz soczystą cierpkość ziemi. Nakręciły ją palone nibsy. Orzechy wydawały się bliżej nieokreślone. Pomyślałam o pekanach i migdałach jako element np. czekoladek.

Tabliczka była bardzo twarda i suchawo-kremowa w dotyku. Przy łamaniu trzaskała głośno i krucho, nierówno. Nibsy w większości trzymały się mocno, częściowo odpadały. Wydała mi się bardzo krucho-chrupka.
W ustach rozpływała się wolno i gęsto-maziście. Była maślana, ale nie mocno tłusta. Długo zachowywała kształt, jakby niechętnie wypuszczając z siebie kawałki kakao.
Nibsy okazały się twarde, ale nie kamiennie, niby w miarę przystępnie... Ale. Niektóre jednak nazbyt ostro twarde - a to wystarczyło, by mi przeszkadzały. Wszystkie wyprażone, acz nie mocno, bo gryzione ujawniały lekką soczystość.

W smaku peirwsza rozeszła się wysoka słodycz biszkoptu kawowego. Lekko gorzkiego, mocno przypieczonego, ale jeszcze nie przypalonego. Podkreśliła go delikatna nuta dymu.

Słodko kawowy smak częściowo zmieniał się w kakaowe lody na bitej śmietance. Śmietanka złagodziła kompozycję, która wyrwała ku gorzkości. Poskromiła jej zapędy. Ciężka, tłusta bita śmietanka przełożyła się na wizję kakaowego deseru, zwieńczonego bitą śmietanką i słodką, kakaową kawą również z koroną ze śmietanki.

Bita śmietanka, być może w wersji kakaowej, mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa zaprezentowała się na... sowicie przypieczonych na chrupko gofrach. Gofry związały się z maślanym wątkiem, choć i kakao nieźle się przy nich zaprezentowało. Znowu odnotowałam dym, a do tego odrobinę goryczkowatych przypraw.

Było to zwykłe kakao z proszku, może dodane do samej masy na gofry, z racji czego pojawiła się lekka cierpkość. Cierpkość przywołała ziemistość. Dzięki temu ogólna gorzkość wzrosła dość znacząco. Z przypraw wyraźnie na chwilę wyłonił się pieprz, a także jeszcze coś... Chłodno-goryczkowata lukrecja? Wmieszały się jednak w kakao.

Jednocześnie słodycz też rosła i wydała mi się nieco ciężka. Wróciła myśl o kawowym biszkopcie, tym razem już przesłodzonym oraz o czekoladkach w polewie kakaowej z kawowym... może kawowo-orzechowym środkiem.

Pojawiło się bowiem sporo orzechów i migdałów. Mieszały się z kawą jako jakieś niejednoznaczne nadzienia czekoladek / cukierków i... może jakby tak zajadać się ciastem migdałowo-kawowym?

Daleko w tle przewinęła się lekka soczystość... jakby śliwek w niemal winnym wydaniu? Te czułam głównie w kęsach z nibsami - kawałek tabliczki trafił mi się bez nich i tam tej nuty prawie nie czułam.

Od nibsów rozchodził się palono-ziemisty, cierpkawo-goryczkowaty smak. Choć czuć ich gorzki smak niezaprzeczalnie, chwilami podkręcały kawową nutę.

Gryzione na koniec nibsy okazały się soczyście-ziemiste, cierpkie i leciutko kwaskowe jak wytrawne wino... śliwkowe? Zawarły jednak też palony akcent, wpisujący się w fuzję nibsów i kawy. Niektóre mignęły ziemiście-grzybowo i to w negatywnym sensie. Końcowo na pewno tonowały słodycz.

Po zjedzeniu został posmak kawowo-biszkoptowy, jakby po cappuccino i ciężkiej bitej śmietance, ale też mocno palona nuta. Gorzka, acz prosta - to było kakao w proszku i soczyste, ziemiste nibsy. Słodycz była ciężka i nieco odstająca, ale nie męcząca. Na języku czułam lekką pieprzność, lukrecjowość - ale bardziej efekt niż ich smak.

Czekoladę uznałam za całkiem w porządku, jednak to i tak nie moja forma, nie mój dodatek. Nie dość, że nie lubię nibsów, to jeszcze formy "posypki". A jednak same w sobie nibsy tu wyszły przystępnie. Nie zachwyciła mnie jednak baza o łagodnym, biszkoptowo-maślanym smaku, w którym ogromny udział miała bita śmietanka. Trochę ziemi, dymu i przypraw, orzechów i migdałów, gofry - wszystko to podporządkowało się śmietankowej nucie i znaczącej słodyczy. Uwypukliło je przeciętne kakao w proszku. Może nie było za słodko czy z dużymi wadami, ale nie znalazłam w niej niczego atrakcyjnego, by zjeść więcej niż jakieś 20g. A i tak starałam się wybrać fragmenty, gdzie dodatku było jak najmniej.

Mama, nielubiąca nibsów jak i ja, spróbowała tylko trochę i stwierdziła, że nie ma zamiaru kończyć: "Okropna. Te nibsy od razu nieprzyjemnie drapią czy to język, czy podniebienie i w ogóle bardziej przeszkadzają, niż coś pozytywnego wnoszą. A sama czekolada niesmaczna, że w ogóle nie chce się jeść. Dla mnie jakaś taka gorzka w lekowy, nachalny sposób.".
Reszta powędrowała do ojca. Jego opinia: "Dla mnie ona niesłodka, a kawałki kakao zupełnie zbędne". Przy czym "niesłodka" w jego rozumieniu w odniesieniu do czekolady to ogromna wada.


ocena: 6/10
kupiłam: dostałam od Loft Kulinarny
cena: ja dostałam, ale ich cena to 24 zł
kaloryczność: 586 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: czekolada (miazga kakaowa, cukier, lecytyna sojowa, sproszkowana wanilia), prażone ziarno kakaowca 10%

środa, 29 listopada 2023

Loft Kulinarny Czekolada Gorzka Koneserska 70 % Ekwador ciemna z Ekwadoru

Po Loft Kulinarny Kremie czekoladowym z orzechami laskowymi niespecjalnie chciałam myśleć o braniu się za czekolady tej marki. Uznałam, że przejem trochę innych kremów, by o tamtym wspomnienia nie były tak żywe i dopiero wezmę się za jedną z dwóch otrzymanych tabliczek. O dzisiaj opisywaną sama poprosiłam i nie widziałam powodów, by miało być z nią coś nie tak.

Loft Kulinarny Czekolada Gorzka Koneserska 70 % Ekwador to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao z Ekwadoru.

Po otwarciu poczułam wyrazisty zapach suchej, rozgrzanej czarnej ziemi, która być może skrywa wilgotniejszą gdzieś głębiej, a także prażone orzechy. Tak otoczone wędzonymi owocami i specyficzną, ciężką soczystością, że aż niejednoznaczne. Wśród owoców dominowały wędzone (lub marynowane?) wiśnie, którym towarzyszyło chili z cynamonem. Może też kropelka alkoholu? Do głowy przyszła mi specyficzna soczysta wytrawność czekolad z mięsem suszonym (swego czasu popularnych w USA, np. Vosges Mo's Dark 62 %) z nutką soli. Ta wprowadziła też sporo mocno palonego karmelu, właśnie też chyba z solą. Ogólnie kompozycja wydawała się soczyście-wytrawna, ale też niemało słodka. W trakcie degustacji doszukałam się jeszcze wątku ciężko-słodkich suszonych róż. Słodsze i wytrawniejsze nuty połączyło sporo dymu.

Tabliczka wyglądała na suchawą, lecz już w dotyku zdradzała kremowość. Łamała się z głośnym trzaskiem, nie zawsze po liniach podziału. Wydawała z siebie głuche dźwięki. Przy odgryzaniu kawałka sprawiała wrażenie twardo-chrupkiej.
W ustach rozpływała się powoli i gęsto. Była zbita i mazista, tłusta w maślany sposób. Trwało to długo, a w czasie tego procesu tłustość rosła lekko. Pojawiała się też drobna soczystość. W niemal idealnie gładkiej czekoladzie sporadycznie trafiały się drobinki niedomielonego kakao. Na koniec zostawiała minimalnie sucho-ściągający efekt.

W smaku pierwsza rozbłysła słodycz z wchodzącym ledwie sekundę czy dwie później dymem. Był lekki, ale wyraźny i zdecydowany.

Słodycz mignęła mi szczyptą cukru pudru, po czym rozwinęła się ochoczo na banany i karmel. Myślę o owocach soczystych, średnio dojrzałych, a o karmelu jako o tworze mocno palonym. Palonym aż do goryczki. Było to więc bardzo słodkie, wyraziste, ale nieprzesłodzone, a z charakterem. Raz czy drugi przy karmelu mignęła mi nutka soli.

W tle zamajaczyły kwiaty. Słodkie, choć niezbyt jednoznaczne. Z czasem wyłoniło się z nich trochę konkretnie suszonych płatków róż. Nieopodal zaznaczyły swą obecność niemal lekko ostrawe zioła. Kwiato-zioła, chwasty? Obok zaraz przemknęły wędzone, słodkie owoce czerwone. Pomyślałam o wiśniach, ale nie tylko. Owoce wpisywały się w wytrawność dymu, ale i słodycz podniosły, wzbogacając ją o ciężką soczystość.

W tym czasie z dymu wyłoniła się ziemia. Było jej dużo i wiązała się z ciepłem. Wyobraziłam sobie rozgrzaną słońcem, czarną i suchą ziemię. Gorzkość rosła tak, że w połowie rozpływania się kęsa była odważna i dosadna, prawie dominująca. 

Za gorzkością weszły orzechy. Nie były zbyt jednoznaczne, ale wśród ich całej mieszanki chyba wyłapałam arachidy i pekany. Wszystkie na pewno mocno prażone. Orzechy pekan wprowadziły drobną maślaność, acz nie złagodziły kompozycji. Pomyślałam o orzeszkach w chili. Od niego rozchodziło się wędzenie.

Jakby słodka wędzona papryka podkradła się do owoców. W tej części w tym czasie pojawił się ananas i porzeczki czerwone. Za ich sprawą do wysokiej, soczystej słodyczy dołączyła kwaśność. Chyba lekko podkręcona cytryną (marynowaną? jakimś alkoholem cytrynowym?). Wędzenie i tu wtrąciło swój akcent. Pomyślałam o mieszance wiśni z chili. Może likierze czy czekoladkach w takim wariancie. Ananas z kolei zrobił się jakby marynowany. Lub lekko kandyzowany? I obtaczany cukrem pudrem. Ten z kolei pozwolił na wyeksponowanie się słodkim bananom. Na chwilę wyszły na pierwszy plan, po czym znów trochę odpuściły.

Do owoców dołączyło chili i cynamon, nadając im właśnie cięższego charakteru. Do głowy przyszły mi jakieś owocowe alkohole - nalewki? Za marynowanymi słodko-kwaskowatymi, wytrawnymi owocami plątały się już jakby nieśmiałe banany. Może banany suszone, dosłodzone chipsy bananowe? Czułam też cierpkość suszonej miechunki.

Gorzkość bliżej końca jeszcze rosła. Chili i cynamon ją wydobyły. Dym podbił z kolei ich ostrość i tchnął lekką goryczkę. Goryczka podkradła też trochę słodyczy, przypominając o palonym karmelu. Wyklarowały się orzechy pekan. Orzeszki arachidowe zostały nieco za nimi, w tyle. Jedne i drugie musiały być w wytrawnie-soczystych i słodkawych przyprawach, a więc mieszance chili i cynamonu.

Ostrość wmieszała się też w ziemię, nad którą zawisł dym dbający o mocno paloną nutę. Karmel na końcówce również wszedł wyraźnie. Mocno palony (aż do goryczki?), kontynuował myśl o cukrze pudrze, jakby to z niego został zrobiony.

Po zjedzeniu czułam posmak dymu i ziemi o wysokiej gorzkości, a także pikanterię chili i cynamonu. Do tego sporo wędzonych czerwonych owoców, marynowanych egzotycznych (ananasa z porzeczkami?) i palonego karmelu. Temu słodyczy dodały banany i echo suszonych kwiatów. Odnotowałam też lekką cierpkość miechunki i czerwonych owoców lub alkoholu z nich.

Czekolada była ciekawa i smaczna, a do tego zaskakująca. Mocno gorzka dzięki dymowi i ziemi, z wyczuwalnymi kwiatami jak to Ekwador, ale już soczysta w niecodzienny sposób. Tu bowiem czułam soczystość wędzonych owoców, słodkiej papryki i chili. Pojawiło się skojarzenie z czekoladami z mięsem czy karmelem z solą. Potem orzechy (pekan i fistaszki) w chili, jeszcze więcej ziemi i dymu... Zbudowały wytrawność, mimo sporej ilości słodyczy karmelu, bananów i owoców. Za wiśniami pojawił się ananas wsparty miechunką i czerwonymi porzeczkami. Słodycz wyszła wiec poskromiona, a kwaśność nie była za wysoka. Smakowało mi to, choć wolałabym nieco mniej prażono-wędzonych nut. Wytrawność chwilami gryzła mi się z wydźwiękiem słodyczy, ale ogół i tak wyszedł dobrze.


ocena: 8/10
kupiłam: dostałam od Loft Kulinarny
cena: ja dostałam, ale ich cena to 24 zł
kaloryczność: 538 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, lecytyna sojowa

poniedziałek, 13 listopada 2023

Loft Kulinarny Krem czekoladowy z orzechami laskowymi

Czasem w internecie trafiam na małych producentów. Gdy uznam ich ofertę za wartą uwagi, zdarza się, że występuję z propozycją mini współpracy, czyli wysłania wybranych przeze produktów do testów, bym mogła opisać je na bloga, podając link do strony sklepu. Tak było i w przypadku Loft Kulinarny. Bardzo miła obsługa, sporo ciekawych produktów (choć akurat dla mnie nie za dużo), ale... w zasadzie kiepski początek. Spotkało nas nieszczęście w postaci zniszczenia przesyłki w transporcie. Stąd musiałam czekać i czekać, aż wysłali drugą. Uznałam, że czekolady na spotkanie ze mną mogą poczekać jeszcze dłużej, dlatego najpierw sięgnęłam po krem, chcąc zjeść go jak najświeższy, by nie musiał stać w komodzie całe lato. I nie ukrywam, że po paru czekoladowych innych (migdałowym Pięć Przemian Krem Migdałowo-Czekoladowy Keto Friendly, fistaszkowym Grizly Krem orzechowy z belgijską czekoladą ciemną i nerkowcowym GymBeam Cashew Butter + Chocolate + Banana, do którego wróciłam), naszło mnie właśnie na czekoladowo-laskowy.

Loft Kulinarny Krem czekoladowy z orzechami laskowymi to krem zrobiony na bazie prażonych orzechów laskowych i belgijskiej czekolady mlecznej o zawartości 64 % kakao.

Po otwarciu poczułam intensywny zapach orzechów laskowych prażonych średnio mocno, z wyraźną goryczką skórek oraz czekolady o charakterze słodkiego "kakałka", z drobnym tylko gorzkim akcentem. Od razu skojarzyło mi się to z kremami typu Nutella, bo czuć też sporo mleczno-maślanych nut, a słodycz ogółu była wysoka. Obok naturalnie orzechowej, stała cukrowa płynąca ze słodkiej czekoladowości. Kompozycja miała ciepły, prażony charakter.

Na wierzchu olej się nie wydzielił. Mało tego! Po odkręceniu krem wyglądał na suchy. Wystarczyło tylko dotknąć go łyżeczką, by zdradził swoją miękko-mazistą tłustość. Zanurzywszy łyżeczkę i mieszając, odebrałam go jako twór wręcz miękko-olisty, mimo że wciąż niewątpliwie gęsty i w miarę masywny. Wydał mi się plastyczny. Widać w nim sporo malutkich kawałeczków i drobinek orzechów.
W ustach krem dał się poznać jako miękki, ale dość konkretny. Obklejał usta i chwilowo wydawał się raczej gęsty, nieco przytykał. Rozpływał się w tempie szybkawo-umiarkowanym, eksponując swoją wysoką tłustość. Była miękko-oleista; nie ciężka, ale przesadzona. Czuć w nim kremowość czekolady, choć potem z łatwością rzedł (zwłaszcza przy wyższej temperaturze), zachowując tłustą lepkość. Drobinki orzechów wylegające na język oraz jakby wisząca w tle drobna pylistość próbowały odciągać od niej uwagę, ale i tak nieco męczyła. Z czasem kojarzyła się z tłusto-mazistymi kremami typu Nutella czy Pięć Przemian Krem Migdałowo-Czekoladowy Keto Friendly.
Po rozpłynięciu się kremu w ustach zostawały małe kawałeczki i drobinki orzechów. W zasadzie w większości nie wymagały gryzienia, ale ja wyłapywałam co większe i gryzłam. Niektóre okazały się bardziej chrupkawe, więcej było raczej trzeszcząco-skrzypiących. Zaplątało się dosłownie kilka drobineczek skórek.
Krem zwłaszcza pod koniec (czyżby się jakoś rozwarstwił?) bardzo łatwo stawał się bardziej płynny w wysokiej temperaturze (jadłam go w lipcu), co w moim odczuciu stanowi wadę.

W smaku pierwsza uderzyła wysoka słodycz. Poczułam jakby cukrowość należącą do czekolady, ale także naturalnie słodkie orzechy laskowe.

Orzechy podłączyły się pod lekką gorzkość i za jej sprawą przebiły się. Chyba uraczyły mnie akcentem skórek. Czekolada podchwyciła to i przez moment wydała mi się leciutko gorzkawa... Otarła się o słodkie kakao na mleku, acz drobna gorzkawość w tle zdradzała swoje nieczekoladowe pochodzenie (obstawiam olej kokosowy). Słodycz za to szybko rosła.

Orzechy zaraz postarały się o skupienie uwagi na sobie. Poniekąd im się udało, bo trochę na moment wyprzedziły czekoladowość, acz nie jakoś szczególnie. Spod skórek wypłynął smak słodkich średnio prażonych orzechów, ale jakby z echem także słodkich surowych. Wpisały się jakby... w ogólne ciepło kompozycji. Jak przez parę chwil rozbrzmiewały bardzo wyraźnie, tak z czasem na tej wyrazistości nieco traciły. Robiło się coraz bardziej maślanie.

Maślanie-słodko i cukrowo-ciepło. Wydawało się, że słodycz aż rozgrzewa gardło. Mniej więcej w połowie rozpływania się porcji w ustach czekolada odsłoniła w pełni mleczny charakter. Orzechom podrzuciła mleczno-słodki wątek nugatu, sama zaś w zasadzie zaczęła dominować, cały czas umacniając słodycz. Ta zrobiła się cukrowo ciężka i drapiąco-męcząca.

Z czasem odnotowałam, w całej tej słodkiej maślaności, element bardziej tłuszczowy... Bardzo łatwo przez to o skojarzenie z kremem typu Nutella. Może nieco wytrawniejszym i szlachetniejszym, ale jednak. Delikatna gorzkość raz po raz powracała - nie była w pełni kakaowa (pewnie olej kokosowy). Wyobraziłam sobie też gorące kakao na mleku z bitą śmietanką. Sama czekolada miała w sobie ciepły wątek. Jakby nieco palony, prażony i zgrywający się z prażono-orzechowym wątkiem.

Wyłaniające się z masy kawałeczki orzechów podbijały na końcówce właśnie swój smak. Okazały się przyjemnie wyraziste, sporadycznie gorzkawe, podreślające właśnie laskowy smak.

Mimo to, gdy krem znikał z ust, w gardle czułam już palenie, drapanie od słodyczy. Było o wiele za słodko, a przez nieco maślano-oleistą, niedookreśloną nutkę przekładało się to na "echo plastiku". Gryzione kawałeczki stanowiły laskowe pstryczki w zasadzie głównie słodkie i lekko prażone. Pojedyncze to goryczkowate skórki. Wszystkie jednak przynajmniej w smaku przypieczętowywały orzechowość.

Po zjedzeniu został posmak lekko prażonych, słodko-goryczkowatych orzechów laskowych oraz przesłodzonej czekolady mocno mlecznej, z cukrowym drapaniem gardła, a do tego goryczka-niesmak. Mleczność... mieszała się z łagodnością, maślanością orzechów. Same laskowce czuć wyraźnie, ale właśnie niestety z nieprzyjemną goryczką oleju kokosowego.

Całość do mnie nie przemówiła zupełnie. Wyraziste orzechy laskowe jakby i trochę surowe, i o nie za mocnym stopniu prażenia, i przyjemnie zaznaczoną goryczką skórek zetknęły się z przesłodzeniem fundowanym przez czekoladę i goryczkowato-tłuszczową nutę, które po prostu krem nieco spłyciły, kojarząc się z kremami typu Nutella. To można określić jako jej zdrowszy i szlachetniejszy zamiennik. Bardzo żałuję, że oprócz cukrowości dodali ten olej kokosowy, przez co pojawiła się goryczka jakby starająca się udawać czekoladową i orzechową, jednak czuć, że to nie one, a olej kokosowy. Zepsuł też strukturę. Czekoladowość, słodycz i specyficzna tłusta miękkość poszły właśnie w tym kierunku, nie kremów, że tak powiem, bardziej opierających się na orzechowości. Mimo że tej nie brakowało! To jednak nie typ past, w których ja gustuję. Bliżej mu raczej do Pięć Przemian Krem Migdałowo-Czekoladowy Keto Friendly, acz w przypadku Loft bazę - czyli w jego przypadku laskowce - czuć wyraźniej. Pasta Loft ma potencjał, ale zmarnowany - wydaje mi się, że wystarczyłoby nie dodać tych 5% oleju kokosowego (zastąpić je orzechami), a już byłoby lepiej.

Jakąś 1/3 oddałam Mamie, bo po prostu już nie mogłam przez to przebrnąć i się zmusić do skończenia. Mama zaczęła łyżeczkować i stwierdziła, że "krem ma ogromny potencjał, pięknie pachnie jak taka szlachetna Nutella i podobnie smakuje, ale w smaku ma coś, co mi bardzo przeszkadza. Taka goryczka nie kakao, i nie orzechów. Chyba oleju kokosowego, która jest po prostu zbędna. Na słodycz wcale nie pomaga. Tak, gdyby nie ta nuta, krem nawet smaczny". Resztę skończyła z sucharkami (jednego dnia) i kruchymi ciastkami maślanymi z Kauflandu (drugiego). O tych połączeniach: "Tak z sucharkami to już lepiej niż osobno, ale niewiele. Z ciastkami tak sobie, do zjedzenia, choć ciastkom krem chyba bardziej przeszkadzał, niż coś dobrego wnosił". O konsystencji powiedziała, że "bardzo łatwo coś posmarować, ale szybko się na sucharku czy ciastku aż rozpływa nieprzyjemnie".
Zgodziła się ze mną, że przy takiej cenie na więcej niż 5 nie zasługuje. 


ocena: 5/10
kupiłam: dostałam od Loft Kulinarny
cena: ja dostałam, ale ich cena to 39 zł za 200g
kaloryczność: 631 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: orzechy laskowe 55%, mleczna czekolada 40% (miazga kakaowa, cukier, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku, lecytyna sojowa), olej kokosowy