Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frey. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frey. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 lutego 2025

Frey Supreme Crunchy Dark Fruit & Nut ciemna 44 % z rodzynkami, migdałami, orzechami laskowymi siekanymi i mielonymi oraz orzechowym brittle / karmelizowanymi kawałkami orzechów

Po Frey Supreme Crunchy Dark Hazelnut uznałam, że z ochotą kiedyś w góry zabiorę jeszcze jakąś ich tabliczkę. Jako że od dłuższego czasu chodziła za mną czekolada ciemna z rodzynkami i orzechami laskowymi, a Milka Mmmax Trauben-Nuss / Raisins & Hazelnuts oczywiście nie usatysfakcjonowała, ta wydawała się idealna. Przyznać się jednak muszę, że kupując nie wczytałam się, czym jest dokładnie. Gdybym to zrobiła, pewnie decyzja o kupnie byłaby trudniejsza, bo od razu wydała mi się zbyt przeładowana tym wszystkim. I tak jednak uznałam, że jest godna na bardzo obiecujący szczyt w Tatrach Słowackich.
Choć zaplanowałam trochę inny początek trasy, wyruszyłam niebieskim szlakiem z Tatranskiej Strby do Rozdroża przy Popradzkim Stawie, ale od razu odbiłam tam w stronę Koprowej Przełęczy. Wciąż szlakiem niebieskim, o staw nawet nie zahaczając. Droga wyraźnie szła w górę, ale wcale nie czułam w nogach wysokości. Sporo w lesie, potem część niestety wyeksponowana na słońce, ale chmury ratowały sytuację. Na szczyt z Koprowej Przełęczy było trochę dreptania po skałach, czasem dość wysokich, ale podejście mi się podobało. Na samym Koprowym Wierchu trochę ludzi było, ale tłumem nie mogę tego nazwać. Bez trudu znalazłam wyjątkowo wygodną skałę z zachwycającymi widokami i na niej zabrałam się za dziś prezentowaną czekoladę. 

Frey Supreme Crunchy Dark Fruit & Nut Dark chocolate with raisins, hazelnuts and almonds, topped off with crunchy hazelnut brittle to ciemna czekolada o zawartości 44% kakao z miazgą z orzechów laskowych (gianduja?) oraz z rodzynkami, orzechami laskowymi i migdałami oraz "brittle" z orzechów laskowych, czyli kawałkami karmelizowanych orzechów ("na wierzchu" - jak rozumiem, na wierzchu dodatków, nie tabliczki); wyprodukowana przez Delica AG.

Po otwarciu poczułam intensywny zapach prażonych, słodkich w naturalny sposób orzechów laskowych i rodzynek. Nieco dalej za nimi znalazła się cukrowa, acz ze szlachetniejszym echem, czekolada. Nie powiedziałabym, że ciemna, jednak mleczna na pewno też nie. W oddali ujawniło się echo migdałów i palonego cukru. Ostatnie nasiliły się przy podziale i w trakcie jedzenia.

Twarda tabliczka w dotyku sprawiała wrażenie trochę ulepkowatej. Na spodzie widać w niej średnią ilość trudnych do rozpoznania dodatków.
Przy łamaniu trzaskała krucho i głośno. Także przekrój sugerował, że dodatków było średnio dużo (ale to tylko złudzenie). Część łamała się wraz z nią, część zostawała w którejś z części. Wyłoniły się migdały w skórkach, kawałki laskowców i trochę rodzynek.
W ustach czekolada rozpływała się w tempie umiarkowanym, mięknąc po chwili. Dała się poznać jako aksamitna, kremowa i maślana, ale nie za mocno tłusta. Podniebienie pokrywała coraz bardziej mazistymi smugami i ujawniała dodatki. Trzymały się jej długo. Okazało się, że summa summarum była nimi sowicie wypełniona, a jednak nie miałam wrażenia, że to zlepek-ulepek, a czekolada z dodatkami.
Tylko na próbę ze dwa czy trzy razy pogryzłam je obok czekolady, większość zostawiałam na koniec.
Miałam wrażenie, że dominowały kawałki orzechowego brittle, czyli w zasadzie zlepki orzechów w karmelu. Bardzo dużo było też rodzynek. Migdałów (głównie całych, ale zdarzyły się też słupko-kawałki) z kolei tak sobie, a małych, średnich i dużych kawałków orzechów laskowych mało. 
Od kawałków orzechowego brittle wraz z czekoladą trochę rozpuszczał się trochę cukier, ale niewiele wniósł. Im zdarzyło się raz po raz stukać o zęby. Rodzynki zaś tchnęły w całość lekką soczystość.
Migdały gryzione na koniec okazały się krucho-twardawe i chrupiące. 
Orzechy laskowe - głównie średnie kawałki i ćwiartki, acz zdarzyły się też połówki - wyszły nieco delikatniej, ale i one przyjemnie chrupały.
Kawałki orzechowego brittle to mikroskopijne kawałeczki mocno skarmelizowanych orzechów laskowych. Były twarde, chwilami wręcz kamienne i rzężące ze względu na skorupko-lepiszcze z palonego cukru, jaka je pokrywała i w jaki kawałeczki były powtykane.
Rodzynki przedstawiły się jako jędrne i soczyste, a zarazem kleiste.
W rozmieszczeniu nie było żadnego ładu. Choć opis głosi, że brittle dodano na wierzch, nie odczułam tego. Przeplatało się z resztą. Ta była rozmieszczona bardzo różnie. W pewnych miejscach skumulowały się np. rodzynki, w innych kawałki orzechów. Ogólnie jednak odczułam niedosyt laskowców i w sumie też migdałów.

W smaku pierwszą poczułam wysoką słodycz o lekko waniliowym zabarwieniu. Cukier także się ujawnił, acz odnotowałam też drobną nutkę orzechów, przekładającą się na nugatowe skłonności całości.

Całość trochę przesiąkła laskowcami. Przemknęło mi echo palonego cukru, który trochę rozchodził się od pojawiających się co i raz kawałków brittle.

Do głowy dość często, choć nie przy każdym kęsie, przychodził mi zdrowy, rodzynkowy karmel. Rodzynki dawały o sobie znać, włączając drobną, słodką soczystość.

Słodycz rosła konsekwentnie i znacząco, ale nie męczyła bardzo ze względu na dodatki. Za nimi przewinęła się bardzo łagodna gorzkawość. 

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa cukrowa słodycz raz po raz zaznaczyła się w gardle, a baza tak złagodniała, że robiła małe aluzje do mleczności. Ta jednak zaraz umykała w słodyczy i nasilającym się wątku dodatków. W zależności od tego, jakie akurat znalazły się w ustach, końcowo baza robiła się albo bardziej cukrowa (chyba głównie przy brittle), albo bardziej cierpkawa za sprawą kakao. Czasem ta leciutka cierpkość robiła z dodatkami za przeciwwagę cukru (z echem waniliowego nugatu?)

Gdy baza zniknęła, gryzłam dodatki. Niemal zupełnie przygłuszały czekoladowe echo. Smakowo dominowało to, czego akurat znalazło się w ustach najwięcej, acz ogólne wrażenie miałam takie, że brittle miało najbardziej imperatywne zapędy.

Brittle, czyli zbitki karmelu i kawałeczków orzechów laskowych miały bardzo intensywny smak. Zaserwowały mocno wysmażone w cukrze-karmelu orzechy. Na siłę dało się rozpoznać laskowe, ale nie w przypadku każdej ich zbitki, i jak już, to palone do goryczki. Podobnie zresztą jak cukier, który zdecydowanie nad nimi dominował.
Kawałki orzechów laskowych były mocno prażone, chwilami przeprażone, z echem epizodycznej goryczki. Czuć je, choć w obliczu całej reszty, jawiły się jako bardzo nieśmiałe.
Migdały dla odmiany wyszły wręcz surowawo. Były neutralne, leciutko słodkie. Okrywały je skórki, które wpisały się w neutralność.
Rodzynki w większości były bardzo, bardzo słodkie, niektóre wręcz zasładzające. Powiedziałabym, że to sułtanki. Mimo słodyczy, dodały także soczystość, a czasem nawet leciutki kwasek.

O ile rodzynki, migdały i orzechy laskowe przyjemnie ze sobą współgrały, tak np. zestawienie rodzynek z cukrowo-smażonym brittle chwilami wydawało się osobliwe.

W posmaku dominowały głównie dodatki - dokładniej to, co akurat pogryzłam. Największą łatwość w utrzymaniu się, miało jakby smażone brittle, potem rodzynki, a dalej migdały i na końcu laskowce. Osnuwała je przesłodzona, ale nie drastycznie czekolada. Miała w sobie coś z... kakaowego zdrowego karmelu z rodzynek? I trochę z nugatu z domniemaną śmietankowścią.

Czekolada całościowo w sumie była smaczna, ale jak dla mnie napchali do niej za wiele, przez co zrobił się mały śmietnik. Nie wszystkie dodatki do siebie pasowały. Nie odpowiadało mi też zbyt chaotyczne, nierówne ich rozmieszczenie. Wolałabym, by było więcej migdałów i orzechów laskowych, ale całych, a brittle wcale bym się pozbyła. Sama czekolada choć przesłodzona, w zasadzie jako baza się sprawdziła z tym swoim niemal mlecznym zacięciem. Ja jednak wolałabym więcej gorzkości. 
W górach szła całkiem nieźle, w domu skończyłam, co zostało, ale jej zasładzanie już trochę bardziej mi przeszkadzało.


ocena: 7/10
kupiłam: Allegro
cena: 22,89 zł (za 180g)
kaloryczność: 538 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, miazga kakaowa, rodzynki 8%, siekane i mielone orzechy laskowe 6%, tłuszcz kakaowy, brittle z orzechów laskowych 4,5% (cukier, orzechy laskowe), migdały 4%, masło klarowane, emulgator: lecytyna

niedziela, 12 stycznia 2025

Frey Supreme 85 % Dark Extra Chocolate ciemna

Szwajcarską markę Frey poznałam w zasadzie przypadkiem, kiedy zamawiałam przez internet jakieś "trochę lepsze, ale nie degustacyjne" czekolady w góry. Frey Supreme Crunchy Dark Hazelnut okazała się naprawdę niezła, więc cieszyłam się, że będę mogła poznać też ich czystą ciemną czekoladę. Oczywiście w domu.

Frey Supreme 85% Dark Extra Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 85 % kakao; wyprodukowana przez Delica AG.

Po otwarciu rozszedł się intensywny zapach drzew mieszających się z kakao w proszku. To poleciało w kierunku taniawych cukierków kakaowo-kawowych z krucho-margarynowym wnętrzem. Obok zaznaczyły się fistaszki w skórkach, które ze względu na swój prażony charakter do kompozycji zaprosiły jakieś... paluszko-precelki w karmelu? I krem migdałowy 100% o prażonym, bardziej wytrawnym wydźwięku. Zaznaczyła się też delikatna, acz ciężkawa soczystość dżemu morelowego. Podkręciło go trochę suszonych - mocno ususzonych - moreli.

Tabliczka wyglądała na twardo-chrupką, a przy łamaniu okazała się twarda i trzaskająca właśnie w chrupki sposób.
W ustach czekolada potrzebowała krótkiej chwili, by zacząć, ale potem rozpływała się łatwo w tempie umiarkowanym. Już po chwili dała się poznać jako pylista, choć starała się być kremową. Maziście pokrywała podniebienie jakby zgęstniałymi smugo-falami, a jednocześnie odsłaniała coraz silniejszą proszkowość. Ta przeszła w ziarnistość. Tłustość była dość wysoka i wręcz lepko przytykająca, wraz z poczuciem suchości od kakao w proszku.

W smaku pierwszą poczułam delikatną gorzkość kawy rozpuszczalnej, do której podpłynęła maślaność. Zaraz i zawiązały sojusz, choć to gorzkość dyktowała warunki. I tak jednak nie była bardzo wysoka. O wytrawniejszym charakterze tego splotu przesądziło echo drzew. Mimo to, słodycz i tak się zaznaczyła, sugerując, że może zaraz bardzo wzrosnąć.

Gorzkość dopuściła do głosu cierpkość kakao w proszku, które od razu ją nieco spłyciło. Skojarzyło mi się z wyraźnie słodkimi cukierkami kawowymi w polewie kakaowej. Wyobraziłam sobie to pozornie sucho-kruche wnętrze... urozmaicone arachidami?

Gorzkość poszła w palonym kierunku. Paloność była mocna i niebezpiecznie zmierzała ku przepaleniu. Przez pewien czas zwracała na siebie większość uwagi. Słodycz za to wydała mi się wręcz pomykająca, onieśmielona, acz też niewątpliwie obecna - czuć jednak, że nie spełni obietnicy o mocnym wzroście.

Maślaność i gorzkość przeplatały się ze sobą, chwilami stając się jednością i przekładając się na myśl o kremie migdałowym 100% o wytrawniejszym smaku, zrobionym z mocno prażonych migdałów.

Fistaszki zagrały mocniej. Paloność podsunęła im mocne podprażenie. Wciąż miałam w głowie czekoladowo-kakaowe cukierki, ale już coraz mniej. Słodycz rosła oddalając się od tego wyobrażenia, a mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa przechodząc w... karmel?

Karmel złączył się z orzeszkami ziemnymi - zostały mocno skarmelizowane. Dołączyły do nich prażone migdały. Słodycz sama w sobie była więc średnia, nie doskwierała. Pilnowały i przełamywały ją drzewne wtrącenia.

W tle przemknęła soczystość o ciężkim, przesłodzonym charakterze. Pomyślałam o dżemie morelowym... na ciemnym chlebie z przypaloną skórką? Za mocno palona nuta przypomniała sobie o kakao i baza - pod tym dżemem - wydała mi się kakaowa właśnie. Może chodziło o jakieś gofrowate wafle kakaowe? Albo kakaowe tosty?

Przemknął mi przez głowę jeszcze przypalony, kakaowy naleśnik usmażony na maśle, ze zdecydowanie za dużą ilością masła. Maślaność zaczęła próbować zrównać się z gorzkością, a prażono-pieczony motyw podsunął... precelki w karmelu?

Obok dżemu morelowego odkryłam trochę suszonych moreli. Niby lekko soczystych, ale jakiś takich... słodko-mulących i mdławych. Dżem wplótł w to wszystko, mimo paloności, motyw bardziej zwyczajnie cukrowy, choć słodycz wciąż była nisko-średnia.

Orzeszki ziemne i pieczono-precelkowy akcent zmieniły się w drzewa. Wyobraziłam sobie masywne drzewa, ogrzewane promieniami słońca, w których uplasowała się drobna cierpkość. Drzewa wydały mi się jakby... trochę oprószone cierpką, rozpuszczalną kawą w proszku.

Po zjedzeniu został posmak drzew i przeprażonych orzeszków ziemnych, które połączyła trochę karmelowa słodycz. Do głowy przyszły mi też wafle kakaowe, z zaznaczonym suchym kakao w proszku.

Czekolada wyszła mocno średnio. Gorzkość była w niej w dużej mierze po prostu palona, aż ryzykownie za mocno. Nuty fistaszków przechodzących w drzewa, kawowych cukierków i karmelizowanych orzeszków, precelków ciekawie wzbogacił dżem morelowy i suszone morele, ale brakowało temu głębi. Kompozycję łagodziła maślaność, a kakao w proszku spłycało. Myślałam o jakiś waflach, naleśnikach kakaowych, które przypalono i w których przesadzono z masłem. Szkoda, bo nuty miały potencjał.


ocena: 6/10
kupiłam: Allegro
cena: 15,10 zł
kaloryczność: 602 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, cukier, kakao w proszku, naturalny aromat

sobota, 7 grudnia 2024

Frey Supreme Crunchy Dark Hazelnut ciemna 44 % z orzechami laskowymi całymi, mielonymi i orzechowym brittle / karmelizowanymi kawałkami orzechów

Ta tabliczka trochę sobie ze mną pojeździła, bo wzięłam sobie ją na szlak, na który jednak nie poszłam, bo musiałam wracać wcześniej i... cóż, miałam nadzieję, że tym razem nie będzie z nią pechowo. Tak w ogóle to nieznana mi, ale całkiem zachęcająco wyglądająca szwajcarska marka.
Żeby jej jakoś wynagrodzić jeżdżenie w tę i z powrotem, uznałam, że otworzę ją na samym Szpiglasowym Wierchu. Gdy jednak byłam już blisko Szpiglasowej Przęłęczy, pogoda zgodnie z prognozami zaczęła się psuć. Poszła jednak dalej, bo zamiast "przelotnego deszczu", miałam ulewę z gradem, a nad samym Szpiglasowym raz i drugi błysnęło. Zdecydowałam, że znowu zawrócę. Acz wracając, na pocieszenie, otworzyłam czekoladę.

Frey Supreme Crunchy Dark Hazelnut Dark chocolate with hazelnuts topped off with crunchy hazelnut brittle to ciemna czekolada o zawartości 44% kakao z miazgą z orzechów laskowych (gianduja?) oraz z całymi orzechami laskowymi i karmelizowanymi kawałkami orzechów laskowych ( orzechowym brittle); wyprodukowana przez Delica AG.

Po otwarciu poczułam wyrazisty zapach orzechów laskowych i cukrowo słodkiego kremu czekoladowego, co trochę skojarzyło mi się z ciemną giandują (czekoladzie z miazgą z orzechów) i nieco ciemniejszym, poważniejszym i dobrym jakościowo kremem typu Nutella. Obok wystąpił motyw mocnego karmelizowania. Orzechy laskowe jako one same, prażono-słodkie też się odezwały. Całość była też ryzykownie cukrowa, ale na pewno też "ciemniejsza".

Twarda tabliczka wydała mi się w dotyku minimalnie ulepkowata. Na spodzie widać w niej dużo orzechów całych i połówek.
Podczas łamania trzaskała głośno i krucho, ujawniając też dodatek drobnych kawałków - wydawało się, że niewiele. 
Część orzechów łamała się wraz z nią, ale inne zostawały w którejś z części. W większości były to orzechy bez skórek, ale na paru trafiły się też skórki.
W ustach czekolada rozpływała się w tempie umiarkowanym w maślano-kremowy sposób. Trochę miękła i choć miała w sobie coś z gładkiego nugatu, to mnie chwilami troszeczkę kojarzyła się z czekoladowo-orzechowym kremem-smarowidłem. Wyszła średnio zbito, gęstawo, a z czasem zrobiła się mazista. Dodatki nie uczyniły z niej zlepka-ulepka, mimo że było ich mnóstwo.
Orzechy po pewnym czasie wyłaniały się z czekolady, ale siedziały w niej. Ja gryzłam je dopiero na koniec. Kawałki pokrywała warstwa karmelu, która częściowo rozpuszczała się wraz z czekoladą, ale sporo i tak zostawało do końca.
Dodatki gryzłam na koniec. Proporcje wydają się bardzo wyrównane i trafione. Orzechy całe i kawałki zgrały się.
Całe orzechy były podprażone, a więc krucho-chrupiące. Trafiały się też połówki.
Wszystkie kawałki były drobne i w większości pozbijane w grudko-kulki. Niektóre poprzylepiały się nawet do połówek orzechów. Były twarde i rzężące w nieco cukrowo-skorupkowy sposób. To ewidentnie tzw. brittle. Do głowy przyszły mi też słowa: kruche kamyki. Były chrupiące jako całość, jednak ze względu na karmelizowanie, bo same w sobie kawałki orzechów pod warstwą karmelu gryzione szły w miękkawość.

W smaku przywitała mnie delikatna słodycz, do której po chwili dołączył orzech laskowy. Delikatnie pobrzmiewał prawie cały czas.

Słodycz szybko rosła w cukrowo-nugatowym kierunku, a mi znów przyszedł do głowy lepszej jakości krem a'la Nutella w wersji ciemnej.

Odnotowałam delikatną gorzkawość, ale trudno tu mówić o gorzkości (poziom chyba nawet "deserówkowy" nie był). Słodycz bowiem tak rosła, że aż drapała w gardle. Orzechy były wyczuwalne, a mniej więcej w połowie rozpływania się słodycz dodatkowo wzmocnił mocno palony karmel. Na moment zrobiło się zdecydowanie za cukrowo.

Zaraz jednak karmel podkręcił leciutką cierpkość, goryczkę. I tak jednak była niska, a od kawałków orzechów rozchodził się motyw karmelizowania, nie zaś orzechów. Całe i połówki prawie nie ujawniały się niegryzione.
Orzechy całe i połówki gryzione obok czekolady jakoś uciekały w smaku przed całym przecukrzeniem, a karmelizowane skupiały uwagę na sobie, czyli smaku mocnego karmelizowania, wręcz przypalenia, więc w trakcie gryzienie jest wg mnie bez sensu.

Końcowo cukier bardzo drapał w gardle. W czekoladowej bazie kakao leciutko czuć, ale na pewno nie gorzkość. Przypominała przecukrzony maślano nugatowo-nutellowy krem. Maślaność, ugłaskująca gorzkawość, puściła słodycz przodem.

Gdy gryzłam razem i karmelizowane kawałki, i orzechy całe lub ich połówki, trochę się przepychały, walcząc o swoje. Były dobrze wyczuwalne jedne i drugie. Nie podobało mi się jednak to ich połączenie, więc obrałam taktykę gryzienia najpierw kawałków, potem całych i połówek.

Orzechowość karmelizowanych kawałków była niska, że aż ledwo rozpoznawalna. Czuć w nich głównie bardzo mocne karmelizowanie i aż przypalenie. Chwilami zalatywały przesmażono-przypaloną goryczką.

Orzechy całe były średnio prażone - trafiały się słabiej i mocniej prażone. Te słabiej były prażono-słodkie i bardzo smaczne. Mocniej prażone chwilami zahaczały o goryczkę. Na paru trafił się kawałek skórki, podkreślający goryczkę.

Orzechy całkiem nieźle tonowały smakowe przesłodzenie, ale nie uporały się z drapaniem w gardle.

Po zjedzeniu zostało przecukrzenie rozumiane jako drapanie w gardle, ale też nadto słodki posmak, wymieszany z wyrazistymi, prażonymi orzechami laskowymi oraz motywem karmelizowania, z wpisanym w niego przypaleniem. Przełożyło się to na lekką goryczkę, która robiła aluzje do leciutkiego kakao.

Przywiodła mi na myśl J.D.Gross Superieur Czekolada mleczna z orzechami laskowymi 32 %, acz od podlinkowanej, dzisiaj opisywana była bardziej kakaowa, ale nie jak ciemna czekolada, a krem czekoladowo-kakaowy i lekko kakaowy przecukrzony nugat. Nie że jakoś mocno, gorzko czy coś, ale jednak, więc smakowała mi bardziej. Na pewno była też lepsza od Lindt Les Grandes 34 % Haselnusse Feinherb i równie dobra co - co prawda z migdałami - Moser Roth Chocolat Compose Dark Almond.


ocena: 8/10
kupiłam: Allegro
cena: 23,60 zł (za 180g)
kaloryczność: 584 kcal / 100 g
czy kupię znów: mogłabym kiedyś wrócić też właśnie w górach (ale nie kupić specjalnie)

Skład: cukier, 31% orzechy laskowe (całe, łamane i mielone), miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, tłuszcz maślany, emulgator: lecytyna