Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lody: ser. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lody: ser. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 września 2025

Lody Bałtyckie Gorgonzola z Malinami

Lody przeszły mi co prawda dawno temu, ale dziś przedstawiane wydały mi się tak dziwne, że nie mogłam ich przegapić. Tym bardziej, że ojciec zaproponował, że mi je kupi. Sama może bym się wahała... Wszak... Smak wręcz kontrowersyjny. Przyznaję, że długo minęło, nim zabrałam się za ich zjedzenie. Niby nie jestem pewna, czy ze względu na smak, czy po prostu bo to lody, a na nie nie miałam szczególnej ochoty, ale nieważne. W końcu jednak uznałam, że czas temu dziwu stawić czoła. Kocham sery pleśniowe, te z niebieską pleśnią właśnie najbardziej. Nie chwyta mnie łączenie sera z owocami, jednak też nie odrzuca czy coś. Wręcz przeciwnie - bardzo lubię swoją sałatkę łączącą melona, szpinak i camembert, a oscypek na ciepło z sosem żurawinowym jest moim zeszłorocznym odkryciem. Tylko że... Ser pleśniowy tak zupełnie na słodko? Że w lodach? Nie umiałam sobie tego wyobrazić. A jako że obiekt dzisiejszej recenzji miał dobry skład, uznałam, że może naprawdę to coś dobrego? Może producent nie chciał tylko zszokować, a przemyślał, co i jak? Acz nie tylko ser w tych lodach w moim odczuciu był ryzykowny. Lubię maliny, ale one w takich rzeczach to zawsze potencjalne męczenie się z pestkami (choć nie zawsze są mordercze). 

Lody Bałtyckie Gorgonzola z Malinami to lody śmietankowe z włoskim serem pleśniowym gorgonzola z przerostem niebiesko-zielonej pleśni i malinami; producent to Michał Rybicki

Po otwarciu poczułam łagodny zapach słodkich lodów śmietankowych z nutą malin. Maliny wpisywały się w nie za wysoką słodycz. Za tym wszystkim znalazł się ledwo uchwytny, wytrawniejszy, ale nie mocno wytrawny, a też bardzo mleczny motyw sera.
W trakcie jedzenia ser raz po raz wyłaniał się wyraźnie, jednak i tak był to na tyle subtelny akcent, że nie powiedziałabym, że to z całą pewnością ser pleśniowy.

Masa lodowa miała kolor biało-beżowawy, miejscami bladoróżowy, zabarwiony od malin, które tu i tam tworzyły gęste, sosowate skupiska, a ich zawijasy przeplatały całą masę lodową. Ser dokładnie wymieszano z samymi lodami - nie uświadczyłam większych kawałków ani nic takiego, a w całej masie widać kropeczki-punkciki niebieskiej pleśni. Zmielono go z masą dokładnie.
Lody były twarde i konkretne, bardzo gęste. Nie jednak w sposób kamienny, a wynikający z wymieszania pełnej śmietanki z gęstym, konkretnym serem. Topiły się powoli i kremowo gęsto. Łyżkę nie trudno w nie wbijać, mimo masywności.
W ustach lody rozpływały się kremowo, choć z wyczuwalną proszkowością, a do tego dość tłusto, łącząc pełne mleko i masywność sera. Nie spieszyło im się, chwaliły się gęstością i konkretem, ale nie ciężkością. Potwierdziło się, że ser zmielono wraz z masą lodową - wydaje mi się, że miał swój udział w pewnej proszkowości... Ta kojarzyła mi się z serowymi kryształkami (kryształki mleczanu wapnia - chrupiące drobne kuleczki czasami pojawiające się w długo dojrzewających serach, które normalnie się je). Nie były to kryształki lodu, jakie mogą pojawiać się w lodach, a tylko takie wrażenie tych serowych. Drobinki pleśni wprowadzały konkretniejszą chropowatość. Raz po raz trafiałam też na jędrne, malutkie, wręcz mikroskopijne (nie większe niż pestki malin) białe kawałeczki sera.
Maliny wystąpiły w postaci trochę zżelowanego, a tym samym zbitego, gęstego sosu z podmiksowanych owoców. Nie był lejący, nawet gdy się rozpuszczał, trochę mieszając się z bazą. Chwilami w zasadzie przypominał mus z malin z niezbyt dokładnie zmiksowanych owoców. Trafiały się ich kawałeczki i pestki - tych drugich na szczęście nie za dużo.
Malinowego sosu dodano ilość optymalną: całkiem sporo, że nie czuć niedosytu, a jednak wciąż był tylko dodatkiem, nie przytłaczającym samej bazy.

W smaku lody witały się średnio wysoką słodyczą, wkomponowaną w mocno śmietankowy motyw. Śmietankę po chwili podbiła nuta mleczna, ale już bardziej wytrawna. Przemknął mocno mleczny ser, początkowo wpisujący się grzecznie w słodycz.

Serowy wątek trochę podkreślił słodycz, nadał jej głębi, a jednocześnie stanowił przeciwwagę. Słodycz zdawała się spleciona w jedno z mlecznością, trochę jakby właśnie też z samego mleka płynęła. W całokształcie nie była wysoka. Pleśniowość sera gorgonzola ujawniała się z czasem i to nie przy każdym zagarnięciu łyżeczką tak samo. Motyw niebieskiej pleśni przewijał się, czasami wyraźniej, czasami niemal sugestywnie. Pikanteria nie pojawiła się. Ser jako taki pobrzmiewał jednak prawie cały czas. Pleśniowość choć była bardzo, bardzo delikatna, czasem podskakiwała za sprawą ciemnoniebieskich kropeczek-drobineczek pleśni. Słoności sera za to w lodach nie czuć wcale.

Kiedy zagarniałam masę z pobliża malinowego sosu, wydobyta kontrastem potrafiła przemknąć wyraźniejsza serowość, jeszcze bardziej podkreślając śmietankowość bazy. Lody prezentowały się jako głęboko śmietankowo-mleczne, czego ani ser, ani maliny nie zagłuszyły choćby na moment.
Gdy zagarniałam sos z masą lodową, dobrze było czuć i maliny, i nutkę śmietankowo-pleśniowego sera.

Sos malinowy ciekawie urozmaicał bazę - jeszcze dodawał jej głębi. Chwilami podkreślał nutę sera z niebieską pleśnią. Sera... mocno śmietankowego i tym samym harmonijnego z wątkiem tradycyjnych, słodkich śmietankowo-mlecznych lodów.
Sos malinowy odznaczał się średnio wysoką słodyczą oraz przemykającą nienachalną, soczystą kwaśnością, wpisaną w typowe, przecierowo-sosowe realia. Nadał lodom lekkości. Kawałki malin to pełne smaku, dodatkowe, mocniejsze malinowe punkciki oraz pestki. Malinowe zakrętasy nie wydawały się specjalnie dosłodzone. Większe skupiska sosu były nieco bardziej kwaskawe.

Kiedy zagarniałam same lody po sosie malinowym, wydawały się niby nieco bardziej pleśniakowe, ale też bardziej... uroczo śmietankowo słodkie. Choć ogólnie słodycz od początku do końca trzymała się średnio-niskiego poziomu.

Czasem trafiały się białe drobinki sera, które smakowo wydawały się nijakie.

Po zjedzeniu został posmak słodkich, śmietankowo-mlecznych lodów z nutką śmietankowo-pleśniowego sera, w którym ta pleśniowość wydawała się wręcz bardziej sugestywna. Ciekawie przeplatała się z nutką słodko-kwaskawego sosu malinowego.

Lody bardzo, bardzo mnie zaskoczyły. Mimo uwielbienia do serów pleśniowych, bałam się ich trochę. Zdarza mi się łączyć w obiadowych daniach sery z owocami, ale ogólnie ostatnio rzadko wplatam owoce do dań wytrawniejszych. Jednak... ser pleśniowy zupełnie na słodko? Nie umiałam sobie wyobrazić. A gdy spróbowałam, z ogromnym zaskoczeniem odkryłam, że w lodach śmietankowych wyszedł bardzo... pasująco. Wpisał się w śmietankę, słodycz wydawała się mleczna i kontrastowa w sposób pożądany. Prawda, że motyw niebieskiej pleśni się tu przewijał, nie był nachalny, ale... ale i tak to zaskoczenie, że pasował. Ta nutka - nie za mocna, ale wyraźna - dobrze spisała się z malinami. Te słodkie, lekko kwaskawe owoce przerobione na sos na szczęście nie mordowały pestkami, więc i je odebrałam pozytywnie. Podobało mi się, jak gęste i konkretne, ale nie ciężkie były te lody oraz jestem pod wrażeniem wyraźnej, ale jak na lody niskiej słodyczy. Bardzo interesujące, acz raczej ciekawostkowo.


ocena: 9/10
kupiłam: Aldi (ojciec kupił)
cena: 19,99 zł (za 365g / 400ml; jak wyżej)
kaloryczność: 188 kcal / 100g
czy kupię znów: nie, ale w sumie... mogłabym wrócić, gdybym miała znów dostać

Skład: pełne mleko o zawartości tłuszczu 3,8%, śmietanka o zawartości tłuszczu 30%, cukier, ser gorgonzola DOP, glukoza, jajka kurze (w tym żółtka), mleko w proszku odtłuszczone, maliny, sól

środa, 30 marca 2022

lody Marletto Sernik Truskawkowy

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami... niespodziewanie zakochałam się w lodach Haagen-Dazs Strawberry Cheesecake. Wówczas jeszcze nienawidziłam słodyczy truskawkowych, a te lody były jednymi z produktów, które mnie do nich przekonały. Obecnie podlinkowane bardzo cenię, ale powrotów nie robię. Trochę to średnio mój wariant się zrobił, a to cena, a to "już przecież je znam" (bo nie jestem na tyle lodowa, by do zbyt wielu wracać; wracam do naprawdę nielicznych i to też rzadko), a to coś tam. Ot. A jednak gdy pojawiła się nowa linia lodów w Biedronce o składach sugerujących coś smacznego, uznałam, że z ochotą ją przetestuję. Były to bowiem analogiczne smaki do HD właśnie, które mimo iż świetne, to jednak po prostu nie dla mnie, aby do nich wracać (i nie w tej cenie). Pominęłam jeden wariant, natomiast jedzenie zaczęłam od... od smaku, na który raz, że miałam wówczas największą ochotę, to dwa: który w przypadku HD był poniekąd "początkiem czegoś". Marletto ogółem żadnych emocji we mnie nie budziły, bo większość to warianty nie w moim typie, a dwa które próbowałam to... no właśnie jeden jednak nie mój: Lody Kawowe 5 składników - znielubiłam "rzeczy kawowe"; a drugi to wegańskie Vegan Coconut & Brownie taste - rzadko kiedy satysfakcjonują mnie wege lody. Gdy jednak zobaczyłam, że producentem lodów jest odpowiedzialny m.in za przepyszne Gelatelli Duo Dough & Brownie z Lidla, od razu moje zainteresowanie wzrosło.

Marletto Sernik Truskawkowy to "lody o smaku sernika z dodatkiem truskawek (16%) i ciastek (10%)", wyprodukowane przez De Dessert Meesters BV dla Biedronki. Zawartość pudła to 500ml/400g.

Po otwarciu poczułam słodki, trochę duszny, ciastowy zapach. Złożyły się na niego: biszkopt, maślane ciastka, śmietankowo-maślany splot i lekka serkowość. Raz czy dwa w pierwszej chwilach mignęło mi to margaryną, ale zaraz (i zwłaszcza po zruszeniu, gdy lody się nieco ogrzały i w trakcie jedzenia), kompozycja zaskoczyła na bardziej serkowy ton. Do głowy przyszedł mi słodziutki serek homogenizowany, acz rosła też ogólna ciężkawa maślaność. Truskawki czuć delikatnie, jako kwaskawo-słodkie... bardziej soczysty sos owocowy (nie świeże owoce). I właśnie raczej dopiero po zruszeniu, już w trakcie jedzenia. Na równo z nimi przeplatały się maliny, potem także owoce leśne ogółem. 

Masa lodowa była gęsta i zwarta, masywna, a jednak nie twarda jak kamień. Twarda... w pozytywnie "pełnym" sensie. W pudle znalazłam mnóstwo rozmaitej wielkości, raczej cienkich kawałków ciastek: od kawałów około 1,5 cm x 1,5, przez małe i niemal wgniecione w lody. W większości były to romby, nieco mniej trójkątów, powiedziałabym, że herbatników.
Sosu też nie pożałowano. Wyglądał na gęstawo-żelowaty i soczysty.
W trakcie jedzenia lody dały się poznać jako kremowo tłuste, trochę otłuszczające usta i syto-gęste. Miały w sobie coś z serka homogenizowanego. Topiły się bardzo powoli.
Sos rzedł tylko trochę, do końca zachował pewną zwartość, esencjonalność. Był lepki, a jednocześnie soczysty i odrobinę przecierowy; naturalny, acz bez żadnych pestek (na szczęście).
Ciastka okazały się zawilgoconymi herbatnikami. I to dość konkretnymi, masywnymi. Nie chrupały, a rozpływały się w ustach na gęstą, zalepiającą i wlepiającą się w zęby papkę. Oprócz kleistości, wykazywały lekką mączność.

W smaku baza lodowa przywitała mnie przede wszystkim wysoką słodyczą, do której doszła wyrazista i pełna śmietanka. Zaraz pomyślałam o śmietankowych serkach. Pojawiła się nutka lekko duszna, kojarząca się z ciastem. Ciastem / biszkoptem bardzo maślanym. Baza albo lekko przesiąkła ciastkami, albo sama też maślano smakowała. Doszukałam się w tym całkiem wyraźnego motywu serka homogenizowanego. Gdy tak porcja rozpływała się w ustach, słodycz szybko okazała się przesadzona, trochę drapiąc. Wydawała się aż irytująco pudrowocukrowa. Wraz jednak z jej wzrostem, rzeczywiście wizja śmietankowo-maślanego serko-sernika nabierała na wyrazistości... Choć wciąż nie był to jednoznaczny sernik. Zaburzała go śmietankowo-tłusta nuta (serka mascarpone? nie lubię go). A z kolei duszno-ciastowy akcent podkreśliły herbatniki, których nie pożałowano.

Ciastka właśnie herbatnikami smakowały... Nie jednak takimi typowymi. Miały melasowo-karmelowe zacięcie. Trochę maślane, słodkawe, ale nie jakoś mocno. Wydały mi się nieco wytrawniejsze i sowicie wypieczone, chwilami aż subtelnie (złudnie?) słonawe. Konkretne, może nieco mączne. Te bardziej zawilgocone masą lodową odbijały nieco w kierunku okrągłych, małych biszkoptów (z jajeczną nutką?).

I właśnie po ciastkach, przesłodzona baza lodowa jawiła się jako bardziej ciastowa, biszkoptowa, aż trochę jajeczna (?) jak ciasto na jasnym, herbatnikowym spodzie. Choć przesłodzona, dała się z czasem poznać jako śmietankowo-pełnomleczna jak tylko się da. I... trochę serkowa.

Słodycz i pewną ciężkawość przełamał sos truskawkowy, chociaż sam był także bardzo słodki. Oprócz słodyczy jednak wnosił soczystą kwaśność... Czy raczej jedynie kwaskawość, mimo że chwilami wydawał mi się podkręcony cytrusami (choć nie wykluczam, że to przez kontrast po za słodkiej bazie). Oprócz truskawek, równie dobrze czułam słodko-kwaskawe maliny, ogólnie owoce leśne. Chwilami wydźwiękiem leciutko zahaczały o "typowy sos owocowy do lodów" (nie umiem tego lepiej określić) z wpisaną sztucznawą słodyczą. To dodatkowo przeszkadzało, dokładając się do słodyczy ogólnej. Kiedy zagarnęłam go więcej, wyłapałam w nim akcent jabłek i chyba cierpkawego bzu.

Po słodko-pseudokwaskawym, owocowym sosie masa lodowa wydawała się bardziej męcząco słodka, tłusto-ciężka... nieco skarpetkowo-serkowo duszna? Wystarczyło jednak zagarnąć kolejną łyżeczkę, jakiś kawałek ciastka, by znów to ciasto / sernikowo-herbatnikowy splot dominował, pomagając sobie cukrem (pudrem?).
Całościowo było to jak ciasto, może i coś serko-sernikowego, z herbatnikowo-melasowym spodem i przeciero-sosem owocowym, serek homo truskawkowy... Płynne, niejednoznaczne, ale w tych klimatach osadzone.

Po zjedzeniu czułam przede wszystkim silne przesłodzenie jak po jakimś biszkoptowo-maślanym cieście. Takim z warstwą sernikową i śmietankową. Było ciężko, też dość... tłusto śmietankowo-maślanie, a jednak nie było to tak bardzo, bardzo straszne. Trzymało się właśnie ciastowych realiów. Najgorsze było przesłodzenie. Czułam też posmak owoców kwaskawych, nawet cierpkawych, ale w tle, gdzie trzymało się ich echo przerysowania. Po tym wszystkim wydały mi się nieco sztucznawe.

Całość uważam za nawet smaczną i udaną, jednak niestety bardzo przesłodzoną. Zupełnie nie odpowiadał mi poziom tak wysokiej słodyczy, choć nie mogę powiedzieć, by był całkowicie nieuzasadniony - wszak kompozycja wyszła bardzo ciastowo. Żałuję jednak też, że tak ciężko ciastowo i maślano. Biszkoptowo-herbatnikowo i dopiero serkowo-sernikowo, ale też... bardziej ciężko-serkowo. Chyba przeszkadzał mi ser mascarpone. Wolałabym, by coś innego budowało sernikowość, która tu w zasadzie była niska, jedynie skojarzeniowa. I właśnie - dobry sernik według mnie powinien być twarogowo kwaskawy, a tu nawet przez moment tego nie czułam. Podobały mi się herbatniki, ale już do sosu mam wątpliwości. Choć nie taki zły, jakoś mi nie pasował do tej kompozycji. Uwypuklił wady bazy, a sam przy niej też jakoś jednoznacznie dobrze nie wyszedł.
Osobiście wolę zdecydowanie Haageny, bo nie były tak słodkie i maślane, zrobiono je m.in. z twarogu, nie mascarpone. To jednak bardzo subiektywne odczucia - warto jednak mieć na uwadze te kwestie.
Na pewno wyszły lepiej od niesmacznych Braci Koral Smaki Dzieciństwa "Sernik Mamusi".
Dość odlegle, ale jednak skojarzyły mi się (i to dopiero, gdy sprawdzałam recenzję) z nieco bardziej "ciekawymi kompozycyjnie" i zgranymi w tym, Ben&Jerry's Birthday Cake.


ocena: 7/10
kupiłam: Biedronka
cena: 7,99 zł (za 400g / 500ml; promocja)
kaloryczność: 248 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: 27% śmietanka, mleko odtłuszczone, cukier, 8% przecier truskawkowy, mąka pszenna, żółtko jaja, 2,6% ser mascarpone (śmietana, regulator kwasowości: kwas cytrynowy), 1,6% przecier malinowy, olej kokosowy, mleko w proszku odtłuszczone, melasa, stabilizator (pektyny, mączka chleba świętojańskiego), skoncentrowany sok limonkowy, sok z dzikiego bzu, sól, aromat naturalny, substancja spulchniająca (węglany sodu), ekstrakt z jabłka, melasa, ekstrakt z hibiskusa, ekstrakt z marchwi, ekstrakt z dyni

piątek, 24 kwietnia 2020

lody Willisch Sernik z pomarańczą

Poza czekoladą słodycze mogłyby dla mnie nie istnieć, ale z takich "innych", jakbym już coś jeszcze dobrać miała, pewnie byłyby to lody pudełkowe. Koniecznie takie, bo uwielbiam jeść je łyżeczką w domu (jedzenie lodów poza domem jakoś nie wchodzi grę). Jestem typem nieciastowym, ale tak teoretycznie to lubię serniki (teoretycznie, bo nie jadam). Gdy byłam dzieckiem, a babcia jakiś piekła... już wtedy mimo lubienia serników, nie jadłam. Dlaczego? Bo dodawała skórkę pomarańczową, której dodatek w serniku uważam za coś okropnego. Ogólnie serniki owocowe jakoś do mnie nie przemawiają. No ale... dzisiejsze lody to jednak lody, nie ciasto, więc wyszłam z założenia, że "się spróbuje". Żeby było śmieszniej, owocowych lodów też nie lubię. I nie lubię serka mascarpone, a jest w nich... I doprawdy, nie wiem, dlaczego mimo wszystko jakoś mnie kusiły. Producenta nie znam, ale z opakowania dowiedziałam się, że od 1983 robi lody rzemieślnicze według tradycyjnych receptur (niech mu będzie).

Willisch Sernik z pomarańczą to "lody sernik (20%) z pomarańczą (6%)"; powiedziałabym, że o smaku pomarańczowego sernika ze skórką, na bazie m.in. serka mascarpone.

Po otwarciu poczułam słodki i raczej delikatny zapach śmietankowo-serkowo-... rzeczywiście z czasem coraz wyraźniej sernikowy, z soczystą, naturalną i lekko goryczkowatą nutą pomarańczy. Mimo słodyczy, cudnie zaznaczyła się soczysta kwasowość.

Lody były początkowo zwarte i gęste, ale topiły się w miarę sprawnie, przybierając postać kojarzącą się ze spulchnioną, bitą śmietanką, która wcale nie była zbyt ciężka. Wydawały się nieco wodniste, ale... właściwie czuć, że to nie wodnistość, a sok, choć przełożyło się to na pewną rzadkawość i lekkość struktury. Odebrałam je właściwie jako tłustawo-rzadkawe, jak to śmietanka i mleko, lekkie. Bliżej końca, gdy już prawie zupełnie się stopiły (lubię jeść lody bardzo topiące się), doszukałam się minimalnej proszkowości.
W masie znalazłam całkiem sporo jędrnych i miękkich skórek pomarańczy. Wystąpiły jako zaskakująco długie, jak i małe kawałki. Przyjemnie się je gryzło, sprawiały wrażenie świeżych i soczystych. Trafiłam też na kilka farfocli pomarańczy. Przy wieczku (i ze dwa razy w masie dosłownie odrobinkę) trafiałam też na nieco lepiący, minimalnie żelowy, ale bardziej soczysty i lejący sos pomarańczowy. Nie było go specjalnie dużo. Ilość dodatków jednak do tego smaku uważam za trafioną doskonale.

W smaku sama masa wydała mi się wysoce słodka od samego początku. Była to słodycz... słodziutkiego serka pomarańczowego i twarożku na słodko. Składała się jakby z wielu elementów, nie sprawiała wrażenie czysto cukrowej, acz po pewnym czasie (po zjedzeniu większej ilości) wydała mi się nieco za silna. Słodko-soczysta pomarańcza trzymała pieczę nad całą masą.
Mimo to, nie zaburzyła serkowo-sernikowego smaku. Powiem nawet więcej: ona go podkreśliła. Początkowo lody wydały mi się bardziej serkowo-śmietankowe, po chwili jednak zaznaczyła się lekka kwaśność nabiału i bez dwóch zdań zrobiło się twarożkowo-sernikowo. Lekkie zabarwienie całej masy nutką słodko-kwaśnej pomarańczy rozkręciło klimat kwaskawego sernika.

Smak pomarańczy oczywiście podbijały dodatki. Niewielkie grudki sosu robiły to poprzez silną słodycz i soczystość owocu, z minimalną tylko goryczką. Skórki z kolei tchnęły w kompozycję goryczkę i, o dziwo, także słodycz pomarańczy - soczystą i w pełni naturalną. Odebrałam je jako przyjemnie świeże, nawet nie "jak z lodów", a z jakiegoś deseru.

Po wszystkim zostało przyjemnie zasłodzenie jak po dobrym serku... a niech będzie że i po serniku (na zimno?), z lekka przełamane soczystością pomarańczy o smaku słodkim, ale i z goryczką. Kwaskawość też czułam, w wydaniu bardzo przyjemnym.

Całość uważam za naprawdę bardzo dobrą. Lody niczym śmietankowy serniko-serek z naturalną pomarańczą wyszły orzeźwiająco, naturalnie i po prostu smakowicie. Bardzo słodkie, a jednak kwasku nabiału i pomarańczy nie brakowało, przy czym nic nie było tu sztucznie podrasowane. 
Nie wiem dlaczego, ale kojarzyły mi się z Wedlem Cookie o smaku Cheesecake.
Nie były jednak tak bardzo-bardzo sernikowe, nie bardziej niż Haagen-Dazs Strawberry Cheesecake, ale na pewno o wiele bardziej sernikowe, lepsze i bez dwóch zdań smaczniejsze od Braci Koral Smaki Dzieciństwa "Sernik Mamusi". W dużej mierze jednak miały wydźwięk lodów owocowych (acz na mleku i śmietance).
Gdyby nie były tak słodkie i miały lepszą strukturę, mogłyby może i 10 mieć.


ocena: 8/10
kupiłam: Delikatesy Kocyk
cena: 21,99 zł za pudło 500ml / 480g
kaloryczność: 190 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: świeże mleko, świeża śmietana, cukier, mleko zagęszczone, mleko w proszku odtłuszczone, ziemniaczany syrop glukozowy, serek mascarpone w proszku, pasteryzowane żółtka jaj, skórka z pomarańczy, sok z pomarańczy, naturalny stabilizator roślinny z nasion strączkowych drzewa Caesalpinia spinosa, sól

niedziela, 14 lipca 2019

lody Bracia Koral Smaki Dzieciństwa "Sernik Mamusi"

Nie ukrywam, że jakoś nie lubię lodów Koral. Nigdy za wiele ich nie jadłam, chałwowe Braci Koral w sumie wspominam nawet nieźle, ale po niesmacznych o smaku masła orzechowego jakoś w ogóle zaczęłam do produktów spod szyldu "Lody jak dawniej" żywić niechęć. Jakość / smak mnie nie satysfakcjonuje, a pozoranctwo, że to niby tradycyjne lody, jakie pamiętamy z dzieciństwa przy zmodernizowanym, a więc wzbogaconym o badziewie składzie zupełnie mi się nie podoba. Niestety, smak - na pewno przynajmniej jeden, ten dziś opisywany - ich serii "w słoiku" jakoś do mnie przemówił. Moja Mama wprawdzie odkąd pamiętam trzyma się z dala od kuchni, ale... może to lepiej? Przynajmniej nie było zagrożenia, że lody "nie dorównają sernikowi mamusi" (swoją drogą: czyjej? mojej? braci Koral? chemika opracowującego skład? Dobra, z ostatnim przesadziłam, bo akurat tych lodów taki najgorszy nie jest). Było jednak, że wyjdą blado przy bardzo lubianych przeze mnie Haagen-Dazs Strawberry Cheesecake.

Bracia Koral Smaki Dzieciństwa lody "Sernik Mamusi" to lody o smaku sernika (z homogenizowanym serem twarogowym) z sosem truskawkowym (23%) i ciasteczkami.

W dłuższą chwilę po otwarciu poczułam niezbyt apetyczny zapach przeciętnych lodów z sosem truskawkowym dawnego typu (te wszelkie w korytkach, nie najwyższej jakości - podglądowy obrazek z internetu) z nieco mdlącą... homogenizowano-margarynową nutą. Serek homogenizowany? Najprawdopodobniej, ale mi tak jakoś się to z margaryną kojarzyło. Oczywiście wszystko bardzo słodkie.

Zawartość pudła przybrała dziwną formę, bo na górze sos i masa zostały bardzo wymieszane "zawijaskami", że chwilami to dosłownie sernik truskawkowy, a nie sernik z sosem (zwłaszcza, gdy się już nieco topiły), na dole zaś ewidentnie postawiono na podział "lody + sos". Ciastka z kolei plątały się równomiernie wszędzie.
Masa lodowa mimo zacnego zmrożenia i zwartości, była miękka już przy pierwszym wbiciu łyżki. Tam, gdzie nie było sosu, sprawiała wrażenie jakby... kruchej. Zachowała gęstość i nie topiła się w sekundę, ale to nie kamień. Struktura ogólnie wydała mi się nieco dziwna, ponieważ miękkawe, jakby "spulchnione" lody cały czas pozostawały gęsto-zwarte, jakby nie chciały się topić. Obstawiam, że za sprawą serka. Średnio tłuste, nie najlżejsze, niby w porządku, ale było w nich coś, co mnie odrzucało... Taka serkowa parafinowość? Jakby woskowa tłustawość pozostająca na ustach?
Sos truskawkowy... to właściwie zwarty żel pełen farfocli, z prawie całymi truskawkami, a więc mnóstwem pesteczek. Przypominał żelkowatą, naturalną i zamrożoną konfiturę.
Ciastka o okrągłym kształcie i średniej wielkości były miękkie, bo zamokłe, ale i rozpływające się w ustach. Zmieniały się w tym procesie w zalepiające, mączno-maślane gamołki. W całości sporo było też ciastkowych drobinek, nie wiem jednak, czy niektóre ciastka się rozleciały, czy dodano też drobnicę, czy co.

W smaku od początku poraziła mnie słodycz. Sama masa lodowa okazała się przede wszystkim słodka. Może nie wyjątkowo cukrowa, ale poza słodyczą trudno tu było o jakiś punkt zaczepienia. Początkowo miałam wrażenie, że jej smak pójdzie w kierunku sztucznie-margarynowym, ale po paru łyżeczkach okazało się, że to bardziej... po prostu nijakość z dziwnym, homogenizowanym posmakiem. Rzeczywiście trochę sztucznawo-serkowym. Nieokreślona masa przesiąkła biszkoptami maślano-margarynowymi. Kojarzyło się to z o wiele gorszą wersją Ben & Jerry's Birthday Cake. Zalatywało więc kiepskim ciastem - spodem sernika? Mdły smak mleka co prawda potem trochę zahaczał o śmietankowo-serkowe klimaty, ale jakoś mało wyraziście. Kwasku twarogu / charakterystycznego dla dobrych serników nie uświadczyłam.

Nawet gdy jadłam części bardziej wymieszane z sosem - a o te nie trudno. Sos truskawkowy tylko chwilami dodawał namiastkę kwasku, mimo że owocowej soczystości mu nie brak. Podkręconej cytryną, ale i tak gubiącej się w cukrowości. To właśnie przesłodzony sos truskawkowy dominował przez dłuższy okres czasu. Gdy zagarniałam go więcej, wyraźniej czułam, że oprócz naturalnego smaku truskawek, krył sporo sztuczności, przy czym jego słodycz była bardzo irytująca. Niewątpliwie kojarzył się z sosami z tych dawnych, najzwyklejszych lodów kubeczkowych (w moim przypadku nie jest to skojarzenie miłe).

Wreszcie same ciasteczka... wpasowały się w smak masy, również będąc bardzo, bardzo słodkimi i... w oczywisty sposób bladociastkowymi. Pszeniczno-margarynowe, zdecydowanie przecukrzone, tanie herbatniki - ot, co. Kojarzyły mi się z kiepskimi babeczkami maślanymi (jasnymi). Pasowały do reszty, nie zgubiły się pod truskawkowym naporem, ale... nadawały dziwnie sztuczno-taniego, ciastowego smaku. Podkreślały dziwny posmak. Ani trochę mi nie smakowały.

Po wszystkim pozostał posmak truskawek i przecukrzenia... dziwnie ciastowo-serkowo-margarynowego. Było słodko w dziwnie sztucznawy sposób. Pod naporem słodyczy, z poszczególnych składników uszedł smak. Nie było tu niczego przełamującego. Ser twarogowy homogenizowany... odebrałam jako jakiś tanio-margarynowy-może-i-serek, na pewno jednak nie twaróg / sernik. I na pewno nie serek waniliowy, mimo że sztuczny (osobiście jadam tylko naturalne serki homo, bo przeszkadza mi słodycz i sztuczność waniliowych - ten był właśnie słodko-sztuczny, ale nawet nie waniliowy). Dominujący, przesłodzony sos truskawkowy nie odpowiadał mi, bo w ogóle odwracał uwagę (inna sprawa, że to, od czego odwracał uwagę, też nie było tej uwagi warte). Ciastka... gdyby chociaż były smaczne, a to nie - też musiały być cukrowo-tanie.

Lody nie smakowały mi. Całościowo. Zjadłam jednak prawie połowę, by się wczuć, bo były dość... dziwne. Nie mogę więc powiedzieć, że beznadziejne czy niezjadliwe. Owszem, przesłodzono-nijakie, z wyrazistym sosem truskawkowym (przesłodzonym, ale wciąż ewidentnie truskawkowym) i cukrowo-tanimi ("babeczkowatymi") biszkopto-ciastkami, ale... uwierzę, że ktoś mógłby je odebrać znacznie lepiej. Słodko-sztuczne serki homogenizowane to nie moja bajka, a to, co czułam w tych lodach kojarzyło mi się bardziej margarynowo-serkowo, niż serkowo, sernikowo czy twarogowo, ale może wielbiciel takich serków inaczej by to odebrał. Ocenę starałam się więc jakoś adekwatnie wystawić. Powiem tak: niegodne polecenia lody, które można zjeść, czyli takie, jakich na rynku chyba nie brak (nie jem za wielu, mam lubiane marki, więc nawet trudno mi się tu do czegoś odnieść).
Mama określiła je jako "niezidentyfikowane", co według mnie jest wyjątkowo trafnym określeniem (jak niezidentyfikowany obiekt latający? haha), ale dodała "smaczne! takie bardziej maślane... twarogu to tam w ogóle nie czułam. Jak wąchałam, to sernikiem trochę pachniały". Przyznała jednak, że to raczej jako ciekawostka, bo i jej przeszkadzało dziwne nietopienie się, taka serkowa zwartość. Ona jednak sos i ciastka uznała za zalety... Zgodziłyśmy się, że bez nich masa lodowa wyszłaby nijako: tylko że w moim przypadku niezjadliwa, a według Mamy smacznie, tylko że zbyt "nieokreślona".

Bardziej niż z HD Strawberry Cheesecake, kojarzyły mi się z budżetową podróbą B&J's Birthday Cake.


ocena: 5/10
kupiłam: Biedronka
cena: 6,99 zł (promocja; za 320g / 450ml)
kaloryczność: 231 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: odtworzone mleko odtłuszczone, ser twarogowy homogenizowany 16%, cukier, śmietanka 11%, truskawki 8,3%, ciasteczka 6,3% (mąka pszenna, cukier, masło, odtłuszczone mleko w proszku, syrop glukozowo-fruktozowy, substancje spulchniające: E503, E500; sól, aromat), syrop glukozowy, masło, woda, glukoza, odtłuszczone mleko w proszku, skrobia modyfikowana, emulgator: mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych, stabilizatory: mączka chleba świętojańskiego, guma celulozowa, karagen; regulator kwasowości: kwas cytrynowy; aromaty, barwniki: karoteny, betanina

wtorek, 14 lipca 2015

lody Carte D'Or Cheesecake with Raspberry Cream

Moim ulubionym ciastem zdecydowanie jest sernik. W ogóle jestem osobą, że tak powiem, "nabiałową", bo nabiał, czy to w formie sera, mleka, czy czegokolwiek innego, jest codziennie obecny w moim życiu. Uwielbiam także słodycze z takim dodatkiem. Te z sernikiem odkryłam stosunkowo niedawno, czy to jeśli chodzi o sernikowe czekolady, czy sernikowe lody Haagen-Dazs, które zdobyły moje serce. Wcześniej nie miałam żadnego zdania o sernikowych lodach, po tamtych jednak naszła mnie ogromna ochota na kupienie jakiś innej firmy i porównanie.

Padło na Carte D'Or Cheesecake with Raspberry Sauce, czyli lody twarożkowe z sosem malinowym (16 %) i kawałkami biszkoptów (6%). Trochę obawiałam się tego sosu malinowego, jednak po dłuższych namyśleniach - skoro sos truskawkowy nawet mi smakował, mimo mojej nienawiści do rzeczy truskawkowych, z malinami nie może być aż tak źle.
W dodatku słyszałam dobre opinie o lodach Carte D'Or, więc 450 mililitrowe (245 g) opakowanie powędrowało do sklepowego koszyka, a potem do mojej zamrażarki, z której...

...w końcu je wydobyłam i otworzyłam. Dobiegł mnie dziwaczny zapach. Składały się na niego dwie główne, wiodące nuty: twarogowa i buraczano-jagodowa. O tyle, o ile ta pierwsza byłaby smakowita, tak ta druga... do najmilszych nie należała. Przyjrzałam się lodom krytycznie. Sztucznie różowo-czerwony sos, białe lody i kawałki biszkoptów w ilości zadowalającej. Od nich właśnie zaczęłam próbowanie.

Kawałki ciasteczek okazały się trochę twardymi biszkoptami (jak na biszkopty w lodach), wcale nie rozmiękłymi i odrobinę słodkimi. Nie były chrupiące, co chyba oczywiste. W smaku... no, taki słodki biszkopt. Niezbyt słodki, ale jednak.
Potem wzięłam się za same lody. Były bardzo miękkie, chociaż jadłam je prawie od razu po wyjęciu z zamrażarki (no ok, może zrobienie zdjęć zajęło mi jakieś 5 minut). Gdy wielka łyżka lodów znalazła się w ustach, dotarła do mnie ich lekkość i puszystość. Nie bardzo mi to odpowiadało: lody twarogowe powinny być według mnie o wiele bardziej zbite, gęste. Te ocierały się o zbytnie rozwodnienie. Trochę zbyt tłuste, ale w sposób bynajmniej nie naturalnie nabiałowy. Oprócz tego, zabrakło w nich kremowości, bo były lekko "proszkowate", ale w sposób porównywalny do mleka w proszku, bądź cukru.
Właśnie: były bardzo słodkie. Może nie nazwałabym ich najsłodszymi lodami, jakie jadłam, ale były przecukrzone. To jest właśnie dziwne: nie wydały mi się przeraźliwie słodkie, a po prostu cukrowo słodkie. Przez słodycz przebijała się kwaskowatość: po części typowo twarogowa, albo i minimalnie jogurtowa, a po części sztucznie cytrynowa. W dużej mierze była także po prostu mleczna. Mimo tego wszystkiego, masa lodowa była niezła. Nie, nie "dobra", a tylko "nie-taka-strasznie-zła".

Ostatnią rzeczą, za jaką się wzięłam był sos, który wcale sosu nie przypominał. Był gęsty i trochę żelowaty. Kiedy całkiem sporą ilość tego czegoś umieściłam w ustach, poczułam niegładką strukturę, chropowatą proszkowatość, albo i cukrowość (czułam się jakbym chrupała cukier) i sztuczność. To ostatnie odnosi się i do konsystencji, i do smaku. Masa udająca sos była bowiem słodko-kwaśna, ale za sprawą syropu glukozowo-fruktozowego i regulatorów. To było czuć: cała gama aromatów, nie zaś naturalne owoce (mimo, że przeciery są w składzie). Smak owocowy pojawił się, ale nie były to soczyste, świeże maliny, a stare jagody, silny smak chemicznej truskawki i bardzo wyraźny smak botwiny, albo i starych buraków. To ostatnie (truskawki i buraki) w ogóle obrzydziły mi ten sos i spowodowały, że dalej jadłam lody, omijając go. Niestety, graniczyło to z cudem, bo akurat tego sosu nie pożałowali.

Co więcej, kiedy raz i drugi zagarnęłam łyżką i masę twarogową i sos, czuć było tylko te sztuczne owoce i cukier, jakakolwiek nuta sera zanikała w tym wszystkim.
Biszkoptów w całej masie w ogóle nie było, oprócz tego, co na wierzchu.
Na końcu buraczano-truskawkowo-jagodowy zapach się nasilił i twarogu w ogóle nie było czuć. W smaku było bardzo podobnie. Im więcej jadłam, tym mniej serowe mi się wydawały. Cukier i nuty wcześniej wspomniane. To tyle.
Chciałam zjeść je na raz, ale tylko dlatego, że chciałam mieć je już za sobą, bo wiedziałam, że jak odłożę, to już nie dam rady do nich wrócić, ale po paru chwilach jadłam, omijając część z sosem.
W końcu i tak nie dałam im rady. Są to lody, do których nigdy nie chcę wracać. Nastawiłam się na coś pysznego, a było... niesmacznie. Mogli sobie chociaż ten sos darować, który jest jak wyjęty z najtańszych lodów z pseudo-owocowym sosem.

Początkowo chciałam im podciągnąć na 4, ale jednak były za obrzydliwe i miałabym wyrzuty sumienia w stosunku do czwórkowych produktów.


ocena: 3/10
kupiłam: Tesco
cena: 8.99 zł
kaloryczność: 210 kcal / 100 g,  110 kcal / 100 ml
czy znów kupię: nie

Skład: twaróg (26%), cukier, woda, odtworzone mleko odtłuszczone, syrop glukozowo-fruktozowy, syrop glukozowy, olej kokosowy, mąka pszenna, przecier malinowy (2,5%), przecier truskawkowy, masło, preparat serwatkowy (mleko), sok jeżynowy z soku zagęszczonego, sok jagodowy z soku zagęszczonego, stabilizatory (mączka chleba świętojańskiego, guma guar, karagen), kwas cytrynowy, emulgatory (mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych), zagęszczony sok z czerwonego buraka, aromaty (w tym mleko), węglany sodu, proszek jajeczny, odtłuszczone mleko w proszku, karoteny, sól

wtorek, 19 maja 2015

lody Haagen-Dazs Strawberry Cheesecake

Choć uwielbiam planować, a już zwłaszcza wycieczki, do których czasem przygotowuję się tygodniami, ale to inna historia. W niektórych jednak strefach życia bywam impulsywna. Kiedy idę na zakupy, słodycze zdarza mi się kupować bez myślenia "czy warto", czasem nawet nie przyjrzę się dokładnie opakowaniu. O dzisiaj recenzowanych lodach, myślałam tygodniami. Nie dawały mi one spokoju. Śniły mi się nawet! Można powiedzieć, że na punkcie dzisiaj prezentowanych lodów dostałam obsesji. Nie dlatego, że nigdzie ich nie było. Wręcz przeciwnie, półka w zamrażarce w Tesco aż się od nich uginała. O co więc chodziło? Lody sernikowe - brzmi jak marzenie, z sosem truskawkowym - zachowam dyplomatyczne milczenie, i ciasteczkami - to lubię. Nienawidzę słodyczy o smaku truskawkowym. Czekolady, jogurty, lody - nie, nie, nie. Co innego soczyste, świeże truskawki, te to kocham. Tak więc, przez naprawdę długi czas toczyłam sama ze sobą wewnętrzną bitwę. 
W końcu, jedna ze stron weszła w koalicję z promocją, co ostatecznie przeważyło. Kupiłam.

Haagen-Dazs Strawberry Cheesecake to lody sernikowe z sosem truskawkowym (14%) i ciasteczkami (8%). Zawartość pudła to 460 ml.

Kiedy wreszcie, niecierpliwie i podejrzliwie zarazem, uniosłam wieczko, zobaczyłam folię z informacją, że muszą postać 10-15 minut. Nie dałam rady tyle czekać, ale 5-8 minut wystarczyło.

Lody były miękkie, delikatne. Dobiegł mnie słodki zapach, taki... sernikowy. Już wiedziałam, że będzie dobrze. 
Pierwsza łyżeczka samej masy lodowej. O mamuniu! Toż to sernik, czysty, pyszny sernik! Bardzo słodki, lecz wciąż kwaskowaty twaróg. To był właśnie ten smak. Przed oczami pojawiło mi się delikatne, kremowe wręcz ciasto, na które ser został przemielony trzy, jak nie cztery razy. Pycha!

Ciasteczek było całe mnóstwo, chociaż to dopiero w środku. Spore kawałki, każdy z nich dobrze wypieczony i delikatny, wilgotny wręcz. Smak można porównać tylko do jednego - spodu do sernika zrobionego ze słodkich herbatników, i to wcale nie najtańszych. O dziwo, w całych lodach, to chyba właśnie te ciastka były najsłodsze. Możliwe, że po prostu wydawały się takie, ze względu na to, że reszta była lekko kwaśna.

Pięknie, ładnie, jak w bajce normalnie, a teraz... Sos truskawkowy, czyli moja zmora. Po niego sięgnęłam łyżeczką na samym końcu, trochę się ociągając. Pierwsze chwile okazały się największym zaskoczeniem w ciągu mojego całego życia (dobrze, przesadziłam, ale w ciągu ostatnich kilku dni - na pewno).

Sos był nie-całkiem-płynny i malinowo-truskawkowy, kwaśny i minimalnie słodki. Przywiódł na myśl pierwsze maliny i truskawki, pojawiające się po długiej zimie. Soczyste, lecz wciąż kwaskowate. Nie było tu ani śladu chemii, czy (ku mojemu zdziwieniu) obrzydliwości. Czułam się, jakbym próbowała koktajlu zrobionego z malin i truskawek. W dodatku, nie bez powodu owoce te zapisuję w określonej kolejności. To maliny były bardziej wyczuwalne, niż truskawki. Ten sos... po prostu mi smakował. Całe szczęście, że był bardziej malinowy, niż truskawkowy. Może tyłka nie urwał, ale smakował. Nie mogę wyjść z podziwu. Chociaż w sumie... to w końcu Haagen-Dazs, prawda?

Przepyszne lody ze smacznym sosem, nie żałuję zakupu i cieszę się, że ten pojemniczek jest taki duży (chociaż i tak zaraz pewnie skończy pusty i zostawi po sobie tylko wspomnienia). Czy nawróciłam się do sosów truskawkowych? Nie, ale pewnie już nie będą wzbudzać u mnie odruchów wymiotnych.


ocena: 10/10
kupiłam: Tesco
cena: 17.39 zł (promocja)
kaloryczność: 262 kcal / 100 g
czy kupię znów: tak

Skład: świeża śmietanka, cukier, zagęszczone mleko odtłuszczone, przecier truskawkowy, mąka pszenna, żółtko jaja, olej kokosowy, przecier malinowy, ser twarogowy, sok cytrynowy odtworzony z zagęszczonego soku cytrynowego, olej masłowy, aromaty naturalne, substancja żelująca: pektyny, melasa, sól, substancja spulchniająca: wodorowęglan sodu