sobota, 2 listopada 2019

Marletto Lody Kawowe 5 składników

Nie wyobrażam sobie wypicia słodkiej kawy. Latami uganiałam się za dobrymi słodyczami kawowymi i... tylko tyle że się naganiałam. Jakoś nigdy mnie nie potrafiły specjalnie usatysfakcjonować, bo za mało kawowe, za mało gorzkie albo walące tanią kawą. Owszem, dwa Zottery kawowe to jedne z moich ulubionych, ale ogólnie ostatnio doszłam do wniosku, że kawowe rzeczy są nie dla mnie. Czekolady kawowe za mało kawowe albo, jeszcze gorzej, za mało czekoladowe (jak nawet Duffy's mnie rozczarowała!). Przy tych lodach (kupionych rok temu, gdy jeszcze do tego wniosku nie doszłam) chciałam się utwierdzić, że dobrze myślę. A kupiłam je licząc na coś a'la Haagen-Dazs coffee. O tak, tamte mi smakowały. Teraz jednak czuję, że mogłyby mnie nudzić. To w końcu lody, a więc coś słodkiego i na śmietance, a dodanie śmietanki do kawy to druga niewybaczalna czynność. Chociaż w sumie... tutaj mówiłam sobie, że niby proporcje odwrotne... I skończyło się na tym, że pisząc ten wstęp (przed otwarciem lodów), już sama nie wiedziałam, co to będzie (oby nie głucho i nie ciemno wszędzie).
Swoją drogą, gdy po spróbowaniu sprawdziłam, co to za marka, na mej twarzy pojawił się paskudny uśmiech. Ciekawostka: przy przeprowadzce jakieś 2 lata temu znalazłyśmy z Mamą pudełko po lodach sprzed wielu lat - 1 litr za 1,99 zł z Biedronki, kupione jeszcze "w biednych latach" rodziców. Tak, to właśnie Kilargo były. Awans społeczny, co?

Marletto Lody Kawowe 5 składników to lody kawowe wyprodukowane przez Kilargo Sp. dla Biedronki. Pudło zawiera 500 ml / 430 g.

Po otwarciu poczułam smakowity zapach kawy, rozumianej bardzo ogólnie. Jakbym właśnie zrobiła sobie kawę... Kawę dobrą, ale bliżej nieokreśloną, rozpuszczalną. Może kawę ze śmietanką. A może to słodycze kawowe. Kawowe i ze śmietanką, a jednak nie za słodkie? Taak, to zdecydowanie woń dobrych, kawowych lodów.

Masę na wierzchu szpeciło parę kryształków, ale były tylko tam (zakładam, że zrobienie folii do zerwania rozwiązałoby problem), uformowana rozetka sugerowała lekkość, ale...
Wcale lekka nie była. Okazała się zbita i gęsta, twarda, nawet gdy już mocno się topiła. Pełnia, tłustość śmietanki aż krzyczały w każdym calu, co wyszło idealnie kremowo-gładko i dobrze jakościowo, acz ja wolałabym coś lżejszego (mlecznego? jak włoskie gelato; bardziej by mi do smaku pasowało). Tłustość ostawała się na ustach po paru łyżeczkach, co mi przeszkadzało.

W smaku lody uderzyły gorzkością kawy. Dosłownie jakbym zrobiła łyk gorzkiej, dobrej kawy rozpuszczalnej. Rozniosła się po ustach, ewidentnie zajmując wiodące miejsce.

Po chwili zaznaczyła się również wyrazista, leciutko słodka śmietanka. Spokojnie zaczęła wzrastać, zawłaszczając sobie coraz więcej miejsca. Dodała się do kawy, przemodelowując ją na białą kawę (ze śmietanką).

To ewidentnie lody na bazie śmietanki, choć wraz z rozchodzeniem się jej smaku, doszukałam się pewnej nijakości... Wręcz wodnistości. Tak więc im dłużej jadłam, tym bardziej postrzegałam lody jako śmietankowo-kawowe, ale jednocześnie trochę smakowo rozwodniono-mdławe. Motywy te wyrównały się, wyważyły; wkroczył tłumiący je posmak wodnistego mleka odtłuszczonego.

Za spójnością niewątpliwie stała nienachalna słodycz. Delikatna i narastająca dopiero z czasem. Przy każdej łyżeczce w pierwszej chwili wydawała się znikoma, a potem rozchodziła się po ustach razem ze śmietanką, że koniec końców robiło się słodko, acz na odpowiednim, nie za silnym poziomie. Wraz z nią kawa coraz bardziej traciła na znaczeniu.

W posmaku pozostały łagodne, mocno śmietankowe lody z efektem rozwodnienia i również łagodna kawa rozpuszczalna. Smaki wyraźne, o słodyczy na odpowiednim poziomie. Brak tu napastliwości w którejkolwiek z kwestii.

Całość wydała mi się dobra jakościowo, ale bez polotu. Nie za mocno słodkie, do potęgi śmietankowe lody bez dwóch zdań smakujące przyjemną, gorzkawą kawą rozpuszczalną... Wszystko bowiem psuło "coś" (obstawiam mleko odtłuszczone). Wszystko płynęło leniwie, spokojnie... Bo i właśnie taki spokojny, łagodny charakter tych lodów mi się wydał.

Po uderzeniu wyrazistej kawy, za każdą łyżeczką szybko nadchodziło złagodzenie słodką śmietanką, nie zabijającą kawy, ale bardzo ją udelikatniając. To rozpuszczalna kawa ze śmietanką i... tyle. Dobra w swej prostocie i, według mnie... nudna, a z czasem nawet w tej nudzie męcząca.
Moim zarzutem jest bowiem to, że zamiast czegoś, co by ciągle ten gorzki charakter kawy podbijało, ogrom słodkiej śmietanki przemodelował kawę, jak mu się podobało. Co więcej, do takiego prostego, czystego i delikatnego smaku, śmietankę uważam za zbyt ciężką. Odtłuszczone zagęszczone mleko? W smaku dodało wodnisty posmak i stało za twardością. O wiele bardziej wolałabym coś jak lekkie, mleczne gelato albo przełamujące sycącą, tłustą ciężkość dodatki - sos? ciasto? One mogłyby i samą kawę nakręcać, a nie śmietankę i słodycz.
Lody dobre, ale raczej dla amatorów mlecznych kaw. Mam wrażenie, że z nimi jest tak: albo człowiek się w nie wciągnie (bo jednak to chwilowe pierwsze uderzenie kawy było pyszne), łyżka po łyżce serwując sobie cios gorzkiej kawy, albo... jak było w moim przypadku, szybko się znudzi, bo oprócz świetnego wejścia, przez większość czasu to jednostajna, śmietankowa łagodność. Gdy do tego dochodziła sycąca ciężkość, wizja kolejnej porcji łagodnej masy śmietankowo-kawowej jakoś nie wydała mi się atrakcyjna. A jednak kawowe niewątpliwie były. Proste, a jednak nie dla każdego. Niby dobre, a bez "tego czegoś", co by sprawiło, że chciałabym zjeść ich więcej (a już o ponownym zakupie nie mówię). Nie podoba mi się wyrównywanie śmietanka-mleko odtłuszczone. Jakby nie można po prostu w mleko pójść...

Mama z kolei z kawowymi lodami ma tak: "W pierwszej chwili żadne mi nie smakują, ta gorycz tak uderza, poraża, ale potem jest już smacznie. Jak kończę pudło, to w ogóle wzdycham z zachwytu i nie wiem, jak w pierwszej chwili mogło mi nie smakować". No tak, bo potem robi się tak śmietankowo, słodko... U mnie? "O, jaka mocna kawa, super!... ale... łe, nudno jakoś... to naprawdę najpierw takie kawowe mi się wydało?." (bo nadciąga łagodność).
Marletto jej smakowały, bo kawę "w punkt" czuć, ale też miała wrażenie rozwodnionego smaku. Dziwne.


ocena: 7/10
kupiłam: Biedronka
cena: jakieś 8-9 zał zł (za 500 ml)
kaloryczność: 234 kcal / 100 g; 201 kcal / 100 ml (85g)
czy kupię znów: nie

Skład: śmietanka, mleko odtłuszczone częściowo zagęszczone, cukier, żółtka jaj, ekstrakt kawy 1,2%

16 komentarzy:

  1. Czyżby nawiązanie do dziadów było celowe w związku z dzisiejszą datą? :P
    Ja kawę lubię, ale głównie jako napój. Wszelkie czekolady, lody i te sprawy zjem, ale bez większego zachwytu. Z kolei sama kawa musi dla mnie mieć dolane mleko i być bez cukru. Chociaż słodką kawę wypiję ze smakiem, ale zwykle nie dodaje cukru. Za to bez mleka nie dam rady, kiedyś próbowałam czarnej i ledwo zmogłam pół kubka :p
    Te lody mogłabym od biedy zjeść, ale nie będę się za nimi uganiać. Jakoś tak lody kawowe mnie nie ciągną, choć plus za mało składników :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, ani "Dziadów" nie cenię, ani data nic dla mnie nie znaczy.

      Tak, kawa do picia wygrywa. W sumie nie dziwi mnie, że akurat Ty wolisz z mlekiem. :P

      Za mało? Mnie czyste lody w sumie też nudzą, ale przynajmniej dobrze, że mało i bez dziadostwa.

      Usuń
  2. Przeczucie, że coś dobrze ocenionego x czasu temu dziś wypadłoby znacznie gorzej - taak. Mam podobnie ze słodyczami ocenionymi na początku blogowania, np. Wawelami. Kiedyś byłam wobec nich wyrozumiała. Dziś bym je zjechała.

    Błędnie założyłaś, bo folia nie pomaga, kiedy lody stoją długo.

    Kawa tylko czarna, ale kawowe słodycze oddające kawę z mlekiem i cukrem trafiają mi do serducha, więc spodziewam się, że zrecenzowane lody przyjęłabym dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś zawsze wychodziłam z założenia, że "każdy słodycz jest smaczny z założenia" i oceną startową było 7, byłam łaskawa, a teraz? Mają sobie zasłużyć na uznanie.

      W takim razie zaczęłam się zastanawiać czy i jeśli tak, to jakie, opakowanie jest w stanie ustrzec lody przed kryształkami. Zakładając, że inne czynniki są w normie. W moich w sumie rzadko się trafiają.

      Usuń
    2. Nie tylko Ty wychodziłaś ze wspomnianego założenia. Nadal większość ludzi sądzi, że "każdy słodycz jest smaczny z założenia" i nie wybrzydza. Słodycz ma spełnić podstawową funkcję - dostarczyć słodyczy (cukru lub słodziku). Reszta jakby się nie liczyła. Na pewno grono ignorantów się kurczy, bo nasze blogi są czytane przez osoby o podobnej "wrażliwości", ale spójrz na hejterskie komentarze u mnie pod recenzją śliwek z Biedry. Napisałam, że niedobre, to trzeba mnie zrównać z zerem, bo się nie znam. Bo "smaczna śliweczka, ciocia lubi".

      Usuń
    3. Chciałabym, by rzeczywiście większość była smaczna, a z tego, co w sklepach, to właśnie wręcz odwrotnie... I zastanawia mnie, że ci ludzie tego nie czują? Przecież każdy ma jakieś upodobania... A tu, właśnie jak piszesz - nie wybrzydzają. O tak, z tymi śliwkami u Ciebie to rzeczywiście. Po mnie jeżdżą np. za jakieś krówki z Olecka. No, w końcu "pyszne są, pewnie ci za drogie". Nie rusza mnie, ale i tak nawet nie publikuję, bo po co taki hejt dla hejtu. I też - jak wiedzą lepiej, wszystko im smakuje, to po co czytają i komentują?

      Usuń
    4. Mam wrażenie, że są to głównie ludzie, którzy doświadczyli ubóstwa PRL-u, więc teraz wszystko łykają jak pelikany.

      Usuń
    5. Taak, ale zabija mnie, że wśród tych w naszym wieku też to widzę. Stoi ktoś, kabanosy zje i zaraz odpycha się kiepską czekoladą, jedząc ją jak batona. Pali i zje jednocześnie wafelka... A jednocześnie cała dbałość o to, by się węgle, białko zgadzało itd. Ze skrajności w skrajność czasami. Z drugiej strony, z tym PRL-em - ale ile to już lat...

      Usuń
    6. Niektórzy starzy ludzie nadal posługują się w rozmowach milionami :P Młody umysł uczy się, przestawia i adaptuje o wiele lepiej niż dorosły.

      Jedzenia słodyczy tuż po posiłku bądź w trakcie palenia też nie rozumiem. Słodycze je się dla radości, a ja nie widzę radości w wymieszaniu smaków kiełbasy z ostrą musztardą z czekoladą karmelową. Wtedy to już tylko bezmyślne ładowanie w siebie cukru i tłuszczu.

      Usuń
    7. Ja na takich nigdy nie trafiłam, prawdę mówiąc.

      Dokładnie! I nie według mnie nie ma na to usprawiedliwienia np. "od rana nie jadłam" - bez przesady, ludzie czasami jedzą, jakby przez miesiąc jedzenia nie widzieli, a ja bardzo nie lubię takich obrazków (gyd muszę na to patrzeć, bo w pobliżu mnie).

      Usuń
    8. Moja babcia często się myliła i liczyła w milionach.

      Mnie nie przeszkadza to, co robią inny. Ani widok. Jestem tolerancyjna, zwłaszcza że sama mam milion dziwactw i też bym nie chciała, żeby ktoś krzywo na mnie patrzył. Po prostu nie rozumiem takiego sposobu jedzenia i na pewno sama z niego nie skorzystam.

      Usuń
    9. Mnie nie przeszkadza co robią ani widok z daleka (nie gapię się, patrze sobie gdzie indziej), ale mi chodziło o sytuacje, w których zmuszona jestem na taki sposób jedzenia patrzeć. Czyli np. siedzę sobie na uczelni z czekoladą, specjalnie jak najdalej od innych, nie gadam z nikim, mam na uszach słuchawki, a ktoś siada obok, wyciąga kabanosy i pożera je prawie na przemian z batonami. Albo siedzę sobie w tramwaju, a ktoś jak napalony na jedzenie faszeruje się kebabem nade mną, że mam wrażenie że wszystkie sosy zaraz skończą na mnie. Nie, nie cierpię takich obrazków pożerania jakby od tego zależało ich życie.

      Usuń
    10. Kebab w tramwaju czy autobusie to oddzielna historia. Ludzie, którzy wnoszą jedzenie o intensywnym zapachu do środków komunikacji, są pozbawieni wyobraźni albo empatii. Albo obu naraz. Jak czuję w ciasnej i dusznej przestrzeni kebab, chce mi się wymiotować. Nie z oburzenia, tylko po prostu stojące powietrze + kebab to bardzo, bardzo zła mieszanka. Tak samo nie powinno się otwierać w autobusach/tramwajach ogórków kiszonych, jeść kotletów mielonych czy gotowanych jaj. Zwykła kanapka, baton, jabłko - to jest spoko. Do lodów mam zastrzeżenia, bo łatwo się nimi upaprać, a potem ktoś lepką ręką łapie za rurę, którą po kimś ktoś też złapie.

      Usuń
    11. Pisałam o przypadkach, w których jedzenie wali lub łatwo kogoś nim ubrudzić.
      Podane przez Ciebie przykłady takiego neutralnego w miarę jedzenia (niegroźnego) to spoko oczywiście.
      Ale przysiąść się z kiełbasą do kogoś jedzącego coś słodkiego, mimo że nawet "cześć" się z tą osobą sobie nie mówi... Według mnie to jakieś pomieszanie, łagodnie mówiąc, bezmyślności i chamstwa. A i tak wtedy nie zabijam spojrzeniem, tylko uciekam, jak mogę.

      Usuń
  3. Ważna informacja: czeko-lody MARLETTO z Biedronki wcale nie są zdrowe ani małoskładnikowe - jako 1 składnik podawana jest CZEKOLADA (kiepska jakościowo) zawierająca POLIRYCYNOOLEINIAN POLIGLICEROLU E476 - SZKODLIWY SKŁADNIK W CZEKOLADACH DLA DZIECI! Wkurzyłem się jako konsument i podjadacz - 1. i ostatni raz - tych smakowo słabych też lodów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, ale w kawowych w składzie, jak widzisz, w ogóle nie ma czekolady. To że w czekoladowych jest - nie sądzę, by w ilości zagrażającej zdrowiu, a poza tym... nikt nie obiecywał, że te lody są zdrowe. Ot, lody...

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.