niedziela, 24 listopada 2019

(Słodki Przystanek) Beskid Bean-to-Bar Chocolate Sao Tome 70 % ciemna

Po tym, jak w sumie smaczna okazała się Luximo Premium 74 % Sao Tome, uznałam, że z chęcią zaserwuję sobie ten region w wydaniu jeszcze lepszym. Bo, że czeka mnie coś pysznego, nie miałam najmniejszych wątpliwości - Beskid już zdobył moje zaufanie.

Beskid Bean-to-Bar Chocolate Sao Tome 70 % to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao z Sao Tome (Wysp Świętego Tomasza i Książęcej).
Czas konszowania to 48 godzin.

Zaraz po otwarciu rozniósł się zdecydowanie prażony, charakternie orientalny zapach. Poczułam gorzką kawę w ciepłym otoczeniu przypraw i marynowanych warzyw / owoców (do głowy przyszła mi japońska rzodkiew oshinko). Towarzyszyła temu słodko-soczysta cytrusowość, a więc jakiegoś grejpfruta czy pomelo. Wszystko to trochę tonowała łagodna śmietanka.

Ciemna tabliczka w dotyku wydała mi się szorstka, przy łamaniu zaś twardo-krucha.
W ustach rozpływała się bardzo powoli i po prostu cudownie, mimo że dość tłusto. Przypominała idealnie gładki, dość mulisto-zalepiający krem ze śmietanki, z którego z czasem lała się soczystość.

Najpierw poczułam słodką cierpkość pomelo i marynowanej, słodko-charakternej rzepy oshinko. Wręcz słodziuteńkość mieszała się z lekką pikanterią, dając upust korzennym przyprawom i zahaczając o gorzkość...

Gorzkość kawy, która już po chwili rozeszła się we wszystkich kierunkach, dominując zupełnie. Pierwsza połowa należała do niej. Była to soczysta siekiera o cierpkawo-ziemistych zapędach, niemniej charakterna kawa ze śmietanką, jak również palono-prażone ziarna. Może także orzechy? Te ostatnie i ziemia odnosiły się do przypraw, ale też nasuwały na myśl delikatny, śmietankowy karmel i /lub karmelizowane ziarna kawy, orzechy. Śmietanka i struktura nasuwały na myśl bagno i muł, coś roślinnego... pikantnie ziołowego.

Śmietanka rozegnała wszelką konkurencję, by przechwycić kwasek właśnie w mleczne ramiona. Stała się niemal kwaskawą śmietaną. Wydźwięk jednak szybko przybrał na lekkości, toteż zdecydowała się na przemianę w cierpko-kwaśny kefir i twaróg. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa, punkt kulminacyjny został przez kefir zdominowany.

Wspomniana lekkość uzyskana została za sprawą soczystości. Najpierw obracała się niepewnie wokół ziemistości, pozostając za kawą. W drugiej połowie rozlało się tsunami soku. Kwasek i cierpkość wymieszały się z silną słodyczą cytrusów. Wyraźnie czułam pomelo i grejpfruta. Coś trochę egoztyczniejszego i bardzo, bardzo soczystego.

Pod koniec wszystko cudownie się mieszało: soczyste, słodkie cytrusy wraz z nabiałem zostały przyprawione w ostro-gorzkawy, mocno korzenny, trochę ziołowy sposób. Znów pomyślałam o słodko-ostrawej oshinko. Kawa trochę straciła na znaczeniu, a na przód wyszła imbirowa korzenność. Nienachalna słodycz jawiła się jako korzenny karmel.

To właśnie korzenność o soczyście-imbirowych zapędach wraz z prażeniem / paleniem kawy pozostała w posmaku. Czułam też jakby tłustość nabiału, śmietanki.

Czekolada okazała się po prostu boska. Wspaniała konsystencja idealnie pasowała do smaku, zwalającego z nóg. Kwasko-cierpkość śmietano-kefiru, cytrusów (grejpfrut i pomelo) z kawą oraz mnóstwem pikanterii korzennej to wszystko, co uwielbiam. To charakterniejsza, znacznie mniej słodka wersja tanio-słodkiej Luximo, jak również spójniejsza i nie dziwna, a po prostu pyszna "koleżanka po nutach" Cluizela  (kwaśna śmietana vs owoce; Cluizel miał jednak dziwne wędzone zapędy, Beskid to czysta korzenność i oshinko). Kawę ze śmietanką i ogrom korzennej pikanterii czułam za to w miniaturce Pralusa (teraz tylko utwierdziłam się, że muszę wrócić do pełnowymiarowej).

Jako ciekawostkę dodam, że raptem dzień wcześniej jadłam Katy i pomyślałam, że na dłuższy czas chyba mam już dość tylu śmietankowych nut w czekoladach ciemnych... a tu? Beskid już po kostce czy dwóch odważnie wskoczyła na listę ulubieńców (choć była o wiele bardziej kefirowa, niż śmietankowa - może to dlatego).


ocena: 10/10
kupiłam: Słodki Przystanek (dostałam)
cena: 15,90 zł (za 50 g; ja dostałam)
kaloryczność: 553 kcal / 100 g
czy kupię znów: mogłabym

Skład: ziarna kakaowca, cukier trzcinowy nierafinowany

6 komentarzy:

  1. To ciekawe że okazała się mniej słodka niż 74% luximo :) ale z tego wnioskuję że bardziej by mi posmakowała ta druga :D nigdy nie spotkałam się z kefirowym posmakiem w czekoladzie, i mimo że lubię kefir sam w sobie to nie jestem pewna czy pasowałby mi do czekolady :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie wcale nie takie ciekawe, bo chodzi też o proporcje miazgi do tłuszczu, różnica w cukrze itp.

      Kefir i czekolada bosko smakują razem! Zarówno, gdy chodzi o nuty, jak i taką a'la mleczna - zobacz sobie Naive Kefir (jest na blogu).

      Usuń
  2. Za smaki składników do sushi w czekoladzie podziękuję. Wczoraj je czułam w jednym ze słodyczy od Ciebie (czekaj cierpliwie i cierp! :P). Lubię grejpfruty bardzo, ale z cytrusowymi ciemnymi czekolada mam różne relacje. Pomelo jadłam raz albo dwa, chyba w liceum. Sympatyczny smak. Nabiał, cytrusy i nuty korzenne to dziwne połączenie. Wybrałabym jeden motyw i na nim się skupiła. Aktualnie preferuję korzenny. No i nabiał wolę w postaci twarożku bądź jogurtu, nie śmietano-kefiru. Ziemia? Meh.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bój się, żadnej sushi nie aromatyzowałam, nie biorę ich na spacerki do restauracji. xD

      Zgadzam się, że połączenie nie brzmi zwyczajnie, ale jest bardzo smaczne.

      Ziemia? Mniam.*

      Usuń
  3. Nie ufam kakao z tego rejonu, ale opisałaś ją tak entuzjastycznie, że chyba się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto! Ogólnie to naprawdę fajny region, gdy trafi się producent o odpowiednim do niego podejściu.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.