Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: quinoa / komosa ryżowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada: quinoa / komosa ryżowa. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 kwietnia 2026

Dolfin Chocolat Noir - Puur - Dark Cranberries & Graines grillees ciemna 60 % z żurawiną, sezamem, pestkami dyni i komosą ryżową

Ta tabliczka bardzo mnie zaintrygowała, bo rzadko spotyka się czekolady z ziarnami. A to wydaje się właśnie całkiem przyjemny sposób na pestki. Tych bowiem jakoś nie umiem jeść samych (a np. orzechy za to jak najbardziej). Kupując, myślałam, że może być naprawdę niespotykana i od razu pomyślałam, że musi wieńczyć wejście na jakieś wyższe miejsce w górach. Niestety, choć gdy tak szłam z Kopskego Sedla widoczność się poprawiła, kiedy wyszłam na Chata pri Zelenom plese, na niebie zaczęło zbierać się coraz więcej chmur, zasłaniających szczyty. Czekoladzie tej wymyśliłam sesję na Wielkiej Świstówce (w Polsce znanej jako Rakuska Czuba), ale zaczęłam obawiać się, że z widoków nici. Poniekąd miałam rację, bo nie było nic widać, a chmury odsłaniały widoki dosłownie na parę sekund co parę minut... Tak, uparłam się, by coś uchwycić i dość długo tam spędziłam. Czy tabliczka była tego warta? Potem zeszłam do parkingu Biela voda, mijając stację kolejki i Skalnaté pleso.

Dolfin Chocolat Noir - Puur - Dark Cranberries & Graines grillees to ciemna czekolada o zawartości 60% kakao z żurawiną i prażonymi pestkami: dynią, sezamem i komosą ryżową / quinoa.

Po otwarciu rozszedł się palono gorzki i słodki za sprawą karmelizowania zapach. Wyraźnie czułam niemal wytrawny, prażony sezam, niedookreślony motyw orzechów i pestek oraz lekką soczystość czerwonych owoców. Do głowy przyszedł mi likier... trochę palono kawowy? Kawowo-kokosowy? Po przełamaniu i w trakcie jedzenia nasilił się znacząco motyw owoców tak, że w sumie można rozpoznać żurawinę.

Tabliczka trzaskała średnio głośno podczas łamania, mimo że była bardzo twarda. Przekrój ujawnił sporo drobnych rozmaitości. Ogólnie dodatków znalazło się w niej tak wiele, że aż trudno zrobić kęsa bez nich - w domu, by się w nią wczuć, uważanie spiłowałam z brzegu trochę czekolady nożem.
W ustach czekolada rozpływała się wolno, jawiąc się jako maślano kremowa i gęsta. Odebrałam ją jako zbitą i uparcie zachowującą kształt. Mocno trzymała przy tym dodatki. Wydaje mi się, że miejscami wystąpiły w formie zlepko-grudek, ale w większości raczej osobno. Żadne z nich nie wydawało się specjalnie karmelizowane, acz z rzadka coś cukrowego się z nich nieco rozpuszczało. Gdy tak ją jadłam, raz po raz wracało wrażenie, że jest nazbyt mocno najeżona. Ze względu na to, jak dodatki trzymały się czekolady, wolałam zostawiać je na koniec. Gryzione wcześniej żurawina i komosa były nieco twardsze, acz nie mocno. Wszystkie okazały się bardzo małe. Sezam i dynia z kolei cały czas zachowywały się tak samo.
Ilość i wielkość dodatków jakby dopraszały się o gryzienie wcześniej, acz ja i tak głównie zostawiałam je już na koniec.
Dodatki gryzione na koniec były średnio wyrazistsze w kwestii tego, czym właściwie były. Pestki dyni mocno posiekano. One i sezam trochę się do siebie upodobniały. Były trzeszcząco-miękkawe, ale nie miękkie. Drobinki żurawiny to jędrno-soczyste kawałeczki, skórki i pojedyncze pesteczki o lepkawo-miękkiej, ale dość zwartej strukturze. Sezam trzeszczał. Malutkie kulki komosy ryżowej przeważnie były bardzo twarde i chrupiące, kojarzyły mi się z pełnymi chrupkami zbożowymi. Nieliczne nasiąkały i szły w papkowatym kierunku.
Dominowała komosa, potem żurawina. Sezamu było trochę, dyni miałam wrażenie, że mało.

W smaku pierwsza ruszyła odważna słodycz, w której wiele do powiedzenia miał karmel i konkretnie motyw karmelizowania.

Gorzkość snuła się za słodyczą i nawet nie próbowała jej dorównać. Miała nieco palony wydźwięk i zwłaszcza na początku kojarzyła się z kawą. Potem wiele zależało od układu dodatków i rozkładu sił wśród nich.

Czasem żurawina dość szybko zdradzała swoją obecność subtelnym splotem kwasku i słodyczy, czasem prawie nic się nie odzywało. Sporadycznie przewijał się mocniejszy akcent karmelizowana - obstawiam, że od nich.

Gorzkość, z nadrzędną słodyczą wszędzie wokół, zaserwowała nieco likierowy wydźwięk. Kawowo-jakiś, niedookreślony. Może kawowo-kokosowy? Na pewno palony, co żurawina pobrzmiewająca w tle jeszcze podkreślała.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa obok gorzkawości stanął jeszcze motyw maślany. Czasem oleiście-wytrawniejszy, jakby oleju sezamowego? Rzadko jednak.

Gdy spróbowałam odrobinkę czekolady osobno z paru różnych miejsc, wydała mi się lekko przesiąknięta dodatkami, a dokładniej motywem karmelizowania i ziaren.

Ogólnie z czasem czuć w niej też motyw pestek, niezbyt konkretny, ale jednak. Czasem mocniej przemknął sezam, bardzo rzadko akcent zbożowo-kartonowy. Przy mieszaninie tego wszystkiego raz po raz odnotowywałam też aluzje do  kokosa w samej bazie.
Gdy z ciekawości gryzłam dodatki obok, czuć je. Sama baza starała się wtedy jawić jako bardziej gorzkawa-cierpka, palona, ale ogólnie wydawała się prostsza, bliska plastikowej. Dodatki zaś... Wychodziły różnie wyraziście. Sezam w miarę się przebijał, dynia niezbyt, komosa wydawała się nijaka. Żurawina przebijała wszystko kwaśnością.

Końcowo czekolada robiła się bardzo maślana, ale nie zapomniała o palonej, teraz już wręcz cierpkiej, nucie. Słodycz trochę za bardzo sobie pozwalała, ale nie czułam mocnego przesłodzenia.

Dodatki gryzione na koniec wyszły lepiej, bo smakowały sobą, a słodka baza im nie przeszkadzała. I tak jednak zazwyczaj czułam niedookreślony miks. Tylko co jakiś czas coś odzywało się wyraźnie. Przeważnie smak czy to dyni, czy sezamu czy komosy przemknął i mieszał się z resztą.
Niewątpliwie jednak żurawina trzymała się raczej kwaśności, ale i słodycz w niej czuć.
Pestki czasem smakowały sobą, czyli dynią, ale ogólnie były bardzo nieśmiałe. Zupełnie zapomniały o karmelizowaniu. Sezamowi lepiej szło wyskakiwanie z tego tłumu, ze względu na swój prażony, wyrazistszy i wytrawniejszy to. Najwyraźniej wyszedł właśnie wytrawny, prażony sezam, potem dynia, a tuż za nią końcu komosa ryżowa. Ta przypominała nijakie chrupki zbożowe, ryżowe - jakiekolwiek - o dość neutralnym smaku.

Po zjedzeniu zostawał posmak głównie dodatków w różnych układach, a także echo cierpkiej i jednocześnie przesłodzonej czekolady. W zestawieniu z dodatkami jawiła się jako trochę likierowa. Dodatki utrzymywały się czasem na równych prawach, czasem któryś dominował. Kwaskawa żurawina nie miała z tym problemu. Sezamowi czasem udawało się wyłonić, dyni rzadziej. Komosa odpuszczała. 

Czekolada mnie trochę rozczarowała, bo pestki dyni i sezam mogłyby wyjść naprawdę charakternie, gdyby dyni tak nie posiekano, a sezamu dodano więcej. Po prostu, tylko tyle i aż tyle. Żurawina była podrobiona tak bardzo, że dawno takiej nie widziałam. Też niepotrzebnie. Komosa to dodatek zbędny, nudny, bo nic nie wnosił. Wyszedł z tego śmietnik dodatków bez wyraźnego charakteru. Sama baza po prostu w porządku - właśnie przydałyby się jej lepsze dodatki. Dużo tu gryzienia, gryzienia, ciamkania, ciamkania i tyle... Można zjeść, ale kompletnie bez emocji.
Na podobną dolegliwość cierpiała Zdrowa Sowa Czekolada z Bakaliami 72 % Ekwador.


ocena: 7/10
kupiłam: SmaczaJama.pl
cena: 16,90 (za 70g)
kaloryczność: 524 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, żurawina 6%, mieszanka pestek 3% [karmelizowane pestki dyni i komosy ryżowej (pestki dyni, komosa ryżowa, cukier), sezam], tłuszcz kakaowy, emulgator: lecytyna sojowa; naturalny aromat waniliowy

poniedziałek, 9 sierpnia 2021

Raaka 66% Green Tea Crunch Unroasted ciemna surowa z Republiki Dominikany z zieloną herbatą z ryżem i komosą ryżową

Czekolady i słodycze z zieloną herbatą robią furorę. Niestety przeważnie producentom chodzi o ciekawy wygląd, czyli zielony kolor. Stąd, tak mi się wydaje, tendencja do łączenia z nią czekolady głównie białej. A że ja za białymi obecnie nie przepadam, wiele z nich mnie ominęło. Nie, żebym ich żałowała, ale... trochę mi było żal, że niewiele marek wykorzystuje potencjał, jaki drzemie w duecie ciemnej czekolady i zielonej herbaty. Albo nawet mlecznej. Przykłady? Vosges: Super Dark 72 % Matcha Green Tea (2017), Super Dark 72 % Matcha (2020) i Mint Matcha Dark Milk 45 %. Jak widać, dobre amerykańskie czekoladziarnie nie patrzą na wygląd. Raaka to amerykańska marka niezbyt mi znana, ale niedługo miało się to zmienić. Niestety, czar prysnął, gdy tylko dzień przed degustacją wzięłam się za przepisywanie składu. Musieli zburzyć moje wyobrażenie o ciemnej czystej z herbatą (ewentualnie obstawiając, że może walną parę chrupiących liści), dodając potencjalnie przypominające nielubiane przeze mnie chrupki-kulki zbożowe chrupacze. Po co one tam?! Z komosą w kuchni się nie polubiłam, a w czekoladzie widzę ją jako zapychacz jeden z wielu (jadłam np. Alter Eco 60 % Cocoa Dark Quinoa). Też rozwalił mnie opis producenta. "Czekolada dla naszego wewnętrznego dziecka" - ja się zastanawiam... od kiedy to dzieci lubią zieloną herbatę? Tak, zdarzają się (w tym ja), ale... ? Producent połączył zieloną herbatę genmaicha (japońską prażoną z ryżem) z tłuszczem kakaowym, po czym wymieszał to z kakao i... dodał preparowaną komosę, aby "zapewnić dorosłym nostalgiczne chrupnięcia". "Uniwersalne, komfortowe jedzenie, ale nie utulenie do snu". I weź tu wiedz, o co chodzi... Miałam nadzieję, że nie o to, że tabliczka okaże się moim koszmarem.

Raaka 66% Green Tea Crunch Unroasted Dark Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 66% surowego kakao z Republiki Dominikany z prowincji Duarte z rezerwatu Zorzal z zieloną herbatą genmaicha prażoną z ryżem i preparowaną komosą ryżową (quinoa).

Zaraz po otwarciu poczułam bardzo delikatny zapach gorzkawego dymu i taki... "zielony", jakby algowy. Od niego odchodził leciutko kwiatowy, słodki wątek. Pomyślałam o kwitnącej wiśni. W tle także owocowo-soczysty motyw się zaplątał - być może właśnie wiśniowy... acz częściowo już bardziej w czekoladkowo-bombonierkowym rozumieniu. Dym i ta wyrazistsza część wydała mi się prażona (za nic nie użyłabym tu słowa "palona"). Trochę przewinęło się w tym ziołowo-orzechowych nut, ale nic jednoznacznego.

W dotyku i przy łamaniu tabliczka wydawała się trochę krucha, ale tylko z racji dodatku. Tak odznaczała się wysoką twardością, za sprawą której głośno trzaskała. Drobne kulki (quinoa taka jest - trochę większa od kaszy manny?) wtopiono mocno i nie sposób ich wydłubać. Nie wyglądało na to, ale tabliczka w środku była nimi straszliwie najeżona.
W ustach rozpływała się bazowo aksamitnie, łatwo i w tempie umiarkowanym. Wydała mi się dość kremowa, cały czas z istotnym efektem proszku i chwilami nieco wodnista. Zwłaszcza przy dodatku, który wypuszczała niechętnie, przez co drapał niemiło podniebienie. Z czasem odsłaniała ostre kulki, które do końca pozostawały chwilowo chrupkie. Były napowietrzone w taki... preparowany sposób (nadmuchane?). Kilka trafiło mi się twardo-chrupiących jak kamyki. Zajmowałam się nimi już po rozpłynięciu się czekolady, a mimo to w większości wciąż po trochu chrupały, trzeszczały, skrzypiały. Potem dopiero nasiąkały, rozmiękczały się i rozlepiały, by na sam koniec zmienić się w papkę obklejającą zęby. Gryzione "obok" czekolady też chrupnęły raz-dwa, a potem oblegały zęby, co przeszkadzało w odbiorze czekolady. Jak pisałam, było ich mnóstwo. Najeżyły tabliczkę, robiąc z niej szyszko-jeża i nieprzyjemnie zaznaczały swoją obecność "drapiąc" podniebienie. Nie podobały mi się.

W smaku od początku czułam znaczącą słodycz delikatnego karmelu, podrasowaną subtelną gorzkością. Wydał mi się palony minimalnie i... coraz bardziej złudnie korzenno-chłodzący, coraz bardziej... melasowy?

Od melasy rozeszło się więcej gorzkawości. Niosła ze sobą dym i orzechy. Chwilowo początkowo odebrałam ją jako chłodną, lekko ostrą, ale zaniechała pomysłu pójścia w tym kierunku. Mignęła mi ziemią, a ta w tle wskazała owocowo-soczyste echo. Jakby wiśnia? (Do głowy przyszło mi dobrze zrobione połączenie ciastek korzenny i wiśni jak z Lindt Hello Crunchy X-Mas Cherry). Soczystość wiśni, zarówno świeżych i dojrzałych, jak i taki... czekoladkowych, może suszonych np. w ciastkach płynęła z wolna w tle..

Dym dołączył do pierwszoplanowej słodyczy, która nieco wzrosła - jak dla mnie już za mocno. Wydała mi się prosta, ale na szczęście po paru chwilach i na dobre - mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa - jakby nasączyły ją kwiato-rośliny. Kompozycja robiła się nagle dość "zielona", taka roślinna...  żywo-wilgotna, soczysta, mimo że z lekkim prażeniem w tle. Leciuteńki, algowo-szpinakowy motyw dołączył do nich i umacniał się, aż z czasem wyszedł prawie na początek, gdzie zaprosił też po prostu zieloną herbatę (nie matchę). Zieloność podyktowała słodyczy bardziej słodzikowy charakter.

Do tej zieloności dochodziły nieśmiałe, orzechowo-kaszowe nuty, taka... "zbożowość". Poczułam drzewa, które jeszcze walczyły o bardziej "zielone nuty". Ponownie odnotowałam prażony wątek, a i dodatek zaczął wyłaniać się spod czekolady. Rozbijał tym samym jej smak, wprowadzał nijakość i trochę kaszowo-orzechowych nut. Na myśl przyszły mi suche liście zielonej herbaty, zboże. Może też kakaowe płatki-chrupki do mleka?

Czekolada bliżej końca zrobiła się słodko-dymna, kwiatowo-orzechowawa i chyląca się w stronę suszonych owoców. Pomyślałam o suszonych wiśniach, potem o jakiś innych, złoto-słodkich... soczystych, ale suszonych owocach. Niestety czekolada nie była zbyt wyrazista przez kulki kaszy, odwracające od niej uwagę.

Dodatek, który został też wyrazistością nie uraczył. Komosa wydała mi się mdła w smak, taka... chrupkowo-zbożowa, trochę jak różne preparowane zboża, ale nawet nie... Przede wszystkim "żadno-kartonowa".

W posmaku zostały raczej "zbożowate chrupacze", trochę herbaciano-prażony motyw, kaszowo-zbożowa nuta ogólna i delikatna, słodkawo-dymna czekolada jakby wyprana z gorzkości i charakteru ciemnej czekolady.

Mam wrażenie, że chrupki, które niewiele wnosiły, przy czym wcale nie były to pozytywy, zepsuły kompozycję spłycając i rozbijając jej smak. Zielona herbata wyszła dość dziwnie, ale w miarę wyraźnie, co - gdyby nie chrupki - mogło by być ciekawą parą dla... czekolady. Wprawdzie do niej samej też nie jestem przekonana, bo była łagodna, głównie słodka... jednak potencjał kakao czuć. Co innego, że np. nuta wiśni zupełnie nie pasuje mi do zielonej herbaty, która... była słabo wyczuwalna. I tak jednak mogę powiedzieć, że tabliczka rozczarowała mnie całościowo. Zapach łagodny, struktura nie... Tak kaleczyła mi podniebienie, że mimo nudnego, ale spoko smaku (sam smak jakieś 7-8 by mógł mieć, choć nie wiem, czy gdybym bardziej się na nim nie skupiła, coś by np. nie zaczęło mi bardziej przeszkadzać), zjadłam tylko 1/3, resztę z bólem serca oddając ojcu (który czekolady tylko gryzie i nawet nie przywiązuje wagi do smaku).


ocena: 5,5/10
cena: 28 zł (za 50 g - cena półkowa)
kaloryczność: 532 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, preparowana komosa ryżowa (quinoa), herbata genmaicha (zielona herbata, prażony ryż brązowy)

niedziela, 31 lipca 2016

Alter Eco 60 % Cocoa Dark Quinoa ciemna z komosą ryżową

Nawet nie wiecie, jak po kilku nieudanych prezentach cieszyła mnie perspektywa otwarcia tabliczki od osoby, która miała okazję poznać mój gust dokładniej. Ta osoba wie, że lubię zdrowe odżywianie, ciekawostki spożywcze i ciemną czekoladę. Co z tego wyszło?  A pewna tabliczka, która ruszyła ze mną na słowacką tatrzańską Banówkę z racji tego, że pomijając wszystkie poprzednie upodobania, po prostu nie przepadam za chrupkami w czekoladzie, a wracając np. ze szczytu znoszę je o wiele lepiej.
Stało się jednak tak, że czekoladę otworzyłam na Smutnej Przełęczy, bo tak wiało, że pójście granią byłoby głupotą. Czułam, że muszę okazać wykazać się też pokorą, bo podczas tego wyjazdu już chyba wyczerpałam swój limit nie całkiem rozsądnych decyzji i miałam przy nich dużo szczęścia. "Nie tym razem", pomyślałam, znalazłam sobie nieco osłonięte od wiatru miejsce i przyszło mi na myśl, że nazwa przełęczy doskonale pasuje do podjętej decyzji i miałam tylko nadzieję, że wyjęta z plecaka czekolada trochę uratuje sytuację.

Alter Eco 60 % Cocoa Dark Quinoa to ciemna czekolada o zawartości 60 % kakao z chrupkami z komosy ryżowej (quinoi).
Jest organiczna, wegańska, ma certyfikat Fair Trade, a produkuje ją całkiem ciekawa firma Alter Eco stawiająca na naturalne wyroby.
Komosa ryżowa była podstawowym pokarmem Inków, bo w terenach górskich jej uprawa była znacznie łatwiejsza od uprawy np. kukurydzy. Zawiera bardzo dużo białka, wapnia, fosforu, żelaza, witaminy E i smakuje, według mnie, jak bardzo delikatna kasza z mdłą orzechową nutą. W kuchni trochę z nią eksperymentowałam, ale na razie bez lepszych efektów, więc nie jestem jej wielką wielbicielką (ale może się to zmieni).

Po otwarciu tekturowego papierka i rozerwaniu sreberka poczułam dość mocny zapach ciemnej czekolady, który w pierwszym momencie wydał mi się bardzo zwyczajny, prosty.
Tak samo wygląd czekolady zapowiadał średniaka: bardzo ciemna, sucha i pylista. Spód usiany był sporą (ale nie przesadzoną) ilością kulek, pokrytych cienką warstwą (a więc nie posypka!).
Przełamałam i z zaskoczeniem odkryłam, że czekolada jest bardzo twarda i łamie się trochę nierównomiernie (pewnie przez dodatek), ale w żadnym stopniu nie przypomina kruszącego się Dolfina 88 %. Co więcej, nagle dotarł do mnie bardziej pyliście "asfaltowy" zapach kakao, wyraźnie prażony, ciepły. W trakcie degustacji odkryłam także subtelny aromat owoców, nasilający się z czasem.

Wreszcie spróbowałam, a w ustach rozeszła się przyjemna gorzkość. Czekolada zaskoczyła mnie tym, że zaczęła dość szybko i gładko się rozpuszczać. Była dość kremowa, tłustawa; zupełnie inna niż odebrałam ją na początku.

Przyjemna dosadna gorzkość odsłoniła trochę soczyście słodkawy smak owocu granatu ze specyficzną goryczką, a także o wiele delikatniejszy grejpfrutowy smaczek, przy którym pojawiła się skórka cytrusów, które po paru sekundach zatapiały się w dość silnie prażonym smaku.

Gdy zaczęłam obracać kawałek w ustach, z początku znikoma cytrusowa słodycz zaczęła się zmieniać, a także nasilać. Wciąż była bardzo owocowa, powiedziałabym, że coraz bardziej i nagle... prawie równająca się z gorzkością. Zrobiła się lekko karmelowa, po chwili "coś" ją przysłoniło. Chwilę to trwało, a w końcu stała się bardziej... cierpko przejrzała. Jak takie już bardzo miękkie jagody.

Jagody i granat były tu wiodącymi owocowymi nutami, a w tle prażony posmak zaczął się robić coraz bardziej orzechowy z minimalnie karmelowym akcentem.
Odsłonił on także bardzo, bardzo delikatny specyficzny "kaszowo-zbożowy" posmak rozchodzący się od chrupiących kuleczek. Nie da się go dokładniej opisać, bo to smak bardzo neutralny, nie wnosił zbyt wiele - równie dobrze mogłyby to być chrupki pszenne czy ryżowe; myślę, że w smaku zbyt dużej różnicy by to nie zrobiło (jak później się okazało, w składzie jest mieszanka mąki ryżowej i z komosy). Jednak... komosa ryżowa ma dość neutralny smak, więc po takim dodatku nawet za wiele się nie spodziewałam.

Dodatek mnie niczym nie zachwycił, ale muszę przyznać, że czułam, że tak właśnie będzie. Sama czekolada była z kolei niespodzianką aż do ostatniej chwili. W życiu nie spodziewałabym się tu tak soczystych nut jagód, granatu i grejpfruta i takiej porządnej gorzkości, której tak często brakuje mi w czekoladach, a już zwłaszcza tych z zawartością kakao niższą niż 80 %.
Ta czekolada może nie podbiła mojego serca, ale z chęcią spróbowałabym inne propozycje tej firmy.


ocena: 7/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 550 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: ziarna kakao, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, komosowo-ryżowe chrupki (komosa ryżowa, ryż, surowy cukier trzcinowy), ziarna wanilii