sobota, 1 sierpnia 2026

Steiner & Kovarik 70 % Extra Dark Chocolate ciemna

Moje pierwsze spotkanie z czeską marką Steiner & Kovarik nie wyszło najlepiej. Steiner & Kovarik Aluna Cokolada 55 % S Ruzi Kolumbie / Milk Chocolate 55 % with Rose bardzo mnie rozczarowała niemal niewyczuwalną różą, która miała być gwiazdą tabliczki. Jako że od razu kupiłam też dziś przedstawianą, sięgnęłam po nią bez większego zastanowienia. Czy po podlinkowanej świadomie dałabym szansę dziś przedstawianej, czy kupiłabym ją po tak rozczarowującej mlecznej z dodatkiem? Sama naprawdę nie wiem, więc w zasadzie cieszyłam się, że sprawa była już przesądzona.

Steiner & Kovarik 70% Extra Dark Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 70% kakao.

Po otwarciu poczułam zapach drewna i orzechów laskowych, trochę stłamszonych przez gorzko-cierpki, prosty palony wątek. Mimo to, robiły aluzje do tortu orzechowo-czekoladowego, który mimo pewnej wytrawności, wykazywał wysoką słodycz. Tę jednak tworzył głównie jakby tanio-wanilinowy, duszny wątek. Średnio wysoka, lukrowo-cukrowa, prosta słodycz mieszała się bowiem jakby ze sztucznym serkiem homogenizowanym - obstawiam, że to nadmiar lecytyn.

Twarda, niemal czarna tabliczka w dotyku była bardzo tłusta. Przy łamaniu dała się poznać jako przeciętnie twarda i tak też trzaskała, ujawniając ziarnisty przekrój.
W ustach czekolada rozpływała się wolno, jakby dopiero po chwili zastanowienia. Była gęsta i mazista, a kształt - mimo że gibko-giętki - zachowywała niemal do końca dość długiego, tłustego rozpływania się. Okazała się bardzo tłusta, a w dodatku jakby dziwnie zagęszczona. Czuć w niej ulepkowaty, tanio polewowy motyw takiego... zastygnięcia. Pobrzmiewająca pylistość sprawiała, że choć niby była gładka, nie potrafię o niej myśleć jako o gładkiej.

W smaku od razu czuć słodycz, która płynie w dusznym kierunku. Najzwyklejszemu na świecie cukrowi towarzyszyło dziwne, sztuczne echo, które narzucało mu jeszcze bardziej tani, wręcz tandetny wydźwięk.

Zaraz odezwało się też drewno. Suche, zwykłe drewno, obok którego powoli rosła gorzkość. Także najprostsza, najzwyklejsza i nieambitna gorzkość palenia. Paloność wyszła tu trochę topornie, serwując cierpkość nazbyt mocno palonego, prostego kakao w proszku. Wraz z duszno-sztuczną słodyczą zbudowały klimat polewy pseudoczekoladowej.

Do kompozycji dołączyła tłustość masła, które przez ogólnie tani wydźwięk chyliło się w stronę margaryny - tu wydaje mi się, że za dużo lecetyn miało w tym ogromny udział. Niemaślana maślaność wraz ze słodyczą miały w sobie coś z taniego serka homogenizowanego wanilinowego.

Między maślaność a gorzkość jakoś mniej więcej w połowie rozpływania isę kęsa spróbowały wbić się orzechy. Trochę pieczono-palone, trochę gorzkawe, a trochę słodkie orzechy... laskowe? Do głowy przyszedł mi tort a'la Ferrero Rocher z ciemnoczekoladową polewą.

A w następnej sekundzie, przez chwilę, pomyślałam o orzechowym lukrze, który zawrócił słodycz na bardziej właśnie zwykły tor cukru i lukru. Przez moment już było lepiej, po czym wróciła sztuczna taniość. Tym razem jako plastikowa polewa a'la lukier. Słodycz wspięła się na dość wysoki poziom i zaznaczyła się na języku, ale jakby bardziej wydźwiękiem niż mocą.

Margarynowo-maślany wątek usiłował uchwycić paloność, zdobył się na echo palonego, brązowego masła, po czym trochę odpuścił.

Paloność, cierpka goryczka o palonym wydźwięku złagodniała. Trochę tej paloności zmieszało się z orzechami, przekładając się na myśl o orzechach prażonych w... cukrze. Czyli nieudolnie karmelizowanych orzechach, które końcowo są po prostu w cukrze. Palona nuta została z tyłu.

Orzechy laskowe końcowo weszły w sojusz ze sztuczną, plastikowo-metaliczną tłustością, duszną i tandetną. Na szczęście to orzechy dominowały. Cierpkość mocno palonego kakao podążała za nimi jak cień.

Po zjedzeniu został posmak orzechowy, trochę złudnie margarynowy, jak tanich cukierków orzechowo-kakaowych w taniej polewie pseudo czekoladowej. Czułam też drewno i za mocno paloną nutę, jej pewną cierpkość, jak również duszną, sztuczną słodycz.

Czekolada wyszła źle. Nastawiłam się na prostą, ale smaczną czekoladę, a dostałam coś, co smakuje jak czekolada z marketu z najniższej półki. Gdybym tam ją kupiła, nawet bym aż tak jej nie krytykowała. Smakowy efekt to poziom prawie Fin Carre Czekolada gorzka 74 % (recenzja wersji 2021-2025), trochę gorszy, bo z nachalniejszym tanio-tandetnym motywem. Bliżej jej do Babayevsky Dark Chocolate Elite 75 % Cacao / БАБАЕВСКИЙ Шоколад Элитный 75 % Kakao. Mimo jednak, że aż tak zła jak ta rosyjska czekolada nie była, ocenę wystawiam taką samą, bo cena dziś przedstawianej (aż sprawdziłam na stronie producenta: $8.99 za 45g - wszak na Allegro mogą sobie liczyć za sprowadzenie) to jakaś kpina, bo 72 zł za 100g. 

Margarynowo-wanilinowy, sztuczno-duszny wątek chyba rozkręciły lecytyny w ilości o wiele przesadzonej. Bez tego byłoby lepiej, ale też mocno średnio, bo jednak prosta słodycz cukru i lukru i nieambitnie gorzki, palony smak nie zachwyciłyby nawet pozbawione tych nieprzyjemnych nut. Drewno i trochę orzechów laskowych nie pomogło. Gdyby miały lepsze towarzystwo byłyby zwyczajnie ok. To złe towarzystwo sprawiło, że odpadłam po 17 gramach, a i to męczyłam to-to. Uznałam, że będę dodawać jej po kilka gramów razem z innymi czekoladami do wypieków, w których jej taniość jakoś się ukryje.


ocena: 3/10
kupiłam: Allegro
cena: 17,50 zł (za 45g)
kaloryczność: 581 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, emulgatory: lecytyna sojowa lecytyna i E476