czwartek, 27 sierpnia 2026

E. Wedel Mleczna o smaku Pawełka Toffi z nadzieniem o smaku toffi

Mam mieszane uczucia do wydawania tego samego produktu w różnych formach, jako batony, i jako czekolady. Z jednej strony to po prostu powielanie, przez co wydaje się, że jest coraz więcej różnych słodkości, a tak naprawdę na półkach jest jedno i to samo, z drugiej nie każdy lubi formę batona czy tabliczki czekolady. Obecnie wręcz mnie odrzuca od zacukrzonych czekoladowych batonów z kiepskimi składami. Co zabawne, dopuszczam spróbowanie wybranych w formie czekolady. Choć po zmianach na gorsze wiele lat temu przestałam lubić okropne obecnie batony Wedla, czekolada E. Wedel Czekolada Bajeczny zaskoczyła mnie całkiem pozytywnie jak na coś takiego. Jako dzieciak lubiłam batony E.Wedel Pawełek Mleczny Toffi, ale zrobiły się okrutnie spirytusowe. Mama je uwielbiała. Długo były jej nr 1, więc gdy natknęłam się na taką tabliczkę, od razu do niej zadzwoniłam, czy chce. Chciała, mimo że pamiętała, że baton się pogorszył.


E. Wedel Mleczna o smaku Pawełka Toffi to czekolada mleczna o zawartości 29% kakao z nadzieniem (42%) o smaku toffi, nawiązującym do batona Wedla Pawełek Toffi.

Po otwarciu poraził mnie zapach mlecznej wręcz cukrolady, nie czekolady i spirytusowego toffi. Rozbrzmiewały na równo, zacukrzając już na tym etapie. Mocny, tani alkohol trochę maskował akcent waniliny, który nieśmiało wyłaniał się z przesłodzonej, nieambitnej czekolady.

Czekolada zdradzała tłustość już w dotyku. Wyglądała na miękki, plastikowy ulepek. Wydawało mi się, że zaraz zacznie rozpuszczać się w dłoniach, ale nie. Przy łamaniu nawet trochę się kruszyła. Okazała się bardzo trudna w podziale. Nie trzymała się ładnych linii, kostki nie łamały się równo. Przy podziale wyłaniało się nadzienie. Ku mojemu zaskoczeniu bardzo różniące się od tego z batona.
Każdą kostkę wypełniała średnia ilość miękkiego, ciągnącego, ale nie lejącego, tłustego nadzienia. Wyglądało na kremowe i wykazywało zwartość, lecz przy przegryzaniu się przez kostkę i tak się z niej wyciskało.
W ustach czekolada rozpływała się dość szybko, tłusto zalepiając usta. Miękła, serwując mi silną proszkość. Szła w coraz bardziej ulepkowatym kierunku.
Po paru chwilach czekolada rozchodziła się, pękała, ujawniając wnętrze.
Nadzienie było tłustsze od czekolady, w sposób śmietankowy, przez co wręcz śliskie, a jednak nie gładkie; miałam wrażenie, że jest nie tylko proszkowe, ale też jakby lekko scukrzone. Dało się poznać jako klejące, a do tego dziwnie gumiaste. To ostatnie bardzo odróżniało je od nadzienia batona. Rozpuszczało się dość szybko, ale wolniej niż to z batona, bardziej kremowo.
Czekolada i krem mieszały się w lepką, miękką maź.

W smaku czekolada uderzyła przesadzoną słodyczą, na którą złożył się głównie cukier. Towarzyszyła mu ciężka, duszna wanilina, ale w zaskakując (jak na Wedla) małej ilości. Mleko odezwało się bardzo nieśmiało. Brakowało mu siły przebicia.

Za to nadzienie szybko dało o sobie znać, dodając jeszcze więcej cukrowej słodyczy i nutkę alkoholu. 
Gdy nadzienie wyłaniało się spod czekolady, w zasadzie dominowało, a cukrowa czekolada robiła mu za tło (nie dała się zagłuszyć zupełnie). Jego natychmiast drapiącą w gardle słodycz podkręcał ordynarny alkohol. Ku mojemu zaskoczeniu jednak wcale nie aż taki mocny. Ot, trochę taniego spirytus, ale raczej kapka niż cała flacha. Został uładzony... aromatami? Po pierwszej szarży zrobił trochę miejsca jakby aromatowi masła i śmietanki, a po paru chwilach też mleku skondensowanego, które ze słodyczą ułożyła się w kajmako-toffi.

Mniej więcej w połowie rozpływania się się kęsa wydało mi się zaskakująco wyraziste i zgrane z alkoholem, który nie porzucił taniego wydźwięku, ale bardzo zelżał, więc było to bardziej przystępne. Niestety jednak jakby ujawniał sztuczność nadzienia. W jego słodyczy z czasem w ogóle czułam coś cukierkowego, dziwnego (syrop?).

Gdy spróbowałam samego kremu, wydał mi się bezlitośnie zasładzający, ale właśnie sztucznie, nie zwyczajnie cukrowo. Utwierdziłam się też, że nadzienie czekolady było o wiele mniej alkoholowe niż nadzienie batona - ze szkodą dla odbioru, bo bez ogromu spirytusu lepiej czuć inne wady.

Za zasładzająco-sztucznym nadzieniem czekolada wydała mi się bardziej sztuczna, plastikowa i cukrowa. Wręcz czekoladopodobna.

Czekolada spróbowana osobno jawiła się trochę lepiej, mniej plastikowo, ale i tak wciąż czuć jej smakową, plastikową taniość. Mleko miało jednak wtedy więcej do powiedzenia. Tam, gdzie stykała się z nadzieniem, znacząco przesiąkła nim. W samą czekoladę mogłam się jednak wczuć w miejscach, gdzie kostki się łączyły i w przypadku "ramki".
 
Po zjedzeniu został posmak nieprzyjemnie sztucznej słodyczy, ale nie waniliny, a jakby takie... cukierkowej (?), motyw ordynarnego alkoholu, ale nie w dużej ilości. Czułam też okrutną słodycz inną, niż ta cukierkowa: łącząca kajmak i waniliowo-plastikową czekoladę.

Tabliczka była bardzo niesmaczna. Kiepska, okrutnie cukrowa czekolada oraz jeszcze gorsze, sztucznie słodkie, sztuczne, toffi-kajmakowe nadzienie z nutką taniego alkoholu. Fakt, smakowało toffi, ale bardzo sztucznym. Mniejsza niż w batonie ilość alkoholu ujawniła to, jak wiele złego mogą zrobić syrop glukozowy i aromaty. Smakowo więc efekt poniżej średniości i jakiś taki... mało Pawełkowy. Bliżej temu do po prostu czekolady z nadzieniem toffi (dobra konkurentka dla okropnych Milka Caramel Cream / Toffee Cream / Caramel). Struktura mi nie odpowiadała, bo takie rozwalanie się czekolady, łamanie się bez ładu i składu to wielki minus w przypadku nadziewanej, gdzie chciało by się, by każda kostka stanowiła jakąś czystą całość. Mam mieszane uczucia co do zmiany konsystencji Pawełkowego nadzienia. Z jednej strony - było inne niż w batonach, więc to nie jest do końca Pawełek w formie czekolady, ale z drugiej - przy takim rozwalaniu się tabliczki to kremowe nadzienie lepiej się sprawdziło, bo jednak trzymało się w kostce. Batonowe wypłynęłoby. To w zasadzie rozsądne posunięcie, więc jakiś plus udało mi się znaleźć - i chyba tylko za to wystawiłam jednak 3, nie 2. 

Dałam radę zjeść najmniejszą, krzywo ułamaną, a więc niecałą kostkę, czyli jakieś 7 g, po czym czułam potrzebę przepłukania ust herbatą i resztę oddałam Mamie.

Opinia Mamy: "A mnie smakowała! Chociaż nie powiedziałabym, że to czekolada Pawełkowa. Z batonem Pawełkiem się niezbyt kojarzyła. To była taka po prostu bardziej toffi czekolada. A ja lubię te wszelkie toffi nadziewane. Słodka, sama czekolada dobra i nadzienie smaczne. Nie mocno alkoholowe, ale takie dokładnie jak nadzienie toffi powinno smakować. Jak jadłam to ogólnie super, ale po zjedzeniu odczułam taki nieprzyjemny sztuczny posmako-niesmak. Szkoda więc, że ma zły skład, ale i tak ja bym jej o wiele wyższą ocenę wystawiła.".


ocena: 3/10
kupiłam: Żabka
cena: 9,30 zł
kaloryczność: 498 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: czekolada mleczna (cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, serwatka w proszku, łuszcz mleczny, emulgatory: lecytyna sojowa i E476; aromat), cukier, mleko zagęszczone słodzone (mleko, cukier), tłuszcz roślinny palmowy, syrop glukozowy, pełne mleko w proszku, serwatka w proszku, alkohol etylowy 1,7%, substancja utrzymująca wilgoć: inwertaza; aromaty, lecytyna sojowa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.